Znalezionych wyników: 90
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Sala zebrań
Marian Cook

Odpowiedzi: 79
Wyświetleń: 5983

PostForum: Część socjalna   Wysłany: 2020-05-20, 16:13   Temat: Sala zebrań
Marian starał skutecznie wyminąć się od wcześniejszego prawie zadanego pytania nowym, czymś co wydawało się być zdecydowanie lepszym pytaniem. I które bardziej pasowało do sytuacji.
- Treningi... Tak. W takim wypadku... - Zaczął trochę niepewnie. - - W takim wypadku chciałbym uzyskać pomoc w podszkoleniu się w używaniu innych rodzajów broni.
Nie potrafił się zbytnio nią posługiwać, a była to zdecydowanie wielka przeszkoda. Potrafił w fechtunek, ale szkoda mu było biednej Patelni. No miecza to by nie nosił, jaki idiota idzie na strzelaninę z nożem? Patelnia to tak, ale jakiś zaostrzony metalowy kijek to co najwyżej do szpanu się przyda.
Nie chciał nikogo nader ranić. Marian nie chce nikogo zabić, co najwyżej pokiereszować. Marian ma Patelnię, Marian jest Wolnym Kucharzem. Ale to tym bardziej powinien nauczyć się jak poprawnie strzelać, tym bardziej powinien móc celnie kogoś obezwładnić bez konieczności stałego polegania ja mocy.
Wciąż uśmiechając się jakby wcale nie omawiali tematów wyjętych prosto z jakiegoś filmu akcji- gdzie to oni mieli problemy- czekał na odpowiedź. Samemu się nie nauczy wystarczająco szybko, potrzebny był mu instruktor. Nawet jeśli tego nie chciał.
  Temat: Sala zebrań
Marian Cook

Odpowiedzi: 79
Wyświetleń: 5983

PostForum: Część socjalna   Wysłany: 2020-05-14, 17:55   Temat: Sala zebrań
Głośno siedząc (jakkolwiek było to możliwe), Marian przez dłuższą chwilę nie potrafił zrozumieć słów do niego skierowanych, a ma jego twarzy widać było wciąż niemożliwy do opanowania uśmiech. Gdy w końcu do niego dotarło, w duchu poczuł... Ulgę. Spodziewał się, że to raczej tylko słowa otuchy, nic więcej jak miłe zachęcenie i zwrócenie uwagi, że się jednak liczy. Ale to było dla niego więcej niż wystarczająco. Gdyby nie sytuacja, zapewne wybuchłby wielkim śmiechem i rzucił paroma żartami, jak to najlepiej nadawałby się na Radnego Kibla, Strażnika Zaparć. Wiedział gdzie było jego miejsce i czuł się w nim całkiem dobrze. Wykonawca, drugoplanowy pomocnik, asystant. Nie posiadał ambicji, by obejmować jakieś wyższe stanowisko, chciał robić tylko to, co zawsze. Ale nie dało się ukryć, że tymi słowamk wzmocniła jego entuzjazm, jednocześnie trochę przypominając o sytuacji z DOM-u. Nie pamiętał z tego wiele, co prawda, ale swoje piętno to na nim odbiło.
Druga część wypowiedzi przypadła Marianowi jeszcze bardziej do gustu. Cieszył się, że Bractwo zostaje Bractwem, że jego ideały wciąż są podzielane. Rebelia rzeczywiście go martwiła, brutalne podejście do sprawy było według niego przepisem na zagładę. Na otwartą wojnę, gdzie zginęłoby więcej, niż ktokolwiek mógłby zakładać. Ale wierzył, że pozwoli to im, tak jak zresztą kobieta mówiła, wrócić na tory i wzmocnić ich.
Ale kobita niezła była, jak się tak zastanawiał. Może jego nie było nigdy ciężko zmotywować, ale był pewien że reszta też poczuła się podobnie. A to nie lada wyzwanie. Tym bardziej, gdy podczas tego wszystkiego jedna, "dosyć" ważna osoba musiała wyjść... Na co Marian udawał, że nie zauważył. Tak chyba było lepiej, przynajmniej taką miał nadzieję.
Gdy nadszedł czas na pytania, w jego głowie oprócz "Co chcecie jutro na obiad?" istniało jedno, nurtujące zagadnienie. Ale zanim zabrał głos, powstrzymał się z w połowie otwartymi ustami. Nie, lepiej o tym nie wspominać. I tak nic tym nie wniesie, lepiej będzie jeśli tylko cicho się zaśmieje, ukrywając swoją reakcję. Tak było najlepiej.
  Temat: Sala zebrań
Marian Cook

Odpowiedzi: 79
Wyświetleń: 5983

PostForum: Część socjalna   Wysłany: 2020-05-03, 19:26   Temat: Sala zebrań
Nieważne jak się starał, nie mógł powstrzymać rozkwitającego uśmiechu na swojej twarzy. Może było to nieadekwatne, może było to niestosowne i dla kogoś możliwie obraźliwe. Ale kto Mariana znał chociaż trochę dłużej niż pojedyncze spojrzenie, wiedział że nie leży w jego naturze zbytnie smętnienie.
- Mamy promocje jak w markecie widzę! - powiedział w pełnym uśmiechu, z zadowoleniem jakby właśnie wygrał w totka.
Jednakże perfekcyjnie wiedział, że nie jest to wcale takie łatwe. Nowe stanowisko oznaczało nowe i większe obowiązki. Oznaczało większą wagę ich decyzji i większe narażenie siebie i swoich bliskich. Jednak wierzył, że podjęte decyzje były dokładnie przemyślane. Sam też wiedział, że potrzebowali zmian- potrzebowali wzmocnić się.
Czy czuł się pominięty? Może troszeczkę. Ale nie miał co do tego żadnych żalów- kim on był jak tylko wolontariuszem, kucharzem który nierozważnie szarżuje używając swej mocy i Patelni, irracjonalnie odmawia nauki strzelania i zabijania. No i kobiety. Tak, ogólnie, kobiety. Brrrr. Straszny gatunek. Już prędzej zjadłby surowego gekona niżeli miałby pozwolić jakiejś ladacznicy się nadto zbliżyć.
Wciąż w uśmiechu przeprosił jednak cicho za swój z bliżej nieokreślonych przyczyn powstały wybuch i poprawił się na krześle. Po chwili udało mu się odzyskać część powagi, tym razem jedynie będąc delikatnie uśmiechniętym, nad czym jednak nie panował i nie zdawał się zdawać sobie z tego sprawy.
Miał nadzieję, że mu jednak to wybaczą. Co prawda nie bał się o swoją "pozycję", wciąż działałby tak jak wcześniej, dając siebie wszystko na rzecz Bractwa i swoich wyimaginowanych ideałów. Jednakże mogliby mu kazać czyścić kible szczoteczką do zębów czy coś. Znaczy, inne latryny były ok, ale swojej własnej wolałby uniknąć za wszelką cenę.... Nawet, o zgrozo, dotknięcia przez przedstawicielkę płci pięknej.
  Temat: Sala zebrań
Marian Cook

Odpowiedzi: 79
Wyświetleń: 5983

PostForum: Część socjalna   Wysłany: 2020-04-26, 00:00   Temat: Sala zebrań
Wytknięty język nowej znajomej ucieszył go w duchu, a sam zaśmiał się cicho kryjąc śmiech zaciśniętą pięścią. Może jego akcje zostały nieco na opak zrozumiane, ale nic na to nie mógł poradzić. Znaczy, mógł. Chyba. Ale w tej chwili nie potrafił, może kiedyś mu przejdzie. Może.
Jego beztroski uśmiech jednak zaniknął, gdy kobieta zaczęła mówić. Słuchał bardzo uważnie z założonymi rękami. Spodziewał się raczej, że to ich szefuncio zajmie głos, ale nie wnikał w szczegóły. Ostatnio zbyt dużo się działo, na tyle by on sam zaczął się martwić również zewnętrznie. Gdy wspomniano o akcji w DOM- u Marian lekko się wzdrygnął. To nie jest coś, co chciałby pamiętać... I raczej nikt, kto był stosunkowo niedaleko niego. No, skrótowo mówiąc dał plamę. Wiele plam. Od wielu osób. Chwalić niebiosa, że Brad go uratował, bez niego nadal siedziałby pewnie na jakimś wspólnym kiblu w bólu.
Gdy skończyła, nie odezwał się. Siedział w ciszy analizując wszystko. Sam nie mieszał się w sprawy "góry", jak coś to tylko w sprawach żywnościowych. Zastanawiał się, czy rzeczywiście mają aż tak mało dobrych ludzi, a raczej- co oznacza słowo "dobry". Wiedział, że są silni. Nawet jeśli mają problemy- wciąż są silni. I wierzył, że będą tylko rosnąć w siłę- musieli.
Dalej siedział w ciszy, w rzadko widocznej pozie pełnej uwagi, bez zwyczajowego uśmiechu. Wierzył, że wiedzą co robią. Wierzył, że decyzja jaką podjęli jest słuszna. Teraz tylko oczekiwał jak inni zareagują na te wieści. Jego to raczej mało ruszało.
  Temat: Mam supermoc, ale...
Marian Cook

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 442

PostForum: off-top   Wysłany: 2020-04-20, 21:05   Temat: Mam supermoc, ale...
Pirokineza, ale nie jesteś odporny na ogień który tworzysz bezpośrednio z ciała :3

__
Hm... To może przewidywanie przyszłości
  Temat: Sala zebrań
Marian Cook

Odpowiedzi: 79
Wyświetleń: 5983

PostForum: Część socjalna   Wysłany: 2020-03-22, 21:10   Temat: Sala zebrań
/początek

Marian po całej wcześniejszej akcji w AG, DOM-em, etc. etc. nie do końca sypiał dobrze. Bardziej niż psychicznie, to fizycznie. Od zawsze obciążał swój organizm dosyć mocno, ale nigdy nie aż tak- ale była to jego decyzja, którą każdy uszanował. No, prawie każdy, ale nie na wspominki był czas.
Przyszedł do sali ze swoim zwyczajowym miłym uśmiechem i worami pod oczami, które jednak nie tłumiły ich ognistego błysku. Tym razem przyszedł ubrany w garniak, który jakimś cudem na nim nie wisiał, a nawet więcej- idealnie pasował! Na tej szczapie! Ubrał go bardziej z powodów że kończyły mu się świeże ubrania, a nie nadążał ich myć, niżeli z powodu zebrania czy czegokolwiek. No, zresztą lepszej okazji chyba nie będzie miał i tak.
Koniec końców zajął miejsce jak najdalsze od Pań tam siedzących, gdziekolwiek ono by nie było. Nie obchodziło go, jak na to inni zareagują. BYLE. JAK. NAJDALEJ.
  Temat: Miejsce dostaw
Marian Cook

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 841

PostForum: Garaże   Wysłany: 2020-03-06, 18:48   Temat: Miejsce dostaw
Marian zdecydował się jednak zostawić resztę rzeczy dla wolontariuszy. Tak było lepiej, nie tylko dla niego, ale i dla ludzi którzy musieliby go wąchać. I dotykać. I ogólnie przebywać przy zbyt małej przestrzeni. Nawet jego promienisty uśmiech [z wojennym chomikiem] i świeża (no tak nie bardzo) prezencja na niewiele by się tu zdały. To co w tej chwili powinien zrobić to odpocząć, by być w stanie wykonywać swoje obowiązki.
Ale zanim zniknie....
- Haha, znaczy, przepraszam, nie o to mi chodziło. Miałem na myśli "zboczona", "moralnie nieodpowiednia" albo też, wybaczcie mi, "zdzirowata".
Wytknął język jakby miał 7 lat (umysłowo to i tak za dużo) ze śmiechem. Jednak zanim dostanie kapciem czy kto wie czym innym (za to ostatnie to prawdopodobnie nawet jakimś dzieciakiem i to od obu tam stojących) uciekł z miejsca zdarzenia w wesołych, chociaż nieco mało energicznych, podskokach. Może i nie jej wina, że nosi takie ciuchy, ale on widział! Nie przeszkadzało jej! Tak tak, dzi-ewka szatana, ladacznica bez skrupułów, on zna takie! Brudne, niemyte jedne! Nieczyste myśli, nieczyste ciało! A nawet ubranie! Niebezpieczne dla społeczeństwa takie babsztyle w łachmanach z poliestru! Czego to te dzieciaki (które zapewne i tak mają psyche zrytą podobnie jak po 10h kazań Rydzyka) się od nich nauczą, co?!


Z/t
  Temat: Miejsce dostaw
Marian Cook

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 841

PostForum: Garaże   Wysłany: 2020-03-01, 13:57   Temat: Miejsce dostaw
Marian jak wybył tak przybył, potłuczony i ze śladami (oraz już raczej wywietrzałym zapachem) własnych niedokończonych produktów brutalnie przerwanej przemiany materii. Jednak chwilę odpoczywając podczas jazdy czuł się już lepiej, nieporównywalnie mniej zestresowany.
Chciał zostać na miejscu i pomóc z dzieciakami, ale w jego obecnym stanie niekoniecznie mógł być to najlepszy pomysł. Chociaż może jak był równie poturbowany to może i dzieciaki nie miałyby do niego zastrzeżeń.
- Nieetyczna Pani ma rację. Daliście dyla, teraz możecie więcej! Nikt was tu nie bedzie do niczego zmuszał, więc na spokojnie.
Powiedział, chociaż tak 100% pewien nie był. Problemem było to, że nie mogą im pozwolić wrócić do ich rodzin. Nawet do społeczeństwa, przynajmniej nie od razu. Sytuacja, jaka działa się "na zewnątrz" zdecydowanie nie pomagała sytuacji tych dzieci.
- Oh, bym zapomniał. Jestem Marian, wasz Kucharzyna!*
Ostatnim razem się nie przedstawił, a to chyba podstawa w rozmowie. Nie przejmował się, że się nim nie przejmują- sam powinien wiedzieć co musi zrobić. Z jednej strony chciał pomóc z dzieciakami, z drugiej nie wiedział, ile będzie w stanie pomóc. Chociaż o tyle dobrze, że nie przesadził tym razem z mocą.
- Przydam się na coś?
Zwrócił się do osoby ich odbierającej.
*"I am Marian, your Cook!
  Temat: Alter Genetics
Marian Cook

Odpowiedzi: 84
Wyświetleń: 5596

PostForum: inne części stanu   Wysłany: 2020-02-29, 20:30   Temat: Alter Genetics
Marian zadowolony, że jakoś wyszli bez szwanku chciał obecnie tylko jednego- chwilę odpocząć. Przebrać się, umyć, na spokojnie coś ugotować, może pożartować z dzieciakami. One na pewno potrzebowały teraz pomocy, chociażby psychicznej. Mając nadzieję, że nie rozwinęły u siebie zbytniego sadyzmu, z lekko zmęczonym już uśmiechem powitał gromadkę gdy Vincent powiedział co dalej.
- Kto lubi placki?
Zapytał się wesoło ukazując swoją piękną Patelnię. Było to oczywiście pytanie retoryczne, jak i ukazanie że dzieciaki mogą się do niego zwracać kiedy chcą. Koniec końców uwielbiał młodych.
Ale od Chloe trzymał się tak daleko jak mógł. Zbereźna służka szatana, znaczy dobrze że żyje, ale ta kobieta jest niebezpieczna. W obecnej chwili głównie moralnie.

z/t
  Temat: Alter Genetics
Marian Cook

Odpowiedzi: 84
Wyświetleń: 5596

PostForum: inne części stanu   Wysłany: 2020-02-25, 17:09   Temat: Alter Genetics
Marian przytrzymał wymiociny zbierające się w jego kiszkach i przełyku zanim zdążyły ujrzeć światło dzienne. Dla niego taki widok człowieka był conajmniej nieprzyjemny. Szczęśliwie był absolutnym mistrzem nie tylko w gotowaniu, ale i w powstrzymywaniu pawiów. Tyle lat żył ze swoją mocą i jej efektami, dziwnie byłoby gdyby niczego się nie nauczył.
Brad dostał od doktorka jakąś strzykawką, ale raczej nie trzeba było być geniuszem aby wiedzieć co się tam znajdowało. To obudziło lekko naszego kucharzynę, przywracając go do zmysłów i wracając myśli na poprawny tor.
- Holy Moly, Brad!
Wykrzyknął w swoim starym zwyczaju mając w chwilę potem nadzieję, że powiedział to tylko w swojej głowie. Jednakże nie ruszył się z pozycji, kobieta krzyczała mówiąc przy tym rzeczy które zagotowały w środku młodego Cooka.
- Hahaha... Mamy różne definicje "potwora", paniusiu.
Nawet wesoły Marian nie mógł znieść tej osoby. Pierwszy raz w życiu gardził kimś tak bardzo, na tyle aby przestać widzieć w niej człowieka a bezkształtną kupę szlamu, wypełnioną ego i nienawiścią. Oj, jak dobrze że Vincent przyszedł. Marian nie ręczyłby za siebie gdyby spróbowała coś zrobić Bradowi.
Wciąż w lekkim wstrząsie, Marian jednak szybko zareagował na rozkaz. Jakby wyrzucając z myśli, że ktoś umarł, udając że nie słyszy. Tego było mu w tej chwili trzeba- zadań. Krótkiego odciągnięcia myśli. Szybko poszedł i znalazł przeklęte błogosławieństwo, leczącą chorobę. W pierwszym momencie zawachał się, patrząc jak igła zbliżała się do ciała poturbowanego mutanta. Po chwili jednak zdecydowanym ruchem zaaplikował dawkę i wraz z Bradem wyszedł z pomieszczenia, dając znak głową że sobie poradzi.
No i stało się to, czego chyba ich drużyna się nie spodziewała ujrzeć nigdy przenigdy.
- Erm... Wygląda trochę jak gotowane Crème Brûilée?
Stwierdził trochę niesmacznie, no ale tak to trochę wyglądało, nie? Chociaż zastanowił się nad tym dłużej, coś mu nie pasowało. Nie wiedział tylko co. No, może poza tym, że widok tych zwłok z powodu porównania, które natychmiastowo zrodziło się w jego głowie nie przyprawił go o jakieś szczególne mdłości. Może to on jest tutaj tak naprawdę psychopatą, cokolwiek by przyrównał do jedzenia staje się to dla niego milion razy lepsze. Dosyć... Niepokojące.
- J- jasne!
Lekko zająknąwszy się na początku, odpowiedział z wymuszoną werwą i uśmiechem. Również przyglądał się ciału i temu zjawisku go otaczającemu. Nowa broń? Może toksyna? Jakieś specyficzne środki chemiczne leżały na ziemi? A może to coś jeszcze innego... Chwila, kim w ogóle była ta osoba?
  Temat: Alter Genetics
Marian Cook

Odpowiedzi: 84
Wyświetleń: 5596

PostForum: inne części stanu   Wysłany: 2020-02-22, 18:53   Temat: Alter Genetics
Marian miał małe wyrzuty sumienia, że celuje w dwóch bezbronnych ludzi. Jednocześnie wiedział co zrobili. Widział jak się zachowywali i zachowują. Może jest przesadnie optymistyczny i irracjonalny, ale nie jest głupi. Tym dwóm nie należało się mieszkać wygodnie w domu starości, pijąc ziołową herbatkę i jedząc nieadekwatnie tłuste dania przemycane przez wnusiów i wnuczki współlokatorów. On oczywiście nic im nie zrobi, nawet mając Dolores na muszce jego ręka się trzęsła, lekko trzymając za spust. Patelnię trzymał silnie, w każdej chwili gotowy zdzielić Potężnym gongiem ktokolwiek się wychyli.
Paniusia przemówiła, nie wiedział czy to z powodu jej wysokiej pozycji czy ze wzgledu na osobliwy charakter, ale babka miała jajca jak planety. Większe przynajmniej niż wykrwawiający się doktorek.
- My? My chcemy tylko, aby ten świat stał się piękniejszy, wolny od ludzi takich jak wy.
Zawsze chciał wierzyć, że każdy wewnątrz jest dobry. Zawsze wierzył, że ludzie nie rodzą się źli- dlatego każde dziecko jest tak ważne. Ci tutaj sprawiali, że to co dobre stawało się bezemocjonalne, wyzute z człowieczeństwa. Patrząc na dwójkę przed sobą nie widział w nich ludzi. Myśleli tylko o sobie, o własnym bezpieczeństwie- co jest logiczne, ale jakże płytkie. A to wszystko tylko utwierdzało go, że to co robi jest słuszne. Nawet jeśli wiązało się z poświęceniami z obu stron.
Słysząc Vincenta zwrócił się do Brada, nie odwracając wzroku od ich celów.
- To co robimy? Można byłoby ich związać, znalazłbyś jakąś linę czy łańcuch?
Powiedział, mając nadzieję że jego towarzysz nie stwierdzi, że najlepszą pacyfikacją jest śmierć. Chociaż w tym momencie Marian przymknąłby na to oko, nie wiedząc zbytnio o woli zemsty ich dowódcy.
Na twarzy Mariana wciąż gościł delikatny uśmiech, nieadekwatny i ciepły, pulsująca na skroni żyła i pot jednak zdradzały jego wewnętrzną furię.
  Temat: Alter Genetics
Marian Cook

Odpowiedzi: 84
Wyświetleń: 5596

PostForum: inne części stanu   Wysłany: 2020-02-19, 19:44   Temat: Alter Genetics
Marian zadowolony z wyniku nie zamierzał długo cieszyć się ze swojego trafienia. Pamiętał co mówił Vincent "postarać się nie zabić Jokera". Brad raczej nie należał do osób z najlepszym opanowaniem, gdy chodzi o walkę... A widać było, że mocno oberwał. W bliżej niezrozumiałym dla Mariana geście wyciągnął on swoją rękę w kierunku poturbowanego Patelnią Jokera.
- Stary, nie zabij go tylko, bo będzie kaszana.
Jednak nie przerwał mu jego czynności. Za to gestem pokazał mu, że nie może przesadzić, jego rany były wystarczająco poważne.
Tym czasem nie byli tutaj tylko ludzie z mocami, prawda? Marian dokładnie przypatrywał się im. Pierwszy raz w życiu z takim uczuciem. Pierwszy raz z taką negatywną emocją. Obrzydzeniem. Wiedział, dlaczego tu byli, wiedział kto stał za tym wszystkim- i nawet nie znając jej twarzy mógł wyczuć jej smród. Chociaż to on prawdopodobnie śmierdział tu najbardziej.
Wycelował swoim pistoletem w kobietę, Patelnią w mężczyznę. Nie strzelał, nie rzucał. Szkoda Patelnii. A zabijać wciąż nie zamierzał, jednak nigdy nie wiadomo do czego posuną się ludzie, którzy już dawno przekroczyli granice humanizmu.
- Zamknij twarz bo ci odbyt otworzę.
Warknął niezbyt przyjemnie w stronę kobiety, utrzymując od niej dystans taki, by mógł być spokojny że nie będzie miała szansy go dotknąć.
  Temat: Alter Genetics
Marian Cook

Odpowiedzi: 84
Wyświetleń: 5596

PostForum: inne części stanu   Wysłany: 2020-02-15, 23:14   Temat: Alter Genetics
Coś poszło nie tak. Strzał, Brad nie wychodził, Joker prawdopodobnie wygrał... Skurczybyk przerażał go. Może nie tak jak płeć piękna, ale wciąż. Nie było czasu na obijanie się, na narzekanie na zmęczone nóżki i obolały brzuszek, na skwaszoną mordę czy porysowaną Patelnię. Działanie, szybciej niż wcześniej, skuteczniej-lepiej. Świat to okrutne miejsce, a niewiele ludzi mogło pozwolić sobie na zwykłe, proste szczęście. Te, które on porzucił.
- Zachciało mi się ideałów to teraz mam, huh?
Ruszył w stronę budynku, w którym pewnie już się zebrała spora grupka osób. Wszyscy weszli jednym wejściem... Może powinien zajść ich drugim? Chociaż niedaleko tamtego były dziewczyny, może nie musiał. Jeśli chcieliby uciec chyba najlepiej byłoby schodami lub garażem... Czyli ni me ni be.
Ręka, w której trzymał pistolet trzęsła mu się. Patelnię trzymał silnie, dodawała mu otuchy i okrasy. Rozejrzał się za Vincentem, ale nawet jeśli coś mu się stało... Średni z Mariana medyk, a na pewno nie miał przygotowanych nawet bandaży. Normalnie powiedziałby, że sytuacja wymknęła się z pod kontroli, ale nigdy owej nawet nie mieli. Byli silniejsi i brutalniejsi, ich przeciwnicy nie próbowali ich zabić, mieli element zaskoczenia po swojej stronie- no i oczywiście moce. To powinno pójść o wiele lepiej.
Postanowił jednak pójść tak jak większość- od swojej lewej, wejścia "z dołu" jak byłoby to widać na planie. Jego palec na spuście niebezpiecznie drgał, gotowy w każdej chwili wypalić o wiele za duży nabój z o wiele za dużym hukiem. A nawet zawalczyć Patelnią. Lub nią rzucić. Może cholera przynajmniej rzucając trafi czymkolwiek.
  Temat: Alter Genetics
Marian Cook

Odpowiedzi: 84
Wyświetleń: 5596

PostForum: inne części stanu   Wysłany: 2020-02-12, 18:47   Temat: Alter Genetics
Siedząc tak i dumając, wciąż zachowywał najwyższą ostrożność. Obita morda uśmiechniętego kucharzyny zdecydowanie nie pomagała mu w tym, ani też smrodek jego własnych przetrawionych knedliczków. Ale warto było. Zawsze jest warto, dobre jedzenie- istne marzeń spełnienie. Zresztą był przyzwyczajony, ile lat ma swoją moc- tyle lat cierpiał z powodu jej efektów ubocznych. Nic nowego.
Nie było mu jednak dane rozkoszować się dalej tą ciszą wśród hałasu, który częściowo sam spowodował. Może i snajperem nie jest, ale wzrok i słuch wciąż miał dobry. Ktoś przeszedł korytarzem. Nie wiedział kto, ale ten ktoś zdecydowanie nie był od nich. Może uwolniony mutant? A może strażnik? A może ktoś jeszcze inny? Pójście i sprawdzenie tego raczej nie byłoby najlepszym pomysłem. Przynajmniej na razie.
Jednakże uświadomiło to mu jedną rzecz- nabierając już więcej sił, zmienił swoją pozycję na bardziej korzystną, lepszą do obserwacji- w róg pokoju przy przy garażu. Wstał i jeszcze raz sprawdził stan pistoletu i Patelni. Załadowany? Tak. Patelnia cała? Tak. Rozgrzana? Na razie nie. Masełka też nie miał, niestety. Ah, potrzebny mu ziomek- mutant z jakąś lodową mocą. Wtedy miałby swoją własną, mobilną lodówkę. Taki z ogniem też w sumie byłby dobry. W umyśle już widział te szyldy, te światła, ten tłum uśmiechniętych, ciamkających jego jedzenie ludzi- "Chodząca Kuchnia Jasona Grimoire!". Tak, to by było dopiero coś. Wtedy na pewno wszyscy by zrozumieli, że mutant czy nie się nie liczy- ważne jesy tylko dobre żarełko. I pieniądze. No, bez mamony to tak słabo.
  Temat: Alter Genetics
Marian Cook

Odpowiedzi: 84
Wyświetleń: 5596

PostForum: inne części stanu   Wysłany: 2020-02-08, 22:49   Temat: Alter Genetics
Marian stety czy niestety w najszczęśliwszej sytuacji nie był. No, nie aby ktokolwiek był, szczególnie ich przeciwnicy.
Postanowił, że chyba sobie jednak trochę poleży, nie ma co przesadzać... Na razie szło im chyba dobrze. Co prawda swoją mocą zamienił stosunkowo sterylnie czysty przybytek w nie nazbyt ładnie pachnące pozostałości po średniej imprezie. Ale chyba nikt mu nie będzie miał tego za złe, to była tylko agresywna samoobrona!
W każdym razie odsunął się nieco od walki i oparł o najbliższą wystającą rzecz, ścianę czy schody- wszystko jedno. Byleby mógł się na chwilę wygodnie usadowić i nie schaftować ponownie od samego zapachu.
- Jma smobie odsapme, ferajma. Umaga, śmisko!
Ostrzegł swoją spuchniętą mordą, dodając na końcu przerażający grymas który zapewne miał być uśmiechem. Pożałował napinania swoich mięśni twarzowych dosyć szybko, pewnie też i tego że się odezwał. Miał nadzieję, że po cudownym i gwałtownym przeczyszczeniu wnętrzności Jokera ten chociaż upadnie na jedno kolanko czy coś. Każdy człowiek ma swoje limity a on nie powinien być wyjątkiem, prawda?
Ale pomimo wszystko rozejrzał się najdokładniej jak tylko mógł. Chciał obserwować sytuację, być jej częścią- i w konieczności zareagować jak najszybciej. Był tu po to, by walczyć. Nawet jeśli ich mały Suicide Squad, Drużyna Spierdolenia, Liga OdSiedmiuBoleści, czy jakkolwiek nazwać tych Mutant Rangersów, chwilowo wygrywał ten Battle Royale ze wzgledu na używanie dosyć śmiercionośnych środków (10:0, jakie nooby) i elementu zaskoczenia, to mieli więcej do załatwienia. Poza tym Joker troszeczkę, a to tylko troszeczkę go przerażał.
<Będę miał równie brudne sumienie jak ubrania...>
Pomyślał. Jeden strażnik, tylko tyle miał do zrobienia. I spartolił. To przez niego z cichej akcji stała się sieczka. A jako jedyny chciał uniknąć tego za wszelką cenę.
 
Strona 1 z 6
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10