Poprzedni temat «» Następny temat
Brama główna
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-17, 18:30   Brama główna


[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-16, 21:11   
  

   2 Lata Giftedów!


Okej, no dobra, może i trochę bylam idiotką, że tak po prostu postanowiłam się przedstawić i opowiedzieć historię swojego życia przez telefon, ale byłam zdesperowana, a poza tym nie miałam największego doświadczenia na świecie w bezpośrednim bycie Przywódcą, więc starałam się jakoś usprawiedliwiać, choć wiedziałam, że od tego nie było żadnego usprawiedliwienia. No nic... Byłam idiotką, tyle, musiałam się do tego przyzwyczaić i jakoś się pod tym podnieść, innego wyjścia nie miałam. Axon był bardzo sarkastyczny i absolutnie nie miałam mu tego za złe, ba - wcale się nie zdziwiłam. Byłam już na straconej pozycji i gdy już zupełnie nie wiedziałam, co mam powiedzieć, jak się zachować, jak zareagować... on zaskoczył mnie tak, że prawie upuściłam słuchawkę telefonu. Widzimy się na miejscu.
Mimo głupoty, którą zrobiłam, on nadal chciał dać nam szansę. Nie mogłam czekać. Rozłączyłam się bez słowa i z uroczym uśmiechem oddałam telefon kelnerce, wręczając jej 10 dolarów napiwku. Zarzuciłam kaptur, założyłam okulary i wyszłam z Tawerny. Samochód mieliśmy zaparkowany jakieś 300 metrów od miejsca spotkania. Jamesa nie było nigdzie. Za około 4 minuty dołączyła do mnie Alba. Wiedziałam, że nie możemy czekać na Jamesa, więc po prostu tego nie zrobiłyśmy i ruszyłyśmy.
Zaparkowałyśmy kilometr od siedziby Bractwa w miejscu specjalnie chronionym przez naszych ochroniarzy, a następnie w ciszy przeszłyśmy ostatnie metry, by zatrzymać się przed główną bramą. Axona nigdzie nie było. Czy naprawdę mogłam mieć nadzieję, że rzeczywiście przyjdzie? Że nas nie okłamie? Pozostało mi tylko czekać... Oparłam się o bramę i wlepiłam wzrok w mrok, milcząc.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Barry Marie



xxx

fazowanie

25%

xxx





name:

Barry Marie

age:
17

Wysłany: 2018-01-17, 14:27   

#1


Barry początkowo nie potrafił sobie poradzić z rolą uciekiniera. Po prostu nie potrafił i wiadomo, że początki zazwyczaj bywają trudne. Ale po kilku dniach głodowania i nie korzystania z prysznica postanowił, że nie da rady tak dłużej. I dlatego włamał się do jednego z pięknych domów na najdroższej ulicy. Z jego mocą, było to banalne proste. I dlatego co jakiś czas włamywał się do domu, który uprzednio starał się obserwować przez jakiś czas, by nie zostać przyłapanym na gorącym uczynku, korzystał z łazienki, „pożyczał” czyste ciuchy, zabierał coś do jedzenia i ruszał w dalszą drogę. Pragnął przede wszystkim odnaleźć Bractwo i swoją rodzinę. O lokalizacji Bractwa dowiedział się zupełnie przypadkowo. Któregoś dnia usłyszał rozmowę w barze i tyle. Dopytał co nieco a dzięki swojemu niewinnemu wyglądowi uzyskał przydatną informację, której od tak dawna oczekiwał. Właściwie miał szczęście i to ogrom szczęścia, bo ta historia mogła zakończyć się zupełnie inaczej.
I takim sposobem minęły dwa tygodnie, od kiedy Barry uciekł z domu. Nadchodził prawie trzeci tydzień, w którym to Barry znajdował się poza domem, rezygnując do reszty z bezpieczeństwa i wszystkiego, co do tej pory miał. W sumie nigdy nie wyobrażał sobie, że tak będzie wyglądało jego życie. Fakt, że w normalnej sytuacji siedziałby teraz w szkole i cicho wzdychał w kierunku popularnej dziewczyny sprawiał, był już czymś tak niewyobrażalnym, że Barry sam się sobie dziwił, iż owa myśl przyszła mu do głowy. Tymczasem jego nowe życie przyniosło mu kolejną niespodziankę.
Nieco już strudzony i zmęczony zbliżył się do bramy, która to miała być rzekomo głównym wejściem do Bractwa. Przynajmniej tak mu powiedziano. Chwilę zastanawiał się czy dobrym pomysłem będzie tak po prostu podejście do bramy, ale nie widział innej możliwości. Dlatego powoli i nieśpiesznie zbliżał się do bramy. I wówczas ujrzał postać, która początkowo wydała mu się nieznajoma, ale z każdym kolejnym krokiem i bijącym sercem, chłopak uświadamiał sobie, że zna ową postać. - Colleen? – spytał z zszokowanym wyrazem twarzy, poniekąd z ulgą. Przystanął w miejscu, nie mogąc zrobić kolejnego kroku ze zdziwienia.
[Profil]
 
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-17, 22:54   
   Multikonta: Lidia Foney


Stały i marzły pod bramą, czekając na niego. Bezpieczne miejsce, ale co z tego? Axon nie był głupi. Dobrze wiedział, że to ich teren i na pewno gdzieś blisko skrywają się ich ludzie. Pewnie i teraz wywinie jakiś numer, albo w ogóle się nie pojawi. Alba miała złe przeczucie. Czuła się trochę jak w grze, w której to on prowadził, strącając kolejne pionki Bractwa. James zniknął, Colleen niemal wykpił – choć akurat w tym musiała mu przyznać rację – więc i teraz też na pewno szykował coś konkretnego.
Zaczęła ścierać śnieg z pordzewiałej bramy, jakby próbowała znaleźć sobie zajęcie. Czekanie było nieznośne. Zwłaszcza że w zasadzie nie wiedziały na co i na kogo czekają, bo wydarzyć przecież mogło się wszystko. Tymczasem jednak ktoś się zbliżył. Ku nim szedł jakiś facet, choć jego krok nie był tak pewny, jak mogłyby się tego spodziewać po Axonie. I chyba Axon nie był takim gówniarzem, prawda? Co to za chłopiec? Obserwowała go podejrzliwie, próbując wyczuć, czy to kolejny głupi numer. Jednak nim zdążyła się zapytać, wymówił imię Colleen. Zatem jego obecność tutaj nie była przypadkowa? Pomieszane w nim emocje wskazywały raczej na zagubienie i zaskoczenie, niż jakiś nieczysty plan zagłady Bractwa. Kim on był? Popatrzyła na przyjaciółkę, szukając odpowiedzi. Przecież znał jej imię, więc istniała szansa, że i Marie rozpoznawała w nim kogoś. Wolała póki co nie zadawać teraz pytań, które mogłyby być niewygodne dla i tak już nerwowej atmosfery, która im od jakiegoś czasu towarzyszyła. A może to jest człowiek Axona?
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-01-18, 21:40   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zaraz po tym kiedy wyłączył telefon wyszedł z budynku naprzeciwko Tawerny i wsiadł do swojego losowego, niewyróżniającego się auta z wypożyczalni. Zanim pojechał do Blake Lake Bible Camp ruszył w zupełnie innym, losowym kierunku. Nie chodziło o to, że musiał po coś pojechać, wszystko co potrzebne miał zawsze ze sobą tak na wypadek gdyby nagle musiał uciekać - plusy z bycia paranoikiem. Kwestia przyzwyczajenia, ale i zabezpieczenie na wypadek gdyby ktoś zdążył zadzwonić po służby, w końcu nie chciał im się podać jak na tacy ani zaprowadzić ich za rączkę pod drzwi Bractwa.
Kilometr mijał za kilometrem. Co on właściwie robił? Od siedmiu lat nie zatrzymywał się nigdzie na dłużej, nie przywiązywał się, nie opowiadał się po żadnej ze stron, bronił swojej niezależności jak tylko mógł. Teraz sam pakował się w paszczę zbrojnej, działającej poza prawem organizacji, która bez problemu mogłaby go zgnieść. Nie żeby coś sugerował, ale to niepokojąco przypominało pewną sytuację sprzed dziewięciu lat, której wolałby nie powtarzać. Rzecz w tym, że Will nie był już tym nieopierzonym siedemnastolatkiem, tym bezbronnym dzieciakiem - może i inteligentnym, ale durnym jak but, zaślepionym arogancją i w pewien sposób niewiarygodnie naiwnym. Nie miał też nikogo na kim mogłyby się odbić wszystkie jego błędy, w przeciwieństwie do poprzedniego razu. Z resztą, jeśli wszystko pójdzie źle, to i tak nie będzie go to obchodzić przez zbyt wiele czasu. Ach, te profity z umierania.
Z resztą, skoro Fisher im ufał... Nie mogło być aż tak źle, prawda? To też nie była jakaś losowa demoniczna organizacja, Hopper w końcu z nimi współpracował od lat i do tej pory nic nie odstawili. Właściwie miał całkiem sporo przesłanek by chociaż spróbować im zaufać... Ale i tak mu się to nie podobało.
Ostatni fragment drogi pokonał z wyłączonymi światłami. Nie był to zbyt bezpieczny sposób, zwłaszcza że Will nigdy tędy nie jechał, a Google Earth jakoś się nie paliło do zaktualizowania bazy o zdjęcia leśnych dróżek. Nie miał pojęcia ile mu jeszcze drogi zostało ani ile par oczu uważnie śledzi jego samochód, a on nie znosił nie mieć pełnego rozeznania w sytuacji. W końcu dojechał do bramy przed którą już czekały na niego trzy sylwetki. Shepard wrócił? Nie, on był wyższy.
Przed wyjściem z samochodu wsadził sobie swój pistolet z tyłu za pasek. Nie żeby jakoś szczególnie się przydał przy osobie kontrolującej metal, ale mimo wszystko czuł się dzięki niemu pewniej. Kiedy podszedł bliżej, mimo dość kiepskiego oświetlenia zobaczył u młodego, zszokowanego chłopaka podobny układ kości twarzy co u Colleen. Yvonne miała trójkę dzieci, prawda? Uciekła tylko z jednym.
Właściwie mógłby coś powiedzieć, coś sarkastycznego, bo tak się właśnie zachowywał albo mimochodem rzucić coś o rodzinnym spotkaniu, żeby utwierdzić je w przekonaniu że jest wszechwiedzący, ale, cholera, nie chciał im przeszkadzać w spotkaniu po latach. Bo to było spotkanie po latach, prawda? Śledzenie perypetii rodziny Marie nie było jego nadrzędnym celem, ale sądząc po minach rodzeństwa (o ile to faktycznie było rodzeństwo), to mógł tak założyć.

/nie przejmujcie się że to tasiemiec, czasami takie coś wypluwam :lol:
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-18, 21:58   
  

   2 Lata Giftedów!


Musiałyśmy czekać, nic więcej nam nie pozostało. Nie zamierzałam wzywać ochrony, czy bić na alarm, by ktoś nam pomógł w razie czego, bo wiedziałam, że Axon zdecydowanie mógłby przestraszyć się, gdybym przywitała go z armią. Poza tym... nie spodziewałam się tego, by mógł zaskoczyć mnie w jakiś ofensywny sposób. Był ode mnie znacznie inteligentniejszy i to był fakt niepodważalny, ale byłam w stanie obronić siebie i Albę przed większością zagrożeń, szczególnie, że brama za nami była metalowa, a nawet jeśli jej by tutaj nie było, w kieszeniach kurtki zawsze miałam kilka metalowych kuleczek, które dzięki mojej mocy - w razie potrzeby - były w stanie przemienić się w śmiercionośną broń, więc akurat ataku ze strony Axona się nie bałam. Bałam się tylko tyle, że wcale nie zdecyduje się, by do nas dołączyć, a wtedy... no trudno, będę musiała jakoś kombinować, ale czy rzeczywiście będę w stanie zrobić to samodzielnie? Szczerze wątpiłam. Nie chciałam jednak nastawiać się negatywnie, tak samo jak nie chciałam teraz rozmawiać z towarzyszącą mi blondynką na żaden temat. Nie wiedziałam co mialabym powiedzieć, jak skomentować naszą misję w Tawernie, czy martwić się o Jamesa, czy co robić, co mówić. No nie wiedziałam, dlatego postanowiłam milczeć, a patrząc na zachowanie Alby, ona również nie rwała się wcale do rozmowy, co dzisiaj akurat było mi na rękę.
No i wtedy, proszę bardzo, niespodzianka, kolejna sytuacja która zupełnie zbiła mnie z tropu i sprawiła, że poczułam się jeszcze dziwniej, jeszcze mniej pewnie... Z mroku wyłonił się mój brat, na którego widok oniemialam ze zdziwienia.
- Barry? - wydusiłam z siebie i nim zdążyłam się powstrzymać, pobiegłam w jego stronę jak głupia, rzucając mu się na szyję i przytulając mocno do siebie swojego młodszego braciszka. Tak bardzo za nim tęskniłam... Był moim oczkiem w głowie, ale razem z mamą musiałyśmy go zostawić, a on teraz mnie znalazł, był tu, ale... ale zaraz, skoro tu był, to musiało stać się coś złego. W sekundę odsunęłam się od brata mierząc go zatroskanym wzrokiem.
- Co się stało? Dlaczego nie jesteś z tatą? - spytałam, ale zanim zdążył mi odpowiedzieć, dodałam - Barry, okej, porozmawiamy później. Czekamy na kogoś bardzo ważnego. Stań obok Alby, proszę, porozmawiamy później. - i tu wskazałam na moją przyjaciółkę.
Usłyszałam dźwięk samochodu i instynktownie przesunęłam Barry'ego za siebie, by stał dokładnie obok Alby, bym w razie czego mogła ich obronić. Czekałam i nie minęła minuta, gdy dołączył do nas chłopak... Axon. Wiedziałam, że to on. Gdyby był kimś innym, już by nas atakował.
- Axon. - powiedziałam, w sumie zaszokowana, że jednak nas nie oszukał, że naprawdę tu był. Zrobiłam dwa kroki do przodu, stając dosłownie na przeciwko niego i wyciągnęłam rękę w jego stronę. No nie wiem czemu, moja matka tak zawsze się witała z ludźmi dla niej ważnymi. Uznałam, że też powinnam.
- Dziękuję, że przyszedłeś. - dodałam i uśmiechnęłam się - Jestem Colleen, a to jest właśnie Alba i Barry, mój brat. - wyjaśniłam, wskazując drugą ręką na dwójkę stojącą trochę za nami. Czułam... ulgę, ale wiedziałam, że to jeszcze nie koniec.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-23, 19:06   
   Multikonta: Lidia Foney


Obserwując najpierw pojawienie się tajemniczego chłopaka, który nie był Axonem, a, ku zaskoczeniu bratem Colleen, a później pojawienie się samego wyczekiwanego, miała wrażenie, że to jakaś istnie absurdalna komedia, a oni siedzieli w niej jak takie marionetki. Wiatr zawiał, a sytuacja natychmiastowo się zmieniała. Pachniało jej różnymi emocjami. Od paraliżującego strachu, po stan obojętności, aż do tego niebezpiecznego podekscytowania. Przyjaciółka ściskała brata, który zjawił się faktycznie totalnie znikąd. Wytulony i zaatakowany pytaniami tęskniącej siostry nie zdążył powiedzieć zbyt wiele, bo to zdecydowanie nie była chwila na rodzinne wspomnienia. Albo miała go koło siebie, ale nie była pewna, czy można mu ufać. Niby nie wyczuwała niczego wyraźnie podejrzanego, ale wolała mieć na niego oko, kiedy Colleen…
Wreszcie stanął przed nimi twarzą w twarz. Zupełnie odsłonięty, a jednak jakoś tak dziwnie czuła, że to on ma tu przewagę, że to on steruje od początku całą sytuacją, a oni to banda desperatów wołająca o pomoc. Cholera. Zagryzła wargę i zrobiła krok w jego stronę, stając nieco przed bratem Colleen.
- Witaj, Axon – powiedziała tym swoim kochanym, Albowym głosem, kiedy Marie ją przedstawiła. Właściwie to zrobiła to nawet niepotrzebnie, bo on i tak wiedział. Popatrzyły na siebie z Colleen. Chyba nadszedł czas, aby przejść do konkretów. Jeśli jednak przyszedł, to z całą pewnością chciał ich chociaż wysłuchać. Teraz, kiedy miały go przed sobą, część strachu przeminęła. Był bardziej realny, był bliżej i zdawało się, że chyba nie jest tak groźny, jak Albie się z początku wydawało. A może jego postać była właśnie bardzo myląca?
- Cieszymy się, że zdecydowałeś się z nami spotkać. - … mimo wszystko. Droga do tego spotkania była dość pokrętna i w pewnej chwili nawet zupełnie zwątpiła, że w ogóle do niego dojdzie, ale jednak tutaj był.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-01-23, 22:43   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy to był ten moment w którym należy przejść do oficjalnego zapoznawania się, jakby nie znali się od czterech lat i jakby jeszcze godzinę temu nie rozmawiali ze sobą przez telefon? Witaj Axon, witaj Colleen Marie, witaj Bart Marie, witaj Albo Jakaśtam, niezmiernie miło jest mi cię poznać. Zechcielibyście poczęstować się ciasteczkami? Cudownie. Może od razu przejdziemy na brytyjski akcent?
Uścisnął rękę Colleen, jeszcze nie był aż takim cynikiem, żeby tego nie robić tylko dlatego, że wydawało mu się być bez znaczenia, zwłaszcza, że dzięki temu może Bractwo nie trafi do grupy organizacji, które chcą go zamordować. Poza tym, absolutnie nic na tym nie tracił. Colleen kontrolowała metal, dotknięcie jego ręki raczej nic jej nie da. Wbrew pozorom bardziej mógł się bać tej dwójki schowanej za Marie. O ile jeszcze był skłonny uwierzyć, że chłopak znalazł się tutaj przypadkiem, to Alba była też w Tawernie. Will jej nie kojarzył, więc na pewno nie była szczególnie wysoko w Bractwie, a jednak z jakiegoś powodu się tutaj znalazła. Colleen nie zabierała ze sobą losowych ludzi, a przynajmniej Hopper miał taką nadzieję, więc Alba musiała być istotna. Przyjaciółka Colleen? Wydało mu się to dziwnie infantylne, zwłaszcza że przywódczyni powinna mieć wystarczająco dużo swoich zaufanych ludzi na stanowiskach doradców i w radzie. To musiało być coś innego. Szczerze wątpił, że dziewczyna może mieć na niego jakiegoś haka, więc chodziło o moc, a skoro Colleen zachowywała się jakby to ona miała wszystkich obronić, to mógł założyć, że Alba była raczej telepatką. Och, cudownie.
Cóż, miło było się utwierdzić w przekonaniu, że dobrze odgadł kim był chłopak, ale duma i samozachwyt mogły chwilę poczekać. Lepiej było to wykorzystać do rozwiązania bardziej palącego problemu.
- Dobrze was poznać - odpowiedział lakonicznie, choć nie miał zamiaru się przedstawiać własnym imieniem. Przejechał po całej trójce wzrokiem zatrzymując się na Albie na ułamek sekundy dłużej niż przy innych. To wystarczyło, żeby wiedział jej twarz, kiedy pomyślał WYPIERDALAJ STĄD GRUBA KURWO ZAJEBI? CIEBIE I CAŁĄ TWOJĄ PIERDOLONĄ RODZIN? SZMACIARZY. Nic personalnego, po prostu ludzie zajęci grzebaniem w cudzych głowach niekoniecznie perfekcyjnie panują nad mimiką.
Niezależnie od tego czy przyłapał Albę na przeglądaniu swoich myśli, kontynuował:
- Więc... jak bardzo Bractwo jest w dupie? - spytał. Tak czy siak na razie potrzebował ich pomocy, ale wolał wiedzieć czy nie wpakowuje się na tonący okręt i czy w ogóle powinien zostawiać tu jakieś ślady po Hopperach.
Zastanawiało go czy trójka oceniała go równie dokładnie co on ich, czy już zwrócili uwagę dwie blizny na jego twarzy albo chociaż oszacowali w którym roku się urodził. W gruncie rzeczy to też by mu sporo o nich powiedziało.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-23, 23:15   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie możesz palnąć nic głupiego, Marie. Skup się. Jesteś szefową cholernego Bractwa Mutantów i zachowuj się w ten sposób.
Denerwowałam się, ale bardzo starałam się panować nad swoimi nerwami. Liczyłam na to, że Axon nie planuje zrobić niczego głupiego, bo nie ręczę za siebie. Nie miałam najmniejszego zamiaru pozwolić na to, by ktokolwiek w jakikolwiek sposób nas teraz zaatakował. Byłam względnie wypoczęta, a więc w pełni sił. Umiałam być całkiem niebezpieczna dlatego naprawdę miałam nadzieję, że mężczyzna (a może chłopak? Nie wyglądał jakoś super staro, mógł być w moim wieku, może z rok starszy) przyszedł tu w pokojowych zamiarach. Liczyłam też na to, że mój ukochany brat nie będzie starał się odzywać. Nie zrozumcie mnie źle - uwielbiałam go, ale to nie był ani czas, ani miejsce. Będziemy mieli jeszcze wiele godzin na nadrobienie.
Bądź co bądź postanowiłam skupić swoje myśli jedynie na człowieku, którego chciałam zwerbować do Bractwa. Zwróciłam uwagę na to, że się nie przedstawił, ale nie zamierzałam ciągnąć go za język. Nie potrzebowałam nazwisk i historii jego rodziny. Potrzebowałam człowieka, który mógł mi pomóc i na którego mogłam liczyć. To było dla mnie priorytetem w tej chwili.
Odsunęłam się na pół kroku, żeby nie stać zbyt blisko niego. Nie chciałam go osaczać, już i tak pewnie miał mnie za desperatkę. Przyglądałam mu się, ale w tym mroku nie byłam w stanie zbyt wiele odkryć. Wyglądał na... normalnego. Po prostu. Był jakiś taki zwyczajniejszy niż go sobie wyobrażałam, w ogóle... wyobrażałam sobie go inaczej, ale teraz nawet nie umiałam nazwać tych wyobrażeń. Bądź co bądź jego wygląd nie był najważniejszy.
- Nie umieramy. - powiedziałam od razu, by nie pomyślał, że łapiemy się ostatniej nadziei i nim dodałam cokolwiek, rozejrzałam się dokładnie po drzewach i wsłuchałam w dźwięki nocy. Nikt nas chyba nie podsłuchiwał... Nikt nie znał drogi do obozu.
- Mimo to z dnia na dzień może nam być co raz ciężej. Generalnie obawiam się, że Nancy Flanagan żyje, ma się dobrze i śpiewa wszystkie nasze tajemnice w Rządzie. Chciałabym, żebyś nam pomógł. To nie będzie jednorazowa akcja. Trzeba się dowiedzieć, czy żyje, czy przekazała wszystkie dane o Bractwie. Jeśli tak, trzeba nas wszystkich stąd ewakuować, usunąć dane. Trzeba wyśledzić Flanagan i upewnić się, że już nigdy nikomu nic na nasz temat nie powie. - powiedziałam bardzo, bardzo poważnie - Poza tym... nie będę kłamać. Morale w Bractwie po śmierci mojej matki drastycznie spadły. Fakt, że dołączyłbyś do nas... Oni wiedzą, jak bardzo nam pomagałeś. Twoja obecność nam pomoże. Nie ukrywam, naprawdę cię potrzebujemy. Boję się o tych wszystkich mutantów, których przysięgłam chronić. Najzwyczajniej się boję... - dodałam i spuściłam wzrok. Brzmiałam jak desperatka? Możliwe. Brzmiałam jak gówniara, która postanowiła być królową? Na pewno. Przejmowałam się tym? Nie do końca... Nie umiałam inaczej, a próbować musiałam.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-30, 19:57   
   Multikonta: Lidia Foney


Dobrze was poznać.
Alba patrzyła na niego, mając jakieś dziwne przeczucie. Zwyczajnie niezwyczajnie bystry mutant, który przychodzi Bractwu z pomocą, czając się nie wiadomo jak i wypatrując wszędzie pułapki. No dobra, żyli w czasach, w których trzeba było przez cały czas mieć się na baczności. Jego działania potrafiła zrozumieć, ale jednak wolałaby, kiedy atmosfera byłaby trochę lżejsza.
Gdy zatrzymał Axon dłużej swoje spojrzenie na niej, odruchowo zmarszczyła lekko czoło, nie wiedząc, o co mu chodzi. Coś jednak poczuła. Cień emocji, skrawek negatywnego uczucia, które mogłoby stanowić dowód na to, że powinny z Colleen uciekać jak najszybciej. Cholera. Nie potrafiła jednak rozróżnić dobrze, o co tutaj chodziło, ponieważ jej moc czasami zawodziła, a i Alba wobec niektórych emocji wykazywała wciąż brak większej wiedzy.
Trafnie ocenił sytuację. Bractwo było tonącym okrętem. Cierpieli, tracili ludzi, podczas gdy wróg rósł w siłę. A zagrożenie mogło nadejść praktycznie z każdej strony. Chociaż dobrze wiedziała, że przyjaciółka bała się zaufać Axonowi, to jednak innej szansy chyba na horyzoncie nie było. Bardzo powoli, ale jednak trochę tonęli. Rząd, wojsko, GC… Robiło się niebezpiecznie i jeśli tylko teraz się nie zmobilizują, nie podejmą konkretnych działań, to raz na zawsze zgaśnie nadzieja na wolność dla mutantów.
Kiwnęła lekko głową, kiedy padło pierwsze stwierdzenie Colleen – było źle, a wróg miał dostęp do tajnych danych na temat ich organizacji. Być może, kiedy jutro się obudzą, nie będzie Bractwa i czeka ich wieczny los w obrożach. Alba już widziała te wielkie nagłówki o tym, jak liga wybryków natury zostaje unicestwiona. Widziała ciężkie tortury, nieludzkie eksperymenty, dla których ich ciała i umysły staną się idealną przekąską.
Gdy Colleen zakończyła ze smutkiem, Alba objęła ją odruchowo ramieniem, czując ogromną rozpacz przyjaciółki. Nie dodała nic więcej, bo Marie chyba wypowiedziała już wszystko. W chaosie emocji, w krzyku desperacji…
Alba popatrzyła zmartwiona na Axona. Czy mógł odmienić ich los? Czy chciał?
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-01-30, 21:17   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Brak reakcji Alby był zaskakująco dobrą wiadomością - albo zaskakująco złą, jeśli jednak odczytała jego myśli, a ciągle zachowywała się dość naturalnie. Cóż, jakby Hopper miał aktualnie lepszy wybór od dołączenia do Bractwa. Jakby miał jakikolwiek wybór. Zgłoszenie się do rządu po mutazynę nie wchodziło w grę, przynajmniej dopóki nie zamknie wszystkich swoich spraw i nie upewni się, że nijak nie wpłynie to na jego rodzinę. Już wystarczająco zrujnował im życia, nie potrzebowali powtórki z rozrywki.
Bractwo go potrzebowało i chociaż miał tego świadomość, to i tak miło mu się słuchało słów Colleen. Tak, miał świadomość że Marie chce go zaciągnąć do organizacji i gdyby to miało pomóc, to ułożyłaby hymn pochwalny na jego cześć... ale to nie zmieniało faktu, że obydwoje wiedzieli że to wszystko to była prawda.
Sytuacja była dość dramatyczna, ale właściwie tak samo można byłoby opisać ostatnie jedenaście lat życia Willa. Chyba się już do tego przyzwyczaił. Jedno było pewne: ich tajna baza przestawała być już tajna, nie ważne czy Flanagan pracowała dla rządu, czy nie. Cztery lata to i tak było stanowczo za dużo, żeby utrzymać coś takich rozmiarów i takiej wagi w sekrecie. Z resztą, młody Marie musiał ich jakoś znaleźć, a skoro on o nich wiedział, to równie dobrze mogło wiedzieć pół miasta.
- Będę potrzebować jakiegoś miejsca do pracy w spokoju, informacji o Flanagan, dostępu do waszej bazy danych. - Inna sprawa, że tego ostatniego potrzebował nie do znalezienia Nancy, a reszty swojej rodziny. Póki co, nikt nie musiał o tym wiedzieć.
Na ten moment bardziej martwiło go to, czy nie zgodził się za wcześnie. Spodziewały się tego? Zaczną go podejrzewać? Cóż, w gruncie rzeczy nie miał innego wyjścia jeszcze bardziej niż Bractwo, ale póki udawał że to on ma lepsze propozycje do rozważenia, to miał jakąś kontrolę nad swoją sytuacją. Och, ciekawe jak długo to jeszcze potrwa. Miesiąc? Dwa? Wystarczył mu jeden, drobny udar by ostatnie miesiące swojego życia spędził jako warzywko, a całe jego plany spełzły na niczym. Paradoksalnie, to chyba był jednak jego najbardziej optymistyczny scenariusz - przynajmniej nie zakładał wicia się z bólu w ciągu ostatnich tygodni życia ani bycia świadomym podczas tracenia kontroli nad całym swoim ciałem.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-30, 21:48   
  

   2 Lata Giftedów!


Denerwowałam się. Serce waliło mi tak mocno, że pewnie wszyscy zebrani wokół mnie dokładnie to słyszeli. Nie umiałam nad tym zapanować, nie umiałam się uspokoić. Panikowałam. Wypełniona byłam desperacją, rozpaczą i okropną paniką. Co zrobię, gdy Axon nie zgodzi się nam pomóc? A co zrobię, gdy zechce nam pomóc, ale okaże się zdrajcą, a ja zniszczę Bractwo przez swoją decyzję? Wszystko było możliwe, ale tak jakby nie miałam innego wyboru niż zrekrutować do Bractwa najinteligentniejszą osobę jaką zdążyłam poznać. Po prostu nie miałam innej opcji, dosłownie. Axon był moim ostatnim pomysłem, ostatnią deską ratunku, bo potem... potem mogło być tylko gorzej, a ja nie wiedziałam jak to przyszłe gorzej naprawić.
Pozwoliłam się objąć Albie, a nawet trochę oparłam się na niej, czując się tak potwornie ciężka, taka zmęczona... Pewnie to sprawiło, ze wyglądałyśmy jeszcze bardziej żałośnie, ale tak w zasadzie... nie umiałam się już przejmować tym, jak mnie postrzegano. Bractwo było zbyt mocno zagrożone, bym przejmowała się swoim wizerunkiem. Moim priorytetem była walka o Bractwo, a nie wyglądanie jak królowa, dlatego też naprawdę się o to nie martwiłam, tak bardzo chcialam, by Axon do nas dołączył... Choć w sumie to trochę sie tego też bałam, a co, jak on nas zdradzi?
Nie było jednak odwrotu, bo Axon oficjalnie zgodził się nam pomóc, a ja byłam tak zaskoczona, że przez chwilę stałam, po prostu gapiąc się na niego, nie potrafiąc zebrać myśli w żaden sposób.
- Dostaniesz wszystko, czego potrzebujesz, obiecuję. - powiedziałam, gdy już zdołałam się ogarnąć z tego pierwszego szoku. Okej, prawdopodobnie teraz ryzykowałam wszystko, ale to wszystko mogłam stracić nawet bez tego ryzyka, więc już chyba bylo lepiej je podjąć.
- Dziękuję, naprawdę ci dziękuję, w imieniu całego Bractwa. - dodałam i obdarzyłam go szczerym uśmiechem, który wyrażał wszystkie emocje, które teraz odczuwałam, a odczuwałam ich naprawdę wiele, cholernie dużo...
- Dasz Albie kluczyki od auta? Odstawi je tam, gdzie zazwyczaj zostawiamy samochody. - powiedziałam, tu zerkając na blondynkę, by upewnić się, że zrozumiała - Ja wprowadzę cię i mojego brata do Bractwa. - dodałam, patrząc na mężczyznę. Miałam nadzieję, że się nie rozmyśli i że Bractwo razem z nim będzie w stanie się podnieść z kolan.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-02-01, 20:22   
   Multikonta: Lidia Foney


Trzeba przyznać, że Alba z Axonem miała problem. Podczas gdy Colleen się cała trzęsła z przejęcia i przerażenia jednocześnie, on nie wykazywał większych emocji. Nic większego, nic, co byłoby na tyle wyraźne, aby mogła go jakkolwiek wyczuć. Te strzępki to mało. Zbyt mało, aby mogła wydawać osąd. Nie podobało jej się to. Nie lubiła grzebać ludziom w tak intymnej sferze jak ich własne emocje, ale po coś tu była, prawda? Jeśli w jego duszy zasiedliłyby się złe, niebezpieczne dla nich odczucia, to odkryłaby je. Tymczasem teraz nic. Przyszło jej jednak do głowy, że chłopak mógł być jedną z tych wyjątkowych osób, które zachowywały się rozważnie i podchodziły do wszystkiego dość spokojnie.
Właściwie to – czy nie takiej osoby teraz tak desperacko potrzebują?
Zgodził się! Alba najpierw troszkę nie ogarnęła, bo to faktycznie nie było zbyt oczywiste. Jeśli jednak podjął taką decyzję, to jego wielki umysł musiał odnajdywać dla niech szansę.
- Dziękujemy, Axon – odpowiedziała zaraz po słowach przyjaciółki. - Naprawdę wierzę, że wspólnie nam się uda – dopowiedziała jeszcze.
Patrzyła za nim, kiedy sięgał do swojego auta, aby wydobyć z niego plecak. Nie czuła się mistrzem kierownicy, ale chyba da radę. W gruncie rzeczy kilka lat w Bractwie było pewną większą lekcją życia, która wymusiła na niej nabycie pewnych umiejętności, których nie zdążyła zdobyć jako nastoletnia córka Beth i Marcosa. Uszkodzenie auta Willa to była ostatnia rzecz, jaka powinna się teraz wydarzyć. Alba jednak była dość spokojna.
Przyjęła w dłoń klucze i popatrzyła po wszystkich.
- Zatem do zobaczenia na miejscu.
Ruszyła do auta, wierząc, że nic im po drodze złego się nie przydarzy.


//zt
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-02, 19:14   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Łatwo było zauważyć, że zdziwił i Colleen, i Albę, ale obydwie dziewczyny chyba były zbyt ucieszone, żeby przesadnie zastanawiać się jego zachowaniem. Jak na razie to była całkiem dobra wiadomość dla Willa, gorzej że ktoś z Bractwa prędzej czy później zacznie się zastanawiać i na coś wpadnie. Hopper miał świadomość że w takim miejscu nie utrzyma swoich tajemnic szczególnie długo, ale wiedział też, że niewiele może z tym faktem zrobić. O ile jeszcze przez jakiś czas będzie w stanie ukrywać kogo tutaj szukał, to efekty uboczne jego mocy nie mogły stać się mniej zauważalne. W najlepszym możliwym przypadku uznają go za alkoholika, który zdecydowanie za często jest na kacu, w najgorszym zorientują się, że za kilka miesięcy będzie już martwy. Jeżeli będzie chciał coś na to poradzić, będzie musiał przebadać i spróbować zacząć produkować mutazynę, co też nie będzie szczególnie proste do ukrycia. To by było na tyle, jeśli chodziło o jakąkolwiek prywatność Willa. Jakbyście mieli wątpliwości, to był ten człowiek, który nie mówił nikomu od jakichś jedenastu lat o swojej przeszłości, a tylko parę osób wiedziało jak on się właściwie nazywa.
Jak łatwo się domyślić, cholernie mu się nie podobało, jak właśnie się odsłaniał i to, że z każdym kolejnym dniem będą wiedzieli o nim coraz więcej. Pozbawiał się właśnie swojej niezależności o którą ciężko pracował i dla której obrony zdążył zabić parę osób. A teraz proszę, William Hopper jak na tacy, sam oddaje się w ręce Bractwa. A najgorsze było to, że to faktycznie było najlepsze możliwe wyjście. O ile nie chciał zostać pieskiem DOGS (pun intended) musiał się na to zgodzić. Nic dziwnego, że miał szczególnej ochoty na pogawędki.
- Zapamiętam to - tylko rzucił żartobliwie na słowa Colleen o tym, że dostani wszystko czego potrzebuje. Chociaż kto go tam wie, może postanowi o tym przypomnieć w najmniej odpowiednim momencie.
Wyciągnął ze auta swój plecak z podręcznym zestawem paranoika, bez którego się nie ruszał. Na dobrą sprawę miał tam wszystko czego potrzebował, z czego większość w ukrytych kieszeniach albo wszyta w poszewkę. Już nie raz to że zawsze był spakowany i gotowy do ucieczki mu się przydało, może nawet dzięki temu jeszcze żył. Poza tym plecakiem, nie miał nic prywatnego w samochodzie; oddał Albie kluczyki.
- Panie przodem - powiedział, dając znać że jest gotowy. Nie miał już nic do stracenia.

ztx2
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-02, 17:52   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/kilka godzin po nocnym spotkaniu z Bradem

Kiedy tylko skończyła prowadzić rozmowę z Hopperem, niemal od razu sięgnęła po torbę, by kolejno zacząć wrzucać do niej wszystkie rzeczy, które jej zdaniem mogły się przydać w czymkolwiek to coś było. Nawet za bardzo nie wiedziała, kiedy jej torba została wypełniona jakimiś wyjątkowo dziwnymi rzeczami. Mniejsza z puszką dietetycznej coli i pudełeczkiem mentosów, walającymi się gdzieś pomiędzy utlenioną wodą, bandażami i plikiem plastrów. Nie była za to do końca pewna jakim cudem w ogóle wpadła na pomysł, by wrzucić do środka tubę po plakacie, zestaw małej krawcowej, obcinacz do paznokci z pilniczkiem i… tak, kombinerki, o których istnieniu wcześniej nie miała nawet pojęcia.
Jedyna rzecz, którą tak właściwie miała ochotę zabrać, leżała na biurku, wrogo się na nią patrząc i kusząc ją niemiłosiernie. Ale przecież w rękach Wallace to nie była aż tak śmiercionośna maszyna, jak to twierdziła Cassandra, prawda? W końcu potrafiła się jakoś posługiwać bronią. Nie miała sobie zrobić krzywdy. Ani tym bardziej innym. Matilde westchnęła ciężko, zarzucając na siebie skórzaną kurtkę i przeczesując włosy palcami. Pieprzyć to. To może i była impulsywna decyzja, ale z całą pewnością przemyślana decyzja. Bo w końcu.. myślała o tym dłużej niż trzy minuty, huh?
Takim też cudem upchnęła broń do środka – wcześniej decydując się na wyciągnięcie magazynka, po czym zarzuciła sobie torbę przez ramię. Właściwie, sama siebie zaskoczyła, tym jak szybko była w pełni gotowa do wyjścia. I gdy tak wychodząc, przelotnie rzuciła spojrzeniem na swoje odbicie w lustrze – coś jakby ją trafiło. Choć przysięgła sobie, że tego nie zrobi… tak po prostu, zupełnie mimowolnie sięgnęła do kieszeni ciemnych dżinsów, by wyciągnąć z nich czerwoną szminkę i pomalować sobie usta. To bynajmniej nie miało nic wspólnego z Hopperem. To przecież.. tak.. to był jej znak rozpoznawczy. To wszystko. To nic nie znaczyło. I choć nienawidziła siebie za to co zrobiła, nie zmazała szminki chusteczką. Zamiast tego trzasnęła drzwiami, udając się pod umówione miejsce.
Nie zdążyła nawet do końca wypalić papierosa, bo już z daleka dostrzegła zaparkowany samochód. Nie musiała się właściwie nawet upewniać, by wiedzieć do kogo on należał. Po prostu zaciągnęła się po raz ostatni fajką, niemal natychmiastowo czując jak coś ściska jej żołądek, a potem upuściła papierosa na ziemię i otworzyła drzwiczki, sadowiąc się na miejscu pasażera. Nie, nie odezwała się ani jednym słowem. I nie, nie uraczyła Hoppera spojrzeniem. Zamiast tego – zupełnie jakby to było naturalną reakcją – przełączyła stację w radio na jedną z tych, w których przez całą dobę leci ostra, głośna i nieco agresywna muzyka, a potem… podkręciła głośność. Bardzo znacząco podkręciła głośność. Właściwie do tego stopnia, by zagłuszyć swoje myśli. Wstrzymała też oddech, jakby nie chcąc dopuścić do siebie zapachu perfum Hoppera. Zdziwiła ją tylko jedna rzecz – dlaczego do cholery wciąż stali?!
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6