Poprzedni temat «» Następny temat
Atak na Bractwo!
Autor Wiadomość
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-06-07, 12:57   Atak na Bractwo!
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Wreszcie czekała go prawdziwa walka, po raz kolejny mógł zrobić coś w czym był naprawdę dobry.
James Reynolds był zawodowym zabójcą, nic nie wychodziło mu tak świetnie jak odbieranie życia - dlatego dziś mógł się wykazać.
Dzisiaj mieli zadać poważny cios tej zbieraninie ludzi posiadającej zmutowany gen. Co ich czekało? Nie miał pojęcia, ale był na to przygotowany. Zawsze był przygotowany na wszystko - przynajmniej w jego mniemaniu.
Szedł wraz z kilkoma innymi członkami Czarnych Helis, chociaż... Nie czuł się częścią tej grupy. Dla niego to była banda kretynów, która na niczym się nie znała. Czuł się od nich znacznie lepszy i miał tylko nadzieję, że nie będzie mu przeszkadzać.
Mimo wczesnej godziny - było trochę po 5 nad ranem nie czuł się wcale zmęczony, czy też zaspany. Adrenalina związana ze zbliżającą się akcją skutecznie wypleniła z niego wszelkie oznaki niewyspania.
Ubrany w mundur, wyposażony w broń - karabin, oraz dwa pistolety umiejscowione w kaburach po prawej i lewej stronie pasa. A, no i oczywiście jego ukochany nóż - noże dla marines miały ogromną wartość, umieli się nimi doskonale posługiwać.
Miał ze sobą również plecak w którym znajdowało się kilka rzeczy, które mogą się przydać. Woda, parę bandaży, coś do zdezynfekowania ewentualnych ran, nożyczki i takie tam pierdoły. Nigdy nie wiadomo co może się przydać - nauczyły go tego lata spędzone na froncie.
Z każdym następnym krokiem byli bliżej celu, za chwilę miało się zacząć. Zastanawiał się jak najlepiej to rozegrać, z której strony najlepiej będzie uderzyć, aż z tych rozmyślań wyrwał go widok pewnej kobiety.
Serio? Po co ją tutaj brali? Wcale nie wyglądała na taką, która umie sobie poradzić... Cóż, jasne - jego siostra również była żołnierzem, ba, świetnym żołnierzem, ale to nie znaczy, że każda przedstawicielka płci pięknej sobie tutaj poradzi.
Prychnął pod nosem i pokręcił głową z niedowierzaniem, właściwie... Prychnął na tyle głośno, że spokojnie mogła to usłyszeć.
Mógł sobie na to jeszcze pozwolić, ponieważ do 'siedziby' bractwa mieli jeszcze spory kawałek.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Cassie Whitmore



Get Down

Psychokineza

87%

D.O.G.S - Oddział Taktyczny





name:

Cassandra Whitmore

alias:
Cassie / Psycho Girl

age:
28 lat

height / weight:
164 / 56

Wysłany: 2018-06-07, 17:30   
   Multikonta: _---


/#1 Powrót - 1 misja

Ona jako FBI miała prawie na co dzień do czynienia z niebezpiecznymi ludźmi. Więc dla niej takie walki nie były żadną nowością, ani czymś ekscytującym. Wręcz przeciwnie starała się ich uniknąć jak najczęściej bo wiedziała, że przemoc do niczego nie prowadzi. Szczególnie ta sytuacja nie była dla niej niczym cudownym. W końcu musiała atakować takich jak ona. W myślach układała sobie to co by było jakby ona znajdowała się teraz w bractwie. Jednak na samo szczęście ojciec polityk zadbał o to aby dostarczano jej fałszywe próbki krwi. Dzięki czemu nikt nie wiedział, że jest mutantem. A na samo szczęście potrafiła kontrolować już bardzo dobrze nad mocą. Więc atakowanie takich jak ona nie było dla niej niczym fantastycznym. Wręcz przeciwnie gdyby tylko mogła powstrzymałaby ich, ale przecież nie mogła ryzykować tym, że wszyscy się o niej dowiedzą. Na szczęście była dobrą agentką i potrafiła ukryć wiele rzeczy. Np. Takie coś jak podwójne życie. Tak postanowiła, że będzie pracować na dwa fronty. Dla D.O.G.S oraz z bractwem, w taki sposób aby rząd się o niczym nie dowiedział. Cassie wstała o 4 rano aby się przygotować odpowiednio. Mentalnie, umysłowo jak i wyposażeniem. Ubrała się, zabrała kilka pistoletów, pałkę jak i maczetę. Woła być odpowiednio przygotowana. Po czym zapakowała kilka rzeczy do plecaka, Po czym ruszyła na miejsce i ruszyli na przód. Zauważyła jego niechęć i prychnięcie w jej stronę.
- Słuchaj koleżko... nie jestem tutaj dla zabawy.... a w pracy. Nie jestem jakąś zwykłą panną która chcę się zabawić. - Uniosła lekko brew w górę po czym zaszła mu drogę.
- Byłam agentką FBI i to jedną z najlepszych za nim tu trafiłam... Nie próbuj takie zachowania więcej bo pożałujesz. - Powiedziała całkowicie poważnie i pewnym siebie tonem dodała.
- Zrozumiano?
[Profil]
  [AB-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-06-08, 19:25   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


W odróżnieniu od niej dla niego zawsze walka była czymś ekscytującym, zawsze było inaczej. Nie mógł pozbyć się tego uczucia, nie mógł pohamować adrenaliny, która tak wesoło pulsowała w jego ciele, po prostu... Kurwa, lubił to.
Mimo tego, że tak naprawdę nie chciał tego robić, cóż... Każda część jego ciała wręcz krzyczała, a jakiś głos ukryty gdzieś głęboko w jego głowie szeptał raz za razem wmawiając mu, że nareszcie jest na swoim miejscu.
I był, to właśnie na froncie czuł się najlepiej. Wszędzie indziej... Był obcy, nie pasował do normalnego życia, nie nadawał się do niego.
Jeśli chodzi o cele ich ataku... Właściwie było mu wszystko jedno czy to mutanci, czy nie. Rozkaz to rozkaz, huh?
Jasne, kiedyś miał jakieś osobiste wycieczki jeśli chodzi o osoby obdarzone wyjątkowymi zdolnościami, ale... Chyba już dawno przestał o nich myśleć w taki sposób.
Teraz jedyne co się dla niego liczyło to to, że byli wrogami - a każdego wroga należy unicestwić. Czy członkowie Bractwa na to zasłużyli? Pewnie nie, ale cóż... Codziennie ktoś ginie - dziś przyszła kolej na nich.
Zaraz po tym jak prychnął zerknął na zegarek.
5:40. Jeszcze chwila, około 06:00 powinni znaleźć się na miejscu.
Wolno przesunął jedną dłonią po pasie odszukując palcami rękojeści noża. To zawsze go uspokajało, a to konkretne ostrze, to, które miał przy sobie wiele razy uratowało mu życie. Możliwe, że traktował je nawet jako swojego rodzaju talizman.
Przeniósł wzrok na kobietę, która postanowiła się do niego odezwać - ba, nawet zaszła mu drogę. Uśmiechnął się lekko pod nosem, gdy tamta mówiła. Wysłuchał jej do końca, a gdy wreszcie skończyła parsknął śmiechem.
- Musisz mieć straszne kompleksy, skoro odczuwasz potrzebę tłumaczenia się przypadkowemu kolesiowi. Współczuję, ale... Jasne, zrozumiano! - odparł w dość ironiczny sposób dalej rozbawiony. Zasalutował jej i wyminął ją, z jego ust nie znikał uśmiech.
- Tacy jak Ty giną pierwsi. Nie przejmuj się, znajdziemy Ci jakieś ładne miejsce na grób, może nawet strzelimy kilka razy, zwiniemy flagę, czy coś w tym stylu! - powiedział nie odwracając się nawet do niej i po raz kolejny się zaśmiał. Ech, te nadęte bufony z D.O.G.S... Po cholerę im oni? Wystarczyłoby, że daliby mu dwa, może trzy oddziały Helis pod dowództwo i zmiótłby ten obóz sam w ciągu godziny, ale nie... Cóż, co mu do tego - przecież był tylko nic nie wartym trepem, nie?
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 5