Marian Cook - 2018-09-06, 14:40 Marian nie miał żadnych zastrzeżeń co do poleceń i ich wykonywania. Tak naprawdę był zadowolony z tego, że nie musiał męczyć kogoś i siebie używając mocy, zresztą miał przygotowane na serio dobre jedzenie tym razem. Dzisiaj postarał się szczególnie próbując nowe przepisy, które znalazł i potrzebował sędziów- kogoś, kto oceni jego pracę zgodnie z prawdą. W domu zawsze byli to jego rodzice, ale tutaj nie miał zbyt wielu możliwości sprawdzenia siebie. Ale każda okazja jest dobrą.
Rozciągając się słuchał i przypatrywał się towarzystwu. Wcześniej nie skupiając się, zupełnie nie zauważył obecności Imari, ale po krótkiej wymianie zdań między paniami ciężko mu nie było jej nie zauważyć. Nie do końca słyszał, co mówiły, ale też niezbyt się tym interesował- ot co, jego myśli teraz były zaprzątnięte tym, czy nie dodał przypadkowo zbyt dużo chilli do potrawki. I kiedy mógłby się odezwać, aby urzeczywistnić jego tajny plan udoskonalenia prostych przepisów.
P. S.Marian pomimo myślenia o czymś innym jest wciąż skupiony na treningu i uważny. Chociaż jakby ktoś chciał w niego coś rzucić, to prawdopodobnie nie zdążyłby się zorientować, zanim nie przywaliłby mu w twarz.Rocky Roseberry - 2018-09-06, 18:48 Cóż zgadzała się z tym co powiedział William, bo doskonale sobie zdawała sprawę, że nie zawsze moc może być przydatna. Chociaż nie odebrano jej możliwość korzystania z niej nie miała odwagi jej użyć. Przed obawą ujawnieniem się i pokazaniem tego, że nie jest osobą o którą chodziło tamtym ludziom. Jednak tamte wydarzenia miała już za sobą. Nie zamierzała pozwolić by one znowu się powtórzyły i całą pewnością przyda się jej sparing.
Kiedy wszyscy zaczęli się rozciągać również dołączyła do nich, bo przecież nie będzie stała jak jakiś słup nie wiedząc co ma robić. Chociaż nie trenowała praktycznie nic, lecz miała w-f w szkole i pamiętała niektóre ćwiczenia. Może powinna pogadać siostrą, by jej pokazała później jakieś inne. Przecież tamta bez przerwy coś trenuje. W sumie dziwnie, że jej tutaj nie ma. Miała nadzieję, że przyjdzie. Przynajmniej nie musiała by z nikim dopierać się w parę. Bo nie miała pojęcia z kim miała by ćwiczyć. Znała niektóre osoby ale nie wiedziała na jakim poziomie są. Szczerze wolała by ćwiczyć z kim początkującym jak ona. By razem mogli stawać się coraz lepszym. Jednak wiedziała by lepiej było by poćwiczyć z kimś bardziej doświadczonym.Valerie Blanc - 2018-09-07, 21:16 Rzucała krótkie cześć i hej za każdym razem, kiedy ktoś pojawiał się w sali, obdarzając wszystkie nieznane twarze nieśmiałym uśmiechem i te bardziej znane już szerszym. Nieco odsunęła się od Hoppera, kiedy Matilda weszła na siłownie, posyłając tej dwójce bardzo znaczące spojrzenie ala "ja was tutaj gołąbeczki zostawię" i ruszyła w stronę swojej siostry. Starała się bardzo ignorować obecność Leilah na sali, niby już jej przeszło, niby już sama siebie przekonała, że przecież nic już jej nie grozi ze strony Addams, nie zmieniało to jednak faktu, że wolała unikać fizycznego kontaktu z kobietą, tak na... wszelki wypadek.
Jednym uchem słuchała tego co mówił Willa, a drugim jak zwykle wszystko wylatywało. Niby wiedziała że blokada mocy to tymczasowe rozwiązanie, ale zachowywała się czasem, jakby już nigdy miała jej nie odzyskać... No cóż, w tej chwili zdecydowanie byłoby to dla niej bardziej wygodne rozwiązanie, szczególnie, że nie chciała narażać siostry na kolejne tygodnie migren.
-Tak, Ims musi odpoczywać. - dodała twardo, chcąc nie chcąc będąc świadkiem krótkiej wymiany slów między swoją siostrą i Leilah. Jednak Val jak to Val nie była zaraz takim hardkorem, nie chciała też sama stać się parą Addams, skinęła więc jedynie głową, unikając kontaktu wzrokowe i dziarskim krokiem uciekła w stronę Matildy.
-Będziesz ze mną w parze, proszę, proszę, proszę? - wyrzuciła z siebie na wydechu. Zakładała, że Wallace przyszła jednak poćwiczyć skoro się przebrała i tak dalej. Zaczęła machać ramionami, co by nie było, że się nie rozgrzewa. Boże, czuła się centralnie jak w szkole.Alex Parker - 2018-09-08, 15:01 Nie ma to jak pierwsze dobre wrażenie, prawda? Wiedział, że dziś jest trening, ale parę godzin temu serwery postanowiły się rozkraczyć i zupełnie odmówiły posłuszeństwa. Pracowali nad nimi intensywnie i gdy wszystko było już okej, Alex zauważył, że zaraz się spóźni. Pobiegł więc do swojego pokoju, ubrał jakieś ubrania nadające się do treningu i zjawił się w siłowni.
- Przepraszam. Mała awaria w serwerowni - mruknął skruszony i stanął gdzieś w kącie, jakby się bał, że zaraz zostanie stamtąd wyciągnięty na karną serie pompek.
Pierwsze kilka dni w Bractwie było dla niego małym wstrząsem. Całe życie unikał mutantów i spraw z nimi związanych, a teraz otaczali go dookoła, nieco przytłaczając. Nie był przyzwyczajony do życia w tłoku.William Hopper - 2018-09-10, 17:39 Hopper skinął głową słysząc, że jego młodsza siostra nie ma zamiaru ćwiczyć. Cóż, to było do przewidzenia... Skoro jej moc była tak wycieńczająca, może powinien nauczyć ją jak się bronić nawet w takim stanie. Nie był pewien jakie było jej nastawienie co do broni palnej... ale warto było spróbować.
- Po drugie: znajcie swoje mocne i słabe strony - kontynuował po Leilah. - Jesteście wysocy i silni? Świetnie, ale najpewniej jesteście łatwi do trafienia. Skoro wiecie, że nie jesteście wytrzymali - bądźcie wystarczająco zwinni, żeby nie dać się trafić - mówił. - Po trzecie: szukajcie słabości przeciwnika. Błąd techniczny, stara rana, a może po prostu nie bardzo nie chce bić kobiety? - Tutaj zerknął na panie. W końcu, były tutaj w większości. - [b]Nieistotne, kiedy dochodzi do prawdziwej walki, nie możecie się zawahać przed wykorzystaniem tego.
A po tej swojej pięknej przemowie, pokazał im podstawy podstaw - chociażby to, jak zaciskać pięści, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Gestem zawołał Addams i pokazał kilka podstawowych ciosów, oczywiście tylko je markując - w końcu to nie był nawet prawdziwy sparing. Pewnie gdzieś w trakcie ćwiczenia ciosów ciągle jeszcze na sucho, do sali wparował Parker.
- Na razie się rozgrzej, potem pomyślimy, gdzie cię dorzucić - powiedział Hopper. - Roseberry, Cook, ćwiczycie razem.
I o ile nic się nie stało, wszyscy w końcu mogli zacząć sparing.
//Możecie swobodnie, najlepiej trzymajcie się kolejki w parach, aż nie wrzucę jakiegoś większego posta z odniesieniem się do całej sali c:Matilde Wallace - 2018-09-10, 19:09 Wallace sama nie potrafiła do końca stwierdzić, czy chciała ćwiczyć, czy też nie. To była taka ciężka do podjęcia decyzja. No bo… z jednej strony się niby faktycznie przebrała, zmusiła do tej rozgrzewki i przebywania w tym pomieszczeniu z wszystkimi pozostałymi, ale z drugiej strony… meh. Pewnie nie wykonałaby żadnego więcej kroku ku poprawie swoich wątpliwych umiejętności, gdyby nie to, że przed jej oczami tak nagle wyrosła blondwłosa Valeire. Matilde wysoko wzniosła brwi, by wraz z zasłyszanymi słowami tylko ciężko westchnąć. Wyglądało, że los zadecydował za nią.
– Niech zgadnę uciekasz przed naszą obozową faszystką? – wyrzuciła z siebie, podbródkiem wskazując na Leilah, ćwiczącą z Hopperem. I sama nie wiedziała, ale na ten moment dłużej zawiesiła wzrok na tej dwójce, no bo... jakoś nie ufała tej szalonej babie. Kto wie co jej zaraz odwali i czy nie pozabija wszystkich dookoła? A tym bardziej Willa? Nieważne. Wallace odbiła się plecami od ściany i po chwili powróciła spojrzeniem do Claire.
– No dobra, mam tylko nadzieję, że nie jesteś jakimś mistrzem sztuk walki – posłała jej badawcze spojrzenie, a potem… no właśnie. Co potem? Czuła się tak głupio. Nie lubiła zajęć wychowania fizycznych. Czy muszę to znowu powtarzać? Wallace zacisnęła usta w cienką linijkę.
– Czy coś super magicznego powinno się teraz wydarzyć, czy…? – czy co. Miała zacząć na nią naparzać? Wymachiwać głupio rękoma? To było takie… takie dziwne. Huh. Chyba lepiej, jakby była w parze z kimś kogo nie znosiła. Może łatwiej jej byłoby zadać pierwszy cios. Teraz jednak stała z głupią miną. – Możemy potrenować to coś co pokazał twój brat – westchnęła w końcu.Imari Blanc - 2018-09-11, 20:42 Obserwowała wszystkich i to, co działo się naokolo. Wiedziała, że jak dojdzie do siebie będzie musiała zacząć treningi - i właściwie to chciała tego, zrobić coś z sobą, bo czuła się nieprzydatna. Wiiedziała, że w walce z niczym nikomu nie pomoże, więc może chociaż nie będzie nikomu przeszkadzać. Rownocześnie ciężko jej było dojść do siebie, chociaż, przecież chciała. To nie tak, że leżała plackiem i czekała na śmierć. Próbowała, starała się caly czas...
Otrząsnęła się z tych glupich myśli i uśmiechnęła do wchodzącego Alexa. Dobrze, że tu trafił, cieszyło ją to. Był bardziej bezpieczny niż w swoim mieszkaniu, gdzie w końcu go dopadną.. Przynajmniej im obu tak się wydawało.Alex Parker - 2018-09-11, 20:59 Alex rad, że za spóźnienie (choć w sumie nie z jego winy) nie spotka go żądna kara, rozejrzał się po sali. Wtem natrafił na spojrzenie Imari i odpowiedział na jej uśmiech. On też czuł się znacznie lepiej, odkąd tu trafił. Tu mógł czuć się znacznie bezpieczniej i nikt na niego krzywo nie patrzył, gdy przy śniadaniu siedział w okularach przeciwsłonecznych. Tu każdy był mutantem i każdy w jakiś sposób ponosił konsekwencje używania swoich mocy.
William kazał mu się rozgrzać, więc stanął dość blisko Imari.
- Cześć - uśmiechnął się, zaczynając od wymachów ramion. - Wyglądasz nieco żywiej - zauważyłMarian Cook - 2018-09-11, 22:40 Szybkość, zdecydowanie i umiejętność dysponowania wszystkimi wokoło Williama zdziwiła, ale i zadowoliła Mariana. Nie miał co prawda żadnych wątpliwości w jego umiejętności, ale wierzyć to jedno- zobaczyć i nawet odczuć to co innego. Jego największa słabość, działania wobec ludzi, dla Williama były drobnostką. Wiedział też, że to co mówi jest jak najbardziej prawdziwe i potrzebne, aby mogli przeżyć- chociaż sam Marian bardzo mocno stronił od przypominania sobie tych słów. Nie lubił robić nikomu krzywdy i to się nie zmieni, a wiedział też, że mocno wahałby się, gdyby miał wymierzać śmiertelne ciosy swoim przeciwnikom. Oszustwo? Wykorzystywanie słabości? Akurat tutaj wiedział, że w walce nie ma czegoś takiego- kto zabronił używania mózgu w pojedynkach siłowych? To nie jest oszustwo. To, co jest słabością jednego, jest siłą drugiego. I tylko to się liczy. Chociaż co do wspominki o kobietach.... Marian do niedawna miał problemy ze zbliżeniem się do owych. Co dopiero uderzyć!
Ale dalej już nie poddawał jego słów żadnej krytyce i kłaniając się lekko w jego stronę w geście zrozumienia (wystarczyłoby co prawda machnąć tylko głową, ale taki już Marian miał zwyczaj- poza tym ukłon zawsze był kojarzony jako wyraz szacunku, prawda?) podszedł do wyznaczonej mu osoby. Na pewną, niewielką, odległość. Czemu tu wszędzie same baby?! (bez urazy dla Willa i Alexa)
- H-hej! - no i to by było na tyle. Kurła, co on ma niby więcej powiedzieć? Niedługo mają się zacząć lać, co, może zaoferuje jej pudding po tym? Hej, w sumie.... - przeleciało mu przez myśl, jednak szybko z tego zrezygnował. Nie. To nie czas na to.
Ale na co czas? Marian przemyślał w oka mgnieniu sytuację i doszedł do wniosku, że chyba rzeczywiście mają się zacząć naparzać od rzeczy. Jak był kiedyś na zawodach z szermierki, mecze rozpoczynał sędzia. Problem w tym, że tu mecz już został rozpoczęty praktycznie po tym, jak weszli do sali. Więc Marian stanął w stałej pozycji znanej ze stylu Judo (nawiasem mówiąc Judo nie umiał, ale pozycję jakoś zapamiętał) i starał się zachować odległość od przeciwniczki. Wiedział o swoich atutach: był zdecydowanie szybki, wystarczająco zwinny. W głowie miał jeszcze jedną myśl- nie umie się zbytnio bić pięściami, ale za to jest dosyć dobrym szermierzem.... No cóż, może innym razem. Teraz musi sobie jakoś poradzić z tym co ma. A wesoły ogień w jego oczach wciąż się iskrzył, mając nadzieję że po treningu wciąż będzie mógł się poruszać. I usiąść. Istniała bowiem jedna rzecz, której Marian był całkowicie pewien: Nigdy nie lekceważcie kobiet. Nigdy.Valerie Blanc - 2018-09-12, 20:08 Odwróciła się nieco nerwowo w stronę Leilah, kiedy Matila wspomniała o obozowej faszystce, żeby zaraz konspiracyjnie nachylić się w stronę koleżanki i zapytać poufnym szeptem: -Naprawdę wszyscy tak na nią mówicie? - no cóż, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że blondynka pytała na poważnie. Zaraz jednak wyprostowała się i lekko pokręciła głową, jakby chciała się otrząsnąć z nieprzyjemnych myśli. -Nie, nie uciekam, znaczy.... no... już raz doświadczyłam jej siły na własnej skórze i na razie mi wystarczy. - posłała Tildzie słaby uśmiech, chociaż minę miała nieco niemrawą, jak zwykle kiedy wspominała swój "pierwszy dzień" w Bractwie.
Odetchnęła z ulgą, kiedy Matilda zgodziła się z nią ćwiczyć, a uśmiech na jej twarzy przybrał bardziej naturalny i wesoły wyraz. -Super! - rzuciła, na powrót wracając do swojego, ostatnimi czasy, bardziej entuzjastycznego tonu. -I co ty, nigdy jeszcze z nikim nie walczyłam, bardziej skupiam się na uciekaniu. - zaśmiała się krótko, zadowolona ze swojego żartu. Nie zwróciła nawet uwagi na niezręczność, którą czuła jej partnerka. Matilda zawsze wydawała jej się taka cool i pewna siebie, że nie wyobrażała sobie nawet, żeby była w stanie odczuwać coś tak plebejskiego jak zażenowanie! Przez chwilę nawet zapatrzyła się na innych z lekko ściągniętymi brwiami, charakterystycznym dla niej grymasem, kiedy się zastanawiała, starając się zapamiętać i ruchy, żeby potem móc je skopiować.
-Jasne! - usłyszała końcówkę wypowiedzi dziewczyny, pokiwała przy tym energicznie głową. -Chcesz pierwsza atakować czy ja mam zacząć? - zapytała, przy okazji śmiesznie przeskakując z jednej nogi na drugą, niczym normalnie tru bokser.Imari Blanc - 2018-09-13, 10:24 Spojrzała na podchodzącego do niej Alexa i uśmiechnęła się lekko.
- Tak, nieco. Staram się jakoś ogarnąć.. Mówilam ci, że ktoś mi pomaga - wskazała głową Mariana - Jego moc jest związana, ogolnie mówiąc, z jedzeniem.. Potrafi wywoływać głód i tak dalej, całkiem ciekawa sprawa. A że ja nie czuję się głodna raczej, bo stres to on może mi pomóc - wyjaśniła - Może też powinieneś zagadać? - wiedziała, że ma problem z mocnymi smakami, a wtedy mogłby jeść wszystko bez problemu, jeśli Marian by pomógł - A poza tym świetnie gotuje - jeśli Cook na nią spojrzał to uśmiechnęła się też do niego, w końcu po tym jak ją oblał czekoladą spędzili ze sobą więcej czasu, Marian chyba czuł się odpowiedzialny.
Siedziała na jednym ze sprzętów i obserwowała to Alexa to resztę z zainteresowaniem.Rocky Roseberry - 2018-09-13, 19:18 Rocky nie czuła się walce wręcz była dla niej czarną magią nie rozumiała jej. Tym bardziej jak miała wykorzystać ich słabe punkty dla własnej korzyść. Poszła na studia medyczne po to by pomagać ludziom, a nie ich krzywdzić. Więc jak miała wykorzystać ich słabe punkty. Jednak wiedziała, że nie powinna tak podchodzić do tej sprawy. Zamiast myśleć o swoim przeciwniku powinna bardziej skupić się na sobie. Przecież czasem trzeba pomyśleć o sobie zamiast innej.
Kiedy została dobrana do pary z Cookim poczekała, aż mężczyzna do niej podejdzie.
- Cześć - powiedziała krótko, bo przecież to tylko trening. Miał jej pomóc pokonania własnych oporów oraz nauczyć się bronić. Nie chciała nigdy więc czuć się jak ofiara. Chciała móc się obronić i nie być tak zależna od siostry.
Kiedy Marian przyjął pozycje ataku Rocky przeszła przez na myśl, że chłopak nie jest zielny jak ona. Powtarzała sobie ciągle, by myślała o jego słabościach. Musisz je znaleźć... te słowa ciągle pojawiały się jej głowie, niczym jak echo.
Rocky również spróbowała stanąć na przeciw mężczyzny jednak trochę pokracznie. Nie atakowała nie chciała zadać pierwsza ciosu ani wolała by to on zaatakował. By mogła powtarzać, że to jest samoobrona.Alex Parker - 2018-09-14, 08:29 Alex spojrzał z zainteresowaniem na Cooka. Fakt, jego moc mogłaby mu się bardzo przydać. Nie musiałby przez większość czasu, żarcia pozbawionego zupełnie smaku.
- Tak zrobię...ale nie teraz. Po treningu do niego zagadam - powiedział rozgrzewając ramiona.
Jego małe obawy, jak sobie poradzą z powrotem do codzienności, po ich wspólnej nocy, były zupełnie nieuzasadnione. Zarówno on, jak i ona, czuli się z tym chyba zupełnie naturalnie i żadne nagle nie zaczęło czuć się dziwnie. Skłamałby, gdyby tego nie wspominał, ale były to miłe wspominki, a nie "BOŻE, ZAKOCHAŁEM SI?, MUSZE JĄ POŚLUBIĆ "
- Wiesz na początku się obawiałem, jak się będę tu czuł i w ogóle...ale jest naprawdę dobrze. Dawno nie czułem się tak swobodnie. I nikt się na mnie nie patrzy jak na idiotę, jak jem śniadanie w okularach przeciwsłonecznych - zauważył z uśmiechem.
Faktycznie, Parker jakby odżył, gdy znalazł się wśród swoich. Blanc mogła się łatwo domyślić, że napad włoskiej mafii i otarcie się o śmierć, mogło go wpędzać w delikatne stany depresyjne.Marian Cook - 2018-09-15, 22:11 Gdy Imari spojrzała się na niego w sekundę odwzajemnił uśmiech. Wciąż czuł się winny i nie mógł sobie wybaczyć ciągłych błędów.... No ale nieważne. Zauważył, że rozmawiała o czymś z innym jegomościem, który po chwili też się na niego spojrzał... Z niewiadomych przyczyn, Marian poczuł że czeka go dłuuugi inny rodzaj treningu.
Wracając do sparingu....
Punkt pierwszy: udawaj, że znasz się na rzeczy- odhaczyć. Punkt drugi: czekaj na ruch przeciwnika- wywalić. No żesz kur#a mać. Mało, że musi ON dotknąć KOBIET? ręką (czy w jakikolwiek inny sposób), a raczej musi mieć z nią sparing, to dodatkowo to on ma być tym, który wykona pierwszy ruch? Eh, walić. Wiedział bardzo dobrze, że musi przezwyciężyć swój strach kiedyś. A lepszego momentu niż ten raczej nie znajdzie zbyt szybko (a raczej miał taką nadzieję....). W każdym razie, bez wiedzy jak się bić pięściami (oprócz wiedzy podwórkowej za dzieciaka), ruszył wprost na Rocky, którą zauważył jako również zieloną w temacie. Znaczy, on zielonym może całkowicie nie byl- zasady i podstawy szermierki w pewnym sensie były podobne do podstaw zwykłego bicia się. Znaleźć słabe punkty, skontrować atak, wykorzystać zawahanie się przeciwnika. Przy okazji nie mieli tu zasad, więc podcięcie kogoś wcale nie byłoby uznawane za faul.... Prawda? A dzięki próbie takiego podcięcia Marian mógł ograniczyć kontakt fizyczny do jak najmniejszej ilości. Genialne! Poza tym mięśnie nóg miał zdecydowanie najbardziej rozwinięte.
Marian spróbował markować prosty cios na Rocky, by w rzeczywistości podciąć jej lewą nogę Matilde Wallace - 2018-09-17, 18:07 Słysząc to pełne przejęcia pytanie z ust Valerie, Matilde nie potrafiła powstrzymać wkradającego się na jej mocno czerwone usta uśmiechu. – Tylko ci, którzy nie boją się, że im zrobi krzywdę – odparła, wzruszając lekko ramionami. Cóż, prawda była taka, że z jakiegoś powodu wszyscy albo okropnie bali się Addams, albo mieli ją za wariatkę, albo… właściwie i to, i to. Wallace osobiście zaliczała się do tej drugiej grupy. – Och, nie gadaj – syknęła, kręcąc z niedowierzaniem głową. Yup, zdecydowanie wariatka. Matilde na dłużej zawiesiła wzrok na Leilah, mając nadzieję, że jakimś cudem jej wzrok był magiczny i mógł zrobić kobiecie jakąś krzywdę. – Jakiś czas temu całkiem bez powodu chciała zamordować na oczach całego Bractwa moją przyjaciółkę i… – ucięła, wzdychając tylko, bo kiedy przypominała sobie tamten mroczny okres, jakoś zrobiła się nieswoja. Nie chodziło tylko o tamto zebranie, na którym niesamowicie wkurwiła się na Colleen i wszystkich pozostałych. Po prostu… wspomnienia uderzyły całkiem mocno. Wallace przełknęła ślinę, by po chwili skinąć lekko głową. Brak doświadczenia Valerie był całkiem dobrą wiadomością. Sama Matilde być może i miałaby o wiele lepsze pojęcie w walce, gdyby tak przez ostatnie miesiące sukcesywnie nie olewała wszystkiego związanego z Bractwem i obowiązkami. Okej, niby kiedyś tam trenowała z Simonem i Bradem, ale jakoś to nie było to samo.
– Wow, jestem pod wrażeniem – wyrzuciła z siebie z wyczuwalnym sarkazmem w głosie, kiedy tak obserwowała podskakującą Valerie. – tego zajebistego profesjonalizmu – dokończyła z wysoko wzniesioną brwią, jednocześnie całą swoją postawą nakazując Claire przestać, bo trochę kręciło jej się w głowie. I już miała zadać pierwszy cios, kiedy nagle sobie o czymś przypomniała.
– Och. I jeśli nie chcesz, bym zaczęła wymiotować to trzymaj te swoje gumiżelki z dala od mojego brzucha – a potem… a potem wykonała to coś, co wcześniej pokazywał Hopper.