Poprzedni temat «» Następny temat
Can you save my heavy dirty soul?
Autor Wiadomość
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-07, 18:34   
   Multikonta: Dale/James


Może to też jest tak, że Scott pewne rzeczy bierze za mocno do siebie. Pewnie dlatego, że po raz pierwszy zależy mu na tym, by z tego wszystkiego coś było. Nie miał do tej pory pojęcia co znaczy ten dziwny uścisk w brzuchu, to myślenie o tym, by wszystko było... Dobrze. Nie wiedział wcześniej czym jest zastanawianie się nad słowami, mówienie w taki sposób, by wypaść jak najlepiej. I właśnie teraz pożałował, że tyle wypił - przecież normalnie nie był taki. Skąd mu w ogóle przyszedł do głowy pomysł, by tak się odzywać? Od kiedy z niego taki dowcipniś?
To wszystko już nie miało jednak znaczenia, ponieważ nadszedł najwyższy czas, by się stąd ulotnić.
Targały nim mieszane uczucia - nie chciał od niej wychodzić, ponieważ miał wrażenie, że to nie powinno się tak skończyć. Nie wszystko zostało powiedziane. Z drugiej strony... Chyba przegiął i nie miał prawa dłużej tu być. Po raz kolejny w jego życiu do jego wnętrza zapukała nienawiść do samego siebie. Znów poczuł, że wszystko psuje - zupełnie jakby był do tego stworzony, jakby nie potrafił robić nic poza tym.
Czy to nie zbyt wiele uczuć na raz? Gdzie one właściwie się mieszczą?
Ach, no właśnie. Co z następnymi razami?
Nie miał jednak szansy się nad tym zastanowić, ponieważ w momencie, gdy jego palce zacisnęły się na klamce od drzwi wejściowych usłyszał dość nieprzyjemny dźwięk tłuczonego szkła, a potem to jedno słowo, które wypłynęło z jej ust.
Zaraz, kurwa.
Jak to 'ała'?
Cofnął się jak poparzony z powrotem, a to co zobaczył sprawiło, że zaniemówił. Warto też zauważyć, że otrzeźwiał w ułamku sekundy - przynajmniej na tyle, by zdać sobie sprawę z tego, że nie ma opcji, by ją tu teraz zostawił. Zwłaszcza, że skaleczenie wyglądało dość poważnie.
Podszedł do niej i podniósł ją do góry lokując dłonie na jej bokach. Nie interesowało go już w tej chwili czy będzie się sprzeciwiać, czy nie.
- Jezus, Caroline... - mruknął tylko pod nosem ujmując ją za nadgarstki. Odwrócił jej dłonie wewnętrzną stroną do siebie i aż się skrzywił. Te maleńkie kawałki szkła powbijane w jej skóre sprawiły, że Scott poczuł ból. Gdzieś w okolicach klatki piersiowej. Czy powinno się tak dziać? Najmniejsza krzywda, która ją spotkała sprawiła, że aż go kłuło w środku.
Zaprowadził ją na jakieś krzesło (?) i pognał do łazienki w poszukiwaniu jakiejś apteczki (?), wiadomo - czegoś do zdezynfekowania, opatrzenia itd.
Gdy wreszcie uporał się ze znalezieniem wszystkich potrzebnych przedmiotów uklęknął przy niej.
Oczyścił delikatnie jej kolana z krwi.
- Teraz pewnie trochę zaboli... Zaciśnij zęby. - powiedział cicho ze słyszalną troską w głosie i zaczął wyciągać z jej ciała kawałki szkła - zaczął od tych najmniejszych i powoli przechodził do tych większych.
Uznał tą chwilę za odpowiedni moment na rozmowę.
- Przepraszam. - mruknął cicho unosząc na nią na moment wzrok, a ona mogła dostrzec w jego oczach, że autentycznie czuje się winny.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-07, 19:09   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


W chwilach, gdy Scott odczuwał tak wiele negatywnych emocji - do mnie przestawało cokolwiek dochodzić. Wirowanie w głowie z każdą chwilą się wzmacniało i nawet bodźce bólowe nie chciały tego zmienić. Ja... Ja chyba po prostu przekroczyłam swój limit.
Najlepiej o tym mógł świadczyć fakt, że nawet nie wiedziałam kiedy mężczyzna prawie opuścił moje mieszkania.Dosłownie - w chwili gdy tylko poczułam się słabiej, przestałam zwracać uwagę na to, co dzieje się dookoła - aż do chwili, gdy poczułam na sobie znów jego silne dłonie i usłyszałam jego zmartwiony głos.
- C-Co? - Mruknęłam, chyba ledwo zrozumiale, próbując podnieść na niego swoje przymglone spojrzenie. Czułam, jak ciepłe stróżki krwi spływają po mojej skórze, widziałam, jak jej kropelki powoli skapując na zdecydowanie zbyt jasny dywanik, z którego te plamy z całą pewnością nie będą chciały zejść.
- Nic... Nic mi nie jest. - Mruknęłam dość pewnie jak na stan, w którym byłam. I zapewne nawet bym nie protestowała, gdy ten usilnie próbował mnie zaprowadzić na jakiekolwiek siedzisko z dala od tego szkła, gdyby nie jeden, oczywiście najważniejszy dla mnie w tym momencie szczegół.
- Z tego futerka to nigdy nie zejdzie... - Jęknęłam żałośnie, patrząc, jak szkarłatne kropelki wnikają z każdą mijającą chwilą w ten chodniczek na ziemi. Kurcze. Serio lubiłam tego białego futrzaka pod gołymi stopami.
Całe szczęście chyba tak bardzo przejęłam się tą wykładziną, że nawet nie zauważyłam, gdy brunet zniknął na dłuższą chwilę w mojej łazience. W toaletce mógł oczywiście znaleźć pożądane przez siebie medykamenty, jak i zapas zdecydowanie zbyt kolorowych plastrów i bandaży elastycznych - cóż, chyba jednak wciąż miałam w sobie coś z dziecka. Mógł też dostrzec opakowanie po farbie do włosów - co zapewne tłumaczyłoby, dlaczego na mojej głowie nie było widać nawet najmniejszego odrostu. Ale zapewne moje bycie brunetką właśnie zaczęło być mocno podważalne...
Gdy tylko mężczyzna znów się przy mnie zjawił, na krótką chwilę uśmiechnęłam się - przynajmniej do czasu, aż nie zaczął majstrować - tym razem przy mojej skórze. Co za szczęście, że miałam na sobie sukienkę, prawda? Chociaż kto wie, może dzięki spodniom w ogóle nic by się nie wbiło w te moje kolana...
- Auć... - Syknęłam, gdy poczułam jak kolejne kawałki szkła opuszczają moją skórę, a środki odkażające zaczęły działać. - Ja... Ja mogę sama. - Stwierdziłam, choć przecież po moich ruchach dokładnie było widać, jak opóźnioną reakcję miałam i jak bardzo moja głowa nie chciała dziś współpracować z resztą mojego ciała. Nie odsunęłam się jednak od niego, nie zabierałam ani kolan, ani dłoni, pozwalając mu na ten gest troski. Co dziwne... Wydawało mi się to teraz tak dziwnie znajome. Czy... Czy kiedyś już czegoś takiego doświadczyłam?
- A-ale... Nie masz za co. Ja się... Ja się wywróciłam, i... - Skupiłam na nim swoje przymrużone spojrzenie i teraz już nie wiedziałam, czy to wina kiepskiego światła, tych wrażeń, czy rzeczywiście alkoholu? Przyrzekłabym, że kiedyś byłam w podobnej sytuacji - ze zranionym kolanem i kimś, kto tak usilnie chciał to naprawić...
To pewnie głupota. Przecież każdy mógł zaliczyć upadek i każdy mógł się nim wtedy zająć, ale teraz... Teraz było inaczej. I nie potrafiłam tego w żaden sposób wyjaśnić.
- Chyba się upiłam... - Wyrzuciłam z siebie w końcu, chyba nie chcąc poruszać tej ciemności, która ciągle skrywała się gdzieś z tyłu mojej głowy. Nie teraz, gdy miałam świadomość, że rano zapewne i tak nie będę o tym pamiętać...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-07, 19:23   
   Multikonta: Dale/James


Nie zwracał już kompletnie uwagi na to jej bełkotanie, chociaż pewnie w normalnym wypadku rozbawiło by go to, że interesuje się bardziej jakimś głupim dywanikiem niż tym, że coś jej się stało. No dobra, może ten dywanik faktycznie był całkiem ok, ale żeby tak... Ehm, no dobra, nieważne.
Jeśli chodzi o te jej wszystkie rzeczy w łazience - w tej chwili nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia. Może w normalnym wypadku zastanowił by się nad tą farbą i w ogóle, ale nie teraz. Teraz priorytetem było dla niego opatrzenie jej, ponieawż mimo tego, że rany nie były zbyt wielkie to było ich naprawdę sporo. Na pewno utrudnią jej życie przez najbliższy czas.
Wracając do teraźniejszości...
Wyjmował jeden kawałek szkła po drugim i wzdrygał się na praktycznie każde jej jęknięcie. Naprawdę starał się zrobić to tak delikatnie jak tylko potrafił. Nie chciał jej krzywdzić w żaden sposób - nawet w taki.
- Nie, nie dasz rady sama. Po prostu... Zaufaj mi. Proszę. - powiedział cicho nie odrywając się od swojego zajęcia. Te szklane szpileczki odkładał do miseczki, którą również przytargał ze sobą. Później ją opróżni i dokładnie wyczyści.
Raz na jakiś czas przesuwał czystym kawałkiem gazy po jej kolanach, by pozbyć się kolejnych stróżek krwi.
Na moment przerwał i podniósł na nią wzrok.
- Chyba trochę tak. Przegięliśmy z alkoholem, ale nie przejmuj się. Nikomu o tym nie powiem. - powiedział uśmiechając się delikatnie. Chciał choć trochę ją rozweselić. Przecież... Hej, są dorośli, a dorosłym zdarza się upijać i robić głupoty. Ważne, by głupoty te robić w odpowiednim towarzystwie.
Po jakimś czasie uporał się z jej kolanami i oblał czysty kawałek gazy spirytusem.
Bez ostrzeżenia zdezynfekował szybko jej skórę - wiedział z autopsji, że lepiej zrobić to znienacka. Zabandażował szybko jej nogi i podniósł się nieco wyżej na kolanach. Ujął jedną ręką delikatnie jej nadgarstek i zaczął wyjmować szkło z jej dłoni.
- Chyba z tego wyjdziesz. - mruknął cicho i ponownie uniósł na nią wzrok, by zajrzeć w jej oczy. Miała mgliste spojrzenie, ale i tak potrafił w nim zatonąć. Mógłby w nie patrzeć codziennie po przebudzeniu i zaraz przed położeniem się spać.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-07, 20:08   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


- Czemu we mnie wątpisz? - Zapytałam marszcząc swoje brwi, choć teraz pewnie wyglądało to bardziej zabawnie, niż poważnie. Co jednak ciekawe - sama chyba też w siebie wątpiłam w tym momencie, ale przecież nie mogłam tego przyznać na głos, prawda? Jeszcze by pomyślał, że go potrzebuję, i co wtedy? Nawet, jeśli w rzeczywistości mocno od prawdy to się nie mijało
- Obiecujesz? - Zapytałam, choć przecież nawet nie miał się komu wygadać, prawda? Normalnie pewnie też zwinęłabym swoją dłoń w piąstkę, prostując jedynie swój mały palec, ale w tym momencie kawałki szkła wyraźnie utrudniały mi tę czynność. Zamiast tego więc uśmiechnęłam się jedynie lekko, jakbym już samą tą miną miała wyrazić swoją wdzięczność. W moim oku chyba nawet pojawił się niewielki błysk z tej okazji i nawet mimo dość nieprzyjemnych okoliczności - miałam wrażenie, że jestem w idealnym miejscu o perfekcyjnym czasie.
W jego dotyku było coś kojącego i przyjemnego. Nawet teraz. Miałam ochotę znów schować się w jego ramionach i zapomnieć o całym złu, które kryło się za tymi ścianami. No, przynajmniej do czasu, aż nie poczułam pieczenia na każdej, najmniejszej rance na swoich kolanach.
- O ja Cię pier... kur... uhm... - Syknęłam, co było do mnie aż niepodobne, ale w tej chwili to chyba i mi odjęło kilka promili. Wypuściłam szybko powietrze z ust, przymykając oczy, nim skupiłam swój wzrok całkowicie na mężczyźnie. - Czemu tak bez uprzedzenia?! - Wyrzuciłam z siebie pretensjonalnym tonem, samej nieco się kuląc. Raczej nie byłam zwolennikiem szybkiego odrywania plastra. Zdecydowanie wolałam wiedzieć o wszystkim, co się wokół mnie działo.
Już po chwili jednak znowu zmusił mnie do zmarszczenia brwi i zapomnienia o tym chwilowym bólu, który mi zaserwował.
- Wiem przecież o tym. Jestem lekarzem! - Stwierdziłam dość pewnie. - Tylko normalnie ręce mi się tak nie trzęsą. - Dodałam po chwili, nieco bełkotliwie, machając sobie własną ręką przed twarzą. Musiałam wyglądać zabawnie dla postronnych, choć mi samej wcale nie było do śmiechu. Chyba jeszcze nigdy nie doprowadziłam się do tak dziwnego stanu. Ale najgorsze i tak chyba miało mnie czekać dopiero rano...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-07, 20:22   
   Multikonta: Dale/James


Zmarszczył brwi i zerknął na nią znowu odrobinkę rozbawiony.
- Bo wiem ile wypiłaś. - odparł krótko i wrócił do poprzedniego zajęcia od którego jednak dość szybko oderwało go jej kolejne pytanie. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem i zerknął na nią. Mimo tego, że nie wyciągnęła do niego dłoni on sięgnął swoim małym palcem do jej palca w taki sposób, by nie dotknąć żadnego z kawałków szkła i nie spowodować jej bólu.
- Obiecuję. - szepnął cicho patrząc jej przez cały ten czas w oczy. To było tak bardzo... Ich. Przywłaszczyli sobie całkowicie ten dziecinny gest i coś podpowiadało Scottowi, że zostanie z nimi na bardzo długo. Jeśli będą te następne razy to na pewno jeszcze nie raz, nie dwa obiecają sobie coś w ten sposób.
Przyznaj, że to urocze.
Nie spodziewał się po niej takiej wiązanki - serio, może i mało o niej wiedział, ale te słowa, które wydostały się z jej ust... Hej, ona potrafi odzywać się w taki sposób?
No nic, to pewnie tylko kolejna niespodzianka, a coś mu mówiło, że będzie ich o wiele więcej. Nie mógł przecież wiedzieć, że czeka go jedna tak ogromna, że prawdopodobnie zwali go z nóg.
- Wychodzę z założenia, że lepiej działać, niż mówić. - powiedział mając na myśli oczywiście tą niespodziewaną dezynfekcję jej rany, choć to stwierdzenie pasuje do całego jego życia. Dość często żałował tego szybkiego działania, ale to temat nie na teraz.
Teraz Scott bawił się w lekarza, którym przecież była ona. Nie znał się na tym może tak dobrze, ale, no... Dość często odnosił rany - on, lub jego znajomi dlatego siłą rzeczy musiał nauczyć się jak je opatrywać. Znał podstawy, a w tym wypadku to wystarczyło.
- Wiem, że jesteś... Pewnie zrobiłabyś to o wiele lepiej niż ja. - rzekł i wzruszył ramionami. Taka była prawda. Miał tylko nadzieję, że nigdy sytuacja nie zmusi jej do tego, by udowodnić mu, że jest w tym lepsza. Z drugiej strony... To dość przydatna informacja - to, że ma wśród znajomych kogoś kto pomoże mu w razie najgorszego.
Wreszcie uporał się z jej dłońmi i uniósł ponownie do góry buteleczkę ze spirytusem. Wymownie pomachał jej środkiem do dezynfekcji przed nosem po czym bezceremonialnie polał jej rany i zabrał się za opatrywanie. Po chwili wszystko było gotowe, a on odetchnął głębiej.
Podniósł się z kolan i wbił w nią spojrzenie. Wątpił, by dała radę sama ustać na nogach - po pierwsze z powodu alkoholu we krwi, drugą sprawą były te nieszczęsne rany, które na pewno utrudnią jej chodzenie.
Dlatego nie pytając o pozwolenie po prostu wziął ją na ręce.
Wydała mu się lekka jak piórko. Poza tym po raz kolejny odniósł wrażenie, że jej ciało idealnie pasuje do jego ciała.
Ruszył z nią w kierunku łóżka. Chyba jej wystarczyło, zostawi ją tam, a potem... Nie wiedział co potem.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-07, 20:57   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Wypiłam - nie wypiłam - co za różnica? Teatralnie wręcz odwróciłam swoją głowę, jakbym chciała pokazać, że czuję się urażona tak niską wiarą we mnie. W sumie... To zachowanie też nie było do mnie podobne. Z całą pewnością przy nim budziły się moje wewnętrzne, dziecięce odruchy na drażnienie swego rozmówcy, jak i alkohol sprawiał, że stawałam się odważniejsza. Obym tylko za bardzo nie przywykła do takiego stanu rzeczy...
Szybko jednak stopił chłód mojego serduszka tym prostym, naszym gestem. Bo tak, taka była prawda. To już był nasz gest, na który mogłam się tylko uśmiechnąć i go zaakceptować - choć trochę zginając własny mały palec. Nawet teraz, gdy byłam kompletnie wstawiona miało to dla mnie wielkie znaczenie.
- Ja wolę wiedzieć, co mnie czeka. - Wyznałam bez większych ogródek, przyglądając się, jak kolejne kawałki szkła powoli opuszczają moje ciało. Skojarzyło mi się to z moją dawną pracą, gdzie mutanci tracili nad sobą panowanie i chyba... Chyba wpadłam w swego rodzaju trans, wspominając ten wypadek sprzed trzech lat. Chyba wtedy po raz pierwszy czułam to dziwne uczucie, gdy obrazy przemykały przed moimi oczami, gdy w tle słyszałam tak dziwnie znajome głosy, gdy wciąż nie mogłam tego skojarzyć z niczym szczególnym...
Dopiero widok buteleczki ze spirytusem wybudził mnie z tego dziwnego stanu, który przyprawiał mnie o ból głowy. Kiwnęłam tylko głową, nim Scott przechylił ten kawałek plastiku i po moich dłoniach polała się tak paląca ciecz. Tym razem poza syknięciem jednak, nie wydałam z siebie ani jednego słowa. I gdy wypuszczałam z siebie powietrze, zaciskając już ręce w piąstki, poczułam, jak coś mnie odrywa od tego siedziska.
- Scott! - Krzyknęłam lekko przerażona, niemal natychmiast obejmując go na wysokości szyi. Bałam się upadku - tym bardziej po mojej przygodzie sprzed zaledwie 10 minut, i mając w świadomości, że przecież brunet wypił chyba więcej niż ja.
Mimo, ze serce waliło mi jak szalone, chyba... Chyba czułam się dobrze. Co prawda fakt, że miałam na sobie sukienkę w tym momencie nie był dla mnie komfortowy, ale jednak... Te jego ramiona, ten spokojny oddech, jakby w ogóle się nie męczył. To było... Tak relaksujące. Poczułam się na tyle swobodnie, że... Że chyba nie chciałam, by mnie po prostu zostawił.
Ta krótka chwila, gdy odkładał mnie ze swych objęć, zdawała się przeciągać w czasie, gdy tak skupiałam na nim swoje spojrzenie. A może to tylko ja i moja chora wyobraźnia? Mimowolnie złapałam go za dłoń, nim jeszcze zdążył się odsunąć czy wyprostować. I tak... Tak trwałam z nim, przez chwilę, w kompletnej ciszy dając jedynie naszym spojrzeniom się spotkać.
- Możesz... Możesz zostać? - Zapytałam, dość niepewnie i mało wyraźnie. Mimo wszystko jednak - nie chciałam zostawać sama. Nie dzisiaj. - Nie... Nie najlepiej się czuję. - Dodałam po chwili, jakbym chciała jakkolwiek usprawiedliwić swoją prośbę. Ja... Ja nie miałam na myśli niczego złego czy zbereźnego, ale miałam wrażenie, że wtulona w jego ramiona szybko zapomnę o tym ścisku w żołądku i wirującym świecie. Zapomnę o wszystkim - skupiając się tylko na tym dziwnym dopasowaniu, które nas połączyło...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-07, 21:20   
   Multikonta: Dale/James


No, jak by na to nie patrzeć to jednak... No, to, że tyle wypiła miało znaczenie. Nie chciał nawet sobie wyobrażać prób wyjęcia tego całego szkła ze swoich kolan dłońmi, które również były całe 'przyozdobione' tymi maluteńkimi szpilkami. Dlatego właśnie uznał, że nie da sobie rady, a ona chyba powinna mu przyznać rację, zamiast się droczyć. Wiedział jednak w głębi duszy, że tak właśnie jest - gdyby była trzeźwiejsza wiedziałaby, że jego pomoc jest jej potrzebna. Dlatego właśnie zignorował to całe jej 'obrażanie się' i zajął się tym co musiało zostać zrobione.
- Naprawdę? Naprawdę tak myślisz? Ja na przykład nie do końca. Już teraz wiem, że na pewno czeka mnie jeszcze wiele nieprzyjemnych rzeczy i wolę chyba żyć z sekundy na sekundę. Nie planować. Lepiej być miło zaskoczonym, niż zawiedzionym. - być może wziął trochę zbyt poważnie to całe jej stwierdzenie, bo ze zwykłej rozmowy o polewaniu spirytusem ran może nam wyniknąć dyskusja o życiu.
No, ale tak jak już mówiłem - Pan D'Amico miał tendencję do brania wszystkiego mocno do siebie. Poza tym był typem... Myśliciela? Chyba można tak to nazwać. Dość często niepotrzebnie analizował każde słowo swojego rozmówcy doszukując się w nim drugiego dna. Może to też przez swoją przeszłość? Jak już mówiłem - w jego zawodzie trzeba było myśleć o wszystkim.
No, ale najważniejsze, że ta cała skomplikowana operacja wreszcie się udała i Scott mógł zanieść ją do łóżka. Doskonale wiedział, że tego w tej chwili potrzebuje - z pewnością przegięła z alkoholem. On może trochę też, chociaż trzymał się znacznie lepiej od Caroline. Nie oszukujmy się - praca w barze dość często wymaga picia alkoholu. Może przez to miał trochę mocniejszą głowę niż ona, poza tym widok tej drobnej istotki całej we krwi dość szybko wypłukał alkohol z jego krwi. Przynajmniej na tyle, by zaczął jasno myśleć i przestał tak strasznie bełkotać.
Ułożył ją na łóżku tak delikatnie jak tylko potrafił, a gdy tylko to zrobił miał zamiar już zbierać się do wyjścia, gdy... Wydarzyło się coś czego się nie spodziewał, ale też coś czego podświadomie cholernie chciał. Złapała go za dłoń tą swoją biedną poranioną rączką i zajrzała mu prosto w oczy w taki sposób, że po raz kolejny nogi się pod nim ugięły, a serce zabiło o wiele szybciej. Miał wrażenie, że za chwilę wyskoczy mu z klatki piersiowej i wpadnie sobie prosto w jej dłonie, gdzie wygodnie się ułoży i tam już zostanie.
- Ja... Oczywiście, że mogę. Właściwie... O niczym innym nie marzę. - zdobył się na chwilę szczerości, miał nadzieję, że nie odbierze tego tak jak poprzednich komplementów, ponieważ to komplementem nie było. Po prostu stwierdził fakt.
Ułożył się obok niej i objął ją ramieniem, tak, by mogła wygodnie się położyć i oprzeć głowę na jego ramieniu.
Nie mógł nawet w najśmielszych wyobrażeniach wymarzyć tak sobie tego wieczoru, a jednak skończył się dokładnie tak, jak tego pragnął.
No właśnie - tu dość ważna rzecz. On również nie myślał o niczym zbereźnym, nie pragnął teraz seksu. Wystarczyła mu jej bliskość, jej ciepły oddech na swojej szyi i dotyk jej delikatnej skóry.
Wolną dłonią pogładził ją delikatnie po policzku i przymknął oczy. Nie po to, by iść spać - zwyczajnie... Rozkoszował się tą chwilą i dał się po raz kolejny porwać marzeniom. W tej chwili marzył tylko o tym, by tak zostało już zawsze. Zwiąże z Caroline swój los i być może... Być może wspólnie odnajdą Julie.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-07, 22:49   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Chyba byłam zbyt pijana, by analizować jego wypowiedź. Zdobyłam się więc jedynie na pokiwanie swoją głową i ciche odparcie "Naprawdę", nim nasza historia przybrała nieco inny bieg...
W sumie... Chyba nigdy bym nie podejrzewała, że odnajdę tak pożądane przeze mnie uczucie bezpieczeństwa u osoby, której chyba... Chyba również powinnam się obawiać? Normalnie przy takich osobach jak on z tyłu mojej głowy zapalała się mała, czerwona lampka, a jednak... Przy nim było inaczej. Coś mnie do niego ciągnęło i wciąż nie potrafiłam zrozumieć - co?
A jednak... Czułam się przy nim jak księżniczka, z tych bajek, które poznawałam na nowo w wieku nastoletnim. Czy Scott mógł być moim bohaterem? Czy mógł być moim rycerzem, już nie koniecznie na białym koniu? Czy mogłam wierzyć w to, że w końcu... W końcu mogłam przy kimś czuć się całkowicie swobodnie i bezpiecznie?
Oh, cóż za przyjemna wizja...
Uśmiechnęłam się lekko na jego kolejne słowa. Ja... Sama nie wierzyłam, że to robię, ale... Czułam się przy nim dobrze. Miałam wrażenie, że nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia. Przesunęłam się więc lekko, by i dla niego było miejsce. Moje nerwy wariowały i robiło mi się piekielnie gorąco. W sumie... Chyba nigdy się tak nie czułam. Ale to było takie przyjemne uczucie z którym nawet nie chciałam już walczyć...
Wtuliłam się więc w jego ramię, wciągając zapach jego swetra i obejmując swoją ręką jego klatę. I mogłam być pewna, że mieliśmy rację w jednym aspekcie - pasowaliśmy do siebie, praktycznie na ulał.
- Dziękuję... - Wyrzuciłam z siebie lekko, wciąż się uśmiechając pod nosem. Wbrew jego obawom, te słowa nie wprawiały mnie w takie zakłopotanie. To nie w nich kryły się moje lęki.
I mogłabym trwać w tej chwili, gdyby nie fakt, że czułam, jak moje powieki stają się coraz cięższe. Nie mogłam się powstrzymać przed cichym ziewnięciem, przysłaniając wolną dłonią swoje usta i przymykając kilkukrotnie swoje oczy. Nim jednak miałam się oddać i w objęcia Morfeusza, czułam silną potrzebę, by zapytać go o ostatnią, znaczącą dla mnie rzeczy.
- Grosik za Twoje myśli? - Wyrzuciłam z siebie dość lekko, niemal szeptem, spoglądając gdzieś w sufit i wsłuchując się w bicie jego serca - które chyba próbowało dogonić już moje...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-07, 23:00   
   Multikonta: Dale/James


To wszystko co robili od samego początku było owiane aurą niedowierzania. Zarówno Scott jak i Caroline nie potrafili zrozumieć co właściwie z nimi się dzieje. Jak to możliwe, że osoby, które dopiero się poznały tak wspaniale się dogadują - mimo oczywiście drobnych zgrzytów?
Jakim cudem Scott doskonale rozumie jej punkt widzenia nie wiedząc o niej tak naprawdę nic, akceptuje jej wszystkie wady, to, że jest dziecinna jakby... Jakby już to kiedyś przeżył? Dlaczego nawet jej głupi dotyk jest tak cholernie znajomy, dlaczego jej spojrzenie, uśmiech, głos... Dlaczego to wszystko mówi mu, że ta dziewczyna jest mu przeznaczona i że nie może jej nigdy stracić?
Nie potrafił tego zrozumieć, ale z pewnością nie był księciem - a już na pewno nie na czarnym koniu. Nie mógł dać jej życia z bajki, ponieważ jego ówczesne życie raczej przypominało horror.
Mógł jednak spróbować, by któregoś dnia spojrzeć w lustro i po raz pierwszy nie pomyśleć 'jestem potworem'. Raz zerknąć na swoje odbicie, uśmiechnąć się i z dumą powiedzieć "Dałem jej kawałek nieba.".
Tak, naprawdę pragnął, by właśnie tak to wszystko się potoczyło, chociaż znał ją ledwie parę chwil. Czy te parę chwil wystarczy, by serce biło mocniej w towarzystwie drugiej osoby? Kiedyś powiedziałby, że nie, że to nie jest możliwe.
Dziś był już kompletnie innego zdania, bo właśnie to się z nim działo.
Uśmiechnął się pod nosem do swoich myśli i dłonią, która cały czas gładziła policzek Caroline zaczesał - po raz kolejny tej nocy - kilka kosmyków włosów za jej ucho.
Otworzył oczy i przekręcił się lekko na bok tak, by móc spojrzeć na jej twarz.
- Myślę, że jestem w tej chwili najszczęśliwszym facetem na świecie. - szepnął nie zdejmując z twarzy uśmiechu.
W rzeczywistości była to tylko jedna z wielu myśli, które w tej chwili przeciskały się do jego podświadomości.
Mógłby jej powiedzieć znacznie więcej, ale po jaką cholerę, skoro w tym jednym zdaniu zawarł już tak wiele. Co mógłby dodać? Że kawałek po kawałku oddaje jej duszę, że sama zabiera sobie jego serce nie pytając o pozwolenie? Przecież ona doskonale o tym wiedziała...
- A Ty? O czym myślisz?
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-09, 23:26   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Zabawne, jak los potrafi być przewrotny, a umysł nierozważny. Jak serce potrafi być głupie, a ciało łatwo adaptowało się do nowych sytuacji. Jak w ciągu kilku godzin nastawienie może się zmienić i ktoś zupełnie obcy może wylądować w Twoim łóżku.
Czemu nie ogarniał mnie strach i przerażenie? Czemu na to nie tylko pozwalałam, ale... Sama o to prosiłam? Co było w nim takiego wyjątkowego, że wszystko przestawało mieć znaczenie? Że chciałam przeciągać te chwile i pozwolić mu na te ciągłe zbliżenia?
Co takiego sprawiało, że nawet, jeśli na głos nie mówiliśmy o naszych pragnieniach, to w rzeczywistości te tak bardzo się ze sobą pokrywały?
Wzdrygnęłam się na ten gest. Przyjemne ciarki przewędrowały po moim ciele, gdy jego dłoń tak delikatnie mijała moje ucho. Mimowolnie odwróciłam swoją głowę tak, by dłonią znów powrócił na mój policzek, a po chwili i własną rękę skierowałam w to miejsce - delikatnie splatając nasze palce.
Jakoś... Cieszyła mnie jego odpowiedź. Dalej nie miałam pewności, czy nie jest to jakaś jego stała praktyka, czy te same słowa i czułe gesty nie padają w kierunku każdej kobiety, którą spotka na swojej drodze. Ale chyba... Chyba nawet nie chciałam w to wierzyć.
- Że jest w tym wszystkim coś niesamowitego. - Wyznałam, również przyozdabiając się w uroczy uśmieszek i nie odrywając od niego swoich ślepi. - Jak głupio to nie zabrzmi, mam wrażenie, jakby nasz los nie splatał się po raz pierwszy. - Dodałam po chwili, zapewne wciąż nieco bełkocząc. Alkohol bowiem za żadne skarby nie chciał nagle wyparować i pozwolić na logiczne myślenie. - A może to tylko sen? - Zapytałam po chwili lekko mrużąc oczy. W sumie... To miałoby dużo sensu, prawda? B normalnie nigdy by do tego nie doszło. To nie powinno się nigdy stać.
Mimo wszystko jednak wtuliłam się w jego ciało jeszcze mocniej, wzdychając głośno. Jeśli miałoby się jednak okazać, że to wszystko to tylko wymysł nadpitej wyobraźni, miałam zamiar wyciągnąć z tego jak najwięcej miłych wspomnień - całkowicie ignorując fakt, że trzeźwa Carolcia będzie biła się z każdą myślą, gdy tylko się obudzi.
Teraz jednak... Teraz mogło dziać się wszystko.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-09, 23:42   
   Multikonta: Dale/James


To prawda. Życie potrafi płatać figle, trzeba to przyznać. Ich pierwsze spotkanie w barze nie zapowiadało tego wszystkiego, Scott nigdy nie powiedziałby, że to wszystko tak się skończy. Mimo tego, że podświadomie pragnął tego, gdy tylko ją ujrzał.
A teraz? Leży w jej łóżku, obejmuje ją ramieniem. Czuje jej dotyk, jej obecność i wie doskonale, że ona czuje to samo. Znaleźli się na odpowiednim miejscu, czy to możliwe, że przez ten cały czas właśnie siebie szukali? I właściwie dlaczego takie myśli pojawiają się w jego głowie po tak krótkim czasie? Dlaczego... To wszystko jest tak znajome, tak naturalne?
Ich palce po raz kolejny się splotły, a Scott uścisnął jej dłoń trochę mocniej. Pewniej.
Skoro już mowa o innych kobietach... Nigdy w życiu nie mówił do żadnej w taki sposób. Nie dotykał ich w taki sposób, nie potrafił być dla nich czuły, delikatny. Nigdy tego nie potrzebował... Aż do tej pory. W tej chwili zdał sobie sprawę z tego, że przez całe swoje życie tylko tego chciał. Przy Caroline wszystko zdawało się o wiele prostsze, dawała mu ukojenie. Mógłby zamknąć oczy i słuchać jej głosu. Albo milczeć wraz z nią, po raz setny pozwolić sobie na utonięcie w jej oczach. Robić cokolwiek - byleby tylko z nią.
- Masz rację, to... To niesamowite. - wyszeptał wciąż uśmiechnięty. Przez ten cały czas również nie odrywał od niej wzroku.
Mógłby jej powtórzyć jeszcze tysiąc razy, że jest piękna, ale doskonale wiedział, że lepiej tego nie robić. Jej reakcja za pierwszym razem... Dała mu dużo do myślenia. Co sprawiło, że reagowała tak strasznie na głupie komplementy?
Doskonale rozumiał, że nie jest to już temat na dzisiaj, ale miał nadzieję, że prędzej czy później mu to wyjaśni. Do tego jednak potrzeba zaufania, a on zamierzał je zdobyć. O ile mu na to pozwoli.
Wzdrygnął się słysząc jej następne słowa, a wyraz jego twarzy trochę się zmienił. Chociaż nie jakoś znacznie, to można było widać, że jej słowa go poruszyły.
- Ja... Caroline, od samego początku mam to samo wrażenie, jakbym... Jakbym nie spotkał Cię pierwszy raz, jakbyśmy znali się całe życie, nie wydaje Ci się to... Dziwne? - powiedział tak spokojnie jak tylko potrafił. Gdzieś w głębi duszy już wiedział, serce podpowiadało mu kogo mu przypomina. Umysł jednak nie chciał dopuścić do siebie tej myśli - bo to przecież niemożliwe.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-10, 00:03   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Czy można było winić moje myśli?
Odkąd pamiętam - uczono mnie, by mężczyznom nie ufać. Uczono mnie, że zależy im na jednym. Dokładnie pilnowano, bym nie popełniła błędu. Zresztą... Sama sobie na te błędy nie pozwalałam - przez te wewnętrzne lęki, których wciąż nie rozumiałam.
Tak samo, jak nie rozumiałam tej sytuacji.
Czemu na co dzień tak bałam się dotyku, a gdy tylko jego palce gładziły moją skórę, czułam ukojenie?
Czemu czułam wstręt do mężczyzn, jednocześnie chcąc, by ten brunet już mnie nie opuszczał?
Jedyne, co się przy nim nie zmieniło, to moja reakcja na słowa tabu. Wciąż nie mogłam słuchać ich dźwięku, wciąż nie mogłam znieść faktu, że ktoś może na mnie patrzeć w ten sposób. Wciąż wolałam pozostać tą małą, bezkształtną masą, o której nie można myśleć w aspektach fizycznych...
A jednak - poiłam się tą chwilą, zatracałam się w niej coraz bardziej. Nie pamiętałam, kiedy ostatnim razem czułam taki spokój ducha. I na jego nieszczęście - nawet jego nieco ożywiona reakcja nie mogła tego zmienić.
Miałam ten komfort, że mnie nie nawiedzały w ten sposób wizje z przeszłości. Ja nie mogłam go skojarzyć z żadną znaną mi twarzą, nie mogłam przypisać głosu do żadnego nazwiska - mimo, że jego imię tak idealnie pasowało do moich warg. Wolałam żyć w tej bajce - że tak właśnie wygląda zakochanie. Bo czy wtedy wszystko nie zaczyna do siebie pasować jak w układance? Czy wtedy cały świat się do Ciebie nie uśmiecha? Ten scenariusz zdawał się tak pasować do naszej sytuacji, że nawet nie chciałam brać pod uwagę innego - albo to mój pijany umysł nie chciał się przemęczać bardziej logicznymi wyjaśnieniami.
Nie wyczułam też jego nerwowego tonu - samej wtulając się mocniej nosem w jego klatkę piersiową. Sen mnie już morzył - tego byłam pewna. Jego słowa odbierałam więc przez bardzo gruby, pijany i zmęczony filtr.
- To nie dziwne. To cudowne. Jak w bajkach, Scott... - Stwierdziłam dość lekko, półszeptem, przymykając już swoje powieki. Z całą pewnością - to nie była dobra pora na poważne rozmowy...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-10, 00:19   
   Multikonta: Dale/James


Oczywiście, że nie. Julie Caroline po tym wszystkim miała do tego absolutne prawo. Tak właśnie ją nauczono - żeby nie ufać przedstawicielom płci męskiej. Jest tylko jeden szkopuł. Nikt nie spodziewał się, że to właśnie Scott stanie kiedyś na jej drodze. I coś czuje, że sporo namiesza w jej życiu, no, ale o tym później.
Podobnie jak i ona - brunet miał mętlik w głowie, nie potrafił tego wszystkiego uporządkować i daleko mu było do zrozumienia co się z nim dzieje. Z każdym następnym pytaniem pojawiały się kolejne. A odpowiedzi nie było widać, jednak... Chyba nie potrzebował ich szukać - przynajmniej na razie. Na razie upajał się jej obecnością, poznawał czym jest szczęście - nie dane mu było wieść specjalnie szczęśliwego żywota. Teraz odkrywał kompletnie inny świat. I szczerze mówiąc... Cholernie mu się ten świat podobał.
Tylko, że pomimo braku chęci poszukiwania odpowiedzi cały czas miał coś z tyłu głowy. Coś czego nie chciał do siebie dopuścić, jakiś głos, który wręcz wrzeszczał, chciał zwrócić na coś jego uwagę. Był przytłumiony, jakby znajdował się za jakąś ścianą.
Coś przegapił, coś oczywistego co powinien zauważyć od razu, a jednak nie ważne jak bardzo się nad tym skupiał... Nie potrafił do tego dojść. Być może to ona go tak zaślepiła? W jej towarzystwie cały świat malował się w innych - jaśniejszych barwach. Problemy choć na chwilę przestawały mieć znaczenie, a jedyne na czym mu zależało to jej uśmiech. Czy dlatego nie dopuszczał tego do siebie? Tej jednej najważniejszej myśli?
Przycisnął trochę mocniej jej ciało do swojego i uśmiechnął się, chociaż nie można było dostrzec w tym uśmiechu cienia wesołości.
- Tak. Jak w bajkach. - przytaknął szeptem i ucałował ją w czubek głowy, po czym sam przymknął oczy. Być może tej nocy nie nawiedzą go koszmary? Może Caroline zadziała jak łapacz snów?
Zanim jednak zasnął...
- Ja... Niech to wszystko... Niech to wszystko dalej trwa, gdy się obudzimy, dobrze? - wyszeptał jeszcze, chociaż nie miał pewności, czy nie usnęła. Nie chciał, by ta ich cała 'bajka' tak nagle zniknęła, gdy się obudzą i... No, wytrzeźwieją.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-05-13, 14:14   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Na końcu każdej bajki czeka dobre zakończenie...
Takie miało i nas czekać, prawda? Zbyt piękna historia z tego wychodziła, by miała się teraz sromotnie skończyć. Dwie zbłąkane dusze odnajdujące w końcu spokój i szczęście, zakochanie od pierwszego wejrzenia, i żyli długo i szczęśliwie. Zapominając o troskach, zapominając o bólu, wspierając się w kolejnych życiowych błędach i porażkach. Czy to nie byłoby cudowne?
Zaczynałam się godzić z tym scenariuszem - jak bardzo absurdalny by mi się nie wydawał na trzeźwo. Nie liczyło się nic, prócz teraz. A teraz było takie przyjemne, gdy czułam jego ciepły oddech na własnej skórze, gdy słyszałam jego kojący głos a sama jego obecność napełniała mnie dziwnym uczuciem spokoju i bezpieczeństwa.
Nic więc dziwnego, że nim całkowicie utonęłam w krainie marzeń sennych, zdołałam mu tylko cicho odpowiedzieć to, co przez cały czas mi po głowie chodziło:
- I będziemy żyć długo i szczęśliwie.
Moja infantylność i naiwność nawet w takich chwilach nie dawała za wygraną. Może tak naprawdę to jego wina? Może to on budził we mnie te niewinne, dziecięce marzenia? Może przez niego na nowo przeżywałam swoją młodość, całkowicie zapominając o ostatnich, traumatycznych latach? Z tą miłą myślą w końcu utonęłam w ciemności nocy, po raz pierwszy od lat nie doświadczając ani jednego złego snu w trakcie nocy.
Tylko jaka szkoda, że my nie żyliśmy w bajce...


Dopiero ranek miał okazać się próbą. Pierwsze promienie słońca uderzały mnie w twarz, zaślepiając wciąż przymknięte powieki. Ból głowy dopadł mnie - nieostrzeżenie i chyba to nie pozwalało mi jeszcze do końca zrozumieć, co tu się właśnie działo. Mruknęłam nieprzyjemnie, podnosząc jedną ze swoich dłoni do własnego czoła, gdy poczułam dość silny opór. I to... To na pewno nie była kołdra...
Otworzyłam oczy, przeklinając fakt, że wieczorem nie pomyślałam o zasłonięciu rolet, a drugą dłonią próbowałam się podeprzeć, by choć odrobinę wstać. Zamiast jednak miękkiego materaca - trafiłam na silną i umięśnioną klatkę, schowaną pod przyjemnym sweterkiem.
Tylko.. To chyba nie powinno tak być.
Zerwałam się - ze stresu - wydając z siebie tylko piskliwe:
- Scott! - Nim próbowałam wygrzebać się z pościeli i stanąć na nogi. Nie pamiętałam ostatnich godzin przed zaśnięciem, nie kojarzyłam, dlaczego w moim łóżku mógł się znaleźć mężczyzna i... Przeraziła mnie ta wizja. Czy... Czy my...?
Nie zdążyłam się nad tym zastanowić, bo już po chwili moja noga zaplątała się w prześcieradło, dzięki czemu - zamiast postawić się w pionie - z hukiem wylądowałam na podłodze, zostawiając za sobą jedynie nogi na łóżku. Dopiero teraz też miałam możliwość zauważyć, że na szczęście wciąż mam na sobie sukienkę z wczoraj, tylko... Tylko chyba brakuje mi rajstop, ale za to plamki krwi wciąż pięknie przyozdabiały moje kolana?
Cholera, cholera, cholera...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-05-13, 22:33   
   Multikonta: Dale/James


Z tym, że to co się między nimi dzieje przypomina bajkę tylko na razie. Oboje doskonale wiemy, że takie rzeczy się nie dzieją. Każdy moment szczęścia trzeba kupić cierpieniem. Ono zawsze przychodzi - prędzej czy później. I Scott to rozumiał z tym, że jego pijany umysł postanowił sobie teraz o tym zapomnieć. A może podświadomie chciał, żeby tak właśnie było, żeby żyli wspólnie - długo i szczęśliwie?
W zasadzie... Kto tego nie chce? Do tej pory nie wierzył w takie coś jak miłość od pierwszego wejrzenia, miał wrażenie, że to bzdura wymyślona na potrzeby marnych komedii romantycznych.
Jak jednak nazwać to co się z nim dzieje na jej widok? Mimo tego, że ledwie się znali on już czuł. Już wiedział, że to jest to. Miał tylko wrażenie, że coś jest bardzo nie tak, ale odkładał to gdzieś na bok, nie dopuszczał tego do siebie. Samo to, że Caroline zauważyła, iż czuje się jakby znała go całe życie... Już nawet to powinno mu dać do myślenia, bo czy normalnym jest, że oboje czują tak samo? A być może... Może po prostu tak jest, może tak wygląda miłość? Nie miał pojęcia, ponieważ... Nie był zakochany od kilkunastu lat. Przed Caroline była tylko Julie - a wtedy był jeszcze zbyt młody, by tak naprawdę zrozumieć czym jest to uczucie.
Co do Julie... Po niej zostały tylko wspomnienia, bransoletka, oraz tatuaż na sercu. Co zostanie po Caroline? Jak to się potoczy?
- Dokładnie tak. Długo i szczęśliwie... - powtórzył po niej szeptem i jeszcze mocniej przytulił ją do siebie, po czym zamknął oczy i pozwolił sobie wreszcie na sen.
Po raz pierwszy od bardzo dawna... Nic mu się nie śniło. Było mu tak po prostu dobrze.

Jemu nie dane było spokojnie się obudzić, nie miał czasu na to, by zastanowić się co się dzieje. Zerwał go jej krzyk, a potem hałas powstały przy tym 'upadku'. Podniósł się gotowy obronić siebie, oraz Caroline przed nieproszonymi gośćmi, dłonie zacisnęły się w pięści, był też gotów sięgnąć po swoją moc, ale... Dość szybko się uspokoił widząc ją na podłodze.
- Uhm... - mruknął tylko i podrapał się po czubku głowy trochę zakłopotany tym wszystkim. Czego ona się tak przestraszyła, czyżby... Czyżby jego?
Przymknął jedno oko i podrapał się po klatce piersiowej. Jego sweter jeszcze był ciepły, jeszcze pamiętał jej obecność, dotyk jej skóry.
Scott też to pamiętał - doskonale pamiętał wszystko z poprzedniej nocy. Jedyne co przypominało mu o piciu to ten cholerny ból głowy, którego ciężko się będzie pozbyć.
Podniósł się i podszedł do niej wyciągając dłoń. Chciał oczywiście pomóc jej się podnieść z podłogi, ale... Ten strach w jej oczach utwierdził go w przekonaniu, że dziewczyna niewiele pamięta z wczoraj.
Czy właśnie działo się dokładnie to czego tak bardzo się bał? Wytrzeźwiała i już nie chciała z nim żyć w tej ich bajce? To wszystko co wczoraj mówili to były tylko... Pijackie gadki?
Poczuł się jakby ktoś uderzył go czymś mocnym w brzuch, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Hej... Spokojnie. Jeśli martwisz się o tę noc... Nie, nie spaliśmy ze sobą. To znaczy... Spaliśmy, ale nie w takim sensie jak myślisz. - wytłumaczył jej odwracając wzrok. Nie zrobiła przecież nic złego, nie musiała się chyba martwić, nie?
Chociaż... Chyba Scott to rozumiał. Od samego początku miał wrażenie, że została kiedyś skrzywdzona i ciężko jej kogokolwiek do siebie dopuścić. Samo to, że wpuściła go do swojego świata... Ba, do świata, do domu, oraz do łóżka to... To wiele z jej strony. I dużo dla niego znaczyło. Modlił się tylko - tak, właśnie tak. Modlił się, by doszła do takiego samego wniosku jak on - że to wszystko ma prawo bytu i... I żeby została. Przy nim. Tak długo jak to możliwe.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6