Poprzedni temat «» Następny temat
Damon Cooper
Autor Wiadomość
Damon Cooper



We have a problem. And when I say problem, I mean global crisis.

Przejmowanie mocy

70

Członek Rady





name:

Damon Cooper

alias:
Blood Prince

age:
28

height / weight:
177 / 83

Wysłany: 2018-05-08, 16:36   Damon Cooper
   Multikonta: Andy Dark


Damon Cooper
urodzony w Olympii 16.12.1988 roku, mieszka tam od zawsze (no, z przerwami), przynależy do Bractwa Mutantów, piastuje stanowisko Członka Rady. Wizerunku użycza Ian Somerhalder
historia
Drogi Pamiętniczku.. Moje życie jest całkiem zajebiste. Moc, błogosławieństwo, dar, który otrzymałem jest dla mnie już częścią mego codziennego życia. W końcu, nie każdy może się pochwalić byciem wampirem, czyż nie? Ale może wróćmy do początku..
Chapter 0 - It Should Be A Dream

Gdyby nie moja moc, mógłbym przysiąc, że tamto wydarzenie było tylko złym snem. Byłem w lesie, na jednej z wielu samotnych wycieczek. Mimo, że byłem małym brzdącem, znałem ten teren na tyle dobrze, że nie towarzyszył mi żaden strach czy obawy przed tym miejscem. Nigdy nic się nie stało, ani nie spotkałem nikogo strasznego. Ta sama trasa, ten sam czas spaceru - synchroniczne, jak w zegarku. Cóż.. Nigdy nie mów nigdy, tak? Droga nie obiegała zbytnio od tych z przeszłości. Wszystko przebiegało tak samo. Wracając do domu jednak, usłyszałem szelest liści. Normalnie bym się nie przejął, w końcu zajączki czy sarenki mogły żyć w lesie, co nie? Jednak tutaj dość wyraźnie słyszałem, że ów szelest jakby zbliżał się do mnie. Nieco nerwowy przyspieszyłem kroku. W końcu w nerwach odwróciłem się, gdy moim oczom ukazał się wilk. Nie był jakichś szczególnie większych rozmiarów, jednak jak na małego mnie, wydawał się gigantem. Co miałem począć? Wiedziałem, że nie dam rady przed nim uciec. Był szybszy i o wiele bardziej świadomy swego otoczenia, niż ja. Paraliżujący strach przestał działać, gdy ten zaczął się do mnie zbliżać. Nie minęła chwila, a ten ruszył z pełnymi obrotami w moją stronę. Gdy wyskoczył w mym kierunku, zdążyłem się pochylić, co by mnie nie złapał swoimi kłami. Niefortunnie jednak dostałem z pazura po mordzie, co skończyło się lekką, podłużną raną i kilkoma kroplami krwi na moim policzku. Spoglądając na niego w pozycji siedzącej, odsuwałem się do tyłu. Wilk, patrząc na mnie, jak na ostatnią wieczerzę kroczył w mym kierunku. I wtedy bum - poczułem drzewo, które stało za mymi plecami. Nie było dokąd uciec. Warcząc w moim kierunku, zbliżał się ku mnie, aż dotarł na tyle blisko, że gdybym wyciągnął rękę, mógłbym dotknąć jego prawej łapy. Kilka centymetrów dzieliło mnie od bestii. Kilka centymetrów od śmierci i kilka.. Od mego zbawienia. Bóg, wysłuchując mego rozpaczliwego błagania o pomoc, wyciągnął do mnie rękę, zsyłając mi człowieka, który swym niecelnym wystrzałem odesłał bestię w głębię lasu. Szybko otaczając mnie opieką, odprowadził mnie do domu, mówiąc o wszystkich tych zagrożeniach czyhających w lesie. Wszystko na szczęście zakończyło się dobrze, jednak jedna myśl przyprawiała mnie wtedy o ciarki na plecach. W chwili, gdy wraz z wilkiem spoglądaliśmy w swoje oczy, poczułem coś dziwnego. Nie było to jakieś uczucie, broń Boże. Coś w jakiś niewyjaśniony sposób ciągnęło mnie do tego zwierzęcia. Coś na wzór apetytu. Przez ułamek sekundy chciałem się nim delektować, poczuć jego smak. Nie wiem, co by się stało, gdyby ten człowiek nie odstraszył wilka. No, ale nigdy nie było mi dane się dowiedzieć. Ehh.. A to miał być tylko sen..

Chapter I - The Great Childhood

Jako dziecko miałem sporo pod górkę. Ciągłe przemęczenie, nieco blada skóra i podkrążone oczy wywołane anemią stawiały mnie w hierarhii klasowej, jako ofiarę. Transfuzje krwi, towarzyszące mi od początku podobno miały pomóc. Czułem się nieco lepiej - to prawda - jednak nigdy nie zaznałem uczucia bycia w pełni pobudzonym, pełnym energii. Kofeina? Kawa? Energetyki? Możecie sobie - za przeproszeniem - w dupę wsadzić, o ! Nic nie działało. Oczywistym był fakt, że życie szkolne dawało mi w kość. Wcześniej opisana pozycja w klasie gwarantowała mi multum obelg, zadrapań, siniaków i innych "pamiątek". Niektóre z nich przetrwały na moim ciele do dziś. Ale.. Wróćmy do tematu. Zapytasz pewnie, jak wyglądała moja sytuacja w domu, tak? Otóż.. Wychowywałem się sam z ojcem. Alkoholikiem. Człowiekiem, który widząc moje rany, dokładał sam ich kilka, żeby "równo puchło". Gdyby nie fakt, że część pieniędzy po śmierci dziadków była przepisana na mnie i moje leczenie, to pewnie pozbyłby się mnie dawno temu, a tak musiał się kurczowo trzymać swojego synka od siedmiu boleści. To co, fajne dzieciństwo, czyż nie?
Chapter II - The Awakening

Mimo, że moje życie malowało się w czarno białych barwach, starałem się żyć dalej. Uczyłem się, pogłębiałem wiedzę. Wiedziałem, że jeśli moje ciało nie potrafi wiele znieść, to niech mój umysł będzie rozwinięty. Mijały lata.. Podstawówka i inne szkoły zostały zdane z dość dobrym wynikiem, co wprawiało mnie w wielki zachwyt. Jednak dopiero na studiach poznałem prawdziwego siebie. Bal maturalny.. Oh, jaka to mogłaby być magiczna potańcówka. Tego dnia pominąłem wizytę w celu transfuzji krwi. Czułem się dostatecznie dobrze, więc byłem pewien, że wytrwam do końca balu. Udało mi się znaleźć partnerkę! Czaisz to? Dziewczyna, spokojna duchem, cicha myszka, która od czasu do czasu pomagała mi w nauce. Lubiłem ją. Nie wiem, czy czasem się we mnie nie podkochiwała. No, nie dowiem się już. Mówiłem, jak się wystroiła na ten dzień? Człowieku, gdybyś ty to widział.. Kosmos, jakich mało.
W trakcie balu poczułem się słabo i musiałem wyjść na zewnątrz, z dala od jakichkolwiek ludzi. Oczywistym było, że i ona wyjdzie, by mnie wspierać, bądź zdobyć jakąkolwiek pomoc w razie problemów. Duszności, osłabienie mięśni. Nie mogłem ustać na nogach. Siadając, opartym o ścianę, spoglądałem na nią z uśmiechem. Była taka piękna. Odmówiłem, gdy chciała wołać o pomoc. Nie wiem, czemu to zrobiłem. Może chciałem mieć tę krótką chwilę, by zapamiętać ją taką, jak wyglądała na balu. Obraz powoli przestał zanikać, zaś my - wtuleni w siebie - siedzieliśmy w ciszy. Nie trwało to jednak długo. Następne chwilę działy się na tyle szybko, że ciężko sobie przypomnieć jakiekolwiek szczegóły. W jednej chwili poczułem energię, której nigdy nie zasmakowałem. Czułem, jak wypełnia ona moje ciało. Najlepsze uczucie ever! Sekundę później mój cały zachwyt spadł do zera. Zorientowałem się, co jest powodem mojej nagłej chęci do życia. Dwa kły, wbite w szyję dziewczyny szybko sączyły krew do mojego organizmu. Przestałem, opuszczając wysuszone z krwi ciało. Widząc, jak wyglądała, w mojej głowie tańczyła tylko jedna myśl. Uciekać. Uciekać, i to jak najdalej.
Chapter III - Die Motherfucker, Die

Po wszystkim nie wróciłem do domu. Biegłem przez miasto, sprawdzając co jakiś czas w odbiciach szyb, czy aby to, co się właśnie wydarzyło, było prawdą. Każde spoglądanie wyglądało tak samo. Moja twarz we krwi, zaś dwa kły ostre i wysunięte. Białka oczne zalegały czernią, a pod nimi coś na wzór żył dochodził do oczy. Koszmarny widok.
Trafiłem w końcu do lasu. Biegłem jeszcze chwilę, po czym w końcu zasiadłem przy jednym z drzew. Nie minęła chwila, a ja - pełen strachu i wątpliwości - oddałem się w ramiona morfeusza. Następnego dnia plan był jasny. Obmyć twarz i wrócić do domu. Gdy tam już dotarłem, w progu czekał ojciec, który spuścił mi na powitanie wpierdol. No, przynajmniej chciał to zrobić. Gdy tylko otrzymałem cios "z liścia", nie wytrzymałem i w przypływie agresji rzuciłem się na niego, wysysając jego krew z ciała. Mając całkowicie wyjebane na jego leżące w przedpokoju truchło, poszedłem do łazienki się umyć. Nie interesował mnie już ten tyran. Teraz to ja miałem parę w swoim ciele. Byłem kimś zupełnie innym. Zebrałem swoje oszczędności i wyjechałem z miasta. Gdzieś po drodze wyczytałem w gazetach o dwóch atakach na mieszkańców Olympii i ich ciałach wysuszonych z krwi. Chupacabra? Bitch Please..
Chapter IV - New Life

W swojej podróżny poznałem wielu ludzi, ale i narobiłem sobie wielu wrogów. Jednak co ważniejsze to fakt, że dzięki podróży dowiedziałem się o swojej mocy czegoś, czego nigdy bym nie doświadczył w domu. Jako, że krew ludzka jest świetnym zamiennikiem dla staromodnych transfuzji, to krew samych mutantów przebija ten fakt o milion punktów. Przebadałem to na własnej skórze. Pijąc krew mutantów, byłem w stanie przejąć ich zdolności. Wystarczyło tylko małe ukąszenie, tylko chwila picia i mogłem stawać w szranki z innymi mutantami, nie wspominając o cudownym odczuciu energii. Wtedy to podjąłem decyzję, by wrócić do domu. Szybko dobiegły mnie słuchy o ilości mutantów, ich rozrubach i akcjach rządu. Raj na ziemi. - pomyślałem. Jako, że należę do rozważnych ludzi, swoje "ofiary" dobierałem ostrożnie. Czasem byli to ludzie rządu, bezdomni, kilka mutantów - ups! Z biegiem czasu jednak dobrało się do mnie Bractwo, starając się zwerbować mnie w swoje szeregi. Miło było widzieć, że ktoś w końcu docenił Twoją postać. Zgodziłem się bez wahania. Mimo, że mym zdaniem życie w jedności z ludźmi jest jak najbardziej możliwe, to perspektywa bycia złapanym przez rząd nic, tylko zachęcała do ukrywania się. Tam poznałem wielu, całkiem "dobrych" ludzi. Już sama myśl o skosztowaniu ich krwi napawała mnie chęcią do życia. Przez fakt, że musiałem pozostać w ukryciu - zostałem przymuszony do ponownego wzięcia udziału w ukochanych transfuzjach krwi. Szefostwo uważa, że lepsze to, niż latanie z zakrwawioną mordą po ulicy.
Chapter V - Come, And Meet Me

Cóż mogę więcej powiedzieć? Samo dołączenie do bractwa nie zmieniło mnie jakoś szczególnie. Staram się dbać o swoich, służyć pomocą, chociaż na swój sposób. Muszę też przyznać, czasami objawia się we mnie ten taki "skurwiel", który aż prosi się o celowe umieszczenie kłów w szyi przypadkowej osoby. Staram się jednak panować nad nim i nie robić nikomu krzywdy. No, przynajmniej się staram, nie? Też się liczy.
Poznałem trochę ludzi. Niektórzy bliższi, niż inni. Jest także i on. Postać, którą poznałem tak dobrze, że mógłbym ją nazwać bliskim przyjacielem. Człowiek, który swoim temperamentem byłby w stanie rozsadzić wszystko wokół - dosłownie! Nieco zmienił moje patrzenie na świat. Jego nienawiść do ludzi sprawiała tylko, że ja czułem do niech jeszcze większą sympatię. A może to tylko dlatego, że są dobrymi workami z krwią? Eh, nieważne. Chodź, poznaj mnie i sam się przekonasz, jaki (nie)groźny jestem.
charakter
Damon jest osobą o złożonym charakterze. Często arogancki i sarkastyczny, przejawia oznaki bycia przyjacielskim i pomocnym co do innych. Tak w sumie to ciężko jest go zdefiniować. Mówi, że można żyć z ludźmi w zgodzie, zaś w następnej chwili łapie przypadkowego człowieka, wysysając z niego krew. Swoje życie jest w stanie poświęcić tylko za jedną osobę. Każdy inny może równie dobrze zginąć, byle to on przeżyje. Często stara się najpierw pomyśleć, zaś później działać, chociaż czasami impulsywnośc przejmie nad nim kontrolę. Jest przebiegły i sadystyczny. Lubi być w centrum uwagi. Jak sam dziwisz, jest on osobą, przedstawiającą całkowicie przeciwne sobie cechy charakteru. Poznaj go, i sam się przekonaj, co się będę rozpisywał.
opis mocy
0-100%

Umiejętnością Damona jest - najprościej mówiąc - przejmowanie mocy innych mutantów. Dzięki kłom, które służą mu do picia krwi - niczym u legendarnych wampirów - są w stanie przebić się przez skórę, doprowadzając do sączenia czerwonego płynu prosto z żył. Jeśli jego ofiarą padnie zwykły człowiek, jego krew daje Damon'owi po prostu kopa do życia, którego zwykłe transfuzje nie są w stanie mu zapewnić. Co do samego użytkowania mocy innych osób, dar Damon'a nie pozwala mu w pełni na korzystanie z pełnej mocy danego mutanta. Przedstawione jest to za pomocą 3 prostych poziomów.
1. - W przypadku wypicia znikomej ilości krwi mutanta, korzystanie z obniżonej o poziom mocy może trwać tylko przez połowę czasu oryginalnego użytkownika, za to skutki uboczne są zmniejszone oraz nie przeciążają zbytnio organizmu.
2. - Średnia ilość krwi sprawia, że korzystanie z - ciągle obniżonej o poziom mocy - jest tylko o jeden post krótsza od oryginału. Skutki przeciążenia mocy są mniej więcej te same, co u oryginalnej ofiary.
3. - Duża ilość spożytej krwi (Dajmy na to limit przy krwiodastwie - 450ml)(ofiara odczuwa zmęczenie organizmu) pozwala na korzystanie z mocy przez taki czas, jak normalny użytkownik. Jednak tutaj efekty przedawkowania mocy są odrobinę cięższe, niż u oryginału. Plusem jest tutaj fakt, że spożyta ilość krwi opóźnia pojawienie się efektów o 3 posty. Powodem tego jest energia, która - niczym kop adrenaliny - towarzyszy tejże ilości spożytej krwi.
Samą wadą mocy jest jego choroba - anemia, przez którą musi chodzić na transfuzje krwi, przynajmniej 2 razy w tygodniu. Jak wcześniej było wspomniane, lepiej - o wiele - działa na niego wypicie krwi, jednak zbyt wiele trupów w szafie nie przynosi nic dobrego.
ciekawostki
~Bourbon & Whisky - Big Love
~Oddany (nie)przyjaciel
~Dobrze gotuje
~Uwielbia tańczyć
~Okazyjnie pali cygara
~Nosi sygnet z wygrawerowaną literą "D"
~Posiada własny samochód


[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-05-09, 18:42   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 70%
Witaj Damonie na tym smutnym padole! Choć o tym informować Cię pewnie nie trzeba, bo na własnej skórze już się przekonałeś, jak ciężkie może okazać się życie.
Jesteś wojownikiem, nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Oby tylko Twoje żądze nigdy nad Tobą nie wygrały!
Do zobaczenia na fabule, ino dbaj o te swoje ząbki! :D
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6