Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-05-06, 17:08   

Skrzyżowała ręce na piersi, wbijając wzrok w trampki z uwalonymi czubami od trawy i niewielkim źdźbłem u krawędzi prawego. Zatem podejrzenia, które wysnuła na widok bałaganu, nie okazały się bezpodstawne, co potwierdziło pierwsze pytanie Artemis. Nie wlazła do wynajętego pokoju jak do siebie, ale też nie uważała przesadnie, wzbudzając teraz niekoniecznie pozytywne odczucia względem odbytej eskapady, na którą mimowolnie się zgodziła.
Milczała, dopóki szelest przeczesywania torby nie zmienił się w kolejne dźwięki wypadających przedmiotów na podłogę, które pośpiesznie poznała w trakcie ich zbierania z motelowej wykładziny. Nie kryła się ze spoglądaniem na Danvers, pochłoniętą nerwowym przeszukiwaniem zawartości. Z jednej strony, dobrze, że to wyszło, a z drugiej – śmierdziało kłopotami na kilometr, ale może tylko przesadzały; nie, czteroletnie doświadczenie w tułaczce i zgarnianiu batów oraz pięcioletnie ukrywanie mutantów jak w mordę nakazywało powściągnięcie brawury.
- Nikt – odpowiedziała neutralnie, pocierając policzek wnętrzem dłoni. – I nie. – dodała tym samym tonem, przymykając na chwilę oczy, próbując przypomnieć sobie ten cały bałagan i przestrzeń przed motelem, ale nie pojawiło się nic szczególnego w tych obrazach. – Chociaż – poderwała głowę, marszcząc czoło i wyglądając na ścianę przed sobą. – Wrzuciłam kluczyki do skrzynki… – nakreśliła w powietrzu kółko, powtarzając kwestię, czemu towarzyszyło następnie krótkie zawieszenie. Dłoń zastygła w bezruchu. – Nikogo poza mną tam nie było. Przynajmniej tak mi się wydaje – te pustki z początku nie wydały jej się szczególnie podejrzane, ale teraz, gdy ewidentnie coś istniało na rzeczy, nie mogła tego zignorować. – Recepcja pusta, światła pogaszone, a parking opustoszały – mruknęła niepocieszona, że nie zapamiętała więcej, stąd przepraszające spojrzenie posłane w kierunku Artemis - Zupełnie tak, jakby wszyscy wzięli nogi za pas.
Oby to nikogo nie kosztowało ani zdrowia, ani życia.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-05-10, 20:56   

Pozwoliła sobie na ułamek ulgi, nim Sage dodała to cholerne "chociaż". Zeus jeden wiedział, czy podejrzana cisza była jedynie pozostałością po tym, co się działo, czy raczej etapem przejściowym. Obydwie opcje sprawiały, że robiło jej się słabo, ale jej egoistyczny instynkt przetrwania sprawiał, że modliła się o tę pierwszą. Bezpieczniejszą.
Poruszyła się niespokojnie, mając ochotę samej pojechać do hotelu i zbadać teren, bo do kurwy nędzy, ostatnie cztery lata ciągnęła informacje o jakichś w ogóle nie interesujących jej typkach, a teraz, kiedy chodziło o nią, to nie wiedziała prawie nic. I nawet nie miała pewności, czy to w ogóle o nią chodzi. Może w całym motelu działo się coś zupełnie od niej oderwanego i jej meldunek był tylko cholernym zbiegiem okoliczności? Może ktoś inny wszczął cichy alarm o jej obecności, ale ponieważ w pokoju niczego nie było, to napastnicy machnęli ręką i się zwinęli? Może ktoś powiedział "mutant", ale nie wiedziano gdzie dokładnie, więc rozpierdol zrobiono wszędzie?
Psia mać, gdyby tylko mogła tam pojechać.
Machinalnie przejechała dłonią po ranie, obrzucając nogę krzywym spojrzeniem. Nie znosiła siedzenia w miejscu, a świadomość, że jest uziemiona w momencie, kiedy powinna ściągać informacje, uwierała ją nieznośnie i sprawiała, że miała ochotę coś rozwalić. Najlepiej urżnąć sobie spowalniającą ją nogę (fuck logic).
Pusta torba wylądowała na stercie rzeczy, spojrzenie Artemis na dziewczynie.
- Przeleżakuję dzisiaj w salonie. - Oświadczyła, nieznacznie się prostując i zerkając na te nieszczęsne schody. Szczęście w nieszczęściu, że wchodzenie było łatwiejsze. - W tym momencie ewentualne starcie z twoim ojcem to moje najmniejsze zmartwienie.
W jej głowie to brzmiało było "najbezpieczniej będzie, jak z bronią rozłożę się w salonie, na wypadek gdyby ktoś cię śledził i w nocy chciał wejść do domu". Nie mogła pojechać do tego cholernego motelu i sprawdzić, jak się sprawy mają, ale nie miała też zamiaru siedzieć w tej cholernej piwnicy w momencie, kiedy zagrożenie mogło im się przewinąć nad domem. To był jej burdel i najlepsze, co mogła zrobić (poza wysłaniem rodzeństw na tygodniowe wakacje gdzieś w pizdu), chociaż wiedziała, że to "najlepsze" ledwie plasuje się w kategorii "10% szans na przeżycie", gdyby faktycznie te pierdolone Psy przyczepiły się do Sage.
- Przynajmniej nikt nie pociągnął z ciebie dodatkowych opłat - rzuciła jeszcze mimochodem, wychylając się, by złapać plecak, w którym miała wszystko, czego potrzebowała i ostrożnie dźwigając się na nogi, uważając, by na prawej w ogóle się nie opierać. Plecak zarzuciła na lewe ramię i doczłapała do barierki, o którą ciężko się oparła. Przerwa.
- Wiesz, kiedy twój ojciec znowu wróci? - dopytała dla przyzwoitości. Czy coś.
Przekleństwo zmięła w ustach.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6