Poprzedni temat «» Następny temat
bo kiedyś oboje potrafiliśmy kochać...
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-03-05, 20:20   bo kiedyś oboje potrafiliśmy kochać...
  

   2 Lata Giftedów!


Tak w sumie to jutro miałam mieć 23 urodziny i totalnie nie mogłam się ich doczekać. Wszystko układało się tak dobrze, a pomimo tego, że jako mutanci musieliśmy się ukrywać, to czułam się świetnie i chyba… chyba nawet byłam szczęśliwa.
Tęskniłam za tatą i za Louanne, i wiedziałam, że mama też za nimi tęskni. Kiedy myślała, że nie widzę, płakała w poduszkę, pozwalała sobie na słabość, a ja udawałam, że niczego nie zauważam. Cholernie ją podziwiałam, licząc na to, że kiedyś będę choć w połowie tak silna jak ona. Była dla mnie wzorem – piękna, inteligentna i dobra, budziła respekt i szacunek wśród wszystkich mieszkańców Bractwa i nawet pomimo tego, że była najbardziej poszukiwanym mutantem w stanie Waszyngton, a może i w całym kraju… ciągle się uśmiechała, zarażała tym uśmiechem innych.
Dwa dni temu uratowaliśmy grupkę jedenastu mutantów, którzy przetrzymywani byli w domu jakiegoś świra, który własnoręcznie przeprowadzał na nich testy. Byli dotkliwie pobici, jedna z dziewczyn straciła mnóstwo krwi, ale wszyscy żyli. Dostali swoje własne domki, opiekowaliśmy się nimi i istniała duża nadzieja, że wkrótce im się polepszy. Słońce już powoli zachodziło, a ja dostałam osobiste polecenie od mamy, by sprawdzić, czy wszystko z nimi w porządku. Zgodziłam się, bo choć myślami byłam już na jutrzejszym przyjęciu, to wiedziałam, że bezpieczeństwo i komfort mutantów jest najważniejszy, ale… mogłam sobie umilić ten czas, prawda?
Dlatego właśnie pozwoliłam sobie tak po prostu, o, wkraść się do domku Aarona, który zostawił otwarte drzwi. Usiadłam na łóżku, ubrana w krótkie spodenki i czarną koszulkę na ramiączka i liczyłam na to, że nie będę długo musiała czekać na mojego ukochanego.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2020-03-05, 22:05   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| 11 lipca 2017 roku

Biegałem. Lubiłem. Kochałem wręcz. Czułem wolność. Chłodne, wieczorne powietrze owiewało mą twarz. Las pogrążony był w ciszy i jedynie ćwierkanie ptaków towarzyszyło mi niemalże przez całą drogę.
To był smak harmonii i spokoju. Oczywiście, dołączył do tego mój ciężki oddech, kiedy mój organizm powoli dawał mi znać, że starczy, ziom. Uśmiechnąłem się wsparty o drzewo. Zdawać by się mogło, że wszystko szło w dobrym kierunku. Mieliśmy bardzo udaną misję za sobą, wszyscy dochodzili do siebie w swoich domkach i przede wszystkim nikt nie ucierpiał, więc ten sukces uznawałem za jeszcze większy sukces.
Przetarłem twarz. Niechybnie potrzebowałem prysznica. Lało się ze mnie cholernie, bo ciepły dziś mieliśmy dzień, a ja na dodatek nieźle dałem sobie w kość z tym cardio. Szalony byłem, ale też szczęśliwy i zawsze w gotowości do działania. Wolałem używać pięści, nie? Lepiej było unikać ognia, oparzeń, a w szczególności palenia żywcem.
Wszedłem do środka ostrożnie, bo miałem nieznacznie uchylone drzwi. Prawdopodobnie sam ich nie domknąłem, wychodząc na zewnątrz, ale, cóż, zboczenie zawodowe. Uchyliłem je i wyszczerzyłem się zadowolony, gdyż na moim łóżku siedziała prawdziwa laska z nogami, piersiami i zawadiackim uśmiechem.
Zatrzasnąłem za sobą drzwi i podszedłem do niej czym prędzej. Tak, również łobuzerski uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Już tacy byliśmy. Trochę młodzi, naiwni. Trochę hardzi i waleczni. Na moment jednak zmrużyłem w skupieniu oczy, kiedy już przyparłem ją do łóżka, bo coś miałem dziś zapamiętać… Właśnie dla niej. Kurde, wyrecytować, jak ten romantyk wszechczasów! O, przypomniałem sobie w czas!
- Noszę twe serce z sobą, noszę je w moim sercu. Nigdy się z nim nie rozstaję. Gdzie idę, ty idziesz ze mną… Cokolwiek robię samotnie jest twoim dziełem, kochanie – wyrecytowałem szeptem, bo przecież nie chcieliśmy tu ściągnąć nikogo, prawda? Złożyłem soczystego całusa na jej wargach i zaśmiałem się nieco zawstydzony. Nie często szeptałem wiersze… Właściwie nigdy. Może wejdzie mi to w krew?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-03-06, 12:36   
  

   2 Lata Giftedów!


Ah, nie mogłam się doczekać, aż znów zobaczę Aarona. Nie widzieliśmy się cały dzień, a dla mnie to było jak wieczność. Wiedziałam jednak, że sprawy Bractwa powinnam stawiać na pierwszym miejscu. Byłam członkiem Rady i trenerem, jeździłam na każde planowanie – i nie tylko – akcje, i opiekowałam się każdym nowym mutantem. Pełniłam w Bractwie każdą możliwą funkcję, bo czasami nawet i na kuchni stałam, pomagając w przygotowaniu śniadań i choć nie była to moja ulubiona rzecz, to wiedziałam, że ktoś to robić musi, po prostu. Poza tym wszystkim wciąż byłam dziewczyną, która niedawno weszła w dorosłość, która była zakochana do szaleństwa, która czuła się najpotężniejsza na świecie przez moce, które posiadała… Nie chciałam tego wszystkiego stracić. Byłam szczęśliwa, cholernie, i jedyna rzecz, której w życiu potrzebowałam, to święty spokój i bezpieczeństwo nie tylko dla mnie, ale dla każdego innego mutanta. Nie zawsze jednak można było mieć wszystko, czego się pragnęło, prawda? Dlatego właśnie nie wybiegałam myślami zbyt mocno w przyszłość i nie planowałam rzeczy, które na dzień dzisiejszy były niemożliwe. Dzisiejszego wieczoru chciałam po prostu spędzić czas z chłopakiem, przy którym moje serce biło mocniej… No, zaraz po tym, jak sprawdzimy samopoczucie nowo przybyłych do Bractwa mutantów.
Minęło kilka minut, ale Bartowski w końcu wszedł do domku, a ja uśmiechnęłam się łobuzersko na jego widok, nie potrafiąc się opanować. Czy to złe, że odczuwałam tak ogromne szczęście, podczas gdy wokół mnie trwała wojna?
- Cześć. – przywitałam się, podczas gdy uśmiech nie schodził mi z ust. Chłopak tak po prostu, od razu, podszedł do mnie i przyparł mnie do łóżka, a mi nawet nie przeszkadzało to, że był cały spocony. Kto by się przejmował takimi szczegółami, gdy serce biło jak oszalałe? Przez chwilę nie mówiłam nic, ze wzrokiem wlepionym w jego oczy, a on nagle zaczął recytować dla mnie wiersz, tak po prostu. Nie mogłam w to uwierzyć, i nie mogłam uwierzyć w to, jaką szczęściarą byłam. Naiwnie wyobrażałam sobie, że kiedyś w białej sukni będę przyjmować jego nazwisko, a on będzie całował mnie tak pięknie, jak całował mnie teraz.
- Aaronie Bartowski, kocham cię do szaleństwa. – powiedziałam, dłonie układając na jego policzkach, całując go delikatnie, po chwili jednak pogłębiając ten pocałunek, chcąc więcej i więcej… Ale obowiązki najpierw. – Ale idź weź prysznic, mamy kilka rzeczy do zrobienia, a potem… – przegryzłam nieznacznie wargę, nie dokańczając zdania, bo przecież on chyba sam był w stanie je dokończyć. Zaśmiałam się jeszcze, cicho, melodyjnie, jak najszczęśliwsza dziewczyna na świecie, i pocałowałam go króciutko w kącik ust.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2020-03-07, 12:25   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Ach, niesamowite jak jedna osoba może wpłynąć na drugą... Choć wciąż miałem obawy związane z moim poprzednim, bardzo zdradliwym związkiem, o którym to raczej starałem się nie myśleć i wrzucić je w zapomnienie, dosyć często potrafiłem oddać się temu uczuciu, które wypełniało mnie w towarzystwie Colleen Marie, zapomnieć o żałosnej przeszłości i po prostu kochać. To uczucie otaczało mnie i wypełniało mnie, było wszędzie, tak piękne i beztroskie, że gotów byłem cały dzień ciężko harować i wypełniać inne obowiązki, nawet te wykraczające poza mój grafik, byleby by być z nią, być obok niej, by widzieć ten delikatny uśmiech i szczere oczy. Zawsze patrzyły na mnie z tym błyskiem, który paraliżował mnie, zapierał oddech. Cholera, byłem zakochany! Tak!
Dlatego się śmiałem szczęśliwy, kiedy powinienem być zrzędliwym chłopem.
Ależ kochanie, kochanie, skarbie ty mój! My się tu namiętnie całujemy, a ty śmiesz myśleć o obowiązkach?! Haha. Typowa ty! Urodzona przywódczyni. Jak nic. A o tej bezbożnej manipulacji nie wspomnę, och, ja nie wspomnę, choć to był cios poniżej pasa…
I wciąż właściwie był, ale wizja późniejszych, zapewne dogłębniejszych, profitów sprawiła, że z żałością odsunąłem się od niej, pozwalając jej odetchnąć. Powietrze! Wargi mrowiły mnie jak diabli, wciąż czułem gdzieś w sobie to uczucie, które narastało, kiedy nasze języki splatały się w namiętnym tańcu. Ale obowiązki, no. A potem… potem.
- Też cię kocham, służbistko – rzuciłem, bezczelnie stając jej przed oczami i ściągając niespiesznie swoją koszulkę. Skoro ja miałem cierpieć czekaniem, to niech Marie również zasmakuje tego głodu, który we mnie drzemał. Już niemalże zapomniałem, co to za uczucie, kiedy tak usilnie pragniesz bliskości drugiej osoby, mojej Collki.
Ale byłem silny! Mrugnąłem do niej okiem, złapałem świeże ubrania z szafy i wpełzłem pod prysznic, zaś w międzyczasie postanowiłem z ciekawości wypytać, co też takiego będziemy robić.
- Co tam mamy do zrobienia? – zapytałem ją. Zapewne coś w obozie, ale… Może by tak ogarnąć jakiś wypad na miasto po zmroku?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-03-14, 13:44   
  

   2 Lata Giftedów!


Czułam się przy nim dobrze, po prostu. Zupełnie bez żadnego problemu umiałam przy nim zapomnieć o całym otaczającym nas świecie. O tym, że on władał ogniem, a ja metalem; o tym, że codziennie setki mutantów ginęło na całym świecie, lub było zatrzymywanych i przekazywanych do laboratoriów, gdzie robiono na nich eksperymenty. Gdy Aaron trzymał mnie w swoich ramionach i całował w czubek głowy, mi tak po prostu wypadały z głowy wszelkie problemy, których w swoich życiu miałam niewątpliwie cholernie dużo. Czy tak właśnie działała miłość na człowieka?
Musiałam się kontrolować, starałam się być osobą trzeźwo myślącą, kobietą pewną siebie, silną, która osiąga swoje cele. Przy Bartowskim byłam słaba, bo byłam w stanie oddać mu się całkowicie bez cienia zawahania. Lubiłam swoją słabość, którą we mnie wzbudzał, ale nie zawsze mogłam sobie na nią pozwolić. Dlatego dzisiaj właśnie postanowiłam kierować się zasadą najpierw obowiązki, potem przyjemności, choć nagi tors Aarona, który właśnie zdjął z siebie koszulkę, dość mocno mnie rozpraszał.
Na chwilę zamarłam, wciąż siedząc na łóżku mrugałam energicznie, dłonie zaciskając na pościeli i walcząc z sobą, by jednak z obowiązków nie zrezygnować. Bartowski jednak zwiększył dystans między nami i skierował się do łazienki, co zdecydowanie poprawiło moje umiejętności trzeźwego myślenia.
- Musimy sprawdzić jak tam nasi nowi mutanci, jak się czują, czy czegoś nie potrzebują i w ogóle. – wyjaśniłam, opadając głową na poduszki, bo skoro Aaron brał prysznic, to równie dobrze ja mogłam odpocząć i poleżeć przed misją, a potem nagrodą za tę misję.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2020-03-23, 22:00   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Hehe. Kiedy znalazłem się pod prysznicem, z dala od spojrzenia Colleen Marie, pozwoliłem sobie na diabelski uśmieszek. Kusiłem ją, kurde, jak jakiś dzieciak, ale miało to swój urok i tę wartość dodaną do mojego własnego podniecenia, które, cóż, musiałem zdecydowanie ukrócić, inaczej nici będą z mojej przechadzki po Bractwie. Musiałem się przecież jakoś prezentować przed nowymi w miarę poważnie. Halo, nie pierwszego stażu byłem w naszym obozie, więc poważanko się należało. Szczególnie że tu się miałem nosić u boku młodszej przywódczyni.
Dla orzeźwienia wziąłem chłodny prysznic. Nie spieszyłem się, mimo że zależało mi na czasie. Pozwoliłem sobie na dodatkową chwilę wyciszenia umysłu i ciała. I nie tylko sobie. Znając życie, wiedziałem, że Colleen cały dzień zapieprzała i nie dała sobie chociażby jednej dłuższej chwili wytchnienia. Pewnie była duża szansa na to, że jeśli posiedzę jeszcze chwilę dłużej pod prysznicem, ta przyśnie na moim łóżku styrana… Hehe. Między innymi dlatego zaraz się ewakuowałem z niego czym prędzej, bo my tu bogate plany mieliśmy na wieczór. Przetarłem się szybko i zaraz byłem gotów. Z mokrymi włosami, ale ciepło było. Nie przewieje mnie. Jedynie je zgrabnie ułożyłem, by nie sterczały na wszystkie strony.
- To dawaj, Magnet. Idziemy – rzuciłem do niej, kiedy znalazłem się ponownie nad nią. Wyciągnąłem w jej kierunku rękę, by pomóc jej wstać… choć kusiło, by ją tak przygwoździć do tego łóżka i za żadne skarby nie wypuszczać do samego ranka.
Kuuurde. Pocałowałem ją przelotnie, kiedy wstała, bo nie mogłem się powstrzymać. Była taka rozpalona, miała ciepłą, mięciutką skórę… Tak niesamowitą, że aż przeszedł mnie dreszcz.
- Rozmawiałaś już z nimi? Jacyś ogarnięci czy raczej tacy, których trzeba ogarniać? – zapytałem z ciekawością i jednoczesnym zawodem. Mierziło mnie, kusiło, ale potem. Jeszcze obowiązki. Byłem grzeczny, nie? Im grzeczniejszy będę, tym nagroda będzie bardziej na bogato, prawda? To się z pewnością tak łączyło.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-04-19, 20:01   
  

   2 Lata Giftedów!


Starałam się nie myśleć wcale o moim nagim chłopaku pod prysznicem, choć wcale nie było to łatwe, gdy cały czas słyszałam płynącą z prysznica wodę. Absolutnie rozpraszały mnie wizje Aarona pod prysznicem, bez jakichkolwiek ubrań, wcierającego w swoje umięśnione ramiona żal pod prysznic i… Colleen Marie, świrusko, ogarnij się, bo najpierw obowiązki. Zacisnęłam oczy jeszcze bardziej, starając się wyrzucić z głowy te niepotrzebne, choć zajebiście przyjemne obrazy i znów się nerwowo poruszyłam na tym łóżku, wiedząc, że choć byłam absolutnie zmęczona, to nie byłabym w stanie zasnąć, gdy Bartowski stał sobie nagi te kilka metrów ode mnie. Życie było okropne, polowano na nas, a nasze twarze wisiały na plakatach z napisem „POSZUKIWANY, POSZUKIWANA”, ale… w tym wszystkim byliśmy też przecież tylko dwójką zakochanych gówniarzy, co nie? Mieliśmy prawo czuć do siebie pociąg i odbywać wewnętrzne walki między podnieceniem, a byciem odpowiedzialnym i… ja właśnie to robiłam.
Cholera, całe szczęście jednak, że Aaron wcale nie utrudniał mi mojego zadania i dalej mnie nie kusił, choć obstawiałam, że miał na to ochotę… Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się nieznacznie, gdy poczułam nad sobą jego ciało, a kilka kropel spadło z jego mokrych włosów na moją koszulkę.
- Hej, chlapiesz! – zauważyłam, śmiejąc się cicho, choć woda wcale mi nie przeszkadzała, bo faktycznie, pomimo tego, że powoli zachodziło już słońce, to wciąż było bardzo ciepło – Oki, im szybciej się z nimi uporamy, tym szybciej wrócimy. – dodałam jeszcze, w myślach mając już milion planów na to, co będziemy robić po powrocie. Posłusznie wstałam jednak z łóżka z pomocą mojego chłopca, a następnie troszkę przeciągnęłam ten nasz niewinny pocałunek, no bo… chyba zasługiwałam na tę odrobinkę bliskości, chwilkę zapomnienia…?
- No wiesz… są na tyle spoko, na ile mogą być mutanci po takich chorych torturach… – powiedziałam cicho, a mój nastrój od razu się zmienił. Ja… byłam bardzo wrażliwa na ból i cierpienie innych osób, i, kurwa no, nie zgadzałam się z tym, co działo się wokół nas, jak traktowani byli mutanci, przez jakie tragedie przechodziliśmy na co dzień… Westchnęłam cicho spuszczając wzrok, bo walka o życia mutantów była dla mnie znacznie łatwiejsza, niż późniejsze opatrywanie ich po tej walce, patrzenie, jak wielu ran doznali, jak bardzo skrzywdzeni psychicznie byli… To sprawiało mi niemal fizyczny ból…
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2020-04-20, 19:04   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Zdawać by się mogło, chociażby na drobną chwilę, że żyjemy w całkiem normalnym świecie, gdzie byłem ja, gdzie była Colleen Marie, gdzie byliśmy sobie razem, dwa chichoty, dwa zakochańce… i też dwa napaleńce. Ja kręciłem ją, ona kręciła mnie. Byliśmy dla siebie stworzeni, niczym dwie uzupełniające się dusze. Wciąż gdzieś tam miałem wspomnienie swojego poprzedniego poważnego związku i przestrogę, by mieć ograniczone zaufanie… Tylko że od tamtej pory świat się zmienił. Hajs i sława nie był już tym, czego wszyscy pragnęliśmy. Teraz chcieliśmy pokoju, końca walk, wolności…, a niektórzy zagłady mutantów. Priorytety się pozmieniały, a ja już nie miałem spadku.
Teraz byłem jedynie ja i Colleen Marie, dwa zakochańce, których połączyło coś, co nie było uzależnione od czegokolwiek. Było bezinteresowne. Oboje pragnęliśmy bliskości i wsparcia i otrzymywaliśmy to od siebie nawzajem…
…albo kuszące całusy pełne mokrego języka.
- Nie pomagasz – stwierdziłem jedynie rozmarzony, z delikatnym uśmiechem na wargach. W takich chwilach jak ta, mogłem swobodnie zaliczyć siebie do rasowych marzycieli. Póki oczywiście nie wracała rzeczywistość. I obowiązki.
- Ech, nie wiem, co bym zrobił, gdyby dorwali ciebie… Zapewne bym rozniósł całe D.O.G.S. w drobny mak – stwierdziłem, chyba nawet nie chcąc sobie tego wyobrażać. Pal licho moje złapanie. Mogli mnie torturować: bić, ciąć czy cokolwiek tam sobie upodobali. Niewiele się liczyłem, byłem facetem i ogólnie liczne poparzenia poszerzyły mój próg bólu, ale Col? Kiedy tak patrzyłem na jej drobne ciało, wciąż dziewczęcą twarz… i kiedy brałem pod uwagę, że była córką Yvonne Marie… Miałem nieprzyjemny uczuć po prostu. Nie zamierzałem pozwolić na podobną ewentualność. Prędzej dam się ubić.
- Teraz nie muszą się obawiać o własne życie. Przynajmniej jakiś czas… Przynajmniej tyle możemy im dać – dodałem po chwili milczenia. Rzeczywistość, nasza rzeczywistość była cholernie brutalna. Myślę, że w tamtym czasie nawet nie mieliśmy świadomości, jak wielką kurwą była. Przecież w tejże chwili całkiem spokojnie nam się żyło w Bractwie, mieliśmy wszystko uporządkowane, zorganizowane. Yvonne była cudowna. A potem? Ona zginie, Bractwo zaliczy upadek, ja ucieknę z najlepszą przyjaciółką Col, by na koniec skończyć w szeregach D.O.G.S. Fajne perspektywy, nie?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 7