Joe Ross - 2020-03-03, 21:29 Nie czułam się tu pewnie. Dałam się zaprowadzić do tego wnętrza, choć przecież wcale nie byłam tym faktem zachwycona. Nie podnosiłam swojego wzroku, skupiając go głównie na swoich stopach i podłodze, po której przyszło mi stąpać, a wszystkie nerwy z całą pewnością odbijały się nie tylko na mojej kwaśnej minie, ale i ścięgnach szyi, które dość mocno się napinały.
Nie chciałam z nikim rozmawiać. Chyba zresztą zapominałam, jak się to po ludzku robi. Mogło się więc wydawać, że ignorowałam tę kobietę, z którą tu trafiłam, gdy ja... W rzeczywistości analizowałam jej stan - szczególnie, gdy personel medyczny zajął się jej obrażeniami. W swojej głowie, już z głupiego przyzwyczajenia zaczęłam wyliczać, jak ciężko została zraniona i w jakim tempie sama pozbyłabym się tej rany. Ale... Przecież nie musiała o tym wiedzieć, prawda?
Jeśli i mną próbował zająć się personel, poza widocznymi bliznami po dawnych obrażeniach i nadwyrężeniem organizmu raczej nie dopatrzyli się żadnych nieprawidłowości. Zapewne jakiekolwiek przyszłe leczenie miałoby się tu zakończyć jedynie na podaniu kilku leków wzmacniających, a to - z całą pewnością nie było tu w priorytecie.
Mimo, że praktycznie nie drgnęłam, gdy mężczyzna pojawił się w sali, nie mogłam ukryć faktu, że dokładnie przysłuchuję się ich rozmowie. Bractwo? Znowu? Czym było to przeklęte bractwo? Czemu wszyscy o nim mówili? Nie rozumiałam.
Zaczęłam bawić się własnymi palcami, byle choć trochę odbić swoje myśli od wszystkiego, co miało tu miejsce. Jakoś... Nie potrafiłam zaadaptować się do tej nowej rzeczywistości, w którą zostałam wrzucona. A te wszystkie nowiny... To było dla mnie odrobinę za dużo...Nicholas Grenville - 2020-03-03, 23:14 Poszukiwanych było wielu. Niewiele jednak wywieszonych plakatów na mieście. A nawet jeśli, to Nicholas szczególnej uwagi im nie poświęcał. Wystarczyła mu lista mutantów jakich miał na oku Departament Bezpieczeństwa Genetycznego. Która nie była już tak tajna jak kiedyś, skoro Bractwo i Rebelia mieli je już u siebie.
Skoro kobieta wyciągnęła w jego stronę rękę, podszedł bliżej i uścisnął ją. Będąc przekonanym, że faktycznie jest ona z bractwa, ale naprostowała go w innym kierunku. Dopiero wtedy skojarzył jej nazwisko.
- Rozumiem, słynna Marie... Teraz kojarzę. I tak, Nicholas Grenville.
Okazał teraz zrozumienie i rozpoznanie jej osoby, przy okazji potwierdzając swoją tożsamość.
- Podobno nie łatwo od nich uciec. Gratuluję, że Ci się udało.
To wiedział akurat każdy, że ucieczka z DOGS nie jest prosta i można przypłacić tym życiem. Dziewczyna musiała mieć ogromne szczęście, chyba że miała pomóc osób trzecich?
- Czemu więc nie pojechałaś ze swoimi tylko tutaj?
Zapytał ostatecznie Colleen, czemu nie pojechała z bractwem do swojej siedziby, tylko jest tutaj. Bo chyba taką mieli umowę, jak pamiętał z ustaleń z Rebeliantami i Bractwem. Może miała tutaj kogoś jak Imari? Czy może trzymał ją tutaj inny powód?
Po zadaniu pytania, Nicholas swoje spojrzenei skierował także na nieznajomą dziewczynę, która siedziała cicho i sama, zajmując się jedynie swoimi palcami. Wydawała się taka zagubiona. Wrócił spojrzeniem do panny Marie.
Może i Nicholas nie wyglądał na kogoś godnego zaufania, ale gdy pozna się go bliżej, można zmienić zdanie.Colleen Marie - 2020-03-04, 08:20 Mężczyzna uścisnął moją dłoń, potwierdzając moje przypuszczenia i jednocześnie rozpoznając mnie po tym, jak podałam mu swoje nazwisko. Uniosłam kąciki ust ku górze, w nieznacznym, uprzejmym uśmiechu, bo przecież moja matka dobrze mnie wychowała, a ja starałam się zachowywać poprawnie przynajmniej w sytuacjach oficjalnych, a ta sytuacja niewątpliwie taka była.
- Cóż… Miałam bardzo dużo szczęścia i ogromne pokłady samozaparcia. Nie było łatwo, ale gdyby mi się nie udało, to prawdopodobnie zrobiłabym wszystko, by pozbawić się życia, nie musieć już dłużej być ich więźniem… – odparłam, zupełnie niespodziewanie dzieląc się swoimi przeżyciami z Nicholasem. Na chwilę przymknęłam oczy, nagle zaatakowana obrazami z mojego pobytu w D.O.G.S.. Naukowcy w białych fartuchach, zimny śmiech, krzyki, strzały, płacz i ból… Bardzo dużo bólu…
Jego pytanie wyrwało mnie z zamyślenia. Otworzyłam oczy, znów przyglądając się mężczyźnie, nie do końca wiedząc, co mam odpowiedzieć. Nie było mi łatwo, ani kurwa trochę. Bractwo było moim dziedzictwem, powinnam była być tam z nimi, ogłosić, że żyję, że wracam, pomagać, decydować i przewodzić… Ale prawda była taka, że nie nadawałam się na Przywódcę i w końcu boleśnie to sobie uświadamiałam. Nie chciałam tam wracać, wstydziłam się. Bez mojej matki nic nie było takie samo. Bractwo Mutantów już nie było moim miejscem na ziemi, a ja byłam tutaj po to, by odnaleźć nowe miejsce.
- To… nie są już moi ludzie. Wszystko się zmieniło. – odparłam, nie wdając się w szczegóły, choć gdyby Nicholas zaczął mnie wypytywać, to pewnie odpowiedziałabym mu na zadawane pytania – Bradley Grey chce do was dołączyć, ja razem z nim. – dodałam, ze wzrokiem wciąż wlepionym w Grenville’a. Nie zwracałam uwagi na mutantkę, która przebywała z nami w pomieszczeniu, bo przecież miałam teraz ważniejsze rzeczy do roboty.Joe Ross - 2020-03-04, 23:11 Coraz agresywniej przebierałam swoimi palcami, ślepo skupiając na nich swoje spojrzenie. W pewnym momencie chyba zaczęłam drapać skórki przy swoich paznokciach, ale... Nawet nie zwracałam na to uwagi. To już był chyba taki mój tik nerwowy, którego nie byłam w stanie się pozbyć.
Najgorsze jednak, że... Bardzo musiałam do toalety. Ale przecież... Przecież nie mogłam zapytać, gdzie się ta znajduje, a w okolicy swojego wzroku nie byłam w stanie żadnej dostrzec. Siedziałam więc, przeklinając się w duchu i czując, jak podbrzusze zaczyna mnie boleć...
Problem w tym, że po nieszczęsnym zabiegu, jaki spotkał mnie przed laty, dziś nie byłam w stanie wytrzymać tak długo, jak przeciętny Smith. Zacisnęłam swoje wargi w cienką kreskę układającą się na mojej twarzy, próbując się odciąć od wszystkiego, ale... Nici z tego.
To była chwila, gdy gwałtownie wstałam z warknięciem, rozwalając rzeczy starannie ułożone na półeczce koło mnie, po chwili wybiegając z tej przeklętej sali. Liczyłam, że nikt nie zauważy co się stało a ja zdołam się gdzieś zaszyć, z dala od wzroku wszystkich. Z całą jednak pewnością, na miejscu, które jeszcze przed chwilą zajmowałam można było dostrzec mokrą plamę od moczu.
To dopiero wstyd. Będąc niemal dorosłym zaliczyć wpadkę gorszą, niż małe dziecko, no nie?
[z/t]Nicholas Grenville - 2020-03-06, 11:38 Jej słowa potwierdzały, ze przebywała w DOGS a więc może byłaby chętna mu powiedzieć, jak wygląda ich system od środka? Minęło już zapewne dużo czasu, odkąd pewnie uciekła, więc jak widział była nawet w dobrej kondycji i psychice. Nie da się jednak ukryć, że wspominanie tych przykrych dni przeżyć, będzie trudne. Do tego tematu jednak wrócą później.
- Rozumiem.
Krótko rzekł na jej odpowiedź. Nie drążąc na razie tematu dalej. Interesujące było to, dlaczego nie pojechała do Bractwa, tylko tutaj. Odpowiedź otrzymał i być może nie dziwiła go jej zmiana otoczenia.
- Bractwa bywają słabe. Byłem kiedyś w jednym, zaś świadkiem upadku obu, przez atak DOGS. Czy Brad do nas dołączy, zależy od raportu jaki otrzymam po tej misji. Jeżeli o Ciebie chodzi, wrócimy do tematu później. Dobrze? Pierw niech wszyscy dojdą do siebie. Wtedy może wezmę Ciebie i Brada na rozmowę.
Nie przekreślał jej, i nie mógł zignorować tego by jej nie przyjąć, z tego względu że znała już jedno miejsce siedziby Rebelii. Ale nie będzie to takie proste jak w przypadku Vanessy Edams. Będą o tym jeszcze rozmawiali. Teraz wydarzyło się coś niespodziewanego, co zauważył Nicholas, kiedy skierował spojrzenie na nieznajomą dziewczynę.
- Ej, gdzie idziesz?!
Zawołał za nią i ruszył zaraz, aby ją zatrzymać. Wybiegła na korytarz, na całe szczęście wpadając na jakąś pielęgniarkę. Odetchnął z ulgą.
- Zamij się nią. Nie wolno jej opuścić tego miejsca.
Rzucił polecenie pielęgniarce, która spokojnie próbowała dowiedzieć się gdzie nieznajoma postanawia się udać. A on wrócił do Colleen.
- Brałaś udział w tej misji?
Zapytał. Bo chyba nie informowali go o tym, że ktoś z zewnątrz weźmie w tym udział. Inaczej skąd by się tu wzięła Panna Marie?Colleen Marie - 2020-03-06, 12:19 Nie zadawał więcej pytań, niż to było konieczne, a ja bardzo to doceniałam. Nie należałam raczej do tej grupy osób, która chętnie uzewnętrzniała się przed innymi i tak naprawdę w stu procentach ufałam jedynie Bradley’owi, bo… nawet Dale stracił moje zaufanie, gdy tak po prostu zniknął z mojego życia te kilka godzin temu.
Nie zgadzałam się z Nicholasem, że Bractwa są słabe, tak generalnie, ale no przecież nie zamierzałam o tym z nim dyskutować. Milczałam, nie komentując, nawet pomimo wielu słów, które cisnęły mi się na język. W czym Bractwo było takie inne od Rebelii, oprócz wizji, jaką mieli? Pod przywództwem mojej mamy Bractwo Mutantów było największą i najlepiej działającą organizacją zrzeszającą mutantów; to moja matka zaczęła działać jako pierwsza, robić cokolwiek, by walczyć o życia osób z mocami, ona wyszła z cienia, narażając życie swoje i swojej rodziny, by pomóc innym, a osobą, która to wszystko zaprzepaściła byłam… ja. Nie udźwignęłam ciężaru bycia Przywódcą, byłam słaba psychicznie, rozpadałam się i brałam leki, które uciszały głosy w mojej głowie. Upadek Bractwa był moją winą i to nie ja sprawiłam, że znów się podniosło. Nie mogłam tam wrócić… Nie uważałam jednak, że Bractwo było słabe, to ja byłam.
- W porządku. – przytaknęłam jedynie, bo domyślałam się, że Nicholas musi jeszcze porozmawiać z Bradley’em, i że Rebelia – w przeciwieństwie do Bractwa – nie przyjmowała wszystkich. Mocno bym się jednak zdziwiła, gdyby mnie odrzucili, ale życie już zdążyło mnie nauczyć, że chyba generalnie byłam zbyt pewna siebie.
I wtedy stało się coś totalnie niespodziewanego, co na chwilę przerwało naszą wymianę zdań, bo mutantka, wcześniej cicho siedząca na swoim łóżku, po prostu wybiegła z Sali, zostawiając po sobie mokrą plamę. Westchnęłam cicho na ten widok, odczuwając ogromną, kurwa, złość, że doprowadzili ją do takiego stanu. Jak długo my, mutanci, mieliśmy znosić takie upokorzenia? Jak długo rząd będzie nas torturował i prowadził na nas eksperymenty, tylko dlatego, że wydaje im się, że – kurwa – mogą? Chuja mogli.
Nie zauważyłam nawet, kiedy ze złości zaczęłam zaciskać dłonie tak mocno, że aż bielały mi knykcie, a paznokcie wbijały się w skórę. Grenville jednak wyrwał mnie z zamyślenia kolejnym pytaniem, na które odpowiedziałam kiwnięciem głowy.
- Tak, brałam. – potwierdziłam, choć faktycznie, mój stan był dużo lepszy od stanu pozostałych, więc mogłam nie wyglądać jak ktoś, kto niedawno zamordował pewnie co najmniej dziesięciu ochroniarzy. Na potwierdzenie moich słów miałam jednak pendrive’a, który gdzieś tam leżał na szafce nocnej, bo go tam położyłam, zanim mi spodnie zabrali.
- Tam są dane wszystkich tych mutantów, których uratowaliśmy z AG. – poinformowałam, gestem głowy wskazując na urządzenie.Nicholas Grenville - 2020-03-06, 13:01 Każdy swoją część życia przeżył inaczej w Bractwie. Nicholas miał takie a nie inne zdanie o nich. Nie był w tym bractwie, w jakim wychowywała się Colleeen i w jakim zarządzała jej matka. Przywódca Bractwa w jakim był, nie potrafił zarządzać miejscem odpowiednio, co przyczyniło się do ich odkrycia i zaatakowania przez DOGS, czy GC. Którekolwiek tam było pierwsze. Drugie doświadczenie z Bractwem miałby właśnie w Seattle, gdzie dotarłszy, był świadkiem kolejnego ataku. Wtedy wiedział, że to nie ma sensu. Bractwa są słabe albo mają niezorganizowanych przywódców. Dopiero Rebelia spełniała jego oczekiwania. Nie spodziewał się jednak, że sam zostanie jej liderem. Ale na jak długo?
Drążenie tego tematu teraz nie miało sensu. Przyjdzie kiedyś czas, to każdy swoje parę zdań na ten temat przedstawi. Teraz trzeba było skupić się na obecnej sytuacji. Już nie mówiąc o tym, co jaki numer im wykręciła nieznajoma dziewczyna.
Miał potwierdzenie od Marie, że jednak brała udział w tej misji. Jeżeli otrzyma raport z jej działaniami, to pewnie rozważy jej przyjęcie. Ale to później. Wzrok przeniósł na leżący pendrive, który ponoć mógł zawierać dane z AG. Podszedł więc i wziął go do ręki, jeżeli Colleen mu tego nie zabroniła.
- Rozumiem, że to jest pendrive zabrany prosto z ich bazy, tak? Dam informatykom by go przeanalizowali i pobrali dane. Jeżeli ma zabezpieczenia, to żeby je złamali.
Rozważał oglądając go na razie w dłoni. Lepiej dmuchać na zimne, bo nie wiadomo co ich spotka po łączeniu tego urządzenia. A nie chciał by nieświadomie wgrało się coś, co jeszcze zawirusuje im systemy i wprowadzi oprogramowanie złośliwe i szpiegujące. Może AG nie jest tak inteligentne by zabezpieczać jeszcze takie małe urządzenia, ale lepiej dmuchać na zimne.Colleen Marie - 2020-03-06, 13:13 Nicholas zainteresował się pendrivem, a ja wcale mu się nie dziwiłam. Nie powstrzymałam go też, gdy podszedł do szafki i wziął urządzenie w dłonie, oglądając je. Dla mnie te dane nie były zbyt istotne. Nie należałam – jeszcze – do Rebelii, a nawet jakbym miała do nich należeć, to pewnie skupiałabym się głównie na walce, na misjach i na byciu użyteczną, a nie na zbieraniu danych. Większość mutantów odratowanych z AG pojechało do Bractwa, gdzie też nie pełniłam żadnych funkcji, oni chyba nawet nie wiedzieli, że żyję, więc akta mutantów dla mnie były kompletnie bezużyteczne. Zgrywając je na pendrive wypełniałam jedynie polecenia Vincenta, do czego wciąż musiałam się przyzwyczaić, bo kiedyś to ja wydawałam polecenia, nie na odwrót… To kiedyś było jednak czymś cholernie odległym, czymś, czego nie miałam już nigdy odzyskać i o czym powinnam zapomnieć. Byłam inną osobą, w zupełnie innym miejscu, w nowej sytuacji… Musiałam się dostosować, choć nie byłam najlepsza w podporządkowywaniu się.
- Tak, osobiście zgrywałam pliki. Vincent mi go dał, ma jakiś system co zdejmuje zabezpieczenia, więc bez problemu wdarł się do systemu AG. Powinno tam być dosłownie wszystko, ale Vincent ma też papierowe dane kilku mutantów. – wyjaśniłam, przyglądając się mężczyźnie – Jak czuje się reszta? Wiesz może? – spytałam, bo skoro mieliśmy pierwsze formalności z głowy, to chciałam się dowiedzieć co z resztą osób, u których boku walczyłam, choć ciężko było mi ukryć, że jednak najbardziej obchodził mnie Bradley.Nicholas Grenville - 2020-03-06, 18:08 Pomógł Vincentowi zorganizować akcję ataku na Alter Genetics. Udostępnił jako Rebelia broń i inne potrzeby do przeprowadzenia misji, do której chłopak się przygotowywał miesiącami. Obiecał mu to i dostał. Nic dziwnego, że to małe urządzenie zainteresowało Nicholasa chciałby wiedzieć, co tak właściwie robiło wspominane Laboratorium. Jak bardzo źle tam się działo, że zabierano jedynie dzieciaki.
Pendrive'a schował do kieszeni spodni. Później przejrzy dane. Wysłuchał jednak Colleen, która jak widać była odpowiedzialna za przegrywanie plików. Czyli ładnie rozegrali współpracę w grupie.
- Przechowam go do czasu aż młody wydobrzeje.
Oznajmił, gdyby chciała wiedzieć, co się z tym urządzeniem stanie. Będzie bezpieczny.
- Wiem tyle, że Vincenta zabrano od razu na stół operacyjny. Brada opatrują w sali medycznej. Jeżeli nie było z nim tragicznie, to pewnie trafi do sąsiedniej sali chorych. Jak Wy tutaj. Każdemu z Was należy się odpoczynek.
Odpowiedział na jej pytanie.Colleen Marie - 2020-03-06, 20:25 Kiwnęłam jedynie głową, zgadzając się, by Nicholas przechował urządzenie. Vincent kazał mi przegrać dane, ale chyba nie miałby nic przeciwko, że ktoś inny dostał pendrive’a, prawda? Nicholas był przecież przywódcą Rebelii, a Vincent jej członkiem. W Bractwie to ja jako pierwsza dostawałam dane mutantów i jeżeli była taka potrzeba, to przekazywałam je dalej. Nie widziałam więc nic złego w tym, że Grenville właśnie chował pendrive’a do kieszeni. Taka właśnie była kolej rzeczy.
- Mogę iść go odwiedzić? – spytałam, patrząc w oczy mężczyźnie, krzyżując ręce na piersi – Niezbyt dobrze znoszę bycie zamkniętą w pomieszczeniu. – uśmiechnęłam się nieznacznie pod nosem, stwierdzając oczywisty fakt. Denerwowało mnie, że jestem w tej całej Sali dla pacjentów, że odizolowali mnie od Bradley’a. Nic mi nie było poważnego przecież, a chciałam być przy Grey’u…
- Czuję się dobrze. Chętnie ubrałabym się w swoje ubrania i zaczęła robić coś innego, niż siedzenie na łóżku. – dodałam i to wcale nie miało zabrzmieć to chamsko, lub niemiło. Po prostu nienawidziłam bezczynności, a zamknięte pomieszczenia wywoływały we mnie niepokój. Chciałam mieć świadomość, że mogę swobodnie przemieszać się po budynku i chciałam trzymać Bradley’a za rękę, na własne oczy sprawdzając, czy wszystko z nim okej.Nicholas Grenville - 2020-03-06, 20:44 Spełnić jej prośby w tej chwili nie mógł. Westchnął i spojrzał w kierunku drzwi, po czym znów na nią.
- Będziesz musiała poczekać z odwiedzinami. Bo mnie też pewnie w tej chwili do nich nie wpuszczą. Mogę jedynie poprosić pielęgniarkę, by Cię poinformowała, kiedy można do nich zajrzeć.
Jednego operowali, drugiego składali, a jeszcze dzieciaki trzeba ogarnąć, które tutaj przyjechały. Będzie trzeba też zobaczyć co z tą dziewczyną się dzieje i gdzie ją na razie zatrzymali. O ile nie sprawia problemów i nie próbuje im uciec. Jeszcze tego by brakowało.
- Jeżeli Twoje ubrania nie poszły do prania czy wywalenia to możesz. Ewentualnie dostaniesz coś na zmianę. Może też powiem, by przynieśli Ci jakieś gazety na zbicie czasu.
Posłał jej lekki uśmiech wyrozumiałości i skierował się do wyjścia. Zatrzymał się w progu i raz jeszcze zwrócił do Colleen.
- Nie będę zamykał drzwi.
Skoro nie lubiła zamkniętych pomieszczeń, to zostanie otwarte. Może nie to samo co opuszczenie sali całkowicie, ale jeżeli chciała zobaczyć Bradleya, musiała cierpliwie poczekać. Nicholas wyszedł by dowiedzieć się do z pozostałymi pacjentami i jednocześnie poprosić pielęgniarkę by przyniosła pannie Marie ubrania na przebranie i poinformowała, kiedy będzie mogła odwiedzić kolegów z misji. A tymczasem zostawił ich w rękach personelu medycznego, udając się do swojego bura, by przeanalizować pendrive'a.
Collen najprawdopodobniej nie mając wyjścia, poczekała aż informacja o odwiedzinach będzie możliwa. Dostała nowe ubrania, miała możliwość skorzystania z łazienki by doprowadzić się do codzienności i jeżeli chodzenie sprawiało jej problem i ból, mogła dostać leki przeciwbólowe czy kulę do chodzenia, by nie obciążać nogi.
[z/t Nicholas i Colleen]Michael Shugart - 2020-03-26, 22:28 //15 maj
Jokerowi czas w szpitalnej części piwnicy pod barem “Laguna Negra” płynął niesłychanie wolno. Trzy dni bez żadnych wieści od opiekunów ani o opiekunach. Niby lekarze mówili, że wszystko w porządku, ale chciał się przekonać na własne oczy. Poza tym… po pewnym czasie zaczęło mu się nudzić. Nie posiadał żadnych pragnień, a swoje preferencje potrafił całkowicie zignorować jeśli uważał, że powinien. A już go nauczono, że powinien zawsze. Jednak mimo to tak jak każdy człowiek potrzebował jakiegoś zajęcia. Jakiegokolwiek. Tymczasem siedział sam w sali od czasu do czasu odwiedzany przez lekarzy, którzy jedynie zmieniali mu opatrunki, może podawali jakieś leki i już.
Nie mógł nawet śpiewać, bo lekarze często przechodzili korytarzem i zaglądali do niego od czasu do czasu, a nadal był przekonany, że nie może śpiewać. Że jest to w jego przypadku zakazane. W końcu Doktor Shugart mu tego zabraniał i nikt tej zasady nie odwołał, a obiekt 54 nie chciał łamać zasad opiekuna czy teraz opiekunów.
Trzy dni wytrzymał spokojnie, pytając jedynie o Pana Edamsa i Brada. 14 maja lekarze musieli go odprowadzać do łóżka. Uznali, że z rannym chłopakiem oczywiście dadzą sobie radę, ale RS12 okazał się zdeterminowany. Wystarczyło go na chwilę zostawić i już wychodził. W dodatku był zaskakująco mocno uodporniony na leki uspokajające. Lekarze obawiali się podać mu większe dawki żeby nie zapadł w śpiączkę, a już na pewno nie mogli go tak faszerować kilka razy dziennie. Do tego Joker bronił się przed ich podaniem. Oczywiście na medycynie są sami twardziele toteż w pierwszej kolejności spróbowali poradzić sobie sami. Jednak już przed 12 następnego dnia Joker odepchnął jednego z lekarzy nieco za mocno. Nie stała mu się poważna krzywda, ale gdyby reszta ekipy nie podała pacjentowi końskiej dawki benzodiazepiny trudno powiedzieć czy nie skończyłoby się na czymś więcej niż stłuczonym łokciu. Prawdopodobnie nie, bo Joker przejmował się tylko znalezieniem opiekunów, ale tego lekarze nie wiedzieli.
O tym wypadku już poinformowali Nicholasa. Oczywiście zaraz po tym jak przytwierdzili pacjenta do łóżka specjalnymi pasami.Nicholas Grenville - 2020-03-31, 18:59 // 15 maja 2019
Minęło kilka dni odkąd grupa pod kierownictwem Vincenta Edamsa przebywała w części medycznej Laguny w piwnicach. Ci co byli mniej ranni, już dawno opuścili sale dla pacjentów. Osoby z poważniejszymi ranami pozostawały pod kontrolną opieką. Było by wszystko super, gdyby nie pogarszający się stan zdrowia Vanessy Edams oraz zachowanie młodego chłopaka, którego zabrano z Alter Genetics. Nicholals codziennie dostawał od medyków raport na temat jego zachowania. Dzisiaj ten stan sięgnął widocznie apogeum, skoro zmuszeni byli zastosować końską dawkę i przypiąć go do łózka pasami. Nie mógł tego przypadku zbagatelizować, więc postanowił udać się i zobaczyć co się dzieje i dlaczego chłopak sprawia tyle problemów. Dlaczego też ciągle pytał o Vincenta czy Bradleya. Jakby byli dla niego w jakimś stopniu ważni. Doświadczył tego dziwnego incydentu, kiedy posłuchał się tylko tej dwójki a nie jego.
Ubrany zwyczajnie w spodnie jeansowe ciemne i białą koszulę, z rozpiętym pod szyją kołnierzem oraz podwiniętymi do łokci rękawów, Nicholas zszedł do piwnic. Skierował się do części medycznej dopytując lekarza o stan chłopak. Tym samym został do niego zaprowadzony i wpuszczony do pomieszczenia.
- Porozmawiam z nim.
Powiedział lekarzowi, tym samym dając znać by zostawił go z nim samego. Nicholas sobie z nim poradzi. Na swoich zasadach. Zamknął drzwi do pokoju, podszedł na tyły łózka i spojrzał na jego kartotekę wiszącą na poręczy. Przeniósł spojrzenie na chłopaka, sprawdzając czy śpi czy nie śpi.Michael Shugart - 2020-03-31, 19:40 Lekarze poprowadzili oczywiście swojego przełożonego do sali, w której trzymali chłopaka. W pewnym sensie nietypowe mogło się wydawać to, że poza notorycznymi próbami opuszczenia swojej sali i tymi paroma sytuacjami gdy walczył z personelem nie sprawiał problemów. W sensie na przykład bezproblemowo dawał sobie zmieniać opatrunki, jadł co mu podano i tak dalej. Gdy weszli na salę Joker akurat przyglądał się więzom trzymającym go na łóżku. Spojrzał w stronę otwierających się drzwi, ale nie rozpoznał żadnej istotnej dla niego aury. Oceniał z kim ma do czynienia. Pamiętał blondyna, kojarzył lekarza, który go przyprowadził. Z żadnym z nich nie miał interesu. Nie odzywał się. Po prostu obserwował beznamiętnymi jakby świdrującymi duszę oczami.
Z karty pacjenta wynikało, że stan chłopaka stabilnie dążył ku lepszemu. Jego żebra zrastały się dobrze, głowa mocno oberwała, ale obyło się bez poważniejszych obrażeń, a i rany na nodze zrastały się w zadowalającym tempie. Proces ten byłby pewnie szybszy gdyby nie to jak często Joker wstawał co dwukrotnie doprowadziło do otwarcia rany postrzałowej na udzie. Prócz standardowych informacji medycznych, w tym nazwą środka jaki obecnie ma podpięty przy pomocy kroplówki była notatka, by w przypadku stosowania leków wziąć pod uwagę jego nadzwyczajną odporność na część z nich i obliczać dawkę o kilkanaście procent większą. Oczywiście były w notatce wymienione substancje, które robiły na chłopaku mniejsze wrażenie niż powinny. Głównie były to składniki leków uspokajających i przeciwbólowych.
Lekarz zerknął jeszcze na pacjenta, ale posłusznie wyszedł gdy Nicholas mu kazał.Nicholas Grenville - 2020-04-02, 11:47 Żeby dowiedzieć się co chodzi młodemu po głowie i osobiście z nim porozmawiać, Nicholas wolał zostać z nim sam na sam. Dlatego prosił lekarza opiekującego się młodym, aby ich zostawił. Może wtedy Grenville'owi uda się do niego jakoś dotrzeć. Przynajmniej będzie próbował. Wiedział o tyle, co było w karcie pacjenta i co sam zaobserwował z jego zachowania. Nie bez powodu został przeniesiony do innej sali, aby tamta dwójka mogła spokojnie wypocząć.
- Podobno zacząłeś w ostatnich dniach sprawiać problemy lekarzom.
Odezwał się Nicholas, zauważając że młody jednak nie śpi a obserwuje otoczenie. Odstawił na miejsce jego kartę pacjenta, wsadził ręce do kieszeni spodni i stanął sobie obok jego łóżka.
- Wyjaśnisz mi dlaczego?
Zapytał spokojnie. Licząc iż młody będzie na tyle uprzejmy mu odpowiedzieć i wyjaśnić problem. Nie miał wobec niego złych zamiarów. A jedynie mógłby mu pomóc, jeżeli będzie wstanie. Podobnie jak tej dziewczynie, która raczej do rozmownych nie należała.