Poprzedni temat «» Następny temat
Let's the game begin
Autor Wiadomość
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-22, 16:55   Let's the game begin
   Multikonta: Nie


Miejsce: Olympia; Downtown; Olympia Coffee
Czas: kilka miesięcy temu
Okoliczności: przypadkowe spotkanie

Liczba rzeczy, które mogłyby zmotywować człowieka do wstania o tak wczesnej, nieludzkiej wręcz, porze, w przypadku Leona, była dość uszczuplona. Ale na pewno do tego wąskiego grona zaliczała się kawa. Żadna breja, którą czasami musiał sobie serwować z braku czasu. Tylko prawdziwa, mocna, czarna. Czasami przychodził tu z matką, jeszcze wtedy, kiedy był dzieciakiem. Siadywali pod oknem i obserwowali przejeżdżające samochody. A teraz, zawsze przychodził tu, żeby zebrać myśli, zetrzeć z siebie resztki snu, bardziej raczej zakrawające o bezsenność, bo źle sypiał.
Poranek był dość pochmurny i za bardzo nie zachęcał do wychodzenia z ciepłego mieszkania, ale mimo to okutał się w płaszcz i szalik, po czym żwawo ruszył w wyznaczonym kierunku. Był pierwszym klientem tego dnia. Dziewczyna zza lady podniosła głowę, słysząc dzwoneczek u drzwi, ale zaraz potem ją opuściła, skupiona na spisywaniu czegoś na kartce. Nie musiała silić się na uprzejmości, widząc znajomą twarz - przychodził tu po kilka razy w tygodniu. Usiadł, jak zwykle, w tym samym miejscu i przewiesił szalik przez oparcie krzesła. Przetarł ręką podkrążone oczy, po czym wyjął z kieszeni płaszcza paczkę papierosów i zapalniczkę. Kolejny nałóg, który traktował jako wybawienie od bólu tego świata. Nie zdążył nawet odpalić fajki, kiedy zagrzmiał karcący głos.
- Tu nie wolno... - zaczęła, ale zanim skończyła, wyjął papierosa z ust i uniósł ręce w obronnym geście. - ...palić. - dokończyła, kręcąc lekko głową, po czym bezceremonialnie postawiła przed nim kubek z kawą i obróciła się na pięcie by wrócić do reszty obowiązków.
- Dzięki. - rzucił jeszcze za nią, obejmując jedną ręką kubek.

// wybacz, że tak drętwo :<
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-22, 20:09   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Tak rzadko zdarzało jej się jeszcze gdzieś w ogóle wychodzić - no, przynajmniej dla czystego wychodzenia - że nie do końca pamiętała, kiedy to ostatnio zrobiła. To był naprawdę długi i jeszcze bardziej paskudny okres w jej życiu i, prawdę mówiąc, nie chciała o nim zbyt wiele myśleć, bo nadmierne analizowanie praktycznie nigdy nie wychodziło jej na dobre. Jedynym, co prawdopodobnie nie wychodziło jej jeszcze bardziej, była - cóż - kawa. Teoretycznie zwykła, banalna w przygotowaniu czarna kawa, która od dłuższego czasu po prostu nie smakowała tak samo jak przedtem.
Nie chodziło o to, że była nadmiernie gorzka, życie Cass też się ostatnio takie zrobiło, czy przeraźliwie słodka - bo to Cassandra była bardziej zgorzkniała od niej. Nie chodziło o wodę w obozie, nie chodziło o inny sposób parzenia, rodzaj wykorzystywanych ziaren... Nic z tych rzeczy. Domowe, wypijane rankiem kawy zwyczajnie straciły dla niej sens, ponieważ przywoływały zbyt wiele wspomnień. Z pozoru dobrych, w praktyce jednak zdrowo pochrzanionych.
Nic więc dziwnego, że ostatecznie skapitulowała, postanawiając wybrać się do miasta tylko i wyłącznie po to, by kupić sobie kubek dobrej kawy. Owszem, to było jakieś ryzyko, ale ostatecznie nie przejmowała się tym na tyle mocno, by zrezygnować z tego pomysłu. Równie dobrze mogła przecież zginąć we własnym pokoju, czyż nie? A tak przynajmniej mogłaby to zrobić z uśmiechem na ustach.
Wchodząc do kawiarni, w której była już wcześniej kilka razy - jeszcze przed całym burdelem związanym z mutantami - rozejrzała się po pomieszczeniu, stwierdzając, że najwidoczniej wybrała dobrą godzinę, ponieważ na miejscu nie było praktycznie żadnych osób. Prawdę mówiąc, z początku wcale nie zauważyła innego - i chwilowo jedynego - klienta, dostrzegając go dopiero po złożeniu zamówienia, gdy zmierzała do upatrzonego sobie stolika.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-22, 21:55   
   Multikonta: Nie


Leon w zasadzie chyba mógłby parę rzeczy z głowy Cassandry nakreślić i w swoim życiu, gdyby wiedział, co dziewczyna ma teraz na myśli. Też ciężko było mu po prostu wyjść z mieszkania, do ludzi, do pracy. Odkąd zabrali jego matkę - Beatrice - stał się jeszcze bardziej przewrażliwiony i uprzedzony do reszty globu, niż kiedykolwiek. I zdecydowanie mniej mówił. Praktycznie, odciął się od tej garstki znajomych, których posiadał. Nawet utrzymywanie kontaktu z Colleen czasami go... męczyło? I nie zrozumcie go tu źle! Praktycznie, była jego siostrą, ale czasami, przychodzi taki moment w życiu człowieka, że ten gdzieś załamuje się w środku, chowa w swoją skorupę i nie ma zamiaru się z niej wychylić. You know, what I mean?
Trzymał kubek oburącz, próbując je trochę ogrzać i podparł wolną ręką podbródek, kładąc łokieć na stolik. Kiedy trzasnęły drzwi, leniwie przeniósł spojrzenie, specjalnie niezaaferowany tym, kto właśnie wszedł. Kobieta, brązowe włosy. Chyyyyba ją kojarzył? Dopiero, kiedy się odwróciła, zmierzając do wolnego stolika, uświadomił sobie, że to sanitariuszka z Bractwa. Zniżył wzrok na paczkę fajek i sięgnął po jedną i po szybkim "zerku" w stronę drzwi, za którymi niedawno zniknęła kelnerka, zapalił jednego. Wyglądał w tym momencie na mniej niezadowolonego niż chwilkę wcześniej. Potarł ręką nieogolony policzek i jakby machinalnie wyciągnął rękę, jakby chciał sięgnąć po kubek kawy. W rzeczywistości, dzięki swoim mocom skupił masę powietrza, żeby naparła na klamkę od okna. I voila! Świeże powietrze napłynęło do środka.
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-23, 19:22   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Marszcząc nieznacznie czoło, a przy tym także obie brwi, śledziła wzrokiem ruch coraz bardziej otwierającego się okna, robiąc to praktycznie bezwiednie i do momentu, w którym okiennica nieznacznie się odbiła. Dopiero wtedy Cassandra jakby wyrwała się z tego kilkunastosekundowego transu, na powrót rozluźniając mięśnie twarzy i zdecydowanie - choć poniekąd dała już do zrozumienia, że widziała cały ten ruch - nie mając zamiaru jakkolwiek poruszać tego tematu. Prawdę mówiąc, zignorowanie go było dla niej po prostu wygodniejsze, może nawet także w pewnym sensie bezpieczniejsze. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam w obecnych czasach nabierało w końcu jeszcze głębszego znaczenia.
Jeśli ktokolwiek spytałby ją o całą sytuację, w co szczerze wątpiła, prawdopodobnie zwaliłaby to na zwykły podmuch wiatru albo działanie popsutego klimatyzatora, bo tak zwyczajnie było prościej. To nie wymagało specjalnego rozdrabniania się w temacie, nie było aż tak znowu podejrzane... A tak się akurat składało, że ostatnim, czego mogłaby chcieć w tym - i jakimkolwiek późniejszym - momencie, cóż, byłoby mieszanie się w niewygodne sprawy. Przyszła tu po kawę, nie mutanckie pierdu-pierdu.
Nawet w kawiarni - miejscu teoretycznie publicznym i przeznaczonym do towarzyskich spotkań - wolała zachowywać zdrowy dystans. Nie zmieniało to jednak faktu, iż od czasu do czasu dosyć dyskretnie spoglądała w stronę mężczyzny, upijając przy tym niewielkie łyczki powoli stygnącej kawy. Być może nie zamierzała się odzywać, przysiadać, zagadywać ani nic z tych rzeczy - była sanitariuszką, nie człowiekiem od werbowania nowych członków ich zajebiście terrorystycznej organizacji terrorystycznej - ale była ciekawska... I dosyć poważnie zastanawiała się nad tym, skąd mogła kojarzyć twarz nieznajomego, choć przecież miała styczność z taką liczbą ludzi, że momentalne domyślenie się graniczyłoby pewnie z cudem.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-23, 19:58   
   Multikonta: Nie


Cholera! Wcale nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób przyciągać na siebie uwagi... kogokolwiek! Chyba źle postąpił, używając mocy w miejscu publicznym. Zerknął dyskretnie na ulicę, jakby się spodziewał, że zobaczy kogoś z nosem przyklejonym do szyby, a potem powolutku, niepozornie, niby to machinalnie rzucił okiem w stronę sanitariuszki, bo tak, był na jakieś osiemdziesiąt procent przekonany, że widział ją w gmachu Bractwa. I... lekko go zmroziło, kiedy w jednej sekundzie ich spojrzenia się skrzyżowały. Przyglądała mu się badawczo. Widziała to. Szybko odwrócił wzrok i sięgnął po kubek z kawą, starając się być przy tym naturalny. Najbardziej jak tylko mógł. Podczas, gdy w głowie myśli gnały jak szalone. Nie był zadnym żółtodziobem, świeżakiem, nowicjuszem i to go właśnie ubodło. Że był nieroztropny.
I co teraz? Doniesie na ciebie? Nie, nie może, przecież pracuje dla Bractwa, siedzicie w tym samym bagnie! Ale używałeś mocy na widoku, to się może nie spodobać... Może jest szpiegiem i gra na dwa fronty? Albo, po prostu... Wpadasz w paranoję, to chore... Nie mógł teraz, ot tak do niej podejść i zagadać, bez obaw, że domyśli się o co mu chodzi. Westchnął cicho, gasząc papierosa, po czym wyciągnął z kieszeni płaszcza swój notes. Zakreślił w nim znaczek X, kolejny z wielu, odkąd zabrali Beatrice. Nie miał żadnego pojęcia, gdzie teraz może przebywać jego matka, a najgorsze było to, że nie mógł nijak tego wybadać, nie mógł się wychylać, żeby samemu nie zostać złapanym.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-23, 21:47   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Jeśli miała być zupełnie szczera - a zazwyczaj taka była, no, przynajmniej z sobą - gdyby nie zrządzenie losu, zarówno sprawy Bractwa, jak i sama przynależność do niego nigdy nie byłyby czymś, co specjalnie by ją zainteresowało. Nie, Cassandrze naprawdę dobrze żyło się pod przykrywką i nawet najzwyklejsze w świecie popijanie kawy w kawiarni dosyć mocno jej o tym przypominało. Coś tak banalnego, tak błahego, a jednak gorzkawego. Do tego stopnia, że - bardziej nienaumyślnie niż świadomie - wsypała kolejną saszetkę brązowego cukru do filiżanki, może nawet trochę zbyt mocno mieszając kawę łyżeczką. Cóż, to zdecydowanie nie miało w niczym pomóc, ale chwila pozornej słodyczy jeszcze nikomu nie zaszkodziła, nie?
Tak czy siak, gdyby nie jedna osoba, która ją w to wszystko wkręciła, Cass prawdopodobnie nigdy nie wylądowałaby w sytuacji, w jakiej obecnie była. Jej zdolności nie były aż tak oczywiste, nie ujawniając się w życiu codziennym na tyle, aby ściągać na nią czyjąkolwiek uwagę. Mogłaby dalej żyć jak normalny człowiek, pracując dla FBI, mając swoje własne, przestronne i wygodne mieszkanie, nie musząc ukrywać tożsamości i nie targając za sobą aż takiego bagażu emocjonalnego, jaki miała obecnie. Kto wie, być może byłaby teraz nawet szczęśliwa?
Paradoksalnie, chciała tylko pomóc dobrej przyjaciółce z pracy, zgadzając się na zostanie informatorem i przekazywanie pozyskanych informacji, bo to teoretycznie miało nie być aż tak niebezpieczne. Uważała mutantów za normalnych ludzi, była przeciwna nagonce, więc dała się naiwnie wciągnąć w całą grę. Owszem, wiązało się to z ryzykiem, czego była wtedy świadoma, ale... Nie sądziła, że sprawy aż tak bardzo się skomplikują, a wszystko będzie do tego stopnia nie do przełknięcia. Jeszcze bardziej paradoksalnie, w tamtym czasie Bractwo potrzebowało jej pomocy, a teraz to ona była niejako od niego uzależniona.
Nie oznaczało to jednak, że zamierzała dobrowolnie dawać się wciągać w sprawy całkowicie niezwiązane z nią samą i jej rolą w tej organizacji. Nie obchodziło jej to, czy i jak ktokolwiek wykorzystywał swoje zdolności poza bezpiecznymi terenami. Nawet za czasów DEA czy FBI, cóż, szpieg był z niej marny, a donosiciel jeszcze gorszy. Ba!, od czasów wczesnoszkolnych wręcz nie była w stanie znieść konfidentów. Pełnienie roli informatora? Było czymś innym, przynajmniej w odbiorze Gardner, jednak miała je już daleko za sobą. Na tyle mocno w przeszłości, że nie zamierzała tego więcej wyciągać. Nigdy, przenigdy.
I chociaż nie była w stanie zaprzeczyć, że nie przyglądała się temu, co robił jej towarzysz, przypatrując się z zainteresowaniem zarówno jego kolejnym ruchom, jak i wyrazom mimicznym, gdyby w tym momencie do kawiarenki wpadł ktoś z D.O.G.S. lub z Genetically Clean, prawdopodobnie całkowicie olałaby mężczyznę. Bez wahania pozwoliłaby im go zabrać, nie zaprotestowałaby ani jednym słowem, a potem po prostu opuściłaby budynek, starając się chronić swój własny tyłek. Być może stara Cassie by tego nie zrobiła albo chociaż natychmiast poleciałaby zgłosić to odpowiednim osobom, ale... I'm sorry, the old Cassandra can't come to the phone right now. Why? Oh, 'cause she's dead!
Ta nowa Cass nie zamierzała się zbytecznie angażować, nie miała zamiaru nadmiernie ryzykować i zdecydowanie wolała wpierw zadbać o swoją dupę, potem ewentualnie interesując się czyjąś. Sanitariuszka jak malowana! Nie oczekiwała też, że ktokolwiek zrobiłby coś dla niej. Gdyby sytuacja się odwróciła, Gardner wręcz wolałaby zostać pozostawiona samej sobie. Tak byłoby znacznie rozsądniej, bo nie warto było topić całego pieprzonego Titanica, jak czasem nazywała Bractwo czy ogólnie szeroko pojętą społeczność mutantów, przez jednego durnego pasażera, który nawet nie był kapitanem.
Zgodnie ze swoimi przekonaniami, Cassandra nie zamierzała też przełamywać lodów czy nawiązywać bardziej zaawansowanego kontaktu z mężczyzną, choć teoretycznie ich oczy się spotkały. I niezależnie od tego, jak głupio to nie brzmiało - wiedziała, że wiedział, że ona wiedziała, ale nic z tym nie zrobiła. Przyszła tu dla kawy, nie dla mutantów z mocami popychania już i tak otwartych okien. Dopiero w chwili, w której dopiła resztę kawy, postanawiając się zbierać i ruszając już nawet w stronę drzwi, mruknęła do mężczyzny z cieniem uśmiechu:
- Tu nie można palić. Nawet przy takim kombinowaniu... - Choć sama zdecydowanie nie była lepsza, a papieros znalazł się w jej ustach, nim w ogóle zrobiła jeszcze jakikolwiek krok.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-23, 22:30   
   Multikonta: Nie


Hm, jak to leciało? Umiesz liczyć, licz na siebie? Tak, ta zasada bardzo zakorzeniła się w Hawthrone' ie i do tej pory go nie zawiodła. Był pozostawiony samemu sobie i nigdy jakoś na to nie narzekał. Ciężko przychodziło mu ,,grać w jednym teamie", wolał pracować sam, typowy indywidualista. Wszystko w tym świecie wydawało mu się kruche i ulotne, dlatego nie sądził, by poświęcanie uwagi na budowanie czegoś trwalszego na coś się zdało. Przystąpił do Bractwa, ze względu na to, że sądził, że to jest bezpieczne, ale nadal miał wątpliwości co do tego, czy na pewno właściwe. Życie na ciągłym, nieustannym czujniku nie było żadnym luksusem. Nie chciał egzystować w wiecznym ukryciu, bojąc się, że wczesnym rankiem wyważą drzwi jego mieszkania i zabiorą do instytutu, gdzie przeprowadzają eksperymenty na takich jak on. Na mutantach. Kiedy o tym pomyślał, poczuł, jakby niewidzialna ręka zacisnęła się wokół jego żołądka. Może był zbyt wielkim tchórzem, żeby dobrowolnie dać się zapuszkować, jako, że to było jedyne wyjście, by dowiedzieć się czegoś na temat matki, dlatego czuł się tak cholernie źle. Był bezużyteczny.
Z widoczną frustracją, odstawił kubek na blat stolika, a potem zamaszyście zamknął notes i wsadził ją w wewnętrzną kieszeń płaszcza. Zarejestrował to, że dziewczyna ruszyła się z miejsca. To dobrze. Z resztą, sam miał zamiar już stąd wyjść. W ogóle, źle zrobił, że tu przyszedł. Zaczął grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu jakichś drobnych, kiedy dotarły do niego słowa dziewczyny. Przybrał na twarz wyraz przepraszającej uprzejmości i zmarszczył lekko brwi. Tak zwana taktyka ochronna na natrętów.
- Nie bardzo rozumiem, o co chodzi. - powiedział cicho, ale raczej dobitnie, kładąc na stolik parę miedziaków, po czym wstał z miejsca i rzucił w stronę brunetki pewne, nawet lekko wyzywające spojrzenie.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-24, 00:57   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Nie spodziewała się żadnych natchnionych tekstów, długich czy zawiłych odpowiedzi na jej poniekąd banalne słowa, jednak sposób, w jakie zareagował na nie mężczyzna, nieco zbił ją z tropu. No, przynajmniej na moment, ponieważ zaledwie chwilę później doszła do wniosku, że na jego miejscu zapewne zareagowałaby w podobny sposób. Coś pomiędzy niewypowiedzianym - ale dostatecznie wymownym - odchrzań się od moich spraw, a coś ci się przywidziało. Idealnie wyważone zachowania obronne, na które wcale nie zamierzała jakoś specjalnie reagować. Zwłaszcza wtedy, kiedy nieznajomy wstał... Z łatwością nad nią górując.
- Ok. - Stwierdziła tak po prostu, dokładnie w taki sposób, jakby ktoś właśnie powiedział jej, że na dworze zaczęło padać, po czym jeszcze bardziej obojętnie wzruszyła ramionami. Równie mocno lubiła deszcz, co trzymanie się z dala od cudzych problemów i przemyśleń. A skoro mężczyzna najwidoczniej także nie miał ochoty zbytnio wdawać się w pogawędki... Tym lepiej dla niej, czyż nie?
Prawdopodobnie po tym wszystkim powinna odwrócić się tylko całkowicie w kierunku drzwi, kontynuując proces wychodzenia, gdyby nie to, że - prócz papierosa, który wreszcie znalazł się w ustach Cassandry - czegoś jej brakowało. Czegoś istotnego. Macając się przez chwilę po wszystkich możliwych kieszeniach, sarknęła bezwiednie sama do siebie, zmuszona ponownie nawiązać kontakt wzrokowy z mężczyzną.
- Masz ogień? - Oczywiście, że miał, bo jakoś odpalił własną fajkę, jednak nie pomyślała o tym. Nieczęsto zagadywała kogoś o podobną przysługę, ale gdy to już robiła, jej usta opuszczały praktycznie niezmienne słowa - coś w rodzaju typowego tekstu palacza, którym ponownie się stała. Od kilkunastu długich, niekoniecznie dobrych miesięcy. Musiała jakoś zabić stres, nie?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-24, 16:14   
   Multikonta: Nie


No tak, taki był jego cel. Żeby się odczepiła i zapomniała do czego doszło, a raczej do czego nie doszło, w gwoli ścisłości. Postąpił niezbyt rozważnie, teraz musiał to szybko zatuszować, żeby obyło się bez niepotrzebnych komplikacji. Nikt za nimi nie przepadał, prawda? Sięgnął po szalik i przewiesił go luźno dookoła szyi. Nie wiedział czy to nagle wzmożona intuicja czy po prostu powoli zaczynał świrować, (Chyba bardziej było prawdopodobne to drugie, bo było jeszcze stosunkowo wcześnie, a on niezbyt dobrze funkcjonował o takiej porze...) ale coś mu mówiło, że to Ok było w parze z niewypowiedzianym Ok, nie musisz mi mydlić oczu. Hawthrone miał się na baczności, ale praktycznie w ogóle nie dawał tego po sobie poznać, przywołując na twarz maskę obojętności. Ręce trzymał w kieszeni płaszcza, jednak ręka była lekko zaciśnięta na sztylecie, spoglądając na Cassandrę ze spokojem. Nie wiedział, kim dokładnie była, a instynkt samozachowawczy podpowiadał mu jedno.
Kiedy zapytała o zapalniczkę, tym razem to jego zbiła z tropu, więc jego reakcja była o kilka sekund opóźniona, ale ostatecznie podszedł do niej powoli i użyczył jej ,,ognia".
- Lubisz zasady, ale gorzej z ich przestrzeganiem, co? - mruknął, nie mogąc się powstrzymać przed wytknięciem jej tego i uśmiechnął się krzywo.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-24, 17:45   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Jak to mówią, lubię przyjrzeć się zasadom, nim je zignoruję. - Wzruszając ramionami, kiwnęła głową w niemym dzięki, gdy równie bez słowa zgodził się użyczyć jej ognia. Być może był to równie utarty tekst, co ten o istnieniu reguł wyłącznie po to, by były notorycznie łamane, ale Cass niespecjalnie to obchodziło. Teoretycznie nawet nie musiała zwracać mężczyźnie uwagi, bo przecież już i tak wychodziła. I jeśli od jego zapalonej fajki miało coś... Choćby nawet wybuchnąć, jej prawdopodobnie dawno by wtedy nie było.
Sama nie do końca wiedziała, dlaczego w ogóle postanowiła się odezwać. Już od dłuższego czasu po prostu nie zaczynała rozmów z ludźmi, nie jako pierwsza. Nie tylko ze względu na to, że zagadywanie obcych ludzi w kawiarni w samym środku miasta, gdzie teoretycznie nawet nie powinno jej być, było dosyć skrajnie idiotyczne. Składało się na to naprawdę znacznie bardziej czynników, wewnętrznych przemyśleń, a jednak tego dnia złamała swoją nie tak dawno wprowadzoną zasadę.
Nie tylko pytając o użyczenie zapalniczki, z której skorzystała, odpalając papierosa i powoli zaciągając się dymem, lecz także najwyraźniej wciągając się w jakiegoś rodzaju rozmowę. Drętwą, bo drętwą, ale na tyle interesującą - o ile tak w ogóle dało się powiedzieć o wymianie dosłownie trzech czy czterech zdań - że postanowiła zostać jeszcze przez chwilę. I tak nie miała przecież zresztą nic większego do roboty. Mogąc wybrać pomiędzy pozostaniem w kawiarni przez minutę lub trzy dłużej albo powrotem do obozu... Chyba wolała jednak pierwszą opcję.
- A więęęc...? - Zaczęła powoli, ponownie zaciągając się dymem papierosowym i unosząc jedną brew. Nie do końca wiedziała, czego oczekiwała, ale jednocześnie nie mogli przecież skończyć na niczym, nie? Zwłaszcza że kawiarnia nadal była praktycznie pusta, więc nic nie przeszkadzało im w rozmowie.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-24, 19:31   
   Multikonta: Nie


- To ma chyba swoją nazwę... Hipokryzja? - wymruczał, z udawaną, wielce zastanawiającą miną, lekko marszcząc brwi. Może właśnie odpalał zapałkę do kałuży benzyny, kto wie, ale nie po prostu nie znosił, kiedy wytykano mu coś, co samo nie było przestrzegane. (Inaczej było z tym, jak to było u niego, ale to już inna historia. ) Schował zapalniczkę z powrotem do kieszeni i podparł się z tyłu o krawędź stolika. Nie do końca był pewien, co nią kierowało, ale najwyraźniej chciała go wybadać. Jak było widać na załączonym obrazku, dziewczyna nie miała zamiaru ruszyć się z miejsca, dlatego musiał skupić się na tym, by jakoś skutecznie pozbyć się tego wrażenia, które mógł lub nie, na niej zrobić. I to raczej nie w tym pozytywnym sensie. Play. it. cool. Odetchnął w duchu, po czym przybrał na twarz nieco bardziej uprzejmy uśmiech.
- A więc... - podchwycił, kiwając lekko głową. - ...zakładam, że najlepsza kawa w tej części miasta zmusiła cię do zawitania tu o tej porze? - mruknął, siląc się na miły ton.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-24, 21:16   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Beznadziejne ufanie regułom też ma swoją nazwę... Naiwność. - Odpowiedziała tak prosto, jakby mówiła o pogodzie. O! Przestało padać! Po raz kolejny wzruszyła też przy tym ramionami, chwilę później dodając. - Z dwojga złego, wolę już być hipokrytką, zwłaszcza w tych czasach. A ty nie? - Cóż, zwróciwszy uwagę na to, że mężczyzna najwyraźniej także niewiele sobie robił z zasad panujących w kawiarni, choć niewątpliwie je znał, odpowiedź była raczej jednoznaczna.
Jaki byłby zresztą świat bez hipokrytów? Gdyby wszyscy sztywno stosowali się do ograniczeń, szczególnie do tych nakładanych nagle i wyłącznie z powodu czyjejś wygody, zapewne byłoby po części znacznie łatwiej. Bez rebelii, bez buntów, bez dyskutowania z systemem, a także... Patrząc na to, co się obecnie działo, zapewne także bez mutantów. Ot, zwyczajnie przez to, że komuś nie podobała się ich obecność. Czy to nie byłoby o wiele gorsze od dawki dosyć zdrowej hipokryzji?
Choć Cassandra nie była aktualnie zbyt wielką fanką życia w formie, w jakiej aktualnie miała okazję je przeżywać, nie chciała się z nim zbyt prędko żegnać, a przynajmniej nie z woli kogoś, kto nie był nią samą. Jeśli chciała w spokoju pić kawę, zamierzała to zrobić. Jeśli chciała chodzić po ulicach, choć było to dla niej niebezpieczne, zamierzała to robić. Jeśli chciała wypalić fajkę wewnątrz pomieszczenia, w którym nie było to dozwolone... Wielkie zaskoczenie - nadal nie zamierzała pozwolić komukolwiek na zabronienie jej tego. W końcu równie dobrze za niecałą sekundę mogła już nie żyć... I zdecydowanie chciała zdążyć wypalić przed tym chociaż część papierosa. Takie były czasy.
- Najlepsza czy nie, kawiarnia jest pusta, a kawa całkiem zdatna do wypicia. Jednym słowem, idealnie. - Odmruknęła dosyć znacząco, zezując lekko w kierunku drzwi, za którymi stanowczo zbyt dawno temu zniknęła pracownica. Być może Gardner nie miała czystej paranoi, jednak wolałaby mieć dziewczynę na oku. Tymczasem ta nie wracała, co sprawiało, że Cass stawała się nieco bardziej podejrzliwa.
- Jesteś stałym klientem, że tak ich reklamujesz? - Ciągnąc dalej temat, na moment zmarszczyła czoło, by po chwili zadać cichsze, bardziej personalne pytanie. - Na pewno cię nie widziała?
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-24, 23:15   
   Multikonta: Nie


- To zależy od tego, jakie są te reguły i na ile można je ponaginać. - odpowiedział. Raczej jasną sprawą było, że nie był żadnym świętoszkiem, ale... Hm, powiedzmy, że miał swoje zasady, których przestrzegał. Obstawianie przy swoim zdanie było jedną z nich. Zawsze uparcie trzymał się swojego zdania i ciężko mu było przyznać się do tego, że to ,,druga strona" ma rację. Względnie.
Wzruszył lekko ramionami. - Różnie bywa. - powiedział w końcu, ważąc słowa i zerknął za okno. Po przeciwnej stronie ulicy stał przechodzień z psem. Wyglądał jak każdy zmarnowany właściciel czworonoga, brutalnie wyciągnięty z łóżka z samego rana. Przez moment Leonowi wydawało się, że patrzy prosto na nich. - Grunt to być szczerym z samym sobą. - dodał jeszcze, kierując spojrzenie na Cassandrę i lekko założył ręce na piersi. Uwielbiał wytykać przywary u innych ludzi, u siebie nie widząc żadnej skazy, to była jedna wielka leonowa hipokryzja! Przeniósł spojrzenie z dziewczyny na drzwi za którymi jakiś czas temu zniknęła kelnerka, a potem machinalnie spojrzał za okno, gdzie jeszcze niedawno obok śmietnika stał facet z dogiem niemieckim. Już go tam nie było.
- Powiedzmy, że karta stałego klienta to za mało... - wymruczał powoli, ale jakby nie słuchał tego, co do niego mówiła. Odepchnął się od stolika, po czym bez ostrzeżenia jednym sprawnym ruchem rąk zasłonił rolety w oknach, a sekundę potem dało się słyszeć jakiś odgłos od strony zaplecza. W pomieszczeniu zrobiło się trochę ciemniej niż było wcześniej. Chłopak szybko wyciągnął z kieszeni pistolet i doskoczył do dziewczyny, świdrując ją wzrokiem.
- TY mnie widziałaś. - warknął cicho, czując, że nie ma sensu dalej ciągnąć tej farsy.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-24, 23:44   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Wszystkie reguły da się ponaginać. - Powiedzmy sobie szczerze, Cassie nigdy nie miała zbyt normalnego spojrzenia na moralność. Wychowanie, miejsce zamieszkania, wcześniejsze i późniejsze doświadczenia... To wszystko zrobiło swoje. Nawet zatrudniając się w DEA, nie robiła tego z chęci bycia praworządną obywatelką walczącą o dobro społeczeństwa, zdecydowanie nie. Być może nieco zmieniło się to podczas pierwszych lat pracy dla FBI, jednakże ostatecznie nawet tam została informatorką organizacji terrorystycznej. Mogło być lepiej, mogło być etyczniej, ale jakoś jej to nie uciskało.
- Czasami lepiej nie być szczerym... Nawet ze sobą. - To także w pewnym sensie wiązało się z jej wieloletnim zbiorem prawd. Były takie momenty, kiedy należało kłamać nawet przed sobą, bo inaczej... Mogło być zdecydowanie gorzej niż było. Jak to mogła stwierdzić - been there, done that, bought the T-shirt. W pewnym momencie znalazła się w takim etapie życia, że kłamstwo było jedynym wyjściem, więc... To robiła. Okłamywała samą siebie, byleby tylko wyjść z tego z jak najmniejszym uszczerbkiem na psychice. Nie zamierzała jednak dyskutować o tym z mężczyzną, bo każdy miał inne przekonania, prawda? Nie była pieprzonym guru, by komukolwiek je zmieniać.
Zwłaszcza... Cóż, ludziom najwyraźniej jeszcze dziwniejszym od niej - co zdecydowanie było już niezłym osiągnięciem - którzy dosłownie w przeciągu momentu potrafili diametralnie zmienić swoje zachowanie. W porządku, już wcześniej uważała mężczyznę za niezłego dziwaka, jednak jego nagłe ruchy, włącznie z błyskawicznym zasłanianiem rolet i wyciąganiem broni, były... Nie miała nawet na nie słów, wpatrując się w niego, gdy tak świdrował ją wzrokiem. Pięknie, najwyraźniej trafiła nie tylko na mutanta, lecz także niebezpiecznego szaleńca. Dużą latte i jednego psychola, poproszę?
- JA mam cię daleko gdzieś. - Odwarknęła, dostrzegalnie się spinając. Właśnie tego chciała uniknąć, dokładnie takiej - lub podobnej; no, jeszcze nie do końca wiedziała przecież, w jak głębokie bagno znowu mogła wpaść - sytuacji zdecydowanie nie chciała w swoim życiu. Ani wcześniej, ani teraz, ani kiedykolwiek. Do diabła, była przecież kimś, kto równie dobrze z łatwością mógłby uniknąć tego wszystkiego. Nie posiadała żadnej wyraźnie dostrzegalnej mocy, nie odznaczała się niczym na tle normalnych ludzi i tylko jedna, jedna jedyna rzecz, jedno potknięcie doprowadziło ją do tego, iż nie mogła sobie teraz pozwolić na kolejne znalezienie się na linii ognia.
Była na cenzurowanym, jej przykrywka została całkowicie spalona, a ona sama wyłącznie szczęśliwym trafem w ogóle uniknęła złapania. Za pierwszym i, jak chciała sądzić, ostatnim razem. Opuszczając obóz, być może zrobiła głupotę, jednak wcale nie chciała powodować żadnych problemów. Miała wyłącznie ochotę na filiżankę kawy, która nie byłaby popłuczynami z marnej jakości ekspresu znajdującego się w jej obecnym domu. Zdecydowanie nie brała pod uwagę integrowania się z innymi mutantami, a nawet ich świadomego spotykania.
- Jeśli sprawiasz problemy, sprawiaj je sobie, do cholery. - Naskoczyła na niego nieznacznie podniesionym, zdecydowanie sfrustrowanym, jednak wciąż wręcz konspiracyjnie cichym tonem głosu, świdrując wzrokiem zarówno samego mężczyznę, jak i pistolet w jego dłoni. - Zamierzasz przestrzelić tym doniczkę z kwiatkiem czy co? - Na tym etapie, niezależnie od tego, czy kelnerka cokolwiek widziała, wyciąganie broni było czysto absurdalne. Jeżeli kogokolwiek wezwała - mieli problem. Jeśli tego nie zrobiła, ale ze swojego miejsca na zapleczu dostrzegła pistolet - mieli problem. Jeśli to były wyłącznie urojenia, nagle zasłonięte rolety sprawiały, że... Bingo! Mieli problem. A Cassandra zdecydowanie nie chciała mieć problemów.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-02-25, 12:24   
   Multikonta: Nie


Rzucił jej lekko pobłażliwe spojrzenie. Nie miał najmniejszego zamiaru się wykłócać o problemy egzystencjalne. Gierki słowne były w porządku, ale nie w strefie zagrożenia swojego życia, prawda? Osobiście, uwielbiał robić innym na przekór i wykłócać się, byleby tylko postawić na swoim, ale nie w tym momencie.
- Może później przedyskutujemy twoją terapię bycia szczerą ze sobą, dobra? - mruknął, zniżając się, kiedy za oszklonym kółkiem na drzwiach od zaplecza, pojawił się jakiś cień. Wyjrzał jeszcze raz bardzo ostrożnie przez okno, ale nie zauważył niczego, co by go zaniepokoiło. Ale... przecież D.O.G.S. nie byli tacy nierozmyślni, żeby pojawić się od frontu...
- Ciiiiicho! - syknął cicho, kiedy zaczęła się nakręcać. - Trzeba było o tym pomyśleć zanim poprosiłaś o zapalniczkę i pilnować swojego nosa, panno Mam-Cię-Gdzieś. - powiedział szeptem, rzucając jej rozeźlone spojrzenie, kiedy na niego naskoczyła. Nie mogła być od nich, bo pewnie już próbowała by mu coś zrobić. Nie za bardzo go obchodziło, co nią kierowało, kiedy zdecydowała do niego zagadać, nie w momencie, kiedy faktycznie oboje znaleźli się chyba na linii ognia. - Chyba masz przy sobie jakąś broń? - zapytał, ignorując przytyk o doniczce, a potem bez słowa powoli zrobił dwa kroki w stronę lady trzymając pistolet w pogotowiu. Sekundę później już znalazł się na kuckach przy ladzie od strony drzwi wyjściowych. Jeśli zamierzali wejść od tyłu, nie zauważą go, jeśli będzie siedział od drugiej strony. Przynajmniej zapewni sobie kilkusekundowy element zaskoczenia, a to było już coś. Tyle mu wystarczyło, żeby zwiać. W sumie, to była jedna z rzeczy, w których był dobry. Uciekanie.
O tak, kelnerka kogoś wezwała, biorąc pod uwagę szmery dochodzące zza drzwi. Leon wziął głęboki wdech.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5