Poprzedni temat «» Następny temat
If you're going to San Francisco
Autor Wiadomość
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-02, 01:48   

Zamruczała coś w odpowiedzi, ale rzeczywiście - chyba nawet ona sama nie wiedziała co gada. Wiedziała za to gdzie idzie. Więc szła, mając za cel jej własne mieszkanie w kamienicy tutaj niedaleko, a cel podróży jawił jej się świecącym na żółto punktem na mapie miasta w jej głowie. Brakowało tylko wbudowanego GPS-a, bo mogłaby się w każdej chwili zgubić, wszystkie uliczki tutaj wyglądały przecież podobnie. Ale mogliby się tak pokręcić, a prędzej czy później znalazłaby swoje mieszkanie. Tak to już działało, taka prawda.
- N-nie - wybąknęła w końcu, chyba nieco wyraźniej, a przynajmniej w jej uszach wydało jej się to bardziej zrozumiałe. Nie, nie wszystko było dobrze. Większość była tak naprawdę źle. Tylko nie do końca wiedziała dlaczego. Za to jedna myśl kołatała jej się po głowie, że zaraz zrobi coś bardzo, bardzo głupiego i będzie żałować. Przeszli tak kilka kroków i dziewczę się potknęło o wystającą płytkę chodnikową. A gdyby szła tak sama to chyba wszyscy wiemy jakby się to skończyło - na ziemi, zdarte kolana, obite dłonie i pewnie strzaskane coś w torebce.
- Tam - gdziekolwiek było to całe "tam". Johnson uniosła jednak słabo rękę i wskazała drogę na wprost, zupełnie podobną do tej, którą szli przed chwilą, tylko, że po zakręcie. - Niedaleko.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-02, 02:03   

Teraz to dopiero śmiało można było określić jako podróż w nieznane. Sahir zaczął się czujnie rozglądać, ale już nie po to, by podziwiać widoczki, a po to, by dokładniej orientować się w tym, gdzie są. Jasne, wcześniej też mniej więcej śledził ich wędrówkę, jakoś przecież musiał wrócić do baru nie gubiąc się przy okazji. Rzecz jasna - dzięki bogom za Google maps! Właśnie tą nawigację, której Tori nie miała wbudowanej i której uruchomić nie mogli, bo po pierwsze - nie była w stanie wymówić swojego adresu, a jak wymawiała to on nie rozumiał, po drugie - przecież wiedziała, gdzie idzie! Jak każdy pijany człowiek, nawet jeśli kręcił się w kółko. No i po trzecie - sama Tori nie była w stanie obsłużyć w tym momencie tak skomplikowanej mechanicznie i technologicznie aplikacji, jaką nawigacja była. Dlatego szli. Ostrożnie dość, kruchość tej dziewczyny wzrosła razy milion, chociaż wisiała na nim jak ciężka kłoda, jakby ledwo już tymi nóżkami przebierała. Na szczęście dla niej - nie wisiała na wymoczku. Zatrzymali się na moment, kiedy się potknęła. Starał się być w miarę delikatny, nie chciał jej nic zrobić, chciał jej pomóc, a nie zostawić siniaki. Zdaje się, że właśnie ją przed takowymi obronił.
Powędrował wzrokiem za jej słabiutko wyciągniętą ręką, ale najpierw jakoś tak automatycznie, spoglądając na nią, wyciągnął swoją, żeby tą jej podeprzeć, żeby nie musiała się tak męczyć. Zreflektował się, że to chyba słaby pomysł, bo jak ma pokazać kierunek, kiedy to on będzie jej ręką kierować. Haaa! Główka pracowała! Uliczki wokół rzeczywiście były do siebie podobne. Łatwo można było tu zabłądzić i Sahir mógłby przysiąc, że przecież z tej niedawno wyszli. Już nie był pewien, czy zrobili parę kółek na tych zakrętach, czy jednak ciągle szli przed siebie, tylko nie koniecznie tą najkrótszą drogą, ale nie robiło mu to różnicy, nie był zły, w żadnym wypadku! Bardziej przejmował się tym, że Tori nie była w stanie stać o własnych siłach. Nie wspominając o dreptaniu. Skierował się z nią we wskazanym kierunku, bo co innego miał zrobić? Zresztą - jemu ta wędrówka naprawdę tak bardzo nie przeszkadzała. Drażnił go tylko smród wódki.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-02, 02:15   

No GPS w jej głowie działał chwilowo tak sobie, ale wyuczona na pamięć trasa to było nie byle co i po raczej dłuższej niż krótszej chwili można było powiedzieć, że trafili na miejsce. Teraz nastąpiła kolejna trudność: schody. Najpierw schody do wejścia do kamienicy, później schody na piętro. A budynek jak budynek - te starsze miały to do siebie, że tych schodów, największej pułapki pijanych ludzi, miały całkiem pokaźną ilość. Bo i pomieszczenia były wysokie, dużo wyższe niż w przeciętnym mieszkaniu. Ale miały swój niepowtarzalny urok. Droga, którą w ogóle tutaj przyszli wydawała się koszmarnie długa przez to ślimacze tempo dziewczyny, ale tak naprawdę to wcale nie było jakoś daleko. Raptem 10 minut dla normalnego, niesłaniającego się człowieka.
Przystanęli, ale nim Vika zdecydowała się w ogóle postawić stopę na pierwszym schodku, to jej trzęsąca się dłoń powędrowała do torebki w poszukiwaniu kluczy. Chwilę to trwało, a gdy już je wyłowiła - et voila, wypadły jej z ręki. Był to mały pęczek, na którym były cztery klucze. Jeden, malutki, zapewne od skrzynki na listy, jeden do wejścia na klatkę schodową kamienicy, a dwa do drzwi jej mieszkania. Kawalerki właściwie, bo mieszkała sama w niewielkim mieszkaniu.
- P-psze-p-praszam - wydukała, prawie płaczliwie. Oj, naprawdę ktoś tutaj był w ciężkim stanie... Mutantka schyliła się po klucze. A teraz zabawa: siedem schodów do drzwi, szarpanina ze sporym, starym i ciężkim skrzydłem, a następnie cholera wie ile schodów już w środku. Ale tam przynajmniej była poręcz i półpiętro... A następnie kolejna zabawa w trafienie w dziurkę od klucza odpowiednim kluczem. Nic, tylko nagrywać, a później szantażować.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-02, 02:32   

Kroczek za kroczkiem. Nieszczególnie wolniutko, bo Sahir nie miał aż tyle wyczucia, ale też nie na tyle, żeby ją ciągnął i żeby za nim powiewała jak tamta wspomniana chorągiew. Z wrażeniem, że wracają do punktu martwego - ale nie wrócili. Nazwa ulicy była inna, nie widział jej wcześniej. Robiło się coraz zimniej im głębsza zapadała noc, marzły mu dłonie, ale mimo tego nie było tak zimno. Marsz stał się bardziej intensywny niż wcześniejszy spacerek, zresztą - Allison lubił mieć cel, wiecie, swoją własną misją - i tutaj taka misja stworzyła się sama przez siebie. To sprawiało, że ngle zaczynał się skupiać i jego szare komórki, te niby istniejące, nagle naprawdę zaczynały istnieć. Daleko temu było do pola bitwy, ale na polu bitwy też nie można było zamieniać się w wybawcę dam z opresji- a tutaj? Wzorowy rycerz w lśniącej zbroi! Nie żeby mu na tym zależało, bo akurat Allison był naprawdę mało rycerski. Szedł za jej mizernymi, bo mizernymi, ale jednak wskazówkami i w końcu wyszło na to, że udało się im dotrzeć. Przynajmniej tak wnioskował, bo nagle Tori zaczęła coś mruczeć i ciągnąć go (raczej się niepewnie przechylać) w stronę jednego z wejść do kamienicy. Niemal przy każdej bramie upewniał się, czy to tutaj i wreszcie okazało się, że to naprawdę tutaj. Łatwo było wywnioskować po tym, jak nieporęcznie zaczęła szukać czegoś w torebce, a potem, kiedy już wyłowiła kluczyki, musiała jeszcze wybrać, który kluczyk to ten odpowiedni! Sahir nie śpieszył się z pomocą - dumnie wykonywał swoją dumną rolę podpórki, w końcu był tutaj niezbędnym, nie bójmy się użyć tego słowa, elementem. I kiedy się wydawało, że już to ma - bang! Kluczyki upadły na podłogę z głośnym brzdęknięciem. Odgłos wcale aż tak głośny nie był, ale na tej cichej, całkowicie pustej uliczce, wszystko brzmiało jak wybuch armaty. Na szczęście podniosła klucze bez wywalenia się. Pewnie tylko dlatego, że Sahir ciągle ją trzymał. Ok, schody. Viki chwiała się już przed pierwszym stopniem tak długo, że pewnie każdy normalny by cholery dostał, albo wpadł na pomysł, żeby wziąć ją na ręce - ale nie on. Jak mama kaczka pilnował tylko kaczątka, żeby sobie nic nie zrobiło, a tak poza tym - chulaj dusza! Musi się przecież nauczyć życia, nie? Tak dzisiaj Tori miała nauczyć się chodzić po schodach. Jeden stopień. drugi. Przyglądał się temu uważnie, ale nic nie mówił, bo co tu było do powiedzenia? Mógł ją pochwalić co najwyżej, że sobie tak dobrze radzi, ale, no… nie radziła sobie najlepiej. A niestety sarkazm i ironia były mu obce. Dopiero przy otwieraniu drzwi jej pomógł widząc, jakie ma z tym problemy i jak okropnie drżą jej ręce i kiedy weszli już do środka i Tori wyglądała tak, jakby miała zemdleć na sam widok tych schodów - podniósł ją. Jak prawdziwą księżniczkę, rzecz jasna, chociaż trochę ważyła i wcale nie była lekka jak piórko. Nie była też na tyle ciężka, żeby nie mógł jej spokojnie wnieść i postawić ją dopiero przed drzwiami do jej domu, które sam już otworzył, żeby mogła wejść do środka. Wolał jej wcześniej zabrać kluczyki, żeby znowu nie wypadły, tym bardziej gdzieś na schodach. Nie podobała mu się ta kamienica. Nie lubił kamienic. Wprawiały go w kiepski nastrój.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-02, 02:49   

Gdyby miała wybór, to wolałaby mieszkać w nowszym bloku, jednak fundusze miała jakie miała. I tak dobrze, że mogła sobie pozwolić na mieszkanie samej, bez marudzącego współlokatora, który swoimi nawykami doprowadzałby ją do szału. Kamienice miały jednak to do siebie, że były tańsze, to i Tori przy wyborze mieszkania nie kręciła za bardzo nosem.
Prawdę mówiąc to średnio już kojarzyła co się dzieje. Gdy wziął ją na ręce, żeby wdrapywanie się po tych schodach nie trwało kolejną godzinę, trochę odpłynęła, i już tylko ostatkiem sił wskazała mu drzwi swojego mieszkania. To naprawdę była przedziwna umiejętność - urżnąć się jak szpadel, a później (po omacku) trafić do swojego domu, bez zbytniego błądzenia i spania pod drzwiami. Księżniczka trochę ważyła, ale co to było 55 kg +10 więcej za mocniejszą grawitację od alkoholu dla takiego koksika, co? gdy Sahir otwierał drzwi do mieszkania, ona oparła się ramieniem o ścianę tuż obok i chyba już całkiem odpłynęła, rada tylko z tego, że udało jej się trafić do domu. Z pomocą bo z pomocą, ale jednak.
Mieszkanie, jak już było powiedziane, nie było przesadnie duże. Wchodziło się do małego przedpokoju, w którym znajdowała się spora szafa przesuwna - a pomieszczenie było ścianą odgrodzone od reszty mieszkania. Dalej wchodziło się do czegoś na kształt salonu połączonego z kuchnią, i była to ta reprezentatywna część mieszkania. Bo choć kamienica z zewnątrz wyglądała jak wyglądała, to w środku była urządzona całkiem nowocześnie. Kuchnia - całkiem duża jak na takie mieszkanie, miała wszystko co potrzeba, łącznie z wąskim stołem idącym po długości jednej ściany. Tam też znajdowały się dwoje drzwi - jedne do niedużej łazienki z prysznicem, a drugie do małej sypialni, w której było tylko większe łóżko, szafka nocna i mała komódka. W salonokuchni zaś, oprócz tego stołu na ścianie i trzech krzeseł przy nim, była rozkładana sofa i telewizor. Nic wielkiego, ale było całkiem przytulnie - jak na kamienicę rzecz jasna.
A Vika? Jeszcze chwilę i osunie się po tej ścianie, chociaż po omacku, jak mumia wsunęła się do środka, gdy tylko Sahir zdołał otworzyć drzwi jej mieszkania. I nie, nie było tu żadnego kota, który wyskoczyłby na spotkanie ze swoją panią. Nie było tutaj nikogo i niczego. Tori naprawdę mieszkała sama.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-02, 22:34   

Przewróci się? Nie przewróci? Postawił ją przy ścianie, o którą od razu się oparła, przybliżając do drzwi, jakby już chciała przez nie wejść albo wlać się przez dziurkę od klucza i zlegnąć od razu na wycieraczce. Ewentualnie poczłapać jak zombie prosto do swojego łóżka i tam na nie paść - prosto na twarz. Stała - to najważniejsze. Kiedy on otwierał drzwi, najpierw szukając odpowiedniego klucza i wcale się z tym nie śpiesząc jakoś wybitnie, a potem merdając w zamku najpierw jednym, potem drugim, w jedną stronę, to w drugą. Chodził gładko (zamek, nie Sahir). Zaskoczył od razu, kiedy odpowiedni kluczyk został przekręcony w odpowiednią stronę i ze spokojem ducha można było nacisnąć klamkę, otwierając legowisko sarenki. Tudzież lwicy - zależy od wydania i aktualnego samopoczucia panny Johnson. Faktycznie, nie była aż takim problemikiem dla koksika, tylko te plus dziesięć od grawitacji..! Nie było tragedii. Gładko się tutaj dostali i Allison się nawet jakoś szczególnie nie zmachał. Otworzył drzwi i wszedł przez nie, wyciągając kluczyk i rozpinając kurtkę - mimo wszystko ciepło się dość zrobiło. Raczej ciężko było to zwalić na to, że za mocno grzali na klatce schodowej. Obejrzał się na wejście, zatrzymując przy tych drzwiach i je przytrzymując, żeby Tori mogła się wtoczyć, wturlać, czy też wpełznąć do środka. Mniej albo bardziej statycznie. Nie było miałkania, niczyjego zawodzenia, ani krzyków jakiejś współlokatorki, że o której to ona nie wraca do tego mieszkania, że o co chodzi, co ona sobie wyobraża..! Nie. Była tylko cisza. Jeśli nie liczyć szurania butów i mozolnych kroków, kiedy jedna noga plątała jej się o drugą. Sąsiedzi też się zlitowali i postanowili śnić snem sprawiedliwych, zamiast wyglądać i zastanawiać się, co to za obijanie się po nocach, zresztą - co ich to obchodziło? Nikt się nie darł, jakby go obdzierali ze skóry, więc rzecz pod kontrolą. Czarnowłosy odsunął się na bok, żeby zrobić jej przejście, kiedy podpierając się ściany dreptała do przodu, aż w końcu przekroczyła próg i znalazła się we wnętrzu, pełznąc dalej, prosto korytarzem do wnętrza mieszkania.
- Viki… zamknij drzwi. Słyszysz? - Nie chciał się drzeć, mówił cicho, zwłaszcza, że te drzwi były ciągle otworzone, bo zamierzał wrócić do baru, skoro misja została wypełniona. Przecież we własnym mieszkaniu już sobie poradzi, prawda?
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-02, 22:58   

Wtoczyła się, a jakże. Mniej więcej przypominało to wejście do mieszkania piasek przesypujący się przez palce, gdy chcesz go całkowicie zamknąć w ręce, albo grzbiet kota, który umyka przez ręką, która głaszcze. Taki trochę wąż, jako, że dziewczyna była dość giętka z racji swoich ćwiczeń jogi. Gdyby się przewróciła, to pewnie też byłoby to dość miękkie złożenie się, a nie typowe runięcie kłody.
Nie zaszła w tym mieszkaniu daleko. Przekroczyła drzwi i oparła się o ścianę po ich drugiej stronie, tylko, że teraz plecami, a oczy przymknęła. Wyglądała tak, jakby się miała faktycznie zaraz przewrócić, zemdlona, albo jakby miała się zaraz zrobić fioletowo-zielona na twarzy i puścić pawia. Jednak chwilowo żadna z tych rzeczy nie nastąpiła. Sahir mówił coś do niej, ale nie docierał do niej nawet najmniejszy sens. Słyszała męski głos, to wszystko. Jej jedyną reakcją, że nie straciła całkowitego kontaktu z rzeczywistością było tylko to, że otworzyła oczy. I nie, nie ściągnęła nawet płaszcza, bo nie czuła już, czy jest jej ciepło czy zimno. Cały czas jej było ciepło, zwłaszcza wtedy, gdy tutaj szli miała ochotę się rozebrać i chyba cud tylko sprawił, że to nie nastąpiło.
Kobieta w końcu osunęła się po ścianie na podłogę.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-03, 01:03   

Cholera, to wcale nie wyglądało tak, jakby ona się podpierała o ścianę. To wyglądało tak, jakby przylepiła się do tej ściany i stała z nią nierozerwalną częścią. Trochę jak glonojad, który przysysa się do ściany, ale przynajmniej ona nie zaliczała spotkania pierwszego stopnia. Nie zaliczyła go z ziemią w barze, kiedy zsuwała się z hookerów, ani kiedy potknęła się na chodniku, więc nie miała zaliczyć i teraz pocałunku z glebą - ani ze ścianą. Tak? No taki był plan. Albo byłby plan, gdyby cokolwiek kontaktowała. Kiedy się zatrzymała Allison liczył na to, że jednak zareaguje, to znaczy - że jej zatrzymanie się było oznaką reakcji i zaraz obróci się, żeby te drzwi rzeczywiście zamknąć, nawet nie koniecznie pożegnać, raczej już nie była w stanie wydusić z siebie jakiegokolwiek słowa… raczej już do niczego nie była zdolna. Ale nie. Nie było obrotu, nie było reakcji. Otworzyła co prawda oczy, ale tego nie widział stojąc w progu, kiedy spoglądał na jej półprofil w tych ciemnościach. Już miał się rozejrzeć za włącznikiem światła, żeby cokolwiek widzieć - i żeby on widział i żeby ona widziała, kiedy kobieta zsunęła się w dół. Nie było żadnego “halo, słabnę!”, żadnego ostrzeżenia, żadnego komunikatu - nic. Ściana, która była jej podporą stała się miejscem zjazdu i jedynym pocieszeniem było to, że nie runęła jak kłoda. Nie do twarzy byłoby jej ze złamanym nosem. Zrobił dwa szybkie kroki w jej kierunku i objął ją ramieniem, lekko wystraszony tym niespodziewanym spadkiem energii. Nie powinien się aż tak dziwić, co? Przecież już od dłuższego czasu wykazywała tendencje spadkowe, kwestia utraty świadomości była tylko dopełnieniem formalnści, a nie wyskoczeniem z niespodziewajką jak Filip z konopii.
- Viki? - Przechylił ją w swoją stronę, ale dziewczyna jak lalka tylko opadła w jego ramiona z nieprzytomnymi, przymkniętymi powiekami, kompletnie rozpływając się u swoich podstaw. Poklepał ją po policzku - nic. Zero jakiejkolwiek reakcji. No nie wyglądałoby to chyba dobrze, gdyby akurat teraz ktoś na klatce schodowej wypełznął ze swojego mieszkania, na szczęście nic takiego im nie groziło - mimo to Sahir obejrzał się za siebie, zanim podniósł się - i ją ze sobą. Doprawdy, kto to widział… nie znał kobiety, a ta zostawiła mu otworzone mieszkanie - ot, tak po prostu! I znów - to na szczęście nie była ta opowieść, w której miała się sparzyć i zostać bez grosza przy duszy, bez laptopa, smartfona i telewizora. Czy cokolwiek ona w tym mieszkaniu miała. Jeszcze się nie zdążył dobrze rozejrzeć, ale na pewno da się chociaż jakąś lodówkę wynieść. Najpierw jednak musiał COŚ, a raczej KOGOŚ, wnieść, zanim cokolwiek będzie wynosił. Wszedł do środka i zatrzymał się w salono-kuchni, rozglądając nieco, by zorientować się, gdzie tutaj właściwie idzie się do sypialni. Jedne z drzwi były uchylone, więc otworzył je nogą - tak, strzał w dziesiątkę. Tak oto trafił do sypialni. Położył ją na łóżku i… właśnie. I co dalej? Chyba najlepiej zrobi to, czego się już nauczyło. Ściągnął jej buty, kurtkę - buty położył przy łóżku, kurtkę zawiesił na oparciu krzesła i rozpiął parę guziczków jej koszuli - ze dwa! Żadnych zoboczeństw! Tylko moment, gdzie jej torebka… Ach tak, została w przedpokoju. Zatrzymał się nad nią i omiótł otoczenie spojrzeniem. Okno. Najpierw okno. Zasłonił rolety i wycofał się na zewnątrz, samemu nie bardzo wierząc, że właśnie ogarnia pijaną dziewczynę w jej własnym domu. Powinien wyjść? Zamknąć za sobą drzwi i udawać, że nigdy go tu nie było - i że się nie spotkali? Zostawić otwarte drzwi mimo ich zamknięcia, bo ona była zbyt pijana, żeby je zamknąć? Nie wstałaby teraz pewnie nawet gdyby wylał na nią wiadro zimnej wody. W czasie zastanawiania się zdążył już postawić na krzesełku, na którym wieszał jej kurtkę, torebkę, która została w korytarzu, zapalić światło, wejść do kuchni, poszukać szklanki i nalać do niej wody, którą postawił na szafeczce nocnej obok niej, wyjść z sypialni - i zamknąć za sobą drzwi. To było naprawdę sporo rzeczy, zwłaszcza, że instynktownie poruszał się cicho, starał się stąpać bezszelestnie, a więc też wolnej. No i wcale nie było to tak oczywiste, gdzie szukać jakiejś szklanki. Takim właśnie sposobem skończył w salonie. Stojąc w salonie. Mając za plecami drzwi zamknięte tak, że od zewnątrz nikt wejść nie był w stanie. Tak było okej? Nie bardzo. Powinien wrócić do baru. Wyciągnął telefon z kieszeni sprawdzając, czy ktoś do niego nie dzwonił. Pewnie mieli to na razie w dupie, nawet jeśli zobaczyli jego zniknięcie - nie żeby nikt się tego nie spodziewał, że w końcu mógł się ulotnić, ale czy powinien? Nie bardzo mu się podobała ta sytuacja, bo w jakiś dziwny sposób czuł się z tym wszystkim niekomfortowo. Z tym, że czuł, że nie może wrócić do baru, chociaż przecież nikt mu nie bronił. To nie tak, że nagle pojawi się jakiś włamywacz i ją okradnie, tak? Albo JĄ ukradnie. Zostawanie tutaj jakoś… po prostu nie. Nie mógł tutaj zostać. Rozglądnął się za jakąś kartką i długopisem i zostawił jej wiadomość ze swoim numerem telefonu i dopiskiem “zadzwoń”.
Dobrze, że brama na dole się zatrzaskiwała.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-03, 02:55   

Było już grubo po świcie, gdy Victoria w końcu się obudziła. Światło co prawdo nie raziło jej i nie przeszkadzało w śnie, rolety skutecznie przed nim broniły, ale w pomieszczeniu nie było już tak ciemno, że nie mogłaby widzieć swojej wyprostowanej ręki. Dziewczyna leżała tak dłuższą chwilę z kompletną pustką w umyśle, nim jakakolwiek myśl w ogóle jej zaświtała. I nim poczuła łupiący, miażdżący czaszkę ból głowy. I bogowie, jak bardzo chciało jej się pić! Nie miała jednak siły wstać, więc leżała tak, zbierając szczątki wspomnień wczorajszego wieczoru. Pamiętała wszystko tak w miarę: że siedziała samotnie w pubie, pijąc drinki, że obok usiadł jakiś nooo naprawdę przystojny gostek,że rozmawiali. Tylko jak długo rozmawiali? Wydawało jej się, że długo, chociaż wcale wiele słów między nimi nie padło. Ale najwyraźniej nie potrzebowali ich wiele, by miło spędzić czas. Pamiętała, że piła dużo i szybko. Ach, a o czym rozmawiali? O tym dlaczego piła? O tym, dlaczego był w pubie, chociaż nie pił alkoholu. I o innych rzeczach, które sprawiły, że nie myślała już o ty parszywym dniu. Vika uśmiechnęła się sama do siebie na tę myśl, ale zaraz tego pożałowała, bo potwornie bolały ją mięśnie. Dobrze, idźmy dalej... Rozmawiali, piła... I postanowiła wyjść z knajpy. Tak, pamiętała płacenie za rachunek, pamiętała wyjście na zewnątrz... Tylko, do ciężkiej cholery, jak znalazła się we własnym łóżku? Bo to było jej własne łóżko... prawda? Było...?
Brązowowłosa jak oparzona szybkim ruchem zerwała się z materaca do pozycji siedzącej, i ignorując całkowicie ból głowy rozejrzała się po pokoju. Znała ten pokój. Znała to łóżko. To była chwilowa ulga - przypomniała sobie jakąś sprawę z "niezapominaniem", ale nic poza tym. Cokolwiek działo się po tym, było dla niej kompletnie nieosiągalne.
Tori czuła się jakby ją z krzyża zdjęli, jakby była na torturach. Totalnie fatalne uczucie człowieka na kacu. No i tak bardzo ją suszyło... Moment, czy na szafce nie stała szklanka wody? Co, że niby sama ją tam sobie postawiła i nie zrobiła przy okazji kompletnego burdelu? Zaraz moment... Ufff, miała na sobie spodnie, tak cholernie niewygodne do spania, ale miała, koszula też była na miejscu; rozpiętych guziczków nawet nie zauważyła. Tak bardzo chciało jej się pić, że jednak sięgnęła po tę szklankę, nie ważne, czy woda była zatruta czy nie, pragnienie trzeba było ugasić. Dopiero po tym zmusiła się do wstania z łóżka. Podeszła nawet do rolet, by je odsunąć, ale przy pierwszym promyku słońca wpadającym do pokoju już wiedziała, jak wielki był to błąd. Gdy wyszła z sypialni to prawie umarła i z kolejną nadludzką szybkością szybko zasłoniła rolety w salonie, pogrążając się w półmroku. Tutaj na krześle znalazła swój płaszcz, buty i torebkę, a w torebce był portfel i nawet gotówka z niego nie zniknęła, ani żadne dokumenty! Telefon też się znalazł, co prawda na dnie torebki i prawie cały rozładowany, ale cały. Teraz tylko pytanie co zrobiła z kluczami i jak właściwie zdołała dotransportować się do mieszkania, nie czyniąc sobie praktycznie żadnej krzywdy. Otóż klucze znalazła wsadzone w dziurkę od klucza tyle, że po naciśnięciu klamki okazało się, że drzwi... były otwarte. Ale nikt jej nie okradł. Ale były otwarte! Panika zakradła się do jej serca, jednak dość szybko ją ugasiła, będąc pewną, że była tak wcięta, że musiała zapomnieć przekręcić zamek. Zaraz też naprawiła ten błąd...
Johnson postanowiła jako-tako się ogarnąć, przebrać w wygodniejsze ciuchy i wlać w siebie całe litry obrzydliwie słodkiej herbaty z cukrem. Ręce trzęsły jej się niemiłosiernie, w ogóle cała trzęsła się okrutnie i chciało jej się rzygać, ale nic takiego nie nastąpiło ani wczoraj, ani teraz. I dopiero gdy siadała do stołu zauważyła zapisaną kartkę. "Zadzwoń" i numer telefonu. Czyli... że... co właściwie? Zrobiło jej się gorąco i krew odpłynęła jej z twarzy. Czy to był numer tego faceta z pubu? Czy on ją tutaj przyprowadził? On ją ogarnął? On przygotował jej tę szklankę z wodą? Matkoboskokochana, co za wstyd! I-ii co, miała o tak o do niego zadzwonić? Jak gdyby nigdy nic? NIGDY!
No i tak minęło jej popołudnie, jako, że okazało się, że wstała na krótko przed południem. I myśl o tym telefonie nie dawała jej spokoju. Nawet coś sobie przypomniała, i zerknęła do galerii zdjęć. I było tam. Namacalny dowód, że sobie tego nie wymyśliła. Pomimo wstydu i zażenowania, było jej mimo wszystko miło. Jak mu tam w ogóle było? To byłó takie imię, którego wcześniej nie słyszała... Sahir, tak? Tak, chyba tak.
W końcu jednak zadzwoniła, chociaż zbierała się do tego naprawdę okrutnie długo, trochę jak pies do jeża. Zrobiła to dopiero wieczorem, gdy już poczuła się lepiej, gdy jej ciało nie trzęsło się ja galaretka i jak głośniejsze dźwięki nie sprawiały, że ból rozbłyskał kolorami przed oczyma.
- H-halo? - wydukała z siebie do telefonu, gdy usłyszała męski głos po drugiej stronie. - Miałam zadzwonić... - głos miała mocno zachrypnięty, ale to zdecydowanie był damski głos.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-03, 14:02   

Droga do pubu okazała się o wiele prostsza i krótsza niż ta, którą szli. No, może nie prostsza, bo szli takimi samymi, albo chociaż podobnymi drogami, tylko okazało się, że zamiast zajmować całą wieczność wolnego kroku, zatrzymywania się i jej chwiania, zajęła ona raptem dziesięć minut. Zegarek na telefonie przyświecał godzinę trzecią w nocy, czyli wystarczająco młodą na to, by liczyć, że oddział jeszcze nie zmył się z baru, w którym siedział i nadal tam balowali, zapominając o bożym świecie - zatapiając się w tym iście diabelskim. Ważne, że się tam dobrze bawili. Chyba każdy czasem potrzebował chwili resetu. Knajpka wcale nie opustoszała szczególnie przez ten czas kiedy go nie było - nie zdążyło w niej też zabraknąć twarzy, które znał. Byli już wcięci, ostro nawaleni, ich ryki śmiechu niosły się po całej knajpie. Sahir poczekał aż zwolni się jakieś miejsce przy barze, wyciągnął telefon i tak jak każdy człowiek, który nie wie, co zrobić ze swoim czasem - zaczął sobie plumkać w jakieś bardziej czy mniej sensowne gierki, a konkretnie w jedną - układanie puzzli.
Tak jak podejrzewał musiał ich wynosić z knajpki i pakować wszystkich do taksówki - ciężko ich było upchnąć, ale jakoś się udało. Ojca sam targał na piechotę do hotelu, w którym nocowali. Utarty schemat, który znał bardzo dobrze - jak się obsługiwać z pijanym człowiekiem. Nie trzeba chyba mówić, że na drugi dzień wszyscy leczyli kaca. Oni go leczyli, próbowali zapić herbatą, wymyślnymi wyciskanymi cytrynami, czy co tam jeszcze, a on z samego rana poszedł zwiedzać miasto. Nie zamierzał z nimi siedzieć. Śmierdzieli i jeszcze zamierzali z niego zrobić chłoptasia do argania zakupów - niech sami sobie je targają, skoro się tak spili. Wymknął się, zanim wpadł im do głowy taki pomysł, bo naprawdę - szkoda było energii na kłótnie.
Miasto w dzień wyglądało zupełnie inaczej, traciło na swoim uroku. Brak magicznej ciszy i kilku kropli tajemniczości, który zawsze wprowadzała czerń, równoważone było przez lepszą widoczność i to, że nie było tak przenikliwie zimno. Przede wszystkim - wszystko było czynne i otwarte, zdecydowany plus przemawiający za tym, żeby funkcjonować za dnia. Przede wszystkim - powędrował na ten swój wymarzony most prosto z widokówek. Nie wyglądał aż tak pięknie i widowiskowo jak na zdjęciach robionych z odpowiedniej perspektywy, ale nadal mu się podobał. Zahaczył o Golden Gate Park i zjadł w tych okolicach obiad, zanim wybrał się do Alcatraz i pozwiedzał razem z jakąś grupą - całkowicie prozaiczna czynność, taka prosta - zwiedzanie. Naprawdę lubił zwiedzać. Zaspokajało to jego ciekawość świata i sprawiało… chyba przyjemność.
Lubił być samemu. W miejscach, gdzie nie spodziewałeś się usłyszeć wezwań, nakazów, przykazów - po prostu szedłeś i to tam, gdzie miałeś na to ochotę. Zawsze go to w jakiś sposób… fascynowało. Ta możliwość robienia tego, co się chce i kiedy się chce.
Zmierzch dawno zapadł, kiedy wracał powoli do hotelu, ale nie był to żaden wyznacznik późnego powrotu - w końcu w grudniu ściemniało się zdecydowanie za wcześnie. Tym nie mniej było już po dobranocce i wszystkie grzeczne dzieci powinny były już leżeć w łóżeczkach, a nie dopiero wracać do domów. Nie żeby wcześniej nie dzwonił jego telefon i nie pytali go, gdzie jest, stwierdzając, że wracają dopiero jutro - to go akurat nie dziwiło, byli tak skacowani, że aż zieloni na twarzach, dlatego jakoś nie szczególnie zdziwiło go brzęczenie telefonu.
- Halo? - Wymruczał do słuchawki, rozglądając się na boki, zatrzymany czerwonym światłem na przejściu dla pieszych. Nieznany numer, co? Od razu pomyślał, że to pewnie ona dzwoni. I rzeczywiście - to była ona. Mocno zachrypnięta i jakaś taka wycofana, jakby się bała tego telefonu albo tego kogoś po drugiej stronie słuchawki, ale niewątpliwie był to ten sam głos, który zapamiętał z poprzedniej, nocnej przygody. - No cześć. Jak się czujesz?
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-03, 14:31   

Trochę się bała tego telefonu... To znaczy nie samego przedmiotu, ale właśnie tej rozmowy. Nie do końca była pewna czego się spodziewać, nie była też pewna na krytykę z samego rana (tak, był już wieczór, ale ona dopiero teraz odżyła i była gotowa do prowadzenia życia). Obawiała się, że zaraz dowie się o jakichś kompromitujących szczegółach wczorajszego wieczoru, że zrobiła coś czego naprawdę mogłaby żałować - chociaż nic na to nie wskazywało, bo przecież była względnie ubrana we własnym łóżku, nie? I chyba... CHYBA większość pamiętała. Ale i tak było je wstyd za siebie, że dała się poznać od tej pijackiej strony i to komuś, kto na pierwszy rzut oka jej się podobał, to znaczy wizualnie. No i po prostu było jej głupio za siebie, jeśli urwał jej się film po drodze i ten facet musiał ją tutaj zatargać. Więc tak, zdecydowanie była wycofana. I trochę się bała tej rozmowy, jego reakcji - zupełnie niepotrzebnie, bo byli sobie całkowicie obcy i mogła go olać. Ba, mogła nawet nie dzwonić, ale wypadało chociaż podziękować.
- Jaa, noo, teraz już lepiej - padło w odpowiedzi. Faktycznie, no teraz już czuła się o niebo lepiej niż po przebudzeniu. Trochę się jąkała zupełnie nie wiedząc jak ma poprowadzić tę rozmowę. Ale chyba trzeba było przeprosić. Za siebie. - S-słuchaj, jaa... Przepraszam za wczoraj. Nie powinnam się tak spić - zanim usłyszała głos w słuchawce miała jeszcze pewne wątpliwości, czy to ten koleś, czy może nie pamiętała, że był tam ktoś jeszcze. Ale wbrew obawom Sahira - pamiętała. Więc teraz już wiedziała, że był tutaj z nią i że to on kazał do siebie zadzwonić. A Victoria jak a posłuszna gąska, wykonała polecenie.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-03, 14:48   

Czerwone światło nakazywało stać i się nie ruszać. Nie idź, bo coś cię przejedzie, nie idź, bo coś cię potrąci. Stój, bo wylądujesz w szpitalu. Więc stał - posłuszny jak gąska. Samochody również stały, bo przecież to nigdy nie było tak pięknie, że wszystko jechało, dlatego tobie kazali czekać - nie. To zawsze było tak, że wszyscy musieli stać, no bo przecież KOGOŚ MOŻNA PRZEJECHAĆ. Niebezpieczna gra - to przechodzenie przez pasy. Prowadzenie jeszcze poważniejsze. Czerwony wcale nie był taki zły, ale jak na jego standardy - za jasny. Za bardzo pstrokaty. Czerwony jak ognie piekielne, czy jak to ktoś już głosił. Dość szybko czerwień zmieniła się na zieleń i ruszył do przodu, przyciskając skrawek kurtki przy szyi do siebie, żeby osłonić gardziel przed chłodnym podmuchem wiatru. Powietrze po zajściu słońca zawsze robiło się jakieś bardziej… kąśliwe.
- To dobrze. - Bleh, wystarczyło mu już pijanych ludzi z kacem na następnych milion lat. Za łatwo go stresowali, naprawdę i to nie w ten sposób, w który stawałby pod ścianą nie wiedząc, co zrobić - raczej w tą stronę, że się zwyczajnie złościł. Tym nie mniej naprawdę dobrze było słyszeć, że u niej wszystko dobrze. No i przede wszystkim… - Cieszę się, że nie zapomniałaś. - Czy to na pewno była radość? Tak, na pewno - ta inna od szeroko rozumianej, zresztą jego głos wcale na szczęśliwy nie brzmiał, ale w jego świecie, w jego pojęciu, naprawdę się cieszył, że zadzwoniła. Nie był wcale pewien, czy to zrobi. I niby wiedział, gdzie mieszka, zapamiętał adres, ale nie zamierzał nachodzić ją w mieszkaniu. To wydawało mu się nieodpowiednie. Jej mieszkanie było jej ostoją i nikt nie powinien go zanadto naruszać.
- Jasne. Nie powinnaś, ale to zrobiłaś. - Więc w sumie jaki był z tego wniosek? Dawkować alkohol? - Nie gniewam się. W końcu to była tylko jedna noc.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-03, 15:06   

Ona z kolei cieszyła się, że jest już lepiej, ale też wcale nie było tego słychać w jej głosie. Victoria siedziała teraz na kanapie, zawinięta w koc jak ludzkie burrito, a w tle telewizor był cicho załączony na jakimś kanale muzycznym. Obok siebie miała parującą herbatę - którąś z kolei dzisiejszego dnia.
- Nie brzmisz na zadowolonego - odważyła się zauważyć. Mówił, że się cieszy, wczoraj też twierdził, że nie chce, żeby ona o nim zapomniała (a to niby dlaczego?), ale w gruncie rzeczy nie brzmiał na zadowolonego. Ale nie brzmiał też jak ktoś, kto nie chce prowadzić tej rozmowy. Jednak co ona miała niby oceniać, skoro nawet go nie znała, nie wiedziała, jaki był, jak się zachowywał, jakie miał nawyki?
No nie, nie powinna ale zrobiła. Nie powinna, ale chciała przede wszystkim. Dzisiaj było już lepiej. Myśl o siostrze, choć nadal przykra i kująca, nie bolała tak bardzo. Rok zatoczył koło z obietnicą, że teraz z każdym dniem będzie już tylko lepiej, lżej... Tak przynajmniej wyobrażała to sobie Victoria.
"Nie gniewam się. W końcu to była tylko jedna noc". Tori aż zamarła i czuła, jak krew odpływa jej z twarzy i serce jakoś tak zwolniło na chwilę... Moment... CO? To totalnie nie brzmiało dobrze, to totalnie brzmiało źle! Co ona zrobiła? Jaka jedna noc? Nie mówcie, że...
- Co...? - dziewczyna była tak bardzo w szoku, że nic więcej nie zdołała z siebie wydusić.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-03-03, 15:19   

Nie brzmiał? No tak, on nigdy w sumie nie brzmiał i po tylu zapewnieniach o tym od strony wszystkich wokół był tego świadom. Nie bardzo potrafił to zmienić, zresztą nie miał jakoś wielkiej motywacji, żeby próbować, przynajmniej w chwili obecnej. Dlatego jej odpowiedź nie była szokująca w żadnym stopniu, chociaż jakoś po wczorajszym miał wrażenie, że jej to akurat nie przeszkadza.
- Ale jestem zadowolony. - Ludzie, którzy mówili takie rzeczy dokładnie takim tonem, tonem w stylu, że w sumie trochę mi wisi, trochę jestem zmęczony, taki neutralny, taki spokojny, ale że mówię to, o czym mówię, to tak naprawdę chcę, żebyś mi dała święty spokój. To był właśnie ten typ wypowiedzi. Rzecz jasna mijało się to z tym, że naprawdę się cieszył - tylko na takiego nie brzmiał i tyle. To tak jak ona nie brzmiała teraz na jakąś wybitnie szczęśliwą, że wykonuje ten telefon. Sahir tego nie oceniał, bo jakoś nie bardzo to wyłapywał.
- Tak wczoraj mówiłaś. Nie pamiętasz?
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-03-03, 15:45   

Okej, mówił, że jest zadowolony, to Vika nie zamierzała drążyć tematu. Nie bardzo miała zresztą jak sprawdzić, czy mówi prawdę, czy rzeczywiście chce ją zbyć. Nie odpowiedziała już na to więc nic. W tej konkretnie chwili jej to nie przeszkadzało rzeczywiście.
Tak wczoraj mówiła? ONA? Matkoboskocoonarobiła, o co jej chodziło! Z jej strony nastała dłuższa cisza, dosłownie taka w stylu jaj wczoraj w barze, aż można było mieć wrażenie, że znowu się zawiesiła. Ale nie, nie zawiesiła się, po prostu jej zardzewiałe od alkoholu tryby w głowie powoli się poruszyły do wzmożonej pracy, w której Victoria usiłowała sobie przypomnieć o co chodzi, co zrobiła i co mała na myśli mówiąc "to była tylko jedna noc".
W końcu głośno wypuściła powietrze przez usta, co zdecydowanie można było usłyszeć po drugiej stronie słuchawki, o ile Sahir nie uznał, że dosyć tej ciszy i on się odmeldowuje z tej rozmowy.
- Pamiętam wszystko oprócz powrotu do domu - powiedziała w końcu ostrożnie, starając się w ten sposób wyeliminować opcje myślowe, o które mogło jej chodzić. Bo jeżeli tu chodziło o to, co mówiła w barze, to musiało chodzić o picie alkoholu. Ale jeżeli to coś co się działo w drodze powrotnej, to... Noo...
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6