Poprzedni temat «» Następny temat
Welcome in Hell
Autor Wiadomość
Mortimer Folchart



Death is salvation, not punishment.

.

.





name:

Mortimer Folchart

alias:
Doktor Śmierć, Mort

Wysłany: 2018-09-09, 21:37   Welcome in Hell

Mortimer stał przed wejściem do siedziby AlterGen. Budynek był niewielki, ulokowany na prywatnej, zalesionej posesji między Seattle a Portland. Ot, zwyczajna minimalistyczna bryła z betonu, z niewielkim garażem, nowocześnie urządzonym biurem i kilkoma mniejszymi pomieszczeniami. Duże logo "AlterGen" wisiało na budynku nad wejściem, jako jedyny ozdobnik. Samochód, przypominający wojskowy transportowiec zajechał na żwirowy podjazd i zatrzymał się. Z szoferki wysiadł mężczyzna i kobieta, on typowy wojskowiec, ona w lekarskim kitlu i szpilkach z upiętymi wysoko włosami i w czerwonych okularach.
- Witaj Dolores, wyglądasz promiennie. - przywitał się z nią Mort, składając obowiązkowy całus na jej policzku.
- Mortimerze, jesteśmy w pracy. - zaśmiała się kobieta kokieteryjnie. Nie miała pojęcia że jego flirtowanie z nią jest tylko precyzyjnie wyliczoną taktyką, niczym więcej.
- Zabezpieczenie Obiektu 36 przebiegło bez większego problemu? - zapytał, przyglądając się jak mężczyzna w kamizelce kuloodpornej podchodzi do drzwi do ładowni samochodu.
- Tak, tak. Tu masz wyniki ankiety środowiskowej i ankietę personalną rodziców. Osobiście powiedziała bym, że ulżyło im kiedy zabraliśmy chłopca. Oczywiście póki co nie podejmowaliśmy żadnych środków zabezpieczających, chłopiec poszedł z nami z własnej woli. Jest przestraszony, ale nie wykazywał agresji. - Dolores wdzięczyła się przed nim, starając się być jak najbardziej przydatną ale jego oczy utkwione były już w chłopcu, który wysiadł właśnie z samochodu.
Był niewielki, szczupły, z czupryną kędzierzawych włosów i dużymi, przerażonymi oczami. Przez ułamek sekundy Mortimer zobaczył w nim siebie samego, kiedy widział ojca w drzwiach pokoju wieczorem ale obraz zniknął tak szybko jak się pojawił.
- Witaj, Vincent. - przywitał się z chłopcem, siląc się na lekki uśmiech i uprzejmy ton. Musiał zachować pozory dopóki obiekt nie będzie w stu procentach pod ich kontrolą. - Proszę, chodź za mną. - polecił i poprowadził chłopca do wnętrza budynku, jasnym korytarzem. Na ścianach co kawałek wisiały plakaty motywacyjne w stylu: "Odbij od dna dzięki DNA!" Lub "Alter Genetics, alternatywa dla ludzkości!". Mortimer otowrzyli jedne z kilku białych drzwi, zaś za nimi znajdowało się pomieszczenie prawie do złudzenia przypominające gabinet lekarski. Do środka wszedł on, chłopiec i ochroniarz, który zajął miejsce przy drzwiach obserwując wszystko w milczeniu.
- Rozbierz się proszę za parawanem, przeprowadzimy teraz podstawowe badania i pobierzemy ci krew. - Młoda, blond włosa pielęgniarka czekała na nich w środku. Zwróciła się do Vincenta, pokazując mu miejsce w którym mógł się przebrać.
Dalsze badania wyglądały bardzo podobnie do zwykłej wizyty u lekarza, z tą tylko różnicą że tuż po pobraniu krwi Vincentowi wstrzyknięto pod skórę coś w rodzaju błyszczącej kapsułki, co Mort nazwał "stopniowo uwalnianym preparatem winaminizującym".
[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-10, 08:48   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


WELCOME TO HELL

2013





Vincent drżał na całym ciele. Przecież....to nie mogło się dziać naprawdę. Ten dzień zaczął się tak normalnie. Była sobota, rano zjadł ulubione tosty z szynką i serem, potem grali z Vanessą i Kate w piłkę, wieczorem miał wpaść do Coltona na oglądanie filmu...a teraz był w jakimś obcym miejscu, wyglądającym jak szpital, po to by go "uleczyć:". On nie chciał być uleczony, jemu się podobały jego zdolności! Czyniły go wyjątkowym i przecież nie robił tym nikomu krzywdy, prawda? Co z tego, że był...ten, no...mutantem ! Przecież nadal był sobą !
A jednak, stało się. Jego rodzice nie protestowali, gdy go zabierano, mama wręcz go popchnęła w ramiona tego pana, który go zabrał. Siostry patrzyły na niego z przerażeniem, jakby zrobił coś okropnego. Kiedy wróci do domu ? Przecież w przyszłym tygodniu ma mega ważny sprawdzian z algebry! Może go do tego czasu wyleczą? Abo wypuszczą warunkowo i pozwolą napisać test ?
Bogowie, jak on się mylił...
Drżąc jak wystraszone zwierzątko, stanął przed obliczem doktora Morte. Wydawał się on bardzo miły, choć jego oczy wydawały się dziwnie chłodne. Edams podreptał za lekarzem posłusznie i pozwolił się zbadać. W końcu nie wiedział wtedy, że właśnie jest jedną nogą w piekle.
Skrzywił się podczas zastrzyku, ale zniósł go dzielnie.
- Eee...panie Doktorze... - zaczął niepewnie - Bo ja mam w przyszły poniedziałek ważny test z algebry... i muszę na nim być... - spojrzał swoimi sarnimi oczętami na Folcharta - No i...czy ja muszę leczyć tą mutację? Ja nikomu nie robię tym krzywdy, ani nic... - zaszurał nerwowo nogą.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6