Poprzedni temat «» Następny temat
Words, how little they mean, when you're a little too late
Autor Wiadomość
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-10-03, 22:27   Words, how little they mean, when you're a little too late
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


[kontynuacja wątku z tego tematu]


Nie miała cienia wątpliwości, że Fay wielokrotnie słyszała podobne słowa. Jakby nie patrzeć, nawet jeśli w tym momencie nie było to zbyt korzystne, były przecież rodziną. Pomimo miliarda dzielących ich spraw, nadal musiały mieć ze sobą coś wspólnego. Na przykład skłonność do nieumyślnego i głupiego ładowania się w kłopoty, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, by tego nie robić, ale coś było dostatecznie tego warte.
Jane nie miała jednak nawet najmniejszego zamiaru o tym wspominać. Ponownie - nie chciała dawać siostrze jakichkolwiek przesłanek do tego, by ta sądziła, że mogły na powrót zbudować relacje sprzed wielu lat. Nie mogły. Nic nie miało tego zmienić, chyba że czas magicznie by się odwrócił, a cała ta sprawa z mutantami nigdy nie miałaby miejsca.
To było jednak praktycznie całkowicie niemożliwe. Na nieszczęście, bądź... Cóż, kto tak właściwie mógł przewidzieć, co byłoby, gdyby ich losy potoczyły się zupełnie inaczej? Czy nie byłoby jeszcze gorzej? Paradoksalnie, bo już teraz było przecież naprawdę fatalnie. Cała ta rozmowa o tym świadczyła, a Jane nie mogła nic poradzić na to, że czuła się w niej zagrożona. Nie, nie wierzyła w to, że Fay mogłaby jej zrobić krzywdę. Było jednak wiele innych osób. Wielu ludzi, którzy momentalnie rzuciliby się na nie z czymś znacznie gorszym niż widły i pochodnie, gdyby tylko dowiedzieli się o mutacji. Co gorsza, Atwell dla nich pracowała...
- Nigdy publicznie nie sugeruj, że jestem tym czymś. - Chciała powiedzieć mutantem, chciała powiedzieć kimś, ale nie o to przecież chodziło. Najbardziej ze wszystkiego, chciała w końcu odepchnąć od siebie Fay. Ostatecznie. Dla dobra ich obu.
- Plus jestem realistką. Tego wymaga od nas obecny świat, nie mów mi, że nie. - O zgrozo, pesymizm zabrzmiałby o wiele lepiej od realizmu, ponieważ świadczyłby o tym, iż widziała świat w znacznie gorszych barwach niż to było naprawdę. Niestety, ich obecne życie było i miało być fatalne. Przez te wszystkie lata nauczyła się już, że nie mogli tego zmienić. Nikt nie mógł. Dlatego... Po co było tak bardzo z tym walczyć? Po co próbować cokolwiek zrobić? Silniejsi, startujący z lepszej pozycji zawsze wygrywali. A tak się składało, że tymi byli rządowcy, tymi byli też członkowie GC. Nie mutanci, nie ona czy nie Fay.
A więc... Dlaczego nadal rozmawiały? Dlaczego, o losie, nie była aż tak uparta, gdy chodziło o faktyczne wyjście - z psem czy bez niego? I... Dlaczego powiedziała to, co powiedziała?
- Wiesz, gdzie mieszkam? Możesz się tam zjawić? Nie teraz, później. Sama.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-10-05, 11:15   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy dla Fay to, co teraz robiła było głupie? Nie. Czy nieumyśne? W żadnym wypadku, bo przecież w jej mniemaniu przygotowała się do tego spotkania całkiem nieźle. Planowała to od wystarczająco dawna, więc miło by było, gdyby siostra chociaż odrobinę zaufała jej w tej kwestii. Chociaż Murphy była w stanie zrozumieć, dlaczego tak się nie działo.
- Publicznie nie mam zamiaru. Jednak tutaj jesteśmy tylko my dwie - odparła spokojnie, starając się nie okazywać tego, że mówienie o mutantach jako "to coś" trochę ją bolało. Nie mówiąc już o tym, że nie rozumiała, czemu Jane idzie w zaparte, że jest inaczej, że sama nie miała z nimi nic wspólnego. W końcu sama ujawniła się przed Fay na placu zabaw, więc to nie uległo żadnym wątpliwościom. Więc jak, robiła to tylko na pokaz? Tutaj nie musiała.
- Zgadzam się. Ale realia są takie, że to miejsce jest takim... martwym punktem. O tej porze mało kto tu zagląda, a inni... nie wchodzą tu z wiadomych powodów - wzruszyła lekko ramionami, jedynie rzucając okiem na brudną, zatęchłą przestrzeń. Jedynymi odwiedzającymi to miejsce byli bezdomni, którzy w tej części dnia i przy takiej pogodzie ruszali w miasto.
Kolejne słowa siostry nieco ją zdziwiły. Ach więc najpierw nie chce widzieć jej w ogóle, a potem zaprasza ją do domu? Nie mówiąc już o tym, że mimo wszystko Fay nie ufała jej aż tak bardzo. Wolała neutralny grunt, gdzie obie były same, niżeli miejsce lepiej znane tylko jednej z nich.
- Nie, nie wiem - chociaż to nie był problem - Ale... nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Chyba wolałabym wyjaśnić pewne rzeczy tutaj... Naprawdę możemy tu zostać, nic nam nie grozi - odparła. Chociaż wiadomo, w nieskończoność też nie mogły tu zostać. Ale prawda była taka, że gdyby już rozmawiały zamiast się sprzeczać, już dawno byłoby po wszystkim, jeśli na tym Sophie najbardziej zależało.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-10-10, 17:27   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


- Jesteś tego w stu procentach pewna? - Spytała, mimo że dobrze wiedziała, jaką odpowiedź usłyszy. Ona sama miała co do tego jednak dosyć spore wątpliwości, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak krucha i praktycznie nieistniejąca była obecnie prywatność. W dobie tej całej technologii, kolejnych nowinek technicznych, które miały na celu szpiegowanie i wyłapywanie potencjalnych mutantów, naprawdę nie trzeba było kogoś widzieć, by czuć się obserwowanym. Nie trzeba było podsłuchiwać własnymi uszami, by poznawać cudze sekrety.
Być może wpadała w paranoję, ba!, na pewno to robiła, ale podczas swojej kariery widziała naprawdę wiele. Znacznie więcej niż ktokolwiek mógłby sądzić. A to sprawiało, że była podejrzliwa i nadmiernie zapobiegawcza... Jednocześnie nadal pozostając dosyć impulsywną i w gorącej wodzie kąpaną. Chwilowo jakoś to wszystko łączyła. Pytanie, na jak długo...
- Obserwowałaś ten budynek. - Tym razem już nie zadawała pytania. Nie musiała nawet zbyt długo obserwować twarzy Fay, aby to wiedzieć. Mimo upływu czasu, na swój sposób nadal trochę się znały. Być może nawet bardziej niż chciała przyznać, chociaż uparcie starała się tego do siebie nie dopuszczać. Im dalej od siebie były, tym lepiej, tym większe szanse miały na to, by przeżyć. Z osobna, nie razem.
- Jak długo? - Słysząc odmowę ze strony siostry, nawet nie mrugnęła. Prawdę mówiąc, spodziewała się tego, ale to niewiele zmieniało. I tak wolała, by - skoro już miała skapitulować, prowadząc jakąś bardziej pasjonującą rozmowę - odbywało się to na jej zasadach, na jej warunkach i na jej gruncie. Po prostu... Lubiła kontrolę. Prawdopodobnie trochę za bardzo.
- Jak długo sprawdzałaś, czy na pewno jest tu aż tak bezpiecznie? Dni? Tygodnie? Miesiące? I jaką mam pewność, że faktycznie jesteśmy tu same? Może nie chcesz stąd wyjść, bo jesteś tu z kimś jeszcze? Ktoś czeka na twój znak? - Wcale nie chciała atakować Fay, ale próbowała jej przedstawić swój własny punkt widzenia. Pokrętny, ale chyba w miarę logiczny. Przynajmniej jak dla niej. - Nie ufamy sobie nawzajem i wcale nie powinnyśmy tego zmieniać. Dlatego wolałabym zmienić miejsce.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-11-13, 15:53   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay otworzyła na chwilę usta, jakby chciała coś powiedzieć, jednak nie zrobiła tego. Naprawdę wydawało jej się, że pomyślała o wszystkim i mogli spokojnie ukraść te kilka minut, które w tym momencie bezpowrotnie uciekały, gdy tak rozmawiały może i o rzeczach ważnych, ale nie o tematach, które Fay chciałaby poruszyć.
- Naprawdę możesz mi zaufać. Jeśli nie w innych kwestiach, to chociaż w tej jednej - odparła, trochę już zniecierpliwiona, bo jednak rozmowa o niczym trwała już trochę za długo. Naprawdę nie mogli do kwestii zaufania przejść nieco później? Gdy już będą miały do tego podstawy?
- Tak... kilka dni - mruknęła pod nosem, bo coś czuła, że ta odpowiedź nie usatysfakcjonuje Sophie. Liczyła pewnie na miesiące przygotowań, planów i przemyśleń, niestety Fay nie miała takiej ilości czasu. Bo skąd miała wiedzieć, czy w trakcie tak wydłużone okresu coś się nie zmieni? Poczynając od zmiany miejsca pracy przez Jane, kończąc na tym, że w tych niepewnych czasach o wypadek nie było trudno. Lepiej było działać szybko. Wciąż ostrożnie, ale sprawnie. Zresztą, z doświadczenia wiedziała, że planować można było sobie dużo, a w rzeczywistości zmiana jednego czynnika mogła wszystko zniszczyć. Lepiej było być nieco bardziej elastycznym.
- Nikogo nie ma. Ani tu, ani na zewnątrz - rzuciła, już coraz mocniej wytrącona z równowagi, gdy rozmowa nie szła tak, jak do końca by tego sobie życzyła. To znaczy… wychodziła z założenia, że mają wiele ważniejszych rzeczy do obgadania, niż to. Dlatego zdecydowała się zrobić krok czy dwa do przodu, wyciągając rękę w stronę Jane - Proszę, sama sprawdź, jeśli ma cię to uspokoić. Potrafisz to zrobić, prawda? Jak z Penny. Zobacz, że nie kłamię - powiedziała, nie spuszczając z niej wzroku. Może nie było najmądrzejszym posunięciem, żeby odkrywać się tak bardzo przed kimś, kto nie dało się ukryć, współpracował z GC. Jednak z drugiej strony… w jaki sposób swoją wiedzą mogłaby komukolwiek zaszkodzić? Znając moc Sophie już od miesiąca była przygotowana na to, że ta, nawet mimo woli Fay mogłaby wejść jej do głowy. Dlatego też się odcięła. Nie wiedziała, gdzie jest Bractwo, gdzie stacjonuje Rebelia… ba, nawet nie wiedziała, czy jej członkowie nawiązali jakieś porozumienie w celu utworzenia tej organizacji. Wszystko dookoła zmieniało się tak szybko, a ona nawet nie chciała nadążać za nowymi informacjami, żeby właśnie nie wiedzieć za dużo, nie zdradzić czegoś istotnego.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-11-25, 01:29   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


- Wiesz, dlaczego udało mi się przeżyć przez tyle lat? Na dodatek praktycznie pod samym nosem najgorszych ludzi, jakich dane mi było poznać? - Spytała, wpatrując się w siostrę i nawet przy tym nie mrugając. - Jaka powinna być twoja główna zasada w relacjach z ludźmi, nawet tymi, których pozornie tak dobrze znasz? Nie ufaj im. Nie ufaj nikomu, nawet samej sobie. Ani nie proś o to innych. - Być może faktycznie przedłużała ich rozmowę, jednakże jeśli już musiały prowadzić ten dialog, przynajmniej mogła upomnieć Fay, co do czegoś, czego ta najwyraźniej nadal nie rozumiała.
Nieistotne, w czym miały sobie zaufać. Czy było to zawierzenie życia, czy kupno niesprawdzonego smaku gumy do żucia albo niepewna wycieczka dwie przecznice dalej. Należały do całkowicie przeciwnych obozów i tak naprawdę ani trochę się już nie znały. Nieważne, że w głębi duszy Jane chciałaby to zmienić. Nie umiała i w żadnym wypadku nie chciała tego przyznać. Wolała odepchnąć siostrę od siebie, zanim będzie za późno. Zanim ich wyprawa skończy się nie w tym sklepie, a paskudny smak słodyczy doprowadzi którąś do śmierci. Taki był ich obecny świat. Szorstki, brutalny i zniechęcający do bliższych interakcji.
A potem... Po tych kilku minutach całkowitej oschłości i chłodnej powagi... Atwell nagle się roześmiała. Nie w ten lekki, przyjemny sposób. Nie. Słysząc słowa o kilku dniach obserwacji obiektu, Jane parsknęła w niedowierzaniu. Zupełnie tak, jakby oczekiwała, iż Fay tylko żartuje, że robi sobie z niej jaja. Niestety, doskonale wiedziała, że tak nie było. Na szczęście dla samej siebie lub dla siostry, cóż, nie postanowiła tego skomentować. Wyłącznie pokręciła głową, robiąc przy tym wyjątkowo zdegustowaną minę. Nie sądziła, że w tym świecie dało się jeszcze popełniać podobne głupoty. Ale to w końcu była Fay. Mała, urocza, impulsywna aż do bólu Fay... Czego mogła się po niej spodziewać?
Na pewno nie tej nagłej oferty, jaka sprawiła, iż Jane spojrzała na towarzyszkę, szeroko otwierając przy tym oczy. Cała jej twarz, ba!, cała jej postawa wyrażała jedno. Czy miała do czynienia z kimś, kto postradał zmysły?! Zaledwie moment wcześniej ostrzegła przecież siostrę przed nadmiernym zaufaniem, tymczasem teraz... Teraz słyszała podobne słowa z jej ust... I skamieniała. Dosłownie skamieniała, nie do końca wiedząc, co powinna zrobić. Nie chciała naruszać prywatności Fay, jednak coś sprawiało, iż jednocześnie chciała wykorzystać ofertę.
Wiedziała, że to nie będzie przyjemne. Wiedziała, że prawdopodobnie zostanie za to znienawidzona, nawet jeśli inicjatywa nie wyszła od niej samej. Wiedziała... I być może to właśnie dlatego tak bardzo ją to kusiło. To był ten jej pokrętny środek do ostatecznego odepchnięcia siostry. Właśnie dlatego to zrobiła. Bez ostrzeżenia, bez zawahania. Po prostu przejęła kontrolę...
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-28, 19:25   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay pokręciła jedynie głową, mając nieco odmienne zdanie na ten temat. Ona zamiast wybierać brak zaufania, wolała je maksymalnie ograniczyć i zwiększać dawkami. Inaczej niczego by nigdy nie osiągnęła, bo z nikim w życiu nie zrobiłaby żadnego interesu. Tak tutaj postanowiła po prostu zaryzykować i liczyć na to, że Sophie z miejsca nie zadzwoni po GC. Chociażby ze względu na to, że są siostrami.
Słysząc śmiech kobiety naszły ją pewne wątpliwości, ale już chyba było za późno, żeby się wycofać. Zresztą, sporo poświęciła, żeby być przygotowana na taką ewentualność, więc gdyby Jane chciała wyciągnąć od niej jakieś ważne informacje to cóż, takowych nie było. Bractwo padło i Fay nie znała jego nowej siedziby. Ludzie, których znała w dużej ilości przypadków zginęli. O Rebelii nic nie wiedziała. W nic się nie angażowała, nie miała pojęcia o żadnych istotnych wydarzeniach. Była tylko ona, jej dzieciństwo i historia i masa przeterminowanych, bezużytecznych informacji.
I właśnie w tej kolejności się to zaczęło i Fay zwyczajnie straciła kontakt z rzeczywistością, pogrążając się we własnych wspomnieniach jak w jakimś wyjątkowo smutnym filmie. No, a przynajmniej jednej, wyjątkowo bolesnej części, tej, gdy była poddana terapii normalizującej. Wcześniej wszystko układało się dobrze, razem z Sophie. Później było nieco gorzej, gdy uciekła z domu, ale też jakoś to przetrwała i nastał kilkuletni, beztroski okres w obozie, który aż miło było przywołać w swojej pamięci. Pierwsze bardziej udane próby korzystania z mocy, pierwsze poważniejsze znajomości... aż szkoda, że większość z tych osób była albo pochwycona przez dogs, albo martwa. Do tego wszystkiego doszły też odczucia, intencje Fay... naprawdę nie miała pojęcia, że Sophie żyła. Naprawdę dowiedziała się tego ledwie kilka miesięcy temu, wraz z niepewną informacją, że przebywa w dogs. Stąd też wziął się pomysł dołączenia do tej szalonej akcji i... i... wraz z tą porcją wspomnień pojawiła się pewna przeszkoda, pewna ściana, która w tym momencie została dość dotkliwie zarysowana. Nie chciała tego, nie chciała dopuścić do jej zburzenia, nie chciała widzieć, co jest po drugiej stronie, ale z każdą kolejną chwilą wspomnienia stawały się coraz bardziej wyraźne, boleśnie stawały jej przed oczami, fragment po fragmencie. A ona... nawet nie wiedziała, jak się przed tym bronić, w końcu nigdy nie była po tej stronie mocy, tej kontrolowanej, a nie kontrolującej stronie i... nie miała pojęcia, jak to zatrzymać. Jeśli gdzieś tam w środku miała coś do powiedzenia, to pewnie błagała w myślach siostrę, żeby to jedno miejsce w jej głowie zostawiła w spokoju, żeby tam nie zaglądała...
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-12-28, 21:49   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie powinna była tego robić. Jakakolwiek abstrakcyjna myśl podsunęła Fay ten pomysł, udzielając się również Jane i kusząc ją do czegoś, co po prostu nie miało prawa pójść dobrze, była... Zła. Naprawdę wybitnie zła. Najgorsze, iż Atwell doskonale znała cenę tego wszystkiego. Nie korzystała z mocy po raz pierwszy w życiu, ba, robiła to stosunkowo często, będąc świadomą tego, co za tym szło. I nawet jeśli wzięłaby pod uwagę to, iż mogła w pewnym stopniu zaufać siostrze... Zdecydowanie nie mogła zaufać całej reszcie.
Korzystając ze zdolności, wystawiała się przecież na ewentualne ataki. Była bezbronna, nawet jeśli nie do końca bezradna. Teoretycznie.... Stojąc tuż obok osoby, na którą wywierała teraz wpływ, zawsze mogła osłonić się jej ciałem, nim całkowicie przerwie połączenie. Gdyby Fay postanowiła jednak jakoś jej zaszkodzić, zawsze mogła brutalnie ją wykorzystać, aby udaremnić ewentualny atak. Gdyby weszło tu DOGS lub GC, również mogła to zrobić. Problem w tym, iż nie chciała. Po prostu nie chciała.
O zgrozo, podjęła jednak ryzyko, przejmując kontrolę... Skąd miała wiedzieć, iż mogło być to równie ryzykowne od wewnątrz, co na zewnątrz? Skąd miała przewidzieć, iż wspomnienia Murphy dosłownie walną ją obuchem w łeb, sprawiając, iż zacznie robić jej się niedobrze, iż będzie chciała momentalnie przerwać to wszystko, co się działo?
Wystarczyła zapewne chwila, by dokopała się do tych najgorszych, zdecydowanie najpaskudniejszych obrazów z dni spędzonych w czeluściach siedziby D.O.G.S. i... Nie mogła. Po prostu nie mogła. Nawet - a może zwłaszcza? - jeśli pracowała z tymi ludźmi, przez co teoretycznie powinna być przyzwyczajona do podobnych spraw. Jej własne doświadczenia sprawiły jednak, iż stało się to wręcz nie do zniesienia. Jane sama nie wiedziała, kiedy tak właściwie przerwała połączenie, pozwalając Fay opaść pośladkami na beton, a samej dosłownie kołysząc się na nogach.
- Prze... Przepraszam... - Mruknęła tylko, słysząc swój własny głos niczym zza grubej ściany. Zupełnie tak, jakby nie należał do niej samej, tylko do kogoś innego, do kogoś obcego. Nim zdążyła całkowicie dojść do siebie, ruszyła także w kierunku drzwi. Szybko, zdecydowanie, desperacko. Nie chciała tu dłużej przebywać, nie mogła więcej rozmawiać z siostrą... Wolała odejść. Znowu... Jak wcześniej...
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-29, 17:21   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie zapomniała o tym, że wylądowała w dogs, ale może w pewien sposób... pogodziła się z tym? Ruszyła dalej? Zajęła się innymi sprawami, żeby o tym nie myśleć i naprawdę nieźle jej to szło. Dobrze jej było w nieświadomości, o wiele lepiej dzięki temu spała. A teraz... nic nie mogła poradzić, gdy obrazy nagle zaczęły przewijać się przed jej oczami, w akompaniamencie ostrego bólu głowy. Domyślała się, jak to mogło tam wyglądać, że wcale delikatnie się z nią nie obchodzili, jednak niektóre sceny po prostu przeszły jej wyobrażenia, gdy była bita, brutalnie traktowana, rażona prądem, testowana na różne okropne sposoby. Mignęły jej sceny z przesłuchiwań i tortur, pomieszczeń, w których była przetrzymywana, jednak niczego z tego nie dało rady połączyć w spójną całość. Był tylko strach i niepewność, czy w ogóle uda jej się stamtąd wydostać i czy dane jej będzie jeszcze zobaczyć jakąkolwiek znajomą twarz.
I nagle... wróciła do siebie, chociaż w pierwszym momencie jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy, nadal mając przed oczami niechciane wspomnienia. Głowa bolała ją niemiłosiernie, nogi trzęsły się tak, że nie mogła ustać w miejscu i w pewnym momencie po prostu osunęła się na ziemię, przytrzymując drewnianych palet, żeby nieco złagodzić upadek. Czuła się źle, okropnie źle, chciało jej się płakać i wymiotować jednocześnie i... to pierwsze chyba nawet się udało, gdy jeszcze nie otworzywszy oczu poczuła na policzkach coś mokrego. Dlatego właśnie nie chciała tego widzieć. To było po prostu za dużo...
Dopiero słysząc głos Sophie uchyliła nieco powieki, przypominając sobie, gdzie naprawdę się znajduje.
- Nie, Sophie... nie idź, proszę... - powiedziała cicho, żałośnie. Jakakolwiek by nie była, dla kogokolwiek by nie pracowała, Fay chciała ją w swoim życiu, potrzebowała jej w swoim życiu. Jak kiedyś...
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-12-30, 22:49   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Gdyby była dobrym człowiekiem, dobrym członkiem rodziny, nigdy... Przenigdy nie dopuściłaby do podobnej sytuacji, a nawet jeśli mimo wszystko musiałaby to zrobić, nie pomyślałaby o tym, aby pozostawić Fay samą. Nie w takim stanie, nie tuż po tym, jak tak bardzo naruszyła tę złudną barierę broniącą młodszą blondynkę przed natłokiem nieprzyjemnych, wręcz brutalnych wspomnień.
Niestety... Nie była nim. Nie zamierzała udawać tego ani przed samą sobą, ani przed Murphy. Od dawien dawna brakowało jej tych podstawowych umiejętności społecznych - wspierania potrzebujących, troszczenia się o innych, szczególnie najbliższych czy też dbania o to, by - w nawet najgorszej sytuacji, nawet teraz - sprawić, że nie byłoby aż tak źle.
Zamiast tego... Cóż, wolała całkowicie się usunąć, uciec z tego miejsca i nigdy tu nie wracać. Nie chciała czuć się winna, nawet jeśli faktycznie zawiniła. Nie chciała musieć patrzeć w oczy kogoś, kto miał najsłuszniejsze prawo jej nienawidzić. Teoretycznie to nie od Jane wyszedł ten pomysł, ale przecież nie musiała grzebać aż tak głęboko... A jednak to zrobiła. Na to nie było wytłumaczenia.
Praca dla ludzi, którzy skrzywdzili jej siostrę, być może sprawiła, iż Jane nie musiała kryć się w parszywych, paskudnych norach, iż nie musiała nosić obroży ani przyjmować niezdrowych dawek kiepskiej jakości mutazyny. Znacząco ułatwiła jej życie, ale... Nie była dobra. A Atwell nie potrzebowała przypomnień, jak to wyglądało od strony osób, które nie miały tyle szczęścia, co ona sama. Zwłaszcza wyglądających w ten sposób.
I choć zdecydowanie pragnęła tak po prostu wyminąć wszelkie przeszkody, kierując się w stronę wyjścia... Gdy usłyszała ten cichy, niesamowicie przybity głos, dosłownie zatrzymała się w połowie ruchu, przenosząc spojrzenie na drobną blondynkę na podłodze. Co niby miała zrobić? Nie mogła tu zostać... Nie mogła pomóc Fay, skoro ledwo robiła to na własną rękę.
- Muszę... - Odpowiedziała, spuszczając wzrok. - To jest mój świat. Widzisz, dlaczego cię w nim nie chcę...
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-01-02, 20:26   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Musiała złapać oddech. Wdech i wydech, tak to szło. Powoli. Raz za razem i w końcu pierwszy szok minie. A potem minie trochę czasu i jakoś poradzi sobie z tym natłokiem wspomnień. Zresztą, tym będzie się martwić potem, bo w tej chwili... była już tak blisko i Sophie znowu chciała jej umknąć.
Pokręciła głową na jej słowa, jedną ręką łapiąc za drewniane palety, które leżały obok niej i które miały pomóc jej wstać. Wierzchem drugiej dłoni przetarła po policzku, rozcierając łzy po jego powierzchni.
- Nie, Sophie, to jest nasz świat. Nas obu. Proszę... - powiedziała, podnosząc na nią wzrok i... przez jedną krótką chwilę myślała, że ją przekonała, że jej siostra zostanie. Ale zamiast tego ta pokręciła tylko głową, odwróciła się i odeszła.
Fay chciała wierzyć, że to dla ich wspólnego dobra, że tak będzie dla nich lepiej. Ale nie potrafiła przekonać nawet samej siebie.
Dochodziła do siebie może jeszcze minutkę albo dwie, ale po tym czasie... no co miała zrobić? Trzeba było jakoś wziąć się w garść i odnaleźć wyjście. Bo swojej siostry pewnie po raz kolejny nie da rady. Przynajmniej na razie.

//zt x2
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5