Znalezionych wyników: 12
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: St. James Cathedral
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1711

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-12-27, 10:05   Temat: St. James Cathedral
Kolejny dzień, kolejna sprawnie przeprowadzona akcja. Igła dosięgnęła celu zanim ta była w stanie zareagować i została otumaniona niemal natychmiast. Dała rade jedynie wydostać z siebie żałosne jęknięcie, które co prawda zwróciło uwagę kilku cywili w kościele, ale to nie był żaden problem. Vidar w końcu był tu z ramienia rządu i uwaga kilku cywili mogła zostać bardzo łatwo odwrócona na jego korzyść.
- Stuart, obserwuj cywili. Niewiadomo czy któryś nagle nie zacznie pluć ogniem. W mutantów żeby zabić, w ludzi żeby obezwładnić. – Mruknął do towarzysza, który zdążył podejść bliżej. W tym czasie sam sięgnął pod płaszcz, wyciągając pokrowiec z odznaką i legitymacją swojej matczynej organizacji i na chwilę odwrócił się od celu ich wizyty w domu bożym.
- Departament Bezpieczeństwa Genetycznego. Proszę nie przeszkadzać nam w wyprowadzeniu tej uciekinierki a zaraz stąd znikniemy. – Błysnął odznaką chwilowo w stronę reszty kościoła, a jego amplifikowany akustyką wnętrza głos nie powinien mieć problemu z dotarciem do każdego. Wiadomo, że pewnie rezydentny pastor wniesie skargę na robienie zamieszania w tym miejscu, ale to miało małe znaczenie. Uciekinierka była unieszkodliwiona przy małej ilości świadków i bez sięgnięcia po broń przez nikogo.
Rosjanin zwrócił się ponownie do ich celu, który wyglądał.. mało przyjemnie. Dziewczyna się potknęła i leżała na kafelkach kościelnej podłogi, cierpiąc na coś co wyglądało jak atak paniki. Mało go to obchodziło. Bezceremonialnie miał zamiar ją odwrócić na brzuch i skuć ręce za plecami, nie obawiając się używac siły na nastolatce. Ot taki był z niego zwolennik równouprawnienia. Nie silił się na mówienie do niej, co teraz nie miało większego sensu, Następnie, w stanie który prezentowała, raczej nie było szans na wyprowadzenie jej na jej własnych nogach, na co na szczęście też miał sposób. Po prostu ją wziąć na ręce i wynieść z kościoła, prosto do samochodu, w którym każe Stuartowi usiąść obok niej z tyłu i pilnować, podczas gdy sam przyciśnie gaz prosto do Departamentu. No, chyba, że coś się gdzieś po drodze popsuje.
  Temat: St. James Cathedral
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1711

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-12-12, 17:40   Temat: St. James Cathedral
Jak na wypranego mentalnie kundla, Stuart zaczynał się Vidarowi podobać. Skuteczny w wykonywaniu swojej roli, konkretny w zadawaniu pytań dowodzącemu i oszczędzający im obu czasu zbędnymi dywagacjami nad tym, co mu powiedziano. Jak najbardziej miało sens pytanie o pajączka i w sumie był tylko jeden powód dla którego Rosjanin już nie podrzucał w dłoni kulki która śniła się mutantom po nocach.
- Preferuję bardziej bezpośrednie podejście. Bardziej satysfakcjonujące a nie zanosi się, żebyśmy mieli potrzebować dodatkowych rąk do pracy, zwłaszcza ośmiu. – Oznajmił krótko, z nutą zadowolenia z faktu, że mógł swoje ulubione podejście stosować w praktyce. Ogólnie wydawał się dość rozluźniony i nie wykazywał specjalnego stresu, co raczej ni pasowało do obrazu kogoś kto zaraz szedł walczyć z mutantką, ale cóż. Tak już miał.
- To mi w zupełności wystarczy. – Sięgnął pod płaszcz, ale zamiast wyciągać któryś z dwóch pistoletów, które pod nim ukrywał, wyciągnął pojedynczą strzałkę z mutazyną. Miał ich co prawda więcej, ale ta konkretna miała załatwić sprawę. Przesadna pewność siebie? Może. Dzięki tej pewności siebie jednak był teraz tym, który wydawał rozkazy, więc chyba służyła mu dobrze.

- Dobra, koniec pogaduch. – Zaznaczył w końcu, nieco poważniejszym głosem i wyprostowując się ciut bardziej. Teraz wyglądał bardziej jak żołnierz wchodzący do akcji. Podniósł też lewą rękę, sięgając do zegarka. – Ustaw odliczanie na dwie minuty i idź do bocznych drzwi. Kiedy miną, wchodzisz. – Polecił, czekając moment aż towarzysz będzie gotowy do zaczęcia odliczania i po rzuceniu krótkiego „teraz”, włączył odliczanie i skierował się do głównego wejścia, wkładając zatyczki do uszu.
On jednak nastawił zegarek na półtorej minuty. Po cichu stanął w wejściu do kościoła, wypatrując swojego celu. Względna pustka pozwoliła mu łatwo zlokalizować obiekt Echo i kiedy jego zegarek lekko drgnął zamiast głośnego alarmu, Rosjanin po prostu zniknął. Trzydzieści sekund różnicy między nim a Stuartem miało mu pozwolić na przebycie dystansu do ich celu niepostrzeżenie. Następnie, po prostu wynurzy się z planu astralnego już w trakcie zamachiwania się ręką ze strzałką prosto w szyję ich celu. Dziewczyna powinna być bez szans.
Kiedy odskoczy pod wpływem ukłucia, Vidar wyciągnie pistolet unieszkodliwiający i wyceluje w nią, gotowy do strzału jeśli spróbuje uciekać lub atakować.
- Idziesz z nami.
  Temat: St. James Cathedral
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 21
Wyświetleń: 1711

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-12-09, 13:53   Temat: St. James Cathedral
Kundel. Derogatywne określenie na członków Departamentu jakim pocieszali się mutanci i ich zwolennicy, kiedy żarty na temat swoich wrogów były jedyną bronią jaka im pozostawała. Towarzysz Vidara na tej misji jednak trochę do tego określenia pasował. Wyprany mózg w kierunku posłuszeństwa i nadludzkie zdolności tropienia. Normalnie, podczas odprawy rosjanin domagałby się różnego rodzaju środków pozwalających mu sprowadzić cel misji w nienaruszonym stanie i jak najszybciej. Jakieś środki nasenne i karabin na strzałki. Jak na dzikie zwierzę, którymi nie oszukujmy się, niektórzy wolni mutanci byli. W tym nazywaniu Departamentu kundlami była ilość projekcji którą nie jeden psychoanalityk by się zachwycił, na okazję przeanalizowania używających tego stwierdzenia. Pewnie jacyś tacy byli gdzieś w laboratoriach.
To jednak nie była normalna misja. To było sprzątanie. Obiekt badań komuś dał nogę i trzeba było to naprawić. Vidar nie lubił takiej roboty. Jego perfekcjonizm nie pozwalał mu na akceptację takich potknięć po swojej stronie barykady, ale nie bardzo mógł coś poradzić. Jako członek wojskowego ramienia D.O.G.S. nie miał jak nawet pisać skarg na personel naukowy, a to pewnie któryś z nich do tego dopuścił. Niektórzy naukowcy odstawiali czasem konkretny debilizm wobec obiektów badań. Zwłaszcza tych przyjemnych dla oka. Pozostawało zatem Rosjaninowi tylko jedno. Odreagować na ich celu. Dlatego nie brał żadnych środków uspokajających i miał nadzieję, że „3Ch0” nie będzie zbyt kooperatywna.
Towarzystwo też miał dyskusyjne, ale obiekt 731, albo raczej Stuart okazał się użyteczny w podjęciu tropu ich celu. Rosjanin nie zagadywał towarzysza, kiedy ten używał swoich zdolności, żeby mu po prostu nie przeszkadzać. Zamiast tego po prostu prowadził samochód, podążając za wskazówkami, które jego towarzysz oferował a które zawiodły ich do katedry. Prezentowało to spory problem w postaci cywili. Na całe szczęście, reprezentowali prawo, więc nikt nie wezwie na nich policji a jeśli tak, to Departament szybko się z tym upora.
- Jest główne wejście i jedno z boku. Wchodzisz tym bocznym, ja głównym. Pewnie za ołtarzem jest przejście dla księży, ale w ciasnych korytarzach mi nie ucieknie. – Powiedział jak widział wejście do katedry, po czym wyjął z kieszeni jedną rzecz, którą jednak ze sobą zabrał i podał towarzyszowi broni. Zatyczki do uszu. W końcu znali jej zdolności. – Nie chcemy strzelaniny w takim miejscu. Musimy przynajmniej spróbować wziąć ją po dobroci, żeby dobrze wyglądać w raporcie. Jeśli jednak zaatakuje, to wszystkie chwyty dozwolone tak długo jak przeżyje. – Dodał, po czym miał zamiar skierować się ku katerze i przystąpić do wykonania planu. No, chyba, że jego towarzysz miał coś do dodania.
  Temat: Jak uratować stracony wieczór
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 277

PostForum: zakończone   Wysłany: 2018-12-09, 12:19   Temat: Jak uratować stracony wieczór
Vidar szczerze mówiąc nie pamiętał nazwy klubu do którego zaprowadzili go dwaj koledzy z Departamentu. Nie mniej, byli mu wdzięczni za dopięcie pewnego tematu, który uciekł im z rąk, więc wypadało dać im szanse na rekompensatę. Rosjanin nie był największym na świecie fanem klubów topiących swoich klientów w basie i migoczących światłach, które bez wątpienia zamieniałyby epileptyków w warzywka. Wolał picie w towarzystwie dla samego towarzystwa. Ot tak, socjalnie. Niestety, amerykanie nie tak traktowali wspólny wieczór po pracy, ale słaby byłby z Vidara rosjanin, gdyby odmawiał darmowego alkoholu, a dwójka upierała się, że stawia.
Faktycznie z początku było całkiem przyjemnie. Dwójka z oddziału bezpieczeństwa chętnie wymieniała się historyjkami z pacyfikowania mutantów ze swoim taktycznym kolegą, który natomiast chętnie opowiadał o patrzeniu na mutantów przez lunetę karabinu snajperskiego. Niestety, jeden z dwójki która okazywała dziś wdzięczność Vidarowi dostała powiadomienie, że byli gdzieś natychmiast potrzebni. Widać gdzieś jakiś transport musiał napotkać na problemy. Rosjanin nie był od takiej roboty. Szybkie pościgi nie wymagały rekonesansu ani nie dawały czasu na rozstawienie się metodycznemu, acz skutecznemu snajperowi. Nie śpieszył im zatem z pomocą, postanawiając dokończyć banknoty, które zostawili mu koledzy, zanim ucieknie z klubu. Czyli miał przed sobą jeszcze jakieś trzy kolejki.
Przeniósł się na fotel przy barze, dla wygody zamawiania kolejnych kieliszków. Miał z tej pozycji też z resztą całkiem niezły widok na parkiet do tańca. Może i nie pamiętał nazwy tego klubu, ale był z tych lepszych, z szatnią i w ogóle. Stąd było na co popatrzeć, gdyż grudniowy chłód na zewnątrz tutaj nie przeszkadzał patronkom lokalu w ubieraniu się wyzywająco, skoro mogły zostawiać płaszcze nie martwiąc się, że już ich nie zobaczą. Kto wie, może dostrzeże jakąś znajomą twarz i coś się da zrobić z tego wieczoru. Nie było jeszcze tak późno.
  Temat: Vidar Azarov
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 328

PostForum: Informatory   Wysłany: 2018-12-08, 15:33   Temat: Vidar Azarov
Vidar Azarov
lat 35
Choroby i alergie:
=
Obrażenia:
Zbyt zajebisty żeby być rannym
Frakcja i pozycja:
Zastępca dowódcy oddziału infiltracji w słuzbie D.O.G.S.
Rodzina:
Jakaś tam dalsza w rosji pewnie jest. Acz rząd im pewnie powiedział, że zabili go w Czeczenii czy gdzieś.
Opis mocy i poziom mocy:Przesunięcie Astralne 81%

Dodatkowe umiejętności:
Znajomość Rosyjsjego, Angielskiego i Arabskiego. Trening w Specnaz i wszystko co się może z tym wiązać.
Mocne i słabe strony:
Przyjmowane leki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Cele życiowe i marzenia:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Lęki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Uwagi do MG:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Sklep
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 1033

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2018-12-06, 22:15   Temat: Sklep
Vidar bardzo lubił pytania retoryczne. Zwłaszcza, kiedy zadawały je uparte mutantki, nie chcące słuchać się sług prawa i porządku w tej kapitalistycznej dziurze nazywanej krajem. Wszystko było po jego stronie w tym małym, na razie słowym, konflikcie. Siłą spokoju naciskał na nią, podchodząc do wszystkiego z mieszanką nonszalancji i rozbawienia. Na ten moment generalnie sprawdzał jak bardzo dziewczyna mogła się w jego oczach pogrążyć jeszcze bardziej. Szanował bowiem mutantów, którzy potrafili zrozumieć swoje miejsce i zamiast próbować wyskoczyć z pudełka losu, odnajdywali się w nim. Sam był z resztą najlepszym przykładem, że tak się da. Ot tak widziała mu się sprawiedliwość wobec swoich „braci i sióstr”. Brał siebie jako bazę i oczekiwał od każdego podobnej adaptacji do sytuacji jaką sam prezentował. Nic mniej, nic więcej. Mutacja to w końcu ewolucja a ewolucja to adaptacja.
- Tak. Odmawiasz prostej inspekcji która pozwoli nam się rozejść, tylko z racji upartości. – Odpowiedział na jej pytanie, prostolinijnym spokojnym tonem, jakby nauczyciel prezentujący jakiś fakt na lekcji. Następnie, tym razem prawą ręką sięgnął pod połę płaszcza, spod którego wyciągnął dziwnie wyglądający pistolet. Nie ważne czy znała się na broni, nie był to żaden model z jakim się spotkała. Skierował go nastepnie w jej stronę, w jednej ręce, wciąż widocznie się nie przykładając.
- Więc jak to robimy, skarbie? Po dobroci, czy chcesz ekspresowo trafić na wizytę w Departamencie? – Zapytał następnie. Oczywiście „skarbie”, było wypowiedziane prześmiewczo, bez flirtu czy innych zbędnych zagrywek.
  Temat: Sklep
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 1033

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2018-12-04, 18:26   Temat: Sklep
Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że Vidar nie miał żadnego konkretnego celu jeśli chodziło o dziewczynę. Gdyby po prostu przyznała, że rewizja sklepu zwróciła jej uwagę i stąd się spotkała wzrokiem z Rosjaninem zamiast pleść kłamstewka, raczej zostawiłby ją w świętym spokoju. Im bardziej natomiast próbowała go zbyć, tym ciekawsza się stawała. Była ratunkiem od nudy, który witał chętnie a jego być może przesadna pewność siebie nie pozwoliła mu dostrzegać potencjalnych zagrożeń. Prawda, że specjalnie niebezpiecznych mutantów, jak wyższego poziomu psioników nie trzymało się w getcie, ale jego lekceważąca postawa wobec zagrożenia ze strony swoich „braci i sióstr” mogła kiedyś się dla niego źle skończyć.
Ewidentnie jednak albo o tym nie myślał, albo po przemyśleniu sytuacji nie uznał potencjalnych wyżyn mocy swojej rozmówczyni za groźne. Ciężko było się bać mniejszej od siebie o głowę panienki, kiedy było się weteranem służb specjalnych i w dodatku potrafiło się znikać z linii niemal każdego ataku na który był w stanie naturalnie zareagować. Widocznie jednak jego nonszalancja została zinterpretowana jako pusty blef, gdyż dziewczyna zdecydowała się jednak pokazać pazurki, kiedy już chciał ją zostawić w spokoju, dopełniając tylko formalności.
- Już nawet tego wam nie mówią, kiedy was tu zwożą? – Zapytał, nieco rozbawiony jej nagłą agresją, wyciągając rękę spod płaszcza, wciąż pustą. Nie sięgnął po instrument skanujący. – Departament naprawdę schodzi na psy. – Ciężko było powiedzieć czy jego nieustępujące rozbawienie pochodziło z mniej lub bardziej celowego żarciku z nazwy swojego pracodawcy. Nie mniej, powrócił do niej spojrzeniem, i nabrał trochę powagi przed kontynuacją.
- Urocza iskierka buntu, ale uwierz mi, że nie masz wyjścia. Musisz jakoś przejść przeze mnie. Jeśli wolisz siłową opcję, to możemy się zabawić. – Rozłożył następnie ręce na boki, jakby zapraszająco. Prowokował ją, żeby go nieco zabawiła próbą walki z nim. Na każdy akt agresji z jej strony był gotów odpowiedzieć znikając za osłoną planu astralnego. Co zrobi potem, już zależało od tego jaki genialny pomysł przyjdzie jej do główki.
  Temat: Vidar Azarov
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 271

PostForum: Telefony   Wysłany: 2018-12-03, 21:28   Temat: Vidar Azarov
Vidar posiada dwa telefony. Prywatny, jak najbardziej zwyczajny i służbowy. Odpicowany nowinkami technologicznymi Departamentu dla maksymalnego zabezpieczenia połączeń.

Kod:
<center><div class="sms1"><img class="sms2" src="ICONKA" />(1) nowa wiadomość od XXX<div class="sms3">TREŚĆ</div></div></center>
  Temat: Sklep
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 1033

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2018-12-03, 19:06   Temat: Sklep
Vidar bardzo lubił zdolności jakimi los go obarczył. Bycie praktycznie nieśmiertelnym w otwartej walce dla kogoś kto właśnie walką zarabiał na życie było bardzo miłe. Czasem jednak czuł zazdrość wobec mentalnych mutantów, którzy potrafili podsłuchiwać cudze myśli. Teraz bardzo go ciekawiło właśnie co też działo się w główce dziewczyny, która zwróciła jego uwagę. Plątała się w swojej sytuacji, trzymając się swojej wymówki niczym koła ratunkowego na otwartym morzu, mimo iż było jasno widać, że uchodziło z niego powietrze. Co prawda nie złapała się na przynętę jego propozycji rozwinięcia swojej wymówki, ale nie odeszła od niej zbyt daleko. Nadal była na haczyku, czy jej się to podobało, czy nie. Niestety, nie specjalnie miał coś do niej, prócz chwilowego urozmaicenie sobie wieczoru, więc trzeba było kończyć to spotkanko.
- Późna. – Odpowiedział krótko, już bez prowokacji. Rzucił to słowo jakby ze zniechęcenia, odsuwając kwestię jej pobytu tu i uznając ją za skończoną. Skoro jednak już ją miał w swoich szponach, mógł przynajmniej dopełnić formalności w związku z nią. Lepiej będzie wyglądać jego patrol, jeśli choć raz kogoś przeskanuje. Ktoś wyżej pewnie patrzył na takie pierdoły obliczając KPI poszczególnych agentów, a w końcu był tu po premię na święta. Może i nie miał komu za bardzo sprawiać prezentów, ale to tylko znaczyło, ze więcej kasy dla niego.
- Jeszcze tylko jedna rzecz. Ręce tak, żebym je widział i odsłoń chip. Tylko formalność. – Wciąż w jego posturze była pewna dawka nonszalancji, ale jego słowa miały już namiastki polecenia. W międzyczasie sięgnął za połę płaszcza, z zamiarem wyciągnięcia gadżetu skanującego, który dostał od przełożonych. Może gdyby pamiętał o niej coś więcej wiedziałby, że to nie był dobry pomysł.
  Temat: Sklep
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 1033

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2018-12-02, 22:21   Temat: Sklep
Nie było przypadkowych przechodniów. Nie w gettcie. Każdy kto tu przebywał i nie nosił na sobie insygni Departamentu był bogiem chodzącym pośród ludzi. Często niepokornym, ściągniętym tu wbrew woli bogiem, który tylko planował co zrobi kiedy znajdzie się po drugiej stronie muru. Nikt nie był ponad bycie podejrzanym, nawet młode ładne dziewczyny. Poza tym, Vidar był po prostu znudzony. Zimno solinemu ruskiemu chłopu nie doskwierało a cała noc była przed nim. Ktoś na kim mógł skupić swoją uwagę był darem niebios. Poza tym, ciekawiło go skąd kojarzył jej buźkę, mimo, że ona nie wydawała się mieć specjalnej reakcji na jego widok, prócz naturalnego w tej sytuacji strachu, że mógł ją uznać za podejrzaną.
Vidar nie szukał zaczepki, nawet nie chciał nic zrobić dziewczynie. Jakoś wątpił by miał za jej sprawą natrafić na cokolwiek co musiałby zamieścić w raporcie, acz mógł się choć trochę zabawić jej kosztem. Może i byłby skłonny jej uwierzyć, że faktycznie miała się z kimś spotkać, ale kilka rzeczy się nie zgadzało. Nie spuszczając z niej wzroku, postawił kilka kroków do przodu, stając między nią a ulicą, zostawiajac ją z plecami do budynku.
- Ciekawe miejsce na schadzkę. Pora też interesująca. – Odparł, z lekkim rozbawieniem zarówno na twarzy jak i w głosie, po czym zrobił spokojny krok w jej stronę, wciąż z pewną siebie nonszalancją. – Ja tam wolałbym jakieś cieplejsze miejsce, ale co ja tam wiem. – Wzruszył ramionami, stawiając kolejny krok, wkraczając w jej przestrzeń osobistą. Przerwał następnie na chwilę, rozglądając się za jej potencjalnym towarzystwem, które nie wydawało się pojawiać.
- Przyszłaś za wcześnie, rozumiem. – Skwitował jej rzekome alibi, już tym razem nie kryjąc rozbawienia w głosie. Nie podchodził bardzo blisko, ale nadal blokował jej potencjalną ucieczkę w kierunku jezdni. Był ciekawy co zrobi.
  Temat: Sklep
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 1033

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2018-12-02, 18:06   Temat: Sklep
Dziś nie była jedna z tych okazji podczas których Vidar chował się za cudzą tożsamością i próbował infiltrować struktury mutantów w tym czy innym miejscu i celu. Jeden z członków jego zespołu leżał właśnie na stole operacyjnym, więc prócz nagłych wypadków nie wzywano ich grupy do szczególnych zadań. Nie mając nic lepszego do roboty, a chcąc załapać się na nadchodzący świąteczny bonus, zdecydował się zgłosić do patrolowania getta. Spokojna robota i w dodatku przyjemna, kiedy można patrzeć na rezultaty swojej pracy. Nie jedną z twarzy które swego czasu widział po drugiej stronie lunety mógł tu minąć na ulicy. W dodatku, sam bardzo kontrastował z przeciętnym przechodniem w tym kawałku miasta. Mieszkańcy getta nosili cokolwiek co Departament potrafił w ich stronę rzucić, podczas gdy Vidar przechadzał się w ewidentnie drogim płaszczu, z szalikiem przyjemnie i ciepło otulającym jego szyję. Nie trzeba munduru i loga departamentu na ramieniu, aby ewidentnie prezentować sobą kogoś, kto był ponad mieszkańcami getta.
Jego mały patrol zaprowadził go do głównego sklepu w tym kawałku miasta. Trafił na moment, kiedy akurat nie było żadnych klientów, co dawało mu perfekcyjną okazję do zadania kilku pytań właścicielowi. Proste sprawy. Czy ktoś ostatnimi czasy zmienił zakupywane rzeczy? Czy ktoś pytał o nietypowe artykuły? Czy ktoś przestał się nagle pojawiać?
Ewidentnie zadowolony z siebie, bądź z tego czego się dowiedział, skierował się następnie do wyjścia. Prócz samych drzwi, napotkał też parę oczu, zerkających do środka, oraz siłą rzeczy na niego, z racji, że kierował się do wyjścia. Należały one do całkiem niebrzydkiej młodej kobiety, którą skądś kojarzył. Nie umiał powiedzieć skąd, ale ona pewnie lepiej pamiętała twarz, którą nie raz mijała w siedzibie Departamentu, po przeciwnej stronie barykady względem siebie. Nie mniej, dziewczyna była jakąś ciekawostką, tak sama się plącząca i podglądająca uczciwych obywateli zza szyb.
- Sklep jest otwarty. Nie wchodzi pani? – Zapytał, nonszalancko, jakby nigdy nic, kiedy dotarł do drzwi i wychodził na zewnątrz. Przyglądał się jej z zaciekawieniem, oczekując czy coś odpowie. Cała jego postawa zdradzała przesadną wręcz pewność siebie. Jakby wcale nic mu nie groziło, mimo, że był bogato ubranym burżujem w getcie, aż proszącym się o bycie napadniętym.
  Temat: Vidar Azarov
Vidar Azarov

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 691

PostForum: Karty Postaci   Wysłany: 2018-11-29, 21:51   Temat: Vidar Azarov
Vidar Azarov
urodzona/y w Moskwie 13.05.1983 roku, mieszka Seattle od czterech lat, przynależy do D.O.G.S, piastuje stanowisko zastępcy dowódcy oddziału infiltracji, wizerunku użycza Richard Armitage
historia

Vidar miał szczęście zostać oszczędzonym przez agonalne konwulsje Związku Radzieckiego. Urodzony jako syn majora Armii Czerwonej, mógłby się cieszyć z faktu, że jego ojciec był trochę za niski stopniem by uniknąć czystek i restrukturyzacji sił wojskowych w umierającym imperium. Był wtedy bowiem ledwie kilkuletnim dzieciakiem, który nie zauważał specjalnie zmian, które dookoła niego zachodziły. Zarówno przed jak i po zmianie ustroju, mógł się cieszyć względnie komfortowym dzieciństwem, z matką stale przebywającą w domu i zajmując się jedynakiem z całą uwagą jaką mogła mu racjonalnie poświęcać. W szkole pomagał mu odziedziczony po dekorowanym oficerze intelekt, umożliwiając mu łatwe imponowanie nauczycielom i stosunkowo niewielką ilość okazji, kiedy tatuś musiał mu grozić pasem. Major Azarov był dość surowym rodzicem jeśli chodziło o oczekiwania co do przyszłości syna, ale tak samo jak karał za przewinienia, tak potrafił równie hojnie nagradzać sukcesy. Młody Vidar jak na chłopaka przystało, idealizował ojca oficera, od najmłodszych lat wykazując chęci pójścia w jego ślady. Nawet jego matka nie miała nic specjalnie przeciwko temu, widząc że może była to ryzykowna opcja, ale w stanie gwałtownych przemian społecznych, Armia była jedną z niewielu stabilnych gałęzi państwa. Co prawda ta sytuacja się uspokajała z czasem, ale kiedy życie w Moskwie się ustabilizowało, cała rodzina była już tak przyzwyczajona do widzenia dla syna przyszłości w wojsku, że nikt tego już nie kwestionował.

Nastoletnie lata Vidar spędził dość przewidywalnie. Oceny mu trochę spadły, chował się za torami, pijąc pierwszą wódkę którą jeden z kolegów wyniósł z domu i ogólnie był typowym przykładem okresu buntu. Obrywało mu się za to wszystko oczywiście od ojca, ale nie przejmował się tym zbytnio. Nadal, nawet po którymś pociągnięciu z flaszki był skłonny opowiadać jakim to będzie zajebistym wojskowym, kiedy pójdzie się bić z Czeczeńcami, Afgańczykami czy Amerykanami, zależnie jaki konflikt był obecnie najbardziej w modzie. Pewność siebie pomagała mu w zawieraniu znajomości z rówieśnikami obu płci i niejedna osoba z tamtych czasów pewnie jeszcze go pamięta. Kiedy nie był w szkole ani nie bawił się ze znajomymi, prowadził dość aktywny tryb życia, imitując różne ćwiczenia, które miały go czekać na początku służby o której marzył. Z początku było to polecenie jego ojca, próbującego mu wybić z głowy szlajanie się ze schowaną w plecaku butelką zamiast książek, ale po czasie zaczął to lubić. Zwłaszcza, kiedy dziewczyny zaczynały na niego patrzeć z wyraźnym zainteresowaniem jego coraz bardziej wysportowaną sylwetką. Hormony to potężny motywator. Od szesnastych urodzin, tatuś pozwolił mu też (pod ścisłym nadzorem oczywiście) zacząć uczyć się obsługi i konserwacji starego dobrego kalashnikova, którego posiadali mniej lub bardziej po cichu. Młody miał ewidentną smykałkę do celności od samego początku, ku dumie tatusia.

Jego faktyczne życie nabrało jednak tempa, kiedy w osiemnaste urodziny, zamiast o prezent, poprosił ojca o papiery w sprawie zaciągnięcia się do wojska. Major oczywiście bardzo chętnie to życzenie spełnił, wiedząc, że syn przyniesie mu dumę. Vidar nie zawodził oczekiwań od pierwszego dnia ćwiczeń, które sam miał tendencję wykonywać w domu, będąc zawsze jednym z pierwszych lub pierwszym na mecie każdego toru przeszkód czy innych dyscyplin, które musieli wykonywać rekruci. To jednak miało małe znaczenie, względem jego wspaniałych wręcz wyników w strzelaniu, zwłaszcza na duże odległości. Nawet nie musiał rozmawiać z ojcem o rekomendacji do treningu snajperskiego, sierżant sam taki papierek mu chętnie wypisał.

Niestety, dwudziesty pierwszy wiek nie obfitował w większe konflikty zbrojne. Acz zapał, chęć do walki i świetne wyniki potrafiły kogoś wysłać na przykład do Czeczenii. Konflikt ten w końcu ciągnął się dobre dziesięć lat. Już w 2002, mając 19 lat, Vidar mógł się pochwalić pierwszym potwierdzonym trupem po drugiej stronie lunety karabinu. W swoim oddziale pełnił rolę strzelca wyborowego, obserwując pole walki i osłaniając towarzyszy. Z tej racji, często przebywał w daleka od oddziału, w jakimś wyznaczonym miejscu z którego miał dobry widok. Z reguły na jakimś dachu, acz pewien przełomowy moment miał miejsce w dzwonnicy pewnej małomiejskiej cerkwi. Ktoś bowiem przyuważył skąd padały strzały i cerkiew stała się celem dla czeczeńskiego moździerza. Powinien był wtedy zginąć, wiedział to z resztą świetnie, kiedy cała konstrukcja pod nim wybuchła, a on poczuł jak spada. Przez chwilę. Potem wszystko stanęło w miejscu a on się unosił w rozmytej przestrzeni, otoczony nienaturalnym zimnem. W pierwszej chwili myślał, że tak wygląda śmierć, ale kiedy zimno zaczęło się nasilać, włączył się instynkt samozachowawczy. Wciąż był świadomy i mógł się ruszać, acz czuł, że to zimno może to niedługo zmienić. Nie wiedząc co się działo, zaczął poruszać rękoma i nogami jakby chciał płynąć ku ziemi, mając nadzieję, że kiedy jej dotknie, wszystko wróci do normy. Niestety, tak nie było. Jego palce wniknęły w podłogę, kiedy próbował jej dotknąć, a jego panika narastała. Zaczął się miotać i dusić od zimna, aż jego myśli nie były skupione na niczym prócz tego, aby to się przestało, żeby obudził się z tego koszmaru. Chciał umrzeć walcząc, dumnie padając na mokre od przelanej przez niego krwi błoto, nie paść ofiarą nienaturalnego mrozu w jakimś koszmarze. I nagle.. wszystko się skończyło. Upadł na podłogę na wpół zawalonej cerkwi, bez jakiegokolwiek śladu tego co się stało, prócz przeszywającego zimna. Lekarze później uznali, że doznał szoku przez eksplozję, z której „cudem wyszedł bez szwanku”.
Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Vidar zaczął powoli jej oczekiwać a później nawet samemu ją wywołując, robiąc głupie rzeczy. Za każdym razem, kiedy był pewny, że zaraz zginie, tajemnicze przesunięcie go w ten rozmazany świat go ratowało. Z każdym razem poruszanie się w nim wychodziło mu coraz lepiej i coraz bardziej poznawał naturę tego zjawiska. Nie miał na nie nazwy, ale wiedział, że lepiej żeby nie zaczął rozpowiadać, że umie zamieniać się w zjawę. Nie obawiał się zakładu zamkniętego odkąd odkrył, że mógł w tym dziwnym stanie przenikać przez ściany, ale nie chciał zostać wyrzucony z armii jako szaleniec.
Po kilku wyjazdach do Kaukazu, jego ponadprzeciętną celność w raportach ktoś przyuważył, wysyłając mu rekomendację do treningu w równie elitarnej co kontrowersyjnej jednostce Specnaz. Nie lubi opowiadać o metodach jakim go poddano przez ten okres i niech tak lepiej pozostanie. Istotne są dwa fakty – Nie dał im złamać swojego ducha i kiedy miał je z głowy, płacono mu całkiem nieźle. Jako, ze spędzał znaczną większość czasu w jednostce, żołd odkładał się spokojnie na jego koncie. Jego najbardziej istotny epizod z tego czasu miał miejsce podczas konfliktu w Gruzji, gdzie jego jednostka po cichu wspierała pro-rosyjskich separatystów przeciw siłom lokalnego rządu. Jego zdolności miały wtedy świetną okazję do rozwoju, zarówno te normalne, jak i nadnaturalne. Opanowywał swoje moce, potrafiąc przywoływać je na zawołanie, acz poruszanie się w swoim rozmytym świecie wciąż przychodziło mu z trudem. Przeszywające zimno nie ustępowało ani trochę.

Dopiero w 2013 czekała na niego jakaś niespodzianka. Jego ojciec bowiem, teraz generał, powiedział coś niezbyt przychylnego o kimś dość istotnym. Vidar był na misji z daleka od Moskwy, kiedy dotarła do niego wiadomość, że jego rodzice „zginęli w wypadku”. Z racji doświadczenia w jednostkach specjalnych, dość szybko dostrzegł, że ta sprawa śmierdziała i zaczął się obawiać o siebie. Na całe szczęście, koledzy w jednostki trzymali się razem i mieli do kupy ogromne ilości kontaktów w wielu miejscach, przez które mieli okazje podróżować. Nie robił tego chętnie, ale wszystko wskazywało, że musiał uciekać z Rosji, jeśli nie chciał ekspresowo spotkać się z rodzicami. Udało się to zaaranżować i zaledwie dwa miesiące później, w styczniu 2014, z samolotu w Seattle wysiadł „Kolya Vadimowicz”. A przynajmniej tak mówił jego paszport.

Nie było mu niestety dane żyć na wygnaniu w spokoju. Wystarczyło parę miesięcy, żeby wszystko poszło się jebać, kiedy doszło do pamiętnego zamachu. Było to jednocześnie przekleństwo i błogosławieństwo, gdyż może i życie pod pieczą Wuja Sama stało się trudniejsze, ale dowiedział się, że nie jest sam ze swoimi dziwnymi zdolnościami. Mutant nie brzmiało zbyt dumnie, ale wolał to niż „dziwadło”. Kiedy powstał D.O.G.S. i zaczęły się polowania na jemu podobnych, stwierdził, że nie chciał się pozbywać swoich mocy. Były użyteczne a co ważniejsze.. musiał przyznać że podobały mu się. Zwłaszcza odkąd nauczył się poruszać za ich pomocą dość sprawnie.
Kiedy Departament się na stałe zakorzenił w Seattle, Vidar po prostu do niego poszedł. Bez pytania wszedł do recepcji i zagadał do pani za biurkiem. „Vidar Azarov. Ex-Specnaz, snajper, infiltrator, mutant. Chcę dla was pracować.”

Tak zaczęła się jego kariera. Vidar szybko okazał się wręcz idealnym nabytkiem dla Departamentu. Skuteczny, bez lojalności wobec swoich "braci" i wiedzący kiedy nie trzeba zadawać pytań. Z początku był (dosłownie) wolnym strzelcem, pracującym tylko jako zabójca. Potrafił się dostać tam gdzie niewielu mogło, w dodatku nie przejmując się alarmami czy strażnikami. Czy z kilometra przez lunetę karabinu, czy twarzą w twarz z nożem i wyciszonym pistoletem, potrafił się pozbyć kogo trzeba. Kiedy tylko jakiś istotny członek pro-mutanckiej organizacji został zlokalizowany, Vidar już po pół roku był pierwszym wyborem do bycia wysłanym w celu eliminacji takowego.
Szczególnie przyjemnie wspomina jedną paranoidalną panienkę, która myślała, że pieniądze tatusia pomogą jej się ukryć przed okiem Departamentu. Gdyby tylko dużej ich części nie przelewała ku mutanckim grupom. Ukrywała się przed światem w otoczonej uzbrojonymi strażnikami rezydencji, wraz z pokrywającymi jej ciało twardymi jak stal łuskami. Vidar jak gdyby nigdy nic przeniknął najpierw przez mur, niezauważony przez strażników, prosto do sypialni bogatej panienki. Nie spała sama, ale nie specjalnie go to obchodziło. Patrząc na mnogość ciekawych zabawek rodem z pewnej serii książek dla niespełnionych seksualnie matek, pewnie byli bardzo zmęczeni, kiedy uciekali w objęcia snu. Poza tym, te wszystkie przedmioty stanowiły świetną scenę dla ubrania całej sytuacji w szaty samobójstwa. Najpierw potraktował panienkę nożem po gardle, na którym jej łuski były słabsze, a kiedy zaczęła się miotać w agonalnych konwulsjach i obudziła swojego towarzysza, biedak zarobił po głowie od Rosjanina, wyłączając go z obiegu na ten moment. Nie, żeby planował pozwolić się mu obudzić. Rano, pokojówka znalazła ciekawą scenę. Kochaś przywiązany do łóżka, kompletnie zmasakrowany i leżąca na nim z poderżniętym gardłem paniusia wciąż trzymająca nóż w ręce. Wszystko spisane na niestabilność psychiczną nie umiejącej sobie poradzić z mutacją dziewczyny. Vidar dostał konkretną premię za tą akcję.
Z czasem jednak zaczął tęsknić za zorganizowaną pracą w drużynie. Nie mając zamiaru czekać aż ktoś mu to zaproponuje, zaczął sam naciskać w tym kierunku. Z jego zdolnościami był naturalnym kandydatem do oddziału infiltracyjnego. Trening jednej z bardziej elitarnych jednostek wojskowych procentował zarówno jeśli chodziło o fazę planowania wszelkich operacji jak i samo ich wykonywanie. Często jego rady poprawiały wynik misji, o celności czy braku skrupułów nie wspominając. Pchnięcie do promocji ku zastępcy dowódcy nadeszło względnie niedawno, podczas pamiętnego ataku na bractwo. Zidentyfikował on wtedy bowiem jedną drogę ucieczki z obozu mutantów, którą pierwszy zwiad przegapił i zadeklarował, że będzie ją osłaniał. Pięć dodatkowych trupów na jego koncie wystarczyło, zanim bractwo zorientowało się, że jednak nie mają gdzie uciekać. Nie było wątpliwości, że jego kontrybucja do tego znaczącego sukcesu była olbrzymia i został odpowiednio nagrodzony podniesieniem stanowiska i pensji.



charakter
Z Vidara jest kawał dziwnej bestii. Kiedy jest pora na wykonywanie rozkazów, prezentuje oblicze zimnego profesjonalisty, akceptującego tylko i wyłącznie perfekcję. Nie jest to jednak żadne zabawne poczucie obowiązku czy inne wyższe wartości. Po prostu zależy mu na własnej skórze, a kiedy chodzi o działania militarne, od każdej drobnej pomyłki może zależeć życie. Przynajmniej nie można go nazwać hipokrytą w tym kontekście, gdyż dla siebie bywa tak samo surowy jak dla innych. Kiedy dopatrzy się jakiegoś problemu w swoim podejściu do tego czy innego zadania, ma tendencję do upewnienia się na każdy możliwy sposób aby żadne poślizgnięcie się drugi raz nie powtórzyło.
Kiedy natomiast przychodzi pora odłożyć karabin, następuje w naszym snajperze diametralna zmiana. Jeśli jest w stanie sobie pozwolić na czas wolny, nie ma problemu ze staniem się duszą towarzystwa. Wyjdzie na miasto z kolegami z oddziału, prywatnymi znajomymi albo nawet sam pójdzie do jakiegoś baru i skombinuje nowych przyjaciół, ciągle pociągając z kufla piwo. Geny prócz nadprzyrodzonych zdolności dały mu też naturalną rosyjską odporność na alkohol oraz upodobanie do spożywania go w nie małych ilościach. Taki z niego spryciarz, że łączy w ten sposób przyjemne z pożytecznym. Raz czy dwa zdarzyło się mu już wylądować w mniej kolorowej dzielnicy podczas nocy na mieście i zdarzyło mu się wypatrzeć niejednego mutanta chowającego się przed ręką jego pracodawców.
U innych osób, ceni sobie te same cechy, z których sam jest dumny. Jeśli napatoczy się ktoś pewny swojej dziedziny, nie będzie miał problemu odejść na bok. Jako rasowy żołnierz, rozumie konieczność podziału obowiązków i fakt, że każdy powinien mieć swoje miejsce i sobie na nim radzić. Tak długo jak ktoś jest użyteczny, tak długo nie interesują go inne, powierzchowne cechy jak rasa czy inne pierdoły. W grupie nie jest „szefem” a „liderem”, tak długo, jak ktoś nie zaczyna spowalniać całej maszyny, którą steruje. Półśrodki nigdy nie są jego zdaniem efektywne i nie ma zwyczaju zataczać kół wokół problemów, preferując je konfrontować bezpośrednio.

Jeśli chodzi o mutantów natomiast, ma o większości swojego rodzaju słabe mniemanie. Większość swoich pobratymców uważa za duże dzieci, które boją się że źli dorośli w garniturach chcą im zabrać zabawki. Sam uznaje siebie za najlepszy przykład, że wcale nie trzeba uciekać od Departamentu i można z nim współpracować. Wystarczy tylko mieć jaja i zaryzykować.
opis mocy

Przesunięcie Astralne

Vidar jest zdolny do częściowego przenoszenia się do stanu bytu, który nazywa „Inną fazą rzeczywistości”. Po użyciu tej zdolności, znika niemal momentalnie z miejsca w którym stał dla każdego zewnętrznego obserwatora, jak gdyby był złożony z dymu, który został nagle rozwiany. Nie ma nazwy na to sam z siebie, ale ktoś bardziej wtajemniczony w sztuki mistyczne mógłby go uświadomić, że przenosi się wtedy na plan astralny. Wszystko dookoła staje się wybitnie rozmyte, nie pozwalając mu dostrzegać szczegółów jak litery na klawiaturze czy nawet twarzy otaczających go ludzi. Potrafi tylko generalnie rozpoznawać, że ta duża ciemniejsza plama to raczej szafa, a ten jaśniejszy kwadrat to prawdopodobnie okno. W tym stanie, jest zdolny do przemieszczania się niezależnie od grawitacji czy solidnych obiektów na swojej drodze. Nie jest jednak w stanie widzieć przez ściany, więc nie zawsze jest to tak przydatna zdolność jak mogłoby się wydawać. W dodatku, wszelki dźwięk który powinien do niego docierać jest zredukowany do głębokiego, niemożliwego do zrozumienia szeptu. Wszelkie technologiczne próby lokalizacji go wtedy zawodzą, nawet specjalne, ekranowane nadajniki GPS. Jego forma podczas użycia tej zdolności staje się jednolita. Gdyby miał na przykład pistolet w kaburze przy pasku, nie będzie w stanie go wyjąć a gdyby miał go w ręce, nie byłby w stanie pociągnąć za spust czy wyjąć magazynka. Zmaterializowanie się w ciele stałym sprawi, że dany kawałek ciała zostanie oderwany i uwięziony w danym ciele stałym. Co prawda testował to na razie tylko z włosami, ale raczej lepiej nie próbować z niczym innym.

0% - 25%
Przeniesienie na plan astralny następuje automatycznie w sytuacjach stresu, kiedy posiadający moc czuje ogromną chęć ucieczki lub potrzebę bezpieczeństwa. Jest też trudne do kontroli i użytkownik ma tendencje do zapadania się w podłogę czy inne okoliczne stałe obiekty z którymi ma kontakt. Wymaga ścisłej koncentracji tylko na poruszaniu się, żeby nie wyjść z przesunięcia w ścianie. Opuszczenie przesunięcia wymaga podobnie silnego impulsu emocjonalnego co wejście weń.

26% - 50%
Przesuniecie da się kontrolować. Wchodzić i wychodzić z niego na zawołanie całością ciała i wszystkim co ma się na sobie. Poruszanie się podczas używania umiejętności wciąż wymaga ścisłej koncentracji, nie pozwalając na dużo więcej.

51%-75%
Używający może dowolnie wkraczać na plan astralny i poruszać się pod jego osłoną ze sporą sprawnością. Użytkownik jest w stanie skupiać się na czynnościach oprócz samego poruszania się.

76%-99%
Można selektywnie opuszczać przesunięcie tylko daną częścią ciała nie tracąc ich. Ręką, głową, nogą.

100%
Można kogoś wciągnąć w plan astralny. Opuszczenie go samemu „uwolni” też wciągniętą osobę. Sposób w jaki Vidar przenosi się nie pozwala mu na interakcję z wciągniętą osobą i vice versa. Próby kontaktu skończą się przeniknięciem form przez siebie, ale mogą rozmawiać.

Wady: Przesunięcie nie powoduje specjalnego zmęczenia, za to plan astralny źle reaguje na przeniesienie całego materialnego ciała używającego i szybko wysysa ciepło z Vidara i/lub wciągniętej ofiary. Wskoczył weń raz z termometrem, który na zewnątrz pokazywał trzydzieści stopni. Po zaledwie dziesięciu minutach w przesunięciu, pokazywał minus dziesięć. Sytuacja ta nie poprawia się zależnie od opanowania umiejętności. Można ją wydłużać przez cieplejsze ubrania czy inne sposoby zabezpieczania się od zimna.

W codziennym ubraniu, Vidar może spędzić w przesunięciu trzy posty zanim zacznie mu grozić hipotermia, cztery zanim będzie musiał je przerwać, żeby nie zamarznąć. W zimowym ubraniu, cztery bezpieczne, pięć wymaga przerwania. Odczucie zimna pozostaje z każdą przesuniętą osobą przez cztery posty, nie ważne czy są na pustyni czy w realnej zaspie śnieżnej, nie pozwalając na ponowne użycie, pod groźbą śmierci. W przypadku przeciążenia się w każdy inny sposób w związku z Planem Astralnym, sześć postów na dojście do siebie powinno solidnemu ruskiemu chłopu wystarczyć.

Z dnia na dzień, moc ta nie przysparza rosjaninowi wielu nieprzyjemności. Nagłe skoki emocjonalne jednak, zwłaszcza strach czy poczucie niebezpieczeństwa wciąż mogą same wywołać przeskok w plan astralny bez kontroli Vidara. Był nawet przypadek, kiedy zniknął na chwilę pod wpływem nagłego ataku śmiechu z racji tej czy innej komicznej sytuacji na pewnej imprezie.

ciekawostki

- Jego ulubiona wódka to Sobieski
- Ma irracjonalną słabość do kotów, ale styl życia nie pozwala mu na posiadanie sierściucha
- Lubi i potrafi całkiem dobrze rzeźbić w drewnie
- Płynnie mówi po Rosyjsku, Angielsku i Arabsku
- O ile nie wita poranka zza lunety karabinu, ma tendencję do zaczynania dnia od serii pompek
- Posiada dwie blizny na torsie – Jedną definitywnie od pchnięcia nożem pod prawą stroną klatki piersiowej, drugą po ranie postrzałowej w prawym ramieniu.
- Od pół roku bezskutecznie próbuje ściągnąć z Europy dobrą swojską kiełbasę a nie jakiś hamerykański sausage
- Świetnie zna się na naprawie i konserwacji broni
- Jego główny sposób na naprawienie każdego mechanicznego urządzenia to walniecie w niego. Działa zaskakująco często.



*Na interakcję ze strukturami D.O.G.S. chciałem sobie zostawić retrospekcje, stąd pominięcie okresu służby w historii.
 
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10