Poprzedni temat «» Następny temat
Rhydian Naurielith
Autor Wiadomość
Rhydian Naurielith


xxx

xxx

37%

brak





name:

xxx

alias:
xxx

age:
xxx

Wysłany: 2017-12-09, 22:42   Rhydian Naurielith

Rhydian Naurielith
urodzony w Meksyku 1996 roku[brak danych], mieszka w Seattle odkąd pamięta , przynależy do gangu, , wizerunku użycza Kevin Schmidt
historia

Świat, który znałem różnił się od tego jak inni go widzieli. Dla mnie kolory coś znaczyły, dla innych drzewo było po prostu drzewem, nie czymś pięknym, czymś co żyje, co ratuje nas wszystkich przed śmiercią. Kolejny dzień spędziłem w niebie, mając nadzieję że to mnie uratuje. Ale nie, nic się nie zmieniało. Tylko ja stawałem się gorszy, zacząłem odczuwać gniew, zacząłem odczuwać ból. A cierpiałem tak jak jeszcze nigdy wcześniej, bo dotarło do mnie że jestem... nikim. Ponownie zerknąłem w dół, próbując zrozumieć tą nędzną masę ludzi tłoczącą się w dole. Jeszcze nie teraz, pomyślałem, jeszcze mam ją...
Ale czy ona ma mnie? Jestem już zepsuty. Próbowałem, naprawdę chciałem, wybaczcie mi że się nie udało. Że nadal oddycham świeżym powietrzem. Czy to moja wina? Co właściwie się tam stało? Kim byłem w przeszłości że muszę tak cierpieć w tym życiu ?!

Rozdział I
Kiedy inni cieszyli się z życia, ja, chyba jedyna już istota mająca uczucia, zastanawiałem się co z innymi. Wstydziłem się tego że żyję, a inni nie. Bo co to za radość z życia skoro reszta zginęła z twojego powodu? Być może zajmowałem właśnie miejsce kogoś o wiele bardziej cennego. Ja nic im nie dam, nie sprawię ot tak że zapomnę i stanę się kimś innym, bo tak się nie da. Z jednej strony jestem nikim, a z drugiej kimś... może raczej czymś dziwnym. Nie urodziłem się człowiekiem, nie czuję się jak człowiek. Jestem stworzony przez Boga i momentami mam wrażenie że jestem nieudanym eksperymentem, którego czeka likwidacja.

***

Kim jestem... wiecznie zadawałem sobie to pytanie, ponieważ wyróżniałem się od innych. W tłumie nie dostrzegłbyś we mnie nic dziwnego, lecz gdybyś mnie lepiej poznał, wyśmiałbyś nie rozumiejąc, a ja? Nie potrafię się gniewać skoro sam się z tobą zgadzam. Najgorsze co może spotkać człowieka to niepogodzenie się nie tyle z losem, co z samym sobą. Za każdym razem wyszukiwałem w sobie coś co doprowadzało mnie do szału, do wewnętrznego wybuchu który trwał przynajmniej dopóki nie pocieszył mnie brat. Spoglądałem w lustro i czułem obrzydzenie, pomyślałem o czymś i poczułem obrzydzenie... Jak bym nie chciał być człowiekiem, ale skoro nie nim to kim chcę być? Wilkiem, biegać po lesie na czterech łapach, czuć ich ciężar, czuć zapach i wolność w ciele... a tymczasem męczy mnie każda następna godzina życia. Siedzę teraz w swoim pokoju pisząc coś na papierze, czekając... wpatruję się w ścianę oczekując że zaraz coś się wydarzy, coś co odmieni moje życie, a następnie słyszę jak rodzice wołają mnie abym poszedł z nimi do kościoła się pomodlić... Jeśli już jesteśmy przy tym muszę przyznać że nie ufam kościołowi. Wierzę w siłę wyższą, nie interesuje mnie czy wygląda jak mężczyzna czy kobieta, czy to bóg czy jakieś dziwne chore bóstwo, jego pewnie też nie. Więc wierzę, ale kiedy widzę jak ludzie się modlą dostrzegam na ich twarzach również niejasność, sztuczność, jakby przychodzili do kościoła tylko po to żeby dowiedzieć się kto umarł... są równie żałośni jak ja, czyż nie? Wymykam się jak tylko mogę, ale tym razem chyba już nie dam rady, zmuszą mnie, pogrożą, w końcu w tak młodym wieku nie przekonam ich, a jeszcze mogą pomyśleć że "nie wierzę" w Boga i dopiero mi się oberwie, bo przecież wiara to takie na czasie i w ogóle extra... zazdroszczę czasem bratu, że ma na tyle serca żeby wybaczać ludziom, zazdroszczę...
***

W kościele coś się wydarzyło, ale zanim wam to opowiem muszę wam najpierw powiedzieć coś o czym nie wie nikt, nawet mój brat. Chodzi o to że... zaczęło się kiedy miałem z 14 lat. Moi koledzy mówili o seksie i w ogóle o podobnych pierdołach, i zauważyłem że nie czuję tego co oni. Kiedy widzę dziewczynę nie czuję uniesienia, a ona nie wydaje mi się jakoś specjalnie wyjątkowa. Z początku bałem się że mogę być gejem, ale faceci też mnie nie pociągali, więc odetchnąłem z ulgą, ale... co dalej? Czepiali się mnie że nie mam dziewczyny, kilka miesięcy później że jestem gejem, i tak straciłem przyjaciół... jeśli w ogóle można było ich tak nazywać. Nie przejmowałem się tym że "nie czuję", bardziej tym że stałem się samotny i odrzucony od rówieśników.
Wracając więc do chwili obecnej, w kościele stało się coś niecodziennego, lekko zabawnego, a na koniec niezwykłego. Siedziałem sobie spokojnie na ławce wyczekująco wpatrując się w zegarek, aż nagle usłyszałem i zauważyłem, nie tylko ja, jak małe dziecko wymyka się rodzicom i biegnie na sam środek. Ksiądz się nie przejął uparcie trwając przy swojej modlitwie, jednak gdy chłopiec nagle przewrócił się i zaczął płakać nastała dziwna głucha cisza, przynajmniej ja to tak odbierałem. Nikt mu nie pomógł bo się bał, przecież nie wolno przerwać modlitwy prawda? Co za wstyd bla bla bla... Trwało to jakąś chwilę po czym wstałem i podniosłem dziecko biorąc go na ręce i wracając na swoje miejsce. Fakt, nie znam się na dzieciak, więc z początku lekko się denerwowałem, ale jak tamten zasnął odetchnąłem z ulgą i czekałem aż kazania się skończą. Przestałem zwracać uwagę na to co się dzieje wokół, po prostu czekałem. Kiedy było już po wszystkim wymknąłem si rodzicom którzy dziwnie się na mnie patrzyli. Zacząłem szukać właścicieli bachora. Dzięki BOGU długo to nie trwało.
-Alex! - Wykrzyknęli jednocześnie jego rodzice, a widząc że zasnął w moich ramionach przeszli do szeptu.
-Tak się martwiłam! Uciekł mi, a potem usłyszałam jak zapłakał... to było straszne! Dziękuję ci! - Powiedziała z przejęciem. Podałem jej dzieciaka chcąc wykrztusić coś od siebie że to nic takiego i w ogóle, ale dostrzegłem kogoś jeszcze. Obok stała dziewczyna, która lekko stała na uboczu zarumieniona.
Z początku się nie odzywała, minęło kilka dni zanim zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Okazało się że chodziliśmy do tej samej klasy, tylko wcześniej po prostu jej nie zauważałem. Lubiłem ją, ona mnie, ufaliśmy sobie. Wyjawiała mi najgłębsze sekrety, odwdzięczałem się tym samym. Kiedy powiedziałem jej o swoim... problemie, nie śmiała się, nie spytała czy jestem gejem, po prostu przyjęła to ze spokojem, a może nawet się trochę zmartwiła? Nie, to na pewno mi się tylko zdawało...
Muszę jednak przyznać że raz, kiedy bawiliśmy się razem jeżdżąc na lodowisku, coś poczułem. Niesamowitą radość i poczucie że gdyby nie ona to nie dałbym rady, nie wytrzymałbym.
-Wilku?
-Tak?
-A co byś zrobił gdybyś... no wiesz, zakochałbyś się?
-Ja... to trochę skomplikowane... - Odpowiedziałem lekko zmieszany, szybko jednak zapanowałem nad nogami i wróciłem na odpowiedni tor.
-Mamy dużo czasu, no proszę cię! Przecież wiesz jak lubię z tobą rozmawiać na takie poważne tematy. Inni... sam zresztą wiesz, myślą tylko o całowaniu i wykorzystywaniu, a ty taki nie jesteś.
-A skąd wiesz? Gdybym się zakochał bałbym się że skrzywdzę tą osobę. Nie mógłbym dać jej za wiele. Pragnąłbym jej szczęścia więc... nie powiedziałbym jej co czuję, aby miała szansę na prawdziwą miłość... To chciałaś usłyszeć?
-... Nie wiem... chyba tak.-Lekko się uśmiechnęła, ja również, a po chwili obaj zaczęliśmy się śmiać, co zakończyło się nieprzyjemnym upadkiem. Kiedy pomagałem jej wstać, sięgnąłem za jej rękę, i wtedy... sam nie wiem jak to nazwać, czy to jest miłość? Było to dla mnie czymś nowym... Nie powiedziałem jej, udawałem że wszystko jej w porządku, że to nic takiego... Do dzisiaj nie mam pewności czy dobrze zrobiłem...

***

Minął już rok od naszego poznania, ale mimo to z każdym dniem przyjaźń robiła się coraz mocniejsza. Wprawdzie i moi i jej rodzice czepiali się że za często się spotykamy, ale nie słuchaliśmy ich, robiąc coraz to głupsze rzeczy. Pewnego dnia zrobiliśmy jednak coś naprawdę złego, co zniszczyło nasze relacje, naszą przyjaźń...
-Zgadnij co dzisiaj wymyśliłam.
-Aż się boję zapytać. - Śmieję się, ciekawy co tym razem przyszło jej do głowy.
-Pocałuj mnie.
-Co? - Myślałem ze się przesłyszałem, chociaż coś we mnie było innego zdania, i nie mogło się doczekać aż do tego dojdzie.
-Nie wiem jak to jest, a ciebie znam najlepiej... Potraktuj to jak ćwiczenia. - Odpowiedziała lekko zakłopotana że sama zaczęła drążyć ten temat, ale nie obchodziło mnie to, jak mogła tak się mną bawić? Oburzony odsunąłem się od niej i ruszyłem przed siebie omijając pobliskie drzewa. Pobiegła za mną próbując mnie przekonać, ale ledwo ją słuchałem, chciałem czym prędzej wrócić do domu i zamknąć się w pokoju.
-Wilku błagam cię...
-Wiesz że to nie będzie to samo? - Burknąłem.
-A wiesz że nie o to mi chodzi?! - Niemal krzyknęła wycierając przy tym łzy z policzków i wyprzedziła mnie aby zablokować drogę. Zatrzymałem się razem z nią zastanawiając się nad tym co powiedziała. Po chwili wywróciłem oczami i zbliżyłem się do niej. Delikatnie ją objąłem i pocałowałem. Z początku miało trwać to krótko, ale trochę inaczej to wyszło... Czułem się wściekły, ale po chwili nienawiść ustąpiła poczuciu szczęścia i radości. Długo ze sobą walczyłem zanim udało mi się przestać.
-Wiesz że cię kochałam i nadal kocham?
-Nie...
-Wiesz że ja wiem że czujesz coś do mnie?
-Nie...
-Wilku? - Nie słuchałem jej, byłem... przerażony. Fakt może po części marzyłem o tej chwili, a jednak... byłem zły, nie mogłem spowodować żebyśmy byli razem, żeby była ze mną nieszczęśliwa... a jeśli to tylko zauroczenie? Zranię ją... Odwróciłem się przyglądając się rzece która płynęła niedaleko.
-Nie kocham cię...
-Obaj wiemy że kłamiesz!
-Heh... Ja nie mogę być z tobą, nie chcę żeby coś ci się stało...
-To o to chodzi? Dlaczego uważasz się za jakiegoś chama i jednego z tym idiotów ze szkoły?
-Bo być może taki jestem, nie wiem... - Pokręciłem głową, serce biło mi coraz szybciej, mocniej, zaczęło sprawiać ból.
-Muszę iść... - Powiedziałem tylko i ruszyłem drogą w stronę domu. Nie goniła mnie, znała mnie na tyle dobrze żeby wiedzieć... że muszę przeanalizować to co przed chwilą się wydarzyło...

***

Jeszcze nie wiedziałem co zrobię, ale musiałem z nią porozmawiać. Nie wiem co do niej czułem, czy to miłość czy zauroczenie, ale jedno wiedziałem, nie miałem najmniejszej ochoty aby cierpiała z mojego powodu, aby była smutna i płakała. Dlatego przyszedłem do jej domu, ale jej nie zastałem. Znalazłem tylko kartkę, która na zawsze odmieniła moje życie.
"Byłam zagubiona Rysiu, naprawdę pogubiłam się w tym wszystkim, ale kiedy już miałam zadecydować, pojawiłeś się ty i wszystko się zmieniło. Poukładałeś moje życie i myślałam że naszym przeznaczeniem jest wspierać siebie nawzajem. Ale teraz już wiem że nie czujesz tego samego, że to tylko przyjaźń i nic więcej, a ja nie chcę tylko przyjaźni, nie chcę takiego życia. Przepraszam Rhydian, naprawdę przepraszam...


Lily"


Rozdział II - wspomnienie
"
- O czym myślisz? - Zapytała mnie, leżąc tuż obok. Kochałem spędzać z nią czas w ten właśnie sposób. Wpatrywać się w gwiazdy i wsłuchiwać w odgłosy, a potem zgadywać jakie zwierzę może je wydawać.
- Wierzysz w to że przed tym życiem któreś z nas mogło być zwierzęciem? - Zapytałem ot tak. Zależało mi na jej odpowiedzi, ale jedyne co usłyszałem to jej słodki śmiech. Niby byłem na nią obrażony, ale po chwili również nie mogłem się powstrzymać.
- Oj daj spokój! - Szturchnąłem ją delikatnie żeby zwróciła na mnie uwagę.
- Ja na pewno byłam królikiem!
- Królikiem? Ale dlaczego? - Zapytałem, a ona pokazała mi jak porusza uszami i znowu zaczęliśmy się śmiać, a przynajmniej ja. Zawsze mnie to rozbrajało.
- Ty byłeś wilkiem...
- Wilkiem? - No dobrze, kochałem wpatrywać się w księżyc, ale to jeszcze nie powód żebym był wilkiem... kiedyś tam...
- Jesteś ciepły... - Powiedziała i wtuliła się we mnie po czym ciągnęła dalej.
-...pachniesz lasem... czuję się przy tobie bezpieczna... i jesteś słodki! - Uśmiechnąłem się lekko w odpowiedzi na jej słowa i przez całą noc zastanawiałem się czy nadal jesteśmy przyjaciółmi...
"


Rozdział III - poszukiwania
Musiała tam być, bo gdzie indziej? Zdarzało się nam że lubiliśmy wymykać się z miasta i znaleźliśmy raz takie miejsce, nasze miejsce, naszą oazę spokoju, nasz dom...

***

- Lily? - Krzyczałem w nadziei, że mnie usłyszy, ale zero odzewu. W końcu ją znalazłem, ale nie była sama. Umundurowani mężczyźni próbowali się do niej zbliżyć. Na szczęście bezskutecznie.
- Lily? - Czułem się zagubiony. Co tu się działo? Zobaczyłem jednak, że jest rana i jakieś dziwne urządzenie wystaje z jej ramienia. To sprawiło, że poczułem się silny. Nie mogłem się uspokoić ciężko dysząc i wsłuchując się w szybkie bicie swojego serca. To ostatnie co pamiętam. To wtedy pierwszy raz zatraciłem siebie. Dla niej...

***

Nie wiem jak długo spałem. Obudziłem się w jakimś laboratorium. Ludzie mówili mi, że nie żyję. Wszyscy myśleli, że jestem martwy. Podobnie było z Lily. Wykorzystali okazję i porwali ją, a ja byłem tylko drobnym dodatkiem do trofeum.
- Od jak dawna wiesz? - Dopytywałem. Nie obchodziło mnie, że trzymali nas w zamknięciu. Czemu nie powiedziała mi, że jest mutantem?
- N-nie wiedziałam. To się pojawiło kilka miesięcy temu i...
- Więc jednak miałaś czas, żeby mi powiedzieć! - Wydarłem się na nią. Ostatnio agresja przychodziła mi z łatwością. A może byłem wściekły na siebie? Widziałem jak na mnie patrzy. Kiedyś myślałem, że jestem potworem. Dzięki niej uwierzyłem, że jestem coś wart a teraz... teraz się mnie bała. Z przerażeniem w oczach zerkała na moje dłonie i ogon, który podrygiwał impulsywnie. Nie kontrolowałem tego. Przemian również nie. Byłem bestią? To po to tak się męczyłem przez te wszystkie lata? By się uwolnić z tej ludzkiej skóry?
Chyba zauważyła moje zakłopotanie i zagubienie, bo już po chwili chciała mnie objąć i wesprzeć.
- Nie. - Zdecydowałem krótko i zacząłem krzyczeć obijając się o ściany. Wszystko zaczęło wirować, ale tak naprawdę to mój umysł mnie oszukiwał. Zbyt wiele emocji. Za wiele cierpienia i bólu. Zbyt bolesna prawda, że nie pokocha mnie takim, jakim się stałem...

Rozdział IV
Z biegiem lat Rhydian dziczał coraz bardziej. Zatracał się w nowych możliwościach i swojej mutacji. Odtrącał Lily, ale mimo to ta nie poddawała się. Trwała przy nim tak jak zawsze i wspierała go. Pewnego dnia chłopak zobaczył jak się znęcają nad dziewczyną i nie wytrzymał. Chociaż nosił obrożę, która raziła prądem, to i tak wszystko wokół przestało się liczyć. On nie mógł na to patrzeć, więc zaatakował profesorów, którzy na niej eksperymentowali. Nie zabili go po tamtym akcie, ale też nie miał lekko. Przez bardzo długi okres czasu był przetrzymywany w izolatce. Zdziczał, a kiedy w jego oczach było widać jedynie zwierzę, wypuścili go. Zrobili to tylko w jednym celu, żeby zabawić się ich kosztem. Lily nie panowała nad swoim darem. Rhydian również nie więc obaj byli im zbędni. Zamknęli ich w jednym pomieszczeniu licząc na to, że będą mieli ciekawe kino akcji. Nie mylili się. Chłopak naprawdę z sobą walczył by się nie przemienić, ale nie był w stanie nic zrobić.
- Zobacz, to proste. Po prostu mnie zabij tym nożem. - Wskazał na przedmiot pozostawiony tu przez personel.
- Zwariowałeś? J-ja nie mogę tego zrobić!- Tłumaczyła mu. Czy on nic nie rozumiał? Lily była oszołomiona.
- Musisz! - Zaczął się na nią wydzierać nie mogąc już wytrzymać. Mięśnie zaczynały się napinać, a jego twarz zmieniać.
- Kocham cię Rhydian.
- Kocham cię Lilith. - Powtórzył tępo będąc już w innym świecie. Łkał i płakał i próbował się wydostać, ale na nic jego próby.
- Spokojnie. Popatrz na mnie. Wilczku? Popatrz na mnie! - Przywołała go do porządku i wtedy to zrobiła. Użyła swojego daru po raz ostatni w życiu.
- Zapomnisz o mnie i będziesz żył dalej. Zapomnisz o mnie.
- Nie chcę...
- Zapomnisz o mnie! - Również płakała, ale tylko tak mogła go ocalić. Mutant przymknął oczy i zaczął powtarzać jej słowa, aż w końcu je otworzył i nie był już chłopcem. Był potworem.

***

To była najstraszniejsza z przemian. Zabił ją, a potem udało mu się wyważyć drzwi i zabić wszystkich ludzi z ośrodka. Uciekł, a kiedy po paru dniach wrócił do siebie pamiętał tylko jej imię, nic więcej...


W 2013 roku zaczął kraść i szło mu to bardzo dobrze. Wiedział gdzie się ukryć by go nie znaleźli i jak radzić sobie w takim środowisku. Czuł się tak, jakby już kiedyś to robił. Przychodziło mu to z łatwością, ale nie wszystko było proste. Pamiętał kogoś. Pamiętał, że stracił w poprzednim życiu kogoś bardzo cennego.
- Czy wierzysz w życie po życiu?
- W reinkarnację?
- Tak, tak to się chyba nazywa.
- Dorośnij cwelu i wracaj na dzielnicę bawić się w kotka i myszkę.
Rhydian westchnął i oddalił się od przyjaciela.
- Oszalałem. Powiedz mi, proszę, jesteś gdzieś tam? Kim do kurwy nędzy jesteś! - Rzucił kamieniem w szybę nie mogąc nad sobą zapanować. Coraz częściej zdarzały mu się napady agresji.
- Lilith! Kurwa zakochałem się w osobie, która nie istnieje, ale jaja. - Zaczął się śmiać. Z początku szczerze, potem histerycznie, aż w końcu rechot przeszedł w szloch i nic nie było już takie jak dawniej.

***

- Lilith, Lilith, Lilith... - Nucił. Już tylko to się liczyło. Niektórzy pouciekali z jego gangu zaczynając się bać, że Rhydian zrobi im krzywdę.
- Widziałeś Lilith? Zrobiłeś jej krzywdę?
- Odwal się! Nie znam żadnej twojej suki!
- Nie mów tak o niej! - Krzyknął i w mgnieniu oka uderzył delikwentem o ścianę. On tu dowodził i nie mógł sobie pozwolić na takie traktowanie swojej dziewczyny.
- Lilith Lilith, Lilith... - Powtarzał bujając się to w przód to w tył.
- Czy jesteś moją gwiazdeczką, Lilith?

***

- Miałem ja życie na ziemi, miałem ja cel. Ukarali nas jednak. Ją przemienili, mnie zakuli w biel. I widzę ją każdej nocy jak woła mnie co tchu. Odpowiedzieć jej nie mogę. Boli, straszne to uczucie i myśl, że widywać się możemy jedynie w świecie snów.
- Piękne. - Usłyszał i nie był na to gotowy. Często pisał przy świetle księżyca. Fakt, niszczył sobie oczy, ale wtedy najlepiej pamiętał. A może to urojenia? Odwrócił się ostrożnie uważając, by nie spaść z dachu. Niedaleko leżała gazeta z widoczną datą w rogu [11 września 2016 r].
- Kim jesteś? - Zapytał podnosząc się i spoglądając na cień ukryty na drugim końcu.
- A ty kim jesteś? - Odpowiedział mu kobiecy głos pytaniem na pytanie.
- Nie wiem... - Stwierdził osamotniony i runął bezsilnie na komin, by po chwili przykucnąć i się o niego oprzeć.
- Długo cię obserwuję, wiesz?
- Chyba zbyt krótko. Wiesz co robię z niezapowiedzianymi gośćmi?
- Nie zabijesz mnie.
- Tak? A skąd wiesz?
- Bo chcę ci pomóc. Przypomnę ci kim jesteś. - Odpowiedziała dziewczyna i chociaż było czuć pewność siebie w jej tonie, to jej ostrożne ruchy świadczyły o czymś innym. Bała się, tak samo jak on.
- Jestem Iv.
- A ja Rhydian.
- Miło mi cię poznać, Rysiu. - Uśmiechnęła się lekko i przekrzywiła lekko głowę co go rozbawiło. Wytarł oczy i mokre od łez policzki i odwdzięczył się uśmiechem.
- Nie mów tak do mnie wariatko.
- Dobrze Rysiu, nie będę.

Rozdział V

Od tamtej pory uciekali razem. Ona trzymała go przy rzeczywistości. Była jego kotwicą i chociaż często zdarzało mu się odpłynąć, to wystarczył jej słodki głos, który utrwalił mu się w pamięci i był dla niego wybawieniem. Nie wiedział czy coś do niej czuje, ale wystarczyło, że ktoś krzywo na nią spojrzał, a ta osoba zaraz miała do czynienia z bestią.
- Jesteś pewny, że jest pusty?
- Widziałem samochód. Weźmiemy jedzenie, jakieś ciuchy i spadamy. - Pocieszył Ivette i przeskoczył przez ogrodzenie ponaglając ją, by robiła to co on.
- Mogłabym się zmienić w ptaka...
- Ciekawe co ty byś zrobiła, jakbym ci pokazał swojego ptaka! - Zażartował i po chwili jęknął uderzony dość silnym kuksańcem.
- To nie to samo! - Warknęła i kopnęła go jeszcze kilka razy, co by sobie zapamiętał.
Rhydian zręcznie i zawodowo z pomocą karty płatniczej i kilku drucików otworzył drzwi pewnie przekraczając próg.
- Łatwizna.
- Debil! - Zrugała go i minęła biorąc się za poszukiwanie kuchni, a tym samym jedzenia. Tymczasem Rhydian stał jak sparaliżowany atakowany jednym z urojeń.
- Rhydian? Rhydian obudź się! Przepraszam, nie jesteś debilem!
- Co? - Po chwili stał wpatrując się w jej przerażone oczy. Nie mógł sobie przypomnieć co się stało, ale czując załzawione oczy szybko je przetarł. We wszystkim nie pomógł fakt, że na zewnątrz usłyszeli ryk auta.
- Uciekajmy!
- A jedzenie? Szybko pakuj co się da i chodu! - Szepnął jej na ucho i podbiegli do lodówki pakując z niej produkty do worków.
- Co tu się odpierdala? - Wszyscy trzej spojrzeli na siebie. Rhydian zerkał to na mężczyznę, to na Iv nie bardzo wiedząc jak przerwać tę niezręczną ciszę.
Nagle ni stąd ni zowąd mężczyzna uśmiechnął się i wskazał palcem na dziewczynę.
- Ty do łazienki pod prysznic. Cuchniesz.
Rhydian chciał zaprzeczyć, ale po chwili palec został wycelowany w niego.
- Ty też! - Stwierdził po na myśli gospodarz uprzednio długo się nad czymś zastanawiając. Rhydian był poddenerwowany całą tą sytuacją, ale facet bez koszuli dość sprawnie odwracał jego uwagę od powagi sytuacji.
- Nigdzie nie idę!
- Idziesz!
- Nie!
- Tak!
- Bujaj się!
- Sam się bujaj! Idziesz, albo sam cię tam wrzucę! - Rhydiana zatkało, Iv również. Nie było czasu na te głupoty, a jeżeli wezwał gliny?
- Iv? Bierz swój worek. Idziemy stąd.
- Nie, nigdzie nie idziesz. - Stwierdził młodzik i z całej siły uderzył mutanta, który robiąc pełen obrót padł na podłogę...


charakter

Rhydian jest dość skomplikowany. Ile jest odcieni kolorów na świecie, tyle on ma twarzy. Dosłownie. Każda przemiana go zmienia, ale zawsze pozostaje jakaś cząstka z tej poprzedniej. Obecnie jest zagubiony i nieufny. Ma mętlik w głowie, gdyż jest to taki etap w jego życiu, że wszystko mu się przypomina. Myśli, że oszalał i nie wie co oznaczają koszmary, które go nękają. Jest wrażliwy, ale przez swoją przeszłość jego empatia jest zakopana pod grubą warstwą bestii, która nim zawładnęła. Zabijał, kradł, niszczył i twierdzi że jest zgubiony. Nie ma dla niego ratunku. Zanim oszalał wołali na niego Silver Shield, ale to przeszłość. Stracił zmysły. Zaczął robić straszne rzeczy i wszyscy się go bali. Iv sprowadziła go na ziemię, ale na jak długo? W każdej chwili może wybuchnąć. Nieważne kto przy nim jest. To imię pozostanie z nim już na zawsze. Lilith, Lilith, Lilith. Gdzie jesteś?
opis mocy

Moc:
-Przemiana w Wilka
Rhydian przemienia się w wilka, ale nie jest to typowy wilk z filmów o zwierzętach. To potwór, który jest wiecznie głodny i nie ma litości. Rhyd nie panuje nad nim i bardzo się boi, że skrzywdzi innych. Wilk jest ogromny i czarny jak smoła. Ma dwa metry w kłębie. Jego cielsko jest dobrze zbudowane, a łapy potężne i krótkie. Raczej nie stworzone do biegania, a do walki i zadawania ciosów. Młodzieniec nie kontroluje przemian tak dobrze jakby tego chciał. Często pod wpływem emocji zmienia się w wilka, a pod postacią zwierzęcą jest kimś zupełnie innym. Potwór bierze kontrolę nad ciałem i nigdy nie wiadomo jak potoczy się wtedy sytuacja i co zrobi. Największe zagrożenie sprawiają noce, a dokładnie srebrna tarcza widniejąca na nieboskłonie. To prowokuje mutację do aktywacji. Następnego dnia niczego nie pamięta. Relacje Rhydian i Bestia można porównać do posiadania dwóch osobowości w jednym ciele, z tym, że ta druga jest wolna i słychać ją tylko podczas przemiany. Ivette, towarzyszka chłopaka jest jego kotwicą. Pomaga mu powstrzymywać przemianę i walczyć z nią, a i wilcza forma ma pewną słabość do dziewczyny. Ryś wielokrotnie przemienił się przy Ivette, ale nigdy jej nie skrzywdził, chociaż nie raz przestraszył.
- Ale co dokładnie robiłem?
- Ehm... byłeś grzeczny?
- Iv!
- No dobra, na początku chciałeś mnie zjeść, a-ale ci przeszło! - Dodała szybko widząc jego przerażoną minę i tłumacząc całe zajście w jednej z ich dość intymnych rozmów.

notka:
Jeżeli chłopak przemieni się pod wpływem emocji, to ma drobną kontrolę nad wilkiem, ale kiedy robi to nie zdając sobie z tego sprawy (księżyc), to wtedy nie ma żadnej władzy nad tym co czyni w wilczej formie.
Rhyd nie może sam ot tak się przemienić. Nie kontroluje tak dobrze swojej mocy i potrzebuje katalizatora, zachęty!

Fizycznie:
- Rhydian posiada długi ogon mierzący sobie 3.5 metra długości. Nie jest gruby, jego średnica na początku ma może jakieś z 5 cm średnicy po czym zmniejsza się im bardziej zbliża się ku końcowi. Ogon z początku po przekroju jest okrągły, ale im dalej tym przybiera trójkątną formę. Koniec przypomina strzałkę. Boki ogona są bardzo ostre. Ogon 20cm od początku jest ozdobiony kolcami przypominającymi małe sztyleciki. Sam ogon jest czarny i bardzo twardy. Ma też swoją wagę a w dotyku przypomina metal.
- Ryś ma dwa czarne rogi skierowane do tyłu w okolicach gdzie wyrastają włosy. Ma ich więcej ale te są największe i najbardziej widoczne. Inne mniejsze biegną dalej w stronę kręgosłupa aż staną się jednością z ogonem.
- Chłopak ma dwie blizny na plecach, dość duże. Są pozostałościami po wielkich skrzydłach, które wyrosły mu przez mutację. Łagodnie rzecz ujmując zlikwidował je i nie chce do tego wracać. Skrzydła były czarne jak smoła. Główne kanaliki były zakończone kolcami, a między nimi znajdowała się niezbyt gruba błona, koloru ciemnoczerwonego.(jak u smoka).
- Rhyd posiada również łuski w okolicy mostka. Są czarne i w dotyku przypominają metal. Są grube i ciągną się od mostka aż do pępka.
-Na całym ciele chłopaka znajdują się wypukłe linie przypominające trochę tatuaże, ale one również są wynikiem mutacji. W dotyku przypominają węgiel i mają taką samą barwę. Nie ma ich tylko na twarzy, stopach i dłoniach. Pęknięcia mają wgłębienia, w których znajduje się brązowawa ciecz. Brzegi pęknięć są czarne, jakby przypalone.
-Chłopak jest odporny na wysoką temperaturę.
-Ciało chłopaka ma ponad 48 stopnie i rośnie w zależności od samopoczucia.
-Krew jak i każda tkanka chłopaka jest bardzo łatwopalna. Wystarczy iskra aby całe ciało zajęło się ogniem.

ciekawostki

- Jest biseksualny.
- Kocha Iv, ale boi się jej to wyznać.
- Ma 213cm wzrostu i waży 174kg. Byczek z niego.
- Jeremy, chłopak u którego się zatrzymali razem z Ivette wprawia Rhydiana w zakłopotanie. Pożeracz coś do niego czuje, ale nie wiadomo jeszcze co. Kryje się z tym tłumacząc sobie, że po prostu bardzo się lubią.
- Ryś nie lubi jak ktoś zdrabnia jego imię. Tylko dwie osoby na świecie mogą to robić.
[Profil]
 
 
Aiden Tremblay



Improvise, Adapt, Overcome.

Zmiana wyglądu

80

lubie ser





name:

Aiden Tremblay

alias:
Leon

age:
26

Wysłany: 2017-12-12, 19:14   

Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 37%
Moc Rhydiana jest bardzo... nieokiełznana. Niebezpieczna nie tylko dla pana Naurielitha, ale i dla osób wokół niego, dlatego ważne żeby cały czas nad nią pracował. Polecam treningi wspólne, lub z trenerem!
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5