Matilde Wallace - 2018-05-04, 22:54 – I CO CI TO DAJE? – odkrzyknęła, wznosząc wysoko brwi. I co miał z tego, że starał się być przyzwoity, kiedy jego życie i tak się kończyło? Nie kazała mu przecież zabijać ludzi, czy napadać na banki. Chodziło jej tylko, by wreszcie naprawdę zaczął myśleć o sobie. Stylizował się na takiego, co miał wszystko w dupie, ale kiedy przychodziło do ich relacji… nagle zaczął kierować się, tym co było dla niej dobre. Po co? Dlaczego?! Na pewno miał jakieś pragnienia. Każdy je miał. Dlaczego nawet nie próbował?! Dlaczego nie próbował znaleźć nowego celu? Zrobić coś wartościowego? To ją niemożliwie wkurwiało. Był strasznym tchórzem. A ona po prostu chciała, by był egoistą. By robił co chciał, by robił z nią co chciał. Czy to było takie ciężkie do zrozumienia?!
Tu nawet nie chodziło przecież o bycie dobrym człowiekiem. Poza tym! William był chyba ostatnią osobą na ziemi, którą można było w ogóle podejrzewać o myślenie tego typu kategoriami. Serio, Hopper? Nagle próbujesz być świętszy od papieża? Cholerny dupek z ambicjami, by trafić do pierdolonego nieba.
– STARAŁAM SI? UWOLNIĆ OD SIEBIE! – miała dość tego osądzania. Jeśli chciał ją nienawidzić to proszę bardzo, mógł to robić. Nikt jej nienawidził bardziej niż ona sama. Były momenty, w których nie mogła wytrzymać sama ze sobą. Ten ból, to cierpienie. I to co jej powiedział… to ją zniszczyło. Ale był nieczułym dupkiem i nie był w stanie tego pojąć. Nie powinna mieć jednak do niego pretensji o to, że jego wrażliwość uczuciowa mieściła się w łyżeczce od herbaty. A kiedy usłyszała jego kolejne słowa jej serce zabiło zdecydowanie zbyt mocno. Kłócili się, wrzeszczeli na siebie, łypali na siebie z nienawiścią, a jednak.. poczuła się tak dobrze.
– KURWA, MOŻE JA CHC? BYĆ PRZEZ CIEBIE PORZUCONA? NIE POMYŚLAŁEŚ O TYM?! – i znowu to robił. Znowu próbował podejmować za nią decyzję! Nie rozumiał, że ona tego naprawdę chciała? Miała gdzieś, że skończy ze złamanym sercem. To się dla niej nie liczyło. Nie teraz. A kiedy nie była już w stanie dłużej przebywać w tym pomieszczeniu, rzuciła się do tej cholernej łazienki. I tak jak przeczuwała… nie miała z niej wyjść prędko. I choć teoretycznie miała wszystkie powody by się wstydzić tego, że Hopper do niej poszedł i zaczął jej pomagać, to jednak.. było to dla niej idealnym dowodem na to, że mimo wszystko mu zależało.
trzy dni później
Matilde leniwie otworzyła powieki, przez krótką chwilę wpatrując się w ten nierówny, poplamiony dziwną substancją motelowy sufit. Sama do końca nie wiedziała co powinna myśleć o tych kilku ostatnich dniach. Wydarzyło się przecież tak dużo. Jeszcze wczorajszego dnia przeżywała to istne abstynenckie piekło, którego ból załagodziły dopiero tabletki Williama. Dzisiaj też obudziła się z tym dziwny uczuciem pustki. A jednak mimo tego wszystkiego.. nie czuła się aż tak źle, jakby można było się tego spodziewać. Być może była nieco niewyspana, ale w gruncie rzeczy… nie było źle. Wallace powoli przekrzywiła głowę w bok, by przyjrzeć się odprężonej twarzy, leżącego obok mężczyzny. Nie była pewna czy spał, czy po prostu odpoczywał z zamkniętymi oczami. Nie wydawało jej się to w ogóle takie istotne. Po prostu na sam ten widok nie była w stanie powstrzymać delikatnego uśmiechu, który wkradł się na jej bladą twarz. To zabawne, że w tej pozycji jej nie irytował. Przecież… przecież zawsze to robił. Przez te ostatni trzy dni, w których nie odstępował jej nawet na krok… co chwilę się kłócili, warczeli na siebie i irytowali. Ale przecież były też te dobre chwile. Bardzo dobre chwile. I na samą myśl o tym, Wallace przygryzła dolną wargę. A potem.. to chyba był impuls. Nie zastanawiała się dwa razy. Ostrożnie przewróciła się na prawy bok, by już kilka sekund później delikatnie musnąć swoimi spierzchniętymi wargami jego odsłonięte ramię, jednocześnie subtelnie przesuwając palcami lewej dłoni po jego żuchwie.William Hopper - 2018-05-05, 01:00 - NIC! TO JEST PO PROSTU WŁAŚCIWE! - wrzeszczał dalej.
Czy ona naprawdę pytała go o takie rzeczy? Po co stara się nie być kompletnym chujem? Czy to nie było przypadkiem to, czego oczekiwało od niego społeczeństwo, ludzie którzy byli skazani na jego towarzystwo i sama Wallace? Powinna się cieszyć że przynajmniej stara się być przyzwoity, spełniać jakieś kryteria normalności!
I cóż, Hopper doskonale zdawał sobie sprawę jakie to jest uczucie, mieć dość samego siebie. W końcu to on był najbardziej irytującym człowiekiem na ziemi. Cała sprawa w tym, że on nie był zdolny do takich rzeczy. Nie ważne jak było chujowo, nie ważne jak był chujowy, coś cały czas popychało go dalej. Nie mógł umrzeć, a to popychało go tylko do coraz gorszych i gorszych rzeczy. Nie potrafił się powstrzymać, więc musiał nauczyć się jakoś się znosić, z tym wszystkim co w życiu zrobił i co miał zrobić.
Nie miał zamiaru jej osądzać. Po prostu nie zamierzał pozwolić jej się zabić, tylko tyle. Aż tyle, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. I szczerze mówiąc, Hopper już nie miał pojęcia co właściwie powinien zrobić, czy Wallace miała rację, czy znowu po prostu próbowała sama się zniszczyć w najbardziej widowiskowy sposób. Chciał wierzyć, że to faktycznie miało jakieś szanse, że pomimo tego wszystkiego nie byli skazani na porażkę, przynajmniej nie od razu. Ale równocześnie nie mógł ryzykować, że pomoże jej się zniszczyć, nie ważne jak kuszące by to nie było. Na razie nie musiał wiedzieć, miał jeszcze trochę czasu, mógł się zastanowić.
Te trzy dni... to było jak kolejka górska, ale Hopper już chyba przywykł do tego, że każdy dzień z Wallace tak wyglądał. Raz mieli ochotę się nawzajem zabić, żeby innym razem wylądować w łóżku. W pewien sposób tworzyli mieszankę wybuchową, ale to mu naprawdę odpowiadało. Chciał z tego korzystać póki mógł, przynajmniej przez te kilka dni, kiedy i tak byli na siebie skazani.
Starał się nie myśleć o tym jak bardzo powinien zająć się sprawami Bractwa, wrócić do sióstr, ale cóż, niemyślenie to nie było coś, co najlepiej wychodziło Hopperowi. Gdzieś z tyłu głowy cały czas tliło mu się poczucie winy. Cieszył się, że tutaj był, więc to nie było przymusowe pilnowanie narkomanki, to były wakacje, a on nie mógł pozwolić sobie na takie luksusy. Miał zbyt dużo do zrobienia.
A mimo tego, ciągle tu był, spał z nią w jednym łóżku. Czy to źle, że tak dobrze się z tym czuł? Nawet sypiał lepiej niż zwykle. Właśnie, sypiał. Ciągle spał, kiedy poczuł dotyk na swojej żuchwie. Momentalnie się obudził i zanim w ogóle zdążył przeanalizować co się dzieje, mocno złapał i wykręcił dłoń, którą poczuł na swojej twarzy. Zaczął rozglądać się za jakąś bronią, nie miał ze sobą noża, ale pistolet nie mógł być daleko, w razie czego mógłby sobie poradzić zwykłą lampką nocną... kiedy dotarło do niego, że cały czas był w tym nędznym motelu. Z Matilde. Puścił jej dłoń jak oparzony.
- Przepraszam - powiedział po prostu. - Nie wiedziałem, że to ty - dodał, żeby się nieco wyjaśnić. I tak, miała cholerne prawo być na niego zła.Matilde Wallace - 2018-05-05, 10:04 Matilde doskonale zdawała sobie sprawę, że to co teraz między nimi było… nie miało trwać wiecznie. Właściwie to była w każdej chwili przygotowana na to, że w pewnym momencie Hopper po prostu powiadomi ją, że musi wrócić do swoich obowiązków, a to co teraz między nimi było – nieważne jak bardzo jej się podobało – zostanie sprowadzone na dalszy plan. Nie chciała jednak o tym myśleć, jeszcze nie. Wolała wciąż żyć chwilą, trwać w tym motelu, w którym w pewnym sensie oboje tak skutecznie się zaszyli. Ucieczka przed całym światem nie była możliwa, nie. Ale to teraz… to była przynajmniej jakaś namiastka. I to pewnie właśnie pod wpływem tych myśli Wallace zdecydowała się spróbować obudzić Williama. Wydawało jej się, że.. cóż. Że sprawi mu tym przyjemność? Że chłopak poczuje się przez to dobrze? Że będzie mu miło? No nie wiem, cokolwiek. Mógł nawet na nią nawrzeszczeć, że narusza jego przestrzeń osobistą, ale to co zrobił to było… To była przesada. Nawet jak na niego. Serce Wallace pod wpływem adrenaliny zaczęło naprawdę szybko łomotać. Właściwie to tak szybko, że dziewczyna w pewnym momencie była nawet przestraszona, że dostanie jakiegoś cholernego zawału, czy innej równie chujowej i problematycznej dolegliwości. Z kolei z jej ust wydobyło się głośne ała. CO DO KURWY?! CO ON SOBIE WYOBRAŻAŁ?
– PUŚĆ MNIE! – pisnęła, widząc to jak jest zdezorientowany i jak najwyraźniej czegoś szuka. Tak, była przestraszona. Była cholernie przestraszona. I w dodatku to naprawdę w jakimś stopniu bolał ją ten nadgarstek. Co za dupek! I Wallace chyba dostała najlepszą lekcję tego, że nie powinna wysilać się na tego typu gesty. Ale, hej! Przynajmniej ją puścił. Ale to jego marne przepraszam to mógł sobie wsadzić w tyłek. Wallace łypała na niego gniewnym spojrzeniem, jednocześnie prychając pod nosem. Nie wiedział, że to ona?! A on, co? Miał amnezję?
– A kto niby? Święty Mikołaj? – odparowała rozdrażnionym tonem głosu, nawet nie ukrywając tego cholernego sarkazmu. I tyle było z jej prób bycia dla niego normalną dziewczyną. Okej. Już wtedy w jego mieszkaniu zauważyła, że ma jakąś obsesję i paranoję, ale nie spodziewała się, że aż do tego stopnia. To było naprawdę niepokojące. Matilde westchnęła ciężko, notując gdzieś z tyłu głowy, by nigdy więcej nie powtarzać czegoś takiego. A potem zanim obrażona obróciła się na drugi bok, jednocześnie odwracając się do niego plecami, mruknęła jeszcze chłodne:
– Nie ta pora roku, Hopper.William Hopper - 2018-05-05, 17:17 Myśli przelatywały przez jego głowę w rekordowym tempie. Nie miał czasu myśleć, kto, jak i czemu, musiał znaleźć rozwiązanie na bardziej palące problemy. Ciągle nie miał żadnej broni, a kiedy tylko przeciwnik wyszarpie dłoń, Hopper straci jakikolwiek atut. Nie miał pojęcia z iloma osobami musiał się mierzyć, jak byli uzbrojeni, a poza tym ciągle miał na głowie Wallace. Wallace. Właśnie, Wallace.
Nie planował tego. Naprawdę, gdyby wiedział że to była jej dłoń... Ale nie wiedział, zaczął reagować zanim w ogóle się obudził. To był odruch, bardzo przydatny swoją drogą, zwłaszcza kiedy jesteś poszukiwanym zbiegiem, którego stanowczo za dużo osób chce zabić albo porwać i zmusić do współpracy. Problem w tym, że to nie był najbardziej pożądany gest, kiedy leżałeś z dziewczyną w łóżku, a ona najwyraźniej planowała całkiem sympatycznie zacząć dzień. Cholera jasna. Ciągle czuł jak waliło mu serce, stanowczo za szybko jak na niego, ale to nie on miał powody, żeby się wystraszyć, prawda?
Wallace miała prawo być cholernie zła. Chyba powinien był jej wcześniej powiedzieć, żeby nagle go nie budziła ani nie zachodziła od tyłu, ale zwyczajnie na to nie wpadł. Tak, geniuszom też się to zdarzało. Nawet nie miał zamiaru jej dogadywać, zasłużył sobie. Paradoksalnie, nie czuł się wcale jakoś szczególnie źle z tym wszystkim. Tak, właśnie wykręcił rękę Matilde, tak, właśnie leżała obrażona, obrócona tyłem do niego... ale to było stanowczo dużo lepsze od jakiejkolwiek alternatywy. Serce cały czas waliło mu jak oszalałe, ale właściwie czuł tylko ulgę. Nikt go nie próbował zamordować, to już był spory sukces, nie mówiąc już o tym, że Wallace cały czas była cała i zdrowa, a jakby tego było mało... leżała z nim w jednym łóżku. Była zła, należało mu się, ale jednak bilans pozytywów stanowczo przewyższał ten negatywów.
- Heeeej... Naprawdę przepraszam - powiedział do niej, delikatnie przejeżdżając palcami po jej plecach.
Naprawdę nie chciał, żeby się na niego wściekała, ale cóż, właściwie na tym kończyły się jego pomysły na skuteczne przepraszanie. A jeśli to zawiedzie, mógł zaoferować się jako jej worek treningowy. Wiedział, że tego chciała.Matilde Wallace - 2018-05-05, 18:57 Miała być prawo zła i zdecydowanie była zła. Nie dość, że wykręcił jej rękę, reagując w ten… paskudny, paranoiczny sposób, to jeszcze tym jednym gestem całkowicie zepsuł jej tak dobry humor. Przecież nie chciała zrobić nic złego! Chciała mu tylko dać tę namiastkę normalności, po raz pierwszy – bo przez ostatnie trzy dni wciąż walczyła ze skutkami ubocznymi odstawienia heroiny – spędzić we właściwy sposób poranek, a on.. po prostu tym wzgardził. I tak. Planowała być obrażona. Planowała być cholernie długo obrażona. Właściwie to – jak najdłużej obrażona. I nie, nie miała zamiaru dać się tak łatwo przeprosić. A przynajmniej tak myślała, dopóki nie usłyszała tego miękkiego głosu i nie poczuła na swoich plecach palców Hoppera. To… to niemal od razu sprawiło, że przez całe jej ciało przeszło to przyjemne mrowienie, a kąciki jej ust mimo wszystko uniosły się ku górze. Cholera. I tyle było po jej postanowieniach? Gdzie twoja silna wola, Wallace? Co się stało z twoją godnością? I w tym momencie była naprawdę mocno zadowolona, że leżała do niego tyłem, bo dzięki temu mężczyzna nie był w stanie zobaczyć tego jak bardzo zmiękła pod wpływem tych jego przeprosin.
– Oh czyżby? – wrzuciła z siebie, siląc się na powątpiewający i nieprzejednany ton głosu, ale jak się łatwo domyślić… nie wyszło jej to najlepiej. I choć zdecydowanie zdawała sobie z tego sprawę, to wciąż kontynuowała tę gierkę. Sama nawet nie wiedziała dlaczego. Po prostu… wydawało jej się to takie słuszne. Zresztą… Hopper zdecydowanie nie powinien wiedzieć jak wielką miała do niego słabość.
– Ty? Ty przepraszasz? – prychnęła pod nosem, z trudem pozostając w tej samej pozycji i z jeszcze większym wysiłkiem nie odwracając w jego kierunku głowy. Nie. Po prostu nie. Miała jakieś zasady. Resztki silnej woli. I kiedy tak leżała, udając będąc obrażoną i wpatrując się oczami w ścianę, nie była w stanie zapanować nad coraz bardziej powiększającym się uśmiechem. Nawet przygryzienie wargi w niczym nie pomogło.
– Jaką mam pewność, że zaraz nie przystawisz mi broni do głowy, huh? – mruknęła, nie mogąc się powstrzymać, by się z nim trochę nie podroczyć. Nie, nie mówiła tego poważnie. Nie bała się Hoppera. Nieważne, jak dziwne rzeczy odwalał. Po prostu tego typu teksty wydawały się jej idealnie pasować do obrażonej osoby.William Hopper - 2018-05-05, 22:39 Wallace mogła sobie udawać, że ciągle była na niego zła, ale on doskonale znał prawdę. Przecież słyszał to w jej głosie, chyba nawet nie starała się tego szczególnie ukryć. Hopper aż za dobrze widział oczyma wyobraźni jak delikatnie unoszą jej się kąciki ust i jak walczy z uśmiechem. Była strasznie uparta, nie potrafiła odpuścić w nawet tak drobnej sprawie, ale - szczerze mówiąc - nie przeszkadzało mu to. Mogła sobie udawać co chciała i ile chciała, tak długo jak nie miała zamiaru się stąd ruszać. Obrócił się na lewy bok, tak żeby mieć ją bliżej, zaczął palcami błądzić gdzieś po jej ramieniu.
- Tak, ja przepraszam - powtórzył kolejny raz. Może to był jej plan? Zmusić go, żeby powtórzył to kilkadziesiąt razy? W zasadzie, nie przeszkadzało mu to. Przycisnął usta do miejsca gdzie jej szyja łączyła się z ramieniem. - I wiem, że jestem dupkiem - dodał ciszej, ciągle trzymając twarz przy jej szyi.
Nie był w stanie zapanować nad uśmiechem. Po prostu, w tamtym momencie było tak niewiarygodnie perfekcyjnie... aż ciężko było uwierzyć, że to ciągle była część jego życia. Ale to przecież nie mógł być sen, Hopper nie miał takich snów. Wytwory jego umierającego mózgu, z którym było gorzej niż zakładał? Możliwe, ale w takim wypadku nie chciał się dowiadywać, że był szalony. Wolał zostać tutaj, w tym łóżku, prawdziwym czy nie.
Uwielbiał to w jaki sposób się z nim droczyła, nie ważne jak upierdliwa potrafiła z tym być. Brakowałoby mu tego, tych ich ciągłych przepychanek, w jakiś dziwny sposób stały się dla niego czymś oczywistym i niezbędnym. Ale równocześnie przyszło mu do głowy, że to mogłaby być prawda. Może nie teraz, może nie jutro, ale przecież mogła mieć wątpliwości. Przecież ona nawet nie miała świadomości, że potrafił zabijać. Jasne, znalazła już za co był poszukiwany... ale przecież nie wierzyła w tę gównianą ustawkę, prawda? Cały czas wychodziła z założenia, że jest dupkowaty, może nieco przeszedł, ale jest normalny. Na to już było dziesięć lat za późno.
Nie chciał o tym myśleć, przynajmniej nie w tym momencie. Mógł to przecież odłożyć na inny dzień, kiedy nie będzie aż tak perfekcyjnie. Nie chciał tego psuć. Zanurzył palce w jej miękkich włosach, zaczął okręcać sobie jakiś kosmyk wokół palców. Cholera, miał niesamowite szczęście, że ją tutaj miał.
- Przede wszystkim, nie mam gdzie jej schować - zauważył całkiem trzeźwo. Jeżeli miałaby się od tego czuć bezpieczniej, mógł się dla niej pozbywać wszystkich ubrań. Jasne, wszystko dla jej komfortu psychIcznego.Matilde Wallace - 2018-05-06, 09:27 Kiedy tak Will ułożył się tuż za nią, Matilde niemal natychmiast poczuła jak przez całe jej ciało rozchodzi się to niezwykle przyjemne ciepło. I nawet jeśli w jakimś stopniu do tego momentu udawało jej się powstrzymywać wkradający się na jej usta uśmiech, teraz całkowicie przegrała tą bitwę. Nie było siły dłużej walczyć. I zupełnie przypadkiem poruszyła jedną nogą, w wyniku czego całe jej biodro przesunęło się niby tylko o kilka milimetrów. Ale wystarczająco, by bardziej przylgnąć do mężczyzny. By bardziej się w niego wtopić.
– Powinnam to zacząć nagrywać telefonem? – spytała z przekąsem, ale cholera. Właśnie w tym samym momencie uświadomiła sobie, że nawet nie wiedziała, gdzie ten telefon był. Teoretycznie mogłaby wstać i zacząć go szukać, prawda? Tylko… ruszenie się z łóżka w tym momencie wydawało się dla niej całkowitą ostatecznością. Chyba musiałaby się wydarzyć jakaś apokalipsa, by Matilde rzeczywiście dobrowolnie wyrwała się z tego momentu. Ta bliskość między nimi… dziewczyna całkowicie traciła dla niego głowę. Nie potrafiła nawet trzeźwo i racjonalnie myśleć. Przecież powinna wciąż być na niego zła! Zdecydowanie. Powinna być bardziej niż zła. A tymczasem Matilde kiedy tylko poczuła usta Hoppera na swojej skórze, wstrzymała oddech, nie będąc na tyle odważna, by drgnąć nawet o jedną setną milimetra. Nie rozumiała dlaczego to się działo. Przecież przez ostatnie trzy dni notorycznie byli ze sobą tak blisko, a jednak… on wciąż tak cholernie silnie na nią działał. Dziewczyna przełknęła cicho ślinę.
– I to cię bawi? – kiedy tylko usłyszała jak przez głos mężczyzny w głównej mierze przemawia ten uśmieszek rzuciła z rozbawieniem, jednocześnie wywracając oczami. Co za dupek. Nawet nie pozwolił jej tego powiedzieć. Ale nie była dłużej w stanie ukrywać tego jak szczęśliwa w tym momencie była. Gdyby ktoś jej wcześniej powiedział… pewnie po prostu wyśmiałaby go. To wydawało się takie niemożliwe, takie nierealne. A teraz? Czuła ciepły oddech mężczyzny na swoim karku, czuła jak był blisko. Była najzwyczajniej w świecie szczęśliwa. I zarówno ona jak i on… po prostu zasługiwali na to.
– Pod łóżkiem, pod poduszką… – zaczęła wymieniać, nie wierząc, że właśnie podsuwała mu pomysły, gdzie powinien trzymać broń, jeśli chciał ją kiedykolwiek zastrzelić. A potem na moment się zawahała, by dopiero po kilku sekundowym zawieszeniu wyrzucić z siebie znacznie cichsze: – …pod koszulką.William Hopper - 2018-05-06, 19:46 To wszystko tak cholernie do nich nie pasowało. Hopper nigdy nie był typem człowieka, który potrafił się wylegiwać w łóżku. Zawsze miał zbyt dużo do zrobienia, żeby pozwolić sobie na takie błahe przyjemności. Tym razem miał ograniczony czas bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, ale mimo tego cały czas tutaj leżał, nigdzie się nie śpieszył. To nie miało ani odrobiny sensu, a jednak się działo, Hopper nie miał najmniejszego zamiaru odrywać się od Wallace. To było do nich takie niepodobne. Zawsze musieli się śpieszyć, zanim on umrze, zanim odzyskają zdrowy rozum, ale wszystko wyglądało, że tym razem zostali skończonymi idiotami na dobre. To nie miało szansy się udać, jeszcze zanim w ogóle zaczęło powstawać było skazane na porażkę... ale ciągle to robili. Pakowali się w z góry przegraną sprawę, a jakby tego było mało... Hopper wcale nie czuł się z tym szczególnie źle. Czemu miałoby tak być, skoro Wallace leżała przyciśnięta do niego? Miał wszystko czego chciał i to nie on miał ponieść konsekwencje ich głupich decyzji. Powinien się z tego cieszyć, prawda?
Nie chciał znowu o tym zaczynać myśleć. Po prostu nie, przynajmniej w tym momencie mogli spróbować udawać, że nie dotyczyła ich żadna apokalipsa. Tylko te kilka dni, zanim wszystko znowu się posypie, zanim Wallace skończy najgorszą fazę detoksu, a on straci wszystkie wymówki. Naprawdę nie prosił o wiele. Przycisnął usta do jej szyi, a ręką objął ją w talii, chcąc utrzymać tę iluzję jak najdłużej.
- Nic nie sugeruję, ale właśnie obserwujesz niezwykle rzadkie zjawisko. Kolejne za sto dwadzieścia trzy lata - rzucił żartobliwie. - Korzystaj, póki jeszcze trwa.
Cóż, on sam miał zamiar korzystać z tego stanowczo zbyt rzadkiego zjawiska, jakim była wtulona w niego Wallace. Czy on ją właśnie nazwał zjawiskiem? Dobrze że tego nie słyszała, stanowczo wystarczyło jej rzeczy, które mogła mu wytykać. Ale cholera... coś w tym chyba było. W pewien sposób, ona była zjawiskowa. O ile akurat nie była w trybie zołzy ani nie zaczynała na niego wrzeszczeć. Chociaż właściwie... nawet wtedy trochę była.
- Tylko kiedy mówię to trzy sekundy zanim ty byś to powiedziała - odpowiedział jej. Bo przecież gdyby od razu tego nie powiedział, Wallace wparowałaby z tym swoim "Jesteś dupkiem". Aż za dobrze ją znał. Dziwne, biorąc pod uwagę jak krótko się znali i jak bardzo nie był w stanie jej zrozumieć.
- Wiesz... Jeśli poczujesz się od tego lepiej, zawsze możemy sprawdzić - zaproponował jej niewinnie.Matilde Wallace - 2018-05-06, 21:26 Czy to co robili naprawdę było takie złe, skoro czuła się z tym wszystkim tak dobrze? Byli dorosłymi ludźmi, którzy przeżyli w życiu naprawdę wiele i którzy z dziwnych przyczyn naprawdę się o siebie troszczyli. Zasługiwali na chwilę spokoju, na chwilę odpoczynku, na odrobinę normalności. I skoro ich historia i tak miała zakończyć się klęską, to mogli chociaż nadać trochę sensu temu, co teraz się działo. A dla Matilde sama świadomość, że nie była jedyną osobą, która teraz była uszczęśliwiona… sprawiała, że było jej z tym wszystkim jeszcze lepiej. I jakiekolwiek obrażanie się, złości, krzyki… to wydawało się teraz tak absurdalne. Zupełnie jak fakt, że William Hopper, któremu przy pierwszym spotkaniu życzyła umierania w męczarniach, obejmował ją teraz swoim silnym ramieniem. Wallace koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, jednocześnie kładąc swoją rękę na tej jego. Tej, za pomocy której ją teraz obejmował. Sama nie wiedziała dlaczego, ale miała wrażenie, że jeśli wykona ten gest.. jeśli splecie ich palce, to mężczyzna nie będzie w stanie nigdy się stąd wyrwać. Że zostaną tu już na zawsze. A to jak składał pocałunki na jej szyi… Matilde czuła w tym miejscu to przyjemne mrowienie.
– Chcesz mi przez to powiedzieć, że jestem niesamowitą szczęściarą? – mruknęła z przekąsem, wzdychając z udawanym politowaniem. Już nawet nie próbowała powstrzymywać uśmiechów. Po prostu całkowicie się poddała.
– Chyba jednak powinnam wstać po ten telefon – dodała po kilkusekundowym zawieszeniu, powoli unosząc głowę. Ale bądźmy szczerzy… nie miała zamiaru się stąd ruszać. Nigdzie. I jeśli myślała, że to heroina była jej największym problemem, to teraz… nie była co do tego przekonana. Rany. Była taka szczęśliwa. I pasowało jej to uczucie. Choć miała to dziwne wrażenie, że przez to nie była sobą, to ta nowa wersja… wydawała jej się znacznie lepsza. Dawno nie czuła się w ten sposób.
– Jesteś dupkiem – musiała to powiedzieć. Tak po prostu. Ale nie było w tym pretensji, złośliwości, czy innych negatywnych emocji. Było to na swój sposób bardzo czułe stwierdzenie, które w najdzikszych scenariuszach mogłoby nawet robić za jakieś, tfu, wyznanie. A potem.. delikatnie przekręciła głowę w bok, tylko po to, by spojrzeć na niego kątem oka i rzucić mu bezczelne spojrzenie. Była wręcz przekonana, że tego nie spodziewał.
– Proponujesz mi, bym weszła pod łóżko sprawdzić, czy nie ukryłeś tam broni? – mruknęła, siląc się na poważny ton głosu, ale była naprawdę kiepska w udawaniu. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę do czego się odnosił. I dlatego zaraz potem wróciła głową do naturalnej pozycji, by ponownie wbić wzrok w ścianę i wyrzucić z siebie stanowcze:
– Oh, zdecydowanie poczułabym się wtedy lepiej.William Hopper - 2018-05-06, 23:09 - Ty to powiedziałaś - zauważył po prostu. Ale jeśli chciała tak myśleć, jakie miał prawo jej zabraniać.
Mruknął rozczarowany na znak protestu, kiedy Wallace ogłosiła, że będzie wstawać. Mogłaby tutaj jeszcze chwilę zostać, trzymać tę dłoń wplecioną w jego. Jakim cudem to wydawało się być takie na miejscu? Byli jak ogień i benzyna, jak cola i mentosy. Może i w jakiś dziwny sposób pasowali do siebie, ale to powinno wybuchać, zamiast tak po prostu trwać. Oni przecież nie mogli nawet wytrzymać w swoim towarzystwie, zawsze to się kończyło krzykami, a przynajmniej szybką ewakuacją. Jakim cudem to mogło tak po prostu działać? To nie miało żadnych podstaw, to nie miało na czym się w ogóle utrzymać... a jednak ciągle tutaj leżeli. Wallace uparcie nie chciała wyparować ani zmienić się w zwyczajny sen.
Parsknął, kiedy usłyszał to obwieszczenie Wallace. Cholernie się powtarzała z tymi swoimi tekstami i ciskaniem puszkami po coli. Swoją drogą, czy ona przypadkiem nie mówiła tego zawsze w jakichś szalenie prywatnych chwilach? Tuż przed tym jak pierwszy raz się pocałowali, chwilę po tym jak się przespali i teraz... Czy to się nie zmieniało w jakąś dziwną deklarację? Wow, znalazła sobie perfekcyjną sentencję do powtarzania mu raz za razem. Mimo wszystko, Hopper poczuł się z tą myślą wręcz niespodziewanie dobrze. Stanowczo, on też uważał, że jest dupkiem, cokolwiek to właściwie miało znaczyć.
- Tak dokładnie to miałem na myśli - powiedział, naprawdę starając się brzmieć poważnie, rzeczowo i sarkastycznie. - Jakim cudem tak dobrze odgadujesz intencje ludzi? Zdradź mi swój sekret - dodał jeszcze, naprawdę nieźle się bawiąc. Mogliby robić tak częściej. Po prostu leżeć rano w łóżku i korzystać ze swojego towarzystwa. To przecież nie było nic wielkiego, nic na co nie mogliby sobie pozwolić. Im obydwojgu przydałaby się taka odrobina normalności, od czasu do czasu. Tak żeby nie zapomnieć, że ciągle byli ludźmi.
I chociaż to było naprawdę świetne... trzeba było choć trochę pomyśleć o rzeczywistości. Nie mogli przecież tutaj leżeć wiecznie, a przynajmniej nie mogli, dopóki nikt nie przyniesie im jedzenia.
- Powinniśmy pomyśleć o śniadaniu - stwierdził leniwie, nie robiąc żadnego ruchu który wskazywałby na to, że faktycznie miał zamiar coś zrobić.Matilde Wallace - 2018-05-07, 16:11 Kiedy Matilde usłyszała ten rozczarowany pomruk, nie mogła powstrzymać wydobywającego się z jej ust czegoś łudząco przypominającego cichego i subtelnego parsknięcia śmiechem. Nawet jeśli w tym momencie chciałaby zachować jakiekolwiek pozory, jej ciało kompletnie się buntowało. Tu już nawet nie chodziło tylko o te wszystkie uśmiechy, które skutecznie próbowała zahamować. Nie. To wszystko zabrnęło stanowczo za daleko, a ona nie miała nic przeciwko. I ostatecznie nie podniosła się z łóżka, stwierdzając w myślach, że jej pamięć miała w o wiele lepszy sposób uwiecznić ten zjawiskowy moment. Więc zamiast tego po prostu mocniej ścisnęła dłoń Willa, jednocześnie opuszkiem kciuka tocząc delikatne kółeczka na skórze Hoppera.
W tym momencie.. Wallace była wręcz przekonana, że to jednak miało jakieś szanse. Może nie mieli dużo czasu, ale to nie szkodzi. Sposób w jaki się przy nim czuła. To jak oboje doprowadzali się do szaleństwa. Te wszystkie kłótnie, których agresywność wynikała tylko i wyłącznie z tej ciężkiej do pojęcia pasji. I to jak oboje grali w otwarte karty. Nie tylko do siebie pasowali. W tym momencie miała wrażenie, że do siebie po prostu należeli.
– To proste – mam w sobie nieograniczone pokłady empatii – odparowała, idealnie ukrywając w swoim głosie tę sarkastyczną nutkę. I dosłownie kilka sekund po wypowiedzenia tych słów po prostu nie wytrzymała i całym ciałem przekręciła się na drugi bok, by móc wreszcie spojrzeć w jego oczy.
– Chyba wciąż mnie trzyma ta ostatnia pizza – odpowiedziała zgodnie z prawdą, mimowolnie odwracając wzrok na mały motelowy stolik, na którym wciąż leżał karton ich wczorajszej obiadokolacji. Zdecydowanie nie była głodna. A nawet jeśli jakimś cudem by zgłodniała.. to wolała to przetrzymać aż do momentu, kiedy faktycznie nie byłoby innego wyjścia, niż się zwlec z tego łóżka. Dlaczego wcześniej nie wpadli na ten pomysł? Matilde położyła dłoń na klatce piersiowej Hoppera, po czym nachyliła się nad jego ustami.
– Zdaje mi się, że miałeś w jakiś sposób sprawić, że poczuję się… lepiej? – wymruczała, zanim ostatecznie zdecydowała się złożyć na jego ustach delikatny, niezwykle czuły pocałunek, pod wpływem którego zmusiła Williama, by ponownie opadł plecami na łóżko. I choć był to najprawdopodobniej jeden z najprzyjemniejszych pocałunków w historii wszystkich przyjemnych poranków, nie chciała za bardzo przegiąć struny. Dlatego też w końcu oderwała się od jego ust, posyłając mu przy tym niewinny uśmieszek i po chwili opuściła głowę na jego klatce piersiowej.
– Jakie masz dalsze plany? – wychrypiała, biorąc w dwa palce materiał jego koszulki i jednocześnie zaczynając się nim bawić. A potem po prostu dodała z cichym westchnięciem: – no wiesz.. kiedy już przestaniesz dorabiać jako moja niańka.William Hopper - 2018-05-07, 20:37 - Uważasz, że to jest zabawne, Wallace? - spytał, starając się brzmieć ostro, ale chyba marnie mu to wychodziło kiedy leżał w łóżku ściskając Matilde, a ona kreśliła kółka na jego dłoni.
Czy możemy na chwilę pochylić się nad tym jak perfekcyjna była ta zwyczajna chwila? Dziękuję uprzejmie. Hopper naprawdę cieszył się, że Wallace nie miała najmniejszego zamiaru wstawać. Nie puściłby jej, stanowczo, zwłaszcza że już miał nad nią tę władzę, że obejmował ją w talii. Ba, nawet trzymał jej dłoń i nie miał najmniejszego zamiaru jej puszczać, przynajmniej na razie. Cholera, jakim cudem to wszystko było aż tak dobre? Czy on nie powinien się zadręczać tym jak bardzo umierał? Ale kiedy leżał tutaj, miał wrażenie że to wcale nie był aż taki duży problem. Mógłby coś wymyślić, w końcu był geniuszem, nie raz już znajdował rozwiązania nierozwiązywalnych problemów. Doskonale wiedział że sprawdził już wszystkie opcje, że jeżeli nie chciał dołączyć do DOGS musiał umrzeć... ale jakoś nie mógł w to uwierzyć. Na pewno było jeszcze jakieś rozwiązanie, dzięki któremu w życiu mogłoby go czekać więcej takich leniwych poranków, po prostu jeszcze go nie znalazł.
Parsknął śmiechem, słysząc odpowiedź dziewczyny. Wallace. Empatczna. To było zbyt absurdalne, żeby powiedzieć to nawet w żartach. Ale nijak nie zaczął się nad nią pastwić, zamiast tego po prostu przejechał palcami wzdłuż jej kręgosłupa, zanim w końcu ułożył dłoń gdzieś na dole jej pleców. I cóż, Hopperowi nijak nie przeszkadzała jej odpowiedź. Skoro już odbębnił swoje obowiązki tego odpowiedzialnego, który jej pilnował, mógł w spokoju zająć się samą Wallace.
- Wiesz, słyszałem o takich antydepresantach... - zaczął, nie mogąc odpuścić okazji żeby się z nią podroczyć. Ale tylko trochę, miał lepsze rzeczy do roboty. Z chęcią zająłby się jej ustami do których w końcu miał dostęp, gdyby sama nie przejęła inicjatywy. Nie żeby mu to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. W swojej głowie niesamowicie przeciągał ten pocałunek nie mogąc się nacieszyć się dotykiem ust Wallace, jej ciężarem, całą jej obecnością. Sięgnął dłonią do jej twarzy, wsunął palce w jej włosy, przy okazji przypadkowo zahaczając o jej ucho, przejechał kciukiem po jej policzku. Korzystał, korzystał z każdego miejsca w którym stykała się ich skóra, z każdego odczucia, z każdej sekundy którą mógł rozciągać w nieskończoność.
Kiedy w końcu opadła na jego klatkę piersiową, sięgnął do jej podbródka. Chciał przyciągnąć ją bliżej, znowu zacząć ją całować, chciał więcej... ale to pytanie nagle wybiło go z rytmu. Doskonale wiedział co miała na myśli, ale starał się o tym wszystkim nie myśleć, przynajmniej teraz, kiedy nie miał najmniejszego pomysłu jak mogłaby brzmieć jakakolwiek dobra odpowiedź.
- Nie wiedziałem, że mi za to płacą - zażartował, chcąc kupić sobie nieco więcej czasu.
Czuł się tym wszystkim po prostu cholernie przytłoczony, a jeszcze dochodziła perspektywa tej nieuchronnej śmierci, bólu i - całkiem możliwe - szaleństwa, a przynajmniej utraty własnego umysłu. Och, i jeszcze Claire go nienawidziła, nie powinien o tym zapominać.
- Muszę dopiąć parę spraw Bractwa. - Chociażby przenosiny, poza tym powinien uporządkować wszystko nad czym pracował, tak żeby kolejny mózg Bractwa był w stanie jakoś się w tym połapać. - Muszę dopiąć parę prywatnych spraw - dodał jeszcze. Musiał ustalić bezpieczne łącze, porozmawiać z Fisherem, znaleźć mu kogoś, komu mógłby wcisnąć Remusa w razie czego... A oprócz tego jego siostry cały czas były w Stanach. To chyba był jego największy priorytet, razem ze znalezieniem kogoś, kto dopilnuje Wallace po wszystkim.Matilde Wallace - 2018-05-08, 16:42 – Nah. Uważam, że to urocze – odparła z rozbawieniem, może nieco przeczuwając, że właśnie igrała z ogniem. Ale hej, w ogóle się tym nie przejmowała. Zwłaszcza teraz, kiedy wciąż leżała w jego ramionach. Jakoś w tym momencie nie była nawet skłonna uwierzyć, że coś złego mogłoby się teraz przytrafić. Może to głupie, ale naprawdę miała wrażenie, że jakimś cudem udało im się uciec do jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie czas płynął o wiele wolniej, a oni byli pozbawieni problemów. I rany, kiedy tak o tym myślała, nawet nie ukrywała przed samą sobą tego, jak bardzo zaczynała się zakochiwać w każdym jego dotyku, w dźwięku jego śmiechu i sposobie w jaki zapierał jej dech w piersiach, gdy tylko składał na jej ustach kolejne pocałunki. Nie chciała nawet walczyć z tym uczuciem, bo przecież… nic złego nie miało się wydarzyć. Byli tutaj tylko we dwoje. Zamknięci w jakiejś bańce. I jeśli tylko się postarają… to mogli zostać w niej na zawsze. Tak. To było możliwe.
– Oh, więc twoim planem jest sprawienie, że odrzucę cukier, ale uzależnię się od kolejnych tabletek? – wzniosła wysoko brew, kręcąc z niedowierzaniem głową. Hej! Skoro on mógł się z nią droczyć to ona chyba mogła to samo, prawda? Z tym, że jego droczenie zdecydowanie było okrutne. Takich rzeczy się po prostu nie robiło. Matilde czuła się.. tak… czuła się oszukana! I bynajmniej mogłaby znowu zacząć udawać, że jest na niego zła, prawda? To mogło zadziałać. Mogło. Gdyby nie fakt, że zaczęli się całować, a to… to było najlepsze uczucie na świecie.
Matilde przez dwa lata próbowała nie dopuścić do podobnej sytuacji, ale w przypadku Hoppera nawet nie wiedziała, kiedy to tak naprawdę się wydarzyło. W jednej chwili się na siebie wydzierali. On jej groził, ona życzyła mu śmierci. Tak po prostu. A potem… wystarczyła chwila nieuwagi. Wystarczyło, że na moment przymknęła oczy. I kiedy ponownie je otworzyła było już po prostu za późno. To po prostu w nią trafiło. I pochłaniało. Z każdą sekundą coraz bardziej. Teraz jednak… słuchała bicia jego serca, leżała w jego ramionach i myślała tylko o tym co zrobić, by przedłużyć mu życie.
– Nie zauważyłeś jaka jestem urocza? To twoja zapłata, Hopper – poza tym, hej! Właśnie miał okazję przebywać z nią w jednym pomieszczeniu. Czy to nie najlepsze co mogło go w życiu spotkać? Na samą myśl przygryzła dolną wargę, by powstrzymać wkradający się na jej usta uśmieszek. I błyszczącymi oczami wpatrywała się w jego twarz, nie tylko słuchając to co jej mówił, ale też dokładnie analizując. Czy powinna pytać? Czy mogła w ogóle pytać? Nie chciała naruszać jego prywatności, ale… po prostu nie mogła się powstrzymać.
– Jakie sprawy? – ale żeby nie wyjść na zbyt wścibską, wyrzuciła pośpieszne: – mogę ci jakoś pomóc?
Tak. To był ten rzadki moment, gdy Matilde Wallace dobrowolnie zaproponowała komuś pomoc. I kiedy tak wpatrywała się w jego twarz, bawiąc się materiałem jego koszulki… zaczęła się zastanawiać, czy powinna mu w ogóle mówić. O tym co powiedziała jej Cass w motelu. Nie chciała go zdenerwować. A miała wrażenie, że poruszenie tego tematu mogło to spowodować. W tym momencie Wallace czuła się autentycznie rozdarta. I chyba pod wpływem tych wszystkich myśli z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie.William Hopper - 2018-05-08, 19:06 - Myślisz, że jestem uroczy - właściwie bardziej stwierdził niż spytał.
Musiał to przemyśleć, zanim jego mózg wywali jakiś błąd krytyczny. Wallace właśnie stwierdziła, że on był uroczy. Wallace. To kobieta, która nigdy nie mówiła mu niczego, co mogłoby zostać odebrane za choć odrobinę nacechowane pozytywnie czy wypowiedziane z sympatią. Ta sama, która przy ich pierwszym spotkaniu życzyła mu umierania w męczarniach. Stwierdzała, że był uroczy. Kiedy wcześniej musiała upewniać się, że nie ma przy sobie jakiejkolwiek broni, zmusiła go do rozłożenia pistoletu, po czym go ukradła. Nie chciała go oddać, bo Hopper był według niej zbyt niebezpieczny. Że on był uroczy. On. Ostatni raz ktoś go tak nazwał dobrze ponad dziesięć lat temu. Przed tym wszystkim. Will nie był też do końca pewien, jak wyrachowani mordercy z socjopatycznymi skłonnościami wpisują się w słowo uroczy... Jasne, sporo się między nimi zmieniło od kiedy się poznali, ale cholera. Do jakiej alternatywnej rzeczywistości on się właśnie przeniósł? Cóż, to doskonale wyjaśniało jakim cudem ciągle nie zamordowali się leżąc w jednym łóżku.
- Powinnaś porozmawiać z jakimś terapeutą. Twój brak zaufania do współczesnej medycyny i niechęć do przyjęcia pomocy są wręcz zatrważające - odpowiedział tonem jakiegoś bardzo elokwentnego psychoterapeuty, który właśnie ją diagnozował. Brakowało mu tylko jakiś okularów. Dla lepszego efektu powinien jej nie całować, prawda? Cóż, trudno, nie miał zamiaru z tego rezygnować. Z resztą, nigdy nie przepadał za ludźmi, którzy żyli z wmawiania ludziom co myślą, chyba nie powinien się za bardzo wczuwać.
Hopper naprawdę by chciał, żeby to wszystko zostało tak jak było. Ta bliskość, kolejne pocałunki, niezobowiązująca, dość głupawa rozmowa... to mu naprawdę odpowiadało. I chociaż wszystko teoretycznie było dokładnie takie samo, on ciągle obejmował Wallace, to jednak w tym momencie wszystko było inne. Nie mógł odciągnąć swoich myśli od tej całej rzeczywistości, która na niego czekała ani nawet pozbyć się tego ciągłego uczucia przytłoczenia. Leniwie przesunął dłonią po jej łopatkach. Przyszłość stanowczo nie chciała wyglądać tak jak powinna, ale Hopper nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy usłyszał słowa dziewczyny.
- Czy ty się właśnie sprzedajesz, Wallace? - spytał, chociaż miał świadomość, że chyba własnie przeciąga strunę... ale nie mógł się powstrzymać, kiedy sama mu się tak podkładała. Wręcz jakby sama chciała, żeby jej to wytknął.
Ale to chyba była ostatnia rzecz, nad którą miał jeszcze kontrolę. Westchnął, kiedy usłyszał jej pytanie. W zasadzie sam nie wiedział, co powinien jej odpowiedzieć, jak w ogóle podsumować to wszystko ani czy w ogóle powinien jej o tym opowiadać. Nie sądził, że powinien opowiadać komukolwiek o istnieniu Remusa, bez względu na wszystko.
- Po prostu... sprawy. Jestem winny przysługę paru starym znajomym. - Co prawda Hopper nie był pewien, czy jego siostry wpisywały się w definicje starych znajomych, ale to chyba był najprostszy sposób, żeby to wszystko podsumować. Z resztą, nie był właściwie pewien, co będzie robił, żeby to wszystko jakoś ułożyć. Nie miał pojęcia czy Fisher będzie czegoś od niego potrzebował, nie wiedział ile zajmie mu odesłanie sióstr... Poza tym, ciągle nie był pewien czy powinien odezwać się do rodziców. Jeżeli wszystko było w porządku... A na przykładzie sióstr doskonale widział, że wpakowywanie się w ich uporządkowane życie, tylko po to, żeby ogłosić że umiera, było fatalnym pomysłem. Chyba chciałby ich zobaczyć, ale to nie powinno zaburzać jego postrzegania rzeczywistości. Cholernie dużo musiało się zmienić przez te jedenaście lat.
- Oni żyją, wiesz? Moja rodzina - dodał, po chwili milczenia. Nie był pewien dlaczego w ogóle to powiedział. Po prostu dalej wpatrywał się w ten nierówny sufit i bawił się kosmykiem włosów Wallace, delikatnie przesuwając go to w jedną, to w drugą pomiędzy swoim kciukiem a palcem wskazującym.Matilde Wallace - 2018-05-08, 21:43 Ona też w to nie wierzyła. Nie wiedziała jakim cudem była w stanie postrzegać tak irytującego, bucowatego i grożącego niewinnym ludziom dupka za kogoś uroczego. A mimo wszystko na jego stwierdzenie po prostu kiwnęła głową. Dlaczego? Dlaczego to robiła? Jej wewnętrzna zołzowata Matilde próbowała się buntować, ale.. nie wyszło jej to najlepiej. Właściwie wystarczyło tylko sobie uświadomić to, co teraz się działo. Jakaś część niej wciąż miała mu za złe to co zrobił tych kilka dni temu. To jak chciał sprawić, by go nienawidziła… Pomimo tego, że wciąż leżeli w siebie wtuleni to to nadal bolało. Nie mogła mieć przecież żadnej pewności, że kiedy tylko mężczyzna stwierdzi, że jest z nią już dużo lepiej… to nie powtórzy tego wszystkiego. A jednak dla niej to wszystko wciąż było urocze. To jak się nią opiekował, to jak się o nią troszczył… Albo tak dobrze udawał, albo rzeczywiście go w jakimś stopniu obchodziła.
– Jestem gotowa na przyjęcie pomocy. Uważam tylko, że dla mojego zdrowia, komfortu psychicznego i wątroby o wiele skuteczniejsze będzie, gdy po prostu ściągniesz tą koszulkę – odparowała takim tonem głosu, jakby co najmniej należała do jakiegoś zgrupowania zrzeszającego bandę świrów, uważających odrobinę chemii za coś złego. Nie była do końca pewna, ale chyba jej nowa rola zmuszała ją również do popierania wszystkich działań sprzyjających naturze. I niech ją! Ale jego ściągnięcie koszulki zdecydowanie miało pomóc naturze. Nie wspominając już o przyroście naturalnym.
Uwielbiała to jak jego dłoń błądziła gdzieś po jej plecach. Może nie było to nic wielkiego, ale wydawało się teraz takie… takie intymne. Take czułe i pełne… czegoś. Czegoś, co nie było nawet w stanie przejść przez jej myśli. Nigdy by nie zgadła, że kiedykolwiek będzie czuła się w taki sposób przy tym konkretnym człowieku… Nigdy by nie zgadła, że on jest zdolny sprawić, że ktokolwiek się tak poczuje. A jednak. To ona leżała w jego ramionach, czując jak całe jej ciało ogarnia szczęście i to przyjemne ciepło.
– Hopper… – westchnęła, kręcąc z niedowierzaniem głową. Czy już wspominała, jak wielkim był dupkiem? Ale potem po prostu wyrzuciła z siebie, zagryzając wargi: – To zależy od tego, czym płacisz.
Niemal od razu się zorientowała, że weszła na niezbyt delikatny temat. Ale chyba po prostu nie była w stanie się powstrzymać. Nie chciała być wścibska tylko po prostu… ona nawet nic o nim nie wiedziała. Okej, nie przeszkadzało jej to jakoś bardzo. Ale jeśli to miało mieć jakiekolwiek szanse… chciałaby chociaż wiedzieć cokolwiek. Mimo to nie pociągnęła go za język, wzdychając tylko ciężko. Sprawy. Okej, sprawy. Nie powinno ją to dziwić, nie? I chyba kiedy Hopper wyskoczył z tą swoją rodziną to ponownie poczuła się dobrze. Co prawda wcześniej nawet za bardzo nie wiedziała, że miał jakąś rodzinę. Swoją drogą… taki dupek mógł mieć w ogóle rodzinę? Nie wiedziała też, że jakiejś szukał, ani tym bardziej czy wiadomość, że żyją była dobra.. Ale było jej lepiej. Chyba pierwszy raz powiedział jej coś o sobie. A to było z jakiegoś powodu dla niej ważne.
– Oh – wyrzuciła z siebie, nie odrywając spojrzenia z jego twarzy. Widziała to, jak wpatrywał się w sufit, to jaki był zamyślony. I Wallace tak po prostu przesunęła jedną rękę na kark mężczyzny, by wsunąć końce palców w jego włosy i jednocześnie delikatnie gładzić kciukiem po jego policzku. A dokładniej, tuż przy kąciku jego ust. – Brzmi na dobrą wiadomość – powiedziała po chwili, przełykając cicho ślinę. Chciała, by jej coś mówił, a z drugiej strony nawet nie wiedziała jak odpowiadać. Rany, to było takie skomplikowane. Ale jednak… po przełknięciu śliny wyrzuciła z siebie:
– Zamierzasz się z nimi zobaczyć?