I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.
opętanie
75%
członek oddziału terenowego
name:
Safiya Janine Atwell
alias:
Sophie | Jane
age:
28 lat
height / weight:
178 / 65
Wysłany: 2018-04-28, 00:44 Safiya J. Atwell Multikonta: Cassie
1 Rok na Giftedach!
Safiya Janine Atwell
urodzona 17.06.1990 roku w Seattle, mieszka tam praktycznie od zawsze, przynależy do Genetically Clean, piastuje stanowisko członkini oddziału terenowego (Czarnych Helis), wizerunku użycza Amber Heard
historia
Tak jak wielu ludzi mojego pokroju, nie od razu stałam się tym, kim jestem obecnie. Wszystko - począwszy od lekko złotawego odcienia moich falowanych włosów, poprzez inne drobnostki, zakończywszy na dostojnie brzmiących personaliach - na przestrzeni czasu, uległo pewnej zmianie.
Kiedyś lubiłam swoje pierwsze imię. Nie przeszkadzało mi bycie Safiyą czy Sophie. Kiedyś mieszkałam w dosyć normalnie wyglądającym domu, nie patrząc na świat z jednego z ostatnich pięter wysokiego apartamentowca z widokiem na wodę. Kiedyś chciałam zostać aktorką, może uznaną artystką. Grałam na pianinie, bo tego oczekiwała ode mnie matka, jednak potrafiłam także godzinami przesiadywać w warsztacie na drugim końcu ulicy, ekscytując się, gdy mogłam cokolwiek podrzucić. Kiedyś miałam rodzinę. Może nie uważałam jej za zbyt standardową, ale dosyć normalną. Kiedyś byłam kompletnie inną osobą.
Sama nie wiem, kiedy tak właściwie straciłam Safiyę. Musiało to być jednak stosunkowo wcześnie, prawdopodobnie znacznie wcześniej, niż jestem w stanie powiedzieć. Wiem, że kiedyś nią byłam, nawet jeśli obecnie to Janine Atwell przejęła władzę.
Gdy wspominam przeszłość - co zdarza mi się robić - nie podchodzę do niej zbyt emocjonalnie. Minęło zbyt wiele lat, już ponad dekada, odkąd moi właśni rodzice wbili mi nóż w serce i w plecy. Nawet jeśli chcieli dobrze, a matka zamierzała opiekować się mną w tajemniczym ośrodku badającym schorzenia genetyczne, nic nie jest w stanie zmienić tego, że posłali mnie na rzeź. Może nie dosłowną, lecz z pewnością pod względem psychicznym, bowiem to, co działo się za zamkniętymi drzwiami rządowej placówki... Było koszmarem, jakiego nawet nie chcę pamiętać.
W gruncie rzeczy, już dawno im to jednak wybaczyłam. Nie, nie zapomniałam. Po prostu wyzbyłam się jakiejkolwiek emocjonalności podczas wspominania zarówno o nich, jak i o moim niechlubnym epizodzie związanym z tamtym miejscem. Wiem, że tak naprawdę sama przyczyniłam się do mojego zamknięcia. Przez długi czas dosyć skutecznie udawało mi się panować nad darem, ukrywając go przed całym światem. Do tego stopnia, iż poczułam się złudnie bezpieczna, głupio otwierając się przed matką. Potem wszystko ruszyło już lawinowo.
Jak długo?
Pięć czy sześć lat.
Kiedy?
Podejrzewam, że kiedy miałam dziesięć, może już jedenaście lat.
Gdzie?
Pierwszy świadomy raz podczas lekcji arytmetyki, gdy wpłynęłam na złośliwego kolegę, przymuszając jego rękę do zatrzaśnięcia drzwiczek szafki na materiały pomocnicze, kiedy wciąż trzymał palce drugiej na wewnętrznej półce.
Dlaczego?
Przecież sami doskonale wiecie...
Jak przez mgłę pamiętam sytuację, która wywarła na mnie tak okropne wrażenie, że przez następne tygodnie spałam w łóżku rodziców. Moja młodsza siostra akurat się pochorowała. Ojciec musiał zabrać ją do lekarza, matka pracowała, a ja buntowałam się przeciwko spędzeniu paru następnych godzin na siedzeniu w gabinecie i jeżdżeniu po aptekach. Padła zatem propozycja, by odwieźć mnie do siostry matki - samotnej kobiety mieszkającej kilka domów dalej. Ciocia Sarah kompletnie nie potrafiła odmawiać. Nawet wtedy, gdy miała inne plany.
Nie wiem, co siedziało jej w głowie. O czym myślała, kiedy odkręcała gaz w łazienkowym piecyku. Nawet nie zamknęła drzwi na zasuwkę. Zorientowałam się, znajdując ją na zimnych kafelkach, gdy oderwałam się od telewizora z zamiarem skorzystania z toalety. Zamknięty, uszczelniony szmatą wywietrznik... Ręcznik podsunięty pod szparę w drzwiach... Charakterystyczny zapach i jej bezwładne ciało o ciężkich, jakby gumowatych członkach.
Szarpałam nią przez chwilę, chcąc płaczem i krzykiem sprawić, by się ruszyła. Była zbyt ciężka, bym mogła ją wytargać. Sama musiała to zrobić. Musiała wstać, poruszyć nogami. Musiała, ale tego nie zrobiła, a mi zaczęło kręcić się w głowie. Wiedziona nagłym przypływem logiki, pobiegłam do najbliższych sąsiadów, mocno waląc pięściami w ich drzwi... A potem? Szczerze mówiąc, nie pamiętam. Najważniejsze, że nie tylko wyparłam część wspomnień związanych ze śmiercią ciotki, lecz także obudziłam w sobie wyjątkowe zdolności.
Z początku nie było trudno się z nimi kryć. Przez pierwsze lata nie wiedziałam nawet, że je mam. Później też nie było aż tak fatalnie. Do czasu, gdy nie trafiłam do ośrodka. Teoretycznie była tam również moja mama. Pracowała w tamtym miejscu, zatem mogłyśmy się widywać. W praktyce - to ja ucinałam nasz kontakt. Miałam szesnaście lat, ale nie mogłam wejść w okres buntu jak normalny nastolatek. Nie do tego stopnia ograniczona, wręcz uwięziona.
Na samym początku planowano podawać mi mutazynę - wtedy zdecydowanie nie tak dopracowaną i popularną jak teraz - jednak ostatecznie postanowiono sprawdzić wpierw moje możliwości. Sprzeciwiałam się, owszem, jakże mocno i intensywnie się sprzeciwiałam. Każdy kolejny dzień przybliżał mnie jednak do poddania się losowi. Aż wreszcie to zrobiłam - zaczęłam współpracować. Nie oczekiwałam wielkiego powodzenia, jednak - o dziwo - okazało się to kluczem do sukcesu.
Opuściłam placówkę rządową, mając osiemnaście lat. Trzy lata później dołączyłam do Genetically Clean, już na starcie naumyślnie spalając swoją przykrywkę. Tak, powiedziałam o pobycie w ośrodku badań genetycznych. Tak, przyznałam, że podejrzewano mnie o bycie mutantem. Wspomniałam o tym, co tam widziałam i jak okropne, nieludzkie były obiekty badawcze. Wyjaśniłam, jak wpłynęła na mnie straszna pomyłka związana z podejrzeniem o obecność genu X. Pozwoliłam także zbadać się w poważanym, oficjalnym laboratorium rządowym. Wyszłam czysta, nawet jeśli moje zagrania takie nie były.
Z początku zajmowałam się bzdurami. Parzyłam kawę, porządkowałam nieliczne dokumenty. Nie byłam w końcu wykwalifikowanym żołnierzem. To się jednak zmieniło. Wraz z utworzeniem oddziałów terenowych, zdobyłam konieczne przeszkolenie, odbyłam kursy i zostałam członkiem Czarnych Helis. Od tego czasu nadal się nie wychylam. Po prostu działam... Ze swoimi własnymi intencjami...
charakter
Patrząc na nią po raz pierwszy, wiele osób widziałoby w Sophie kogoś na kształt zimnej, zdystansowanej indywidualistki. O dziwo, nie jest to jednak prawdą. Safiya nie ukrywa, że lubi pracę zespołową, czując się w towarzystwie równie dobrze, co ryba w wodzie. Być może nie jest najbardziej lojalną czy wierną towarzyszką, woląc wpierw zadbać o samą siebie, a dopiero później zwracając uwagę na innych ludzi, jednak nie wyklucza angażowania się w te mniej rozsądne i bardziej bohaterskie działania.
Tak naprawdę, cóż, większość zachowań, decyzji i uczynków kobiety zależy od jej punktu widzenia. Ten zaś zmienia się dosyć łatwo - w zależności od uczuć, humoru, wspomnień, dostrzeganych zysków... Tak naprawdę dosłownie wszystkiego. Najprawdopodobniej mogłoby być to podstawą do stwierdzenia, iż Sophie jest wyjątkowo niestałą osobą.
Rzeczywiście, nie jest to nieprawdą. Cierpiąc na zaburzenia, objawiające się w zanikach pamięci krótkotrwałej, kobieta bywa poirytowana, niepewna i humorzasta, gdyż czuje się w pewien sposób wybrakowana. Stara się jednak trzymać nerwy na wodzy, nawet jeśli nie jest to dla niej łatwe. W najgorszych momentach ogranicza się raczej do nerwowego wbijania paznokci we wnętrza dłoni - częstokroć aż do krwi, to właśnie w bólu odnajdując skupienie. Zdarza jej się także kopać wściekle w worek, biegać dookoła budynku czy po schodach, a gdy to wszystko nie przynosi dostrzegalnego skutku - rzucać naczyniami o podłogę.
Zdecydowanie nie jest ucieleśnieniem delikatności, nawet jeśli potrafi być wyrozumiała. Przez większość czasu mówi to, o czym myśli, niekoniecznie zaś to, co słuchacz chce usłyszeć. Nie jest w tym jednak całkowicie nieopanowana. To naprawdę dobra aktorka, potrafiąca dosyć płynnie przeskakiwać z jednej do drugiej roli. Jeśli zaistnieje taka konieczność, umie pohamować własny temperament, dopiero w domu dając ujście emocjom.
Nie jest ani całkowicie nieludzka, czego można byłoby oczekiwać po zimnokrwistej morderczyni mutantów, ani także całkowicie ludzka. Upływ czasu naprawdę mocno ją zmienił. Obecnie Safiya stara się balansować na coraz cieńszej granicy dzielącej ją od całkowitego moralnego upadku.
opis mocy - opętanie
Maksymalna (100% mocy) długość utrzymywania połączenia: +- 1 godzina | im dłużej utrzymywana jest więź, tym większy wpływ na nią mają czynniki zewnętrzne |
Ilość postów w stosunku wykorzystania mocy do odpoczynku: +- 5:2 | zależna od wielu czynników wewnętrznych i zewnętrznych, a także woli Mistrza Gry |
Maksymalna (100% mocy) odległość od opętanego: 40 metrów | to do tej odległości można uznać połączenie za stabilne, powyżej 40 metrów - im dalej znajduje się opętujący, tym bardziej narażony jest na niepowodzenie, a tym samym - na zerwanie połączenia |
Stabilność połączenia: bardzo stabilne (ciężkie do zerwania zarówno przez Sophie, jak i kogoś innego) - stabilne - umiarkowanie stabilne - neutralne (stan idealny, praktycznie niemożliwy do osiągnięcia) - umiarkowanie niestabilne - niestabilne - bardzo niestabilne (łatwe do zerwania zarówno przez Sophie, jak i kogoś innego) | zależna od poziomu mocy oraz warunków - zarówno panujących na zewnątrz, jak i tych wewnętrznych; nawiązanie mocnej więzi wymaga spokojnych warunków, bezpieczeństwa, braku dystraktorów oraz obrażeń fizycznych czy psychicznych |
Opętanie polega na przejęciu pełnej kontroli nad ciałem opętanego* - w przypadku Safiyi jest nim dowolny człowiek lub mutant, którego nie ochrania żadnego rodzaju tarcza lub inna umysłowa blokada - z możliwością widzenia, słyszenia i czucia tego, co on. Można w to włączyć doznania takie jak fizyczny ból, różnego rodzaju zapachy i smaki, dotyk deszczu na skórze, swędzenie ugryzień owadów itp. itd. W przypadku śmierci kontrolowanej osoby, Sophie musi w odpowiednim momencie przerwać więź, gdyż nie tylko sama odczuwa wszystko to, co umierający, lecz także naraża się na własną śmierć - nie fizyczną, a umysłową, stając się roślinką.
Mimo wszystkich zalet tych zdolności, Atwell nie jest jednak w stanie odczytywać myśli kontrolowanej osoby, choć może mieć dostęp do jej wspomnień i wyuczonych zachowań. Nie przechowuje ich we własnej pamięci, może je wykorzystywać głównie w momencie połączenia, po którego przerwaniu zapomina praktycznie wszystko, co dotarło do niej w ten sposób. Podczas utrzymywania więzi, jest w stanie dyktować informacje, aczkolwiek wiąże się to z jednoczesnym otwieraniem własnych i ukradzionych ust. Te same dźwięki wypowiada zarówno ona, jak i jej ofiara.
Im gorsze okoliczności, w jakich wykorzystuje swój dar - pojmowany jako przekleństwo - tym bardziej chwiejne i słabsze jest połączenie pomiędzy kontrolującą i kontrolowanym. Warto także dodać, iż moc Safiyi nie pozwala na opętanie więcej niż jednej osoby - bez względu na warunki czy wysiłek w to wkładany.
*ale nie nad jego mocami, które nie są dla niej dostępne, jakby wygasając
POZIOM I
odkrywanie (0% - 10%)
Osoba nie zdaje sobie jeszcze sprawy z władania jakąkolwiek mocą czy też aktywacji genu odpowiadającego za mutację. Na tym etapie jej działania są przypadkowe, niezamierzone, a ona sama nie jest w stanie zapanować nad przejawami zdolności, które także nie objawiają się w żaden specjalnie dostrzegalny sposób.
Postać zawiesza się na kilka do kilkunastu sekund, a stany te nie odbiegają w szczególny sposób od zwyczajnego zamyślenia. Jej gałki oczne - szczególnie tęczówki i źrenice - wyglądają wtedy jak przy początkach zaćmy.
Nie jest możliwe pełne przejęcie kontroli nad drugim człowiekiem, a wyłącznie lekkie pchnięcie do wykonania określonego ruchu, zwrócenie jego uwagi na to, czego chce władający mocą. Kontrolowany może na przykład łapać się na nieświadomym zrobieniu kroku czy dwóch, jednak bardzo szybko ponownie odzyskuje pełne skupienie.
Działanie wpływu można porównać do delikatnego trącenia lub - dla kontrolowanego - ociężałości członków lub ich niezwykłej lekkości. Nie skutkuje on także praktycznie żadnymi konsekwencjami zdrowotnymi - ani dla korzystającego, ani dla wykorzystywanego.
POZIOM II
eksperymentowanie (11% - 25%)
Mutant uświadomił już sobie to, iż dzieje się z nim coś niezwykłego. Zaczyna eksperymentować, badać granice swoich możliwości, posuwając się ku rozwojowi mocy. Są to jednak raczej małe kroczki dziecka błądzącego we mgle, niżeli odważnego odkrywcy. Ten etap pozwala odróżnić opętanie od perswazji, ponieważ osoba zaczyna być świadoma, że to nie jej sugestie, a zupełnie inne działania, wpływają na innych ludzi.
Momenty zawieszenia są dłuższe, choć ich czas jest nadal ograniczony. Trwają maksymalnie do dwóch minut, podczas których kontrolujący jest w stanie przejąć częściową kontrolę nad kontrolowanym. Wygląda to jednak trochę niczym rola instruktora podczas kursu jazdy. Postać - wyłączając własne oczy, które pokrywa nieco wyraźniejsza mleczna błona - jest w stanie widzieć i słyszeć to, co jej ofiara, jednak to nie ona prowadzi samochód. Raz na jakiś czas, niekoniecznie kilka razy podczas jednej jazdy, jest w stanie przejąć władzę nad kierownicą, ale nie zdarza się to zbyt często.
Kontrolowany może czuć się lekko zdezorientowany lub rozkojarzony, zwłaszcza podczas momentów przejęć władzy nad jego ciałem. Towarzyszy mu dziwne, nieswoje uczucie wewnętrznego niepokoju. Niezamierzone ruchy członków może zwalać na różnego rodzaju tiki, braki składników odżywczych w organizmie - na przykład kojarząc drganie powieki z niedoborem magnezu - jednak ostatecznie nie jest to dla niego nieszkodliwe.
Mutant jest nieco bardziej zagrożony, jednak jego trans nadal przypomina zamyślenie. Po wykorzystywaniu mocy, zwłaszcza bardziej intensywnym, czuje się zmęczony i zaspany, może mieć problemy z koncentracją oraz słyszeć szum w uszach.
POZIOM III
nauka (26% - 50%)
Momenty wykorzystywania mocy są mniej przypadkowe i bardziej przemyślane, władającemu nią łatwiej jest nawiązać oraz utrzymać stabilne połączenie. Nie jest już tylko pasażerem z okazjonalną możliwością kierowania, a pełnoprawnym kierowcą. W sprzyjających warunkach może utrzymywać więź przez około piętnaście minut - o wiele dłużej niż na wcześniejszym etapie. Mutant zaczyna podejmować próby jednoczesnego kontrolowania członków ofiary i jej strun głosowych, choć odbiera to sporą część jego energii, a dążenia nie zawsze przynoszą sukces. Nadal uczy się sterować przejętym ciałem, lecz tym razem nauka przychodzi już znacznie łatwiej i szybciej - a to z racji częstszego powodzenia. Przy dobrych wiatrach, może udanie sterować ukradzionym ciałem.
Jest to najbardziej ryzykowny etap dla opętanego, ponieważ nie traci on świadomości. Zostaje wyrzucony na tylne siedzenie, skąd może obserwować własne poczynania, ruchy i słyszeć słowa. Jego myśli pozostają ukryte - tak samo myśli opętującego - jednak wspomnienia są całkowicie dostępne. Może to grozić szaleństwem lub innymi nieprzyjemnymi skutkami psychicznymi czy nawet fizycznymi - w skutek nieradzenia sobie z myślą o utracie władzy nad własnym ciałem.
Charakterystyczna zaćma, kojarzona z wykorzystywaniem mocy przez posiadacza, nie przestaje postępować. Oczu nie pokrywa jeszcze całkowicie biała błona, jednak zaczynają robić się coraz bardziej mętne. Skutki uboczne nasilają się, migreny są częstsze, pojawia się także nadmierna wrażliwość na światło. Momenty zawieszenia zdecydowanie nie przypominają już zamyślenia, co naraża mutanta.
POZIOM IV
podstawowe operowanie 51% - 75%
Posiadacz zdolności jest w stanie przejąć kontrolę nad całym ciałem opętanego, wypychając go w próżnię i tym samym pozbawiając świadomości. Wykonywanie ruchów staje się łatwiejsze, tyczy się to również modulowania głosem. Zasoby pamięci są nadal dostępne, a przegrzebywanie ich przychodzi mutantowi coraz lepiej, wręcz śpiewająco. Nadal zdarzają się potknięcia, jednak nie są one aż tak częste jak wcześniej.
Czas połączenia może wydłużyć się do pół godziny, choć wymaga to raczej jak najstabilniejszych warunków. Opętujący jest zmuszony do nakreślenia mocnej linii pomiędzy samym sobą a kontrolowanymi osobami. Jest to bardziej wskazane, a nawet konieczne, niż wcześniej - ze względów psychicznych.
POZIOM V
rozszerzone operowanie (75% - 97%)
Opętujący jest w stanie przejąć całkowitą kontrolę zarówno nad członkami opętanego, wprawiając je tym samym w ruch i płynnie wykonując pożądane czynności, jak i również wykorzystywać struny głosowe tej osoby. Krótko mówiąc, ciało kontrolowanego - nieświadomego i wyrzuconego do próżni - staje się czymś w rodzaju drugiej powłoki mutanta. Ma on dostęp do wspomnień oraz może imitować wyuczone zachowania i umiejętności ofiary. Przez pełną dostępność do pamięci, jest w stanie na przykład mówić po rosyjsku, jeśli tylko właściciel ciała umiał to robić.
Oczywiście, nadal zapomina praktycznie wszystko, gdy tylko utraci połączenie, jednak może przedyktować komuś najważniejsze informacje, jeśli tylko ma taką możliwość. Wiąże się to bowiem nie tylko z wykorzystywaniem własnych ust, lecz także ust kontrolowanej osoby. Dokładnie te same dźwięki opuszczają je w tym samym momencie - bez jakiegokolwiek opóźnienia i bez możliwości wstrzymania się w którymś ciele.
Już po zerwaniu więzi, opętany nie pamięta nic z okresu, gdy ciało nie było jego. Może czuć się zdezorientowany, zaniepokojony czy wystraszony, zwłaszcza że możliwa długość połączenia wydłuża się na tym etapie do czterdziestu pięciu minut - w idealnych, najbardziej sprzyjających warunkach.
Efekty uboczne bardzo często dokuczają mutantowi. Zaćma, jaka pojawia się podczas wykorzystywania zdolności, osiąga ostatnie stadium - źrenice i tęczówki pokrywa prawie nieprzezroczysta błona o białym zabarwieniu.
POZIOM VI
stabilizacja (98% - 100%)
W gruncie rzeczy, jest to etap, podczas którego nie pojawiają się żadne szczególne dodatkowe umiejętności. Skupia się on raczej na utrwaleniu i pełnym wykorzystaniu zdobytej wcześniej wiedzy oraz dotychczasowego doświadczenia. Długość utrzymywania więzi oraz odległość kontroli osiągają maksymalne stopnie, natomiast połączenie staje się bardziej stabilne. Konsekwencje nadmiernego wykorzystywania mocy, jej minusy oraz ograniczenia pozostają takie same lub zbliżone do tych na wcześniejszych poziomach.
skutki uboczne występujące u Sophie
Konsekwencje korzystania z mocy - częstokroć nawet nie nadmiernego - niewątpliwie dotykają Sophie znacznie bardziej niż przed kuracją, która wyłącznie je pogorszyła, potęgując zjawiska takie jak:
częste, otumaniające bóle głowy - pojawiające się zazwyczaj zupełnie bez ostrzeżenia, co zdecydowanie nie ułatwia Sophie radzenia sobie z pracą dla Genetically Clean; jako członek oddziału terenowego, powinna być nieustannie skupiona, na co migreny zdecydowanie nie pozwalają; chwilowo obeszło się jednak bez incydentów podczas akcji.
metaliczny posmak w ustach oraz krwawy kaszel - w pewnym sensie ze sobą powiązane, gdyż charakterystyczny smak wypełniający jej usta jest zazwyczaj zwiastunem poważniejszych konsekwencji, które mogą, ale nie muszą, nadejść zaraz po nim; kaszel zazwyczaj nie jest intensywny, nie pozostawia także nic więcej, prócz kilku plam na chusteczce, nie wiadomo jednak, co jeszcze może zwiastować; wszelkie badania medyczne nie przyniosły odpowiedzi.
nadwrażliwość na mocniejsze światło - zdarza się, że Safiya nie jest w stanie znieść intensywnego słońca lub ostrej jasności lamp jarzeniowych; nosi wtedy zazwyczaj odpowiednio wytrzymałe okulary przeciwsłoneczne lub ratuje się kapeluszem albo czapką, zdecydowanie nie jest typem ochoczej plażowiczki.
zaburzenia związane z częściowymi ubytkami pamięci krótkotrwałej - działające jak, cóż, nic, z czym dotąd by się spotkała; niekoniecznie w stu procentach pokrywają się z udokumentowanymi medycznie przypadkami podobnych dolegliwości; nie pojawiają się zbyt często i zazwyczaj dotyczą zaledwie kilkunastu ostatnich sekund, które całkowicie wymazują się ze wspomnień Atwell, jakby nigdy nie miały miejsca; nie jest to nic wyjątkowo uciążliwego, zważywszy na ilość utraconego materiału, jednak bywa, że podobne zaburzenia następują kilkanaście lub kilkadziesiąt razy w niewielkich odstępach czasowych, co już częściowo rozstraja Sophie; zdarza się, że utracone chwile wracają do niej podczas snu, mieszając się ze snami, czego nie jest w stanie wyjaśnić.
śmierć mózgowa - w przypadku zbyt późnego przerwania więzi z umierającą osobą, istnieje prawdopodobieństwo niemożności powrotu do własnego ciała oraz następującej śmierci mózgu, mimo innych oznak życiowych ciała.
ciekawostki
W kieszeni spodni nosi niedużego, raczej topornie wykonanego słonika ze srebra. Praktycznie nigdy się z nim nie rozstaje - nawet wtedy, gdy powinna mieć przy sobie wyłącznie najpotrzebniejsze rzeczy.
Jedną z jej ulubionych książek jest powieść Harper Lee - Zabić drozda.
Umie perfekcyjnie składać i rozkładać broń na czas, wykonać bardziej skomplikowane naprawy samochodu czy poradzić sobie z popsutymi sprzętami elektronicznymi wyłącznie na podstawie ułomnej instrukcji i tutorialu z Internetu, jednak jakiekolwiek trzymanie się przepisów kucharskich zdecydowanie przewyższa jej możliwości.
Warto dodać, że nie umie także improwizować w kuchni. Z tego względu trzyma się miesięcznych abonamentów na pięć gotowych posiłków dziennie, które dostarczane są jej przez firmę cateringową. Jeśli akurat nie ma jej w domu, posiłek przejmuje nadzwyczaj zadowolony recepcjonista. Można powiedzieć, że Safiya praktycznie go karmi, ponieważ nadzwyczaj często wpada wyłącznie po tę część potraw, które nie wymagają odgrzania. Zabiera je albo nad ranem, jeśli zostały dostarczone przed jej wyjściem, albo w chwili przerwy, o ile nie jest w terenie... Co także zdarza jej się bardzo często. Nic dziwnego, w końcu jest w oddziale terenowym.
Nie lubi, gdy nazywa się ją Safiyą. Saf, Sophie czy inne zdrobnienia też raczej nie wchodzą już w grę, gdyż przypominają jej o przeszłości, której nie chce zbytnio pamiętać. Sama zazwyczaj przedstawia się jako Jane Atwell i tak właśnie lubi być nazywana. Opcjonalnie wykorzystuje Jane dla bliższych znajomych, natomiast Atwell w pracy.
Gdy była dzieckiem, brała lekcje gry na pianinie, jednak nigdy zbyt dobrze jej to nie wychodziło. Robiła to wyłącznie po to, by zadowolić matkę, dla której utalentowana muzycznie córka była powodem do dumy. Szkoda tylko, że Safiya szczerze wolałaby robić tysiące innych rzeczy, nie czując się zbyt dobrze ani przy wyrafinowanych instrumentach, ani podczas wyszywania chusteczek czy innych ładnych zajęć.
Jedyną kobiecą rzeczą, jaką lubiła robić, była jazda na łyżwach. To naprawdę jej wychodzi.
Nie ma ręki do roślin, a zwierzęta jej nie lubią. Nie bierze ich zatem pod opiekę. Nie ma psa, kota ani rybek, zaś w mieszkaniu poustawiała sztuczne kwiatki. Realistycznie wyglądające, lecz wciąż plastikowe.
Całe jej ciało jest naturalnie usiane pieprzykami i przebarwieniami, a słońce wydobywa niezliczoną ilość piegów na twarzy Safiyi. Kiedyś się tym przejmowała, zwłaszcza wtedy, gdy inne dzieci nazywały ją Srokatą Sophie. Aktualnie praktycznie nie zwraca na to uwagi.
Mówi płynnie po francusku. Ponoć ma wtedy belgijski akcent.
Była zamężna, jednak nie lubi o tym wspominać. Stąd zresztą nazwisko - Atwell. Z domu nazywa się bowiem Murphy.
Wysłany: 2018-05-04, 14:15
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 73%
Sophie to niezłe ziółko i ma wiele za uszami. Miejmy jednak nadzieję, że jej dalsze losy będą już tylko lepsze. Tylko trzymaj się z tą mocą zdala od moich postaci, bo nie chcę powiedzieć zbyt wiele :x
Miłej gry!
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum