Znalezionych wyników: 247
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: La Hacienda Motel
Alba Delgado

Odpowiedzi: 93
Wyświetleń: 5818

PostForum: west seattle   Wysłany: 2019-02-24, 17:29   Temat: La Hacienda Motel
Ten stan, te pogodne łaskotki, rozbawiony głos i lekkość. Dawno go takiego nie widziała. W ogóle dawno go nie widziała, ale ten wczorajszy, tak dramatyczny Aaron, nie był tym, na którego widok radość rozpierała jej serce. Teraz, gdy zbudził się pogodny i chętny na łaskotki, odsłaniał zupełnie inną postać. Jego aura, jego emocje… Miał moc - leczył ją, kiedy był szczęśliwy i mogła to poczuć w najgłębszych zakamarkach swojej duszy. Takiego go chciała codziennie widywać i właśnie takim go chciała uczynić - bezpiecznym i szczęśliwym. Wtedy i jej będzie łatwiej podnieść się z tej gęstej toni smutków, w jakiej przyszło jej to pić się przez ostatnie kilka miesięcy. Mój kochany, mój…
- Ajć, poczekaj - powiedziała, zaciskając mocniej powieki i odsunęła jego dłonie, Chociaż chciała udawać, że to nic, choć chętnie pozwoliłaby mu schować się znów między swoimi udami, to jednak nie mogła. Bolało. Pękły tęczowe obłoczki nad nimi i wróciły obrazy z mostu. Przesadziła. Powstrzymała go, znów przyciągnęła do siebie, wyrwała z odmętów bólu i dramatu, ale pozostał ślad, który tak po prostu nie zniknie. Odsłoniła skryty pod kołdrą brzuch. Potem popatrzyła na Aarona i zagryzła mocniej usta. Chudy, blady brzuch naznaczony brzydką ranką. Nie przeszkadzało jej to w nocy, kiedy kochali się, zagłodzeni w tej tęsknocie. Dziwnie sobie to uczucie bólu zasłoniła pożądaniem i przez chwilę nie istniało. Teraz jednak obudzili się. Chyba potrzebowała jakiejś maści, albo przynajmniej opatrunku, aby ranę oddzielić od ubrania. - Cholera... - mruknęła i położyła się znów. Zaniepokojona ułożyła rękę na czole i przymknęła powieki. Skutki brzydkiego szaleństwa, skutki desperackiej nieodpowiedzialności. Skutki miłości, o która trzeba walczyć. Choćby nie wiem co. Piekło ją. Jak płomienie, z którymi figlował każdego dnia.
Teraz się przestraszyła. Przecież.. Przecież nie mogła iść do lekarza. Nie była nawet ubezpieczona. I co powie? Że świecznik się na nią przewrócił? - Myślisz, że to przejdzie? - zapytała, wiedząc - niestety - że Bartowski się na tym znał aż za dobrze. - Musimy chyba iść do apteki - dodała, przekręcając lekko główkę. Popatrzyła na niego i odnalazła swoją łapką jego palce. Drugą ułożyła jego dłoń na swoim boku i lekko się przekręciła. Chyba… chyba nie mogła póki co pozwolić sobie na zabawę, której pragnął.
  Temat: La Hacienda Motel
Alba Delgado

Odpowiedzi: 93
Wyświetleń: 5818

PostForum: west seattle   Wysłany: 2019-02-10, 17:04   Temat: La Hacienda Motel
Dużo przeszli. W nieznośnej katordze dotąd ciągnęły się te dni. Bez nadziei, bez siebie. Otuleni mrokiem i pełni poczucia, że jedynym rozwiązaniem jest życie w krzywdzie – kaleczenie samego siebie. Tak robiła Alba każdego dnia. Niefizycznie, nie cięła się i nie połykała trucizny, ale skala wariacji myślowych mogłaby zabić. Pierwszy raz była zakochana i, choć pary rozstają się, choć ludzie łączą się w nowe, to ten przypadek był wyjątkowy. Po prostu nie docierało do niej, że ich drogi rozeszły się już na zawsze Moc koszmarów wyciskała z niej blask z nocy na noc. Aż wrócił i mogła się obudzić, już tak naprawdę.
Skryte w cieple pościeli nieosłonięte ciało wtulało się w Aarona. Było ciepło i dość duszno, miejsce niezbyt urokliwe wiązało się z ponurą ciemnością i ciężkim zapachem, ale to nic. Czując pod palcami drgania, uświadomiła sobie, że to nie sen. Był tutaj. Przez moment bała się przebudzić, aby nie doznać okrutnego rozczarowania. Tylko że jej nos wchłaniał mocny, męski zapach, a jej pierś gniotło twarde ciało. Poruszyła się. Dopiero poczuła, jak sztywne i zdrętwiałe są jej nogi, jak bardzo umęczona jest tam w środku. Jakby fizycznie zapomniała, jakby utraciła pamięć o wspólnej wariacji uwieńczonej tym wyraźnym wysiłkiem. Ślad po ich bliskości odciskał się na każdym skrawku. Obejmował ją, a ona chciała jeszcze udawać, że śpi, jakby męczył ją jakiś nieznośny lęk. Dłoń przesunęła się po piersi i zjechała nieco w dół, próbowała go docisnąć jeszcze mocniej do siebie. Czy również czuł taką ulgę? Zapomniana już błogość i szczęście, w które od dawna już nie potrafiła uwierzyć. Przebudził ją cień jego emocji, w nie uwierzyła najbardziej, bo tak wiele już razy wyobrażała sobie, że budzi się, a on leży obok. Teraz naprawdę był. Podniosła się gwałtownie i usiadła, porzucając dotyk ramiona Aarona. Zakręciło jej się w głowie, a w plecy uderzył chłód. Gdy się zginęła, poczuła niespodziewany ból. Co to? Odsunęła kołdrę od swojej klatki piersiowej. Cholera. Zabawy z ogniem, a potem zabawy z Aaronem. Oparzenie wyglądało brzydko, ale to nic, na pewno przejdzie. Na pewno nie pozwoli jej zapomnieć o tym, jak potwornie krzywdzą płomienie. Obróciła się w jego stronę.
- Więc jesteś prawdziwy – powiedziała cicho, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Tak dobrze było jej z myślą, że on jest tu obok i przez krótką chwilę nie musi się bać. Czuła się bezpieczna, a tego uczucia nie można było porównywać do żadnej najmniejszej emocji z ostatnich kilku miesięcy.
  Temat: La Hacienda Motel
Alba Delgado

Odpowiedzi: 93
Wyświetleń: 5818

PostForum: west seattle   Wysłany: 2019-01-24, 14:33   Temat: La Hacienda Motel
Leciutka, krucha, rozszalała w emocjach. Nie czyiś, a swoich własnych. Potężne było to władające nią wtedy uczucie, choć chyba nie zdawała sobie z tego sprawy. Nie roztrząsała myśli, pozwalała, aby Aaron Bartowski na nowo uczył ją namiętności. Tylko jemu mogła pozwolić na taką bliskość, tylko dla niego chciała być tak naga i niedobra. Przy nim stawała się lepsza, ludzka. Być może wykpiłby zupełnie taką myśl, uznając, że jest to kompletny absurd, ale to była prawda. Rozłąka zamknęła ją w klatce, choć uczyniła silniejszą. Jednak to przy nim stawała się lepsza, tłumiła własne demony. Nie pozwalała, aby samotność kawałek po kawałeczku wyżerała jej duszę. Koniec.
I choć pożądanie niejednokrotnie przejęło w przeszłości kontrolę nad ich rozkochanymi ciałami, wydawało się Albie, że nie smakowało ono nigdy wcześniej tak wściekło i tęskno – tak dziko i pięknie. Leciutko zatrzymała przysuwające się do niej ciało, na moment całkiem zastygła. Dłoń poza jej zgodą podążyła do jego policzka, palce delikatnie zahaczyły o te rozchylone wargi i nos. Okrutnie mocno napięte było jej ciało, co zapewne czuł, pozostając zamkniętym w zaborczym ucisku jej wnętrza o jej bladych nóg. Jednak twarz Alby wyrażała czułość i dziwne rozmarzenie. Jakby ten ostatni raz chciała się upewnić, że to jest jej ukochany. Potem tylko przysunęła go mocniej, czarne paznokcie wbiła głęboko w skórę jego ramion i wcałowała się łapczywie gdzieś w popiele jego włosów. Włosów, które w niczym nie przypominały Aarona znanego z najlepszych avków. Pozostali tak naturalnie wykończeni wspólną namiętnością.
On wiedział, że potrafi zrobić to tak, aby nie mogła złapać powietrza, aby zamarło jej serce, aby zgasł wyrazisty obraz oczu. Jak smakował szczyt boskiej przyjemności po długich miesiącach rozłąki? Po okrutnym czasie, gdy najmniejsze dotknięcie własnego ciała powodowało smutek i niechęć? Wtulała się grzesznie w mokre kafelki, wyginała i naprężała, chcąc osiągnąć najwyższe stadium przyjemności. Rozkwitała dzięki niemu i w tamtej chwili całkowicie gdzieś miała ten cały pieprzony świat. Wojnę, krew i śmierć. Dziś tylko chciał narodzić się na nowo.
  Temat: La Hacienda Motel
Alba Delgado

Odpowiedzi: 93
Wyświetleń: 5818

PostForum: west seattle   Wysłany: 2019-01-11, 00:47   Temat: La Hacienda Motel
Snuł opowieść o jej ciele, jakby je poznał, potrafił skutecznie uruchomić. Zapadała się w okalających ramionach, czując, jak napięcie w kolanach zanika. Gdy obraz stawał się gęsty, rozmazany, a w uszach szumiał jej jego oddech, pewna była obecności Aarona. Niedawno jeszcze zdawał się tak nierealistyczny i urojony. Tylko czy te palce wsuwające się w jej rozpalone wnętrze mogły być fanaberią? Każde muśnięcie stawało się igiełką, wędrowało błyskawicznie do wrażliwych miejsc, urastało do rangi doznania nieopisywalnego. Jakże mógł mieć wątpliwość? Jakże mógł dalej rozważać poprawność tej pieszczoty?
Przypomniała sobie, jak dotknął jej tak pierwszy raz. Wtedy dotarł niespodziewanie do ust, rozgrzał przestraszone serce, które czuło coś, czego nigdy nie powinno. Stali się wtedy wbrew prawu. Przeniknął do niej, więc więdła, nie mając go przez ostatnie miesiące blisko. Pod mocą jego badającego muśnięcia ożywała. Ciało wyginało się, chcąc wtulić mocniej, otrzeć milej. Szepnęła jego imię. A potem znów. Ścisnęła męski nadgarstek, bo zdało jej się, że nie wytrzyma. Tak dobrze jej było, tak po prostu dobrze odkryć, że nie umarła. Wystarczył jej on. Walić zło całego świata, walić…
I wygiął ją, gdy tak niespodziewanie wtargnął. Zamarło jej serce, zacisnęło się mocno całe ciało. Mruknęła coś niezrozumiałego i oparła dłoń o pożółkłe kafelki. Plecy osunęły się nieco w dół, a pośladki wtuliły głębiej w niego. Stała niemal na palcach, dobitnie teraz odczuwając, jak bardzo malutka była przy nim. Nie zniechęcało jej to. Wreszcie go czuła. Mogłaby poudawać, że to nie tak, że wcale nie prowokowała. Nieprawda. Połączenie musiało zwieńczyć ten dramatyczny powrót. Musiało dotkliwie i brutalnie uświadomić jej, że to wcale nie jest sen. Bo kiedy wdzierał się do niej, kiedy drażnił najwrażliwsze punkciki, to budziła się. Może to ta stara Alba? Trochę inna, delikatniejsza w tym wychudzonym ciele, ale silniejsza tam w środku, w sercu. Sklejała się jej dusza – dokładnie teraz.
Ostatkiem sił zdołała odsunąć biodra od niego i umknąć. Obróciła się gwałtownie i przykleiła rozgrzane plecy do tej chłodnej ściany. Milion dreszczy uderzyło, ale nie czuła ich. Był tylko on. Przyciągnęła więc go mocno do siebie i dorwała nieznośnym pocałunkiem te ukochane usta. Ścisnęła mocno jego ramiona i przesunęła dalej palce w dół i w dół… Potem popatrzyła na Aarona, jakby się zamyśliła. – Podnieś mnie – powiedziała wreszcie, próbując się przedrzeć przez krzyk tysięcy kropli wody. Słowa te zabrzmiały jak zaklęcie - kryła się za nimi moc, ale daleko im było do prośby.
Czy miał siłę? Czy kochał ją wciąż tak mocno jak kiedyś? O tym wszystkim myślała, pieszcząc delikatnie jego włosy i drażniąc ustami ucho.
  Temat: La Hacienda Motel
Alba Delgado

Odpowiedzi: 93
Wyświetleń: 5818

PostForum: west seattle   Wysłany: 2019-01-02, 12:37   Temat: La Hacienda Motel
Nie o głębie pocałunków chodziło. Nie o zbudzenie zakurzonych w odmętach wojny namiętności. Chciała tylko być blisko, znów go poczuć u swojego boku. Móc objąć i poczuć, że sama również była obejmowana. Milczenie, gra spojrzeń i ciężkie krople w zawrotnym tempie opatulające ich przyklejone ciała. Niczego nie planowała, wchodząc pod jego strumień. Nawet się bała to zrobić, bo przed niedługo chwilą gotowi byli przecież się pozabijać. Kochała go. To uczucie nie zgasło. Aaron patrzył, a ona czuła, jak łagodnieje. Pozwalał jej uwierzyć. Nawet jeśli obydwoje naznaczono cierpieniem, jeśli udręczono ich ciała, próbowano złamać dusze, to pamięci o ukochanym nic nie zdołało wyplenić. Był dla niej najpiękniejszy, choć oglądanie blizn i śladów bólu wydartych na wymalowanym płótnie jego skóry nie należało do najprzyjemniejszych. Mogła sobie tylko wyobrazić, jak poczuł się on, czując pod palcami jeszcze więcej jej kości. Marnieli. Potrzebowali rozpalić się na nowo.
Drgnęły jej usta, czując tam jego palec. Lekko przymknęła powieki i zrobiła ruch, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Woda była dobra, przyjemnie ciepła, choć parzyła jej oparzenie. To nic. Nie chciała, aby się tym przejmował. Sama również odgradzała się od tego odczucia, skupiając się w pełni właśnie na Aaronie. Mruknęła rozanielona, gdy połączył ich wargi. Odruchowo, jakby niesiona na skrzydłach, stanęła na palcach i przesunęła dłonie z jego pleców na ramiona. Czule oplotła je dotykiem i przysunęła ich jeszcze bliżej do siebie. Jak dobrze było na nowo spleść się z nim, jak dobrze było przekonać się, że nie umarła, że potrafi jeszcze cokolwiek czuć. Nieśmiałe były jej odpowiedzi, choć zarysowane pragnieniem bardzo silnym. Trochę tak, jakby całowali się po raz pierwszy, jakby uważała na każdy gest warg. Bez konkretu, bez dzikości. Tylko ostrożna, powolna czułość.
Zaraz odkleiła się od niego i popatrzyła przenikliwie w te kochane oczy. To on. To naprawdę on. Błądziły jej dłonie po jego rękach, po piersiach, po brzuchu. A wreszcie odwróciła się tyłem, wtulając w niego swoje plecki, opierając głowę, wyginając się dla niego. Dłonie jego ułożyła na swoim brzuchu i pokryła je swoimi. Tak zastygła. W tym objęciu wydawało jej się, że jest bezpieczna i kochana. Nieco strachliwie poprowadziła jego jedną dłoń nieco w dół swojego ciała. Co czujesz, kiedy po wielu miesiącach wygaszenia zaczynasz płonąć? Uruchamiał jej ciało. Mógł to zrobić jedynie on – nikt inny. Wymruczała jego imię, wczepiła się w niego jeszcze mocniej, to serce naprawdę biło. Zatrzymał się tylko czas. Ten moment mógł trwać długo. Tak długo, aż zdołają połączyć się na nowo.
  Temat: La Hacienda Motel
Alba Delgado

Odpowiedzi: 93
Wyświetleń: 5818

PostForum: west seattle   Wysłany: 2019-01-01, 11:15   Temat: La Hacienda Motel
Połączeni, a jednak niezupełnie ze sobą. Jak mocno naznaczyła ich ta rozłąka? Był tak zagubiony, wewnątrz jakby zły, gubiący kontrolę nad tym wszystkim. Chyba i dla niej nie do końca było to zrozumiałe. Przed chwilą zachowywali się jak para wariatów, uliczni rozbitkowie, którym nie wchodzi się w drogę. Nie przypominali tych bezgranicznych kochanków. Wciąż myślała o tym, gdzie był przez te wszystkie samotne dni. Czy jej szukał? Czy pamiętał o niej? To złe, boleśnie wyznaczające się na dnie serca. Brakowało jej siły, aby porozmawiać. Milczała, niespecjalnie szukając jego spojrzenia. Po prostu czuła, że jest obok. To miało moc wielką i chyba wystarczyło. Jednak ta niewidzialna przegroda trwała między nimi. Słyszała szept jego emocji, który rozpraszał jej własne. Schował się z nią tutaj, choć znów podjął próbę ucieczki. Naprawdę chciał tu być? Przy niej?
Powiodła za nim wzrokiem, kiedy wszedł do łazienki. Zaraz sama zapadła się w kanapie, która okazała się dość miękka. W starym telewizorze odbijało się migające światełko lampy z zewnątrz. Alba wpatrywała się w to odbicie, trwając tak przez moment, bez myśli, bez obecności. Wreszcie wstała i odgarnęła włosy. Zasunęła zasłony i zaczęła zrzucać z siebie ubranie. Kawałek po kawałeczku. Nieco niepewna złapała blond loczka i ścisnęła go między palcami. Tak bardzo nie powinna. Otworzyła drzwi i weszła do środka.
Mglista para mogła skryć jej strach? Odsunęła zasłonkę i wsunęła się pod strumień. Jeszcze drobniejsza, blada i naznaczona śladem płomienia. Przyłożyła palec do jego ust, a za chwilę przyległa ostrożnie do ukochanej piersi. Gładkie, drobne ręce wyznaczyły jasny szlak na jego wyrysowanych plecach. Przyłożyła głowę do piersi i przymknęła oczy. Nic nie chciała. Tylko przytulić się, zmyć sadzę z ich udręczonych myśli. Ciepło wody było przyjemne, uświadomiło jej, że przez te długie minuty na moście wychłodziła się. Nie czuła tego, bo emocje przysłaniały jakiekolwiek sygnały ciała. Jednak teraz powoli się uspokajała. Wciąż nie była pewna, czy nie wystawi jej zaraz spod wody i czy chciał jej tutaj, przy sobie. Nie umiała się powstrzymać, nie panowała nad potrzebą bliskości. Tak okrutnie za nim tęskniła. Odsunęła na moment główkę od jego piersi i odważyła się spojrzeć z dołu na niego. Ten martwy czas coś im odebrał. Jednak ta chwila szeptała o nadziei. Czy mogli się uratować?
  Temat: Most
Alba Delgado

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 3028

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-12-26, 15:46   Temat: Most
Już dobrze, już dobrze. Zaciskałam mocno powieki, wbijając aż za mocno paznokcie w Twoją skórę, kiedy tuliłeś mnie do siebie. Między długimi rzęsami przemykały się słone krople. Moczyły moją twarz, Twoją pierś, nasze dwa serca. Jedyną walką, jaką należało podjąć, była walka o nas samych. O Ciebie i o mnie. Przecież jeszcze może się to wszystko udać. Wystarczyło tylko porzucić to głupie przeświadczenie, że trzeba być ponad sobą, że trzeb się mieszać w wojnę, w krew i śmierć. Już dość.
- Nie obchodzi mnie rebelia – wydusiłam, pociągając przy tym lekko nosem. Dramat na środku mostu, opowieść o miłości i o bólu. Odsunęłam się lekko i otarłam dłonią wilgotne oczy. Delikatny krok w tył i ostatnie spojrzenie. – Jedźmy stąd – powiedziałam, pociągając go za sobą za rękę w kierunku motoru. – Mam pomysł – dodałam zaraz, choć chyba jazda nie była dobrym pomysłem. Byli oboje zbyt roztrzęsieni, a Alba miała tylko jeden kask. Może powinni jednak iść pieszo? – Musimy tylko schować motor. – Nie było mowy, abyśmy tak po prostu nim odjechali. Nie miałam siły. Nie ufałam sobie. – Później po niego wrócimy.
Potrzebowałam przekonać się, że nie jest to tylko jeden z tych przeklętych snów, gdy wariowałam, nie mogąc oddychać w tym pożerającym mnie uczuciu braku. Gdybym tylko umiała uspokoić samą siebie, gdybym mogła zadziałać jak psychotropy.
Później zaprowadziłam Cię w ciemną uliczkę, ani na moment nie puszczając Twej dłoni. Bardzo się bałam, że mogę Cię zaraz stracić, że przemienisz się we mgłę, okażesz złudzeniem. Musiałam czuć.
Kilka kroków przed zdjęłam Twój przyjarany płaszcz i naciągnęłam mocno bluzkę, aby ukryć zaczerwieniony brzuch i spalony materiał. Poprawiłam włosy i znów wytarłam buzię. Popatrzyłam na Ciebie. Wyglądałeś koszmarnie. Zupełnie jak ja. Dobrze, że to jedna z tych podłych dzielnic.
Tani motel, migające światełko i brzęk rdzawego kluczyka. Tak, proszę Pani, wszystko dobrze. Ulatują z Ciebie wszystkie podejrzenia, ufasz nam....
Schowajmy się, dobrze? Poczujmy się przez moment bezpiecznie na tym starym materacu, w czterech ciasnych ściankach pokrytych odchodzącą tapetą. Tu nikt nas nie znajdzie. Nie dzisiaj.


zt x2
  Temat: Most
Alba Delgado

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 3028

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-12-11, 21:39   Temat: Most
Otulałam Cię swoim ciałem, smakowałam Cię ustami, wcierałam swój chłód w Twoje ciepło, które było mi tak drogie i miłe. Byłeś jak anioł, który przyszedł, aby mnie ocalić. Czułam, jak wielkie dla Ciebie jest to spotkanie, jak przeżywasz tysiące emocji jednocześnie, nie wiedząc, w co tak naprawdę wierzy Twoje serce. Moje wierzyło w Ciebie. Choćby nie wiem co. Mogłeś mnie odsuwać, ale ja i tak pod tajemnicą Twoich oczu wyczuwałam, że nie chcesz tego. Co Ciebie blokowało?
Kłamałeś mi. Kłamałeś tak bezczelnie, gdy ja wiłam się, łaknąc niemożliwie Twojej bliskości, Twojej obecności. Wiedziałam, co próbowałeś zrobić. Być może moja miłość była już tak potężna i nasączona desperacją, że nie umiałam przyjąć innej interpretacji, że zakrzywił się obraz Ciebie. Tylko nie tak wyrysowują się uczucia, gdy tuli Cię ktoś, kogo nie chcesz, gdy mówisz o innej i wołasz bezgłośnie mnie. Twój głos, choć bluźnił słowami i krzywdził dogłębnie, był fałszem. Naprawdę nie wiedziałeś, że ja to wiem? Że nie ma na tym świecie drugiej osoby, którą umiałabym tak dobrze i głęboko odczuwać – poza Tobą. Te słowa miały mnie zabić, ale jedynie zaniepokoiły, choć musiałam się odsunąć, przerwać dotyk, skryć wilgoć oczu i jakaś nagłą potrzebę przemieszania Ci w głowie. Oboje wariowaliśmy, ale Ty wybierałeś tak podłe metody… Do czego nas to doprowadzi?
- Masz mnie. Uwierz wreszcie w to – powiedziałam, hamując wszelakie emocje. To spotkanie doprowadzało mnie do emocjonalnego bagna. Zapadałam się w nim, nie mogąc znieść tak skrajnych stanów. Twoich i moich. Nie umiałam wyczytać Twoich myśli, ale emocje zdradzały więcej od nich. Chciałam wiedzieć, dlaczego nie potrafiłam wciąż przekonać Cię, dlaczego wątpiłeś, dlaczego uciekałeś ode mnie tak daleko, topiąc się jednocześnie w uczuciach do mnie. – Nie bój się pozwolić mi kochać Cię – wyszeptałam, znowu robić krok w tył. Było mi tak przykro, byłam zmęczona, czułam się podle. Twój płaszcz oddzielał mnie od wiatru, ale czy nie nakryłeś mnie nim, aby nas odgrodzić? Stawałam przed Tobą gotowa do walki, pragnąca Ciebie tak niezmącenie. Nieustannie mogłabym wołać, że kocham, że wierzę, że chcę być, ale na tym polegała miłość? Gardziłeś nią, pozwoliłeś, by rozrosły się w Tobie jakieś chore lęki. One Cię powstrzymywały. Wyszeptałam nieśmiało Twoje imię i oznajmiłam, że czekam. Mogłeś znów szarpnąć mną i oddawać, że nie boli Cię, gdy cofałam się do tyłu z każdym oddechem. Odeszłam. Motor stał niedaleko. Chłodny i śmiercionośny. Czekałam, sunąć palcami po twardym kasku.
Naprawdę chciałeś, by ten płaszcz był moją ostatnią pamiątką po Tobie?
Ta walka zabijała.
  Temat: Most
Alba Delgado

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 3028

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-12-04, 13:18   Temat: Most
- Ja… - wydusiłam, głaszcząc oddechem Twoją szyję. Próbowałam nie syknąć, kiedy szorstki materiał otarł się o mój brzuch. Próbowałam Ci powiedzieć coś tak ważnego, ale nie chciałeś chyba tego usłyszeć. A może tak tylko mi się zdawało? Mocniej jeszcze wtulałam się, bo drżał każdy skrawek mnie w obawie przed powiedzeniem tego. Wciąż czułam, że chcesz mnie, nas, chcesz się schować i po prostu żyć bez cienia z popiołu i iskier błyszczących bólem. Nie oddam Cię im, nie pozwolę. Tylko powiedz mi, że i Ty pragniesz… mnie. – Ja jestem Twoim domem – powiedziałam cichutko, wreszcie pozwalając tym drganiom na wydostanie się z pomiędzy zamarzniętych ust. Pragnęłam dodać, że Ty moim, ale nie miałam uwagi, nie byłam pewna, choć czułam, jak gęsto otacza mnie Twoje ciepło. Wciąż chciałeś dla mnie dobrze. Troszczyłeś się. Zupełnie tak jakbyś nigdy nie wyrzekł się mnie. Naszej miłości. Nie wiedziałam, czy to moje okropne pragnienie posiadania Ciebie, czy to niemożność nauczenia się kochania kogokolwiek, czy to jakiś desperacka próba zabicia mroźnej samotności. Umierały nasze schronienia, ale czy naprawdę zapomniałeś, że byliśmy nim sami dla siebie?
Nie przestawałam w Ciebie wierzyć, nie umiałam zaufać ojcu, kiedy mówił, że jesteś mnie niegodny, że zostawiłeś mnie już na zawsze, że mnie nigdy nie kochałeś, że… Zabijałam właśnie jego słowa, głaszcząc pod Twoim ubraniem kochaną mapę Twojej historii. Zabijałam je , sunąć wargami nienachalnie gdzieś po Twojej szyi. – Pojedziesz ze mną? – zapytałam, czując piekielny wstyd zmieszany z przerażeniem. Zupełnie jakby nigdy nic nas nie łączyło, a ja, stojąc nago przed Tobą, odsłaniałabym własne uczucia. – Proszę. – Pozwoliłam sobie na ostatni szept. Tylko tyle. I tak czułam, jak wilgotnieją mi oczy, bo nie wiem, czy wydostanę się z tych kolczastych więzów, jeśli postanowisz rzucić się w ogień lub zgaśnie Twój płomień w tej lodowatej rzece. Nie mogłam Cię oddać żadnemu z tych morderczych żywiołów. Wiesz, że potrafię Cię zmusić, że uległbyś, gdybym tylko weszła w Twoje emocje, ale nie chcę tego robić. To nie byłbyś Ty.
To wszystko kłamstwo. Wciąż możemy być. Ty i ja.
  Temat: Most
Alba Delgado

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 3028

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-12-02, 21:10   Temat: Most
Wiedziałam, że mi nie pozwolisz. Gdybyś przestał mnie kochać, pozwoliłbyś mi spłonąć, bym nigdy więcej nie mogła ciebie nawiedzić. Jak teraz, gdy moje iskrzące się w bólu oczu patrzyły. Prosto w oblicze ukochanego mężczyzny, którego przenigdy nie mogłabym się wyrzec. Tylko jednego chciałam, tylko w jedno wierzyłam, choć Ty nazwałbyś to czystą głupotą i opętaniem. Tak, ja jestem opętana, bo po prostu nie potrafię, nie istnieję, nie pragnę, kiedy ciebie nie ma. Jesteś brakującym skrawkiem mojej duszy, wiesz? I mrokiem, który błyszczy, wskazując mi drogę. Twój głos sprawia, że znów widzę. Jakim szaleństwem wielkim jest ta miłość?
Pali, piecze, boli przeraźliwie. Jak moje smutne serce. Zerkam w dół, podnoszę nieco bluzkę. Boleśnie czerwona skóra pulsuje okropnie. Niemal nie mogę o niczym innym myśleć, choć całą są sobą skupiam się na słuchani ciebie. Twoich uczuć. Nie wiem, co powinnam teraz zrobić, nie wiem, co sama zrobiłam przed chwilą. Złościsz się. Czuję przeraźliwe ciepło, kiedy wiatr tnie moją poparzoną skórę. Drżą moje ręce i iskrzą się zagubione myśli. Chcę już do ciebie, weź mnie.
Podeszłam więc znów i chwyciłam twoją dłoń. Była taka ciepła. Zupełnie jakby wchłonęła ten ogień, który chciał pożreć moje ciało. Ułożyłam twoje palce na piekącej skórze i delikatnie przesunęłam je bok pod materiałem bluzki. Nie wiedziałam, co robię, tak bardzo chciałam poczuć Twój dotyk. – Nie możesz spłonąć – powtórzyłam jak w amoku, patrząc mocno w twoje oczy. – Nawet nie próbuj – dodałam, choć głos mi się załamał. – Wróć do domu. Ja.... chciałabym już nie płonąć– szepnęłam, wtulając się mimowolnie i wsuwając nos w twoją szyję. Do domu. Do mnie. Do tego, co było. Nie musielibyśmy bawić się w ratowanie świata, w skomplikowane akcje i nielegalne organizacje. Ja chciałam po prostu ciebie. Czy Ty wciąż jeszcze pragnąłeś mnie? Taka byłam naiwna, taka dalej ufna, a przecież tak bardzo mnie rozczarowałeś.
Zapamiętywałam twoje ciepło. Zapamiętywałam na nowo twój zapach, choć mieszał się z potworną wonią spalenizny. Na nowo też zapisywałam we wspomnieniach wyobrażenie twojego głosu. Jakby to spotkanie miało być pożegnaniem, jakbym się bała, że zaraz rozmyjesz się, odejdziesz wraz ze wschodzącym słońcem. Tak bardzo teraz chciałam cię zmanipulować, ale wiedziałam, że wcale nie potrzebuję ingerować w twoje uczucia. Czułeś ciężar tego spotkania jeszcze mocniej niż ja. Bałam się, że pewne emocje okażą się nie do przeskoczenia, że się poddasz. Może dlatego tak mocno cię teraz obejmowałam. Choć każdy kazałby mi uciekać jak najdalej…
Trwałam.
  Temat: Most
Alba Delgado

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 3028

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-11-27, 10:51   Temat: Most
Skrzywdziłeś mnie. Nie chcę już cierpieć, nie chcę już czuć, nie chcę…. Nie chcę być bez Ciebie. Tak mnie znasz, tak mnie odczuwasz. Tak potrafisz poczuć falę i siłę moich emocji. Tylko Tobie na to pozwoliłam, tylko dla Ciebie się otworzyłam. Przy Tobie ewoluuję, przy Tobie przeobraża się moja dusza. Jestem dla Ciebie, a Ty… Ty mnie porzuciłeś
Nie potrafię już cierpieć mocniej, chciałabym stąd uciec, jeśli cała historia ma znów rozpłynąć się w bólu. Tylko że nie miałam innej nadziei poza Tobą – brudnym, splugawionym i roztrzaskanym w środku na miliny iskier. Nie zdolnym do zapłonięcia gęstym morzem ognia. Tak to czułam. Ty zgasłeś, ale mnie na nowo rozpalał dotyk, głos, zapach… nieważne jak inny – Twój. Możesz zgnić w płomieniu, ale nie spłoną nigdy Twoje oczy i nie zamarznie Twoje serce. Wiem, że masz w sobie teraz milion apokaliptycznych wizji, wiem, że bronisz się przede mną (tak jak i ja przed Tobą) i wiem też, jak bardzo naiwna i słaba się stałam w tej krótkiej chwili. Nie chcę Ci znów pozwolić, ale dla mnie jesteś jedynie Ty.
Czuję, że moje kolana łamią się, że upadam wprost na ten mokry, krwawy potop zimnych dróg. Wyciągam do Ciebie ręce i łapiesz mnie. Wiesz, że o tym wiedziałam? Że nie pozwolisz mi. Chciałam to zrobić, chciałam wymusić na Tobie to. Rozpala się we mnie Twój płomień, kiedy otaczają mnie Twoje wyrysowane ramiona. Chcę więcej, chcę się przytulić. Przywierają te wytęsknione i chłodne usta do siebie, odnajdują się w sobie. Dusza przenika do duszy. To jak reanimacja, Aaronie. Zaczynam bić, bo znów jesteś. To takie intensywne. Chciałabym pokazać Ci, jak się czuję, ale jeszcze nie umiem. Czuję Ciebie – po długich miesiącach kompletnego „nieczucia”. To takie jest bezmyślne, tak bardzo nie powinnam Cię kochać. Drżą moje dłonie na Twoich ramionach, przysuwa się moje głodne ciało. Chcę posłuchać, jak drgam w Tobie. Nie wolno mi, nie powinnam, ale niczego bardziej nie pragnę. Oboje wiemy, co się wydarzyło kilka miesięcy temu i oboje wiemy, że żadne z nas nie zapomniało. Jak mocno jestem zaślepiona, jeśli w to wierzę? Nie umiem przestać pamiętać o Tobie.
Tulę swoje palce do Twojego policzka, drażnię kącik Twoich ust i patrzę przenikliwie, poszukując światła w kochanych oczach. – Nie możesz spłonąć – mówię wreszcie, choć szeptem, bo nie mam siły przebić się przez ten mrok. Nie ma już tamtego świata, nie ma już tamtych obrazów, ale my wciąż jesteśmy. Nie chcę Ciebie nigdy już wypuścić, choć i tak wiem, że chcesz odejść. Że masz w sobie lęk, ociekasz nim, przenikasz moją duszę, on w Tobie krzyczy. Tak jak i pragnienie mnie. I dobrze wiesz, że ja to czuję.
Odsunęłam się, na krok, może dwa. Stałam przed Tobą, a wiatr pieścił moje włosy. – Bo wtedy i ja spłonę razem z Tobą. – Powinnam dodać, że tak samo jak niegdyś zgasłam. Zamiast tego wyjęłam zapalniczkę z kieszeni i zapaliłam. Swoją kurtkę. Jak w jakimś chorym śnie. Płomień parzył skrawek mojego brzucha, płomienie próbowały pożreć jasny kosmyk. Serce mi umierało. Teraz wiesz już najlepiej, jak się czułam, kiedy odszedłeś.
Patrzyłam na Ciebie i zalewał mnie ogień.
Czy miłość zdoła przezwyciężyć śmierć? Ożywi nas czy zaprowadzi ku mrokom?
Czy uratuje nas? Wyrwie z płomieni?
  Temat: Most
Alba Delgado

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 3028

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-11-22, 15:55   Temat: Most
Boję się.
Boję się, że jesteś moim chorym szaleństwem. Że tonę głęboko w Tobie, a Ty jesteś mgłą moich oczu. Czuję Twój apokaliptyczny zapach, czuję, że karą jest oglądanie Ciebie w tej przepaści. Jesteś taki wygasły, brudny i zniszczony, jesteś resztką siebie. Jak ja. Dwa ostatnie okruchy pięknej miłości, rozdarte przez okrutny los, samotne i porzucone. Dokąd nas to zaprowadziło? Gdzie jest nasza miłość, nasze pocałunki zrodzone pod anielską kopułą, namiętność płonąca wbrew światu i bliskim nam sercom. Gdzie to wszystko jest? Aaronie, mój Aaronie… Pozwól mi odejść, nie zatrzymuj mnie tutaj. Więzi mnie wspomnienie Ciebie, rozrywa mnie tęsknota za Tobą, gniję bez ciepła Twoich płomieni, nie umiem już czuć – nic poza okrutną torturą Twej rozmazanej aury. Wciąż nie przestałam, choć uczyniłam wszystko, aby przestać Cię kochać. Nie ma drugich miłości, nie ma milionów serc gotowych do pokochania. Jest to jedno, czarne, płonące, rozproszone w popiele niemocy.
Dotknąłeś mnie. Porwałeś jak swoją, choć mówisz do mnie tak obco. To Twój głos, to Twój dotyk, choć taki beznamiętny, chłodny. Tak, chcę zobaczyć, jak płoniesz. We mnie, dla mnie, ale nie sam. Zabrakło mi głosu, próbowałam mówić, ale nie mogłam. Jesteś dziki, odurzony, umierający we własnym wariactwie. Kochaj mnie…
Wypowiadasz moje imię w tej pijackiej balladzie, nie panujesz nad nędzną resztką iskier, a chcesz zapłonąć? Odrzuca mnie Twój alkoholowy ton, ale nie umiem wciąż ani mówić, ani uciec. Trzymasz mnie, choć widzę, że nie wiesz, dlaczego to robisz. Tak samo jak ja nie pojmuję, dlaczego znów daję się Tobie uwodzić. Przecież nic w Tobie nie ma, niczym nie jesteś. Prześwituje przez Ciebie mrok tej nocy, za Tobą nie ma niczego, głęboka otchłań śmierci, a przed Tobą stoję ja. Ty chcesz, abym Cię tam zaprowadziła, Ty jesteś taki zniszczony.
Jak zniszczona jestem ja.
Nie mogłam. Przywaliłam Ci. Ręka mi drżała, czułam, jak ulegle poddajesz się temu, jak nie próbujesz mnie powstrzymać. Byłam wiotka, krucha, ale nie byłam tamtą lalką, którą porzuciłeś jak tchórz. Może nie poczułeś, może nie zabolało, ale poczułam ja. Twój policzek skryty w mrok nieznajomego zarostu. Twój, mój. Odganiałeś mnie od siebie z takim wstrętem, w tak głębokim obłędzie. Nie pozwolę Ci, nie będziesz mnie już krzywdził. Nie…
Ściskałam mocno pięść, pulsowała, ale nie tak widocznie jak ja. Nie możesz odgadnąć, co się we mnie dzieje, jak wielkie emocje we mnie wzbudzasz, jak okrutnie cierpiałam. Wtedy zaczynam się dusić. Nie mogę oddychać, mocno, łapczywie próbuje złapać powietrze, czuję, jak kręci mi się w głowie, łapię Cię za ramię, bo czuję, jak bliska jestem ostatniego upadku. To jakiś przeklęty atak, wiruje mi w głowie od Twoich, od moich emocji, słyszę obce świsty nocy. Jestem przerażona, trzęsę się. Zerkam na Ciebie ostatni raz, przecież widzę, że to Ty, czuję Ciebie tak mocno. Podrywam się jakąś nagłą resztką sił i przysuwam swoje usta do Twoich, ale nie mam już siły, nie mam mocy, by zrobić cokolwiek więcej, by poruszyć wargami…
  Temat: Most
Alba Delgado

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 3028

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-11-22, 13:08   Temat: Most

Link


Powiedz mi, jak mogę przestać czuć. Powiedz, jak przywrócić moc przeszłości. Jak nie tęsknić, nie pamiętać, jak w ogóle zacząć żyć. No powiedz mi, bo ja nie wiem. Tamtego dnia umarłam. Nie od razu. Powoli z dnia na dzień więdłam. Przychodziłeś do mnie w snach, rozpalałeś płomień w moich mokrych oczach i nie pozwalałeś mi upaść. Trwałam w tym śnie jak w zaklęciu, ale i ono pewnego dnia przestało działać. Wołałam Cię, ale nie słyszałeś mnie. Oni próbowali łapać mnie za ramiona i podnosić ku słońcu, ale wcale nie chciałam. Nie chciałam widzieć światła, czuć jego parzących płomieni. Nie bez Ciebie.
Topiłam się we własnym łóżku, skryta w cieniu zasłon i wbijająca paznokcie w skórę zbyt mocno. Czekałam na Ciebie, chciałam zabić smutek bólem. Wtedy jeszcze coś czułam, wtedy próbowałam ujrzeć Ciebie w tej mrocznej postaci na ulicy. Rosłam w siłę, ale nie taką, z której mógłbyś być dumny. Karmiłam się melancholią, uczyniłam ze złości energię, byłam wulkanem, który nie może wybuchnąć, ale i tak nie wolno nikomu się do niego zbliżyć. Krew spływała po mojej twarzy, kiedy doprowadzałam organizm do wycieńczenia, próbując odnaleźć gdzieś w tym ponurym świecie cień Twojej emocji. Tam jednak nic nie było. Próbowałam znów i znów, aż padałam, bo to było zbyt wiele. Głupio ufałam własnej potędze, która tak naprawdę nie istniała. Nie potrzebna mi ta moc, niepotrzebna mi bez Ciebie, bo tylko czyniła mnie słabszą. Otwierając swą duszę, otwierałam się sama, a to okazywało się destrukcyjne. Po nocach szeptałam, abyś mnie nawiedził, byś mnie stąd ukradł, że chcę być przy Tobie, ale nie odnajdę Ciebie sama. Nie umiałam jeść, słabłam z każdym tygodniem, pewnego dnia musieli mną manipulować, bym nie umarła z wycieńczenia. Schudłam, nie chciałbyś tego widzieć, zbladłam, więdłam, jak kwiat, który nie ma swojego słońca. Rozpadałam się, a Ty byłeś gdzieś tam. Pod mokrymi powiekami odnajdywałam obrazy przeszłości, ale mgła wokół nich stawała się coraz mocniejsza. Nie było już nas.
Zamieniłam róż na czerń, zakręciłam włosy, wywołałam cienie na mojej twarzy, zarzuciłam skórę i nawet mam motor, wiesz? Któregoś dnia nauczyłam się nie czuć. Uśpiłam moje emocje, nie widziałam czyiś. Nie torpedowały mnie ich histeryczne troski i frustracje, wyciszyłam się, przestałam płakać. Nie czułam nic, zupełnie nic. Żalu, smutku, radości i pragnienia. Wiatr we mnie ustąpił, zapanowała cisza, która pozwalała mi nie umrzeć. Nie istniała dla mnie wojna, nie istniała żadna cholerna organizacja, rodzina, wielkie idee. Byłam sama w sobie – resztką człowieka.
Nocami błądziłam po mieście, wymykałam się z domu, bo próbowali mnie trzymać tam jak w klatce. Bali się. Tylko nie mogłam czasami znieść więzienia czterech ścian. Chłód ciął policzki, mroczne niebo wisiało nade mną, wokół ludzie toczyli bój o życie i śmierć. A ja szłam, gubiłam się w tych ulicach, kusiłam niedobrych ludzi. Udawałam pozbieraną, choć każdego dnia odpadał kawałek mnie. Oddychałam przeszłością, choć wdychałam bezsprzeczny odór wojny. Przyjechałam gdzieś tutaj, stałam nad wodą, wyrzucając do niej własną gorycz. Potem wspięłam się na ten most. Było mi zimno, ale to znak, że nie przestałam czuć.
Pusta droga, pojedyncze smugi światła, spokojna woda pode mną. Nie bałam się tej nocy, tak mi było dobrze. Patrzyłam przed siebie, pokonując kolejne kroki. Wtedy poczułam ból. Upiorny ból w klatce piersiowej – tak mi się zdawało. Zatrzymałam się. Co to była a moc. Rozsadzała mnie, przenikała totalnie. Nie mogłam złapać oddechu. Mój głos przerwał ciszę. Czułam. Odwróciłam się za siebie. Byłeś tam jak wizja, jak ostatni zwiastun mojego obłędu. Przekręciło się całe moje ciało, do Ciebie. Czy powinnam się pożegnać? Zbliżyłam się, ale każdy milimetr zgniatał kawałek mojej duszy. Stanęłam przed Tobą. Pachniałeś jak śmierć, sadzą. Istniałeś?
  Temat: Stoliki II
Alba Delgado

Odpowiedzi: 49
Wyświetleń: 3301

PostForum: Bar "Laguna Negra"   Wysłany: 2018-09-16, 12:48   Temat: Stoliki II
UWAGA. Bardzo nie dla dzieci.


Uśmiechnęła się, obejmując mocno jego pośladki. Te słowa… wyrwane w drżeniu podniecenia i oczekiwania, którego nawet nie ukrywał. Tak pragnęła podarować mu rozkosz, pragnęła, aby zapomniał o złości i bólu, o niesprawiedliwości tego świata, ale przede wszystkim musiał uwierzyć w to, że był dla niej ważny. Że nic się nie liczyło tak jak on. W potrzasku tej chwili mieli siebie i nikt nie mógł im teraz przeszkodzić. Czuła, jak dreszcze wędrują po jej ciele, schodząc oczywiście w jedno rozpalone miejsce. Nic takiego nie zrobił, ale sama myśl o tym, co zaraz będzie mogła uczynić dla niego… Zakręciło jej się w głowie. Te wiśniowe poliki, te falujące rzęsy próbujące skryć swoje oczy przed jego kochającym spojrzeniem. Tak, znów to powtarzał – kochał ją. Za każdym razem przeżywała to mocniej. Zupełnie jakby karmił ją, potwierdzając na głos swą miłość. Wiedziała o niej, a mimo to naprawdę lubiła, kiedy pozwalał tym pięknym słowom rozbrzmiewać wokół nich, kiedy pieścił ją właśnie tak.
Wtuliła swój policzek w cudowną linię mięśni, która pod jego brzuchem układała się w kuszącą literę V. Przymknęła na moment oczy, trochę męcząc jego cierpliwość, a trochę też napawając się tą intymnym skrawkiem, tym poczęstunkiem dla zmysłów. Na skórze czuła jego silne ciało, pod uchem słuchała wariacji, które się w nim zadziały. No i ten nos. Tak jej pachniał, tak męsko, tak surowo i pięknie zarazem. O rany, tak ją kręcił. Na moment jeszcze podniosła głowę i ostatni raz na niego spojrzała. Nie mógł już wytrzymać, drżał w oczekiwaniu, prawda? A przecież jeszcze go nawet nie dotknęła…
Do teraz. Pod palcami poczuła, jaki jest przyjemnie twardy, jak bardzo tęsknił za ich wspólną namiętnością. Delikatnie po nim przesuwała opuszkami, aż wreszcie ujęła mocniej i przysunęła swe usta. Naznaczyła wilgocią główkę, sunąć zaledwie wargami, przemykając nimi po całej długości. Nawilżała powolutku swymi czułymi pocałunkami. Wypatrywała jego reakcji, westchnień i zaciskających się palców w jej włosach. Niech przeżywa mocno, niech czuje jak najwięcej. Chciała go wyzwolić z tych lęków i z tej niepewności. Musiał wiedzieć, że to jego chciała. Że tylko jego potrzebowała, że nikt inny nie potrafił jej tak dopełnić, że nikogo innego już nie umiała kochać.
Przesunęła go sobie bliżej, mocniej. Wilgotne, łakome wargi rozchyliły się i niemal niespodziewanie zamknęły go w sobie, pieszcząc najpiękniej. To było tak dobre. Klęczała przed nim, tak uległa tak chętna, aby nieść mu nieopisane udręki, a to wszystko w ciemnym, starym barze jej ojca. Serce rozszalałe wydzierało się z jej piersi. To on był tym, który wszystko jej objawił, on wskazał jej te bezwstydne ścieżki. I tylko dla niego mogła być tak bezwstydna.
  Temat: Stoliki
Alba Delgado

Odpowiedzi: 108
Wyświetleń: 7420

PostForum: Bar "Laguna Negra"   Wysłany: 2018-09-04, 23:59   Temat: Stoliki
Szkło w dłoni ojca rozpadło się, powodując ból, którego nawet nie odczuwał. Był zły i rozczarowany. Dymił się w sposób zauważalny tylko dla niej. I nie dlatego, że potrafiła czytać w ludzkich emocjach. To był jej tata. Człowiek, którego znała i umiała interpretować w sytuacjach rozmaitych. Choć trzeba było przyznać, że jego powrót oznaczał nową rzeczywistość i nie było mowy o starych, dobrych czasach, gdy dla Alby nikt w jej rodzinie nie był mutantem. Teraz byli wszyscy. I próbowali podjąć pewną walkę, próbowali coś zbudować i przeciwstawić się tej okrutnej niesprawiedliwości. Szkoda tylko, że nie potrafili poczuć wzajemnego zrozumienia dusz. W jednej, krótkiej chwili nagromadzenie negatywnych emocji innych uderzyło ją mocno.
Ścisnęła dłoń ojca, ale całe ciało się napięło. Obserwowała dyskretnie, jak jego krew kapie na blat pięknego drewnianego stołu, jak pulsuje jego dusza w rytmie tej złości. Alba była dobrą duszą, była aniołem, który żadnemu złoczyńcy nie będzie się kojarzył z mordowanie i zadawaniem ciosów. A jednak były tutaj osoby, które wiedziały, że potrafiła być niebezpieczna, choć zapewne nigdy nie dorówna tym wielkim bojownikom.
Nic nie mówiła. Donośny głos ojca odbijał się echem w jej duszy. Walczył o nią. Wierzył w nią. Chciał mieć ją w swojej drużynie i zarazem planował pilnować, strzec mocno – jak to na ojca przystało. Viggo miał rację. Ci dwaj chcieli na nią chuchać i dmuchać, nie dawali jej szansy na sprawdzenie. Głaskali i wierzyli, a jednak będą chcieli trzymać bezpiecznie pod dachem. Zerknęła na Aarona i dopiero teraz dotarło do niej, że siedział totalnie nabuzowany. Już wiedziała, że nie będzie potulnie potakiwał głową. Nosiło go. A kiedy wstał, miała wrażenie, że zakończyły się dzieje grupy, którą właśnie budowali.
- Aaron – powiedziała zaskoczona. Niezbyt wiedziała, do czego dążył. Każde jednak słowo rozjaśniało jej obrazy w jego głowie. Ojciec zaraz wpadnie w furię, a mutanci rzucą się na siebie i rozpęta się prawdziwe piekło. W jednej chwili wpędził, zapewne, w złość każdą osobę siedzącą przy tym stole. I miał poniekąd rację, ale z drugiej strony to dość porywacza i nieuprzejma zagrywka. Uprzejmość? Albo, cholera, ogarnij się. Wokół Ciebie są przestępcy i mordercy. Tu nie ma miejsca na kurtuazję. Ojciec był wizjonerem, zebrał pionki, ale nim bitwa się rozpoczęła, rozlało się morze iskier, a za chwilę ta dyskusja przemieni się w prawdziwy pożar.
Poderwała się więc szybko z krzesła i zrobiła krok w stronę Aarona. Posłała mu ciężkie spojrzenie. Działał impulsywnie. Bronił jej przed osądami Viggo, ale wyzwał jej ojca. Nie podobało jej się to. Wszystko podążyło w złym kierunku. Głowa jej pulsowała od nadmiaru jego emocji. Chciała już go uspokoić, jakoś powstrzymać, albo zamknąć się z nim na tym cholernym zapleczu i dać w pysk, by się ogarnął i przestał traktować ją jak bezbronną lalkę z porcelany. Nie był wcale bezbronna!
Na jej oczach Bartowski padł przygnieciony bolesnym pozdrowieniem od Viggo. Wił się na podłodze i wbijał paznokcie w swoje ciało. Cierpiał. Ta moc była piekielna. Tortura zadana jej ukochanemu wywołała fazę cierpienia o potężnej skali. Delgado zamarła, a potem padła na kolana przy ukochanym. Gdzieś miała słowa Viggo skierowane do niej. Jak w ogóle śmiał?! Czuła, jak wypełnia ją wściekłość.
Wstała i stanęła między jednym a drugim. Spojrzała temu piekielnemu katowi prosto w oczy.
- Natychmiast przestań – powiedziała najpierw. Nie wierzyła, że to się naprawdę dzieje. - Obiecuję Ci, że jeśli nie odpuścisz, poczujesz potworne cierpienie. I nie przestanę, dopóki nie zagubisz własnej duszy – oznajmiła poważnie. I chyba nigdy nie była tak zdeterminowana, nigdy nie pragnęła tak mocno kogoś skrzywdzić. Te delikatne dłonie zacisnęły się w piąstki. Nie spuszczała z niego wzroku. Jednocześnie też starała się zapanować nad stanem emocjonalnym Aarona i pomóc mu z tym walczyć, wyłączyć ten ból, przerwać choćby na moment więź ciała z duszą, wprowadzić go w taki stan, aby odczuwał tortury jakkolwiek łagodniej. Nie miała pojęcia, czy to przyniosło choćby niewielką ulgę, bo nigdy wcześniej tego nie robiła. Pewne było to, że cierpiał bardzo, a przecież umiała cierpienie neutralizować, prawda? Tylko że Viggo atakował zupełnie inaczej…
 
Strona 1 z 17
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10