| Autor |
Wiadomość |
Temat: Biuro |
Leigh Hopper
Odpowiedzi: 25
Wyświetleń: 1498
|
Forum: Biuro D.O.G.S. Wysłany: 2020-05-18, 14:21 Temat: Biuro |
Choć Leigh coraz więcej pracy wykonywała z domu, tym samym wszelkie praktyczne zagadnienia badawcze zrzucając na żółtodziobów, zaś sama zajmowała się papierkową robotą; to jednak nie miałaby nic przeciwko dodatkowym obowiązkom, nakazującym jej przy okazji więcej kontaktu z ludźmi. Sam jej terapeuta wskazał, że powinna się otworzyć po tych trzydziestu latach siedzenia we własnym umyśle, tudzież wezwanie do pan Henning zwiastowało coś nowego, świeżego.
Zapukała w drzwi gabinetu, następnie po usłyszeniu aprobaty weszła do środka, obdarowując kobietę delikatnym uśmiechem. Koścista dłoń zacisnęła się lekko na klamce, nim wreszcie zamknęła drzwi podchodząc spokojnie, z lekkim stukotem szpilek do biurka.
- Witam, miałam się zjawić, więc jestem. - Odparła spokojnym głosem, pozwalając sobie na wstępie zająć miejsce przy biurku. Pracuje tu ponad 25 lat, chyba nikt nie śmiałby się przyczepić o potencjalne przyzwyczajenie i swobodę. |
Temat: #8 |
Leigh Hopper
Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 301
|
Forum: D. Hoppera Wysłany: 2020-05-18, 14:07 Temat: #8 |
Leigh także zdała sobie sprawę z błędów- wszystkich - jakie na przestrzeni swojej macierzyńskiej kariery popełniła. Nie była przecież doszczętnie bezuczuciowa, coby obeszło ją brak więzi z dziećmi. Kiedyś odrzucała od siebie tą myśl, traktowała dzieci niczym każdą inną osobę, nie bacząc przy tym, żę nosiła je pod sercem; teraz jednak docierały do niej powoli wizje przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, że straciła najważniejsze dla siebie osoby. Jego nie mogła stracić.
- Cieszę się, że pomimo tylu lat jestem w stanie Cię jeszcze zaskoczyć. - Uśmiechnęła się tak delikatnie, subtelnie i z czułością, jak dawno nie potrafiła. Rozczulił ją gest męża, tym bardziej nie mogła oderwać spojrzenia od jego odzianych wiekiem i stabilizacją oczu, które na przestrzeni lat zmieniały się od pełnych wigoru i odrobiny młodzieńczego szaleństwa, bo te tutaj- spokojne, ukazujące troskę ale i obdarowywanie poczuciem bezpieczeństwa. Jednak, dalej pozostawał między nimi drobny mur, zbudowany na pozostałościach braku zaufania i rozłące. Nikt nie mógł go zburzyć, jeśli ona się tego zadania nie podejmie- skoro przez nią został zbudowany, sama powinna pochwycić topór.
Jeszcze nie potrafiła. Nie teraz, gdy wszystko jest tak świeże i niezrozumiałe. Nie minęło zbyt wiele czasu nauki życia od nowa, bez wewnętrznego smutku przelewającego się na każdą czynność w jej życiu. Uczyła się dopiero żyć z uśmiechem na twarzy, ze spokojem i uczuciem, które kiedyś było dotkliwie bolesne. Dalej pamiętała kłucie w sercu na myśl o powrocie do domu, lustro dalej kojarzy jej się z zniesmaczeniem nad swoją dolą. Nawet jeśli nie odczuwała tego taka jak kiedyś, to miną kolejne lata nim będzie mogła czuć się naprawdę szczęśliwa.
- Ale chyba nie zaskoczę Cię mówiąc, że dalej nie umiem gotować. - Zaśmiała się krótko, pozwalając lekkiemu pomrukowi wydobyć się z rozchylonych warg. Nie zmieniła się z dnia na dzień w panią domu, ba! Jedyne co potrafiła naprawdę obsługiwać, to żelazko, mikrofalówkę i pralkę. Wszystko inne było jej niepotrzebne, skoro stołowała się na mieście, lodówkę ograniczając go kilku butelek alkoholu, kilku owoców i pozostałości po nieudolnych próbach gotowania. |
Temat: #8 |
Leigh Hopper
Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 301
|
Forum: D. Hoppera Wysłany: 2020-05-08, 13:02 Temat: #8 |
Może to właśnie ten moment, gdy zrozumiała? Może poczuła brak bliskości, brak męża, brak dzieci? Może też po prostu dorosła do tej decyzji, by wziąć na siebie ciężar opieki nad mężem, domem, samą sobą? Nie wiedziała nawet sama Leigh, która pierwszy raz zrobiła coś niezaplanowanego.
Pojawiła się w domu. Tak po prostu, ale też nie była to pierwsza lepsza myśl. Walczyła o to, by wreszcie się przemóc i złamać wewnętrzną blokadę uczuć.
- To może zamiast wypominać, że mnie nie było, zapamiętaj, że teraz pojawiam się bez innego powodu niż chęć bycia z Tobą. - Miała dalej przyjemnie aksamitny głos, choć brwi zmarszczyły się w niemym grymasie. Żyła teraźniejszością, nie lubiła wspominania, wypominania, nieudolnych prób nauczenia jej na błędach. Nie uczyła się na błędach przeszłości, uczyła się na stracie jaką odczuwała w teraźniejszości. Nachyliła się lekko w stronę mężczyzny, łącząc dłonie, które otuliła kolanami. Musiała być spokojniejsza, elokwentniejsza. On Cię nie prowokuje, Leigh.
- Pracuję, dalej, tylko więcej z domu. - Odparła, patrząc na niego tymi spokojnymi niczym korony drzew oczyma. Nie mogła powiedzieć tak po prostu, że z dnia na dzień postanowiła skupić się na rodzinie. W to tym bardziej by nie uwierzył.
Wyciągnęła jedną dłoń w jego kierunku, otwierając jej wnętrze w niemej prośbie o uściśnięcie. Nikła cielesność miała choć odrobinę ukoić jego nerwy. Przecież była tu z nim. To jest najważniejsze. Nie musiał wiedzieć o przebytej terapii, o potrzebie bliskości. Sama zadba o to czynami, niż czczym gadaniem. |
Temat: #8 |
Leigh Hopper
Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 301
|
Forum: D. Hoppera Wysłany: 2020-05-06, 12:19 Temat: #8 |
Momentami przybywały w czeluście jej umyśłu myśli, że przecież tyle traci. Jest taką matką, jak jej rodzicielka- odciętą od dzieci, samolubną, samotną i przede wszystkim obcą. Odcięła się też do męża, który mimo ubytku lat, dalej był miłością jej życia, jedynym mężczyzną jaki się do niej zbliżył, jedynym którego ust posmakowała. A jednak, był sam, bo ona też chciała być sama.
Słyszała charakterystyczny odgłos kół wózka, nim wreszcie spokojne, zielone tęczówki spłynęły na osobę jej męża. Choć tak bardzo chciała zachować się obojętnie, nie ukazać emocji i dalej być tą samą, silną Leigh- nie potrafiła. Na pokryte delikatnie różową pomadką usta spłynął uśmiech, podczas gdy wysunęła obie stopy z ciasnego obuwia, zostawiając je w nieładzie na środku korytarza. Patrzyła na męża oczami pełnymi emocji, choć wydawałoby się, że nie jest tychże emocji pozbawiona. Przybierała maski, próbując wyjść na jak najsilniejszą, ale w głębi duszy była krucha. Tą kruchość widział tylko on.
- Nic się nie stało. - Odpowiedziała jak zwykle zdawkowo, lecz głos był zdecydowanie miły, z nutką empatii w brzmieniu. Nie musiała przy nim udawać, mógł czytać z niej niczym z księgi, tym samym zgrywanie się i czcze gadanie nie wchodziło w rachubę. Rozpoznałby, że kłamie, nawet jeśli kłamstwa byłby milsze dla ucha, bardziej romantyczne, emocjonalne.
- Po prostu wracam do domu. Do Ciebie. - Nie nadawała się do siedzenia w czterech ścianach, gotowania, sprzątania. Była w tym koszmarna, gdyż nigdy prawdziwie nie nauczyła się jak to jest opiekować się rodziną, ale mogła przynajmniej spróbować. Przynajmniej z nim być.
Podeszła te kilka kroków, siadając na podłokietniku kanapy, cały czas spoglądając na męża z delikatnym uśmiechem. Nie witała się pocałunkiem, uściskiem, dotknięciem, ale to nic nowego od tych trzydziestu lat. Zawsze była powściągliwa, a jednak teraz, gdy siedziała przed nim w idealnie skrojonej sukience, włosach sporo krótszych niż wcześniej i z delikatnym uśmiechem, mógł zdecydowanie zauważyć, że się zmieniła. Dorosła, gdzieś w środku, w ulotnej podświadomości. Nawet, jeśli wizualnie wydawała się być wciąż taka sama. |
Temat: #8 |
Leigh Hopper
Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 301
|
Forum: D. Hoppera Wysłany: 2020-05-05, 23:23 Temat: #8 |
Znalezienie kluczy do domu graniczyło z cudem, szczególnie z powodu roztargnienia Rudowłosej. Prawdopodobnie dlatego tyle trwało pakowanie się do domu Davida. Nawet nie potrafiła już określać tego swoim domem, choć stanowili rodzinę. Terapeuta wielokrotnie wskazywał jej problem w usilnym dzieleniu wszystkiego na ''jego'' i ''jej'' podczas gdy, olaboga, od kilkudziesięciu lat było to ich. Nie mniej, teraz gdy taksówka zatrzymała się przed domostwem, nie myślała o tym jako o swoim domu. Nadal. Stukot szpilek niósł się po wyrównanym chodniku, będąc akompaniamentem dla kółek dwóch walizek. Jedna to wszystko, druga to książki, jak zresztą zawsze. Otworzyła drzwi, trochę zbyt niepewnie jak na jego panią, a jednak było w tym ruchu coś z naturalności. Prawy kącik ust uniósł się ku górze, wraz z głębokim oddechem sprowadzając na jej twarz błogi spokój. Nadal ten sam.
Krok po kroku otworzyła szerzej drzwi, dopiero teraz zabierając walizki. Pies był jej doskonale znany, a sama Leigh nachyliła się lekko w stronę szczekającego futrzaka, składając mu przy nosie kościstą dłoń. Dziwna obawa pojawiła się wraz z zamknięciem drzwi. Milczała, jak zwykle, nie sprowadzając pomieszczeniom choć cichego pomruku. Jedynie charakterystyczny stukot szpilek i przyśpieszony oddech sprawiały, że w jej obecności było coś bardziej ludzkiego, niż ulotna obecność ducha. Powstrzymała się przed oparciem o ścianę, choć wszelkie siły witalne spłynęły w dół podświadomości, zostawiając kobietę w ołowianych butach świadomości. Po co tu przyjechała? Z miłości? Z poczucia odpowiedzialności? Sama nie wiedziała, ale nienaturalny ciężar momentalnie spłyną na jej wąskie ramiona, zmuszając do pozostania w miejscu i kontemplowania tak subtelnych zmian, które jednak wybitnie szybko zauważała. |
Temat: LR Hopper |
Leigh Hopper
Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 157
|
Forum: relacje Wysłany: 2020-05-04, 23:56 Temat: LR Hopper |
 Leigh-Ruth Hopper
Naukowiec na pełen etat, żona na pół etatu, matka na umowie śmieciowej, córka na czarno. rodzina David Hopper - mąż
William Hopper - pierworodny i pierwozbadany,
Marceline Hopper - córka
Claire Hopper - córka
pozytywne Caroline McCoy - młoda z laboratorium
IMIĘ I NAZWISKO - opis relacji
IMIĘ I NAZWISKO - opis relacji negatywne i neutralne IMIE I NAZWISKO - opis relacji
IMIĘ I NAZWISKO - opis relacji
IMIĘ I NAZWISKO - opis relacji
|
Temat: Leigh-Ruth Hopper |
Leigh Hopper
Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 412
|
Forum: kobiety Wysłany: 2020-02-26, 19:35 Temat: Leigh-Ruth Hopper |
Leigh-Ruth Hopper  urodzona w Ottawie. 22.11.1964 roku, mieszka w Ottawie od kilku dni, przynależy do DOGS, piastuje stanowisko naukowca spec. uwarunkowania mutagenne w czynnikach neurobiologicznych, wizerunku użycza Julianne Moore historia Czarne loki powiewały na letnim wiaterku leśnej polany. Edith głaskała zaokrąglony brzuch, skrywający owoc miłości uczennicy i profesora, która nigdy nie wyszłaby na jaw, gdyby nie malutka istotka, rozwijająca się w ciele dwudziestolatki. Ona była powodem dla którego postanowili się związać. Thomas, fizyk kwantowy i wykładowca na uniwersytecie, oraz Edith - piękna węgierka, urodzona już na terenie Ameryki, jako jedyna potomkini swojego rodu, zamordowanego przez Niemców podczas wojny. Jej matka zmarła przy porodzie, zaś ojciec wychowywał córkę na przyszłą matkę i żonę dla jakiegoś bogatego syna kolegi. Ale ona miała inne plany- postanowiła zostać archeologiem.
Leigh-Ruth też zawsze miała swoje plany, które niekoniecznie pokrywały się z wizją państwa Richardson. LR miała zostać historykiem, żoną Petera z domu obok, kochającą matką gromadki dzieci, a te piękne dzieci miały dać jeszcze piękniejsze wnuki. Ale od najmłodszych lat była inna. Miała inne ambicje, pragnienia… inną wizję na świat. Już jako czternastolatka stała dumnie na przodzie parady kobiet, chcących więcej praw. Całe nastoletnie życie zarzekała się, iż nigdy, ale to nigdy przenigdy nie wyjdzie za mąż. W końcu ważna była dla niej kariera, nauka, bycie femme fatale w pięknych, czarnych sukienkach. Rodziców nie pocieszały jej zachcianki i walka o wolność, bowiem bardziej tradycyjnej rodziny ze świecą szukać, ale z czasem zaczęli się przyzwyczajać do tego, że córka nadstawiała rogi, lgnąc ku innemu życiu.
Dążyła do tego całą sobą, od najmłodszych lat kształcąc się w ściśle określonym kierunku- chciała badać ludzki genom, poznawać jego zakamarki i… go modyfikować. Ludzie przerażali się jej pasją, widząc w tym wizję zmutowanych ludzi, przeczenia normom i etyce. Ale LR upatrywała w takich modyfikacjach szansę na leczenie chorób, rozwój człowieka czy wykorzystanie większej części mózgu. Początkowo widziała się jako studentkę kilku kierunków, późniejszego naukowca... bioinżyniera, neurobiologa, doktora habilitowanego nauk biologicznych, ale...
Zmodyfikowała jednak nie tyle geny ludzkie, dzięki Bogu, bo elektroforeza jej jeszcze nie była znana, co swoje poglądy. Zobaczyła bowiem te piękne, pełne spokoju oczy. Brązowe włosy w modnej jak na tamte czasy fryzurze, lśniły w promieniach słońca, wpadających przez uczelniane okno. Był pięknym człowiekiem, jej ulubionym. Był też obiektem westchnień wszystkich jej koleżanek z pokoju, które usilnie twierdziły, że mężczyzna z taką kobietą jak ona może się nudzić. Owszem, młodzieńczej urody zazdrościło jej wtedy pół akademika, ale równie duża połowa uważała, że jest przerażająca.
Nie on. David obejmował jej drobną twarz, całował w czoło i szeptał słodkie słówka, których ona nie potrafiła wypowiedzieć. Zawsze był konstrukcją całego związku, który Leigh usilnie rozwalała charakterem, relacjami rodzinnymi, słodkim zapachem perfum, a przede wszystkim bezsilnością, która dobijała ją za każdym razem. Przy nim przestawała być tą silną kobietą, pozwalając sobie na oparcie w męskich ramionach. Widział największe chwile jej słabości, począwszy od spoliczkowania przez matkę, po poród i późniejszy stan, który ciężko określić zmęczeniem. Cierpiała na depresję poporodową, za każdym razem, przy każdym dziecku coraz mniej, a jednocześnie coraz bardziej nienawidziła siebie jako matki.
David był wzorowym rodzicem, co początkowo zwalała na różnicę wieku. On po prostu dojrzał. Ale to nie tak, z czego coraz bardziej zdawała sobie sprawę. Nie czuła tego samego co inne kobiety, pozwalając coraz większej pustce zaistnieć w jej umyśle. Pragnęła tylko wrócić do pracy, oddać się w jej wir, nie patrząc w lustro na okrąglejsze ciało, nie dopuszczając płaczu dziecka, na który nie potrafiła zaradzić. Chciała wreszcie skończyć studia, trafić do laboratorium, zamknąć się w nim i zniknąć. Liczyła, że choć to zagłuszy jej wiecznie dudniący w umyśle dźwięk, iż jest wyrodną matką. I to podwójną. Cholera. Jak do tego doszło, nie wiedziała, ale zdecydowanie nie była to jej decyzja. Dała się po prostu rzucić w wir wydarzeń, spełniając marzenie męża, jego rodziny, jej rodziny, sąsiadów i wszystkich przyjaciół rodziny. Czy ona tego chciała? Nie, ale nie była też przeciwniczką. Zdawała sobie sprawę, że gdyby sama miała podjąć decyzję o rodzicielstwie, odkładałaby ją w nieskończoność. Dlatego, naturalnym instynktem, młodzieńczym wigorem i iskrami pożądania oddała się chwili, jednej, drugiej, trzeciej. A na świat przyszły najpiękniejsze, najukochańsze dzieci, które kochała całą sobą, przynajmniej gdzieś tam głęboko, w podświadomości.
Gen X, twór który wziął się znikąd, wyewoluował, wyróżnia niektóre istoty ludzkie od całej reszty świata. Dlaczego on? Trafiła na pracę dotyczącą genów. To chyba już wiadomo. Była w tym dobra, czego łatwo się domyślić. A to sprawiało, że była potencjalnie jednym z najlepszych kandydatów do prowadzenia tak trudnych badań. Przede wszystkim psychiczne, choć poza murami laboratorium była krucha niczym porcelana. Umiała się ustawić, zarówno dobrą gadką jak i umiejętnościami, choć niektórzy stanowisko zawdzięczali po prostu urodzie, jaką niezaprzeczalnie oczarowywała. Ludzie sądzili, że jest kimś idealnym do piastowania wysokiego stanowiska, tym samym walcząc z nią, co było naturalnym instynktem przetrwania. Cierpiała. Depresja poporodowa nigdy nie została w pełni wyzbyta z jej umysłu, choć wobec dzieci wydawała się z czasem coraz czulsza, podobnie jak w życiu zaczęła sobie coraz lepiej radzić, ale ten mały wątek, chochlik niepewności pozostawał przez całe jej dalsze życie. Szukała ratunku, badając swojego pierworodnego, próbując zrozumieć dlaczego dzieje się z nim TO. Trauma, ona była jej powodem, przynajmniej tak się czuła jako matka, która nigdy nie potrafiła otwarcie kochać. To dobiło. Cholernie. Wyjazd dzieci, próba ich ochrony, pakowanie ubrań w walizki i poczucie, że uciekną od problemu nie pomogły. One już takie były, a ona jednie odsunęła od siebie problem, dalej działając na ich niekorzyść. Wierność ideałom. Nie spoczęła w niej nawet po obchodach dnia niepodległości w 2014, nie ważne jak bardzo cierpiała w głębi duszy z powodu wszelkich podziałów, braku zrozumienia i krzywdy męża. Dalej pozostawała rozdarta pomiędzy wewnętrznym zrozumieniem, akceptacją i całkowicie naturalnym poczuciem, że przecież mutanci to też ludzie, a tym, że pracowała dla DOGS, że stanowili niebezpieczeństwo. W pierwszym przypadku kierowała się naturą matki, w drugim bioetyką. Pozostaje temu wierna, jednocześnie będąc zakłamaną na obu polach.
Dostała awans, o którym marzyli wszyscy Ci, którzy mieli tylko karierę. Ona miała rodzinę, a jednak ucieczka była lepszym wyjściem niż ciągłe cierpienie. Cierpienie spowodowane brakiem więzi z dziećmi, ich oddaniem, widokiem okaleczonego na wieczność męża. DOGS, powrót do Seattle, Nadszarpnęła wszystkie granice w próbie zrozumienia tej chorej walki. Kto wie lepiej bowiem, że nie na wszystko ma się wpływ? Wraca do domu, aby wreszcie znaleźć genezę całej wojny, której nijak nie popiera. Żadna ze stron nie ma racji, ale żadnej nie można też tej racji odmówić. Mutanci, czy zwykli śmiertelnicy- wszyscy są zarówno ofiarami, jak i oprawcami, tak jak ludzie czerpią i tracą w ewolucji. Dlaczego wróciła? Dlaczego postanowiła walczyć o męża?
Historia wciąż się pisze.
charakter Piekielnie inteligentna bestia, to pierwsze słowa jakie usłyszała na swój temat w szkole średniej. Nie była ''dobrym uczniem'', nie była ''miłą dziewczynką'' była Piekielnie. Inteligentną. Bestią. Nie akceptowała do końca tych słów, szczególnie, że stała za drzwiami gdy dwójka praktykantów rozmawiała na temat jej popisu matematycznego. Byli niewiele starsi, jakieś dziesięć lat, tuż po studiach, mogli sobie pozwolić na takie słowa. Nie w tym jednak tkwił cały problem tych słów.
Pokazała swoim zdaniem niewiele, jakieś nikłe obliczenia, nic specjalnego, poziom pierwszego roku studiów matematycznych. A oni uważali to za coś wybitnego? Jak głupi musieli być, by sądzić, że to wymaga to większej wiedzy. Właśnie to jej przeszkadzało, zaraz obok faktu obgadywania i określenia ''bestia''. Jak tacy ludzie mieli ją uczyć, skoro proste obliczenia uważali za trudność? Nie dopuszczała myśli, że to po prostu ona jest zdolna, do czasu. Wszystko, cały jej charakter finalnie ukształtował się na studiach. Mąż nauczył ją troskliwości, pokazał ile naprawdę jest warta. Chyba dozgonnie będzie mu za to wdzięczna i wierna, bowiem właśnie wierność jest dla niej podstawową cnotą. Wierność sobie, wierność ideałom, wierność ludziom. Nabyła niebywałą pewność siebie, wręcz przytłaczającą, ale właśnie za to ją kochał. Za spojrzenie spod czarnych rzęs, kipiący za młodu seksapil, który podobnie jak młodzieńczość, utraciła wraz z urodzeniem dzieci. Nie była złym człowiekiem, nie była też interesowną femme fatale jak czasami ją określali. Po prostu zdała sobie sprawę z powodu swojego pojawienia się na świecie, poznała słodki smak miłości i sukcesów, które nadały jej podświadomości skrzydeł, pozwalając ujrzeć wszystko z pewnej odległości.
Jest kapryśna. Strasznie. To najbardziej rzuca się w oczy, gdy spotka się obecną panią Hopper. Spryt i umiejętność logicznego myślenia pozostają w cieniu, bowiem zawsze tak samo denerwuje swoimi humorkami, które niosą za sobą coraz to nowsze pomysły. Gdy jeden się wyczerpuje i nudzi, dodaje sobie kolejny i tak uczy się czterech języków, od dziesięciu lat nieustannie trenuje jogging, maluje, śpiewa, uczy się gotować (Boże, nikomu nie życzę by jadł coś innego niż kuchnię włoską w jej wykonaniu) czy majsterkuje. Cokolwiek, byle tylko mieć zajęte myśli i ręce. Bo gdy tak nie jest, wychodzi z niej prawdziwy potwór, którego nie wytłumaczy chorobą.
ciekawostki
- Jest kociarą, choć ma uczulenie na sierść.
- Zawsze ubiera się skrajne elegancko, dobierając do tego najdroższe perfumy.
- Wielokrotnie popadała w uzależnienie nikotynowe, zwykle rzuca je na kilka lat, by ponownie zacząć palić przy pierwszej, lepszej okazji.
- Była bliska romansu z dawnym kolegą ze szkoły, jednak nim zdołałaby skrzywdzić Davida, uciekła zostawiając na stoliku w restauracji kartkę z numerem do burdelu. Skąd go ma, nie wie sama, ale skoro jest, to niech będzie.
- Słucha muzyki klasycznej i rocka/hard rocka/alternatywnego rocka. Nic po środku. NIC.
- Posługuje się niemieckim, węgierskim i angielskim. Ten pierwszy kocha całym sercem.
- Z biegiem czasu uważa, że wyjazd dzieci był złą decyzją. Najciemniej pod latarnią, przecież.
- Nie ma kontaktu z rodzicami, bo Ci nie chcą jej znać. Wynajmuje im najlepszą możliwą opiekę, regularnie fałszując listy od ''fundacji'' bo od niej pomocy by nie przyjęli.
- Jest posiadaczką niemal operowego altu, lecz nigdy nie rozwijała się w tym kierunku. Śpiewała tylko dla męża pod prysznicem, bo nawet kolędy są nie do zniesienia, jeśli nie mają solówki gitarowej.
- Lata spędzone w Seattle poświęciła całkowicie na pracę i rozwijanie siebie. Odbyła także leczenie specjalistyczne u psychologa, który walczył z jej rozrastającą się depresją.
|
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|