Poprzedni temat «» Następny temat
SEATTLE - parapetówka
Autor Wiadomość
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-17, 23:50   SEATTLE - parapetówka
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dzień jak każdy inny nie licząc imprezy na którą byłyśmy z siostrą zaproszone. Nie uśmiechało mi się tak iść bez Sami, ale musiałam zachowywać pozory normalności. Przecież w końcu nasza koleżanka z uczelni wyprawia parapetówę co nie? Trzeba się na niej zjawić, a że przy okazji można się napić i ponabijać to dodatkowy plus. Ubrałam się w czarne rurki, kolorową bokserkę i na to narzuciłam skórę. Do tego moje ulubione militarki. Nie miałam ochoty jakoś się za bardzo szykować, bo upierdliwe było to jak faceci potrafili dawać mi wtedy w kość.
Poczekałam za siostrą i gdy byłyśmy na miejscu jak to my rozeszłyśmy się w dwie różne strony. Nic na to nie poradzimy. Jesteśmy siostrami, ale mamy inne charaktery. To cud że się dogadujemy, ale jeśli cokolwiek zagrażałoby drugiej wskoczyłybyśmy w ogień.
Piłam piwa jedno po drugim rozmawiając ze znajomymi, i śmiejąc się. Czasem udało mi się pochrupać popcorn, albo chipsy, a za kolejnym razem zamiast piwa złapałam szampana. Tak wiem nie miesza się alkoholu, ale kto mi zabroni? Z resztą nie byłam jeszcze pijana, i nawet ani trochę nie kręciło mi się w głowie. Możliwe że mój organizm już się zdążył przyzwyczaić, że na 5 piwach się nie kończy zabawa.
Ogromne było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam Samanthę. Uśmiechnęłam się do siebie, a moje serce zaczęło szybciej bić. Byłam szczęśliwa mając świadomość że jest blisko mnie. Nie wiedziałam co się ze mną dzieję, ale wiedziałam jedno. Chciałam spędzać każdą wolną chwilę właśnie z nią. Nawet na piciu piwa, lub kawy po prostu chciałam z nią rozmawiać i ją poznawać.
Wodziłam za nią wzrokiem, a gdy mi znikała nieustannie jej szukałam, w którymś momencie po postu na nią wpadłam biorąc kolejne piwo i omal nie wylałam go na jej ciuchy.
- Cześć, a Ty tutaj? - zapytałam zdziwioną, że niby po raz pierwszy ją widzę. Miałam nadzieję, że nie wyłapie mojego kłamstewka. - piwa? - zapytałam podając jej butelkę zza baru.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-18, 00:36   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dzień jak co dzień na kampusie, czyż nie?
Weekend, ciepełko, słońce już za horyzontem... Nic dziwnego, że brać studencka wstawała właśnie do życia, przepijając kolejne litry alkoholu, przepalając kolejne dziesiątki fajek i nie tylko...
Wśród tej grupy musiałam więc znaleźć się i ja. Odkąd mój najlepszy kumpel wyparował, jak doszły mnie słuchy - gdzieś w wojsku, nie miałam co ze sobą zrobić. Spacery po Seattle już nie były takie same a i trudno było mi znaleźć równego Dale'owi kompana - a tyczyło się to zarówno naszych pijackich nocy jak i odwalania maniany. W sumie... Studia chyba pomagały mi się socjalizować. Nie mogłam marudzić na brak towarzystwa a i żadna domówka nie mogła się odbyć beze mnie. Już stałam się naturalnym wystrojem każdej imprezy z jakiegoś powodu. Chyba nawet mi to nie przeszkadzało. Snułam się między ludźmi, podpijając kolejne drinki, rozmawiając z coraz to nowszymi twarzami a czasem nawet wyśpiewując dziwne utwory zasłyszane w radiu.
O, tak jak na przykład teraz, gdy radośnie wyjąc do pustej butelki, wykonywałam własną aranżację "Call me maybe".
Kiedy w sumie stałam się taką duszą towarzystwa?
Mijałam kolejne osoby a alkohol powoli zaczynał szumieć mi w głowie. Memu wzroku nie umknęła też ona - ta drobna brunetka, którą już kilka razy widziałam w barach studenckich. Gadało nam się całkiem przyjemnie, przepijając kolejnych frajerów, którzy chyba liczyli na nocki za drinka. Hah! Cóż to było za głupie myślenie. Sama nie wiedziałam, co z tą dziewczyną jest nie tak, ale była... Inna.
Sama chyba nie do końca rozumiałam, co się ze mną dzieje w jej towarzystwie. Znaczy... Już kilka razy czułam coś podobnego, ale nigdy nic z tego nie wychodziło. Może też dlatego i tym razem chciałam zignorować to dziwne uczucie w brzuchu, które pojawiało się u mnie na sam jej widok?

Byłam akurat w połowie rozmowy z kolegą z roku, gdy poczułam, jak ktoś na mnie wpadł. Ktoś... Maleńki. Już miałam wyciągać swoje ręce, by łapać to.. Go... Ją? Tak, ją. wpadła prosto w me (hehe) ramiona.
- Ktoś chyba zapomniał, jak się utrzymuje równowagę. - Rzuciłam zadziornie zerkając na Ricky i uśmiechając się lekko. - No wiesz, mama mi przedłużyła godzinę policyjną. - odpowiedziałam po chwili żartem na jej pytanie. Jasne. Bo wcale nie wiedziała, że żadna impreza mnie nie ominie, no nie? Nie uszło to też uwadze mego rozmówcy, gdyż i z jego ust wydobył się cichy śmiech. Nie odważył się jednak przerwać tego krótkiego spotkania.
- Z tego co widzę, masz tylko jedno, ale... - Przejęłam butelkę od Roseberry i upiłam z niej większego łyka, by po chwili zwrócić ją w te drobne rączki dziewczyny. - Teraz nie będziesz stała przed widmem rozlania tego na kogoś i opłacania pralni. - stwierdziłam, puszczając w jej kierunku oko. Nie miałam sumienia zabierać jej trunku, tym bardziej, gdy za chwilę mogłam sobie zorganizować coś... Mocniejszego. - Jesteś tu sama? - Zdążyłam jeszcze spytać, nim swój wzrok odwróciłam ku koledze, z którym rozmawiałam, nim tak brutalnie nam przerwano. Rany... Dobrze, że chociaż potrafiłam utrzymywać pozory, że wszystko jest w porządku...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-18, 19:13   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Całą pewnością imprezy to nie bajka starszej Roseberry. Ona inaczej wolała spędzać czas niż zatłoczonym miejscu, za głośną muzyką oraz hektolitrami alkoholu. Nie zdecydowanie to nie dla niej. Nie potrafiła się na nich odnaleźć. Jenak skoro dostała zaproszenie to nie jak nie puść. Nie grzecznie było by zlekceważyć zaproszenie. Nawet jeśli się wie, że nie będzie się czuć tam komfortowa. Dlatego dość długo zajęło szykowanie się na te imprezę. Szczerze Rocky podziwiała swoją siostrę za cierpliwość i to jak wytrwale czekała aż będzie gotowa. Ponieważ mogła iść sama, ale w tedy miała by pretekst, żeby nie puść. No cóż siostra czekała, a jej udało się jakoś wybrać strój. Może nie był jakiś super i pewnie będzie tam o milion skorć lepiej ubranych ludzi od niej. Bo miała na sobie jakąś spódniczkę w kwiaty do tego bokserkę, na którą na rzuciła kurtkę jeansową i rozpuściła włosy.
Jak tylko przekroczyły drzwi domu ich wspólnej znajomy Ricky zniknęła jej z pola widzenia. Na szczęście nie musiała sama stać i pilnować by na nikogo ściana się nie przewróciła. Ponieważ dostrzegła kilku swoich znajomych, którzy również nie wyglądali na wyluzowanych. Postanowiła do nich dołączyć, być może uda im się pomimo tego hałasu pogadać o czymś ciekawym. Ten wieczór nie okaże się kompletną klapą.
Minęło dość sporo czasu, kiedy Rocky stwierdziła, że jej siostra powinna być kompletnie stawiona. Postanowiła też porzuć swoje towarzystwo by się rozejrzeć za nią. Być może będzie trzeba pannę Roseberry odprowadzić do domu.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-18, 21:14   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Równowaga? A co to takiego? Nie no nie byłam aż tak napruta, po prostu chwila słabości. Przynajmniej tak mi się wydawało. Jeszcze mi się nie kręciło w głowie. Za mało alkoholu wypiłam tylko dało to że połączyłam. Czego robić nie powinnam. To zawsze kończyło się źle. Odetchnęłam głęboko, gdy usłyszałam głos Sami. Poczułam się od razu lepiej i lekko się uśmiechnęłam.
- Za mało wypiłam by tracić równowagę. 5 piw i kieliszek szampana to nic. Zapominasz z kim ostatnio najdłużej piłaś. - puściłam jej oczko śmiejąc się z jej dalszego komentarza. Faktycznie jakoś nie pomyślałam że każda impreza należy do panny Samanthy. Czasem mnie to zniechęcało do niej, ale gdy sama poczułam smak zabawy już wiem czemu tak chętnie się na nie idzie. Zerknęłam na kolegę z którym rozmawiała Sami i zmierzyłam go wzrokiem. Nie podobał mi się. Z resztą ja nie oceniam wyglądu mężczyzn bo jak dla mnie wyglądali wszyscy tak samo, ale nie podobało mi się to że stał przy niej, przy nas czy jakkolwiek to nazwać. Po prostu wtrącał się. Nawet tym swoim śmiechem, ale przeszkadzał. Nie chciałam tego "spotkania" przerywać, ale gdy już Sami napiła się piwa i oddała mi butelkę uśmiechnęłam się do niej i rozejrzałam się w poszukiwaniu siostry lub jakiś znajomych którzy by jeszcze nie wymiękli z piciem.
- Jestem z siostrą. - oznajmiłam krótko i właśnie wtedy ją dojrzałam. Chyba też mnie szukała, bo rozglądała się. - do później. Może - dodałam, a ostatnie słowo powiedziałam ciszej odchodząc w stronę siostry. Uśmiechnęłam się do niej gdy już byłam blisko i wypiłam łyk piwa. Wydaje mi się że góra dwa piwa i będę wstawiona, więc nie chcę ryzykować i zrobię sobie krótką przerwę po tym.
- Co tam? Szukałaś mnie? - zapytałam patrząc na Rocky. Nie chciałam jej zamartwiać ani nic, ale za jej plecami zobaczyłam mojego przyjaciela, z którym zajebiście równo się piło. Podszedł do nas i pocałował mnie w czoło.
- Cześć mała. Cześć Rocky. Pozwolisz że porwę ją na parkiet? Chyba musi się trochę spocić. - zaśmiał się, a ja wiedziałam o co mu chodzi, bo alkohol zaczynał działać, a to co mi proponował było maleńkim pomocnikiem bym nie padła.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-18, 23:36   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Na jej komentarz uniosłam znacząco brwi. Ta, rzeczywiście piłam z nią najdłużej. Może też dlatego, że ostatnio piłyśmy same? Wiedziałam dobrze, że 5 piw i szampan to nie jest dobre połączenie, szczególnie, gdy piło się w szybkim tempie. A nie miałam nawet złudzeń co do tego, że Roseberry musiała być tu od niedawna. Rachunek więc był prosty - nawet, jeśli teraz tego nie czuła, to każdy kolejny łyk alkoholu będzie ją wprowadzał w coraz większe upojenie, aż w końcu nie ogarnie, co się z nią dzieje... A na takich imprezach to nigdy nie wróżyło nic dobrego.
- Tak, tak, masz mocny łeb, mała. - Rzuciłam niby wymijająco, ale też nie chciałam komentować niczyjej tolerancji alkoholowej. Nie, gdy mógł to usłyszeć każdy, kto stał koło nas. A tak... Było w tym zdaniu słychać odrobinę drażnienia się.
Nie umknęło mi też, jak mierzyła mojego kolegę z roku. Hm.. Czyżby jej wpadł w oko? A może po prostu poczuła się speszona jego śmiechem? Nie wiedziałam. I chyba... Wolałam nawet nad tym nie rozmyślać.
Ulżyło mi jednak, gdy usłyszałam, że jest tu z siostrą. Dobrze. To znaczyło, że ktoś powinien mieć ją na oku, no nie? Gorzej, jeśli dopatrywała rozrywek w tym samym co ja, czy właśnie ma rozmówczyni.
- Jasne. Trzym się. - Rzuciłam jej w odpowiedzi, po czym powędrowałam za nią wzrokiem. Chyba chciałam mieć pewność, że trafi prosto do swojej bliźniaczki, po której nawet z tej odległości byłam w stanie stwierdzić, że jest trzeźwa. Albo przynajmniej potrafiła lepiej utrzymać pozory.
Mogłam więc z czystym sumieniem powrócić do rozmowy z mym przyjacielem, wymieniając się kolejnymi aspektami teorii Ericsona, gdy jednak mimowolnie ciągnęło mnie wzrokiem w kierunku siostrzyczek. Sama nie wiem czemu byłam tak zaaferowana tą małą. Coś w środku... Nie wiem, chyba po prostu się martwiłam. Ale jak widać - niepotrzebnie. Właśnie dostrzegłam u jej boku jakiegoś chłopaka. Widać... Musieli być blisko. Chyba nawet bardzo. Może to był jej facet? Cóż... Jak widać, dobrze robiłam tłumiąc w sobie to dziwne uczucie. Uśmiechnęłam się pod nosem na własną głupotę, po czym wyrwałam jakiemuś pierwszoroczniakowi butelkę z cydrem i łapiąc za jeden z jednorazowych kubeczków na stole - nalałam sobie nieco, by jednak po chwili zwrócić tej pojemnik dzieciakowi. Wróciłam też myślami do mego towarzysza z kierunku, kontynuując rozmowę i starając się nie zwracać uwagi na brunetki...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-20, 21:18   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie musiała długo szukać siostry, bo ta sama ją odnalazła. Mogło się wydawać, jakby wyrosła spod ziemi tuż przed Rocky. Nie widziała kiedy, jak jej siostra do niej podchodzi. Jednej chwili rozgląda się za nią by wiedzieć gdzie jest i w jaki stanie. Drugiej ona pojawia się tuż przed nią. JAK? Mogło przejść namyśl starszej Roseberry. Spojrzała na siostrę krytycznie spojrzeniem. Bo jej mniemaniu powinna już pauzować z alkoholem. Już miała odpowiedzieć swojej siostrze, gdy kolejna osoba zdecydowała się pojawiać znikąd.
- Jeśli ona nie ma nic przeciwko - powiedziała do niego, bo przecież nie będzie decydować za swoją siostrą. Miała swój rozum i wiedziała co jest dla niej dobre. No cóż prawie zawsze... Spojrzała na swoja siostrę. - Po prostu chciałam wiedzieć gdzie jesteś - zwróciła się do niej odpowiadając na jej pytanie. W końcu nie pozostawi Ricky bez odpowiedzi.
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-21, 12:51   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Uśmiechnęłam się w stronę mojego przyjaciela kiwając głową na zgodę. Odstawiłam butelkę z piwem na pobliskim stole i poszłam na parkiet. Przetańczyliśmy kilka piosenek, a mi zaczynało przechodzić upojenie. Nie żebym była jakoś wstawiona, ale po prostu czułam się tak jakbym dopiero zaczynała zabawę. Nie chciałam robić problemów sobie ani siostrze, więc nie miałam zamiaru przesadzać, ale mając takiego kompana do picia, nie mogłam odmówić gdy zaproponował kilka kolejek. Kręciło mi się już trochę w głowie, ale nadal czułam się na siłach by kontrolować siebie i otoczenie. Nie miałam zamiaru upijać się do nieprzytomności. Byłam przecież na parapetówie, a nie w jakimś barze gdzie nikt mnie nie znał. Podziękowałam za jakiekolwiek picia i poszłam do łazienki żeby się odświeżyć. Chłodna woda, którą przepłukałam sobie twarz podziałała na mnie zbawiennie, ale tylko do momentu jak znalazłam się na korytarzu. Poczułam jak ktoś z tyłu łapie mnie za nadgarstek i ciągnie do tyłu. Oparłam się plecami o ścianę i dopiero, gdy poczułam tak dobrze znany mi zapach wody kolońskiej otrzeźwiałam. To był mój przyjaciel. Odetchnęłam lekko, bo nie na żarty się przestraszyłam. Na szczęście lub nie szczęście nikogo obok nie było. Poczułam jego usta na swoim policzku, a dłoń niebezpiecznie blisko pupy, zareagowałam instynktownie i kopnęłam go w krocze. Zgiął się w pół, a ja uciekłam na sale gdzie było więcej osób. Przeleciałam wzrokiem po salonie i znalazłam osobę do której chciałam podejść. Siostra siedziała ze znajomymi. Chyba znajomymi. Powędrowałam w jej stronę i dotknęłam jej ramienia, bo stała plecami do mnie.
- Ro. - oznajmiłam, ale po chwili ugryzłam się w język. Nie chciałam teraz wywoływać gówno burzy. Odetchnęłam i uśmiechnęłam się. - myślę, że idę na maleńki spacer. Przyda mi się świeże powietrze. Jak coś to mam telefon. - oznajmiłam patrząc w jej oczy. Chciałam odsapnąć. Pozbierać myśli i zastanowić się nad tym co będzie w przyszłości. Czy będę miała faceta czy kobietę, czy będę miała pracę jeśli tak to jaką i z kim będę mieszkała. Życie teraźniejszością było cudowne, zwłaszcza, gdy moje serce odmawiało posłuszeństwa przy Sami. Tak czułam to i musiałam się do tego sama przyznać. Zaczynałam ją lubić, a raczej coś więcej niż lubić. Co odrobinę mnie przerażało, zwłaszcza że ona mogła mieć już faceta, a ja nie chcę się nikomu narzucać. Odetchnęłam wychodząc na podwórko. Nie było ani za ciepło, ani za zimno. Może miałam otępiałe zmysły, ale przeszłam się kawałek a po chwili usiadłam przy jakiś krzakach. Chciałam mieć chwilę dla siebie. Nadal w głowie huczała mi muzyka, a mieszanka alkoholu troszkę mnie zmęczyła. Przymknęłam oczy starając się ogarnąć swoje ciało, które teraz zaczynało mieć dreszcze. Tak zdecydowanie powinnam przystopować z taką zabawą, ale teraz miałam odrobinkę inne plany.
Wróciłam z powrotem do mieszkania i usiadłam na fotelu przy otwartym oknie. Chciałam odsapnąć. Ręce skrzyżowałam na klatce piersiowej i wypatrzyłam osobę do której miałam plany na później. Widziałam Sami i wodziłam za nią spojrzeniem na tyle na ile pozwalali mi przechadzający się ludzie.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-22, 22:52   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Widząc, jak ta mała dobrze się bawi w towarzystwie tamtego gogusia, nie miałam zamiaru jej w tym przeszkadzać czy wciąż gapić się na nią jak byle creep. Odwróciłam więc od niej wzrok, całkowicie oddając się rozmowie z przyjacielem, do której w ciągu kilku najbliższych chwil dołączyli i inni znajomi z roku. Widać, zbliżający się test z rozwojówki był ciekawszy od większości atrakcji tej imprezy. No a poza tym - po alkoholu zawsze milej się rozmawia na takie tematy. Dziwne, że jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby na legalu wbić na egzamin końcowy pod wpływem...
No ale! Teraz przecież nie o tym! Imprezka, bawimy się, a nie jakieś tam - tfu - studia.
Ile jednak można gadać o suchym pysku, gdy dobre 3 piosenki temu skończył się alkohol w moim kubeczku?
Przeprosiłam swoją paczkę przyszłych psychologów i skierowałam się do stolika, przy którym ostało się kilka z butelek z piwem, by jedną z nich zgarnąć w moje chciwe łapki. Nie spodziewałam się jednak, że dostrzegę stąd Roseberry - wyraźnie spiekloną - wychodzącą z łazienki, a po kilku chwilach zgiętego wpół gościa - tego, który jeszcze nie dawno wywijał z nią na parkiecie. /nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków - może biedak się czym struł i obrzygał nowe buty brunetki?
Ta, głupi scenariusz. Nie w mojej roli było jednak się mieszać. W końcu, mimo wszystko, nie chciałam wyjść na nie wiem kogo. Napaść na gościa bez dowodów czy chociażby skargi byłaby ciosem poniżej pasa. Dlatego też przystanęłam przy stoliku, opierając się zadkiem o jego krawędź i zaczęłam wodzić wzrokiem po pomieszczeniu, jednocześnie wzdychając na własną bezradność... Tak bardzo chciałam uniknąć mieszania się w cudze problemy, że byłam gotowa ignorować nawet względnie niebezpieczne sytuacje, które działy się pod moim nosem...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-24, 21:36   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Czasem Rocky zastanawia się czy ludzie, jej siostra ja dostrzega. Ma ochotę nie raz krzyczeć ,,jestem tutaj". Jednak wiedziała, że to nie ma sensu dlatego opracowała inną metodę. Schodzi im z oczów od lat i nie wychylam dawno się. Ucieka swój własny świat za nim znowu ją osądzą. Stwierdziła, że tak będzie lepiej. Dlatego kiedy Ricky poszła tańczyć ze swoimi znajomym ja wróciłam do swoich znajomych. Jeszcze godzinka może dwie będzie może wróć do domu. Do swojego bezpiecznego domu, gdzie nie będzie musiała udawać, że świetnie się bawi. Będzie mogła być sobą. Ponieważ nawet jej znajomi potrafili wyluzować i wydawali się głupisz niż rzeczywistość byli. Tak imprezy nie są dla niej. Jest tutaj czy ktoś zauważy ją? Czy ktoś dostrzeże ją?
Rodzimy się wierząc w to, że każdy ma swoje miejsce gdzieś. Nikt nie daje nam przepisu na to jak mamy przeżyć własne życie. Nikt nam nie powie co robi źle z szczerego serca. Jasne znajdą się tacy, którzy wytkną nasze wady. Jednak rzadko jest z dobrego serca, a bardziej złośliwie. Dlatego wart czasem iść na ustępca zrobić coś brew sobie. Jak pójść na imprezę znajomej i cholernie się na niej nudzić.
- Jasne... ja i tak nie długo będę się zbierać - powiedziała siostry jednak odprowadziła ją wzrokiem. Bała się o siostrę i nie wiedziała czemu jej znajomy nie wyjdzie z nią. Przecież nie powinna wychodzić sama, ale na zewnątrz było trujących się osób. Widziała oczach siostry, że chciała pobyć sama. Dlatego siedziała na miejscu wróciła do rozmowy z znajomymi. O rożnych głupotach typu, kto z kim chodzi, kto będzie miał największego kaca na drugi dzień. Jak nie ma co się robić to lepiej obgadywać ludzi. Jednak Rocky totalnie to nie interesowało.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-25, 18:47   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie chciałam w tym momencie niczego innego niż odpoczynku. Nie chciałam niczyjego towarzystwa zwłaszcza nie jego. Ten gnojek odważył się do mnie podejść a co gorsza odezwać. Tak mówię o tym moim pseudo przyjacielu. Mógł w tym momencie pomarzyć o jakiekolwiek rozmowie. Gdy stanął przede mną skrzywiłam się i wstałam z fotela próbując go ominąć.
Złapał mnie za przegubę i odwrócił w swoją stronę.
- Czego pajacu? - zapytałam z jadem w głosie, a ten mnie zmierzył z uśmiechem.
- Chciałem zatańczyć. - powiedział łagodnie, a ja zaśmiałam mu się w twarz. Spojrzałam na niego i splunęłam na jego buty wyszarpując ramię.
- Z takimi jak ty nie tańczę. Spróbuj dotknąć mnie jeszcze raz, a Mickel na pewno z chęcią mi pomoże. - oznajmiłam i odeszłam od niego w stronę gdzie stała grupka znajomych z moich zajęć. Specjalnie wspomniałam o Mickelu. Był to... nie mogę nazwać tego znajomością, był po prostu ktoś taki kogo imię znałam, a że był szanowany w kręgach przestępczych to nie moja wina, prawda? Miał u mnie dług wdzięczności, więc nie bałam się z tego skorzystać.
Podchodząc do moich koleżanek i kolegów pierwsze co zrobili to wręczyli mi butelkę piwa. Przyjęłam ale na początku jej nie otworzyłam. Nie chciałam jeszcze pić. Musiało mi najpierw odrobinkę przejść otępienie. Pogadaliśmy o naszym wykładowcy i o zajęciach na które mieliśmy teraz przygotować projekt. Mogliśmy robić to w parach , ale ja osobiście wolałam zaprogramować grę w taki sposób by pasowała tylko mi a nie dogadywać się ze z kolejną osobą, która nie miałaby czasu przyjść mi pomóc. Już raz tak miałam przez co dostałam gorszą ocenę, a rodzice się do mnie uwalili, że się nie przykładam. Teraz chciałam im pokazać że jednak coś potrafię. Dlatego właśnie wolałam pracować solo.
Otworzyłam w końcu butelkę i rozejrzałam się po sali by zerknąć na Samanthę. Tak wiedziałam że te odruchy są złe. Nawet bardzo złe. Powinnam je niszczyć z zarodku, ale nic nie poradzę na to że humor od razu mi się poprawiał, gdy ją widziałam lub słyszałam. Tym razem jednak Sami złapała mnie na przyglądaniu się jej. Lekko się speszyłam, ale po chwili uśmiechnęłam się do niej puszczając jej oczko. Nie pomyślałam po co to robię i czy w ogóle jest jakiś powód, ale chciałam zobaczyć jak zareaguje.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-25, 22:51   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Jeden łyk - spojrzenie.
Drugi łyk - wodzenie wzrokiem.
Trzeci łyk - i wciąż robisz to samo.
Westchnęłam, słysząc kolejną dziwną nutę, która zdecydowanie za często była puszczana w radiu. Nie miałam czego ze sobą zrobić, a to dziwne zdarzenie sprzed kilku minut wciąż nie dawało mi spokoju. Chciałam wierzyć, że chodziło o zwykłego pawia w chwili zbliżenia, ale tak w sumie... Nawet ten scenariusz mnie specjalnie nie cieszył. Najgorsze jednak było to, że sama nie wiedziałam, czemu się tak czułam.
Nie pozostało mi jednak nic innego, jak powrót do mych znajomych z roku, którzy akurat byli przy temacie rozwoju prenatalnego i wpływu środowiska na dalszy rozwój płodu. Ta. Temat na imprezę, jak stąd do Nowego Jorku. Skupiła się więc na przytakiwaniu i słuchaniu tych głupot, byle tylko odwrócić swoje myśli od tej przeklętej brunetki, która zdecydowanie za mocno zawróciła mi w głowie - a przecież tak dobrze wiedziałam, że z tego nic nie wyjdzie - jak zawsze.
A jednak... Mimo wszystko, mimo wszelkich chęci, wciąż próbowałam ją odnaleźć. Choćby... Choćby po to, by wiedzieć, że jest bezpieczna.
Zauważyłam jej siostrę i mimowolnie się w jej kierunku uśmiechnęłam, tak normalnie, szczerze, jakbym chciała jej przekazać, że dobrze ją rozumiem. Z jakiegoś dziwnego powodu, miałam wrażenie, że aktualnie znalazłyśmy się w bardzo podobnej sytuacji, gdy wszyscy gadają o jakiś głupotach. Po chwili uświadomiłam sobie jednak, że nie ma przy niej tej małej, która ostatnio zdecydowanie za często ze mną piła. Ignorując więc słowa wypowiadane przez mych znajomych z kierunku, zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu tej - heh - kruszyny. A gdy w końcu ją odnalazłam wzrokiem... Doszło do mnie, że i ona mnie lustruje. Mimowolnie uśmiechnęłam się, widząc to speszenie na jej twarzy, a sama poprawiłam grzywkę, która zaczynała już zachodzić mi na oczy, przeczesując ją dłonią do tyłu. Nie umknął mi jednak ten drobny gest, mrugnięcie okiem, które tym razem chyba mnie wprawiło w zakłopotanie. Czułam, jak serce zaczyna mi mocniej bić, a policzki zachodzą lekko czerwienią - co na szczęście zawsze mogłam zrzucić na alkohol.
Nie byłam jednak aż taką optymistką, to też próbowałam się rozejrzeć, wyglądając kogokolwiek, do kogo ten sygnał mógł być puszczony. Ale jednak... Nie dostrzegłam nikogo. Byłam tam tylko ja. Tylko ja na drodze tego drobnego znaku okazującego zainteresowanie.
Uśmiechnęłam się więc jeszcze szerzej, powstrzymując się przed zrobieniem jakiejś głupiej miny albo posłaniem innego gestu, który mógłby być odebrany dość... Jednoznacznie. Zamiast tego, kiwnęłam głową, jakbym chciała jej powiedzieć "chodź". Jeśli... Jeśli to oczko było skierowane do mnie, wiedziałam, że Ricky na to zareaguje. I z jakiegoś powodu... Tak bardzo chciałam w to wierzyć.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-26, 21:11   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Odetchnęłam. Po prostu przy znajomych miałam czas dla siebie. Widziałam również stąd Rocky która widocznie nie bawiła się tutaj za dobrze, ale co poradzić skoro woli siedzieć w książkach. Nie miałam zamiaru przecież doczepiać się jej do tyłka, żeby na siłę ją teraz ciągać i zmuszać do zabawy. Ja sobie jakoś zajęcie potrafiłam znaleźć, a ona nie? I kto niby jest tu starszy. No dobra nie żebym ją nienawidziła, ale kurcze przecież nie będę się nią opiekowała prawda? Miałam w planach coś innego. Zupełnie innego i zamierzałam uwzględnić ten plan w najbliższej teraźniejszości.
No właśnie, plany na przyszłość. Widziałam każdy gest Samanthy i spodobało mi się to co zaobserwowałam. Zaśmiałam się pod nosem widząc jak się rumieni i napiłam się dwa łyki piwa. Zdecydowanie flirt z nią nie był najlepszym pomysłem, ale co mogło złego się stać? Bez ryzyka nie ma zabawy. Przeprosiłam moje towarzystwo widząc, jak Sami zaprasza mnie głową. Podeszłam do niej z uśmiechem.
- Co tam? Przejdziemy się?- zapytałam próbując powstrzymać się od śmiechu. Miałam nadzieję, że w tym momencie mnie już nie oleje i nie odczyta mojego dobrego humoru odwrotnie. Spojrzałam na jej towarzyszy i stanęłam przodem do nich. - Zabieram wam ją na spacer. Musi mnie ktoś pilnować żebym nie zrobiła striptizu. - oznajmiłam i zaśmiałam się wracając spojrzeniem na kobietę i czekając na jej reakcję. Chciałam by ta poszła ze mną na tył domu gdzie byli sami palacze, a na podwórku stało kilka ławeczek. Właśnie tam chciałam jej powiedzieć co czuję, ale czy będę miała na tyle odwagi? Tego nie byłam pewna. Przeszłyśmy przez ludzi do wyjścia na taras, a po drodze minęłam mojego "przyjaciela", który zmierzył mnie wzrokiem, a ja nie byłam mu dłużna. Gdy poczułam chłodne powietrze wzięłam głęboki wdech i powędrowałam prosto na ławeczkę, by usiąść. Tak wiem wiem miał być spacer, ale jakoś nie miałam ochoty przebierać nóżkami. Spojrzałam na Samanthę z uśmiechem.
- Czyżby te rumieńce na sali były spowodowane puszczeniem oczka? - zachichotałam, ale po chwili się upomniałam i spoważniałam. Nie chciałam jej przecież obrazić. Spojrzałam w jej oczy i zrobiłam dokładnie to samo co na sali, czyli mrugnęłam do niej z uśmiechem.
- Mam ochotę na normalne towarzystwo, a nie tego złamasa. - mówiłam raczej do siebie niż do niej, ale miała prawo to usłyszeć. Rozejrzałam się i zobaczyłam jak większość osób weszła do mieszkania gdzie zaczęła lecieć jakaś modna piosenka. Jakoś nie przepadałam za takim rodzajem muzyki, ale nie mogłam przecież wybrzydzać na parapetówce prawda? Z resztą była to okazja napić się, a nie potańczyć.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-27, 18:18   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Hah, czyli jednak. Z jakiegoś powodu serio kierowała te sygnały do mnie. Kto wie, może już była najebana w trzy dupy? I dlatego stała się na tyle odważna i lekkomyślna?
- Hej, Ricks. No, luz. Jak widać. - Odparłam jej, po czym wzięłam łyk ze swojej butelki, a na jej kolejne pytanie tylko skinęłam głową. I nie powiem - cieszyłam się, że już dawno przełknęłam trunek w swoich ustach, bo inaczej bym chyba plunęła na całe towarzystwo tym piwem, po usłyszeniu jej kolejnego komentarza. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, będąc już niemal pewna tego, że brunetka się nawaliła jak mops. Zbliżyłam dwa palce do swojej skroni, a po chwili je wyrzuciłam, jakby w geście odwrotnego salutowania, na pożegnanie z moją ekipą, nim ruszyłam za tą małą na tyły domu. Już po drodze próbowałam wyciągnąć z kieszeni jeden papieros, by móc go odpalić tuż po wyjściu na zewnątrz. A co! Skoro już miałyśmy się dotleniać, to - he - pełnym płucem!
Nie umknęły mojej uwadze te spojrzenia, którymi dziewczyna wymieniła się z tym kolesiem, przez co - mimo, ze nie powinnam - wydusiłam z siebie krótkie pytanie:
- Tak właściwie jaki jest deal z wami? W jednej chwili tańczycie razem, a teraz mam wrażenie, jakbyś miała go zatłuc naleśnikiem. - rzuciłam niby żartem, choć mój ton należał zdecydowanie do tych poważniejszych. Z jakiegoś powodu wciąż chciałam wierzyć w scenariusz z obrzyganymi butami, mimo, że noski Roseberry zdecydowanie nie nosiły na sobie ani śladu rzygowin, ani oznak niedawnego mycia...
W końcu jednak znalazłyśmy się na powietrzu, więc bez większego zastanowienia przyłożyłam ogień z zapalniczki do wcześniej wyciągniętej fajki, biorąc głębszy wdech. Wypuściłam z siebie powietrze wraz z tytoniowym dymem, po czym skierowałam peta w stronę mej towarzyszki, oferując jej bucha - w końcu, to był mój ostatni papieros. O następne będę musiała już żydzić...
Ruszyłam jednak za Ricky, w stronę tej ławeczki, i zajęłam miejsce tuż koło niej. I wszystko byłoby spoko, gdyby nie te kilka słów, które padło z jej ust.
Mimowolnie się speszyłam, ale przecież - no, heloł - nie mogłam tego dać po sobie poznać. Więc zamiast panikować i palnąć coś głupiego, odwróciłam swój wzrok, wpatrując się przed siebie i ciągnąc kolejne dwa łyki tego zimnego trunku z butelki, którą trzymałam w rękach. Wzięłam kolejny głębszy wdech, wciągając dym z papierosa do swoich płuc, by po chwili milczenia rzucić w końcu:
- Nie. - Mój ton mógł się wydać w tej chwili obojętny. Ale za dobrze znałam te scenariusze. Nie warto się przyznawać do swoich uczuć. Tym bardziej, gdy nie wiesz, czego się spodziewać od drugiej strony. - Trochę tam gorąco, a ja już swoje wypiłam. Zresztą... Sama chyba też już dziś trochę przegięłaś, nie? - pozwoliłam sobie na kolejny żart tego wieczoru, powracając wzrokiem do kobiety. Wtedy też wyłapałam jej kolejne mrugnięcie, o którym... Nie wiedziałam co myśleć. Rany... Co też ta dziewczyna robiła z moją głową...
Tyle dobrze, że miałam przy sobie dwóch najlepszych przyjaciół otępiających jakiekolwiek logiczne myślenie - alkohol i nikotynę. Kolejny buch, kolejny łyk piwa i... Kolejne słowa padające z ust mej rozmówczyni. Nie wiedziałam, co jej na to odpowiedzieć. Wolałam więc zostać cicho, tym bardziej, że prawdopodobnie buzowałaby we mnie złość, gdybym tylko dowiedziała się, co też ten złamas próbował wcześniej zrobić...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-28, 19:16   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Przyznam się bez bicia, że pewnym momencie przestałam w ogóle ich słuchać. Co jakiś czas spoglądałam w drzwi, za którymi zniknęła Ricky. Może i to była impreza i powinna się wyluzować. Jednak przyszła tutaj z Ricky, która była jej siostrą. Jak to rodzice ciągle powtarzali nas kiedyś zabraknie i zostaniecie we dwie, muście o siebie wzajemnie się troszczyć. Dlatego Rocky nie zbyt dobrze czuła się nie widząc siostry i nie wiedząc co się z nią dzieję. Po za tym co ją odchodziła jakaś impreza, na której i tak ludzie stoją w grupkach. Mało którzy próbują przełamać schemat tego. Dlatego zerkając na drzwi zauważyła, jak jakaś czarnowłosa dziewczyna posyła jej uśmiech. Chociaż Rocky ewidentnie czuła, że jest skierowany do niej to pomyślała, że może jej się coś pomyliło. Przecież nie znała tej dziewczyny i nie wyglądała na dziewczynę z jej roku. Więc były dwie możliwość. Pierwsza to, że rzeczywiście ten uśmiech był skierowany do kogoś za nią albo z jej otoczenia. No bo halo w końcu byli na imprezie i jest sporo ludzi. Bądź to, że nadzwyczajnie z kimś ją pomyliła. Tak te dwa argumenty brzmią sensownie. Prawda...
Dlatego Rocky nie zamierzała przejmować się jakąś kobietą i raz jeszcze przejechała po twarzach zgromadzonych. Stwierdzając, że jeśli jej siostra nie wróć dość szybko pójdzie jej poszukać. Po za tym jak pewnie wiecie źle się tutaj czuła i nie potrafiła się o tak wyluzować.
Nie było to w jej stylu...
Pewnym momencie podeszła do niej gospodyni dzisiejszego wieczoru z lekkim uśmiechem na twarzy. Na ten uśmiech zdecydowanie odpowiedziała tym samym, bo przecież znała dziewczynę dobrze. Przyszła tutaj tylko wyłącznie z jej powodu i Ricky. Innym wypadku na pewno znalazła by wymówkę by nie przychodzić.
- Nie bawisz się za dobrze prawda? - spytała jej rozmówczyni. Pierwszej chwili zamierzała wymienić całą listę dlaczego w ogóle nie będzie się bawiła dobrze. Jednak szybko stwierdziła, że to by tylko uradziło dziewczynę.
- Masz rację... Wiesz to nie są moje klimaty, ale Ricky bawi się za nas dwie - powiedziała dostrzegając siostrę wracającą do pomieszczenia. Można powiedzieć, że widok siostry sprawił, że ulżyło Rocky iż jej nic nie je.
Dziewczyna podążyła za jej wzrokiem i się uśmiechnęła lekko, bo należała zarówno do grona Rocky znajomych jak i też jej siostry więc znała je dobrze. Szczerze tak się zastanawiam czy można kogoś naprawdę dobrze znać. Tak dobrze, że ta osoba nas niczym nie zaskoczy i wiemy o niej praktycznie wszystko? Czy skoro nas zna to powinniśmy jej jeszcze cokolwiek mówiąc? Czy raczej liczyć, że sama się domyśli? No cóż to są dobre pytania, ale wątpię by dało się na nie odpowiedzieć. Pewnie co człowiek to odpowiedzi były by inne.
- Masz trzymaj i napij się, a gwarantuje, że może nie będziesz tak mocno imprezować, a poczujesz się lepiej - powiedziała do niej podając jej butelkę piwa Insurgente Xocoveza Mocha Stout. Rocky nie wiedziała czy powinna wziąć od niej to piwo. Przecież nie popierała picia alkoholu, bo on sprawiało, że nie myśli się logicznie. Zaburza nasze postrzeganie rzeczy. - No weź nie bój się niczego tam nie dodałam - dodała zachęcając ją. Jednak widząc, że się waham sama przyłożyła butelkę do swoich ust i wzięła z niej dwa większe łyki.
W tym samym momencie Rocky dostrzegła swoją siostrę wychodzi z tą dziewczyną o czarnych włosach. Cóż przecież nie będzie cały czas siedzieć i śledzić każdy ruch jej. A jeden łyk nie zaszkodzi i nie obrazi gospodyni dzisiejszego wieczora. Dlatego postanowiła spróbować. Od jednego łyka nie zostaję się alkoholikiem. Kiedy wzięła od niej piwo obdarzyła mnie uśmiechem. No cóż raz się żyje... czyż nie? Upiła łyk prawie tym jednym się krztusić co wywowało śmieć u jej towarzyszki.
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-28, 22:00   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tak zdecydowanie szumiało mi już w głowie i odrobinę kręciło, ale to nie przez nadmiar alkoholu tylko przez to że łączyłam. Nie miałam tego za złe sobie, bo przynajmniej nie myślałam o tym co było przed paroma minutami. Podziękowałam Sami za papierosa, bo to nie byłoby dobre połączenie i na pewno zrobiłoby mi się nie dobrze. Na początku olałam jej pytanie. Nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć, przecież nie mogę jej powiedzieć co się stało. Na pewno nie tak wprost, bo jak wytłumaczę jej to że nie lubię facetów? Z resztą co ją to by obchodziło. Spojrzałam na nią, gdy usłyszałam jej komentarz. Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Nieeee. Znaczy niepotrzebnie łączyłam, ale nie jestem na tyle napita by nad sobą nie panować i robić striptiz. - zaśmiałam się i wypiłam kilka łyków piwa. Westchnęłam i usiadłam po turecku na ławeczce tak by siedzieć przodem do Sami.
- Co do tego gostka. Jest, a raczej był moim przyjacielem. Teraz.... Nie wiem co myśleć. - potrząsnęłam głową, by wymazać z głowy obraz tego jak próbował mnie pocałować. Nie chciałam poruszać tego tematu, ale skoro zapytała. Wypiłam kolejny łyk piwa przypatrując się reakcją Samanthy. - Pocałował mnie w policzek i dotknął tam gdzie sobie tego nie życzyłam. - dodałam trochę ciszej, ale po chwili się uśmiechnęłam. - Dostał nauczkę, albo przynajmniej jego mały kolega. - dodałam i zaśmiałam się. Tyle tłumaczeń chyba starczy nam obu. Wypiłam resztę piwa, a butelkę postawiłam na ziemi przy nóżce od ławeczki.
- Dość o mnie i moich znajomych. Jak ty się bawisz? Przyszłaś sama czy może z kimś ważnym? - zapytałam próbując dość delikatnie zapytać czy kogoś nie ma. Odpowiedź na to pytanie nie da mi stu procentowej pewności, ale przynajmniej mogłam liczyć na to że miałam jakieś malutkie szansę, by pokazać jej inną stronę życia. Hah dziwnie to brzmi, jakby lesbijki były inne, a są takie same jak reszta ludzi. Jak to słyszałam w piosence jednej z youtuberek miłość to miłość, nie ważne czy do kobiety czy mężczyzny, miłość to miłość. Zgadzałam się z tym w stu procentach, niestety nie każdy miał takie podejście.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5