Poprzedni temat «» Następny temat
The bluest skies you've ever seen in Seattle
Autor Wiadomość
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-04, 01:14   The bluest skies you've ever seen in Seattle

Cytat:
Temat: The bluest skies you've ever seen in Seattle
Opis tematu: Victoria i Sahir
Pierwszy post: 4 marca 2017 roku, Seattle


Pomimo złożonej obietnicy, był pewien problem z jej spełnieniem, bo nie minęło dużo czasu, a Victoria dostała naprawdę ciekawą ofertę pracy, która jednak wymagała od niej przeprowadzki z Miasta Mgieł. I tak też na przełomie roku 2016/2017 przeniosła się do Portland. Gdzie wcale nie była długo, bo o ile praca była dobra, taka dla niej, czyli dla osoby, która absolutnie nie chce się rzucać w oczy, to jednak coś było nie tak - wiedziała, jakie będą warunki. Przyszła za kogoś na zastępstwo, za kogoś kto miał w niedługim czasie wrócić. Ale z zastrzeżeniem, że jeżeli się sprawdzi i jej się spodoba, to załatwią jej jakieś stanowisko w firmie; i tak też się stało. Po negocjacjach udało się ustalić transfer do Olympii, jednak był w tym mały haczyk: chwilowo miała przebywać w Seattle i w tamtejszym biurze. Remonty niestety zdarzają się wszędzie. A Vica nie była jakoś przywiązana. Była młoda i nie widziała problemu w przeprowadzce w inne miejsce, nawet to miesiącu czy dwóch. Bo jaki to problem w tych czasach? Żaden. Pracownicy przychodzą i odchodzą, a stawka, którą jej oferowano była naprawdę przyzwoita. Cóż to więc za problem, by się znowu przeprowadzić? Byle dalej od rodziny i potencjalnych problemów - tym lepiej. Z końcem lutego już zajęła małą, bo z góry tymczasową, kawalerkę w Seattle.
Pamiętając o tej małej obietnicy, i wykorzystując to jako dobry pretekst, poinformowała Sahira o swojej malutkiej wyprowadzce z San Francisco. I prawdę mówiąc od tamtego czasu, gdy do niego napisała z tą wiadomością, jakoś ten kontakt się nie urwał, nie skończył na żadnym "ok", tylko był tam dopisek "wymyślimy coś innego". I prawdę mówiąc to brązowowłosa z każdym dniem bardziej wątpiła, czy jest jakaś "pani Allisonowa", co to swojego chłoptasia nie potrafi utrzymać w miejscu. Więc siłą rzeczy Sahir wiedział o jej transferze do Olympii. I że przez jakiś czas będzie w Seattle... A to już stwarzało realną szansę na zrzucenie z siebie ciężaru obietnicy, która stała się w ustach Viki bardziej żartem niż realnym "problemem", który spędza jej sen z powiek. Masz problem? To się z nim prześpij, nie? Nie.
Umówili się w jednym z parków na godzinę 12, w samo południe. Nie widzieli się od tego spotkania w grudniu wcale i prawdę mówiąc Tori nie miała pojęcia jak ma się zachowywać, zwłaszcza, że ich jedyne spotkanie przepiła, a wiadomo, że to jest tak jakby... no inaczej. I co z tego, że ten kontakt mieli... Inaczej jest pisać, a inaczej jest się widzieć na żywo. Ale słowo się rzekło i Johnson czekała w umówionym miejscu, bo jak to ona, pojawiła się tam wcześniej, chcąc jako-tako obadać okolicę i jak się tam dostać, żeby sę gdzieś nie zgubić i przy okazji poznać odrobinę miasto.
_________________


Victoria Johnson



[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-04, 01:57   

Cierpliwość była podobno cnotą Cesarzy, a mimo to wielu ludzi nie potrafiło czekać. Wielu Cesarzy nawet nie potrafiło czekać więc dlaczego zwykli ludzie mieliby? Wszystko przez wspomniany problem, że my nigdy go nie mieliśmy. Zabiegani, wiecznie na zegarku, bo która jest godzina? No twoja ostatnia. Ach, dzięki, to w takim razie pojadę już do pracy. Trzeba mieć jednak czas, żeby sięgnąć po telefon napisać do drugiego człowieka albo do niego zadzwonić. Za darmo można było dostać tylko w mordę, poza tym? Pan bierze - Pan płaci! I nie było tu żadnego “nasz klient - nasz Pan”, były niepewne zakupy i jeszcze bardziej niepewne inwestycje, czy ten konkretny człowiek, który wydawał nam się taki fajny, nie wbije nam przysłowiowej kosy pod żebra. Nie dosłownie, nie dajmy się pociągnąć paranojom (i nadmiernej ilości thillerów, na których to książkach osiadał kurz na naszej prywatnej biblioteczce), że każdy może tu być psychopatą! Jasne, każdy z nas jest chory w mniejszy czy większy sposób, psychologowie po prostu nie zdążyli tych 90% chorób jeszcze nazwać, ale spokojnie - mieli czas. Naukowcy na wszystko zawsze mieli czas, bo progress zawsze bardzo ciężko było przyśpieszyć - tak samo rzecz miała się w relacjach międzyludzkich. Nie dało się niektórych rzeczy przeskoczyć. On nie mógł do niej pojechać, ona nie mogła przyjechać do niego - tak się mijali, ale bez jakiejkolwiek presji, że to musi być już, teraz, zamiast. Na spokojnie. Nie skaczmy za wysoko, jeśli nie nauczyliśmy się odpowiednio mocno wybijać - i nie wiedzieliśmy, czy aby na pewno jesteśmy w stanie zapewnić sobie odpowiednio miękkie lądowanie, by nie połamać sobie nóg. Sahir miał cierpliwość i Tori też zdawała się mieć jej odpowiednią ilość. Pewnie obrała bardzo cierpliwa taktykę łowną, żeby najpierw wybadać teren, a potem dopiero atakować, skoro taki dobry, normalny byczek był na wyciągnięcie skrzydełek gąseczki.
Pozytywne wrażenie tego, że ma z Victorią ten kontakt, że się nie urywa najwyraźniej kobieta nie ma go nadal dość był naprawdę… dobry. Był czymś, czego bardzo mocno potrzebował. Kiedy się przeprowadzała do Portland nawet zaproponował, że pomoże jej z przeprowadzką. Ponosi bagaże, takie sytuacje. Chciał się stąd wyrwać. Porobić cokolwiek innego i nie chodzić już dłużej po tych cholernie pustych murach kwater DOGS. Zaczynał dostawać jakichś paranoi. Żadne miejsce, poza świeżym powietrzem, nie było dla niego wystarczająco duże. Wszystkie były za to tak samo puste - pustsze jeszcze bardziej w miejscach, gdzie było najwięcej ludzi. Nie powiedział jej jednak o tym. Nikomu o tym nie mówił. Tak samo nie naciskał, kiedy powiedziała, że sama sobie z przeprowadzką poradzi. Fakt, że nie mieli bezpośredniego kontaktu sporo rzeczy ułatwiał w kwestii zamknięcia swoich spraw na cztery spusty, chociaż biorąc pod uwagę jego wylewność to nie było też problemem być sobą, żeby nikt nie podejrzewał, że wcale nie jest dobrze. Naprawdę się ucieszył, bardzo, bardzo mocno, kiedy nagle oświadczyła, że będzie się tymczasowo przenosiła do Seattle, a potem do Olympii - zdecydowanie do Olympii było o wiele bliżej niż do San Francisco i możliwości spotkania się wzrosły z właściwie niemożliwych do bardzo możliwych. Jest różnica pojechać godzinę drogi a przejechać dziesięć godzin i pół kraju na herbatkę, co nie? Sahir miał ten problem - i jakoś nie udało mu się z nim przespać. Pewnie źle do tego podchodził.
Do niej?
Wiadomość o tym, że już w Seattle jest i że chciałaby się spotkać była miodem na serce. Nie potrafił się ucieszyć tak szczerze, nie potrafił tego docenić tak bardzo, jak doceniłby… jeszcze tego dnia, w którym wyjeżdżał z San Francisco - ale cieszył się. Naprawdę! Za każdym razem musiało się pojawić słowo ‘naprawdę’, bo patrząc na tą pozbawioną ekspresji facjatę i wilcze doły zamiast oczu można było nabrać wątpliwości, czy on cokolwiek odczuwa. Nawet ja ich nabierałam - to o czymś świadczy. Zaczynam myśleć, że to próby przekonania samej siebie - nie kogokolwiek z was. Czarnowłosy poplumkał trochę na klawiaturce razem z Tori i umówili się finalnie w jednym z parków. Ładny, słoneczny dzień, bez zimnych podmuchów wiatru, bez deszczu, który mógłby ich złapać - idealna pora na spacerek. Wiaterek jakiś był, nie dało się tego uniknąć. Za blisko zdecydowanie za dużego zbiornika wody. Odstrzelony w czarną, rozpiętą skórę, czarną bluzę pod nią, zwykłe dżinsy i czarne buciska wiązane nieco powyżej kostki potuptał na spotkanie niczym ten trzmielik leciał na spotkanie ze stokrotką. Zmierzwił ruchem dłonią czarne włosy, które opadały mu na czoło, wciskając dłonie do kieszeni kurtki. Alejka nie była wcale piękna, nie była widowiskowa, nie była wyjściowa - nie o tej porze roku, kiedy nic nie kwitło i wszystko było nadal… zimne. Zresztą Seattle teraz po prostu… nie było szczególnie wyjściowe, choć niewątpliwie nadal miało swój urok.
- Heeej. Spóźniłem się? - Wyciągnął telefon, żeby sprawdzić godzinę, ale godzina się zgadzała. Czyli nie spóźnił - po prostu kobieta musiała przyjść trochę wcześniej. - Ładnie wyglądasz. - Chyba trochę za szybko? Za wolno? Cóż, Allison był bardzo bezpośredni, chociaż to była już ta bezpośredniość i szczerość, że człowiek zaczynał się zastanawiać, czy czasem nie jest trollowany - i czy on tak na serio.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-04, 02:30   

No cóż, nie można mieć wszystkiego, co się chce, prawda? Jeśli Sahir chciał się z nią zobaczyć jeszcze wtedy, w San Francisco, to powinien jej o tym zakomunikować, skoro taki szczery i bezpośredni z niego chłopaczek. Chyba, że sam doskonale wiedział, że to tak trochę bardzo za wcześnie i mega niezręcznie. Zwłaszcza wtedy, zaraz po kacu. Ale oboje niejako chyba mieli świadomość, że są naprawdę marne szanse na spotkanie, zwłaszcza, że oboje mieli pracę i zobowiązania, a do tego mieszkali w dwóch bardzo odległych od siebie miejscach. A później nastąpił ten wyjazd do Portland, i prawie od razu do Seattle. No i tak, pisali ze sobą, ale na ile jesteś w stanie kogoś poznać tylko z samego tekstu? Zależy też od wylewności... A chyba trudno mówić, by któreś z nich było wybitnie wylewne, co?
- Cześć, nie, ja byłam wcześniej - panna punktualna uśmiechnęła się lekko, gdy przestała wgapiać się w gołe gałązki drzew i odwróciła się do mężczyzny, który pojawił się obok. Słyszała jego kroki z niedalekiej odległości, ale po pierwsze nie znała jego sposobu chodzenia, nie była więc w stanie po samym dźwięku i tempie poznać, że to on, a po drugie nie odwróciła się, a jednak chodzili tutaj również inni ludzie, prawda? Głównie starsi, ale jednak. - Dzięki. Już nie taka podpita, co? - ech, żarcik kosmonaucik, ale Victoria nie miała zielonego pojęcia jak zagaić rozmowę. Nie miała jakiegoś ogromnego doświadczenia w towarzyskich pogaduszkach, była raczej tym milczącym typem, który woli sobie obserwować i odezwać się dopiero, gdy ma coś do powiedzenia. Nie ważne, czy mądrego, czy sarkastycznego, czy niemiłego, czy wrednego... Dopiero w naprawdę dobrze znanym jej towarzystwie mówiła więcej, znacznie więcej. No i gdy ktoś ją tak denerwował, że nie mogła trzymać języka za zębami... Co o dziwo następowało dość często. Wychodziło więc na to, że jednak dość często miała coś do powiedzenia. Ale tego komplementu nie odebrała jako trollowania, przyjęła to normalnie i normalnie podziękowała. Rozpuszczone włosy sięgające za łopatki dość miękko spływały po plecach, po beżowym sięgającym połowy ud cieńszym płaszczu, spod którego widać było ciemne rurkowe spodnie. Buty tym razem nie były ubrane strategicznie na płasko, żeby się nie zabić po pijaku, a były na obcasie, dodając kobiecie dodatkowych centymetrów do wcale nie niskiej sylwetki.
- I jak? Jak ci minął tydzień? - niby to wiedziała, na pracy, o którą zresztą nie dopytywała, tak samo jak on nie dopytywał ją. Ona sama mówiła co robi, co będzie robić, to jakby wynikało samo z siebie w momencie, kiedy powiedziała mu o zmianie pracy i przeprowadzkach. Ale tak, wiedziała, że w tygodniu pracował, ale nie to ją interesowało, to wiedziała. Niby z nią rozmawiał, często, ale nie spowiadał się jej, tak samo jak ona się nie spowiadała. A poza tym to pytanie wydało się idealne, by zagaić jakoś rozmowę... Początki są najtrudniejsze przecież.
_________________


Victoria Johnson



[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-13, 01:31   

Racja, w sumie to mówienie dziewczynie, że ładnie dzisiaj wygląda nie było wcale takie dziwne, no nie? Nie było nachalne, nie było przesadnie szczere - był całkiem normalny. Ale Sahir tego nie wiedział - i wcale nie był tego aż tak bardzo pewien. Dobrze powiedział? Źle powiedział? Nie żeby jakoś nadmiernie się tym denerwował - tylko tak trochę. Nie chciał sprawić złego wrażenia, bo... bo polubił Viki. Polubił ją i miał wrażenie, że ona polubiła jego. Aż za dobrze wiedział, jak łatwo mu palnąć coś, co akurat jemu wydawało się całkiem okej, a potem okazywało się, że to było niedopuszczalne dla tej drugiej strony. I tak kończył z ręką w nocniku. Pomimo tego, że poznali się w barze, przy kielonie, a kielonów nie cierpiał bardziej niż psy kotów, żywił do niej naprawdę głęboką sympatię i... szacunek. Tak, szanował ją. Było w niej coś takiego, kiedy z nią pisał, albo wtedy, kiedy rozmawiali przy barze albo przez telefon, nawet teraz, kiedy stawiła się na tym spotkaniu odrobinę wcześniej, tak z klasą! I kiedy go tak po prostu powitała i kiedy stała i wpatrywała się w gałązki... no i była taka maleńka. Nie wiem, jaki to miało związek z żywionym do niej szacunkiem, pewnie żadnego, ale jakoś siłą rzeczy ta maleńkość jej sylwetki przewinęła się przez jego głowę, kiedy w końcu pokonał całą odległość i stanął tuż przed nią. Nie była taka niska, zwłaszcza w obcasach, ale nadal - drobna. Dobrze, że nie miał ogona, bo właśnie by nim merdał na wszystkie strony, czekając na to, aż Tori znajdzie jakiś patyk i mu rzuci z okrzykiem bojowym: aport!
- Czemu miałabyś być podpita? - No tak no, słabo łączył wątki. Do mężczyzny idealnego, który przewlekał się przez głowę Tori po ich pierwszym spotkaniu, było mu tak daleko jak scooby doo do scooby chrupek, kiedy w pobliżu nie było żadnej detektywistycznej zagadki. Albo Legii do Manchesteru. Dziwne, że w ogóle utrzymali jakikolwiek kontakt biorąc pod uwagę, jakimi mrukami byli oboje i że żaden z nich nie był przyzwyczajony do tego, by być tym prowodyrem, który rozkręca każdą imprezę, nie ważne, czy była na dwie osoby czy na sto.
- Układałem puzzle. - To było jedno z tych pytań, na które dobrze by się było wypowiedzieć szerzej, rozwinąć, ale przez ten... miesiąc, czy dwa, łatwo było zauważyć, że funkcjonował raczej na zasadzie prostych pytań i prostych odpowiedzi. Zupełnie jakby bardziej złożone, wielowątkowe zdania były dlań czystą abstrakcją, chociaż wtedy, kiedy ona piła, mówił przecież całkiem dużo. I to wcale nie była prosta rozmowa. Raczej można było ją zaliczyć wręcz do tych metaforycznych - przynajmniej formalnie. W umyśle Sahira była bardzo prosta. - Lubisz puzzle?
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-13, 02:05   

Ani w tym komplemencie, ani w jego zachowaniu nie zauważyła absolutnie niczego dziwnego. To nie tak, że Victoria nie potrafiła w ludzi - potrafiła, jak najbardziej, niczego jej pod tym względem nie brakowało. Wiedziała jak zachować się w towarzystwie, wiedziała co mówić, czego nie mówić, komu mówić. Nie mówiła też przesadnie wolno, nie zbierała myśli godzinami, by wydusić z siebie coś sensownego - wręcz przeciwnie, myślała szybko i zazwyczaj (niestety) celnie, bo miała niewyparzony jęzor. Wiedziała na czym polegają relacje między ludzkie. Problem polegał na tym, że Tori... nie lubiła ludzi. A może raczej większości ludzi. Drażnili ją. Dziewczyny? Zawistne kurewki, z którymi nawet jak się "przyjaźnisz", to obsmarują ci dupę za plecami. Mężczyźni? Ślinią się na twój widok i są mili, gdy czegoś chcą, a gdy już to dostaną - to albo znikają, albo już nie są tacy mili. Widziała tego za dużo. W pracy, na ulicy, w szkole, na studiach. Doświadczyła tego nawet na własnej skórze, gdy była jeszcze głupią siksą. Dlatego nie lubiła ludzi. I dlatego też się z nimi nie zadawała... za dużo. Ograniczała to do niezbędnego minimum. Być może dlatego Sahir jej podpasował? Cóż, zrobił na niej wrażenie i to nie małe. Zajął się nią, gdy się spiła jak szpadel, odprowadził ją do domu, ogarnął ją... I niczego w zamian za to nie chciał. To już coś, co? Zwłaszcza w obecnych czasach - nic tylko szukać ze świecą.
Johnson nie należała do niskich kobiet, ale ze swoim metrem siedemdziesiąt nie była też kolumną widoczną z daleka. Z natury była raczej smukła, a sylwetkę wyrobiła sobie na treningach sztuk walki i jogi, które praktykowała nawet teraz - po przeprowadzce. Nic więc dziwnego, że wydawała się taka drobna, a buty na obcasie jedynie podkreślały jej smukłość i jakąś taką wyćwiczoną grację. A Sahir i tak był wyższy, nic więc dziwnego, że wyglądała dla niego jak taka malutka kobieta. Przy nim może i była nieduża.
- Ajć, taki żart, trochę kiepski. Wybacz, ludzie mówią, że mam gówniane poczucie humoru - i chyba mieli rację, bo gdy wszyscy się śmiali - ona zazwyczaj nie. Za to jej żarty, które bawiły ją przednio, innych nie śmieszyły więc... Cóż. - Piłam do tego jak się zachlałam w grudniu - tylko po co tłumaczyć oczywistości? Tori już taka była. Lubiła być zrozumiana. Ale żart, który trzeba tłumaczyć nie może być dobry, prawda? Ludzie się chyba jednak nie mylili co do jej poczucia humoru.
Tak, zauważyła, że Sahir raczej nie prowadził skomplikowanych rozmów, chociaż jak tak sięgała pamięcią do grudnia w San Francisco... To w zasadzie dzisiaj już nie była pewna, czy to jej przesiąknięty alkoholowymi oparami mózg to sobie wypaczył, czy rzeczywiście prowadzili jakąś filozoficzną rozmowę, prawie że o życiu i śmierci. No, na pewno Victoria była wtedy w takim nastroju, jednak no... dzisiaj wspomnienia trochę się zacierały i nie była wszystkiego tak bardzo pewna jak na drugi dzień, kiedy obudziła się z kacem gigantem we własnym łóżku.
- Puzzle? - zaskoczył ją tymi puzzlami. Dziewczyna wyraźnie się zamyśliła. - O rany, nie układałam puzzli już... ile lat? Z dziesięć? Może więcej...
Ale lubiła puzzle. Lubiła układać rzeczy, lubiła planować, lubiła analizować. Nic dziwnego, że skończyła na fizyce. I nic dziwnego, że pracowała jako księgowa. Tam też trzeba było być dokładnym i to lubić.
_________________


Victoria Johnson



[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-13, 02:35   

Tak imponowali sobie wzajem - i to było naprawdę... spoko. Ciężko było powiedzieć, żeby dobrze się poznali, bo, no właśnie - żaden z nich nie był zbyt wylewny i do tego żaden z nich nie miał całych dni i wolnego czasu na przepisywanie całych popołudni na fejsiku czy jakichkolwiek innych komunikatorach.
- Mi też to mówią. - Nie, nie że chciał ją uspokoić - powiedział szczerą prawdę. Jakoś nie rozumiał żartów, bo nie potrafił ich zrozumieć - a nawet jak rozumiał... to nadal nie rozumiał, bo zwyczajnie nie miały sensu. Tak jak teraz nie miało sensu dla niego to, że miałaby być pijana. Przecież powiedziała wyraźnie - wtedy to był taki wyjątek! Biedny, naiwny Sahcio, który ufał tak bezwzględnie, naiwny jak nieobsrana łąka! Nie ufał tak jednak każdemu. Nie był aż takim debilem, w końcu, no wiecie - nie chciał, by jego tak samo jak Małego Księcia zabrał gdzieś podstępny wąż. Przecież to było oczywiste, że Mały Książę nigdy nie wrócił na swoją planetę - i nigdy więcej nie zobaczył ukochanej róży. - Coś nas łączy. - Tak sobie myślał... że mógł powiedzieć coś więcej? A tak mu się wydawało, że w takim razie byli do siebie podobni, skoro nie bawiły ich żarty. Z tym, że Sahir w sumie raczej nie żartował. Zawsze był taki sam - stoicki. I Sahir mimo wszystko lubił ludzi. To znacz - niby nie przepadał za ich towarzystwem, bo nie miał z ludźmi dobrych skojarzeń, raczej unikał ich i siedział sam, bo nie miał ochoty na ich towarzystwo, ale nie mógł powiedzieć, że ich nie lubił. Pod warunkiem, że nie miał jakiegoś złego dnia i nie był nabuzowany negatywnymi emocjami.
- To było nawet zabawne. - Zaznaczył, jak stwierdziła, że piła. - Picie do picia to alkoholizm. - Nie wiedział, czy to można uznać za żart, w sumie to wcale nie było śmieszne, bo ludzie naprawdę... popijali wódkę wódką. I tak mijały im dnie. Kompletnie przetracone. Utopione w przeźroczystym kieliszku, z zamarłym pytaniem na palących ustach warto było? Nie potrafił sobie wyobrazić, żeby odpowiedź brzmiała tak. Jednocześnie tylko tą odpowiedź słyszał. Czy to miało sens? Chyba tak, jeśli "nie potrafił" zamieniłoby się na "nie chciał". - Dobrze, że jesteś trzeźwa. - Że już nie piła, że wyjechała, że układała sobie życie. Wszystko to było dobre, prawda? Ale przede wszystkim - dobrze, że nie była już taka zachlana, jak sama to określiła.
Zdziwiła się i to mocno, kiedy powiedział o tych puzzlach. Przez moment zastanawiał się, czy nie powiedział czegoś nie tak, że zareagowała nieco gwałtowniej - ale tylko troszkę, więc nie mogło być źle, co nie? Zwłaszcza, że puzzle nie były niczym strasznym.
- Możemy kiedyś poukładać. Nie mam przy sobie puzzli. - Raczej nikt nie miał, bo nikt nie zabierał ze sobą pod pachę, czy do torebki, podręczne pudło 1,5k sztuk puzzli, tak w razie czego, gdyby było z kim układać! Bo kto nie chciałby sobie poukładać puzzli na świeżym powietrzu, ot co. - Czemu tak długo ich nie układałaś? Nie lubisz?
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-13, 02:55   

Nie, nie znali się dobrze; znali się jakoś. A może jedynie znali się - i nic więcej. To chyba było tutaj odpowiednie określenie. Nie rozmawiali jakoś dużo, ale jednak gdzieś tam ten kontakt był podtrzymywany, skoro zdecydowali się spotkać lekko dwa miesiące później. Spłata obietnicy, co? I jak ona to niby miała spłacić?
- No, to zapowiada się wesoły dzień, co? - nie było w jej głosie wyrzutu. To był kolejny gówniany żarcik w wykonaniu panny Johnson, to wszystko. Nie kłamała. Poczucie humoru na poziomie zero, nie była najbardziej rozrywkową osobą na Ziemi, a na pewno plasowała się gdzieś na dole rankingu. - Idziemy? - zapytała cicho i zrobiła krok do przodu, jednoznacznie zapraszając Sahira, by się ruszyli i nie stali jak dwa nieśmieszne kołki pod drzewami. Nie wiedziała gdzie iść - po prostu miała ochotę się przejść, pooglądać sobie bezlistne drzewa i rozmemłaną trawę, ale tu ni o to chodziło, tylko o towarzystwo. Nieśmieszne towarzystwo - i bardzo dobrze. Jej kij w tyłku najwyraźniej miał się aż zbyt dobrze.
- Hm, ale to było akurat niecelowe. Tak jakoś wyszło - wyglądało na to, że Victoria potrafiła być śmieszna tylko wtedy, gdy o tym nie myślała. To tak samo jak ze zdjęciami - jak pozujesz, to wychodzisz jak kretyn, ale na zdjęciach z zaskoczenia zawsze wygląda to lepiej. To się chyba nazywa naturalność. - Tak, cóż, nie pijam tak ogólnie. Okazyjnie tylko. Łyczek szampana jak ktoś ma urodziny, nic więcej. Tamto... To był wyjątek. Przykro mi, że musiałeś mnie taką oglądać - ale o ile bardziej rozrywkowa była, co? I rzeczywiście było jej przykro. I bardzo chciała to wyrazić na żywo, przeprosić za swoje szczeniackie zachowanie, jakby nigdy nie miała alkoholu w ustach, a to był jej pierwszy raz.
- Nikt nie oczekuje przecież, że będziesz je przy sobie nosił - zresztą co to za przyjemność układać na powietrzu? Zaraz je coś zdmuchnie i puzzle nie zostaną dobrze ułożone. A brakujący puzzel to jedna z najbardziej irytujących rzeczy. Tori zastanowiła się, gdy usłyszała jego pytanie. - Lubię, a przynajmniej lubiłam. Zawsze układałam je z siostrą, a później pojechałam na studia. Nie było już czasu... No a teraz jestem tutaj, nie? - temat Sophie nadal był bolesny, ale Vic starała się, by to nie wpływało zbytnio na nią i na jej rozmowy, z kimkolwiek. Przecież to nie tak, że usunie ją z każdego wspomnienia, że nie będzie o niej mówić lub, że będzie przeinaczać fakty. A tutaj... nie skłamała, jedynie zakończyła dość koślawo, zwłaszcza po tej krótkiej pauzie, gdy powiedziała, że nie było już czasu. Niedopowiedzenie roku. Nie było - i nie będzie.
_________________


Victoria Johnson



[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-13, 03:53   

Racja. Trawa, kwiatki, drzewka, krzaczki, szelestu-szelestu gałązki.
Cholera, chyba nadal była zima.
Zima, która nie zmrażała serc i nie osiadała ciężarem na ramionach. Przynajmniej nie powinna, bo Sahir aż zbyt wyraźnie czuł jej chłód.
Minęły dwa miesiące, czy całe dwa eony świetlne?
Nie potrafił powiedzieć.
Ta zima nie należała do najbardziej srogich. Zresztą w Seattle chyba od lat nie było takiego naprawdę prawdziwego mrozu. Śnieg poprószył przez 15 minut? Wszyscy się cieszyli, a dzieci już były gotowe do robienia bałwana. Temperatura spadła poniżej zera? Koniec, zamykamy szkoły, przecież to zima stulecia! Sahir był średnio na bieżąco z funkcjonowaniem szkół i sprawdzaniem termometru zawieszonego na oknie, więc kto wie, może nawet ta aktualna zima taka była? Wszystko by się zgadzało. Mim, że nie zamrażała serc, to przecież przeszyła wnętrza ich obojga tego felernego grudnia w San Francisco, gdzie unosić miały się mgły a nie płatki śniegu. Pewnie dlatego warto było się stamtąd wyprowadzić - żeby nie narażać swojego życia na dryfowanie w wiecznym mleku przysłaniającym rzeczywistość.
- Będzie przyjemny. - Nie należał do tych, którzy koniecznie musieli ciągle coś mówić - lubił słuchać. Lubił słuchać innych - ich historii i tego, co mają do powiedzenia. Należał do tych nielicznych, którego nie drażniło nadmierne wymądrzanie się innych i nawet wypowiadanie się z pseudo-mądrością na tematy, na których się nie znali - prawdziwa nisza! Jednak facet idealny. Tylko że ona też nie była jakaś bardzo rozgadana. Uzupełniali jak dotąd dialogi, nie było żadnych dziwnych zastojów - zgoda, czasem były, przynajmniej z jego perspektywy, ale nigdy nie zakładał, że jego odczucia mógł współdzielić ktokolwiek inny. Dlatego wtedy, w San Francisco, nie zastanawiał się, czy spotkanie będzie dziwne. Zakładał, że kobieta leczyła kaca - i się nie pomylił. Właściwie słowo "zakładał" średnio tam pasuje - bardziej "wiedział". Wiedział, że leczyła kaca. Skinął głową i ruszył razem z nią. Albo za nią. Stawiając dość dziwny, dłuższy krok, nieco awkwardowy. Zapatrzył się na jej nogi. Na kroki, które stawiała w obcasach, przez co nie widział jej twarzy i miny, którą robiła.
- Tak często działają żarty. - Zauważył, nie mogąc wciąż odlepić wzroku od drogi pod nogami kobiety. Jakoś tak starał się dopasować swoje kroki do jej. Wsłuchiwał się w dźwięk jej obcasów. Sprawdzał, jak chodzi. Gładko, pewnie, ale wcale nie mocno. Potrafiła bez najmniejszego problemu zachować równowagę. Zawsze go fascynowały obcasy i ich fenomen. Czemu kobiety w nich chodziły? Wyglądały niewygodnie. No i jak to robiły, że się nie wywracały? Znaczy okej, wywracały, ale tak samo często chyba wywracali się ludzie bez obcasów. Czy nie? To nie tak? Dopiero kiedy znowu powiedziała, że jej przykro, uniósł wzrok na jej twarz. - Mi nie jest przykro. Poznaliśmy się dzięki temu. Nie powinnaś tak długo użalać się nad jednym popełnionym błędem. - "Użalać się" było tu chyba kolejnym złym słowem. Nie miał niczego złego na myśli i nie chciał jej obrazić, wręcz przeciwnie - chciał ją pocieszyć. Dodać trochę otuchy i dać dobrą radę, żeby się nie przejmowała, bo było minęło.
- Wiem. Ale jest dużo aplikacji na telefony. - Znowu opuścił wzrok na jej nogi. - Ale studia to prawie jak układanie puzzli. Tylko zamiast układać obraz z wyciętych kartoników, układasz go ze swojej wiedzy.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-13, 14:30   

Victoria też miała nadzieję, że ten dzień będzie przyjemny. A przynajmniej na to się zapowiadało - bo nikt nie będzie kręcić nosem na kiepskie żarty, ani nikt nie będzie oczekiwać, że ktoś się zaśmieje w odpowiednim momencie. W ogóle... Czy ona cokolwiek oczekiwała? W zasadzie to trudno powiedzieć. Umówiła się z nim, boo - bo tak trzeba? Bo czemu nie, akurat jest tymczasowo na miejscu, to równie dobrze można przestać do siebie pisać równoważnikami zdań i się zobaczyć - i posłuchać tych równoważników. Jakoś ich brakowało.
Tori nie zwróciła uwagi, że gapi się na jej nogi. Jakoś nie spodziewała się, że ktokolwiek będzie to robić.
- No taak, ale to dość kiepskie pierwsze wrażenie - poznajesz laskę, która wychyla szklankę drinka za szklanką, co sobie myślisz w pierwszej kolejności? "Może i ładna, ale alkoholiczka". Jej też nie było przykro, że się poznali. Po prostu było jej wstyd. Bo wtedy nie zakładała, że będzie z kimś gadać. Zakładała, że się uchleje w samotności i w samotności wróci do domu. - Po prostu mi wstyd za siebie... - chciała dodać coś jeszcze, ale się rozmyśliła i zapatrzyła w dróżkę przed nimi (czy przed nią? Sahir nadal włóczył się za nią, czy w końcu zrównał kroku?)
- Jakoś nigdy o tym nie pomyślałam, o tych aplikacjach - powiedzmy sobie szczerze, w ostatnich latach nie miała w ogóle czasu, by myśleć o układaniu puzzli, bo inne ważniejsze sprawy zaprzątały jej myśli. Studia, rodzina, praca... jej możliwości. - Albo ktoś układa ten obraz za ciebie,a ty to musisz później weryfikować. Tak, w zasadzie całkiem trafne porównanie.
_________________


Victoria Johnson



[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-15, 17:07   

Nie wlókł się za nią - szedł obok niej, żeby nie musiała dziwnie wykręcać głowy, kiedy szła, ani on żeby nie musiał oglądać jej potylicy. Chociaż aż tak bystrze zapobiegawczy nie był. Starał się dopasować swój krok z jej, dzięki temu nie szedł ani za szybko ani za wolno - szedł akurat. Nie tak wdzięcznie, jak ona, nie stawiał nóg jedna za drugą, ale próbował robić kroki tej samej wielkości, w takich samych odstępach czasu, w tym samym rytmie. To dopasowanie stanowiło świetną, interesującą zabawę i pozwalało poznawać trochę inaczej niż tylko poprzez te równoważniki, które gościły między nimi głownie pisemnie dotychczas. W końcu ten rym załapał i zrozumiał, więc patrzył już przed siebie - albo na nią. Albo pod nogi. Albo wokół. Mimo wszystko zwieszanie głowy wcale nie było takie wygodne.
- Mi się podobało, chociaż nie lubię alkoholu. Czułem się jak w Małym Księciu. - Dobrze, że on nie miał akurat takich myśli. Nie wydał na niej wyroku, przecież całkowicie jej zaufał, kiedy mówiła, że to jedyny raz - i nie przyszło mu nawet do głowy, że mogła go okłamać. Pozostała więc ładna - ale nie alkoholiczka. Czysta jak łza, której wybaczono grzechy jeszcze zanim je dobrze rozpoczęła, dlatego nie dano jej nawet szans na zabrudzenie. - To nieodpowiednie, że wracamy ciągle do tematu picia. - Jakoś tak co rusz się przewijał ten temat - i tamtej nocy. Może “co rusz” to przesada, ale mówili już o tym tyle razy - i to często z jego w sumie winy, dlatego ciężko powiedzieć, co to w ogóle miało teraz znaczyć. Wypowiedzenie myśli na głos, ot co. Było tyle tematów wokół, tyle ciekawych… tylko problem polegał na tym, że żaden z nich nie był szczególnie dobry we wkręcaniu towarzystwa w pogawędki o wszystkim i o niczym. To nic. To, że nie byli w tym dobrzy, Sahirowi nie przeszkadzało. Mogli mówić powoli. Nikt ich nie ścigał i nikt ich nie gonił, zmuszając do pośpiechu - mieli dokładnie tyle czasu, ile sami go sobie dali.
- Ktoś za ciebie układał studia? - Dziwnie to brzmiało. Czyli że ona jednak nic na tych studiach nie robiła, bo ktoś pracował za nią?
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-17, 13:29   

Potrafiła iść bardzo szybko, ale dzisiaj nigdzie się nie spieszyła. Najpierw stawiała kroki normalnie dopiero po chwili zwolniła do powolnego spacerku, ale równie dobrze mogła się dostosować do jego tempa, gdyby Sahir miał jednak problem iść aż tak wolno.
- A pijasz go w ogóle? Czy nigdy nic? - pytanie dobre jak każde inne, a akurat nadarzyła się okazja. To też mógł być dobry temat do rozmowy. No, taki na trzy zdania maksymalnie, ale jednak. - Jak w Małym Księciu? Dlaczego? - obróciła do niego głowę, odrobinkę ją zadzierając, by móc zerknąć na jego twarz. Czy była chmurna? Zamyślona? Łagodna? Rozbawiona? Czy może w ogóle całkowicie bez wyrazu?
- Trochę tak, chociaż przy piciu się poznaliśmy, więc to całkiem naturalne...
Vic na ogół była naprawdę kiepską towarzyszką do rozmów; może i mówiła więcej niż Sahir, może i przychodziło jej to łatwiej, to i tak w większości wolała nic nie mówić. Zdecydowanie wolała słuchać, a najlepiej trzymać się od nieznajomych z daleka. Przy kimś, kogo znała, robiła się całkowicie inna i dużo chętniej wchodziła w interakcje. Nie mogła, rzecz jasna, powiedzieć, że zna Sahira - w sensie zna na tyle, by czuć się całkowicie swobodnie, ale już sam fakt, że zaproponowała mu to spotkanie, to było wiele. Może właśnie dlatego, że pod tym względem byli podobni? To znaczy pod względem nie mówienia.
- Co? Nie - zdziwiła się trochę, ale wcześniej powiedziała to takim skrótem myślowym, że nie dziwne, że Sahir odebrał to bardzo pokrętnie. - Chodziło mi o to, że prowadzący swoje, a podręczniki swoje. Jedno zagadnienie może być wytłumaczone na wiele różnych sposobów, a ty nieraz musisz wierzyć na słowo, zanim będziesz mógł to zweryfikować na tyle, by wiedzieć, czy ktoś ci nie wciska kitu - z fizyką tak było. Mnóstwo gotowych wzorów, w które musiała wierzyć na słowo. A ile gotowych wzorów, tyle prób opisania świata matematycznie. Dopiero w momencie, gdy dano jej do rąk narzędzia, by te gotowe wzory zweryfikować i gdy mogła to sprawdzić doświadczalnie - wtedy mogła być pewna. A do tej pory... Wierzyć na słowo.
_________________


Victoria Johnson



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5