urodzona/y w Tokyo 20 kwietnia 1993 roku, mieszka w Olympii od półtorej roku, przynależy do Bractwa, piastuje stanowisko Informatyka, wizerunku użycza Kiko Mizuhara.
Japonia nie jest miejscem, gdzie mutanci mogą czuć się najbezpieczniej na świecie. Co prawda nikt na nich nie poluje, nie prowadzi badań, ani nie tworzy z nich super żołnierzy. Tę kartę dziejów rodzina cesarska przewróciła po drugiej wojnie światowej, kiedy na światło dzienne wyszły tajemnice Jednostki 731 w Mandżurii. Kiedy świat patrzy rządowi na ręce, należy się nie wychylać… albo tworzyć wszystko w wielkim sekrecie.
Nawet jeśli armia nie miała pozwolenia, aby szkolić mutantów do walki, to yakuzy nie miały tego problemu. Japońskie mafie chętnie kupowały dzieciaki obdarzone niezwykłymi umiejętnościami. Tresowały je do roli żywych, ludzkich broni, a następnie odsprzedawały bogaczom za bajońskie sumy.
Nazywam się Kira Kovacs i urodziłam się w tokijskim gettcie dla mutantów. Moja mama była obdarzoną, a za murem wylądowała, gdy była ze mną w ciąży. Gdybym urodziła się wcześniej, miałabym szansę na normalne życie.
Przetrwanie w gettcie było rzeczą trudną. Ciężko było o dobrze płatną pracę. Musiałam się wymykać za mur. Próbować kraść najpotrzebniejsze rzeczy do przeżycia oraz pieniądze. Robiłam to razem z grupką innych dzieciaków. Część z nich już jakiś czas temu została mutantami, ja jeszcze byłam “normalna”. To sprawiało, że musiałam udowadniać więcej, starać się bardziej. Byłam wyrzutkiem, mimo że rozumiałam doskonale pozycję innych.
Mój koszmar miał miejsce, kiedy skończyłam osiem lat. Moja mama kogoś poznała. To nie był miły człowiek. Gapił się na mnie, kiedy byłam w tym samym pokoju wodził za mną wzrokiem. Nie podobało mi się to, bałam się. Mama zbagatelizowała moje obawy, mówiąc, że ten mężczyzna jest naszą drogą do wybawienia. Nie rozumiała, że nasz wybawca miał się niedługo stać moim oprawcą.
To, co zrobił mi tamtej mocy sprawiło, że stałam się mutantem. W końcu nie wyróżniałam się niczym od innych z naszej małej społeczności. Jednak przyszło mi zapłacić za to wielką cenę. Straciłam wiarę w bezpieczeństwo. Nie chciałam żyć pod jednym dachem z osobą, która odebrała mi ostatki dziecięcej niewinności. Przez tego człowieka musiałam błąkać się po ulicach, ukrywać się przed służbami bezpieczeństwa.
Musiałam zachowywać wielką ostrożność poza gettem. Byłam niczym dzikie zwierzę, które z każdej strony spodziewało się ataku. Nerwy miałam napięte jak postronki. Nadmierna ostrożność okazała się zgubą. W końcu zmęczona psychicznie zaczęłam popełniać błędy. Wpadłam w ręce yakuzy.
A weapon is a tool, A tool for killing and destroying. I am the killer and destroyer.
Moim opiekunem został Takeshi. Najlepszy treser mutantów w mieście. Efekty zawdzięczał temu, że był surowy oraz wymagający, a przy tym jednocześnie potrafił zjednać sobie zaufanie dzieciaków, takich jak ja. W mojej grupie była piątka odmieńców, każde z nas potrafiło coś innego. Plan zajęć jednak był dla wszystkich taki sam. Treningi dwa razy dziennie. Jeden dotyczył walki wręcz, obsługi broni, wszystkiego, co żołnierz powinien wiedzieć oraz potrafić. Drugi poświęcony był naszym umiejętnościom, które posiadaliśmy, jako mutanci.
Uczono nas, jak być chodzącą bronią. Powoli przestawaliśmy potrzebować innych narzędzi poza własnym ciałem, żeby zabijać. Uczono nas kreatywności w wykorzystaniu otoczenia. Torturami zmuszano nas do stworzenia psychicznej odporności. Wielu nie dawało rady i w jakiś sposób popełniali samobójstwo albo ginęli z wycieńczenia podczas treningów. Przetrwać mogli tylko najlepsi.
Ja wkrótce zostałam jedną z ulubieńców Takeshiego. Byliśmy jego najzdolniejszymi uczniami, jego dumą. Takie wyróżnienie powinno zasługiwać na nagrodę, ale zamiast tego zaczęto dorzucać nam inne zajęcia. Zaczęto nas szkolić na wyższej klasy już nie żołnierzy, ale oficerów oraz szpiegów.
Uczyliśmy się różnych języków, historii oraz zasad zachowania wśród ludzi wyższych rangą. Mieliśmy być elitarnym towarem w rękach yakuzy. Dlatego dbano o nas nieco lepiej, niż innych mutantów. Dostawaliśmy lepsze jedzenie, a także dostaliśmy łóżka! Tak… Wtedy własny futon był dla mnie szczytem luksusu.
Kiedy skończyłam piętnaście lat, a przynajmniej przyjmowałam, że tyle mam, treningi poświęcone walce właściwie się skończyły. Co drugi dzień poświęcaliśmy kilka godzin, żeby utrwalać wyuczone umiejętności. Za to każde z nas zaczęło uczyć się czegoś, co mogłoby przydać się naszym przyszłym właścicielom. Z racji natury mojej mocy moim nauczycielem został najzdolniejszy informatyk, a właściwie haker, który współpracował z yakuzą. Według niego zrozumienie działania komputerów, kodów oraz Internetu miało mi pomóc lepiej panować nad swoją mocą.
Na początku uważałam, że robienie tego samego, co mogłam osiągnąć za pomocą mutacji, przy pomocy komputera oraz własnych rąk, za bezsensowne. Jednak po kilku tygodniach zauważyłam, że dzięki nauce robienia rzeczy w Internecie na “piechotę” lepiej rozumiałam własną moc. Te same czynności wykonywałam sprawniej, a także zostawiałam po sobie mniej śladów. Jednak to dalej nie zniwelowało mojej największej słabości, kiedy wchodziłam do Sieci, moje ciało było bezbronne. Dlatego uczono mnie manipulacji ludźmi, miałam potrafić odnajdywać najsłabsze jednostki i nakłaniać ich do współpracy. Potrzebowałam innych, żeby byli moją tarczą, którą po zużyciu mogłabym wyrzucić. Oczywiście taka postawa nie sprzyja do zawierania nowych znajomości i zdobywania przyjaciół. Jednak w tamtym okresie, tych nastoletnich lat, gdy czułam się niezniszczalna i ponad potrzebami innych, to do mnie nie docierało. Wręcz oczekiwano ode mnie, że odrzucę uczucia, żeby stać się narzędziem idealnym w dłoniach bogaczy, władających światem za pomocą pieniądza.
In the rich man's world
Money, money, money.
Mutanci w yakuzie to nic innego, jak towar eksportowy, o czym zresztą już wspomniałam. W tym samym roku, kiedy skończyłam dwadzieścia jeden lat moja wolność zmieniła właściciela. Yakuza sprzedała mnie jakiemuś rosyjskiemu, obrzydliwie bogatemu gaijinowi. Nie podobało mi się to, ale nikt o zdanie tutaj mutantów nie pyta. Byliśmy rzeczami, narzędziami o niezwykłych właściwościach, drogich i niepowtarzalnych, ale o które dba się w niewielkim stopniu, za którymi się nie tęskni, ale strata takiego zaboli kieszeń. Jako przedmiot w rękach swojego właściciela muszę poddać się jego woli. Kiedy tylko znalazłam się w Rosji, moje nazwisko, także uległo zmianie. Zachowałam imię, ale zmiana nazwiska zamknęła za mną jakieś drzwi.
Trzy lata wykonywałam różne zlecenia mojego właściciela. Mieszkając pod Moskwą mogłam podszlifować mój rosyjski, w ciągu tych trzech lat zgubiłam japoński akcent, który został zastąpiony przez ten charakterystyczny dla mieszkańców Moskwy. W kilku krajach Europy wystawiono za mną listy gończe, które równie szybko znikały. Przez te trzy lata wielokrotnie byłam świadkiem, kiedy niektóre drzwi można otworzyć tylko z pomocą pieniądza. Tam gdzie nie pomagały groźby, przemoc, a nawet tortury, tam mogłam się dostać za pomocą forsy. Tej mój właściciel nie szczędził, bylebym uzyskała wyznaczony cel.
I'm on the highway to hell
On the highway to hell
Półtorej roku temu dostałam kolejne zadanie od mojego “pracodawcy”. Niezwykle zainteresował się sytuacją panującą w Stanach Zjednoczonych. Właściwie to nie tylko on, Rosja cały czas trzymała rękę na pulsie i niczym wilk przyczajona czekała, aż USA się potknie, odsłoni się. Zaostrzająca się sytuacja związana z mutantami była idealnym zapalnikiem, dla konfliktu. Moim zadaniem miało być pozbycie się głównej aktywistki grupy From People to People. Rosjanie liczyli, że jeśli zginie z rąk mutanta to rząd podejmie bardziej stanowcze ruchy w ich kierunku i wtedy wciągną wojska amerykańskie w wojnę na dwóch frontach.
W każdym bądź razie wyjechałam do USA, na pokładzie samolotu służby dyplomatycznej. Broń zdobyłam na miejscu, moim planem było zabić Gertrude podczas spotkania z grupą dzieci = mutantów. Kiedy spojrzałam na starszą panią, która z taką sympatią odnosiła sie do grupki dzieci… Nie mogłam tego zrobić. Złożyłam karabin i odeszłam. Problemem był czip naprowadzający, który miałam pod skórą. Zbiegiem okoliczności przeszukując internet znalazłam mutanta, którego władza nad technologią była nieco inna od mojej. Zniszczył czip, a ja po prostu wycięłam resztki. W tym miejscu mam całkiem sporą bliznę, którą zakryłam tatuażem.
Przypadkiem usłyszałam o czymś takim, jak Bractwo Mutantów. Do Olympii przyjechałam, żeby zatrzeć za sobą ślady. Tydzień zastanawiałam się, czy nie powinnam tam się zgłosić. W grupie było raźniej, łatwiej też było się wtopić.
Zdobycie ich zaufania nie było najprostszym zadaniem w moim życiu. Po raz kolejny też zmieniłam nazwisko, trzymając się jednak wschodnich rejonów Europy. Yvonne była wspaniałą przywódczynią, miała charyzmę, była życzliwa dla swoich podwładnych. Darzyłam ją szacunkiem, jakim nikogo dawno nie darzyłam. Zostałam informatykiem Bractwa na jej prośbę. Pierwszy raz używałam umiejętności dla kogoś, bo sama tego chciałam, a nie dlatego, że nałożono na mnie taki przymus.
Śmierć Yvonne była dla mnie ciosem. Wielu uważało, że Colleen jest za młoda na przejęcie jej roli. Ja jednak będę ją wspierać, przez wzgląd na to, ile zawdzięczam jej matce. Dzięki Bractwu na nowo zrozumiałam, czym jest wolność. Jestem im wdzięczna.
PPrzy pierwszym spotkaniu wydawać mogłoby się, że Kira jest właściwie pozbawionym uczuć robotem. Chłodna i opanowana, jej twarz jest niczym maska woskowej figury. Jednak osoby, które porównują ją do robota nie miały okazji poznać jej, spędzić z Azjatką odrobiny czasu. Nie wiedzą, że mają do czynienia z najemniczką, hakerką i zabójczynią. Nie mają pojęcia, że osoba, z którą rozmawiają przeszła morderczy trening. Nie zastanawiają się, jak wpłynął na nią widok ludzi, których spotkała na swojej drodze, a którzy umarli na jej oczach.
Dzięki temu, że Kira spędziła rok w Bractwie, wśród innych mutantów, otworzyła się na innych. Nie ukrywa już tak swoich uczuć, ale w gorszych momentach gwałtownie się wycofuje.
Za to w trudnych, stresujących sytuacjach jest tą osobą, która do końca zachowa spokój. Nie panikuje, zawsze działa powoli i metodycznie. Można na niej polegać. Nie łamie raz danego słowa, a za osobami, które darzy sympatią pójdzie, choćby i do piekła.
W skrócie Kira jest chodzącą zagadką, która czeka, aż znajdzie się osoba, która odkryje wszystkie jej tajemnice.
Dziecko Matrycy
Kira, a właściwie jej umysł, dalej nazywany też jaźnią, jest nierozerwalnie związana z Internetem. Połączenie to najłatwiej porównać do tego, że mózg Azjatki jest jednym z serwerów, bazą danych podłączonych do sieci.
Moc ta pozwala na łamanie zabezpieczeń komputerów, stron, baz danych oraz serwerów bez konieczności posiadania komputera. Może wyszukiwać informacje z całego świata nie używając wyszukiwarek. Tworząc wcześniej złośliwe oprogramowania bez problemu rozsiewa je dużo skuteczniej oraz szybciej, niż zwykły haker. Potrafi wyciągnąć te najbardziej tajne dane, co czyni z Kiry idealnego szpiega oraz informatora.
Mocne strony:
- Kira z łatwością wyszukuje informacje wrzucone do Internetu, od zdjęć celebrytek po teksty naukowe, a także tajne dokumenty (po wcześniejszym złamaniu zabezpieczeń).
- Może hakować oraz infekować wszelkie urządzenia mające połączenie z Internetem.
- Ze względu na niecyfrowy charakter obecności Kiry w Internecie oraz komputerach nie jest wykrywana przez programy antywirusowe oraz słabsze programy zabezpieczające dane.
Słabe strony:
- Na ten moment Kira potrzebuje fizycznego kontaktu z urządzeniem podłączonym do Internetu, żeby przetransferować się do sieci.
- W przypadku sieci wewnętrznych najpierw potrzebuje uzyskać z nią połączenie, a także złamać jej zabezpieczenia.
- Podczas surfowania w Internecie ciało Kiry pozostaje poza kontrolą jej woli. Wymaga, więc obrony lub dobrej kryjówki.
- Zbyt długi czas spędzony w Internecie lub zbyt dalekie zapuszczenie się w Sieć utrudnia powrót jaźni do ciała, a nawet może całkowicie go uniemożliwić.
- Im bardziej skomplikowane zabezpieczenia, tym więcej czasu oraz wysiłku wymagają, co zwiększa szansę na stałe osadzenie jaźni kobiety w Internecie.
Limit użycia mocy:
Kira może pozostać w Internecie przez 4 posty. Przekroczenie tego czasu powoduje wzrost szansy na stałe i nieodwracalne oddzielenie się jaźni kobiety od ciała, czyli po prostu Kira zostaje uwięziona w Internecie.
Po wyjściu z Sieci Azjatka potrzebuje przynajmniej 3 posty odpoczynku.
Duża ilość połączeń bez odpoczynku, również może skutkować rozszczepieniem się jaźni i ciała kobiety.
Konsekwencje użycia:
Skutkami ubocznymi użycia mocy, poza możliwością utraty materialnego ciała, są bóle głowy, nudności (w tym wymiotowanie krwią), drgawki, a nawet częściowy niedowład kończyn lub całkowity paraliż.
Rozwój mocy:
95% opanowania mocy: Kira do połączenia się z Internetem nie potrzebuje już medium w postaci urządzenia posiadający dostęp do Sieci.
100% opanowania mocy: Kira może używać mocy przez 6 postów bez odpoczynku, jednak potem musi odpocząć co najmniej 5 postów, aby nie wystąpiły skutki uboczne.
- Kira jest wyszkoloną najemniczką, która skutecznie posługuje się bronią palną.
- Potrafi też walczyć wręcz oraz z nożem w ręku.
- Jednak jej największym atutem jest znajomość informatyki oraz umiejętność pisania kodów, łamania zabezpieczeń, tworzenia wirusów, a także pozyskiwania informacji z zabezpieczonych źródeł.
- Uwielbia kuchnię japońską oraz koreańską.
- Nie pamięta już życia sprzed treningów.
- W Bractwie pozostała ze względu na pamięć o Yvonne.
- Posiada prawo jazdy USA.
- Zna trzy języki: japoński, angielski oraz rosyjski.
- Mówi z lekkim rosyjskim akcentem.
- Cały czas rozsiewa w Internecie fałszywe poszlaki za swoją osobą, żeby jej nie znaleziono.
- Na prawym przedramieniu posiada tatuaż przedstawiający węża zwiniętego w ósemkę, gryzącego własny ogon. W górnym oczku znajduje się znak kanji oznaczający człowieka, a w dolnym znajduje się znak oznaczający śmierć.