To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Piwnica - Sala pacjentów

Nicholas Grenville - 2020-04-24, 12:56

Tak, to było skomplikowane. Problem poważniejszy niż to, przez co przechodził z Vincentem. Skoro młody zapewnił, że sobie z nim poradzi, Nicholas zezwolił mu na to. Innego wyjścia nie było, skoro ten chłopak słuchał się tylko Vincenta i Bradleya. Niby nie było to złe, ale lepiej by dało się go z tego "wyleczyć". Powinien umieć i móc wykonywać polecenia czy prośby innych osób, skoro dostaje tutaj dach nad głową, mógłby tu także pomagać.
Nicholas przysłuchał się i nie odzywał na razie, pozostając obserwatorem rozmowy Vincenta z Jokerem. Chcąc też zobaczyć jak tak rozmowa przebiegnie. Ale niestety, w tym momencie zadzwonił mu niespodziewanie telefon, który wyjął zaraz z kieszeni i spojrzał na ekran. Od razu też przeniósł spojrzenie na chłopaków. Głównie na Edamsa.
- Vinc, później porozmawiamy, zajmij się nim by nie sprawiał więcej problemów.
Po tych słowach Nicholas wyszedł z sali i odebrał połączenie, zmierzając do wyjścia z części szpitalnej. To połączenie musiało być ważne, że nie odrzucił. Wierzył jednak, że Vincent sobie poradzi z młodym. Zna go jakby lepiej, niż Nicholas. Wie jak z nim rozmawiać.


[z/t]

Vincent Edams - 2020-04-24, 13:52

Vinc pożegnał Nicka kiwnięciem głowy. Skupił już swoją uwagę na Jokerze
Oh wow. Wiedział co prawda, na co się szykować, wszak miał kilka dni na zapoznanie się z aktami Jokera. To co w nich wyczytał, przyprawiło go o mdłości. Nie myślał, że może być ktoś bardziej pierdolenięty od Dolores, ale pomylił się - wystarczyło dodać jej jeszcze bardziej pierdolniętego kolegę Shugarta. Cholera wie, co by było z Edamsem, gdyby pojawił się wcześniej i Crow zezwoliła mu "podreperować" Obiekt 36. Brrr…
-Jak obiecasz, że będziesz grzeczny i przestaniesz atakować lekarzy, zdejmę więzy -powiedział spokojnie.
Wziął głęboki oddech. No nic. Sam się o to prosił, zabierając tak specyficznego osobnika jak Joker. Wiedział, że wszystko musi tłumaczyć jak dziecku, czy tam krowie na rowie. Nie mógł też wywrócić życia Jokera do góry nogami, bo mu psycha siądzie.
-Po pierwsze, nie "panuj" mi. Jesteśmy niemal rówieśnikami, a ci zwracają się do siebie po imieniu. Jestem Vincent. - przedstawił się - Więc mnie tak nazywaj. Vincent. Albo Vinc, co wolisz
A no tak. On nie wie co woli. On nie zna pojęcia "wolnej woli"
Dobra. Z nim trzeba powoli. Nie może mu dać wolnej ręki, bo cholera wie, co ten odwali.
-Póki co, proszę cię, byś słuchał moich poleceń. - powiedział spokojnie - Jak tylko dojdziesz do siebie, będziemy dzielić pokój. Traktuj też mieszkańców tego miejsca z szacunkiem. Słuchaj poleceń Nicholasa, jest przywódcą Rebelii.
Chcąc nie chcąc, Joker trochę do niej już należał.
Chłopak westchnął. Nie miał pojęcia od czego zacząć. Nickowi było chyba łatwiej, gdy nim się zajmował.
-Może zacznijmy od tego, że Joker to Twoja... ksywka. Masz prawdziwe imię i nazwisko, czytałem Twój akt urodzenia. Chciałbyś je poznać? - musiał go podpuszczać. Zachęcać do zadawania pytań, rozbudzić ciekawość. Nie chciał by chłopak był bezwolną maszyną, do końca swoich dni.

Michael Shugart - 2020-04-24, 16:42

Joker odprowadził blondyna wzrokiem, ale nie przejmował się nim zbytnio.
-Nie będę.- zapewnił. W sumie to nie widział tego do końca jako ataki. Zdejmował ich sobie z drogi, to wszystko. Jednak nie protestował i nie bronił się teraz. Skoro Pan Edams zabronił to niech i tak będzie. Nie ruszy już żadnego lekarza nawet w odpowiedzi na ich zachowanie. Potem obiekt 36 podobnie jak Brad kazał mówić do siebie po imieniu. Gdy zaczął od "nie panuj mi tu" Joker już miał wspomnieć, że nie panuje nad niczym. Nie on tu jest od panowania. Jednak wraz z następnym zdaniem zrozumiał co rozmówca miał na myśli. Miało to sens. Doktor Shugart był od niego wiele lat starszy, a tutaj różnica wieku wynosiła ile? Dwa lata?
-Tak jest, Vincent.- potwierdził przyjęcie nowej dyrektywy. Wziął pierwsze imię jakie mu wskazano uznając, że skoro zostało wymienione w pierwszej kolejności to jest poprawniejsze. Rozkaz o słuchaniu poleceń zaskoczył obiekt 54. To było przecież domyślne. Tak oczywiste jak suma dodawania dwóch dwójek.
-Oczywiście.- no przecież Vincent wiedział jaką rolę widział Joker dla niego i dla siebie w tej relacji. Gdy wspomniał Nicholasa, dowódcę Rebelii chłopak wolał doprecyzować -Tego blondyna. Dobrze, będę go słuchał.- zgodził się. Nie miał przecież nic do gadania.
Następnie Vincent zmienił nieco podejście i wspomniał, że przeczytał jego akta. No tak, to oczywiste, że opiekun chciał się dowiedzieć czegoś o swoim podmiocie. O jego możliwościach i poziomie posłuszeństwa. Co dziwne spytał czy obiekt RS12 chce poznać swoje imię dodając, że Joker to tylko ksywka. Ale przecież ksywki to też jakieś nazwy. Dla chłopaka było to tożsame z imieniem. Nie uważał też by miały znaczenie dane na jego akcie urodzenia skoro żaden opiekun nie wyraził chęci by tak właśnie zwracać się do obiektu 54. Chyba że miało się to teraz zmienić.
-Moje dotychczasowe imiona to obiekt RS12, Joker i obiekt 54. Jeśli chcesz używać imienia z wspomnianego dokumentu to oczywiście będę na nie reagował.- zapewnił. Nie czuł potrzeby poznania swojego imienia. Wiedział czym jest.

Vincent Edams - 2020-04-24, 16:54

Bogowie. Powinien się cieszyć. Joker był posłuszny mu do granic absurdu. Gdyby sobie teraz zażyczył, by ten wyskoczył przez okno, na bank by to zrobił i jeszcze spytał pewnie, czy ma skakać na główkę i czy Edams chce by "jego podmiot" wykonał przy tym efektowne salto.
Nie cieszył się. To było straszne. Jak można było zrobić coś takiego z drugim człowiekiem?! Z własnym dzieckiem!! Przecież…ARGH! Znów zaczął czuć bezsilną złość.
- Tak, tego blondyna. To nasz przywódca. Jeżeli to tylko nie kłóci się z tym, o co cię poproszę, wykonuj jego polecenia. - wciąż był trochę zły na Grenville'a, więc chciał zostawić sobie mały bufor bezpieczeństwa.
Rany. Jakby rozmawiał z bardziej rozbudowaną, męską wersja Siri. To będzie bardzo trudne, by cokolwiek w nim zmienić. Bardzo. Czy w ogóle się uda ?
-Koniec z używaniem numerów. Ksywka Joker to już Twoja wola, czy chcesz używać. Nasze imię i nazwisko to coś, co potwierdza nasze człowieczeństwo. Jesteś człowiekiem, takim samym jak ja. - tłumaczył mu cierpliwie - Naprawdę nazywasz się Michael Shugart. - był ciekaw czy Joker wyłapie zbieżność nazwisk. - Możesz używać imienia Michael lub Joker, wybierz co ci bardziej odpowiada.
Wiedział, że to tłumaczenie niczym grochem o ścianę, ale od czegoś musiał zacząć. Może poprosi Imari o pomoc?
-Twoje życie się zmieni. Do tej pory wykonywałeś bezwolnie rozkazy, które otrzymałeś. Będę od ciebie oczekiwał czegoś innego. Będę chciał, żebyś wykazywał się wolną wolą i spontanicznością. - mówił dalej - Wbrew temu co uważasz, nie jestem Twoim Panem, tak jak i Brad. Sam jesteś Panem i kowalem swojego losu. Przynależymy do organizacji, która walczy o wolność mutantów. Rozumiesz?
Pewnie ni w ząb

Michael Shugart - 2020-04-24, 16:56

To prawda, ni w ząb. Znaczy, sam początek jak najbardziej rozumiał. Miał słuchać też tego całego Nicholasa, który faktycznie był dowódcą tego miejsca i najwidoczniej również przełożonym Vincenta i Brada. Jednak już tyrada o imionach była poza jego zasięgiem pojmowania.
-Jestem człowiekiem. Imię czy jego brak tego nie zmienia.- no, miał w tym pewną rację. To, że nie znał swoich danych z aktu urodzenia nie bardzo miało jak zmienić jego gatunek. Jednak zdecydowanie nie był takim samym człowiekiem jak Vincent -Zresztą wymienione przeze mnie nazwy są równie dobre. Wyróżniają tak bym wiedział gdy opiekun zwraca się do mnie, a nie do "tego obok".
Tak. Joker naprawdę nie widział większej różnicy między jego oznaczeniami liczbowymi, ksywką, a imieniem. Wiadomo, brzmiały różnie, ale generalnie funkcję pełniły taką samą. Odróżniały go od innych ludzi. No, ksywkę lubił, bo kojarzył ją z uznaniem opiekuna. Doktor Shugart wyglądał na tak zadowolonego gdy mu ją dawał. Ba, w późniejszym czasie nawet zaczął żonglować jego imionami w systemie nagrody i kary. Normalnie używał ksywki Jokera, a gdy coś mu nie pasowało, mówił po numerze. Działało to na zbliżonej zasadzie co zwracanie się do dziecka pełnym imieniem przez rugającego go rodzica.
Co do zbieżności nazwisk to tak, wyłapał. Fakt ten przyjął lekko tylko unosząc brwi. No proszę. Wygląda na to, że jest jego synem. Nie żeby to coś znaczyło. Był po prostu zaskoczony. Wcześniej się nie zastanawiał skąd poprzedni opiekun go wziął. Przynajmniej nie od kiedy miał jakieś 8-9 lat. Było to podczas lekcji o rozmnażaniu. Spytał czy to oznacza, że on też ma rodziców i co się z nimi stało. Doktor Shugart odpowiedział, że nie żyją i teraz to on jest jego opiekunem. I tyle młodemu wystarczyło. Teraz dostał zaskakującą informację oznaczającą, że został wtedy okłamany. Z drugiej strony nie jego rolą jest oceniać poczynania opiekuna. Zachował to w sekrecie więc najwidoczniej miał powód.
-Będę reagował na oba.- naprawdę pytał go które imię woli? Bardziej był przywiązany do Jokera, ale nie sprzeciwi się opiekunowi jeśli będzie wolał używać tego nowego imienia. Także ubrał to w neutralne stwierdzenie żeby nie sugerować mu żadnego wyboru. Dopóki w grę nie wchodziło bezpieczeństwo opiekuna nie zamierzał w żaden sposób wpływać na jego decyzję.
Następnie Edams zaczął mówić o wolnej woli. Czyli to prawda. Vincent myśli tak samo jak Brad. I tak samo jak on nie chce być jego opiekunem. Dłonie chwyciły pościel, na której leżały jakby dotyk materiału miał go uspokoić. Mina Jokera stężała aby nie wypłynęła na nią żadna emocja, a kto jak kto, ale RS12 jest bardzo dobry w ukrywaniu swoich odczuć. Dlaczego go nie chcą? Coś zrobił nie tak? Chodzi o to co między nimi zaszło gdy był jeszcze podmiotem Doktora Shugarta? Pamiętał, że Brad o tym wspomniał. "Strzeliłeś mi w plecy, a teraz mówisz, że jestem twoim opiekunem?" Jakoś tak to szło. Zaatakował ich wtedy. Mogli mieć o to żal? Był wtedy podmiotem człowieka, którego chcieli zabić. To oczywiste, że go chronił. A jednak najwyraźniej tak było.
-Tak jest.- istnienia jakichkolwiek procesów myślowych można było się domyślić jedynie po tym ile czasu zajęła mu odpowiedź. No i po tych dłoniach zaciśniętych na pościeli. Po kolejnej dłuższej chwili ciszy i zastanawiania się jak można podreperować tą sytuację dodał jeszcze.
-Przepraszam.- powiedział tak samo bezemocjonalnie jak wszystkie wcześniejsze słowa -Za to co stało się w Alter Genetics.- spuścił wzrok skruszony.

Vincent Edams - 2020-04-24, 16:59

O rany. Nie minęło pięć minut, a Vincentowi niemal czacha dymiła. Zdecydowanie będzie potrzebował pomocy Imari.
-Nie rozumiesz. Wiesz czemu nam nadano numery? By pozbawić nas tożsamości. Żebyśmy czuli, że jesteśmy przedmiotami. Ich własnością. Że w momencie wytatuowania numeru, nie mamy prawa nazywać się ludźmi. - wciąż mówił spokojnie. Aż się dziwił, skąd w nim tyle cierpliwości.
Informacje, że kaźń, zgotował mu własny ojciec, Joker zdawał się przyjąć nieco beznamiętnie. Najwyraźniej miał tak wyprany mózg, że do niego nie docierało, jak okrutne było jego życie. Czy w ogóle można je nazwać życiem?
-W takim razie, będę mówił do Ciebie po imieniu, ty możesz się przedstawiać jak chcesz - westchnął, porzucając już kwestię nomenklatury.
Zauważył, że Joker dziwnie się spiął. Sam Edams miał duże problemy z okazywaniem emocji, potrafił więc wyłapać drobne znaki. Czasami.
No i padł temat Alter Genetics. Fakt, Joker go nieźle urządził, ale był tylko bezwolną maszyną w rękach Shugarta. Skoro naukowiec wydał taki rozkaz, Michael go wykonał.
-Nie musisz się o to martwić, przeprosiny przyjęte. Nie bardzo miałeś wybór. Otrzymałeś rozkaz - stwierdził, obserwując go uważnie
Rozkaz. To nie było szkolenie, to była wręcz tresura. Jakby był jakimś zwierzęciem.
-Nie martw się. To, że chce, byś był wolnym człowiekiem, nie oznacza, że cię z tym wszystkim zostawię samego. - uspokoił go

Michael Shugart - 2020-04-24, 16:59

Joker po prostu słuchał. Vincent mówił o odbieraniu tożsamości nie biorąc pod uwagę, że akurat w przypadku obiektu RS12 to właśnie wytatyowany na nadgarstku numer był jego tożsamością. Tak zwracano się do niego od dziecka. Tym miał być, tego od niego wymagano i to było nagradzane. Więc tym właśnie był. Narzędziem z numerem seryjnym. Z tego był dumny, a swoje życie uważał za czasem trudne, ale dobre.
Obecni opiekunowie wymagali od niego czegoś przeciwnego. Był gotów słuchać ich żądań, ale nie wszystkie polecenia potrafił wprowadzić w życie tak od razu. Wymagali cech, które były w nim tępione praktycznie od urodzenia. Nie odpowiadał. Jego sposób myślenia mocno odbiega od Vincenta i widział, że go to w jakiś sposób drażni więc zrezygnował z dyskusji. Po prostu zgodził się jak na niego przystało gdy Vincent zapowiedział, że będzie się do niego zwracał imieniem Michael. Kiwnął spokojniejszy głową na znak zrozumienia.
Po przeprosinach okazało się, że Vincent nie chowa urazy. Przynajmniej nie otwarcie. Przyznał, że Joker nie miał wyboru. Że otrzymał rozkaz. Czyli jednak rozumiał. Zapewnił też, że go nie zostawi. Dla Jokera to ostatnie zdanie znaczyło cholernie dużo. Tak dużo, że nie da się tego ubrać w słowa. Miał inny charakter, inne przekonania i inne wymagania, ale nie odrzucał go. Gdyby Joker potrafił normalnie odczuwać emocje to by się wzruszył.
-Rozumiem. Dziękuję.

Vincent Edams - 2020-04-24, 17:01

Vincent obserwował uważnie Michaela ( choć wciąż na usta i umysł cisnęło mu się Joker. Sam będzie musiał się przestawić!). Wydawało mu się, że chyba chłopak się trochę rozluźnił, po deklaracji, że nie zostanie z tym wszystkim sam.
-Teraz cię uwolnię. Musisz obiecać, że nie będziesz już sprawiał kłopotów osobom, które się tu Tobą opiekują. - podszedł do niego i zaczął rozpinać pasy - Będę przychodził tu codziennie, dopóki nie wydobrzejesz. Jak już staniesz na nogi, będziesz już mieszkał ze mną w pokoju.
Po chwili Joker ( Michael!) był wolny. Vincent zastanawiał się, czy to dobry pomysł. Niby wiedział, że Shugart tak został stworzony ( na pewno nie "wychowany") by spełniać każdy rozkaz... ale Edams zbyt długo był więziony, by zaufać od razu. Albo w ogóle. Nawet na Nicku się trochę naciął.
-Masz jakieś pytania? Chcesz o coś zapytać? - zagadnął. - Może ci przynieść jakieś książki do czytania, dla zabicia nudy?
Joker będzie musiał się przyzwyczaić. W ich pokoju książki są WSZĘDZIE. Czasem nawet tworzą swojego rodzaju yengę.

Michael Shugart - 2020-04-24, 17:01

Joker gdy już poczuł, że więzy się rozluźniają usiadł pocierając nadgarstki, po czym ponownie wbił wzrok w Vincenta. Obiecał, że będzie przychodził codziennie. Jest to pewna ulga. A gdy już wydobrzeje będą mieszkać w tym samym pokoju. Chęć do odzyskania pełni zdrowia nigdy nie była większa. Znów będzie jak dawniej pod ręką opiekuna. No, może nie dosłownie jak dawniej, bo w końcu zdążył się już przekonać, że Vincent mocno się różni od Doktora Shugarta pod względem poglądów, zachowania i wymagać. Ale może to lepiej…? Edams spytał Jokera czy ma jakieś pytania. Chłopak zastanowił się chwilę.
-Co z Bradem? Poprawia mu się?- lekarze mówili obiektowi 54, że Brad czuje się coraz lepiej i niedługo zostanie wypisany, ale ten zdecydowanie bardziej wierzył w informacje podane przez opiekuna niż przez jakiś konowałów od siedmiu boleści, którzy przez pierwsze trzy dni nawet nie potrafili podać mu odpowiedniej ilości środków przeciwbólowych. Z drugiej strony on nie narzekał. Może dlatego nie wiedzieli, że nie działają… To ma sens. Jeśli chodzi o coś na zabicie nudy… na tym pytaniu Joker się zawiesił. Dosłownie. Spuścił wzrok na swoje ręce rozważając czego może chcieć i co może mu pomóc. Zawsze sobie jakoś tam radził. O ile nie został zostawiony sam sobie na trzy dni bez żadnego zajęcia jak teraz. Nie miał pojęcia co mógłby lubić robić. Poza śpiewaniem, ale nawet nie ośmieli się spytać czy może. To było zakazane. I tak, z jednej strony widział jak bardzo Vincent różni się od jego poprzedniego opiekuna, ale i tak stosował wobec niego te same przyzwyczajenia, te same myśli i mimo że tamta era już minęła, nadal miał na uwadze te same nakazy i zakazy, których nie zamierzał łamać dopóki nie zostaną oficjalnie zdjęte.

Vincent Edams - 2020-04-24, 17:03

Vincent obserwował jak jego "podopieczny" siada. Chyba mu się nie rzuci do gardła. Wyglądało na to, że dostał w schedzie po Alter Genetics, małego, morderczego robocika.
- Tak, lada moment będzie mógł opuścić salę szpitalną. - odpowiedział spokojnie.
No tak. Dzielił tego robocika z Człowiekiem-Demolką. Jakby było małżeństwem po rozwodzie.
A potem Vinc ujrzał najwyraźniejsze ucieleśnienie błędu 404. Joker się po prostu zawiesił. Widać nie był zbyt zaznajomiony z rozrywkami. Poczuł wewnętrzne rozbawienie, które jak zwykle nie ukazało się na jego twarzy.
-Shugart zapewnił ci jakąkolwiek edukację ? Czytałeś jakiekolwiek książki? Umiesz obsługiwać komputer? Internet ?
Chyba... potrafił czytać? W sumie on musiał z pomocą Imari nieco się poduczyć. W AlterGen, przez siedem lat niewoli, nie miał w rękach książki. No, ale może z Jokerem było inaczej ?
Przerażające… Ale Michael chyba… Nie rozumiał poczucia rozrywki.
Chociaż nie! Coś mu teraz zaświtało. Wyciągnął z kieszeni smartfon ze zbitą szybką ( no co, czasem się zdenerwował) kliknął tu i ówdzie i załadował mem z Grumpy Catem ,( https://static.parade.com/wp-content/uploads/2013/07/grumpy-cat-3.jpg)
Odwrócił ekran w stronę Jokera, ciekaw reakcji

Michael Shugart - 2020-04-24, 17:03

Chłopak poczuł ulgę gdy dowiedział się, że Brad ma się dobrze. Może też tutaj wpadnie pomimo tego jak wydaje się myśleć o Jokerze. To by go ucieszyło, ale w razie czego jeden opiekun starczył ze spokojem by go utrzymać w ryzach. Czy też raczej uspokoić go, że nie został sam. Naprawdę dziwne uczucie. Nigdy nie był sam. W sensie wiadomo, wiele rzeczy robił osobiście i zdarzało mu się spędzać czas osobno, ale zawsze gdzieś tam był Doktor Shugart, który go chciał. Myśl, że mógłby już tego nie mieć... brrr. No ale na szczęście miał. W innej formie, ale jednak.
Vincent zainteresował się czy Joker otrzymał edukację. W aktach był wspomniany program jego nauczania choć część szczegółów nie była opisana jakoś szczególnie dokładnie. Jak na przykład to, że Joker uczył się czytać na jakimś podręczniku do anatomii czy podobnych dziełach. No i jeszcze na jakiejś lekturze szkolnej, którą Ryan przyniósł z domu.
-Doktor Shugart wprowadził edukację. Umiem czytać, pisać i liczyć. Znam też podstawy medycyny i chemii. - odpowiedział -Głównie czytałem podręczniki i dokumentację gdy pomagałem Doktorowi Shugartowi coś znaleźć. Większość dokumentów była też na komputerze więc podstawową obsługę rozumiem. Internetu nigdy nie przeglądałem sam.- dodał gdy padły następne pytania.
Gdy skończył mówić w jego stronę został wyciągnięty telefon z memem na ekranie. Grumpy Cat. Jego oblicze może i nie pojaśniało jakoś szczególnie, ale przekrzywił głowę zainteresowany, a kąciki ust zadrżały jakby uniesienie się było zbyt dużym wysiłkiem. Albo jakby wysiłkiem było utrzymanie ich w tej samej pozycji. No tak, gdyby wywoływało to za duże emocje byłoby zakazane tak samo jak muzyka. Toteż nawet to małe rozbawienie śmiesznymi obrazkami starał się ukryć przed oczami opiekuna. Jednak z pewnością pomoże to przebić pierwsze lody.
Joker wyciągnął rękę w stronę telefonu z niemym zapytaniem. Normalnie Shugart po pobraniu kilku powtarzalnych obrazków odłączał telefon od internetu i tak dawał podopiecznemu. Chociaż takie pojedyncze też się zdarzały.
-Rozumiem, że to analogia do mnie?- spytał bez żadnego żalu. Nie czuł się źle, że nie miewał wielu rozrywek. Uważał to za normalne. I tak miał wiele innych rzeczy do robienia.

Vincent Edams - 2020-04-24, 17:05

WOW. To będzie o wiele WIELE trudniejsze, niż mógł w ogóle przypuszczać. Ile razy już to powtórzył w głowie?
- To dobrze - podsumował jego dotychczasową edukację. Przynajmniej nie będzie zaczynał od zera - Wprowadzimy ci jednak "dodatkowe przedmioty" - Ten człowiek musiał natychmiast zacząć się asymilować. Powoli, ale niezwłocznie - Poszukamy ci hobby, chyba, że jest coś co lubisz? - zachęcił go - Nauczysz się też obsługiwać samodzielnie Internet, smartfon i resztę technologii. Nauczymy cię też normalnych kontaktów międzyludzkich.
Rany, rany. Vincent podparł dłonie na biodrach. Będzie musiał bardzo uważać co mówi i jak to może zostać odebrane przez tego tutaj robocika. Coś, co może wydawać się oczywiste, Michael może kompletnie opacznie zrozumieć.
- Ach i jeszcze jedno. Siedemdziesiąt Siedem. Jej prawdziwe imię to Joanne i tak się do niej zwracaj. - przyszło mu do głowy. - To moja koleżanka ( może nie do końca, się nie wiedział, jak to wytłumaczyć Jokerowi, by jej aby nie traktował nadal jako "Obiektu" i nie wydawał jej poleceń) i oczekuje, że będziesz ją traktować z szacunkiem.
Co do reakcji na mema... była ona interesująca. Spodziewał się chyba czegoś więcej...a może Joker bal się pokazać, że mu się coś podoba?
- Nie, to zwykły przypadek - powiedział - Wpisałem w Google "najpopularniejsze memy" i to wyskoczyło jako pierwszy wynik. - obserwował chłopaka uważnie - Przeczytałam w Twoich aktach, że lubisz je oglądać.

Michael Shugart - 2020-04-24, 17:06

Samo zarządzanie Jokerem aż takie trudne nie będzie. Doprowadzenie do sytuacji, w której będzie wolny będzie zdecydowanie trudniejsze. Nie udając żeby zadowolić opiekuna, ale naprawdę wolny, zdolny wyrażać własną opinię. Jednak to nie tak, że nie dało się go zainteresować. Wspomnienie o dodatkowej edukacji, a co za tym idzie rozwoju zainteresowało chłopaka. Akurat do zwiększania swoich kompetencji zawsze był chętny. Im lepszy był, tym lepiej mógł wykonywać polecenia. I tym większy ich zakres. Jednak znalezienie hobby i pytanie czy coś lubi... lubi muzykę. Lubi śpiewać. Pewnie gdyby miał okazję to polubiłby też grać na instrumentach. Może na gitarze... Jednak nadal nie chciał o tym mówić. Tak, świadomie ukrywał prawdę przed opiekunem, ale była to ta prawda, do której nigdy miał się nie przyznawać. Ta jedna cząstka człowieczeństwa, która siedziała w nim tak głęboko, że nawet Doktor Shugart nie zdołał jej całkowicie wykorzenić.
-Nie po to jestem żeby lubić.- powiedział patrząc Vincentowi w oczy. Wbrew ludzkiej naturze nie wyglądał jakby tego żałował. Wręcz przeciwnie. Był niezadowolony z każdej myśli, która byłaby wbrew tego czego był uczony i sam dusił ją w sobie. Z tego samego powodu tonował entuzjazm do czegokolwiek prócz wykonywania poleceń.
Kwestię 77 przyjął z miejsca.
-Tak jest.- potwierdził. Nie licząc dysonansu poznawczego jakiego doznał na początku nie wydawał się zdolny do sprzeczania się z opiekunem.
-Przepadam. Pierwsze zobaczyłem przypadkiem gdy młodsi pracownicy Freuman Farmaceutics się wymieniali.- powiedział -Doktor Shugart zauważył to i czasem pozwalał mi obejrzeć kilka. Zwykle raz-dwa w miesiącu.- ok, dlaczego on nadal wymawiał to nazwisko z takim szacunkiem?

Vincent Edams - 2020-04-24, 17:07

Vincent nie mógł wiedzieć o artystycznym zacięciu Michaela. Sam lubił słuchać muzyki, ale niestety nie był obdarzony żadnymi zdolnościami czy to wokalnymi ( inaczej mówiąc, beczał jak koza) czy tanecznymi. Jakoś w szerokim planie rozrywek Alter Genetics, nie zmieściło się karaoke. Pewnie z czasem to odkryje, skoro mieli być współlokatorami.
- Nie po to byłeś by lubić - poprawił go - Bez obaw, znajdziemy coś co cię kręci. Człowiek powinien mieć hobby, choćby dla zdrowia psychicznego - dodał niezrażony.
Kwestia Shugarta została pominięta milczeniem. Nie oczekiwał, że nagle przywiązanie Jokera zniknie, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Było wręcz nieco niepokojące dla Edamsa, że będąc świadkiem śmierci swojego opiekuna, natychmiast znalazł sobie nowego. A raczej nowych. Wyglądało na to, że mieli z Bradem nieślubne, nastoletnie dziecko.
Zapamiętał też sobie nazwę "Freuman Farmaceutics" Kolejne laboratorium, zapewne pełne więzionych mutantów. - To laboratorium...Freuman Farmaceutics. Byłeś w nim od urodzenia. Dużo tam było innych mutantów, nim przeszliście z Shugartem do AG ? - dopytywał
Trochę też weryfikował prawdomówność chłopaka. Parę szczegółów było przecież w jego aktach….

Michael Shugart - 2020-04-24, 17:28

-Tak jest.- przyjął obietnicę znalezienia mu zainteresowań jako rozkaz. Wciąż nie rozumiał tego co się dzieje. Ufał opiekunowi, ale z jakiegoś powodu nie umiał zaufać tej sytuacji. Jakby Vincent go podpuszczał do zrobienia głupiego błędu. Doktor Shugart nawet gdy poddawał Jokera jakiemuś egzaminowi, to nigdy tak nie robił. Stawiał na przejrzystość relacji i żądań, co miało zapewnić obiektowi poczucie stabilności oraz wiarę, że tylko posłuszeństwo może dać tą stabilność. Stąd jeśli kłamał to mając pewność, że młody nigdy się nie dowie. Vincent mógł mieć jednak inne podejście. Ta sytuacja była tak nierealna dla Jokera, że nie mógł uwierzyć w jej prawdziwość. Podmiot ma służyć, ma być posłuszny, ma zawsze popierać opiekuna. W tym celu nie może mieć własnego zdania, które mogłoby być różne od opiekuna ani nie może mieć zainteresowań, które odciągałyby go od wykonywania poleceń. Tymczasem tutaj miał mówione coś dokładnie odwrotnego. Nie. Tak nie może być. To nie jest rzeczywistość.
-Raport z placówki?- upewnił się. Vincent mógł słyszeć to polecenie. "Raport" było dla Jokera skrótem od "Powiedz wszystko co wiesz i może być ważne". Niezależnie czy dotyczyło to miejsca, substancji, eksperymentu, osoby czy wczorajszego obiadu. Dostawszy potwierdzenie opisał to co pamięta ze swojego pierwszego laboratorium:
-Freuman Farmaceutics było znacznie większe niż Alter Genetics. Sam Doktor Shugart miał zwykle koło 4-5 osobistych obiektów. Większość sprzedawał.- namiastka dumy w głosie wydawała się naprawdę niepokojąca choć w pewien sposób zrozumiała. W końcu to jego postanowił sobie zostawić -Prócz niego pracowało tam sześciu innych naukowców, u których ta liczba była zwykle podobna i kilkunastu mniejszych, mających nie więcej niż dwóch. Najczęściej pełnili funkcję stażystów i pomocników. Do tego były projekty zlecone przez zarząd. Zwykle konkretne zlecenia od jakichś organizacji. Czasem płatne z góry. -opowiedział. Na chwilę zatrzymał się zastanawiając się nad czymś. -W porywach było tam przechowywane... 70 obiektów? Standardowo koło 50. Placówka była przygotowana na setkę, ale w niektórych celach naukowcy urządzali sobie prywatne pokoje.- podał dokładniejsze liczby.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group