Zadziałało, choć trochę musiało zadziałać. Zatrzymała się. Nie wyszła. Może... Może, jakimś cudem, ze względu na to, co było kiedyś... Może zmieni zdanie. Może sobie przypomni. Może chociaż dzisiaj, kiedy stąd wyjdzie... Nie mógł jej stracić, ale przecież będzie musiał, kiedy jego moc go w końcu zabije. Może chociaż ona sama będzie żyć. Może ona się nie podda, zadba o przyszłość Josie, zrobi to dla nich...
Ale kiedy usłyszał jej słowa. Och, jak mógł być takim idiotą, żeby po raz kolejny tego dnia karmić się złudną nadzieją? Przecież to wszystko nie miało dla niej znaczenia. A same jej słowa... Nie mógł powstrzymać gorzkiego śmiechu. Był już kiedyś z tym pogodzony, dziewięć miesięcy temu. To nie było aż takie złe. Chujowe, ale lepsze od tego. Spokojniejsze. W tym momencie... to wszystko go przerastało. Kochał ją, tak bardzo ją kochał, nie mógł jej na to pozwolić. Miał tyle jeszcze do przeżycia, tyle zajebiście dobrych lat, tak cholernie dużo do zrobienia... Jak miał się z tym pogodzić? Jak miał zaakceptować taką rzeczywistość, gdzie wszystko co kochał zostaje nagle zmiecione, rozerwane na kawałeczki? Ale przecież nie mógł z tym, kurwa, nic zrobić. Tylko szansa na tę operację... O ile jakimś cudem przeżyje ten miesiąc. Co miał zrobić, kiedy po prostu dostanie wylewu... i umrze?
Chciałby się z tym pogodzić. Chciałby nie czuć tego brzemienia, po prostu czekać na to co będzie, skoro nic nie może z tym zrobić. Cieszyć się, najpewniej swoimi ostatnimi dniami, chłonąć każdą sekundę. Nie był w stanie, nie teraz, nie przy Josie, nie przy Matilde. Nie ze świadomością, jak to miało się dla nich skończyć.
Słuchał jej słów w milczeniu, po prostu śledząc jej myśl słowo za słowem. Nie chciał się odzywać, nie chciał jej przerywać... Właściwie, w tamtym momencie niczego nie chciał. Po prostu, żeby to wszystko z powrotem wróciło na swoje stare tory.
- Ja... nie chcę - wykonał ten astronomiczny wysiłek, żeby jej odpowiedzieć. Nie chciał zabierać ze sobą wszystkiego, to go najbardziej przerażało. Skoro już musiał zginąć... Niech przynajmniej reszta dobrze się potoczy. Niech Josie wyrośnie na wspaniałą dziewczynę, niech chociaż Wallace zamieszka w tym ich absurdalnym domku z absurdalnym białym płotem... Niech to nie będzie koniec.
Powinien do niej podejść, jakoś ją uspokoić, potrzebowała tego... Ale to go przerastało. Czuł, jak absolutnie wszystko go przerastało, a ćmiący ból głowy tylko mu przypominał, że miało być tylko gorzej. Miał wrażenie, że nie może myśleć. Musiał coś zrobić, wyjść stąd, zająć się czymś... ale to wszystko było za wiele. I kiedy zapytała go, czego potrzebuje...
- Po prostu zostań - odpowiedział cicho. Nie ważne jak miał żałośnie brzmieć i wyglądać, po prostu stojąc cały czas w tamtym jednym miejscu. Chyba po prostu nie chciał być teraz tutaj sam, bez niej.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
To wszystko to był jeden wielki paradoks. Z jednej strony tak rozpaczliwie potrzebowała zostać sama, a z kolei z drugiej strony… ciągle czekała na jakiś jego gest. Coś co sprawi, że nagle zapragnie tu z nim zostać. Z jakiegoś powodu chyba potrzebowała go mniej więcej tak samo jak potrzebowała teraz zniknąć. Więc kiedy się do niej odezwał… nie mogła wyjść. Musiała zostać i odpowiedzieć. Musiała jeszcze przez chwilę pooddychać tym samym powietrzem. Czy to w ogóle miało jakikolwiek sens?
Nie mówiła mu tego wszystkiego, by wpędzić go w poczucie winy. Nie było ważne czego chciał, a czego nie. To po prostu się stało. Z jakiegoś powodu, taki dupek jak on, był w stanie trafić do jej serca w sposób jaki nikt inny nie potrafił. Nie tylko przywrócił ją do życia, ale przede wszystkim dał jej poczucie, że mimo wszystko była coś warta. I że nie była sama. Był przy niej. Kochał ją na ten swój poroniony sposób. Nic lepszego nie mógł jej zaoferować. A to co się teraz działo… to było tylko produktem ubocznym miłości. Wszystko miało swoje produkty uboczne. Nawet coś tak prawdziwego i niewinnego.
– Nie szkodzi – powiedziała cicho, ale tak bardzo zgodnie z tym co o tym wszystkim sądziła. To nie była jego wina. To się po prostu stało. I nie dało się tego w żadnym stopniu zatrzymać. Tak to już było z produktami ubocznymi...
Chyba chciała coś takiego usłyszeć. Chyba potrzebowała coś takiego usłyszeć. A jednocześnie… to wcale niczego nie ułatwiało. Wciąż tak przeraźliwie ją wszystko bolało. Wciąż miała wrażenie, że umiera. Wciąż była tą samą Wallace, która minuty temu rozpadła się na kawałki i teraz brudziła tą okropną podłogę. Ale nie potrafiła sięgnąć do tej klamki. Chciał, by została, a ona… chciała jego. Tylko jego. Zawsze jego. Matilde… przez krótką chwilę stała ciągle w tym samym miejscu, sprawiając wrażenie osoby, która się nad czymś potwornie zastanawia. Ale w rzeczywistości… nie zastanawiała się ani trochę. Potrzebowała tylko czasu. Czasu, by słowami po prostu zostań pozamiatać z podłogi resztki siebie. I kiedy z tej kupki powstało coś na tyle sensownego, że była w stanie się poruszyć… niemal od razu odwróciła się na pięcie i zdecydowanie zbyt gwałtownym krokiem, pokonała dzielącą ich odległość, by mocno się do niego przytulić. Opierając się policzkiem o jego klatkę piersiową, była w stanie usłyszeć przez koszulkę bicie jego serca. A to… to było najlepszym dźwiękiem na świecie. Dźwiękiem, który uspokajał ją do tego stopnia, że tak spokojnie przymknęła powieki. Żył. Ona też żyła. I wciąż byli razem. Tylko to się liczyło.
Tu nie chodziło o zwykłe, pieprzone poczucie winy. Jasne, gdyby te dziesięć miesięcy wcześniej podjął inne decyzje do tego wszystkiego nie musiałoby dojść... ale to nie dlatego bolało najbardziej. Miał świadomość jak blisko był śmierci, właściwie nigdy nie wydawała się równie realna, może nie licząc tamtej marcowej nocy... Dwa lata wcześniej, kiedy dowiedział się, że umierał, to go przygniotło. Upił się wtedy, z resztą po raz ostatni - później był już na opioidach, nie chciał skończyć jako ćpun. Był kompletnie zdruzgotany... a przecież nie miał wtedy nic do stracenia. Dbał o to po Elvirze, nie miał zamiaru pozwalać sobie się przywiązywać, to zawsze zbyt wiele kosztowało... I kiedy miał świadomość, jak mało czasu mu zostało, wiedział, że nie będzie miał za czym tęsknić z tego życia. Po prostu żałował tych wszystkich straconych możliwości, ironii geniusza, który nawet nie skończył liceum. Zawsze zakładał, że będzie mieć czas wyjść na prostą, że kiedyś, w lepszych czasach, odbije się od dna.
Tym razem... tym razem było inaczej. Opuścił gardę. Cholera, to było najlepsze uczucie na świecie, ale opuścił gardę. Życie nie było już tylko przetrwaniem. Problem w tym, że te wszystkie więzi... Nie mógł ich stracić. Nie wyobrażał sobie odchodzić od tego wszystkiego, od Josie, od Matilde, to było zbyt dobre. Nie miał na to żadnego wpływu. Jakimś cudem, jakimś cudem będzie musiał się z tym pogodzić. Ale... ale liczył na to, że chociaż jego nie będzie, przynajmniej to wszystko nie będzie stracone. Że cokolwiek zostanie. To było, jakby miał stracić cały swój świat dwukrotnie. Szkodziło. To cholernie szkodziło. Nie zdobył się już na wydobycie z siebie jakiegokolwiek słowa, po prostu pokręcił głową.
Stał tam i po prostu patrzył czekając. Może Wallace wyjdzie. Może zostanie. Nie miał na to wpływu, czuł, jakby już na nic nie miał wpływu. Tak miało być już do końca? Przecież mógł jeszcze mieć wylew, wszystko mogło nawet zupełnie przestać do niego docierać... Może przynajmniej ona by się nie zabiła, gdyby jego ciało ciągle działało...
Nie, nie chciał o tym myśleć, nie mógł o tym myśleć. I jakby jak na zawołanie, Wallace ruszyła w jego stronę, a jego serce zabiło jakby odrobinkę mocniej. Tak cholernie jej potrzebował. Po prostu mocno ją przytulał, kiedy wtulała się w niego, jakby to miało w czymkolwiek pomóc i, cholera, chyba faktycznie odrobinkę pomagało. Pierwszy raz w życiu nie miał pojęcia, co dalej, nie był w stanie niczego sobie wyobrazić, stworzyć jakiegokolwiek planu. Była tylko jedna pewna stała. Sięgnął dłonią do twarzy Mattie, pocałował ją. Kochał ją.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum