Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-24, 22:06 Can you save my heavy dirty soul? Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
// 23 stycznia 2019, wieczór.
Dziwne.
To było naprawdę dziwne.
Niepokoiłam się, a jednocześnie rozpierała mnie radość. Przeżywałam chyba coś, co wcześniej umykało mojej uwadze. Ginęło gdzieś - pomiędzy nauką i pracą. Pomiędzy zdecydowanie zbyt absorbującymi zajęciami...
Ale czy tylko w tym leżała wina? Czy jednak trzymanie mnie pod kloszem przez rodzinę, a później wzrastające we mnie napięcie i niepewność jeszcze bardziej to pogłębiały?
Teraz to się nie liczyło. Nie, gdy swoje kroki kierowałam ku tej małej knajpce, gdzie mógł się znajdować albo największy błąd mojego życia, albo jedyna osoba, która mogła to życie naprostować.
Na to spotkanie wybrałam raczej kameralne miejsce - ciche, niezbyt drogie, ale jednocześnie urocze w swojej prostocie. Miejsce, gdzie żadne z nas nie powinno się czuć przytłoczone, a jeśli coś miałoby nie wyjść - niezbyt zobowiązujące.
Czyli idealnie, prawda?
Najgorsze, że przez tą wizytę w szpitalu, prawie na pewno miałam się spóźnić. Mimo wszystko jednak... Źle bym się czuła, gdybym nie odwiedziła Sebastiana po tym, co dla mnie zrobił.
A Scott z pewnością to zrozumie, prawda?
Pędziłam więc ile sił w nogach, do lokalu wchodząc z lekko roztrzepanymi włosami. W przeciwieństwie do naszego ostatniego spotkania - dziś nie miałam na sobie nazbyt rozciągniętego swetra i nie byłam po całym dniu pracy. Wyglądałam na zdecydowanie bardziej wypoczętą, odważyłam się nawet na lekki makijaż. Miałam na sobie schludną, niewyzywającą sukienkę o długich rękawach i bardzo delikatnym dekolcie, a na ramionach - zarzucony płaszcz - dokładnie ten sam, w którym widział mnie ostatnio.
Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu, w poszukiwaniu mężczyzny, dalej próbując uspokoić swój oddech po tym istnym wyścigu do progu tego lokalu...
"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"
Zamiana w cień.
78
Barman.
name:
Scott D'Amico
alias:
Blake Carter || Ghost
age:
31
height / weight:
185/90
Wysłany: 2019-04-24, 22:19
Multikonta: Dale/James
Dla niego również to było dziwne. Coś nowego. Czy można to nazwać... Randką? Kurwa, już sam nie wiedział. Już dwie godziny przed spotkaniem chodził nerwowo w kółko po tej klitce, którą nazywał swoim mieszkaniem. Nie wiedział co właściwie chce jej powiedzieć, ale coś na pewno. Nie miał pojęcia jak potoczy się to spotkanie, ale wiedział, że chce z nią spędzić jak najwięcej czasu. Zmazać to okropne pierwsze wrażenie, pokazać jej siebie z innej strony. Czy to wszystko co robi okaże się błędem? Szczerze wierzył w to, że nie. Miał nadzieję, że to jedna z jego lepszych decyzji... I oby się nie mylił.
Pojawił się w umówionym miejscu 20 minut przed czasem. Zdążył jeszcze wypalić dwa papierosy zanim wszedł do środka. Ekhm... No dobra, może trochę się denerwował co było dla niego też czymś zupełnie nowym. Kawał chłopa, dawał sobie radę z naprawdę strasznymi rzeczami, przeżył tak wiele, a stresował się spotkaniem z dziewczyną... No, dobra. Może gdyby była to byle jaka kobieta to wszystko wyglądało by inaczej.
Scott usiadł przy stoliku umiejscowionym w samym rogu sali. Wybrał to miejsce nie przypadkowo - stare nawyki się odzywały. Stąd miał widok na całą salę, oraz drzwi, a także okno w pobliżu - jeśli okazałoby się, że trzeba uciekać.
Kurwa. Dobra, stop. Nie powinien rozkminiać takich rzeczy.
Zerknął na zegarek. Spóźniała się już parę chwil, ale nie przeszkadzało mu to, każdemu przecież może coś wypaść, nie? Zamówił sobie podwójną whisky i czekał, co mu pozostało? Miał tylko nadzieję, że Caroline przyjdzie...
Co do jego stroju - też dzisiaj prezentował się nieco lepiej (klik.) niż wtedy, gdy widziała go ostatnim razem. Ciekawym dodatkiem do tego stroju była apaszka - jej apaszka, którą przewiązał sobie przez lewy nadgarstek.
Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-24, 22:34
Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
Dopatrywanie mężczyzny zajęło mi chwilę. Nie wiedziałam, czy była to wina i moich nerwów, czy może jednak... Jego nieco innej aparycji?
Wyglądał zdecydowanie bardziej delikatnie i elegancko, niż za ostatnim razem. W sumie dzisiaj nawet nie posądziłabym go o bycie kimś, kto za jedno złe słowo potrafi przyfasolić z nie małą siłą. Wyglądał po prostu.... Normalnie. Tak miło normalnie.
Mimowolnie się uśmiechnęłam na jego widok, jednak nie ruszyłam się z miejsca. Dość nerwowo zaczęłam poprawiać jedną dłonią swoje włosy, przygryzając swoje wargi w cienką kreskę. I dopiero po tym wzięłam głębszy wdech, idąc do stolika w moim płaskich pantoflach.
- Um... Cześć. - Wyrzuciłam z siebie, stając koło stolika i skupiając swoje spojrzenie na brunecie. Na moją twarz wdarł się niewielki uśmieszek, gdy pasek swojej torebki dość nerwowo miętoliłam między palcami obu dłoni. - Przepraszam bardzo za spóźnienie, ale... To było kilka naprawdę ciężkich dni. - wyznałam z westchnieniem, wypuszczając z siebie powietrze. - Mam nadzieję, że wciąż wolne? - Zapytałam po chwili, niby pół żartem, wskazując na miejsce naprzeciwko niego, jednocześnie ściągając z siebie płaszcz, a po chwili - zajmując to krzesło. Oczywiście - pilnowałam, by brzeg mojej sukienki układał się idealnie, nie odkrywając zbyt wiele. W końcu... To ostatnie czego chciałam.
- Zamawiałeś już coś? - Zapytałam po chwili, układając swoje ręce na blacie i rozglądając się po wystroju lokalu. W tle leciała delikatna muzyka, która nie powinna nam przeszkodzić w rozmowie, a cały lokal był przyjemnie oświetlony ciepłym światłem. Samo to napawało już dobrymi wibracjami - przynajmniej mnie. Nie miałam też wątpliwości co do tego, że bez wymalowanego strachu i paranoi na twarzy, musiałam się prezentować znacznie przyjemniej dla oka.
"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"
Zamiana w cień.
78
Barman.
name:
Scott D'Amico
alias:
Blake Carter || Ghost
age:
31
height / weight:
185/90
Wysłany: 2019-04-24, 22:43
Multikonta: Dale/James
Gdyby tylko wiedziała jak daleko jest mu do normalności... Cholera, chyba nigdy nikt nie określił go w ten sposób. A wystarczyło tylko ubrać się nieco bardziej elegancko. Hmm... Wygląda na to, że taki schludny ubiór to niezły kamuflaż.
Scott akurat przesuwał wolno palcem po brzegu szklanki wypełnionej whisky, gdy Caroline podeszła do jego stolika. Na dźwięk jej głosu zerwał się z miejsca o mało co nie przewracając szklanki i małego wazoniku z kwiatami, który znajdował się na stole.
- Em... No cześć. - mruknął nieco zakłopotany i (znowu!) podrapał się po głowie odwracając wzrok. To chyba jakiś taki nawyk, za każdym razem, gdy się denerwował drapał się po tym głupim łbie. Bez sensu.
Opanował się szybko i spojrzał na nią z szerokim uśmiechem.
Wyglądała jak anioł, serio. Jeszcze piękniej niż ostatnim razem - bez tego strachu wymalowanego na buzi faktycznie wyglądała znacznie lepiej. No, ale Scott chyba też, bez tej całej krwi na rękach i takich tam.
- Nie przepraszaj, rozumiem. - uciął szybko tą dyskusję - naprawdę nie było powodów do przepraszania. Z resztą... I tak czekałby tyle ile trzeba, ale tego oczywiście nie powiedział już na głos.
- Jasne, że wolne. Nie pozwoliłbym nikomu innemu zająć tego miejsca. - puścił jej 'oczko' i opadł na krześle naprzeciwko niej.
Uniósł szklankę wypełnioną whisky do góry, gdy spytała, czy coś już zamówił.
- Tylko to, aby umilić sobie oczekiwanie. Nie wiedziałem na co masz ochotę. - wzruszył ramionami i rozejrzał się po sali. Faktycznie to całkiem przyjemne miejsce - tak bardzo różniło się od tego w którym pracował...
Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-24, 22:58
Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
Rozbawiła mnie nieco jego narwana reakcja. Zupełnie tak, jakby wcale się mnie nie spodziewał. A może wina była po prostu w tej różnicy otoczenia, i już nie było mnie tak łatwo poznać bez tego otaczającego mroku?
Mimo ogólnego optymizmu malującego się "na zewnątrz" w środku mimo wszystko odrobinę się denerwowałam. Nie tylko tym spotkaniem, ale też wydarzeniem sprzed dwóch dni oraz wynikłymi z tego tytułu konsekwencjami.
_ Miejsce przy oknie? - Zapytałam dość mimochodem, przez krótką chwilę zawieszając swój wzrok na szkle i odbijających się w nim światłach. - Powiem szczerze, że nie czuję się tu zbyt komfortowo. - Dorzuciłam po chwili, zaciskając jedną ze swoich dłoni trzymanych na stole w piąstkę. - Słyszałeś o tym ataku sprzed dwóch dni? - Zapytałam po chwili, przerzucając swój wzrok na mężczyznę, by w końcu dość nerwowo się roześmiać. - Zapewne przesadzam, bo przecież nie robią tego codziennie, ale... No wiesz. Cały ten stan wojenny. - Brawo Caroline, wiesz jak świetnie zniszczyć przyjemny nastrój, prawda?
Z całych tych nerwów nawet umknął mi fakt, że i tym razem brunet odważył się na gest, przez który nie mogłam zapanować nad swoimi reakcjami. Ale może chociaż raz, to dobrze? Przynajmniej na tę krótką chwilę.
Mimo wszystko, na nowo wciągnęłam na twarz uśmiech- Zignoruj to proszę. Czasem jak się denerwuję, gadam głupoty. - Machnęłam ręką na własną paranoję, która - mimo wszystko - nie była dziś tak wyczuwalna jak ostatnim razem, gdy miałam wrażenie, ze ktoś mnie śledził. Wtedy też zwróciłam uwagę na to, co trzymał w swojej dłoni.
- Dzisiaj, to i chyba ja się skuszę na coś mocniejszego. - Wyznałam, wypuszczając powietrze ze swoich płuc. whisky, czy jakikolwiek inny ciemny alkohol brzmiał dziś wyjątkowo kusząco. I chyba potrzebowałam poczuć nieco lżejszą głowę.
Co najgorsze... Ja wcale nie chciałam tego zepsuć. Zaraz... Tego? Jakiego tego? Tu przecież jeszcze nic nie było. Chyba. Ale przecież mogło, prawda? A to było dla mnie niewyobrażalne - zupełnie, jakbym się cofnęła kilkanaście lat, do tych beztroskich lat szkolnych, gdy patrzyłam jak kuzynostwo zaczyna się rozglądać za drugimi połówkami, tak wyniośle traktując każdy, nawet najmniejszy gest z tej drugiej strony. Czy ja w ten sposób nie zaczynałam interpretować zachowań tego barmana?
O rajuśku. Obym tylko nie była w błędzie...
"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"
Zamiana w cień.
78
Barman.
name:
Scott D'Amico
alias:
Blake Carter || Ghost
age:
31
height / weight:
185/90
Wysłany: 2019-04-24, 23:12
Multikonta: Dale/James
Prawda była taka, że chyba oboje za bardzo nie umieli w takie rzeczy. Scottowi to wszystko wychodziło naprawdę bardzo średnio i zdawał sobie z tego sprawę. No, ale po coś stworzono napoje wysokoprocentowe, nie? Zaraz pewnie rozwiąże mu się język. To chyba najlepsza recepta - być sobą i nie spinać się. Tak też postanowił zrobić, chociaż nie potrafił się pozbyć tej wewnętrznej ekscytacji, ale i nerwów. Chciał... Cholera, czego on właściwie chciał? Jak na razie chyba tylko miłego wieczoru w jej towarzystwie. Żeby i ona poczuła się przy nim swobodnie.
Kiwnął głową na 'tak', gdy spytała o miejsce przy oknie. Usiedli w takim miejscu, że nawet snajperowi ciężko byłoby ich dosięgnąć. Oczywiście pomyślał też o tym, ale... Postanowił zrobić coś jeszcze.
- Pewnie, że słyszałem. Nie przejmuj się, jeśli bardzo Ci przeszkadza to miejsce możemy się przesiąść, albo... - przesunął się razem z krzesłem tak, że teraz siedział plecami do okna i zasłaniał ją.
- Gdyby mieli do nas strzelać, to najpierw będą musieli trafić mnie. - rzucił rozbawiony. Ta knajpa to raczej ostatnie miejsce, które zostałoby zaatakowane, ale Scott nie mógł przecież wiedzieć przez co przeszła dziewczyna. Może odbierze to jako żart - bo taki miał zamiar. Nie chciał jej oczywiście urazić, czy coś w tym stylu.
Wciąż uśmiechnięty przesunął palcami po brodzie. Nie odrywał od niej wzroku - zwyczajnie nie mógł się napatrzeć. A przede wszystkim nie mógł uwierzyć, że zgodziła się na randkę to spotkanie. On... Nie miał siebie za dobrego człowieka. Nigdy nie wyobrażał sobie, że mógłby tak po prostu usiąść przy drinku z taką kobietą jak Caroline. Nigdy nie pomyślałby, że ktoś może w nim dostrzec cokolwiek dobrego.
A jednak siedzi tutaj. Patrzy w jej piękne oczy i nawet jest całkiem miło - pomimo tego co widziała ledwie parę dni wcześniej.
Scott wysłuchał co ma do powiedzenia dziewczyna, po czym rozejrzał się za kelnerem. Gdy złapali kontakt wzrokowy Scott poprosił go gestem, by do nich podszedł - oczywiście zrobił to w uprzejmy sposób, nie darł mordy na pół sali, czy coś. Sam pracował z ludźmi - wiedział jak cholernie ciężka jest to praca, nie zamierzał jej uprzykrzać kelnerom.
Polecił dziewczynie, by zamówiła drinka o nazwie 'godfather', który składał się z whisky i amaretto. Jeśli nie - wiadomo, sama coś sobie wybierze, a Scott poprosił o powtórkę dla siebie.
- Ah, zapomniałbym. - rzucił pod nosem, gdy już kelner odszedł od ich stolika. Wyciągnął w jej kierunku dłoń oczywiście mając na myśli apaszkę, która należała do niej, a dziś stanowiła element jego stroju.
- To chyba należy do Ciebie. - kąciki jego ust po raz kolejny dzisiaj powędrowały w górę. Cholera, nawet nie pamiętał kiedy ostatni raz uśmiechał się przez tyle czasu..
Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-24, 23:37
Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
- Nie, nie, nie trzeba, ja po prostu... - Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć na jego pytanie, w towarzystwie tego mojego nerwowego śmiechu, gdy ten już zmienił swoje miejsce. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie te słowa, który padły od razu po tym geście.
- Nawet tak nie mów... - Wyrzuciłam z siebie, już znacznie ciszej i z wyczuwalnym zmartwieniem w głosie, przełykając głośniej ślinę. Zwilżyłam własne wargi swoim językiem, spuszczając wzrok na stół. Z całą pewnością, po całej mowie mojego ciała można było zauważyć spięcie. - Spóźniłam się, bo byłam w szpitalu. Odwiedzałam mężczyznę, który został ranny podczas tego ataku. Postrzelono go. - Wyjaśniłam dość wyrywkowo, niby bezemocjonalnie, wciągając głęboko powietrze przez nos. - On... On mnie zasłonił. - Dodałam po chwili, już podnosząc wzrok na bruneta. Mimo wszystko - miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, bo może i działał w mojej obronie, ale jednak wizja utraty przez niego sprawności wciąż nie dawała mi spokoju. - Dlatego proszę, nie żartuj sobie z tego. Ja nie wiem co bym zrobiła, gdybym... - Gdybym miała Cię stracić..? Nie, nie mogłam tego powiedzieć. Caroline, ogarnij się, zacznij w końcu myśleć. - Gdybyś i Ty miał tak skończyć. - Naprostowałam po chwili swoją myśl, nie odrywając od niego spojrzenia. Moje brwi były ściągnięte ku sobie, a przez krótką chwilę na moich ustach nie było widać uśmiechu, a raczej... żal.
Wzięłam głębszy wdech, próbując opanować targające mną emocje. Kurwa. Teraz to zdecydowanie potrzebowałam się napić.
Gdy zdałam sobie sprawę, jak bardzo świdrowałam wzrokiem mężczyznę, zrobiło mi się... Głupio. Ale w sumie tym razem na dobre to się zdało, bo przynajmniej ta chwilowa, ciężka atmosfera rozpłynęła się gdzieś pod moim opuszczającym się, zażenowanym wzrokiem i ponownym rumieńcem na twarzy.
To było... Naprawdę dziwne. Dlaczego bałam się go tracić, skoro nawet go nie znałam? Był mi kompletnie obcy, a jednak... Jakaś dziwna siła mnie do niego ciągnęła.
- Przepraszam... - Wydukałam, ledwie słyszalnie, nie znajdując odwagi na to, by znów na niego spojrzeć. Nie minęła jednak chwila, gdy do stolika podszedł kelner, a ja - zachęcona rekomendacją - bądź co bądź - barmana, zamówiłam dokładnie poleconego przez niego drinka.
Z jakiegoś jednak powodu, Scott wiedział też jak przełamać te moje chwile nazbytniej powagi. Wyciągając niemal przed mój nos moją własną apaszkę, przewleczoną przez jego nadgarstek niby stylowa bransoletka - wywołał u mnie lekki chichot. - Pasuje Ci tak. - rzuciłam lekko rozbawiona, nie do końca w sumie wiedząc, co powinnam dalej zrobić. Powinnam mu ją zabrać? A może rzeczywiście to nowy element jego stylówki?
Dość nieśmiało wyciągnęłam swoje dłonie próbując delikatnie rozwiązać powstały na apaszce węzeł. Sama nie wiedziałam czemu - strasznie dziwnie się czułam za każdym razem, gdy moje palce niechcąco muskały jego skórę. Wciąż się wstydziłam, wciąż się bałam, ale mimo wszystko... Nie tak jak zawsze. I dalej nie rozumiałam, dlaczego ten typ spod ciemnej gwiazdy wzbudza we mnie tak duże zaufanie...
- Dziękuję. Myślałam, że ją zgubiłam. - Wyrzuciłam z siebie, znów lekko, gdy udało mi się już zdjąć z niego ten kawałek tkaniny. Mogło się to wydawać głupie, ale serio byłam mu wdzięczna. Tak - wydawałoby się - nic nie znaczące gesty w rzeczywistości dla mnie znaczyły najwięcej.
"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"
Zamiana w cień.
78
Barman.
name:
Scott D'Amico
alias:
Blake Carter || Ghost
age:
31
height / weight:
185/90
Wysłany: 2019-04-24, 23:51
Multikonta: Dale/James
Od razu wyczuł zmianę jej tonu. To był głupi żart, nie powinien tak mówić, ale skąd on biedny mógł wiedzieć? No nic, więcej nie palnie takiej głupoty.
Chociaż... Dobra, chyba Scott jest całkiem niezły w gadaniu głupot.
Obserwował ją uważnie, gdy opowiadała o tym mężczyźnie, który uratował jej życie. Dlaczego to zrobił? Musiała być dla niego ważna skoro zdecydował się przyjąć za nią kulkę - takich rzeczy nie robi się dla byle kogo. I nie, nie chodziło tu o zazdrość, raczej o... Jej historię. Kim tak właściwie jest ta dziewczyna? Nie wiedział o niej kompletnie nic - poza tym, że jest cholernie nieśmiała i że nie przepada za przemocą.
No, ale nic. To da się nadrobić.
- Hej, spokojnie... Nie wiedziałem. Przepraszam. - powiedział powoli i na dosłownie sekundę oparł dłoń na jej dłoni - tak, aby ją uspokoić, właściwie zrobił to trochę bezwiednie. Zdał sobie sprawę z tego, że to raczej nie było na miejscu, więc od razu ją cofnął. Wpadł za to na lepszy pomysł. Z lekkim uśmiechem wyciągnął w jej kierunku dłoń zaciśniętą w pięść z wyprostowanym małym palcem - tak jak ona parę dni temu.
- Nie skończę w ten sposób, nie tak łatwo mnie wykończyć. Obiecuję. - rzekł i czekał, aż ona wyciągnie swój palec. Wydało mu się to takie na miejscu, takie... Ich. Zabawne, że w jego głowie już mieli coś 'swojego'. To wszystko postępowało niezwykle szybko, ale tak jak mówiłem wcześniej - od samego początku Scott miał wrażenie, że zna ją bardzo długo, że poznali się już wcześniej...
Gdyby tylko wiedział, że to właśnie jej szukał przez całe swoje życie...
Po raz kolejny na twarzy Caroline pojawił się rumieniec, co brunet przyjął szerokim uśmiechem. Pokręcił głową z niedowierzaniem, rany, ile razy można się zarumienić podczas jednej rozmowy? Ona naprawdę szła na rekord w tej dziedzinie.
Nie skomentował tego jednak - dziewczyna na pewno sama domyśli się co go tak znowu rozbawiło.
- No cóż, założyłem ją z nadzieją, że przyniesie mi trochę szczęścia po drodze tutaj. Pewnie tylko dzięki niej nie wpadłem pod samochód, czy coś, więc... Właściwie to chyba ja powinienem podziękować Tobie. - odparł nie zdejmując z twarzy uśmiechu. Oczywiście to wszystko bzdura, którą wymyślił na poczekaniu... Och, kurwa, od kiedy z niego taki cesarz podrywu?
Zmieszał się delikatnie i odwrócił na moment wzrok. Próbował ignorować przyjemność jaką sprawiał mu jej dotyk - nawet te delikatne muskanie palcami podczas zdejmowania apaszki było takie... Miłe. Kompletnie inne niż jego wszystkie poprzednie doświadczenia.
Z tej niezręcznej sytuacji wybawił go kelner, który przyniósł im zamówione napoje. Wolną dłonią podniósł szklankę do ust i przechylił wlewając w siebie sporą ilość alkoholu. Podobnie jak ona - potrzebował się dzisiaj trochę znieczulić.
- Opowiedz mi coś o sobie. Co lubisz robić?
Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-25, 00:19
Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
Samej trudno było mi zrozumieć, czemu ostatnimi czasy los zsyła na moją drogę samych bohaterów - osoby, które działały impulsywnie, ale w dobrej wierze. Ze szlachetnym celem - nawet, jeśli nie do końca przemyślanym, czy nie zawsze skutecznym. Zupełnie, jakby po cichu przeznaczenie mi szeptało, że niebawem mogę ich potrzebować bardziej, niż mi się wydawało.
I och - jaka byłam głupia, że te znaki ignorowałam...
Nie byłam pewna, kto z nas pierwszy cofnął rękę. Poczułam nagłe spięcie, nie byłam przyzwyczajona do takich gestów, choć przecież sama kilka dni temu posunęłam się do podobnego ruchu - ot, zwykłego okazania wsparcia. Czemu jednak w tej sytuacji wydawały się bardziej intymne, niż powinny?
Co do jednego nie można się jednak było sprzeczać - z całą pewnością byłam wręcz przerysowanie zawstydzona, nieśmiała i bojaźliwa. Co najgorsze - wykazywałam te cechy w najmniej adekwatnych momentach, podczas gdy w pracy nie znałam dla siebie granic. Czy Scott dalej patrzyłby na mnie jak na tę niewielką, przestraszoną myszkę, gdyby wiedział, czym się zajmuje.
Nie chciało mi się wierzyć, jak brunet tak szybko znalazł na mnie sposoby. Przez ten niewielki gest z obietnicą, na moich ustach mimowolnie zagościł już całkowicie szczery uśmiech. Nie mogąc się więc opanować - wyciągnęłam przed siebie swoją dłoń, zaciskając własnym małym palcem jego palec.
- Trzymam za słowo. - Odparowałam niemal natychmiast, kiwając swoją głową. Po chwili też puściłam już wolno jego dłoń. Potrzebowałam się nieco rozerwać, nie myśleć o tym, co złe. Choć na trochę się oderwać od codziennego stresu...
I wtem przyszedł on - tak wyczekiwany przez nas kelner. Podziękowałam przez lekkie skinienie głowy, a gdy uniosłam lekko szkło ze swoim trunkiem, z zamiarem choć symbolicznego toastu, dojrzałam, że brunet swojego drinka zaczął już sączyć. Chociaż czy sączyć to dobre określenie?
Nie chcąc robić z siebie jeszcze większej idiotki i samej toastować - bo to niemal jak przybijanie piątki samemu sobie - i ja zbliżyłam do swoich warg palący napój. Z całą pewnością wzięłam zdecydowanie za dużego łyka na swoje możliwości - czując nie tylko rozchodzące się ciepło po moim przełyku, ale i lekką słodycz amaretto rozpływającą się po moim języku.
Rzeczywiście - skubany miał rację, że to pozycja warta grzechu.
- Uh... Co lubię? - Zapytałam, wyraźnie zmieszana. Od lat nie liczyło się co lubię, a co powinnam robić. - Szczerze mówiąc... Chyba już sama zapomniałam - westchnęłam ciężko. - Od lat poświęcam się w dużej mierze pracy. Medycyna nie jest łatwym kawałkiem chleba. - tym bardziej, gdy pracujesz dla Rządu, czyż nie? Wtedy jest jeszcze ciężej - gdy Twoi pacjenci nie tylko nie chcą z Tobą współpracować, ale i wykazują nadprzyrodzone, niebezpieczne moce. - Na miejsce moich ulubionych książek wparowały akta medyczne, spotkania, seminaria i zebrania. Zadania departamentu pochłaniają zdecydowanie za dużo mojego wolnego czasu. - Dodałam po chwili, nieco bardziej klarując większość swoich ostatnich zajęć. - Ale tak w sumie.. Nie lubię zmian. Z takich stricte zajęć wolnych, co tydzień chodzę na medytację i do biblioteki. Wiem. Typowa nudziara ze mnie. - Zaśmiałam się dość nerwowo, na chwilę odwracając od niego wzrok. Nie było tu czego ukrywać - szczególnie w ostatnich miesiącach byłam zapracowana. Po chwili jednak starałam się na nowo złapać kontakt wzrokowy, kierując do niego jakże mało spodziewane pytanie:
- A Ty?
"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"
Zamiana w cień.
78
Barman.
name:
Scott D'Amico
alias:
Blake Carter || Ghost
age:
31
height / weight:
185/90
Wysłany: 2019-04-25, 16:49
Multikonta: Dale/James
Być może odpowiedź jest prosta. Może po prostu Caroline jest tego warta? By ją bronić, nawet przyjąć za nią kulkę.
Podobnie zareagował Scott - mimo tego, że postąpił zbyt impulsywnie... I tak tego nie żałował. Tamten mężczyzna zwyczajnie na to zasłużył, Scott znał takich od podszewki. Następnym krokiem pewnie byłby gwałt, a tak przynajmniej dostał lekcję. Być może następnym razem się zastanowi - a przynajmniej zastanowi się, gdy znajdzie się w pobliżu baru w którym pracuje Scott.
Również brunet nie był przyzwyczajony do takich sytuacji - zwykła rozmowa z kobietą wydawała się o wiele trudniejsza niż spranie paru mord w ciemnej uliczce, lub wyrywanie dziewczyn, które myślały tylko o jednym.
To prawda - cała ta jej nieśmiałość była aż zabawna, ale podobało mu się to, cholernie mu się to podobało. Dziwne, że przy niej i on momentami taki bywał - a to mu się nie zdarzało. Zwykle był pewny siebie, a teraz... Cóż, zupełnie jakby stał się kimś innym. Sam siebie nie poznawał, ale z pewnością było to ciekawe doświadczenie.
Chłopak uśmiechnął się wesoło, gdy ich palce na moment się złączyły.
Kiwnął jeszcze głową, gdy powiedziała, że trzyma go za słowo i rozsiadł się nieco wygodniej na krześle. Alkohol działał w zamierzony sposób - nagle zrobiło mu się lżej, to całe spięcie, które odczuwał na początku spotkania powoli znikało.
Na całe szczęście kelner dość szybko doniósł więcej.
Ehm. Toast. No tak - Scott po prostu nie był fanem takich gestów. Uważał je za bezsensowne... Chyba, że wypił więcej. Wtedy mógłby 'stukać się' szklankami przy każdej kolejce i wymyślać coraz to nowe powody za które warto wypić.
Na całe szczęście nie zauważył tego, więc nie wprowadził jej w zakłopotanie, ani jemu nie zrobiło się głupio.
Jeśli chodzi o drinka - oczywiście, że miał rację. Skoro smakował jej koniak, to napój, który wybrał również powinien. On sam nie miał większych wymagań jeśli chodzi o alkohol. Przeważnie pił czystą whisky, lub wódkę.
Wbił spojrzenie w brunetkę, gdy zaczęła opowiadać o sobie, o tym co lubi.
Uniósł brew i pokiwał głową z uznaniem, ale i z lekkim zdziwieniem.
- No proszę, medycyna. Dla rządu... Nie rozumiem, jesteś lekarką? - Niezauważalnie zacisnął zęby, gdy wspomniała o rządzie. Podobnie jak większość mutantów - nie przepadał za nimi. Zwłaszcza odkąd powstały te całe getta. Przecież każdy doskonale wiedział co dzieje się w środku, a i Scott miał kilku znajomych w środku tego... Tego piekła.
Na całe szczęście on sam ukrywał się ze swoją mocą na tyle dobrze, że raczej mu to nie groziło. Duch zniknął dawno temu. Podobnie jak Blake Carter. Zabawne, że jego prawdziwe imię i nazwisko było w tej chwili bezpieczniejsze niż fałszywa tożsamość, której używał przed laty.
- Hej... Wcale nie jesteś nudziarą. Też lubię czytać książki, ale nie czyni to ze mnie nudziarza. Podobnie jak Ty też oddaje się pracy, wtedy... Wtedy po prostu nie myślę. A w chwilach wolnych... Interesuje się sztukami walki. Chciałbym kiedyś otworzyć własny klub i pomagać dzieciakom radzić sobie z własnymi słabościami. - rzucił i zamyślił się na parę chwil. Powoli przestawał wierzyć w to, że to się kiedyś uda.
- Widzisz... Za dzieciaka też miałem mnóstwo problemów i częściowo dzięki temu, że poświęciłem się pracy nad swoim ciałem z nich wyszedłem.
Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-25, 23:19
Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
Czy byłam tego warta?
Nie. Zdecydowanie nie byłam. Plułam sobie w brodę, że tamten blondyn zdecydował się na taki brawurowy odruch. Że zdecydował się uratować tę niewiastę w potrzebie, nie zważając na własne bezpieczeństwo.
Teraz jednak... Teraz było inaczej. To nie tylko miał być obcy, teraz był... Dziwnie znajomy. I serio wolałam nie myśleć, jak tym razem bym zareagowała, Bo z całą pewnością nie byłabym w stanie zachować tak trzeźwego umysłu, jak przy Sebastianie...
Nie musiałam się jednak tym teraz martwić, prawda? Nic nie zapowiadało powtórki z rozrywki. Wyglądało, jakby miało być całkiem normalnie. Tak... Po ludzku.
- Neurochirurgiem. - Naprostowałam dokładniej swą wcześniejszą myśl, odpowiadając na jego pytanie - biorę też udział w spotkaniach sztabu badawczego. Nie jest to jednak nic na tyle poważnego, na ile może brzmieć. - Dodałam po chwili, śmiejąc się pod nosem. Bo przecież... Niby miałam tam coś do powiedzenia, ale mój staż pracy jednak wciąż był za niski. Wciąż byłam jedynie pionkiem - tylko że z bardziej sprawnymi i mniej trzęsącymi się dłońmi...
Wtedy jednak też wysłuchałam jego podejścia do życia. Jego marzenia. Czemu tylko wydawało mi się to tak bardzo nierealne, a jednocześnie - ekscytujące?
- Walki? Dzieciaki? Nie obawiasz się, że mogłoby to w nich budzić agresję? - Zapytałam, wyraźnie przejęta losem tych dzieci. Prawdopodobnie bazowałam swoją opinię na tych dzieciakach, które trafiały do AlterGen, a później - pod ręce samego departamentu. Przecież w żadnym z tych miejsc te uzdolnione dzieciaki wcale nie stawały się bardziej potulne przez zapewniane im "treningi". Wręcz mogłabym stwierdzić, że coraz bardziej ciągnęło je do agresji, a najlepszym dowodem było na to choćby złamanie, którego doświadczyłam przed niemal 3 laty.
Mimowolnie zaczęłam masować swój łokieć, jakbym znów czuła ból w kościach po uderzeniu o ścianę. Moją głowę nawiedził też wspomnienia - te dziwne obrazy, to dziwne echo niosące się po mojej czaszce. Krzyki, ból, przerażenie, samochód?
O jezu. To było zbyt wiele. Podparłam swoją głowę na dłoni, lekko masując skroń. Miałam wrażenie, że moja głowa chce pęknąć od samej, nawet krótkiej myśli o tych wszystkich obrazach, które wtedy mnie nawiedziły.
Podpiłam kolejne łyki z zaserwowanego mi drinka. W sumie... Nawet nie wiedziałam kiedy, niemal opróżniłam to szkło. Może wcale nie powinnam tak wiele myśleć na takich spotkaniach?
- Jeśli mogę spytać... Jakie słabości udało Ci się pokonać? - Zapytałam, wyraźnie zaciekawiona, próbując znaleźć w samej sobie siłę na pokonanie tych własnych. Przecież... Żyłam jak pączek w maśle, niczego mi nie brakowało. A jednak miałam wrażenie, że jakiś cień ciągle pada na moją przyszłość.
Może dzięki niemu będę w stanie w końcu wyjść na pełne promienie słońca?
"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"
Zamiana w cień.
78
Barman.
name:
Scott D'Amico
alias:
Blake Carter || Ghost
age:
31
height / weight:
185/90
Wysłany: 2019-04-25, 23:42
Multikonta: Dale/James
Podejrzewam, że znalazłby się ktoś, kto myśli zupełnie inaczej. Być może Caroline nie potrafiła zrozumieć tego, że są na tym świecie osoby, którym zwyczajnie zależy. Nie tylko na niej - na tym, by coś zmienić, by postawić się tej wszechobecnej beznadzieji, temu złu, które nas otacza. Nie znał człowieka, który stanął jej w obronie, więc nie mógł ocenić dlaczego to zrobił, ale mógł podejrzewać. Może właśnie przez tą jej delikatność, nieśmiałość, kruchość? Może to popchnęło go do zasłonięcia kobiety własnym ciałem? A może łączyło ich coś więcej?
Na samą myśl Scott poczuł ucisk w żołądku. I nie do końca rozumiał dlaczego. Zazdrość? Nie przeczę.
No, ale tak jak ktoś mądrze zauważył - nie było teraz powodów do zmartwień. Nic nie powinno się wydarzyć.
- Jestem pełen podziwu. To co robisz jest... Ważne, poza tym musiałaś poświęcić mnóstwo czasu na naukę. Jakby nie patrzeć przyczyniasz się do ratowania ludzkiego życia, nie? - powiedział i oparł łokcie na blacie, a brodę na złączonych dłoniach. Zerknął jej w oczy - nie szukał w nich niczego szczególnego. Chciał po prostu w nie zajrzeć. Złapał się już jakiś czas temu na tym, że uwielbia w nich tonąć.
Dość szybko jednak zmienili temat - tym razem skupili się na nim, na jego celach, marzeniach.
- Nie. W sztukach walki chodzi o to, by umieć nad sobą zapanować. Nauczyć się kontrolować samego siebie, zacząć żyć w zgodzie z własnym ciałem, poznać samego siebie. O ile uczy Cię odpowiednia osoba. Nie przechwalając się - uważam, że jestem odpowiednim nauczycielem. Pozostaje oczywiście kwestia finansów, to nie takie proste otworzyć taki klub, poza tym... Chwilowo mam inne rzeczy na głowie. Trochę ważniejsze. - odpowiedział dość wyczerpująco, a pod sam koniec tej wypowiedzi odwrócił wzrok. Momentami miał do siebie o to wszystko pretensje - powinien szukać Jules, a nie beztrosko randkować. Z drugiej strony... Chyba by mu to wybaczyła. Od tylu lat nie robił nic innego, katował się codziennie wspomnieniami o niej, nienawidził się za to, że nie potrafił jej odnaleźć. Po raz pierwszy pozwolił sobie odciąć się od tego wszystkiego i po raz pierwszy od wielu lat był po prostu... Szczęśliwy. Cieszył się chwilą. Tak, raczej wybaczyła by mu to... Prawda?
Caroline zadała mu kolejne pytanie, a on sięgnął po szklankę po to, by opróżnić ją do reszty. Zerknął w kierunku kelnera i gestem pokazał mu, że proszą o powtórkę. Przyda im się jeszcze po szklaneczce... No, taką miał nadzieję - nie chciał wyjść na takiego, który decyduje za kobietę.
- Było... Jest ich tak wiele. Ciężko to wytłumaczyć, chodzi o to... - zaciął się na moment i westchnął. Nie miał pojęcia jak jej to wszystko wyjaśniać, przecież nie mógł zdradzić całej swojej przeszłości. Gdyby usłyszała kim był kiedyś... Prawdopodobnie by uciekła.
- Kiedyś byłem złym człowiekiem. Nie wiem, być może dalej jestem. Sztuki walki pomogły mi się uspokoić. To co widziałaś u mnie w barze... Uwierz, to nic. Robiłem gorsze rzeczy, Caroline... O wiele gorsze. - te ostatnie słowa wyrzucił z siebie szeptem i spuścił wzrok. Nienawidził do tego wracać, ale ona powinna wiedzieć, że nie jest aniołkiem. Zasługiwała na to.
Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-26, 00:12
Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
Czy... Czy serio to robiłam? Czy przyczyniałam się do ratowania ludzkich istnień?
Poniekąd tak. W końcu w dużej mierze odpowiadałam za utrzymanie mutantów pod ścisłą kontrolą, a co za tym szło - ratowałam ludzi. Przyczyniałam się do większego dobra. Dla dobra ogółu. Nawet, jeśli po drodze nie zawsze podejmowałam dobre decyzje...
- Przestań... - Mruknęłam, wyraźnie zawstydzona, odwracając od niego swój wzrok. Jego pochwały nie brzmiały jak te w pracy. To nie była jedynie oznaka, że mogłam być w czymś dobra. Jego pochwała brzmiała bardzo... emocjonalnie. Jakby serio był pod wrażeniem rzeczy, które mogłam osiągnąć - nawet, gdy do końca nie wiedział, czym te rzeczy były. - Robię, co mogę. Ani ja pierwsza, ani ostatnia. - Dodałam po chwili, zgarniając jeden z niesfornych kosmyków włosów za własne ucho.
Po chwili jednak zaciekawił mnie inną kwestią. Te walki... Czy to naprawdę był sposób na opanowanie własnego ciała i umysłu?
- Jakoś dalej nie mogę uwierzyć, by obijanie czyjejś twarzy miało pomóc w panowaniu nad sobą. - skomentowałam krótko jego słowa, ściągając ku sobie własne brwi, a swój wzrok zawieszając na brunecie. W pewnym sensie mnie fascynował - mimo, że dalej nie rozumiałam - dlaczego?
Szybko jednak złapał moje zainteresowanie również w innej kwestii. Mimo wszystko... Sama byłam osobą, która dążyła do samorozwoju. Co więc jego blokowało przed podjęciem decyzji o postawieniu własnej szkoły?
- Cóż to za rzeczy? - Zapytałam, wyraźnie zaintrygowana, nim kelner po raz kolejny doniósł do naszego stolika świeżą partię trunków. To był dla mnie wyraźny znak, ze powinnam już opróżnić swoją szklankę - co też ochoczo uczyniłam, oddając obsłudze puste już szkło, a w dłonie łapiąc kolejną porcję alkoholu. Zaczynało mi powoli już szumieć w głowie i w sumie... Czułam się z tym wyjątkowo dobrze.
- Wciąż jestem zdania, że ta reakcja nie była odpowiednia. - Stwierdziłam, na jego słowa. - Nie wydajesz się być złym facetem. Raczej... Doświadczonym przez życie... - Westchnęłam, spuszczając swój wzrok na blat. Chciałam wierzyć, że za tą oschłą skorupą krył się ktoś więcej - ktoś, kto pokazywał swoje oblicze nawet teraz, przy tej zwykłej, codziennej rozmowie. Chciałam wierzyć, że właśnie taki był Scott. Czuł, troszczący się, czasem nieco zawstydzony. Nie mógł być po prostu kolejnym, zwykłym oprychem, prawda? Tak... Tak nie mogło być. Nie, w mojej małej, wyidealizowanej główce...
"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"
Zamiana w cień.
78
Barman.
name:
Scott D'Amico
alias:
Blake Carter || Ghost
age:
31
height / weight:
185/90
Wysłany: 2019-04-26, 00:41
Multikonta: Dale/James
Tego nie mógł wiedzieć, ale tak to wszystko zrozumiał. Nie miał przecież pojęcia czym się tak naprawdę zajmuje dziewczyna - i może lepiej, żeby na razie nie wiedział...
- Dlaczego mam przestać? Powinnaś częściej słyszeć miłe rzeczy na swój temat. - puścił jej 'oczko' i roześmiał się cicho. No cóż, z pewnością wyglądała na osobę, która nie potrafi przyjmować komplementów. Wystarczy spojrzeć na te jej wiecznie zarumienione policzki.
- Najważniejsze, że pragniesz coś zmienić, że chcesz robić coś dobrego dla innych. Nie wszyscy są tacy - dobrze o tym wiesz. - dodał po chwili zastanowienia. Brakowało na tym świecie takich właśnie ludzi. Chcących nieść pomoc innym. Z drugiej strony... Większość wolała zadbać po prostu o własną dupę - i Scott im się nie dziwił.
Postanowił już jednak nie ciągnąć dłużej tego tematu, skoro wyraźnie wprowadzał ją w zakłopotanie, czy też zawstydzał.
- Istotą sztuk walki nie jest tylko obijanie twarzy jak to pięknie nazwałaś. Przed tym jest wiele innych etapów. No, ale tak jak mówiłem - to zależy od nauczyciela. - wzruszył ramionami i uśmiechnął się. Faktycznie - dla kogoś niezaznajomionego z tematem tak właśnie mogło to wyglądać. On znał to trochę z innej strony, dla niego była to odskocznia, coś, co należało tylko do niego. Potrafiło go uspokoić, w ten sposób mógł się wyładować. Działało - i wiedział doskonale, że mógłby przekazać to innym. No nic... Może kiedyś.
Od odpowiedzi na następne pytanie uratował go kelner donosząc napoje. A przynajmniej dał mu czas na zastanowienie.
- Muszę... Muszę kogoś odnaleźć. - odparł wymijająco, ale jego palce odruchowo powędrowały do bransoletki na prawej dłoni. Przesunął delikatnie palcami po koralikach - co pewnie nie uszło jej uwadze. Ostatnio robił to coraz częściej.
Podniósł szklankę do ust i wlał w siebie ponad połowę jej zawartości. Nie to, że był jakimś chlejusem, czy coś... Po prostu było mu to potrzebne.
- Doświadczonym... To chyba dobre słowo. - stwierdził krótko. Taak... Z pewnością wiele doświadczył w swoim życiu. Czy był gotów na to, by jej to wszystko opowiedzieć? Jeszcze trochę whisky i pewnie trochę rozwiąże mu się język. Ale nie tylko alkohol to powodował. To... Ona. Była inna. Czuł gdzieś w głębi duszy, że chciałby jej wyspowiadać się ze swoich problemów, że mogłaby mu przynieść ukojenie. Inny głos jednak szeptał mu wprost do ucha, że nie powinien tego robić.
Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.
Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.
name:
Caroline McCoy
alias:
Julie Kane
age:
28
height / weight:
159/53
Wysłany: 2019-04-26, 01:00
Multikonta: Sam
2 lata Giftedów!
Nie wierzyłam w siebie. Nie wierzyłam w swoje możliwości. Nie wierzyłam, że mogłabym się na tyle wykazać, by móc przyjąć na klatę szczerą pochwałę. Nie zasługiwałam na to. W ani jednym, najmniejszym calu.
Byłam zwykłą osobą. Nie robiłam niczego nadzwyczajnego. I wolałam w to wierzyć - w końcu pycha jest jednym z grzechów głównych, czyż nie?
Nie zdążyłam jednak w żaden sposób zareagować, gdy dojrzałam jego gest, który na nowo budził we mnie wciąż nieznane i obce emocje. Widząc tę krótką reakcję niemal natychmiast odwróciłam swój wzrok i miałam wrażenie, jakby w całym pomieszczeniu temperatura właśnie wzrastała. Zdecydowanie - nie byłam na to przygotowana...
Pod stołem ścisnęłam swoje dłonie w piąstki, chwytając się za brzeg mojej sukienki. Miętolenie materiału między palcami dawało mi swego rodzaju ukojenie, którego potrzebowałam.
- Każdy jest dobry. - Wyrzuciłam z siebie, nieco zawstydzona, wciąż nie podnosząc wzroku. - Tylko nie każdy ma to na wierzchu. Najlepszy przykład... Sam chciałeś dobrze, te kilka dni temu. Tylko nie znałeś innego sposobu na rozwiązanie konfliktu. - Wyrzuciłam z siebie, biorąc głębszy oddech i w końcu zerkając z niepewnością na mężczyznę. Wciąż wierzyłam, że było w nim coś więcej, ponad to, co próbował sobą reprezentować. A chyba... Aż tak bardzo mylić się nie mogłam?
- Ciekawe... - Wymruczałam po chwili, już samej opierając własny podbródek na swojej dłonie. Widać, alkohol zaczynał mi już szumieć w głowie - i to całkiem mocno, jak na tę ilość. - Chciałabym poznać te etapy. Bo w tym momencie nie znam nic, poza agresją przy sztukach walki. - Wyznałam, zapewne nie popisując się zbyt wielką wiedzą. Jednak... Czy można było mi się dziwić? Stroniłam od agresji w każdej formie - nawet tej udawanej, w telewizji, podczas zapasów czy innego MMA. Za dużo zła spotykałam we własnej pracy, by i w czasie wolnym zaprzątać tym sobie głowę.
Zastanawiało mnie też, kim jest ta tajemnicza osoba, którą mężczyzna chciał znaleźć. Kolejny raz w moje oczy rzuciły się te niewielkie koraliki na jego nadgarstku, jednak... Dobrze przecież pamiętałam, jak ostatnio zareagował na krótko wspomnienie o nich. Może dlatego wolałam to na razie pominąć? Z jakiegoś jednak powodu, poczułam, jakby coś mnie ukłuło, tam głęboko, gdzieś w sercu.
Może i ja odczuwałam pewnego rodzaju zazdrość?
Westchnęłam po raz kolejny tego wieczoru, nie chcąc poruszać z nim tego tematu. Chciałam jednak dorównać mu w tempie picia - zapewne przeliczając własne możliwości. To właśnie dlatego i ja opróżniałam swoją szklankę w rekordowym tempie, pijąc łyk za łykiem, mililitry za mililitrami. I nawet ponowne wizyty kelnera co kilka minut nie dały mi znać, że wypadałoby w końcu nieco przystopować. Nie chciałam być słabym zawodnikiem, czy jakkolwiek na to teraz mówiono. Nawet, jeśli mój umysł nie miał prawa działać już całkowicie sprawnie, i było to widoczne po całej mnie - od zmęczonych oczu, przez niepewną mowę ciała, aż do plączącego się już języka...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum