Poprzedni temat «» Następny temat
Save yourself
Autor Wiadomość
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-12-15, 02:53   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Skąd można mieć pewność, która nie nadaje się do naprawy? Na której powinno się postawić krzyżyk? Zawsze możesz nieoczekiwanie odnaleźć kartkę, której ci tam brakowało. Możesz zastąpić ją czymś nowym, być może nawet lepszym. - Stwierdziła, uważnie się w niego wpatrując, podczas gdy wypowiadała kolejne zdania. - Albo odpuścić bez próbowania, przez resztę czasu zastanawiając się, co by było, gdybyś spróbował. Jak ciekawe byłoby zakończenie, ile emocji by ci przyniosło.
To dlatego podejmowała te wszystkie próby. Nawet jeśli nie zawsze przynosiły jej radość, a przez większość czasu i tak kończyła na przekazaniu książek dalej, nie chciała czuć wyrzutów sumienia, że nie zrobiła nic, gdy mogła zrobić cokolwiek. Być może nie była aż tak altruistyczna, za jaką mieli ją niektórzy ludzie. Być może większość rzeczy robiła tak naprawdę dla samej siebie. By nie czuć się źle.
- Jesteś w tym dobry. Na swój własny sposób. Może ich nie naprawiasz, ale rzeczywiście... Dajesz im ich własne miejsce na półce. Takimi, jakimi są. A to ważna rzecz... - Stwierdziła prosto, kiwając przy tym głową, jakby chciała dodatkowo potwierdzić własne słowa. Broń Boże, nie uważała go za tak złego człowieka, za jakiego on najwyraźniej miał siebie samego.
Chęć przetrwania w świecie, w którym wszyscy usiłowali znaleźć sposób przeżycia kilku kolejnych chwil, była czymś całkowicie zwyczajnym, naturalnym... I jak najbardziej usprawiedliwiała niektóre zachowania czy czyny. Być może nie wszystkie, jednak z pewnością większość. Na koniec dnia najważniejsze stawało się jednak nie to, co złego, lecz to, co dobrego się zrobiło. A Hopper zdecydowanie dbał o innych ludzi. Ich rozmowa była najlepszym potwierdzeniem tego faktu.
- Być może kiedyś byli tylko trochę bardziej zauważalni. Teraz trudno dostrzec ich w tym tłumie. - Teoretycznie powinno być trochę inaczej. Gdyby świat był skonstruowany w trochę inny sposób, tacy ludzie pozytywnie by się wyróżniali. Zupełnie tak jak w tych wszystkich historiach o bohaterskich, bezinteresownych czynach. W rzeczywistości, w której wszystko było szare lub czarne, świeciliby tysiącem pozytywnych kolorów. Tak jednak nie było. Pośród zbitej masy wszelkiej maści ludzi, którzy chcieli wyłącznie przeżyć, rzadko kiedy widziało się kogoś, kto chciał dać żyć. O takich ludziach nie wspominano już również w mediach czy plotkach, skupiając się wyłącznie na tym, co dramatyczne i tragiczne. To było... Przykre. Tak samo jak wiele innych spraw.
- Nie zrozum mnie źle, William. - Tak, tym razem - jeszcze bardziej ściszając głos i nachylając się ku niemu przez stół - nie nazwała go już imieniem, do którego na swój sposób przywykła przez te wszystkie lata. Szczerze mówiąc, wolała go jako Nicholasa, nawet jeśli to do niego nie pasowało. Kompletnie nie. Teraz już nie.
- Po tym wszystkim, co sprawiło, że was opuściłam. Przy tym wszystkim, co wiem. I zwracając uwagę na to, co było przedtem... Nie sądzę, by powrót był lepszym wyborem. - Jak inaczej mogła mu to powiedzieć? Na usta cisnęło jej się tylko stwierdzenie, iż skoro już raz zostawił ją kompletnie bez słowa, pozwalając jej iść dalej przez życie, teraz też mógł zrezygnować ze swoich prób namówienia jej do powrotu. Wtedy także toczyła się wojna. To nie byłaby aż taka wielka różnica.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-12-26, 11:44   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie wiem, Sally - odpowiedział jej po prostu. Może i był geniuszem, ale nie znał się na wszystkim. A ludzie? To była działka Sally, ona była w tym świetna. Problem w tym, że nie potrafiła samej sobie odpuścić. Musiała to wszystko zrozumieć… Rzecz w tym, że Hopper nie mógł dać jej gotowych odpowiedzi. Nawet gdyby potrafił… to by chyba zwyczajnie nie wystarczyło. Chyba musiała sama do tego wszystkiego dojść. - To ty się na tym znasz. Wiem za to, że czasami to jest za dużo dla każdego, nie ważne jak świetny jest w tym co robi - i jak bardzo mu się wydaje, że jakoś daje sobie radę. Branie wszystkiego na siebie i mierzenie się z tym samemu nie jest rozwiązaniem. - Och, Hopper doskonale o tym wiedział. - Robisz wszystko świetnie - nawet więcej niż powinnaś. Czasami po prostu nie ty zobaczysz, jak niesamowicie ci tym razem wyszło. Czasami po prostu nie wyjdzie, dla tej książki będzie już za późno. Czasami ktoś ją ukradnie, kiedy właśnie skończysz ją naprawiać, czasami po prostu znowu ją zepsuje. Nic nie jesteś w stanie z tym zrobić. Chodzi mi o to, że nie musisz z tym wszystkim zostawać sama - wyjaśnił.
William Hopper przekonujący kogoś, że nie musi być samotny? Co za ironia… Jeszcze kilka lat temu - czy nawet miesięcy - w życiu by w to nie uwierzył. Rzecz w tym, że od tego czasu tak wiele zdążyło się zmienić. Miał być martwy, średnio wyszło. I przede wszystkim, nie miał mieć nic wspólnego z Wallace, nie mówiąc już o dziecku. Cholera, ten rok go zmienił… ale to chyba dobrze. Może jeszcze kiedyś nie będzie takim dupkiem .
Nie mógł powstrzymać delikatnego, ironicznego uśmiechu, kiedy usłyszał jej słowa. Fakt, na swój sposób był w tym całkiem dobry, skoro jeszcze nie udało mu się doprowadzić Bractwa Mutantów do zupełnej ruiny. Pokręcił delikatnie głową, jakby odganiając od siebie te myśli. To było dość oczywiste, że Sally właśnie próbowała na siłę znaleźć w nim jakiś plus, na dodatek z dość marnym skutkiem, ale nie miał zamiaru tego komentować. Nie potrzebował takich zapewnień, a jeśli dziewczyna miała czuć się lepiej, bo właśnie mu pomogła - nie widział potrzeby wyprowadzać jej z błędu.
To było naprawdę niesamowite jak ona mimo wszystko, mimo tego co przecież sama przeszła, ciągle miała tyle serca do innych. Równocześnie, to było niesamowite, że mimo tego ciągle żyła. Może po prostu miała bliskich, którzy mieli ją na oku, nie pozwalali, żeby te jej wszystkie dobre cechy wpakowały ją w kłopoty. Może i sam należałby do tych ludzi, gdyby nie był skończonym dupkiem, a te parę lat temu to wszystko potoczyłoby się inaczej. Cóż, chyba było już za późno na tego typu rozważania. Najwidoczniej potrzebował tych dodatkowych kilku lat, żeby zacząć wchodzić w zdrowe relacje - a może po prostu potrzebował Wallace. Biorąc pod uwagę jak to wszystko się skończyło, nie powinien żałować tych lat - przynajmniej ostatnich ośmiu.
- O tempora, o mores... - mruknął. Koniec końców, czego mogli się spodziewać po kraju pełnym rasizmu, na niedługo przed wybuchem wojny domowej? Każdy wolał przetrwać, zamiast pozwolić innym przetrwać. To się tyczyło obydwu stron, ludzi i mutantów.
Pokiwał głową, słysząc jej słowa. Spodziewał się, że łatwiej będzie ją ściągnąć z powrotem… ale dlaczego tak miałoby być? Nie miała powodów, żeby mu ufać. Do tej pory nie wróciła do Bractwa. Radziła sobie wystarczająco dobrze, żeby pozbyć się swojej paranoi, jedynej cechy która pozwalała przetrwać w tym świecie takim jak oni. Dlaczego miała w ogóle wierzyć, że potrzebowała pomocy? Użyła jego prawdziwego imienia, musiała być co do tego przekonana. A równocześnie, Hopper nie mógł jej tak zostawić w przeświadczeniu że świetnie sobie sama radzi. To ją zwyczajnie zabije. Dlaczego ludzie musieli być takimi idiotami? Naprawdę, mogliby się chociaż sami domyślać, czego potrzebowali.
- Przynajmniej poszukaj sobie grupy zaufanych ludzi, którzy będą mieć na ciebie oko, okay? - westchnął. Najpewniej i to nie wystarczy. Chyba sam też powinien sprawdzać co u niej, gdzieś z dystansu. Poza tym, będzie potrzebować jakichś namiarów na niego, kiedy już zorientuje się w co się wpakowała. - To nie będą dobre czasy dla wszystkich bibliotek, Maisie. Wydawca ma zamiar wprowadzić monopol.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-01-06, 00:21   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Niewiedza była niezmiernie powszechną sprawą, czyż nie? Jeśli jednak dotyczyła kogoś takiego jak William Hopper, kto dodatkowo niezwykle otwarcie się do niej przyznawał, jednocześnie będąc przecież znanym z posiadania informacji totalnie o wszystkim... Wtedy zaczynało się to robić trochę trudniejsze - przynajmniej w pewnym, trochę pokrętnym sensie. Maysilee przecież zdecydowanie wolałaby usłyszeć coś innego, coś, co podniosłoby ją na duchu, jakąś cudowną poradę dotyczącą wyboru właściwych książek, które mogłaby wziąć pod opiekę...
Ale przecież nie po to zadała mu te wszystkie pytania. Faktycznie chciała pokazać, że to nie było i nie miało być proste. W żadnym, kompletnie żadnym sensie. Ani teraz, ani nigdy. Nieistotne, czy dla niej, dla niego, czy też kogokolwiek innego. Mógł mówić, że to ona się na tym znała, co niewątpliwie jej schlebiało, ale... Tak naprawdę, gdyby to wiedziała, nigdy nie wplątałaby się w te wszystkie dziwne sytuacje. Taka była prawda.
- To mi w tym pomóż... - Odpowiedziała prosto, bezradnie rozkładając przy tym ręce. - Nie ty, jako ty, bo wiem, jak do tego podchodzisz, jak dużo masz teraz kompletnie innych obowiązków, ale... Po prostu rób to, co robisz, dalej zajmuj się nimi, gdy do ciebie trafią. To też pewnego rodzaju praca zespołowa, wiesz? - To mówiąc, uśmiechnęła się do niego lekko, bo... Cóż, nie chciała aż tak bardzo narzekać. Naprawdę cieszyła się z tego, iż zarówno Bractwo, jak i on oraz część znajomych jej ludzi... Że przeżyli te wszystkie paskudne wydarzenia. Różnice zdań, co do sposobu działania, nie były aż tak istotne. A ona podniosła się już na tyle, iż nie musiała więcej smęcić o pocieszenie. Wręcz przeciwnie - nie było wyśmienicie, ale wolała dłużej nie okazywać zbytniej słabości. Naprawdę wolała zostać w tym miejscu.
- Mierzenie się z tym samemu jest czasami jedyną możliwą opcją, bo nikt inny tego nie zrobi. Księgarze raczej nie zrzeszają się w olbrzymie grupy, wiesz. Każdy ma swój własny kawałek terenu, który wybiera instynktownie. To lepsze niż kłócenie się o najrzadsze publikacje. - Dodała jeszcze, praktycznie nie zważając na te wszystkie pobłażliwe gesty, wyraz twarzy Hoppera czy jego pełne pożałowania westchnięcia. Jeśli chciała, potrafiła być naprawdę wyjątkowo uparta, a właśnie w tym momencie potrzebowała pokazać mu, iż niepotrzebnie zawracał sobie głowę czymś, w czym była całkiem niezła. Przecież przeżyła, prawda?
- Przemyślę to, okej? - Kiwając głową, powoli podniosła się z miejsca, by spojrzeć na jego talerz, nachylając się nad mężczyzną. - Dokończ sałatkę, a potem zmiataj opiekować się książkami, Nick. Nie martw się o coś, co jeszcze nie nadeszło. - To mówiąc, cmoknęła go lekko w prawy policzek, tak po prostu przechodząc do tego, co przecież należało do jej aktualnych obowiązków - do obsługi nowych klientów. A gdy ponownie miała okazję spojrzeć w stronę własnego stolika... Nikogo już przy nim nie było.

[w/z]
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5