Poprzedni temat «» Następny temat
Traditional pancakes with maple syrup
Autor Wiadomość
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-16, 18:56   Traditional pancakes with maple syrup
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// 15.03.2018, ranek

Fay nie chciała już tego wszystkiego słuchać. Aaron już zaczynał opowiadać o kolejnych planach, zemście na DOGS a ona... zwyczajnie nie miała już na to siły. Ostatnia porażka i tak ogromne konsekwencje z nią związane sprawiły, że nie chciała się pchać w kolejną akcję. Nie chciała, żeby znowu ktoś ucierpiał, nie chciała tej całej odpowiedzialności z tym związanej. Nie chciała stracić nikogo więcej tak, jak to się stało w przypadku Leona. I tak miała łzy w oczach za każdym razem, gdy o tym pomyślała. Nawet jeśli Hawthrone żył, nie miała pojęcia, jak to sprawdzić ani jak mu pomóc. Ta niepewność połączona z bezsilnością, wzbogacona o żal po tym, co się stało z obozem... Fay sama nie wiedziała, jakim cudem w ogóle jeszcze jakoś się trzyma, naprawdę. Chyba tylko to, że nie była w tym wszystkim sama i fakt, że miała z Ronnim jakiś plan sprawiały, że jej myśli były jako tako zajęte i nie miała kiedy zastanawiać się nad innymi sposobami ucieczki.
A propos samego planu. Fay nie chciała mieszać się w żadne większe akcje, nie chciała brać w niczym udziału. Jednak z Penny sprawa była zupełnie inna. Jeszcze przed atakiem na DOGS powiedzieli sobie z Ronnim, że spróbują jej pomóc, znaleźć jej jakiś nowy dom z dala od tego całego szajsu. Teraz przyszedł na to odpowiedni moment. Nie mieli jeszcze mocy, ale większość spraw już względnie sobie ułożyli, znaleźli sobie nowe lokum, byli w miarę bezpieczni, więc przyszedł czas, żeby podziękować Mike'owi za opiekę nad Penny i samemu się nią zająć. Po krótkiej rozmowie telefonicznej ustalili, że najlepszym miejscem na spotkanie będzie niewielka knajpka śniadaniowa przy jednej z dróg wylotowych z Olympii. O tej porze ludzi było tam niewiele, Mike będzie miał dobry dojazd z nowego miejsca bractwa, a Ronnie i Fay... cóż, chyba przydałoby im się nareszcie jakieś dobre śniadanie. Dwa ostatnie tygodnie sprawiły, że oboje widocznie zmizernieli, chociaż... na to chyba nawet naleśniki z syropem klonowym niewiele mogły poradzić. Chociaż robili je tutaj genialne.
Gdy Fay zajechała na parking, oprócz nich były tu jedynie dwa inne samochody, jednak w żadnym z nich nie rozpoznała auta Mike'a. No cóż, byli trochę przed czasem, więc nie pozostawało nic innego, jak tylko wejść do środka i zająć miejsce gdzieś w dalszej części sali, na dwóch czerwonych kanapach, gdzie nie będą zwracać na siebie większej uwagi. Gdy tylko zajęli miejsce, przywitała ich jedna z kelnerek, polecając kilka rzeczy i przede wszystkim proponując kawę, na co Fay od razu przystała.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-16, 20:05   
  

   1 Rok na Giftedach!


Ronnie słuchał planów Aarona i cholernie chciał, żeby mogli je zrealizować. Był tym razem jednak znacznie większym realistą niż kilka dni temu, gdy zgodził się na szaleńczy wjazd do siedziby DOGS. Postąpili głupio. Wiedział to od samego początku, jednak złość uniemożliwiała mu trzeźwy osąd. Ryzykował wtedy swoją głową, jednak kompletnie nie pomyślał o konsekwencjach swojego czynu. Konsekwencjach, które mogły odbić się na innych, nie tylko na nim. Czasami własny los wydawał mu się tak bardzo obojętny, że zapominał że mimowolnie wpływało to na innych. To nie była kwestia samobójczej myśli, tylko to, że czasami myślał, że nie ma nic do stracenia, a miał. Dlatego teraz nie był tak chętny do planowania kolejnego ataku. Był wściekły. Chciał zemsty. Niekoniecznie nawet na Ambrose, wystarczyłaby mu głowa jakiegoś nic nie znaczącego agenta dogs. Myśli, które rodziły się w jego głowie przez ostatnie dni wydawały się być przerażające nawet dla niego, a miał już swoje na sumieniu. Nie był jednak tym samym człowiekiem co kilka lat temu.
Od ponurych myśli odciągnęło go jednak to, że on i Fay mieli zadanie do wykonania. Właściwie to było jedyne co trzymało go przy względnie zdrowych zmysłach w ciągu tego tygodnia. Świadomość jakiegoś celu, że nie może zawieść. Miał czym się zająć, musieli przecież znaleźć sobie jakieś bezpieczne miejsce, do którego mogliby zabrać Penny, a potem wyciągnąć od niej jakieś informacje o rodzinie lub samemu spróbować znaleźć kogoś kto się nią zajmie. Ackermanowie milczeli, prawdopodobnie po marszu oni również odwrócili się od mutantów. Wolał się tam nie pokazywać, nie z dzieckiem, które nie potrafiło panować nad własną mocą.
Tak też postanowili wziąć to na razie na swoje barki. Zresztą chyba oboje tego potrzebowali. Zaszyć się gdzieś daleko od cywilizacji, wylizać rany. Nie umknął mu jej nastrój. Mógł tylko domyślać się, że dotyczyło to Leona. Może powinien wyznać jej prawdę, ale nie potrafił jej tego powiedzieć. Sam zresztą też nie był zbyt dobrym kompanem. Gdy Aaron ochoczo mówił o swoich planach, Ronnie milczał. Zajęty własnymi myślami, którymi nie mógł się z nikim podzielić. Gdy bywał sam próbował jakoś uaktywnić moc. Nie wiedział czy to w jakiś sposób działa. Czy wpływa na przyspieszenie powrotu do pełni sił, wiedział że zwykle po tym już na kilka godzin może pożegnać się ze spokojnym popołudniem. Głowa pękała mu w szwach. Brak mocy wiązała się jednak z kilkoma plusami. Mógł spokojnie zasnąć. Z myślą, że jeśli znów obudzi go jakiś koszmar, to nic się nie stanie. Drugim skutkiem może trochę mniej pozytywnym było to, że mógł upić się bez martwienia się o konsekwencję. Pierwszy raz od bardzo dawna i wykorzystał tą okazję i upił się do nieprzytomności. Może nie było to zbyt rozsądne, ani zdrowe podejście do problemu, ale Ronnie właśnie w taki sposób funkcjonował. Dusił w sobie wszystko, do momentu gdy przestawało palić tak bardzo, że nie mógł funkcjonować. W jego głowie działo się stanowczo zbyt wiele.
Dzisiejszego poranka był dość milczący. Bardziej niż zwykle. Być może dlatego, że niekoniecznie był dumny z tego, że wczoraj zniknął tylko po to, żeby wrócić w stanie skrajnego kaca. Cóż, wykorzystał swój ostatni dzwonek zanim stanie się rodzicem. Dlatego też Fay usiadła za kółkiem, a on zajął miejsce obok niej.
Jadłodajnia wyglądała na dość obskurną. Może nie była to speluna, ale z pewnością nie zapraszała swoim wyglądem porządnych obywateli. I dobrze. W środku pachniało kawą i przypalonym bekonem. Od razu zabrało mu się na wymioty. Opadł ciężko na siedzenie obok Fay, naciągając na czoło bordową czapkę z daszkiem. Mimo, że nie miał ochoty jeść zamówił jajecznice z tym przypalonym bekonem, od którego zapachu aż go mdliło. I kawę, bo głowa pękała mu w szwach. W końcu kelnerka odeszła. - Spóźnia się? - zapytał, dłubiąc przy dość niechlujnie założonym opatrunku, który miał na ręce. Musiał wczoraj rozbić butelkę. Szkoda, że nie wybuchła. Starał się nie rozglądać, by nie wyglądać podejrzanie, ale od pobytu w barze zrobił się jeszcze bardziej podejrzliwy niż do tej pory. I właśnie w tym momencie na parkingu, który mogli obserwować przez okno, pojawił się samochód, a chwilę później wysiadł z niego Mike, a zaraz za nim Penny. Uśmiechnął się półgębkiem, chyba pierwszy raz dzisiejszego poranka. Martwił się, że coś mogło pójść nie tak. Dalej mogło, ale męczyło go dziwne uczucie, że tak naprawdę ani z Mikiem, ani z Penny nie jest wszystko w porządku. Że być może coś stało się podczas ataku, że tak naprawdę to jakiś podstęp. Ale teraz odczuł widoczną ulgę.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-16, 20:59   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Jeśli chodziło o Mike'a to te dwa tygodnie z dzieckiem dużo w jego życiu zmieniły. To były piekielne dwa tygodnie w jego mniemaniu. Nie chodziło samą Penny, bo dziewczynka dość szybko przywiązała się do starszego braciszka, jak kazał na siebie Mike mówić. Chłopak traktował ją jak małą księżniczkę, ale to raczej było wynagrodzeniem jej czasu jak go nie było. Zabawki, nowe ciuszki, słodycze... A w zamian powoli zbliżał się do dziewczynki. Młoda musiała siedzieć długie godziny sama, miał nikomu o niej nie mówić, tak też zrobił, chociaż nie było to proste biorąc pod uwagę, ze stara siedziba to była ruina, miał na głowie więcej obowiązków niż dotychczas, bo część Łowców zdezerterowała, musiał odnajdywać mutantów, brać zaopatrzenie i spotkał swojego brata. To wszystko plus piekielne moce Penny, sprawiały, ze był wrakiem człowieka. Mógł się tylko cieszyć, ze w przed dzień ataku zawiózł młodą do nowej siedziby i tam ja schował. Musiał ktoś nad nim czuwa, że właśnie wtedy postanowił ją przenieść, bo inaczej pewnie byłaby zabita lub pod badaniem DOGSów, ponieważ Mike zbiegiem okoliczność i świcie dnia ataku, miał do odebrania nową mutantkę...
Po dostaniu smsa od Fay, poczuł częściową ulgę. Cieszył się, ze żyli, to było coś czego nie da się opisać. Czuł radość i jednocześnie wściekłość, bo gdyby nie oni i ich głupi pomysł ataku samobójców, to pewnie stary dom dalej by stał a tyle ich przyjaciół nie trafiłoby do niewoli lub gryzło teraz ziemię... Spakował wszystkie rzeczy Penny, spakował ja do fotelika dziecinnego z tyłu wysłużonego auta. Tak dawno nie jeździł samochodem, ze poczuł się naprawdę dziwnie za kierownicą. Powiedział małej, ze jada do cioci Fay i wujka Ronniego, ale najwidoczniej mała powoli łączyła fakty. Nie miało się co dziwić dziecku, była z nim równie długo co z nim, straciła rodziców z tego co mówili mu jego przyjaciele... Pamięć dziecięca bywa zawodna, ale podejrzewał, ze jak tylko zobaczy ich będzie zupełnie inaczej.
Na parking zajechali nieco spóźnieni, Mike miał na sobie swoją ulubioną kurtkę i czapkę z daszkiem. Po chwili wyciągnął młoda z fotelika i wziął na ręce, stawiając na parkingu. Miała śliczną różowo-biała sukieneczkę, z różowymi rajstopkami i ładnymi białymi bucikami, na główce dwie kiteczki z gumkami w śnieżnobiałe różyczki, w dłoni trzymała brązowego króliczka, którego dostała od chłopaka w pierwszy dzień. Mike zerknął jeszcze na tylne siedzenia, gdzie był jej kochany chomiczek.. Tyle obowiązków. Mimo wszystko przyzwyczaił się do tej dziewczynki, poza koszmarami i cóż.. Pomimo, że wiedział iż nie nadaje się na ojca, to czuł ukucie jakiegoś smutku, ze tym razem oddawał kawałek swojej historii.
Ruszył z młodą trzymając ją za rączkę do środka. Spojrzał na zmęczone twarze przyjaciół i nie wiedział czy się uśmiechać czy też od razu ich zrugać. Nie wiedział tez jak Penny się zachowa, czy tez podbiegnie do nich. Rozstania bolały.
- Hej. - odparł po czym lekko się jednak uśmiechnął, było widać po jego twarzy nie mniejsze zmęczenie co po ich – Ciesze się, że jesteście cali. - dodał po chwili
[Profil]
  [AB-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-16, 23:20   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay nie powiedziała nic, kiedy Ronnie zamówił sobie jedzenie. Ona chyba wolała poczekać z tym na Mike'a i Penny, którzy prawdopodobnie też byli dopiero przed śniadaniem, w końcu godzina była dość wczesna. Ale rozumiała Hendersona, kac morderca widocznie dokuczał mu wyjątkowo mocno. Dobrze, że chociaż łazienkę mieli blisko, bo wiadomo, jak to było z tymi pierwszymi posiłkami - jak z przeszczepami. Mogły się przyjąć, albo nie.
- Nie, jeszcze przed czasem - powiedziała do chłopaka, sama pociągając łyka kawy, która do najlepszych nie należała. O tyle dobrze, że była ciepła i mocna i dziewczynie w zupełności to wystarczyło. Może nie miała kaca, którego trzeba było leczyć, ale dzień wcześniej, gdy została sama i jej uwaga nie była w żaden sposób rozpraszana, łzy jakoś tak same zaczęły płynąć i przestały chyba dopiero wtedy, gdy udało jej się zasnąć.
Musiała jednak przyznać, że po tym było jej zdecydowanie lepiej. Na swój sposób wszystkie emocje tego wieczora z niej zeszły i teraz mogła na spokojnie zacząć od nowa, skupić całą swoją uwagę na Penny i pomocy jej.
Minuty mijały, przekroczyły umówioną godzinę i gdy Fay już miała zacząć się martwić, że może coś poszło nie tak, znajomy samochód podjechał wreszcie na parking, a z niego wyszedł Mike i... no właśnie, Murphy omal nie zakrztusiła się kawą, którą właśnie piła, na widok tej całej kreacji. Tak bardzo przyzwyczaiła się do Penny w ogrodniczkach i sweterkach, które znalazła dla niej w obozie, że teraz, widząc ją tak odpicowaną na różowo przeżyła mały wstrząs. Nie no, kamuflaż pierwsza klasa, w tym przebraniu nikt by nie pomyślał, że ten cukiereczek jest w stanie samodzielnie załatwić oddział DOGS. Świetna robota, Mike!
Mimo to musiała przyznać, że ich widok wywołał uśmiech na twarzy Fay. Dobrze było na własne oczy widzieć, że są cali i zdrowi.
- Tak, wy też, chociaż... Penny wygląda na bardzo skrzywdzoną - odparła z rozbawieniem, nie mogąc się powstrzymać, chociaż gdy mała do niej podeszła, chcąc usiąść obok, dziewczyna szybko się zreflektowała - To był tylko żart, masz śliczną sukienkę - powiedziała, przyciągając Penny do siebie - Jedliście coś? - spytała Mike'a - Penny, co powiesz na naleśniki? Z syropem klonowym, albo czekoladą i owocami? - zwróciła się znowu do małej, jednak nie jakoś strasznie nachalnie. Sekundkę czy dwie jej zajęło dopytanie, czego mała właściwie chce, bo do zbyt rozmownych nie należała, ale ostatecznie stanęło na tych z dodatkiem czekolady i owoców. Fay sobie także takie zamówiła, tyle że z syropem klonowym i bananami.
- Co z wami, jesteście bezpieczni? - spytała, kątem oka zerkając na odchodzącą z ich zamówieniami kelnerkę - Co z bractwem? - spytała cicho - Nic nie wiemy oprócz tego, że obóz został zaatakowany - dodała półgłosem. Wiedzieli tylko tyle, co powiedziała im Cass dzień po ataku, ale i ona nie potrafiła udzielić zbyt wielu informacji. Mike z pewnością będzie potrafić.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-17, 09:39   
  

   1 Rok na Giftedach!


Tak jak podejrzewał zostawienie małej dla Mike’a nie było dobrym pomysłem. Mało nie dostał zawału jak zobaczył Penny w tej różowej sukieneczce, kucykach. Wyglądała jakby ktoś porwał ją z cyrku. Sama dziewczynka nie wydawała się jednak niezadowolona ze swojego stroju. Wręcz przeciwnie dumnie kroczyła po barowym parkingu, a później tak pięknie odpicowana pojawiła się w drzwiach baru. Chyba ich poznała. Może nie rzuciła się im w ramiona, ale było widać, że chyba odczuła ulgę, że widzi ich kolejny raz. W końcu obiecali jej, że ją zabiorą, a później nie pokazywali się przez jakieś dwa tygodnie. Praktycznie spędziła tyle samo czasu z Mikiem, co wcześniej z nimi. Cieszył się tylko, że Ryan nie spanikował po ataku na Bractwo i nie powiedział nikomu o dziewczynce. W końcu w innym wypadku pewnie nie pozwolono by im ją zabrać. Nie zdziwiłby się, gdyby ktoś próbowałby jednak wykorzystać jej moce w celach obronnych, a chociaż również Ronnie widział w tym pewne zalety, to jednak miał świadomość, że Penny była jeszcze dzieckiem i zasługiwała na normalne dzieciństwo. Musieli tylko znaleźć odpowiednie miejsce gdzie będzie takie miała.
- Wyglądasz jak gówno. - powiedział na przywitanie do Ryana. To w języku Ronniego było takie “dobrze cię widzieć, przyjacielu”. Żeby było śmieszniej, Ronnie prawdopodobnie wyglądał nie lepiej po wczorajszej szarży. Zresztą cała trójka wyglądała jakby przez ostatnie dwa tygodnie naprawdę sporo przeżyli Dopiero po chwili uświadomił sobie, że w sumie nie powinien przy Penny używać takich słów, ale no już trudno. Wymsknęło mu się. - Mike, dobrze się tobą zajmował? - zagadnął dziewczynkę, patrząc na nią. Oh, z pewnością nie był taki fajny jak Mike, ani taki łagodny jak Fay, ale Penny odpowiedziała mu trochę nieśmiało, ale z uśmiechem. Nie mógł przyzwyczaić się do tej różowej sukienki.
Gdy Fay zaczęła mówić, zerknął w stronę kelnerki, która wydawała się być już pochłonięta innymi zadaniami. Bardzo długo czekał na odpowiedzi na te pytania. Dlatego wbił spojrzenie w mężczyznę, bo w zasadzie nie miał w tym momencie nic do dodania, najbardziej interesowało go to co miał dla nich do powiedzenia Mike.
Czy czuł się winny z powodu tego co się stało? Oczywiście. Chociaż to nie on zdradził, był jednym z uczestników zdarzenia. Zresztą… Powinien robić teraz to co Mike. Też był łowcą. Zajmował się pomaganiem mutantów, odnajdywaniem ich. Czuł, że zawiódł na całej linii, a co najgorsze nie było odwrotu. Raz, że własny honor nie pozwalał mu na to, żeby prosić Colleen o powrót, dwa… Chyba nie potrafił jeszcze spojrzeć tym ludziom w oczy. Ściągał ich tam, zapewniał o bezpieczeństwie, a częściowo przyczynił się do tego co ich tam spotkało. Wina nie była po ich stronie, a jednak nie potrafił jej z siebie zmyć.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-23, 23:37   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike zdawał sobie sprawę jak wyglądał i jak młoda wyglądała... Nikt mu niestety nie zostawił instrukcji obchodzenia się z dziećmi. Może parę razy i miał styczność w Bractwie z nimi, ale mimo wsio to nigdy niańką nie zostawał. Więc cóż... Mike postanowił jak widać działać instynktownie i tak z małej Penny w ogrodniczkach zrobiła się księżniczka z masa zabawek... Az dziw, ze przez te dwa tygodnie nie przytyła od nadmiaru słodyczy... Ale fakt faktem był, ze dla Mike'a ten okres był koszmarem i szczerze.. Odwidziało mu się mieć własnych dzieci.. Zbyt dużo z nimi kłopotu jak widać. Był zbyt jeszcze dziecinny do tak poważnej roli w jakiej postawili go przyjaciele.
- No Ronnie, powiedział bym, że ty również. - odparł z lekkim uśmiechem. - A co skrzywdzenia, Penny sama zażyczyła sobie podobną sukienkę i jak miałem dziecku odmówić by nie wychodziło z kryjówki. - westchnął.
Na jego twarzy pojawiło się większe zmęczenie, ale i wyraźna ulga. Żyli i jak widać sami wyglądali jak gówna, ale no żyli. To się liczyło. Mike nie wybaczyłby im jakby zginęli gdzieś i zakopani byli w lesie lub spaleni...
- Chętnie coś wszamiemy. - odparł w sumie nieświadomie za oboje. - Myślę, że zjadłbym to samo co młoda tylko z trzy porcyjki.
Był wdzięczny, ze Fay tak się opiekowała małą. Ta widać było, ze mało im jeszcze ufała, nie widziała ich dwa tygodnie, ale no kobieta miała podejście do dzieci, więc i widział na twarzy małej sympatię.
Jednak Mike po pytaniu dziewczyny poczuł ich może i zbyt nachalne spojrzenia. Nie miał zamiaru ich oszukiwać dlatego westchnął i obrzucił ich lekko obojętnym wzrokiem i zaczął mówić ściszonym głosem.
- Ktoś z waszych musiał puścić parę z ust. Zapewne wiecie jakie są straty. Ostrzegałem, ze się dobrze to nie skończy. - tutaj spojrzał wymownie na Fay – Jednak ciesze się, ze wam się nic wielkiego nie stało, poza Ronniem, który wygląda jakby był trochę wczorajszy. - chrząknął – Ale ogólnie mogło być gorzej, przynajmniej część z nas jak widać żyje.
Mike nie zamierzał zdradza im dużo, nie wiedział czy to na pewno któreś z nich nie zdradził, nawet nieświadomie. Zdawał sobie sprawę, ze w szeregach DOGSów są też inne mutanty... Jednak musiał bronic swoich. Colleen wywaliła tę dwójkę obok nich, Mike chciał być w stosunku do nich fer, poprosili go o zajęcie się Penny nie było problemu... Zawsze pomagał przyjaciołom, tylko czy mógł ich teraz tak nazwać? Chciałby w to wierzyć, mimo wszystko byli mu bardzo bliscy, a zwłaszcza Fay, którą uważał za swoją siostrzyczkę...
- Co się z wami działo przez te dwa tygodnie? - spytał, czekając na zamówienie i patrząc na nich to na jedno, to na drugie i na Penny.
[Profil]
  [AB-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-24, 10:47   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- No proszę, proszę, ktoś tu nauczył się pięknie wykorzystywać sytuację - powiedziała, początkowo patrząc z rozbawieniem na Mike'a, jednak ostatecznie zwracając się do Penny, która chyba nawet odwzajemniła uśmiech Fay w taki dziecięcy, chochlikowaty sposób, jak gdyby została za coś pochwalona. Cóż, mała korzystała póki mogła, bo teraz... raczej ciężko będzie o nowe sukienki czy zabawki. Może to i lepiej, że została w to dobrze wyposażona podczas pobytu z Mikiem.
Fay zamówiła wszystko to, co chciał Ryan i Penny, dodatkowo biorąc coś dla siebie i prosząc o kolejną dolewkę kawy. Miała nadzieję, że spore śniadanie ze sporą ilością cukru jakoś postawi ją na nogi, bo na razie nie mogła powiedzieć, żeby była w szczytowej formie. A jeśli dobrze pójdzie będzie to chyba pierwszy, większy, ciepły posiłek, jaki da radę w siebie wmusić.
- Tyle to sami się domyśliliśmy - mruknęła na pierwsze słowa Ryana. Ewentualnie istniała jeszcze opcja, że skoro nic nie pamiętali, to może ta sama osoba... mutant... dobrała się do ich wspomnień także i w taki sposób, pobierając z ich głowy lokalizację bractwa. Wtedy nikt nawet nie musiał nic mówić - Dzięki, Mike. Jedyne, czego nam teraz trzeba, to "a nie mówiłem" rzucone prosto w twarz - rzuciła lekko rozdrażnionym tonem głosu, bo naprawdę, zdanie o ostrzeganiu ich mógł po prostu przemilczeć. Tak, zdawali sobie z tego sprawę, nie trzeba było przypominać im tego na każdym kroku.
- Ile osób zostało pojmanych? Ilu nie wyszło z tego cało? - spytała, zanim zdążyła się dobrze zastanowić, czy na pewno chciała znać odpowiedź na to pytanie. Chyba wygrała tutaj jakaś dziwna ciekawość... albo przynajmniej fakt, że jeśli już miała brać za coś odpowiedzialność, chciała dokładnie wiedzieć za co - Ktoś znajomy? - dodała jeszcze tylko, znacznie ciszej. Nie miała kontaktu z wieloma osobami, nie wiedziała w jaki inny sposób mogłaby się dowiedzieć czy ktoś, kogo znała, stracił życie.
Słysząc ostatnie pytanie, nie odpowiedziała na nie od razu, jedynie przenosząc spojrzenie na Ronniego. To jemu Cass przywróciła kilka wspomnień z pobytu w dogs, więc to on miał większą wiedzę do udzielenia odpowiedzi na to pytanie. Jedyne co Fay mogła powiedzieć to to, że zostali złapani i przetrzymywani przez tydzień. Potem ich wypuścili, a od tamtej pory się ukrywają. I... tyle.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-27, 18:35   
  

   1 Rok na Giftedach!


Szczerze powiedziawszy również Ronnie nie potrzebował żadnego “a nie mówiłem”. W ogóle było to jedno z jego najbardziej znienawidzonych stwierdzeń. Chociaż sam bardzo często go używał, szczególnie wtedy gdy miał rację. Na przykład po marszu pokojowym. Mówił, że pojawienie się na nim zwiastuje same kłopoty i powiedzenie tych trzech słów było naprawdę mogłoby mu sprawić niebywałą przyjemność, tyle że uczucie to gdzieś zniknęło, mieszając się ze złością, poczuciem niesprawiedliwości… Doskonale wiedział, że zjebali. Ale był też zbyt głupio dumny, by powiedzieć to na głos. Bardziej zirytowało go to, że Mike osądził ich o to, że zdradzili Bractwo. I autentycznie miał w tym momencie ochotę, no cóż, uderzyć go, bo w ogóle go o to podejrzewał. - Ani ja, ani Fay nie zdradzilibyśmy i nie zdradziliśmy.. - powiedział ostro, patrząc na niego ze złością. Ktoś mógłby powiedzieć, że aktualnie nie był na pozycji, która pozwała na ciskanie gromami z oczu, bo pośrednio był winny temu co się stało, a jednak… Naprawdę zarzucał mu zdradę? Był w Bractwie od samego początku. Narażał dla nich własne życie, robił tyle co mógł by było tam bezpiecznie, sprowadził tam dość pokaźną grupkę mutantów i nawet teraz po części czuł się za nich odpowiedzialny. Oskarżenie o zdradę piekły, bo przecież nigdy by tego nie zrobił i fakt, że obecnie nie był już jego “oficjalnym członkiem” nie sprawiał, że zapominał o latach, które tam spędził. Miał konflikt z Colleen nie z resztą Bractwa, chociaż cóż… Teraz już wiedział, że prawdopodobnie oni teraz nie za bardzo chcieli go widzieć na oczy. Ten scenariusz przerabiał też już kilka razy. Był w stanie z tym żyć, aczkolwiek okropnie ciążył mu fakt bycia zdrajcą, bo tym kimś nie był.
- Nafaszerowali nas mutazyną i wyrzucili w dzień ataku. Musieliśmy się pozbyć nadajników i znaleźć jakieś miejsce, żeby móc tam zabrać Penny. - odpowiedział dla Mike. Miał nadzieję, że nie będzie zadawał zbyt wielu pytań o to kto konkretnie ich wydał, bo w jego grze z dwudziestego marca, jeszcze tego nie powiedział Fay. Oprócz tego chyba Mike nie musiał znać szczegółów związanych z tym co tam się działo, szczególnie tych związanych z samą terapią. - Mają mutanta, który potrafi manipulować wspomnieniami. - spojrzał na Mike. Może nie byli w tym samym obozie, ale przecież wciąż grali w tej samej drużynie, prawda? Lepiej byłoby, żeby ci z Bractwa wiedzieli o zagrożeniu jakie się z tym wiąże.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-29, 23:26   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Był wdzięczny, że Fay zamówiła wszystko co chcieli. W sumie nie miał problemów z czymś takim jak zamawianie, ale skoro jego przyjaciółka to zrobiła, to nie miał nic do gadania jak czekać na coś do jedzenia. Mike mógł się cieszyć, ze potrafił skombinować pieniądze, dlatego mała nie chodziła głodna, a wręcz jak dziecko opływała w zabawkach i jak widać zbyt cukierkowych sukienkach. Nie mogli lepszej osobie zostawić dzieciaka, przynajmniej nie zginęła, a to się liczyło...
Oj Mike i jego szczerość, która jak widać zraniła jego przyjaciół. Jeśli myśleli, ze pogłaszcze ich po główce, przytuli się ze łzami w oczach ciesząc się, ze żyli, to byli w błędzie. Znali jego stanowisko odnośnie ich wyjścia na tą misję i musieli liczyć się z takimi słowami.
- Chciałbym wam wierzyć na 100%, ale sami wiecie, ze tak się nie da. Ufam wam, ale sami wiecie gdzie byliście i do czego oni mogą być zdolni.. Nie dziwcie się mi, ze zachowuję trochę dystansu. - odparł patrząc to na jedno to na drugie, nie ze złością po prostu już tak normalnie
Nie miał im za złe, ze byli rozdrażnieni, zwłaszcza Ronnie, widać była, ze prawda go bolał i raczej by sczezł niż przyznał do czegoś. Cały Ron. Mike tylko powiedział swoje i tyle. Gdyby naprawdę im nie ufał, to by dawno rozpowiedział w bractwie o Penny i by ją zostawili pod jego opieką? A czy on w tym momencie nie pokazywał tego, ze im nadal ufa i pomimo tego co się stało, dał im z powrotem dziewczynkę.
- 34 zabitych i 21 schwytanych.. No Colleen schwytali też. - westchnął odpowiadając na pytanie Fay – Sam do końca nie wiem kto dokładnie, nie było mnie na miejscu jak to się działo.
Nie było to jakąś wiedza, której by się nie dowiedzieli, po prostu czyste dane które nawet były w gazecie chyba upublicznione poza imieniem Colleen. Więc nie powinien ich jakoś mocno tym zaskoczyć. Jednak słowa Ronniego sprawiły, ze lekko zmarszczył brwi.
- Cieszcie się, ze w ogóle przeżyliście. Może myśleli, ze wypuszczając was zaprowadzilibyście ich do reszty nas...- odparł lekko się zamyślając – Jednak ciesze się, ze jesteście cali i daliście sobie z tym rade, nawet jeśli musieliście żyć jak zwyczajni ludzie przez jakiś czas. - ściszył ton głosu – Moce wam już wróciły? - odparł szczerze ciekawy.
On sam sobie nie wyobrażał, nie żyć na obrotach jakim żył. Wystarczyło mu spotkanie z bratem i to jak go spowolnił do normalnych ruchów.. Nie było to coś przyjemnego, jeśli organizm od 15 lat żył na przyśpieszeniu, a jego oczy widziały dużo szczegółów... Mówienie w naturalny sposób tez było dziwne... Oj chyba na mutazynie by nie przeżył za długo... Mógł pozazdrościć ludziom, którzy nie mieli mocy, która wpływała na nich ciągle, tak jak to miał Mike... Nie kontrolował tego, to było po prostu częścią jego...
- Niezbyt przyjemnie, ze mają takiego mutanta. Nie wróży to nic dobrego... Może tak się dowiedzieli o siedzibie naszej byłej... - powiedział nieco poważniej – Dzięki za tę informację, na pewno się przyda. A propos.. Odejdźmy trochę od tego tematu. - wstał z miejsca i zaczął grzebać po kieszeni, po chwili rzucił w kierunku Ronniego paczkę jego ulubionych fajek – Nosiłem to ciągle przy sobie, bo zapomniałem ostatnio ci dać. - chrząknął i spojrzał na Fay nico cieplej, wyciągając z kieszeni małe pudełko w kształcie serduszka – Stwierdziłem, że lepiej będzie jak go się spakuje, chociaż może wolałabyś go nosić na szyi? - odparł ze śmiechem – Przechowałem jak chciałaś moja mała siostrzyczko. - podszedł do niej i dając jej pakunek, cmoknął w czółko – Naprawdę o was nie zapomniałem jak widzicie, ciągle byliście ze mną w tym trudnym dla nas wszystkich czasie. - dodał i poczochrał Fay włosy, wiedział, ze tego nie lubi, ale nie mógł się powstrzymać, dopiero potem usiadł obok Ronniego i spojrzał na niego – No co, taki sentymentalny na starość się robię.
[Profil]
  [AB-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-30, 14:52   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay nie miała pojęcia, co odpowiedzieć na oskarżenia Mike'a. Jego słowa też ją bolały, ale z drugiej strony nie pamiętała, co się stało, a skoro dogs także dysponowało mutantami po swojej stronie, mogli wyciągnąć od nich te informacje i mogli nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. Zerknęła jedynie na Ronniego z lekkim zaciekawieniem, czy to, co mówił, wynikało z tego, że odzyskał jakąś część wspomnień i wie, co się stało, czy po prostu w takim przekonaniu chce utrzymać Mike'a.
Mimo, że mniej więcej miała świadomość tego, co się stało, podane przez chłopaka liczby ją przerażały. Pięćdziesiąt osób... dużo, cholernie dużo. Nigdy nie chciała brać na siebie aż takiej odpowiedzialności.
- Głupio z ich strony - mruknęła tylko, bo jeśli dogs myślało, że pierwsze co zrobią po wypuszczeniu to udanie się do obozu, z nadajnikami w karku, byli w dużym błędzie. Fay na tą chwilę nie chciała znać nawet nowej lokalizacji bractwa. Bezpieczniej było nie mieć tej informacji w swojej głowie.
- Nie, jeszcze nie. Ale to kwestia kilku dni - odparła krótko, nie komentując wcześniejszych słów Mike'a, jakby zwyczajne życie było jakieś ekstremalnie trudne. Świat nie kończył się na obozie i poza nim też świetnie dawali sobie radę.
Fajnie, że chłopak postanowił zmienić temat, chociaż teraz, gdy Fay na nowo zaczęła o tym wszystkim myśleć, jakoś niezbyt to pomogło. Nawet naleśniki, które po chwili przyniosła kobieta jakoś nie poprawiły jej humoru. Jedyne co to podała widelec Penny, żeby mogła zabrać się za swoją porcję i przysunęła nieco bliżej pojemnik z chusteczkami, bo jak wiadomo dziecko i nutella było dość zdradliwym połączeniem. Na swoją porcję nawet nie spojrzała, tylko z powrotem zajęła się swoją kawą.
Dopiero Mike zainteresował ją tym, co wyciągnął ze swojej kieszeni. No tak, jej medalik. Chłopak ukradł jej go kilka dni przed akcją, a gdy postanowiła go odzyskać, ostatecznie stwierdziła, że u niego będzie bezpieczniejszy. W końcu w dogs mogliby zabrać jej wisiorek, a była to jedna z niewielu rzeczy, którą miała jeszcze z domu.
- Na szyi chyba będzie bezpieczniejszy - odparła jedynie, wzruszając lekko ramionami i otwierając pudełeczko, które dostała, żeby dobrać się do złotego wisiorka, który od razu zawiesiła sobie na szyi - Dzięki - dodała jeszcze tylko, jakoś niespecjalnie reagując na te przyjacielskie gesty z jego strony. Najpierw sugeruje, że byli zdrajcami i że im nie ufa, a potem wyskakuje z siostrzyczkami i innymi takimi. Fay jakoś niekoniecznie nadążała za tym, jak szybko się to chłopakowi zmieniało.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-01, 19:34   
  

   1 Rok na Giftedach!


Ronnie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że na zaufanie trzeba było sobie zapracować. Sam nie do końca ufał nawet najbliższym, więc pewnie na miejscu Mike byłby znacznie mniej tolerancyjny niż on teraz. W końcu każdego dało się jakoś złamać. Tylko, że wiedział, że nie był zdrajcą i mimo wszystko chociaż nie znali się z Mikiem jakoś cholernie długo to jednak irytował go fakt, że podejrzewał go o wydanie Bractwa. Był łowcą dłużej niż on i poświęcił dla Bractwa znacznie więcej, ale nie powiedział już tego, bo to nie był moment na przekrzykiwanie się osiągnięciami. Gdyby nie poszli do kwatery DOGS, gdyby nie wzięli ze sobą tego kto się pierwszy złamał… Mógł tylko gdybać, ale to wcale nie zmieniało tego, że chociaż nie zdradzili, byli temu winni. Wszyscy. Mniej czy bardziej. Jednak winni. 51 ofiar śmiertelnych i 21 schwytanych. Te liczby cały czas będą mu o tym przypominać. - Słuchaj Mike… Jesteśmy świadomi tego co się stało i że to przez, że tam poszliśmy. Ale to nic nie zmienia. Dalej jesteśmy wszyscy po tej samej stronie. Mimo tego, że ty jesteś w Bractwie, a my już nie.
- Hopper, Damon? - zapytał, patrząc uważnie na Mike.
- Myślę, że chcieli żebyśmy zaprowadzili ich tam gdzie mogliby znaleźć innych mutantów, ale pozbyliśmy się już tego cholerstwa. - pokiwał głową, biorąc dużego łyka kawy. Podobnie jak dla Mike, dla Ronniego nie podobało się życie bez mocy. Mimo, że miał broń schowaną pod kurtką, czuł się bezbronny. Od bardzo dawno nie potrzebował pistoletu, żeby się bronić. Wystarczyło, że machnął rękami i wszystko było załatwione. Również i jego percepcja była zaburzona. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak bez mocy wszystko jest dziwnie proste, niewyraźne, jakby pozbawione swojego prawdziwego kształtu.
- Nie wiem czy potrafi grzebać we wspomnieniach, ale na pewno potrafi je odbierać. - mruknął niechętnie, myśląc o tym co zrobił im agent dogs.
Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy Mike rzucił w niego paczką papierosów. Mały gest, ale wystarczył żeby go trochę ugłaskać, bo przypomniał sobie to jak irytujący był Ryan, gdy podpieprzał jego rzeczy. Gdy jednak wyskoczył z wisiorkiem dla Fay, skwitował to wywróceniem oczu, podobnie zresztą jak pocałunek w czoło. - Całkiem ładny. - powiedział, patrząc na Fay z wysoko uniesionymi brwiami.
Mike usiadł obok Ronniego, a Henderson spojrzał na niego ze skrzywioną miną. - Mnie nie musisz całować. Możemy poklepać się po pleckach, na tyle czułości mnie stać. - rzucił do Mike. Miał ochotę rozpakować swój prezent, ale z pewnością kelnerka zaraz by się na niego nadarła. Tęsknił za czasami, gdy palenie w miejscach publicznych było akceptowalne. - Dzięki, że zająłeś się Penny i nie wydałeś jej. Doceniamy. - powiedział dość sucho, bo skoro już mówił mu miłe rzeczy, to nie mógł się przy tym uśmiechać.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-07-05, 10:59   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak zdawał sobie sprawę, ze Ronnie był dużej w Bractwie, sam go przyuczał do tego, ale to nie Mike postanowił sobie zbawiać świat na własną rękę z małą grupką ludzi... Naprawdę nie chciał ich podejrzewać, ale podświadomie na pewno krążyło mu to trochę po głowie. Nawet jeśli nie zdradzili to mniej świadomie przyczynili się do śmierci tulu znajomych twarzy czy też porwaniu co niektórych... Nie chciał im tego przy małej Penny wszystkiego wyrzucać, z reszta co by dała kolejna kłótnia? Nie zobaczyłby ich więcej? Kto wie, może to było naprawdę ostatnie ich wspólne spotkanie, wezmą Penny i więcej ich po prostu nie zobaczy. To cholernie bolało, bo jak z kimś się człowiek zżyję to potem boli gdzieś w okolicy klatki.
- Wiem Ronnie, wiem. Może gdyby Colleen więcej coś robiła, nie byłoby tego rozłamu. - westchnął, chociaż Coll straciła w tamtym okresie też dużo i rozumiał ją po części.. – Will parę dni temu się znalazł. Damon tez na pewno żyje. - dodał spoglądając na mężczyznę
Spoglądał na nich i się lekko uśmiechnął.
- Najważniejsze, ze ich plany jednak się nie ziściły i daliście sobie rade z tym problemem. - tak chodziło mu o nadajniki
Na słowa Fay lekko się uśmiechał. Jeszcze parę dni będą bez mocy, jak tak można żyć było... Widać było po jego przyjaciołach, ze wyniszczało ich to... Pewnie byli ścigani przez psy i przeżyli własny koszmar. Na dodatek Mike powiedział im o ofiarach, pewnie wbił szpilkę prosto w tyłek tymi swoimi słowami. Ale powinni znać Mike'a na tyle, ze szczery potrafił być do bólu, nawet jeśli to czasem bolało.
Mike myślał, by kontynuować rozmowę na temat tamtego mutanta, ale widząc minę i to powiedzenie wręcz niechętne, dał sobie spokój. Skupił się na rozdawaniu prezentów, niczym mikołaj.. Nie zamierzał ich ugłaskiwać, ale pokazać, ze zawsze byli z nim jako tako, podczas tych dwóch tygodni i nie zapomniał o nich. Bo tak było.. Nie było pieprzonego dnia by się o nich nie zamartwiał. Byli to jego przyjaciele, może z Fay był bardziej zżyty, ale z Ronnim mieszkał, uczył się i gdy go zabrakło, przymierzał jego pozostałe ciuchy, które były na niego o wiele za duże... To ostatnie się wytnie, dobrze, ze nikt tego nie widział.
Miał wrażenie, ze Fay była na niego zła, a to zabolało. Czy nie mogła z siebie wykrzesać chociaż trochę entuzjazmu. Przecież nie powiedział, że im nie ufał całkowicie, przecież nie powiedział, ze byli całkowitymi zdrajcami. Pokazał całym sobą, ze im ufał, bo naprawdę zrobił wszystko o co prosili. Mogła się chociaż postarać być na tyle miła, by poudawać. Mike tylko zagryzł wargę i spojrzał na jedzonko. No cóż atmosfery chyba nie oczyści. Zerknął na Penny i westchnął. Ron trochę dodał mu szpilkę w dupę, ale co poradzić. Tak według nich szczerość to było coś za co warto się cholernie obrazić na cały boży świat, jakby to była wina Mike'a. Niech się cieszą, ze przynajmniej innych miny nie widzieli. On i tak się stopował, bo chciał wierzyć, że to nie byli oni...
- Taa spoko. - odparł nieco oschle – Dostaliście co chcieliście. Nie musicie się starać o uprzejmości, skoro całym ciałem mówicie co innego. - dodał, po czym nabrał na widelec naleśnika, a z jego twarzy całkiem uśmiech zgasł.
Mike widział każda najmniejsza zmianę w mimice przyjaciół, skutki uboczne mocy, których nie kontrolował, a czasem po prostu nie chciał widzieć. Chyba najbardziej radosną z nich osobą była Penny, która zajadała się swoim posiłkiem. Tak naprawdę Mike najlepiej by po prostu stąd wyszedł, zostawiając im te wszystkie rzeczy z samochodu, by mieć święty spokój. Czego oczekiwał? Oczekiwał na pewno tego, ze prócz ciężkiej rozmowy się zrozumieją. Byli od ponad roku przyjaciółmi, ale jak widać nie znali się od strony najbardziej stresującej.
[Profil]
  [AB-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-06, 19:19   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ronnie miał rację. Co by się nie stało, oni nie zrobili tego specjalnie. Nie przeszli nagle na stronę dogs, nie zaczęli działać przeciwko obozowi. Wciąż byli za Bractwem, chociaż nie byli dłużej jego członkami i w najbliższym czasie ta jedna rzecz nie miała się zmienić.
Fay przez chwilę chciała powiedzieć, że gdyby Hopper nie żył, Tilda pewnie nie chciałaby się z nią wczoraj spotkać, jednak ostatecznie ugryzła się w język i poczekała na to, co powie Mike. Miała swoje podejrzenia, ale ostatecznie chyba nie powinna dzielić się nimi z innymi. To nie była jej sprawa, tylko Wallace, dlatego milczała.
Tak samo nie miała za wiele do powiedzenia w kwestii mocy. Owszem, bez niej było jej dziwnie pusto, ale ostatecznie była przyzwyczajona do tego uczucia. Plus nigdy też nie polegała na swoich umiejętnościach tak bardzo jak Ronnie i Mike. Ani nie były jakoś mocno obronne, ani nie korzystała z nich na każdym kroku. Były dodatkiem, pomocą, gdy musiała się gdzieś rozejrzeć czy zdobyć pewne informacje. Nigdy sposobem na życie.
- Odbierać, albo raczej ukrywać. Bo skoro jest szansa na ich odzyskanie, to nie znaczy, że zostały od tak zabrane - powiedziała tylko, wzruszając lekko ramionami, mniej więcej w tym samym czasie, gdy dostała od Mike'a wisiorek.
- Pamiątka z domu - uśmiechnęła się lekko do Hendersona - Dałam Mike'owi na przechowanie, żeby go nie zgubić - wyjaśniła pokrótce, w razie gdyby miał sobie pomyśleć nie wiadomo co. Mike jedynie oddawał jej jej własność, prezentem było co najwyżej pudełeczko, którym właśnie zainteresowała się Penny, sięgając po nie łapkami i składając w całość. Kształt serduszka chyba robiło swoje, pobudzając ciekawość małych dziewczynek.
- Mike, nie oczekuj, że będziemy skakać z radości pod sam sufit. Naprawdę cieszymy się, że nic ci nie jest i jesteśmy wdzięczni, że zająłeś się Penny. Po prostu... to tylko jedna, mała, pozytywna rzecz w gąszczu chujowych wiadomości - powiedziała, wzruszając lekko ramionami. To nie tak, że oni byli w tym wszystkim poszkodowani, ale... naprawdę gryzło ich, że wszystko skończyło się w ten sposób - Poza tym powinieneś się chyba cieszyć. Sam powiedziałeś, że musisz... jak to ująłeś? Zachować dystans? Czy nasza karygodna i nieuprzejma postawa w tym nie pomaga? - spytała, unosząc lekko brwi. Co poradzić, po wczorajszym spotkaniu z Tildą czuła się beznadziejnie, Ronnie gdzieś zniknął, a ona ledwo co zmrużyła oczy. Było chyba po niej widać, że była zmęczona, a w takim stanie o wiele trudniej było zachować pozory i udawać, że wszystko jest w porządku, albo że postawa Ryana wcale jej nie ugodziła. Mógł sobie ją całować w czółko i nazywać siostrzyczką, jednak nie miało to większego znaczenia, gdy wcześniej sugerował coś zupełnie przeciwnego.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-11, 13:20   
  

   1 Rok na Giftedach!


Miał ochotę powiedzieć coś na temat Colleen, ale ugryzł się w język. Wszyscy chyba wiedzieli już wystarczająco na temat tego co myślał o dwudziestotrzylatce za sterami Bractwa. W jednej kwestii miała rację. Nie powinni tam iść. Z drugiej jednak najzwyczajniej nie akceptował jej władzy. Przeczytała list Yvonne i nagle stała się ich przywódczynią. Na mocy skrawka papieru, który jej matka prawdopodobnie spisała, nie myśląc o tym, że zginie tak młodo. Bractwo nie było monarchią. Władza nie powinna przechodzić z matki na córkę. Powinni wybrać przyszłego lidera wspólnie, a nie pozwalać zostać osobą decyzyjną dziewczynie, która straciła matkę. Swojego czasu darzył Colleen naprawdę dużą sympatią, ale kompletnie się nie zgadzał z tym co się stało. To nie było osobiste. Po prostu uważał, że się nie nadaje i… niestety, ale znając trochę Hendersona trzeba było wiedzieć, że on po prostu czekał na impuls, który sprawi że w końcu się jej postawi. Taki już był. Bardzo ciężko było mu się przyporządkować komukolwiek. Colleen postawiła im ultimatum i on podjął decyzję. Żałował tego co się stało, ale nie żałował, że odszedł właśnie dlatego. - Nie ma co gdybać, Mikey. W moim wypadku odejście i tak byłoby kwestią czasu. Nie chciałem odchodzić, ale nie uznawałem Colleen jako przywódczyni. Szkoda tylko, że zrobiłem to w takich okolicznościach. Mieliśmy trzech mutantów, prawie nam się udało. Jedna dziewczyna uciekła. Obawiam się jednak, że chyba trochę źle zinterpretowała nasze intencje, bo Bartowski zaatakował agenta, który był obok niej. Ale w każdym razie uciekła. - odpowiedział mu. Absolutnie nie uważał, żeby to w jakiś sposób czyściło ich z winy, ale oznaczało to, że ucieczka z dogs była możliwa. Niestety, oni zapłacili za to naprawdę dużą cenę.
- Mhm. - powiedział, rzucając krótkie spojrzenie na wisiorek. Spojrzał jeszcz raz na Mike i na Fay, ale nie skomentował tego w żaden. Wcale nie był zazdrosny. Absolutnie.
Słysząc słowa Mike, mimowolnie wywrócił oczami. Cholernie cieszył się, że z Mikiem wszystko w porządku. Naprawdę polubił tego irytującego złodziejaszka, ale Fay miała w tym wypadku rację. Byli zmęczeni, zestresowani i przygnieceni winą za to co się stało. Z pewnością nie w nastroju do wesołych pogaduszek. Zresztą to był Ronnie, naprawdę ciężko było wyczuć czy ten człowiek w ogóle cieszy się na twój widok czy wręcz przeciwnie. Okazywanie sympatii przychodziło mu z trudnością. Spektrum okazywanych przez niego pozytywnych emocji było naprawdę ubogie. W jego wypadku zwykłe “doceniamy”, znaczyło że naprawdę to doceniał. Po co marnować słowa? Był oschłym człowiekiem. Po prostu. Cieszył się, że z Mikiem wszystko w porządku, ale wcale nie musiał tego mówić. Nie czuł nawet takiej potrzeby. Wystarczyło mu uczucie ulgi, widząc mężczyznę stojącego w drzwiach i wyglądającego na całego i zdrowego. - Nie dramatyzuj. Co mamy zrobić? Rzucić się na kolana i dziękować? Może złapmy się za ręce, a potem wyznajmy jak każde z nas się czuje z tym co się stało. Jak chcesz poprosimy kelnerkę, żeby puściła nam coś klimatycznego i zatańczymy wolnego. Dajmy temu upust. Chcesz, żebym ci pokazał, że cieszę się, że żyjesz? No chodź. Przytulę cię jak tego chcesz. - powiedział, wkładając do ust kolejne porcje jajecznicy z bekonem. Niestety, ale nie potraktował słów Ryana zbyt poważnie. Ostatnio na co miał teraz ochotę to wywewnętrznianie się, bo Mike czuł się źle przez to w jaki sposób się zachowywali. On naprawdę nie był człowiekiem, który dobrze dogadywał się z innymi ludźmi. Albo trzeba było zaakceptować jego postawę, albo go znielubić lub po prostu nauczyć się czytać między wierszami. Zostawili mu Penny, ale nie dlatego, bo nie mieli żadnego innego wyboru. Zostawili mu Penny, bo mu ufali. Spotkali się z nim teraz, bo wiedzieli, że jest porządnym facetem i gdyby faktycznie gówno ich to obchodziło, nie pytaliby o to co się stało w Bractwie i co z nim.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-07-13, 16:23   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Przysłuchiwał się słowom przyjaciół a zwłaszcza Ronniego, mówiącym o tym jak tam było. Słuchał nic więcej nie powiedział. Uratowali jedną mutantkę, w zamian za tyle zryć. Może dowiedli tego, ze da się z DOGS spierdzielić, ale jakim kosztem? Czy jedno życie było warte tylu ile zginęło w Bractwie? Czy było warte tego, ze zostało ich tylko około pięćdziesięciu osób? Nie skomentował tego, dobrze było wiedzieć takie rzeczy, ze jest ta opcja obejścia tej rządowej organizacji.
Wszyscy byli zmęczeni, sfrustrowani i wszystko co inne. Cała trójka, najwidoczniej tylko Penny w ich gronie miała się dobrze. Reszcie po prostu siadały nerwy, nie było się może gdzie wyżyć? Pokłady cierpliwości się im kończyły? Czyli się nie zrozumieli przez siebie nawzajem. Łapali za głupie słówka. Mike stwierdził, ze to co jego przyjaciele mówili wolało o pomstę do nieba. Chcieli mu bardziej dogryźć? Proszę bardzo. Nie dramatyzował, mówił co czuł. No ale to Ronie, po nim mógł się spodziewać, ale po Fay... Ech naprawdę myślał, ze z tą dziewczyną od kiedy poznali własne sekrety dzieliło coś więcej niż koleżeństwo, coś na zasadzie brata-siostry. Czyżby się pomylił?
- Teraz to wy dramatyzujecie. - wywrócił oczami – Tez mi niezmiernie miło was było widzieć żywych - odparł, wkładając kolejny kawałek jedzenia do buzi – Coś jeszcze chcecie się dowiedzieć, czy też mi powiedzieć? - odparł spokojnie - Jeśli nie, to myślę, że mogę wam oddać rzeczy Penny i pójść robić swoje. - dojadł kolejnego naleśnika w zadziwiającym tempie – I dzięki Ron, że powiedziałeś mi tyle przydatnych informacji, które będę mógł powiedzieć naszym jeśli w końcu się pozbieramy i uzgodnimy co dalej. - spojrzał po wszystkich a jego wzrok zatrzymał się na dziewczynce – A ty mała lepiej się cioci i wujka słuchaj, teraz oni się znów tobą zajmą. - powiedział do dziewczynki o wiele cieplejszym głosem
Nie chciał się już kłócić, czy też rzygać wszystkim innym. Konkrety. Wymienić się informacjami mieli, nie ma problemu. Ma zachować całkowity dystans, da się zrobić. Chcieli podejść do tego bardziej zawodowo, niż emocjonalnie, pomimo bliskości jaką mieli ze sobą, nie ma sprawy. Mike miał dość tych gierek. Rozumiał, ze pewnie są ścigani, mieli te nadajniki, wymazali im pamięć, czują piętno zmiecenia Bractwa, ale do cholery. Zrozumiał, ze to spotkanie miało być czysto biznesowe, a on cóż, zbyt się rozemocjonował. Nie powinien, bo te szpilki, które dostał w tyłek będą bolec na pewno dość długo.
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5