Poprzedni temat «» Następny temat
Caged
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-01, 22:37   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ciężko było mi się pogodzić z obecną sytuacją. Tym bardziej - gdy zdałam sobie sprawę, że on wcale nie wiem o kim mówię. Ta drobna pięlęgniareczka nie była tu nikomu znana. A ja... Ja ją właśnie sprzedałam. Niemal podałam im na tacy tę biedną, bezbronną kobietę.
W sumie... Nawet nie niemal. Ja po prostu postawiłam na niej krzyżyk już w momencie, gdy wycedziłam przez zęby jej nazwisko. A teraz... Teraz nie mogłam przestać mówić.
Nie, gdy Kersey wciąż tu stał.
Normalnie miałam ten schemat już wyuczony - kolejne pytania, na które nie znałam odpowiedzi. Kolejne ciosy, chwile bólu, a potem nicość. Ciemność przed oczami i długie dni dochodzenia do siebie. Oni nie chcieli mnie zabić - chcieli ze mnie wycisnąć wszystko, co było możliwe. A dzisiaj... Dzisiaj miałam powód, by mówić. Bo nie chodziło tylko o mnie.
Nie chodziło o mnie...
Krzyknęłam, gdy pociągnięcie za włosy zmusiło mnie do zmiany ułożenia ciała. Żebra zdawały się jeszcze bardziej boleć po tym nagłym wstaniu, jakby po kolei łamały się na nowo. A to spojrzenie... Budziło we mnie obrzydzenie i kolejne fale strachu. Mimowolnie podniosłam swoje ręce, łapiąc go za jego dłoń, próbując jakkolwiek zelżyć ten uścisk, choć przecież wiedziałam, że to nic nie da.
- Darcy... Goldhope.... Po... Pomaga mutantom. - odpowiedziałam, niemal piskiem, walcząc wciąż z wzięciem kolejnych oddechów, próbując się na nowo nie rozpłakać. - Tylko tyle wiem... Ona im pomaga. - Wyrzuciłam z siebie z kolejnym szlochem, po chwili odkaszlując - znowu krwią. Co jednak było w tym najgorsze - przez sam jego chwyt, przez to, jak był nade mną nachylony, przez moją niemożność choćby się odwrócenia - cała ta wydzielina trafiła po prostu w Huxleya.
Nie było mi go szkoda. Nie chciałam go za to przepraszać. A jednak wiedziałam... Że i za to odpowiem, nawet, jeśli to było z jego winy.
I nie ważne, jak bardzo Brian chciał mi pomóc - teraz to ja musiałam jego ratować. Sprzedając już całkowicie wszystko, w co wierzyłam...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-12-03, 22:27   

Ogar nie zamierzał zwracać więcej uwagi na Briana. Kersey już i tak przegrał tę bitwę. Miał też przegrać całą wojnę, ale o tym przekona się w swoim czasie. A Samantha… Samantha śpiewała tak jak jej zagrali. Wystarczyło, by użyli trochę siły, a ona sypała. Była zdrajcą. Była czymś niesamowicie plugawym. Powinna sobie zdawać z tego sprawę. Huxley gardził takimi jak ona.
Oczywiście, był jej katem. Jego zadaniem było sprawienie, że pęknie, że się złamie. Nie spodziewał się jednak, że to nastąpi tak szybko. Był… był rozczarowany. Jego maskotka niczym nie przypominała tej dziewczyny z przesłuchania. Wielka szkoda. Z tamtą było o wiele więcej zasady. Ta… ta była słaba. Złamana. Przegrana.
– Grzeczna dziewczynka – powiedział tym swoim syczącym, okrutnym głosem, po raz kolejny zadając jej cios. Powiedziała, ale co z tego? Nie miał zamiaru przestawać. Uderzał w żebra, w brzuch, w twarz… Miała za swoje. Następnym razem powinna walczyć dłużej. Nie był w stanie przewidzieć ile czasu minęło. W pewnym momencie po prostu zostawił ją w spokoju, obracając się do Briana.
– Założę się, że szef będzie chciał pogadać – i tak po prostu się zaśmiał, wychodząc z pomieszczenia i zostawiając skatowaną Samanthę na pastwę losu Briana…
/zt
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-12-05, 20:18   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Że też musiał to oglądać. Właściwie - nie musiał. Ale został, widząc jak Samantha obrywa, jest ciągnięta za włosy a potem znów bita, mimo iż powiedziała co wiedziała. Brian wciąż zaciskał dłonie w pięści, powstrzymując się od samodzielnego zaatakowania Ogara. Ale jeżeli to uczyni, pójdzie na niego skarga, że zakłócał przebieg nagłego przesłuchania i dopuszcza się ataku na członka swojej grupy.
Więcej problemów nie chciał. Musiał przetrzymać to co robił Ogar z polecenia wyższego. Ale nie ukrywał, że mu się to nie podobało. W pewnym momencie już odwrócił wzrok, kiedy Sam otrzymała ostatnie uderzenia. Usłyszał słowa wychodzącego Ogara, rozumiejąc, że ten będzie chciał donieść na niego. Przeniósł na niego spojrzenie ukazujące wściekłość i niechęć do jego osoby. Ale też pogardę i zapewnienie, że to nie jest koniec. Brian też tego tak ne zostawi.
Odczekał, aż ten odejdzie na tyle daleko, by móc zająć się choć trochę Sam. Podszedł do niej, kucnął i podał rękę, a nawet objął w pasie, gdzie było to możliwe i nie jęczała z bólu. By pomóc jej wstać i chociaż do łóżka dotrzeć.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-09, 14:07   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wybawienie nie miało nadejść.
Znałam ich metody, a mimo tego - poddawałam się im. Dzisiaj wyjątkowo szybko, już po pierwszych ciosach. Ale czy to nie było lepsze, niż oglądanie jak ktoś Ci bliski dostaje za Ciebie? Nie mogłam na to pozwolić. Nawet, jeśli w środku to tak bardzo bolało...
Mówiłam zdecydowanie za dużo. Dałam się ponieść, byle cierpieć jak najmniej. Ale i to nic nie dało. Kara przyszła tak samo, jak za każdym innym razem.
Krzyczałam, płakałam, próbowałam się chronić. Ale przy nim... To i tak nie miało znaczenia. Wiedział gdzie uderzyć, by bolało. Wiedział, ile siły w to włożyć, by nie dać mi ukojenia pod postacią utraty świadomości. Wiedział, jak złamać człowieka...
W pewnym momencie już nawet nie wiedziałam, czy bije on dalej. Wszystko mnie już bolało i plułam krwią - przed siebie. Pojedyncze łzy wciąż spływały po moich policzkach. A pomoc Kerseya... Bolała jeszcze bardziej...
Pozwoliłam się jednak odprowadzić na to prowizoryczne łóżko. Tylko po to, wy wycedzić przez zęby:
- Idź już... - Nie chciałam, by mnie taką oglądał. Nie chciałam też sama na niego patrzeć, gdy właśnie sprzedałam tę bogu ducha winną kobietę tylko po to, by go chronić. Teraz byłam zła, że w ogóle doszło do tego spotkania. Nawet mimo tego, iż wiedziałam, że chciał on dobrze.
Dopiero, gdy Brian opuścił tę celę - pozwoliłam sobie na stracenie nad sobą panowania. Pozwoliłam sobie na płacz - głośny i żałosny. I dopiero zalewając się łzami - mogłam się odciąć, wpadając w sen z wycieńczenia...

[z/t x2]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5