Esther Goth - 2019-09-05, 10:51 Uśmiechnęła się do swojej bratanicy... Cóż jeszcze kilka miesięcy temu nie uważała swojego daru za coś super, czy zajebistego. Bardziej sądziła, że to przekleństwo niż dar. Teraz bardziej się z nim oswoiła i nie wyobraża sobie życia bez niego. To tak jakby on stanowił część jej. Razem stanowią całość i tego się nie da ukrywa, że bez niej nie wyobraża sobie siebie. Być może kiedyś i Vanessa zaakceptuje swój dar i znajdzie na niego rozwiązanie.
- Widzisz tato ma trochę racji - powiedziała do niej, bo sama korzystała z pomocy kogoś bardziej doświadczonej, który potrafił załamać jej moc. Mowa tutaj o jej przyjaciółce, która korzystała z mocy prawie do wszystkiego.
- Spokojnie nie pokłóciliśmy się. Po prostu wujek należy do Bractwa, a ja do Rebelii. Więc nie ma za dużo czasu dla siebie - odpowiedziała, bo taka była prawda. Wcale się nie pokłócili tylko po prostu nie mieli za dużo czasu by się spotykać.
- Jak będzie pogoda to, czemu nie, a teraz czas gasić i wracać do domu. Zrobiło się późno i jeszcze zimniej - mogli robić częściej ognisko, bo kto im zabroni. Zwłaszcza że zachowali wszystkie środki ostrożność. Nie robili nigdzie niedozwolonym miejscu, tylko przystosowanym do tego celu i na własnej posesji.
Wstała i wzięła wiaderko z wodą, które nieopodal i nabrała wody ze studni czy misy. Ogień zgasł zaraz po tym, jak dostał z wody, jeszcze gdzieś nie gdzie było widać żar, ale i on nie długo się wypalił.
- Chodź do domu - zwróciła się do Vanessy...