Poprzedni temat «» Następny temat
Artemis Danvers
Autor Wiadomość
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-02-08, 21:07   Artemis Danvers

Artemis Danvers
urodzona w Nowym Jorku 08/03/1987 roku, mieszka w Olympii od trzech miesięcy, przynależy do Bractwa Mutantów, piastuje stanowisko informatorki, wizerunku użycza Gal Gadot
historia
W teorii życie Artemis nie było kolorowe, ani przyjemne: pochodziła z biednego domu, w szkole miała problemy, latami uczyła się, jak panować nad emocjami, a pieniędzy i czasu zawsze brakowało.
W praktyce jednak płazem uchodziło jej o wiele więcej, niż powinno. Zawsze pojawiała się jakaś zniżka na jedzenie, kolega, który oddał jej swoją pracę domową, czy sąsiadka, która przestawała krzyczeć za wulgarne napisy na ścianie, kiedy Artemis prychała „przestań na mnie krzyczeć”.
Przez większość swojego życia nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co właściwie potrafi. Zawsze, kiedy ludzie uginali się do jej woli uznawała, że ot, miała szczęście. Ładną twarz i słodkie oczy. Odpowiednio duży dekolt.
Ale może od początku.
Odkąd pamięta, zawsze były tylko we dwie z matką. Ojciec zniknął gdzieś na samym początku i chociaż matka dała jej numer telefonu, to facet nigdy go nie odebrał, kiedy Artemis starała się do niego dodzwonić. W domu nigdy się nie przelewało, pieniędzy starczało raptem na podstawowe potrzeby, więc dziewczyna od wczesnych lat uczyła się zaradności i szukania nieraz nietypowych rozwiązań. Zawsze była samodzielna, co świetnie zgrywało się z tym, że większość popołudni spędzała sama - do tego żądna wiedzy i ciekawa świata, odkrywała miasto na własną rękę.
Eksplorowanie okolic szło jej świetnie, o wiele gorzej było w szkole; nie lubiła siedzieć w miejscu, nauczyciele ją nudzili, a kiedy w domu próbowała zrozumieć materiał, obok nie było nikogo kto mógłby jej z tym pomóc. To prowadziło do tego, że zamiast prosić o pomoc w szkole, wściekała się i uprzedzała do nauki. Czuła się gorsza od innych - bo czemu oni wiedzieli, a ona nie? Czemu oni mieli nowe zabawki, a ona nie? - więc zaciskała zęby i prychała, że wcale nie chce się uczyć.
Pewnie dlatego nigdy nie myślała o ciągnięciu swojej edukacji ponad podstawowy, wymagany poziom. Nie panowała wtedy najlepiej nad swoimi emocjami, więc kiedy nauczyciel zwracał jej uwagę, ona reagowała złością, rzucając czym popadnie o ziemię, czy pobliską ścianę. Miała okropny niefart, że jej ówczesna - w drugiej klasie - wychowawczyni była już starszą nauczycielką, która z wiekiem zaczęła tracić cierpliwość do młodzieży i nadużywać alkoholu. Kiedy podczas prywatnej rozmowy po lekcjach Artemis cisnęła piórnikiem o ścianę, nauczycielka pchnęła nią o biurko wystarczająco mocno i niefortunnie, by dziewczyna się potknęła i boleśnie grzmotnęła żebrami o kant mebla; nieprzejęta kobieta potrząsnęła dzieckiem i zaczęła jej syczeć do ucha, co się stanie, jak dziewczyna sięnie opanuje i jakie piekło z jej życia może uczynić, jeśli nie będzie grzeczna.
Przerażona ośmiolatka była przekonana, że kobieta mówi wszystko absolutnie poważnie, a to nie były miłe rzeczy - zawsze jednak była typem wojowniczki, więc uniosła załzawiony wzrok na kobietę, warcząc na nią, żeby przestała ją krzywdzić i zostawiła na zawsze w spokoju.
Cóż, zostawiła, Artemis nie miała jednak pojęcia, że to była jej decyzja, a nie samej kobiety. To zdarzenie absolutnie nie zachęciło jej do uczęszczania do szkoły, której zaczęła unikać jak mogła i dopiero w siódmej klasie trafiła na nauczyciela, który poświęcił wiele czasu oraz pracy, żeby wyciągnąć dziewczynę z problemów z nauką. Pomimo tego jednak, kiedy tylko nadarzyła się okazja - porzuciła szkołę i poszła do pracy.
Pierwszy raz zaczęła dorabiać na czarno, jak miała czternaście lat, a na krótko przed szesnastką znalazła cośszybszego i wymagającego o wiele mniej czasu - zaprzyjaźniła się z Anną, którą zaproponowała jej bardzo prosty i szybki sposób na zarobienie kasy; wiadomo, tej zawsze było za mało, więc Artemis natychmiast poszła na zaproponowany układ i zaczęła rozprowadzać narkotyki po znajomych.
Dilerka rzadko kiedy bywa związana z niewinnym otoczeniem, więc nowi przyjaciele Danvers nie należeli do najprzyjemniejszych typków - dziewczyna wyczuwała to podskórnie, ale Anna ich lubiła, a Artemis lubiła Annę, więc została z nią, dając się ciągnąć na imprezy, próbując nowych rzeczy i koniec końców, wpadając w poważne kłopoty z policją. Prawdopodobnie tylko dzięki swojej nocy odpowiednio głębokiemu dekoltowi udało jej się uniknąć wpisania tego do akt i wyroku. Anna nie miała tyle szczęścia, a gdy matka dziewczyny dowiedziała się, co się działo, skutecznie odseparowała córkę od wszystkich znajomych, zabierając ją ze sobą do Chicago.
Nowe miasto nie było problemem - wręcz przeciwnie, nowe miejsce i nowi ludzie, to zawsze było coś, z czym Artemis radziła sobie najlepiej. Czego potrzebowała, żeby czuć się naprawdę dobrze, dlatego też stosunkowo szybko zapomniała o Annie. Nowi znajomi, głównie sąsiedzi, trzymali ją z daleka od kłopotów, a cztery miesiące po przeprowadzce okazało się, że z pracy w biurze, którą dostała pewnie jedynie dzięki swojej mocy wielkim oczom, nie może zrezygnować, bo jej matka niespodziewanie zmarła na zawał. Zostawiona sama sobie dziewczyna trzymała się w pionie jedynie dzięki swojej mocy powtarzaniu samej sobie do lustra, że da radę i wszystko się jakoś ułoży. Wsparcie znajomych też wiele ułatwiło.
Praca w biurze była łatwa i dobrze płatna, ale siedzenie tyle czasu ją zabijało; po kilkunastu miesiącach miała ochotę rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady, kiedy przy biurku obok pojawił się Fisher. Fisher, który zawrócił jej w głowie momentalnie i wkrótce stał się miłością jej życia. Który sprawił, że przez kolejne parę lat nie musiała już powtarzać samej sobie w lustrze, że będzie dobrze.
No, przynajmniej nie tak często, jak do tej pory.
Syn, którego urodziła, okazał się być najlepszą rzeczą, jaka jej się przytrafiła i chociaż nie dawał im spać, chociaż w mieszkaniu ciągle coś się psuło, chociaż mieli dla siebie z Fisherem o wiele mniej czasu, niż kiedyś - to były najszczęśliwsze miesiące jej życia.
Oczywiście więc, że coś musiało się zwalić przez jej moc jej cholerne szczęście.
O mutantach nie dało się nie słyszeć - było o nich głośno wszędzie, a Artemis zdarzało się parę razy podpisywać rożne petycje online, czy przewinąć się przez jedną, czy dwie demonstracje. Nie czuła w sobie szczególnej potrzeby, by okazywać im wsparcie, ale gotowało się w niej, kiedy słuchała o tym całym „trzeba ich wytępić z naszego społeczeństwa”. Zawsze uważała, że ludzie to ludzie i jeśli trzeba kogoś tępić, to tych, którzy do tego tak gorąco nawołują.
Rzecz w tym, że nigdy nie spodziewała się, że ktoś kiedyś oskarży ją o bycie mutantką. Wydarzenia z dnia, kiedy obcy ludzie wpadli jej do mieszkania z bronią, krzycząc coś o mocach, kojarzy dziś jak przez mgłę. Pamięta, że w głowie miała tylko jedno „nie pozwolić im skrzywdzić syna”. Nic więcej się nie liczyło, a potem wpadł Fisher i… zrobił wszystko. Nie wiedziała co, ale nagle wszyscy napastnicy znaleźli sięna ziemi. Dopiero na jego widok odzyskała wystarczająco zimnej krwi, by zacząć trzeźwo myśleć i zabrać się za spakowanie rzeczy. Najpierw ucieczka, potem pytania.
Tylko, że czas na pytania nigdy nie nadszedł; huk strzału, przeszywający ból w żebrach, przerażone spojrzenie Fishera i znowu ten zwierzęcy niemal instynkt, by ratować syna. Jeszcze osuwając się na ziemię kazała partnerowi wejść do tej cholernej windy i uciekać.
Nie była gotowa na śmierć. Doczołgała się do mieszkania myśląc tylko o tym, by dostać się do telefonu i szpitala - gdzie w ogóle byli sąsiedzi, do cholery?! - ale w momencie, kiedy znalazła się w drzwiach, jeden z napastników doszedł do siebie, wycelował w nią bronią… i wystarczyło jedno, trochę desperackie „pomóż mi” wyszeptane przez Artemis, by mężczyzna porzucił pistolet i najpierw opatrzył kobiecie ranę, a potem zabrał ją do siebie.
„W szpitalu nie jest bezpiecznie” powiedział wtedy. Był przeszkolonym wojskowym, wiedział, jak radzić sobie z postrzałami. Trzy dni u niego spędziła i w ciągu tego czasu dotarło do niej w końcu, że wszystko, co działo się do tej pory w jej życiu? To nie był przypadek. To nie był łut szczęścia.
To była ona.
Mężczyzna był na każde jej skinięcie i była wtedy pewna, że jest gotów oddać za nią życie. Po trzech dobach jednak zaczął się dziwnie zachowywać - bełkotał bez sensu, dziwnie reagował na wszystko dookoła, zdawało się, że zwariował. Artemis też nie czuła się najlepiej, im dłużej wywierała wpływ na mężczyznę, tym bardziej nieznośny stawał się ból głowy.
Zgarnęła kluczyki od jego samochodu, zapas leków przeciwbólowych, kartę płatniczą i uciekła; zrobiła porządne zakupy i wypłaciła gotówkę z karty przed pozbyciem się jej, samochód wkrótce porzuciła. Rozpoczęła ucieczkę, która trwała dobre dwa lata. Zrażona do ludzi bała się komukolwiek zaufać, więc nigdzie nie zostawała dłużej, niż to konieczne; zresztą cały czas próbowała znaleźć Fishera i Remusa. Odkąd odkryła, jak łatwo potrafi zmanipulować innych, korzystała z tego niemal bez przerwy - nie zawsze się udawało, ale wystarczało, by dostawała posiłki za darmo w restauracjach, by nie musiała płacić za pociągi, którymi tyle jeździła i by pobyty w hotelach kosztowały tyle, co nic.
Podczas tych dwóch lat zmieniła się niemal nie do poznania - dork, którym niegdyś była, osoba szukająca dobrych stron życia, potrafiąca zawsze się dobrze bawić i szukająca nowych doświadczeń, stała się cyniczna i zamknięta. Zaczęła palić jak smok, przesadzać z alkoholem i odcinać się od ludzi. Za bardzo bała się tego, na kogo może trafić.
A jeszcze bardziej - bała się, że się do kogoś przywiąże i znowu go straci. Po stracie Fishera i syna, nie potrafiła zaryzykować znowu i nie jeden raz uciekła bez słowa z jakiejś relacji.
Na Bractwo trafiła szybko - żądna zemsty po tym, co ją spotkało, dała się wciągnąć we wszystko, co jej podsuwano, gotowa ryzykować życiem została informatorką, do czego jej moc nadawała się w sam raz; kontaktowała się z przywódczynią bractwa raz w tygodniu, krótko i konkretnie mówiąc wszystko, czego się dowiedziała. A fakt, że dziewczyna po wszystkich przejściach miała mocno naruszony kręgosłup moralny? Tylko w tym pomagał. Przemieszczała się po całym kraju, by zdobywać nowe informacje, cały czas starając się trafić na trop Fishera i swojego syna. Dopiero niedawno trochę na dłużej zagrzała miejsce w Olympii.
charakter
- Gdybym miała jaja, byłyby większe od twoich.
- Patrząc pozytywnie - przynajmniej nie jestem uzależniona od kokainy.
- Absurdem jest dzielić ludzi na dobrych lub złych. Ludzie są albo czarujący, albo nudni.
- Ludzie są strasznie nieuprzejmi względem palaczy. A można by pomyśleć, że powinni być milsi dla umierających.
- Zgredek nikogo nie chciał zabić. Co najwyżej pokiereszować albo poważnie uszkodzić.
- Jaka szanująca się kobieta nie ma siekiery?
- Shhh
- Nie czuję się nieszczęśliwa albo zła. Nie czuję się dobrze albo źle. Nie czuję nic.
- Stanowczo za dużo krwi w moim kawoobiegu!
- #judginyou
- Słuchaj, po prostu komplikujesz to wszystko z tymi swoimi emocjami, czy jak to tam nazywasz.
- Ugh, potrzebuję taco.
- Nie znoszę się przechwalać? ... oh, kogo ja oszukuję? Uwielbiam to robić.
- Doceniam troskę, ale proszę, odpierdziel się.
- I am a badass! But I'm also kind of a scaredy-cat, you know?
- Co powiesz na wspólne zamówienie pizzy i utycie?
- Kopciuszek jest dowodem na to, że nowa para butów może odmienić czyjeś życie.*
opis mocy

Perswazja
Artemis przy utrzymywaniu kontaktu wzrokowego (który jest potrzebny do tego, by moc zadziałała, nie wystarczy, że ktoś ją słyszy) jest w stanie wpływać na innych ludzi i przekonywać ich do swoich "racji". W restauracji może przekonać kelnera, że nie chce przyjąć od niej zapłaty za posiłek, w barze może wyrwać nawet hetero laskę, a przy okazywaniu dokumentów - wmówić osobie kontrolującej, że jest Jamesem Bondem, jeśli ma taką zachciankę. Może wpłynąć na kogoś sugerując, żeby coś dla niej zrobił - jak to stało się z człowiekiem, którego przekonała, żeby jej pomógł.
Jej moc nie działa zbyt długo, jeśli jej nie "odświeża" - raptem godzinę, nim czar pryska. W przypadku "odświeżania" jednak, im dłużej to robi, tym gorzej się dzieje ze stanem psychicznym osoby, na którą wpływa. Z czasem robi jej się papka z mózgu, a jeśli Artemis przesadzi - może to być nieodwracalne. Dla niej wiąże się to z bólem głowy, którego co prawda leki przeciwbólowe nie zbijają do końca, ale niwelują wystarczająco, by mogła z nim funkcjonować.
W tym samym czasie potrafi wpłynąć na dwie osoby - kiedy w grę wchodzi trzecia albo pierwsza ucieka spod wpływu mocy albo na trzecią nie wywiera żadnego wrażenia.
Nie zawsze wie, kiedy używa mocy, a kiedy nie; nie uruchamia jej się jakieś uczucie, ani nic w tym stylu (poza bólem głowy, który jednak pojawia się po pewnym czasie użytkowania mocy), co normalnie jej nie przeszkadza, ale w relacjach z bliskimi? Skąd może mieć pewność, że mówią jej to, co myślą, a nie to, czego ona chce? Że nie miesza im w głowach, rujnując psychikę?

ciekawostki
- kopci jak smok, ale to tylko jedna z jej wad
- Zdolna z niej bestia, jeśli chodzi o posługiwanie się bronią - w ciągu dwóch lat tułaczki trafiała na ludzi, którzy dzielili się z nią swoją wiedzą. Odkąd została informatorką zaczęła też trenować sztuki walki, z nich ogarnia jednak jedynie podstawy, o wiele bardziej woląc polegać na swojej mocy
- Slytherin, sercem i duszą
- AC/DC kind of girl
- Gotowa zabić za kawałek pizzy, kubek kawy albo butelkę dobrej tequili
- Boi się swojej mocy bardziej, niż chciałaby to przyznaćprzed kimkolwiek (zwłaszcza samą sobą)
- Czasem powtarza sobie w lustrze, że jest szczęśliwa, żeby podnieść sięz łóżka
- Uwielbia koty, kozy i rekiny
- widziała Zmierzch co najmniej dwadzieścia razy, bo patrzenie na Kristen Stewart zawsze poprawia jej humor
- Podczas czteroletniej tułaczki po USA zdobyła masę dziwnych umiejętności - zaczynając od przygotowywania nietypowych potraw, idąc przez siodłanie koni, a kończąc na zadziwiająco nieźle rozwiniętej wiedzy biologicznej




*wszystkie punkty z pola "charakter" to cytaty z czeluści internetu, seriali lub książek
[Profil]
 
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-02-09, 22:33   
   Multikonta: Lidia Foney


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 75%
Dobry wieczór, Artemis!
Cieszymy się, że dołączyłaś do nas. Mamy nadzieję, że któregoś dnia Fisher i Ty znów sie połączycie! Moc bardzo intrygująca, ale uważaj, aby już nikogo więcej nie doprowadzić do szaleństwa! (chyba że G.C ^^ ).
Niezmiernie się cieszę, że mogłam sprawdzać tak przyjemną i ciekawą kartę. Pojawiło się dużo intrygujących szczegółów, a sama postać wydaje się być naprawdę dopracowana.
Nie mogę się doczekać wspólnego spotkania w fabule.
Życzymy więc dużo dobrej zabawy i zaskakujących wątków!

PS. Twoja Artemis może używać mocy przez pięć postów, ale później dwa posty musi odpoczywać.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6