To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Garaże - Siłownia

Imari Blanc - 2018-08-03, 14:00

- Fakt, ostatnio dużo tego mojego bullshitu musisz słuchać - uśmiechnęła się. No trudno, tak to już jest. Cieszyła się, że ma kogoś takiego komu może się wygadać tutaj, za murami, jesli tak można to określić. Kto ją poznawał coraz lepiej i z kim dobrze się dogadywała. Nawet jeśli chodziło czasem tylko o jedzenie.
Ceniła sobie jego szczerość, bo czasem tego jej w ludziach brakowało, wiec nie przeszkadzało jej to w nim zupełnie. Przynajmniej jak do teraz. Może się to jeszcze zmieni, na razie mimo wszystko - a raczej mimo tej sytuacji z siostrą i trochę awkward relacji z jej strony - było ok. Tylko musiałą wyleczyć się z idiotycznego zadurzenia, które w niczym nie pomagało. Tylko co poradzić, jak on był taki kochany i chyba trochę nieświadomy, że czasem nic nie znaczące z jego strony gesty dla niej mają znaczenie? Nie zaimerzała sobie jednak wmawiać, ze Mike do niej czuje cokolwiek poza przyjaźnią - bo widziala, że tak nie było.
- Nie, z zarostem na zero nie. Pasuje ci taki lekki zarost - pokręciła głową od razu - Ale włosy.. coż, chyba w krótkich byłoby całkiem dobrze. Przynajmniej twojemu bratu jest, ale znów on mogłby zrzucić kilka kilo, bo nie wygląda.. najlepiej, jeśli go porownać do ciebie - w końcu widziała go bez koszulki, a raczej w samych slipkach i wyglądał dobrze. Rick za to miał trochę za dużo brzuszka. I ciut pucołowate policzki jeśli się nad tym zastanowić.
Gdy ją zostawił Imari usiadła po turecku i czekała na niego, co nie zajęło specjalnie dużo czasu. Spojrzała na Michaela robiącego z siebie idiotę i roześmiała się rozbawiona.
- Nie pamiętam, żeby się specjalnie rozpychał przez sen - parsknęła, zwracajac się niby do misia i wyciągnęła po niego dłoń.
- Co cię naszło, żeby go zabierać, hm? Ten misiek ma.. z 20 lat. Biliśmy się o niego z Willem zawsze.. - spojrzała na maskotkę, sadzajac ją sobie na kolanach.

Michael Ryan - 2018-08-08, 15:56

Zaśmiał się na ten bullshit. Cóż on tak tego nie odbierał. Ludziom są potrzebni inni ludzie, którzy potrafią wysłuchać a czasem może i coś doradzi z innej perspektywy niż ten co opowiadał. Mike chciał by Imari wiedziała, ze miała w nim oparcie. Niestety jego nieświadomość pożycia ludzkiego poza przyjaźnią nie istniała, a raczej Mike nie był świadom tego, ze niektóre gesty mogą znaczyć coś więcej. Nigdy nie był w związku na poważnie, nie licząc jego kariery mając 10 lat... Nawet jako nastolatek raczej miał przyjaciół i mu z tym było dobrze, jeszcze zanim wyfrunął z domowego ogniska, a potem było po prostu ciężko się do kogoś przywiązać będąc w ich sytuacji. Dlatego był jaki był nie wiedział, ze niektórym ludziom mógł robić jakieś nadzieję. Będzie musiał się tego powoli uczyć co wypada a co nie. Dobrze, ze jeszcze Imari nie całował, bo to pewnie by była deklaracja czegoś więcej no... Cmoksy w czółko oczywiście się dla niego nie liczyły.
- Ha, nie dowalaj już Dickyemu, jeszcze mieści się w normalnej wadze, ale fakt faktem powinien więcej sportu uprawiać nawet jeśli miałby to być sam seks, w końcu człowiek przy nim też się poci. - odpowiedział ze śmiechem, chociaż pewnie nie zdawał sobie sprawę, że znów strzela gafę – No pomyślę czy kiedyś nie obciąć bardziej włosów. Przyzwyczaiłem się już do tej długości, przynajmniej z bratem nie jesteśmy identyczni, chociaż on to goli się na pupcie niemowlaczka. - dotknął swój zarost.
Potem poszedł po miśka i cóż serio robił z siebie idiotę, ale czy nie o to chodziło? Od razu humor jej się poprawił, a to było najważniejsze.
- Jak wypije za dużo coli to potem się wierci niemożliwie. - misiek pokręcił głową – Nie chciałabyś dłużej z nim spać i poczuć jego reki na twarzy moja Pani. - po czym misiek wtulił się w panią i trafił w jej ręce
- Czasem podejrzewam u siebie bycie kleptomanem. - zaśmiał się – Po prostu czuje nagłą chęć by coś ukraść i zazwyczaj trafiam w jedne z najbardziej cennych rzeczy dla kogoś. Czemu to robię? Czasami by kogoś poddenerwować, by zwrócić jego uwagę, a czasem po prostu z bycia ciekawym czy znajdzie swoją zgubę. - zaśmiał się – No ale widzę, ze humor przynajmniej poprawiłem ci misiaczkiem wędrowniczkiem. - uśmiechnął się do niej promiennie – A ty nigdy nikomu nic nie zawinęłaś? - spojrzał jej w oczy.

Imari Blanc - 2018-08-17, 15:48

- Tak mieści, nie powiedziałam, że nie, ale troche mógłby zrzucić, albo nawet poćwiczyc i od razy by lepiej wyglądał - stwierdziła fakt, bo tutaj nei było nawet co dyskutować na ten temat, troche wysiłku fizycznego by mu się przydało, nie było co ukrywać.
- I obawiam się, ze seks nie jest dostatecznie siłowym sportem.. chociaż.. - wzruszyła ramionami - No, a nawet jeśli to albo ma go za mało albo mu nie pomaga! - skwitowała na koniec tej rozmowy o seksie w życiu brata Michaela.
- Włosy tak, zarost zostaw. Pasuje ci - usmiechnęła się lekko, tutaj też nie było co kłamać. Wyglądał tak lepiej niż ogolony na kompletne zero, bo wtedy nagle miał lekko dziecięce rysy.
Złapała miśka i posadziła sobie na kolanach. Był koślawy, stary i nie najładniejszy. Ale był jej i niósł ze sobą masę, masę wspomnień.
- Widzisz, znalazlam. Może nie dosłownie, ale na pewno ją odzyskałam. I na pewno mnie tym zestresowaleś, to całkiem.. ważny dla mnie miś, jakkolwiek to nie brzmi. - pewnie brzmiało głupio, sentymentalnie i dziecinnie, ale co ona za to mogła poradzić, skoro.. w sumie tak bylo.
- Nie. To znaczy jeśli nie liczyć misia. Kłóciliśmy się o niego z Willem. Kupili nam drugiego, ale to nic nie zmieniło, nitk nie chciał nowego - pokręciła głową rozbawiona lekko do swoich wspomnień. Spojrzała na Michaela.
- Skończyłam ćwiczenia na dzis i chyba powinnam coś zjeść.. Co ty na wspolną wizytę na stólówce czy w kuchni? - zaproponowała podnosząc się z mat na ziemi i otrzepując spodnie jedną ręką, w drugiej miała misia.

Michael Ryan - 2018-08-25, 16:04

Michael się roześmiał na jej słowa. Cóż miała rację. Jego brat mówiło podbojach, a jakoś po jego ciele nie było tego aż tak widać. Miał troszeczkę brzuszka, odrobinę bardziej okrągłe policzki, ale cóż.. To była jego sprawa prawda? Nie lubił sportu, seksu nie uprawiał, co innego mógł zrobić? Diety cud? Za bardzo lubił fast-foody by się katować koktajlami z tego co zauważył Mike.
- Przemyślę to jeszcze. Może pobawię się w Richarda. - zaśmiał się
Imari widziała go już ogolonego na łyso jak byli w hotelu. Fakt był taki, że wtedy wygląda na mniej niż miał, ale co poradzić, takie to uroki uroczej mordki.
- Co za urocza historia. - zaśmiał się – Widać, że wygrałaś skoro tego biednego misiałka.
Naprawdę musieli być mali, chociaż Mike znał to z autopsji i kłóceniu się z braćmi jeszcze. Tylko, ze u nich potrafiło dojść do bójki, a w późniejszym czasie z Dickym
- Chodźmy zatem coś zjeść, na pewno przyda się po wysiłku. Możemy tam jeszcze porozmawiać. - uśmiechnął się i wstał.
Po chwili się otrzepał i ruszyli w stronę wyjścia.

z/t x2

William Hopper - 2018-08-27, 09:08

/ X.05, pewnie jakoś na początku drugiego tygodnia, ogarnie się jak innym pasuje

Cały czas miał masę roboty, ale zobowiązał się, że to zrobi, więc miał zamiar to zrobić. W końcu w Bractwie ciągle było naprawdę sporo osób które polegało tylko i wyłącznie na swojej mocy, co swoją drogą mogło okazać tragicznym błędem przy starciu z funkcjonariuszami DOGS, albo które ciągle zupełnie nie potrafiły się bronić. Z resztą i tym, którzy potrafili sami o siebie zadbać nie zaszkodzi trening, nie ważne czy z kimś równym sobie czy słabszym.
Był na miejscu kilka minut przed godziną rozpoczęcia treningu, nie lubił się spóźniać o ile to nie było częścią większej strategii. Ściągnął kaburę z paska, odstawił ją gdzieś, gdzie nie będzie nikomu przeszkadzać, zanim stanął gdzieś z boku, oparty o ścianę, obrzucając spojrzeniem tych, którzy wchodzili czy zjawili się jeszcze przed nim. Gdzieś w głowie wszystko sobie analizował, oceniając umiejętności innych na podstawie tego co o nich wiedział, wstępnie dobierając pary do treningów czy układając plan treningu.

Valerie Blanc - 2018-08-28, 11:54

Od kiedy Imari zablokowała jej moc, wszystko było jakieś... inne. W pierwszej chwili nie czuła się specjalnie inaczej, z czasem jednak opuściło ją jakieś takie napięcie, które towarzyszyło jej każdego dnia od kiedy odkryła, że jest mutantką. Nie groziło już jej przypadkowe przeniesienie się, wyczerpanie od za dużej odległości... była normalna. Przynajmniej przez chwilę. Wiedziała, że było to rozwiązanie czysto tymczasowe, więc kiedy tylko jej rzeczy ponownie wróciły w jej posiadanie (co wymagało dużej ilości trucia dupy Hopperowi i robienia z siebie idiotki, która nie przeżyje bez swoich staników do biegania), a ona sama czuła się już lepiej... no cóż, nadal miała całe dni wypełnione praktycznie nudą, więc wróciła do treningów.
Biegała dużo, po całym kompleksie garaży i magazynów, nie straszne jej już teraz było zgubienie się, znała chyba każdy najmniejszy zakątek siedziby Bractwa. Często też odwiedzała siłownie. Wpierw nieco nieśmiało, ćwiczyła gdzieś z boku próbując przypomnieć sobie jakieś sekwencje których nauczyła się w szkole. Póxniej nieco podpatrywała innych, co jakiś czas zadawała jakieś pytanie apropo ćwiczenia, którego nie potrafiła odgapić z samego patrzenia. Koniec końców minął prawie miesiąc, a Valerie była w formie lepszej niż kiedykolwiek wcześniej.
I wtedy Will jej oznajmił, że nie ma wyboru i musi przyjść na trening samoobrony. Pewnie i tak by przyszła. W końcu nie miała nic lepszego do roboty, a przecież nie mogła sobie nigdzie stąd wyjść. Weszła do siłowni z zaskoczeniem orientując się, że w środku jest tylko jej brat. Wow, nigdy chyba nie była tak punktualna.
-Cześć. - rzuciła entuzjastycznie, sprężystym krokiem ruszając w jego stronę. Obecnie ich relacja chyba zmierzała w bardziej normalną stronę, za pewne głównie dlatego, że Valerie przestała non stop kręcić dramę, od kiedy dowiedziała się, że Willowe zdrowie jest w lepszym stanie.

Leilah Addams - 2018-08-29, 01:14

Trening, w końcu jakieś konstruktywne decyzje. Leilah miała poważne obawy, że Hopper zamknie się w gabinecie i będzie rozmyślał nad jakimiś głupotami używając swojego wielkiego umysłu zamiast robić coś praktycznego, w końcu z jej córką nie wykazał się zbytnim dynamizmem w działaniu, ale decyzja o treningu była małym, ale jednak pozytywnym zaskoczeniem. Z racji swoich umiejętności zgłosiła się na drugiego trenera w tej sesji. Może uda się jj nauczyć kogoś czegoś choć odrobinę sensownego.
Na salę treningową weszła niemalże równo w momencie kiedy miały się zacząć ćwiczenia. Nie za wiele robiła sobie z czasu i punkutalności, kiedy nie byłą to sprawa życia i śmierci. Włosy miała zaplecione w w kilka warkoczy i miała na sobie czarną, skórzaną kurtkę, czarny t-shirt, jeansy i ciężkie buty. Jak kogoś w nich kopnie to zapewne będzie bardziej bolało, ale ma boleć bo od tego są treningi. To i tak nic w porównaniu z tym co przechodziła w izraelskiej armii.
Kiedy weszła, również podeszła pod ścianę, o którą się oparła krzyzując ręce na piersi.
-Cześć rzuciła do dwójki obecnych. Ciekawe kto jeszcze się zjawi.

Marian Cook - 2018-08-29, 13:58

Biegł. Marian trochę zapomniał się w gotowaniu i mało co, aby w ogóle nie przyszedł. Nienawidził się spóźniać (nawet te parę minut) całym sobą, zwyczajnie nienawidził- ale miał swoją misję zrobienia czegoś do jedzenia. Poza tym pamiętał, że jego moc lepiej działa gdy sam jest najedzony. Co prawda miał małe wątpliwości, czy będzie to dla niego przydatne, ale co tam. Przynajmniej będzie miał co robić!
Wparował do sali lekko zdyszany. Po drodze się przy okazji zgubił, a torba z własnoręcznie zrobionym jedzeniem i przekąskami nie pomagała w sprawnym poruszaniu się. Dobrze, że zawsze był świetnym sprinterem. Rozejrzał się dookoła i opanowując oddech, podniósł rękę w geście powitania.
- Dzień Dobry wszystkim. Przepraszam za spóźnienie. - chociaż spóźniony był tylko troszeczkę.
To powiedziawszy, odłożył swoją torbę na bok. On już jadł przed treningiem (wbrew wszelkim zakazom zdrowotnym i logice, no ale tak już on działa), ale pomyślał, że na pewno po nim znajdzie się trochę osób skłonnych trochę podjeść. A mało nie wziął.
Trochę niepewny, z czym to się je, podszedł bliżej i z uśmiechem na ustach stanął, obserwując jednocześnie swoich towarzyszy. "Chyba będzie spoko...." pomyślał patrząc na ich nastawienie.

Matilde Wallace - 2018-08-29, 21:47

Wallace nie zamierzała pojawiać się na treningu. Po pierwsze – angażowanie się w tego typu sprawy nie było jej w stylu, a w jej stylu wręcz było olewanie tego typu rzeczy, po drugie – nie odczuwała potrzeby, by nauczyć się walczyć w gronie pełnym ludzi, po trzecie – jeszcze kilka godzin temu naprawdę źle się czuła, po czwarte – nigdy nie lubiła zajęć z wychowania fizycznego, a tak to teraz wyglądało. Ale Hopper cały czas gadał o tym treningu i już chyba po prostu nie miała siły tego ignorować. Dlatego założyła odpowiedni do ćwiczeń strój, po czym spóźniona jak cholera udała się na miejsce zebrania. To był zły pomysł i prawdopodobnie pożałowała tego, kiedy tylko weszła do środka. Och, świetnie - Leilah Addams. Niech ona się tylko spróbuje zbliżyć do Wallace… Nieważne. Matilde zawiesiła wzrok na blondwłosej Valerie i posłała jej delikatny uśmiech, a potem tak po prostu podeszła do Hoppera, by stanąć obok niego. Cóż, chyba było całkiem jasne, że nie zamierzała się nikogo słuchać, tak? A ćwiczenie czy trenowanie z Leilah nawet nie wchodziło w grę. Brunetka założyła dłonie na wysokości klatki piersiowej, przekrzywiając głowę w kierunku chłopaka.
- Och, mówienie wszystkim jak są bardzo do dupy musi ci się nieźle podobać - skwitowała z cieniem uśmiechu na ustach, a potem wzruszyła delikatnie ramionami. - Przyszłam tylko popatrzeć.

Imari Blanc - 2018-08-30, 13:21

Była spóźniona, ale nie zamierzała ćwiczyć - chciała przyjrzeć się całości, organizacji, temu jak to wygląda. Wślizgnęła się na sale dyskretnie, a przynajmniej taki był plan i zajęła miejsce pod jedną ze ścian, w takiej odległości, by nie przeszkadzać ćwiczącym.
Czuła sie już na pewno lepiej, ale nie wybitnie. Nie nabrała nadal wagi, chociaż starała się. Pewnie pmagała w tym moc Mariana (?), jeśli ten chciał ją jeszcze w ogóle widzieć, a co dopiero pomóc Imari w opanowaniu swoich problemów z jedzeniem, a raczej niejedzeniem. Staral się jakoś ogarnąć swoje życie i problemy, przejść nad tym, nad koszmarami i problemami ze spaniem.. ale to było prawie niemożliwe. Wiedziała, że pomoc jakiegoś specjalisty by się przydała, tak samo jak tabletki nasenne, a Mike'a nie było już tyle czasu.. Martwiła się, martwiła jak cholera i to też nie pomagalo. Ani trochę. Nie chodziło o to, ze samolubnie potrzebowała go obok (no dobra, to też), ale o to, że coś mogło mu się stąć. A tego nie chciała. Bardzo tego nie chciała.. Niemniej jednak nie była w stanie zrobić.. własciwie czegokolwiek, w tym temacie.

Rocky Roseberry - 2018-08-30, 20:16

W pokoju odbyła długą walkę o to czy brać udział w treningu z pozostałymi. Nie wiedziała czy chce brać udział. Bardziej wolała trenować samotność lub mniejszym gronie jakoś nie przepadała za zbyt dużą liczbą ludzi. Jednak czuła, że ten trening może się jej przydać. Nie tylko dlatego, że otworzy się na ludzi lecz również czuła, że go potrzebuje. Dlatego też postanowiła na niego przyjść - oczywiście spóźniona. Czego miała doskonałą świadomość z tego, że nie jest punktualnie. Pamiętając słowa nauczycielki gdy ktoś się spóźniał. Zawsze powtarzała, by robił to jak najciszej aby nie przeszkadzać pozostałym. Dlatego starając zbytnio nie zwracać na siebie uwagi pozostałych już zgromadzonych zajęła miejsce wśród nich.
William Hopper - 2018-09-02, 17:39

Will skinął Claire głową, kiedy przyszła. Dobrze, że w końcu się na to zdecydowała. Nie ważne czy chciała być mutantką, czy korzystała z mocy - jej gen X był aktywny, a to znaczyło, że była w ciągłym niebezpieczeństwie. Z resztą, dla niektórych ludzi wystarczyłoby tylko to, że należała do Bractwa czy była jego siostrą. Czy powinien im o tym powiedzieć...? Nie był pewien. Mercy na pewno źle by zareagowała na wiadomość, Claire może trochę lepiej, ale nie chciał, żeby się niepotrzebnie zamartwiały. To była stara sprawa, nikt nie wiedział, że miał siostry, a one używały innych danych. Mimo wszystko, to był kolejny argument za tym, żeby nauczyć je się bronić.
Hopper oszczędnie witał się z wchodzącymi, ale kiedy Wallace go zaczepiła, nie mógł się powstrzymać i nie odpowiedzieć.
- Nah, tylko uświadamianie cię, jak chujowo ci idzie - poprawił ją, kręcąc głową. Mogła się czuć wyjątkowa? W pewnym, upośledzonym sensie. - Och, boisz się że jakiś świeżak skopie ci dupę? Zrozumiałe - stwierdził. Podpuszczał ją? Absolutnie mu o to nie chodziło, żeby William Hopper uciekał się do podstępu? ...a ona tego potrzebowała. Nie ważne co sobie myślała, musiała się w końcu czymś zająć, najlepiej z tym swoim upartym zacięciem. Sparing to był dobry początek zanim zacznie wracać do rzeczywistości.
Nie miał zamiaru szczególnie długo czekać na jej odpowiedź, zwłaszcza że wybiła już godzina, o której miał się rozpocząć trening. Hopper podszedł ze swojego miejsca pod ścianą bliżej środka, tak żeby móc obrzucić wzrokiem wszystkich zgromadzonych.
- Wiem, że pewnie większość z was bardziej obchodzi trening mocy... ale opieranie swoich szans na przetrwanie na tylko jednej opcji jest cholernie głupie. Zwłaszcza, że DOGS i GC mają pod dostatkiem mutazyny - zaczął. Znał tych ludzi, a co ważniejsze - znał ich mocne i słabe strony, Wiedział, że w zasadzie nikt z nich nie mógł się pochwalić szczególnymi umiejętnościami walki. - Po pierwsze: nigdy nie zapominajcie o rozgrzewce. Może zabrzmi mało poetycko, ale ostatnie czego potrzebujecie, to zorientować się, że naderwaliście mięsień na ostatnim treningu podczas ucieczki przed DOGS.
I kiedy już wszyscy porządnie się rozgrzali, kazał im dobrać się w pary. Początkowo myślał żeby dobrać ich wzrostem i wagą, ale nie, coś takiego się nie zdarzy w prawdziwym życiu. Lepiej żeby różnice między nimi wybrzmiały i żeby zobaczyli swoje atuty niż żeby było sprawiedliwie.

Leilah Addams - 2018-09-03, 23:21

Leilah obserwowała wszystkich wchodzących po kolei i kiwała im głową na powitanie. Sama była zdania, że trening przyda się wszystkim, szczególnie tym którzy mają mniej ofensywne moce niż ona sama. Nawet posiadając elektorkinezę starała się na niej nie bazować, nie była niestety Merlinem, który mogł zsyłać pioruny w nieskończoność. Z drugiej strony fajnie było przemieniać się w wiazkę elktryczności i podróżować między kontaktami. Ehh chyba trochę za dużo sci-fi Leilah. Wróciła myślami na salę, jej wzrok na chwilę spoczął na Matilde. No tutaj to ona by jej nie oszczędzała, ale znając życie Matilde na pewno stchórzy i pójdzie do Hoppera, który pewnie porzadnego wycisku jej nie da.
Kiedy William przemawiał, Leilah dalej była oparta o ścianę, dopiero kiedy zaczęła się rozgrzewka to się od niej oderwała, zdjęła kurtkę, która rzuciła obok nóg i również zaczęła się rozgrzewać. Sama ćwiczyła codziennie więc było to jej średnio potrzebne, ale jak wszyscy to wszyscy, dobrze jest zachować ducha jedności. Kiedy rozgrzewka sie skończyłą to ona obróciła sie do wszystkich.
-Lekcja pierwsza to spodziewać się wszystkiego, nie ważne jak przeciwnik wygląda. Ważne by być gotowym na wszystko by nie dać się zaskoczyć. rzuciła po czym podeszła do Imari. Jakoś ją miała ochotę nauczyć przede wszystkim. W ramach przeprosin za to co zrobiła wcześniej mogła przynajmniej nauczyc ją czegoś pożytecznego.

Imari Blanc - 2018-09-04, 19:50

Nie rozciągała się z całą resztą i nie brała udziału w rozmowach czy przygotowaniach, ulokowana gdzieś z tyłu czy z boku sali. A mimo to Leilah i tak ją wypatrzyła i chciała wyciągnąć, najpewniej po to, by skopać jej tyłek, co Blanc średnio się uśmiechało. Już pomijajac swoje skopane dupsko, to zwyczajnie nie powinna teraz cwiczyć, bo prędzej by zemdlała, niż cokolwiek dobrego by z tego wyszło. Jedyne co robiła, to rozciągała się codziennie czy tam co drugi dzień, jeśli mogła.
- Ja odpadam z ćwiczeń, zbyt duża szansa, że zemdleję przy takim wysiłku - wzruszyłą kościstymi ramionami - Ale jak wrócę do siebie.. wtedy, chętnie - uśmiechnęła się do kobiety,

Matilde Wallace - 2018-09-05, 18:03

– Żebym ja zaraz nie skopała dupy tobie – odparła z przekąsem, wywracając przy tym oczami. Ach, czy wszystko co ten mężczyzna robił musiało wyprowadzać ją z równowagi? Jakiś świeżak miałby jej niby podskoczyć? No proszę, przecież… przecież wcale nie wyglądała aż tak chujowo i wcale nie czuła się jeszcze bardziej chujowo niż wyglądała. Nieważne, Wallace odprowadziła Williama wzrokiem, słuchając tych jego jakże wybitnych mądrości, których… bądźmy szczerzy – i tak nie miała zamiaru się trzymać. Po prostu z tą typową dla siebie pozą ignoranta słuchała wszystkiego co miał do powiedzenia. I rozgrzewka? Huh. Przyszła tylko popatrzeć, ale niech mu będzie. Mogła się porozciągać. Ostatnio nieco jej to pomagało przy tych wszystkich mdłościach, więc… czemu nie? Ale nieważne. Potem nie miała zamiaru się socjalizować i dobierać w pary. Nie. Miała gdzieś jedno wielkie zbiorowe wychowanie fizyczne. Po prostu zaplotła dłonie na wysokości klatki piersiowej i oparła się o ścianę, sceptycznie świdrując kolejno wszystkich wzrokiem.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group