Poprzedni temat «» Następny temat
Sala treningowa
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-01-05, 22:45   Sala treningowa



[Profil]
 
 
Christopher Blackwood



"No matter how strong, for a human to fight a monster means he has submerged his humanity and transformed himself into a greater monster."

Teleportacja

80%

brak





name:

Christopher Blackwood

Wysłany: 2018-01-05, 23:55   

Chyba można nazwać ten dzień dobrym. Chociaż może nie do końca. Albo tak. W sumie to od rana nie wydarzyło się kompletnie nic. Nic co mogłoby zmienić humor Chris'a. Nic negatywnego, nic dobrego, a że ten obudził się z niezgorszym nastrojem, taki też mu towarzyszył przez cały czas. Dzień zaczął od pożywnego śniadania, czyli kanapką z kurczakiem, popitą szklanką whisky. Nie miał też zbytnio tego dnia nic do roboty. Nie szedł na żadną misję, w teorii miał zająć się jakimś słabym mutantem, ale udało mu się zwalić to na nowszych członków GC, więc miał cały dzień wolny. Robił to na co miał ochotę, co głównie ograniczało się do leżenia na łóżku. Ale nawet taki leniwy dzień, nie byłby pełny bez treningu. Pomimo, że przez wiele lat był prawie że do tego zmuszany i tego nienawidził, teraz nie wyobraża sobie dnia bez treningu. Zeskoczył z łóżka i przebrał się w dresy i tank top, zarzucił na ramię ręcznik i ruszył w stronę sali treningowej. Tuż po wejściu, rzucił rzeczy na ławkę i zdjął buty, bo lepiej mu się ćwiczy na boso. Zostawił uchylone drzwi, żeby był lepszy ruch powietrza w pomieszczeniu i przystąpił do rozgrzewki. Przez kilkanaście minut robił podstawowe ćwiczenia oraz rozluźniał stawy i mięśnie. Zawsze mu powtarzano, że najwięcej urazów powodowanych jest przez niewystarczająco rozgrzane mięśnie, chociaż to się tyczyło zawodów w gimnastyce, a nie walki z mutantami, co jest głównym zajęciem Chris'a. Gdy już się trochę zmęczył napił się wody i rozejrzał, co by porobić. Przejechał ręką po lekko już spoconej głowie i skierował się w stronę worków treningowych. Tak na prawdę nigdy nie trenował jako tako jakiejś sztuki walki. Wszystko co umie to połączenie wszystkiego co widział. Sceny z filmów, pokazów, obserwowania walk innych. Twarde kopnięcia z Taekwondo, zamaszyste i nieprzewidywalne uderzenia z Capoeiry, ataki kolanami i łokciami z Mauy Thai, chwyty z Brazylijskiego Jiu-jitsu i rzuty z Judo. Można by to nazwać prawdziwym MMA. Ogromna kontrola nad ciałem i ogromna gibkość, dają Chrisowi ogromne możliwości w kwestii walki w bliskim kontakcie. Jedna z racji braku partnera do sparingu, skupił się na kopnięciach na worku treningowym, które wisiał z jednej strony sali. Zaczynał powoli od niskich kopnięć na kostki, poprzez kopnięcia na brzuch, przechodząc do ataków na głowę, gdzie najwyższe graniczyły z szpagatem. Jego noga rytmicznie uderzała z głośnym hukiem w worek treningowy. Po jakimś czasie zrobił sobie krótką przerwę, na podejście do ławki i napicie się wody, po czym na chwilę przysiadł, żeby złapać oddech
[Profil]
 
 
Lidia Forney



Każdą istotę, którą bierzemy w ramiona, możemy utulić lub udusić. To boska chwila decyzji.

Niebezpiecznie urocza

Najważniejsza kobieta w GC





name:

Lidia Forney

age:
26 lat

Wysłany: 2018-01-06, 18:46   
   Multikonta: Alba Delgado


Chociaż Lidia Forney należała do osób aktywnych i lubiących konkretne zadania, znała dobrze swoją rolę i akceptowała ją. Niemal bez zająknięcia. Wystarczyło jej, że miała już i tak ogromne wpływy i w co poniektórych budziła prawdziwą trwogę. Bardzo dobrze. Często odczuwała znudzenie pracą biurową i porzucała gabinet na rzecz jakiś ciekawszych, choć dalej raczej dość bezpiecznych zajęć. Coś wewnątrz niej jednak cierpiało z braku adrenaliny. Planowanie akcji, kontrolowanie raportów i ustawianie ludzi momentami przestawało wystarczać. James był raczej człowiekiem zajętym i, choć nie pozostawał obojętny na jej urok, musiał stawiać na pierwszym miejscu swoje dziedzictwo. Rozumiała to, bo i ona w jakimś stopniu czuła, że walka i interesy należały do najistotniejszy kwestii. Jednak to wzdychanie do głębszego przeżywania…
Przemierzała korytarze siedziby, trochę podglądając pracę innych, ale bardziej jednak poszukując sobie jakiegoś zajęcia. Było dość spokojnie, ale wiedziała, że to ta cisza przed burzą. Mutanci, podobnie jak oni, nie zasypiali na zbyt długo. Musieli więc pozostawać czujni.
Tak trafiła do sali treningowej. Nawet nie weszła. Jedynie dyskretnie obserwowała oparta bokiem o futrynę. Uwielbiała siłę. Fascynowała ją. Dlatego możliwość oglądania mężczyzny zadającego ciosy sprawiała jej przyjemność. Była tylko kobietą. Jednak w tym momencie nie chodziło nawet o ciało, ale właśnie o moc, która w nim się skrywa. Moc czysto ludzka, ciężko wypracowana, a nie jakieś diabelskie pomieszanie genów podane wprost na tacy przypadkowym ludziom. Christopher nie był przypadkowy. Tak samo jak żaden zasłużony członek GC. Okres zaintrygowania siłą przeobrażał się u Lidii w pasję związaną z bronią. Zaczynała spędzać coraz więcej czasu na strzelnicy, ale o tym niewiele osób wiedziało. Tymczasem prawdziwy sekret nie tkwił nawet w dobrej broni, ale we współpracy z własnym ciałem.
No tak, faktycznie miło się spoglądało. Niemniej jednak mężczyzna skończył, co Lidia przyjęła z pewną ulgą. O dziwo. Wparowała więc bezceremonialnie do środka, a dźwięk jej obcasów mocno wybrzmiał w dużej sali. Tak po prostu usiadła obok i westchnęła trochę teatralnie. Starała się zignorować zapach potu.
- Christopher Blackwood – zaczęła spokojnie, wymawiając mocno jego nazwisko. - Taka potęga mięśni, ale tak mało rozwagi – wypowiedziała dość tajemniczo. Nie musiał nawet rozumieć, o co jej właściwie chodzi. Wystarczyło, że wiedział, że Lidia nie zjawiała się ot tak, dla przyjacielskiej pogawędki. Może chciała coś wywęszyć, albo znaleźć powód, by być bardzo nieuprzejmą szefową.
[Profil]
   
 
Christopher Blackwood



"No matter how strong, for a human to fight a monster means he has submerged his humanity and transformed himself into a greater monster."

Teleportacja

80%

brak





name:

Christopher Blackwood

Wysłany: 2018-01-07, 01:02   

Nie dane było mu długo odpocząć. Dosłownie chwilę po tym jak usiadł na ławkę, drzwi na salę gwałtownie się otworzyły i do pomieszczenia ktoś wszedł. Na początku Chris miał to zupełnie gdzieś. W końcu nie był jedyną osobą w tym budynku i w przeciwieństwie do mutantów, oni musieli bardziej przykładać się trenowania własnego ciała. Jednak w chwili, gdy usłyszał pierwsze stuknięcie obcasa o podłogę, domyślił się kto to może być. Nikt kto przychodzi trenować, nie ubiera butów na obcasie. Obejrzał się w stronę z której doszedł ten dźwięk i spostrzegł Lidię. Całe szczęście, że miał dziś nie najgorszy humor, bo rozmowy z przełożonymi nigdy nie szły mu dobrze. Zazwyczaj sprowadzały się do ochrzanów za zbytnią samowolkę, czy cokolwiek innego. Nic nie poradzi na to, że lepiej działa mu się na misjach w pojedynkę, że ma pewne problemy z zaakceptowaniem autorytetu osób wyżej postawionych, czy po prostu jest zbyt brutalny w stosunku do nowych rekrutów. Chris podążył wzrokiem z kobietą, która w ciszy, z stukotem obcasów szła w jego stronę. Nie można był odebrać jej uroku. Była dystyngowaną i elegancką kobietą. Blackwood jednak siedział tu już zbyt długo, żeby nie wiedzieć, że to jest niebezpieczna kobieta i dla własnego bezpieczeństwa, lepiej nie szukać z nią bliższych kontaktów. Nie mógł się jednak powstrzymać od myśli, że dość śmiesznie wyglądała w swoich dość eleganckich ubraniach, na przesączonej zapachem potu sali treningowej. Jakby zgubiła się i trafiła tu przypadkiem. Była chyba typem osoby, której nie wyobrażał sobie w dresach i zwykłej koszulce. Gdy usiadł i teatralnie westchnęła, zauważył że chyba nie nie uznała tego zaraz po tym za najlepszy pomysł, gdyż smród potu chyba jej nie odpowiadał. Zaczął się też się lekko zastanawiać nad celem jej wizyty. Ona nie należy do osób które przychodzą na przyjazną pogawędkę czy poplotkować. Przetarł ręcznikiem twarz i głowę i nie mógł nie zwrócić uwagi na to jak mocno zaakcentowała jego nazwisko. Ohoho, znowu dostanie za coś ochrzan?
- Nadal żyję, więc najwyraźniej rozwagi mam wystarczająco.- Nie podobał mu się też jej tajemniczy ton jej wypowiedzi. Brzmiała, jakby coś wiedziała i chciała mu dać znak, że to wie i nie musi tego ukrywać. Chce nim zmanipulować, czy na prawdę coś wie? Może po prostu z nudy chce po uprzykrzać mu życie.
- Nie chciałbym być nieuprzejmy, ale cóż takiego sprowadza Panią Forney w takie miejsce?- Zapytał trochę z przesadną uprzejmością, trochę cynicznie. Szczerze to nie wiedział nigdy jak do niej się zwracać. Jest od niego młodsza, więc ciężko mu się zwraca do niej oficjalnie, ale jednocześnie była wyżej niż on w hierarchii...
[Profil]
 
 
Lidia Forney



Każdą istotę, którą bierzemy w ramiona, możemy utulić lub udusić. To boska chwila decyzji.

Niebezpiecznie urocza

Najważniejsza kobieta w GC





name:

Lidia Forney

age:
26 lat

Wysłany: 2018-01-10, 00:13   
   Multikonta: Alba Delgado


Pracowała w miejscu, w którym przebywali głównie mężczyźni, więc powoli przestała zwracać uwagę na smród potu wokół siebie. Mało kobiet nadawało się do Genetically Clean. Tu potrzebne były naprawdę silne charaktery, osoby w pełni zaangażowane w działania grupy. Postacie silne. O, na przykład taki Christopher. Zerknęła sobie na niego jakoś tak podejrzanie serdecznie, kiedy wycierał twarz ręcznikiem. Naprawdę lubiła patrzeć, jak ludzie wzmacniali swoją siłę i doskonalili ciało. Zachwyt nie był celem jej wizyty, chociaż zaczęła się zastanawiać nad tym, czy jej ewentualny komplement mógłby podziałać na niego motywująco. Ostatecznie dobrze wiedziała, co to znaczy słuchać, kiedy szef jest zadowolony ze swojego pracownika. Problem jednak w tym, że tak czysto usatysfakcjonowana z jego działań nie była. Coś jej ewidentnie śmierdziało w jego osobie. Wyczuwała jakąś podłą intrygę. Był zbyt tajemniczy. Niby zaangażowany, z takim zapałem łapał te wybryki natury, ale czasami dziwnie się zachowywał. I nie było tak, że to jej osobiste obserwacje. Nie miała nawet okazji, by aż tak szczegółowo mu się przyjrzeć. Był też ktoś, kto zwrócił jej na to uwagę.
- Kto wie? - zapytała cicho i wstała, obracając się nieco, jakby ukazywała to pomieszczenie przed nim. - Może potrzebuję solidnego treningu? - powiedziała całkiem odważnie i nie przestawała się przy tym uśmiechać. Jakoś nie zamierzała się przejmować tym, że mogło to dziwnie zabrzmieć. A może właśnie o to jej chodziło? - A może to ty potrzebujesz opowiedzieć mi o swoim największym sekrecie? - Podeszła bliżej i troszkę się pochyliła nad siedzącym mężczyzną. - Dlaczego właściwie tutaj jesteś, Christopherze? - Musiał się przyzwyczaić do tego, że będzie często wymawiała jego imię lub nazwisko. Często i mocno.
Pytanie zupełnie banalne, ale jakże intrygujące. Ostatecznie był tu od wieków. Dłużej od niej. Ale co właściwie nim kierowało? Jaki był cel jego obecności w tej organizacji? Niby wszyscy pięknie marzyli o wytępieniu mutantów, ale to nie było tak oczywiste. Lidia rzadko kiedy prowadziła rozmowy tego typu ze swoimi pracownikami. Miał trochę pecha, że padło akurat na niego.
Odeszła na kilkanaście kroków i zaczęła się rozglądać po sali, jakby faktycznie interesował ją znajdujący się tutaj sprzęt. A może wolała przyjrzeć się swojemu odbiciu w lustrze?
Niezbyt lubiła, kiedy mówiono do niej pani, ale dobrze wiedziała, że tak wypadało. Słysząc to, czuła również, że jest wyżej. Mogła mówić do niego swobodnie po imieniu, choć był od niej starszy. To sprawiało jej pewną satysfakcję.
[Profil]
   
 
Christopher Blackwood



"No matter how strong, for a human to fight a monster means he has submerged his humanity and transformed himself into a greater monster."

Teleportacja

80%

brak





name:

Christopher Blackwood

Wysłany: 2018-01-10, 00:50   

Czuł się niekomfortowo, a jego dobry humor jakby powoli umykał z niego, jak para. Nigdy nie czuł się dobrze w towarzystwie swoich przełożonych, zwłaszcza gdy byli osobami tak manipulacyjnymi jak Lidia. Do tego dochodzi, że celowo albo nie zachowywała się jakby go o coś podejrzewała. Z resztą ludzie zawsze byli dla Chrisa zagadką. Przez swoje braki w kontaktach międzyludzkich, nie wykształcił w pełni podświadomej umiejętności wyczytywania ludzkich emocji. Zwłaszcza jak ukrywali te prawdziwe intencje. Dlatego nie polubił tego serdecznego uśmiechu, którym potraktowała go przed chwilą. Był jakiś taki sztuczny i tajemniczy. Podążył za nią wzrokiem gdy wstała.
- Trochę ruchu nikomu nie szkodzi. Zakładam, że na tak stresującym stanowisku, konieczny jest raz na jakiś czas moment wyładowania się.- Odpowiedział z uśmiechem, ale w tych ich uśmiechach było coś naciąganego. Nie wyglądała na osobę wielbiącą solidny wysiłek a też jej praca, w przeciwieństwie do zadań Chrisa, nie wymagała takich treningów.
- O moim największym sekrecie? Nie mam sekretów o których nie mógłbym powiedzieć. Jestem nudnym człowiekiem w tej kwestii. Co chciałabyś wiedzieć. Że przez jakiś czas nosiłem okulary zerówki, pomimo braku wady wzroku? Czy może, że nie mam wykształcenia wyższego?.- Powiedział i zaśmiał się, jakby trochę z drwiną, trochę z samego siebie, trochę z całej tej sytuacji, która mu się nie podobała.
-Dlaczego tu jestem? Zależy która odpowiedź jest dobra. Czy standardowe "Bo nienawidzę mutantów" czy coś w ten deseń, czy chcesz znać całą historię mojego dzieciństwa, moich relacji z ojcem i jego śmierci spowodowanej przez te wynaturzenia?- Wymienił, mówiąc dość oschle. Cała tą wypowiedź patrzył jej w oczy, po czym okręcił się na ławce, plecami do niej i podciągną do góry podkoszulek, pokazując w dużej mierze już zagojone, ale nadal widoczne blizny po oparzeniach, z czasu akcji w barze. Poczekał tak chwilę, po czym z powrotem obrócił się w jej stronę. Nie wie, czy czekał na jej reakcję, czy co.
-To wystarczy? - zrobił przerwę- Plus, nie można zaprzeczyć, że to jest ciekawa praca. Rzadko kiedy w dzisiejszych czasach można pracować jako swojego rodzaju myśliwy. Ale wracając do samego pytania. Może teraz ty mi powiesz dlaczego ty tutaj jesteś?- Powiedział już wcześniejszym lekkim tonem, patrząc jak przechadzała się po sali treningowej. Przez chwilę skojarzyła mu się z turystą w zoo. Niby ogląda z zaciekawieniem wszystko dookoła, ale najprawdopodobniej miała to gdzieś. Odłożył ręcznik obok, gdyż już całkowicie wysechł odkąd Lidia tu przyszła. Nadal siedział i nie miał zamiaru się stamtąd ruszyć.
[Profil]
 
 
Lidia Forney



Każdą istotę, którą bierzemy w ramiona, możemy utulić lub udusić. To boska chwila decyzji.

Niebezpiecznie urocza

Najważniejsza kobieta w GC





name:

Lidia Forney

age:
26 lat

Wysłany: 2018-01-10, 22:41   
   Multikonta: Alba Delgado


Och, gdyby tylko zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo pragnęła się wyładować – najlepiej na jakimś zmutowanym kąsku. Jednak nie! Jej nie wolno było dotykać tego tematu. Co najwyżej James pozwalał popatrzeć, choć i tutaj niejednokrotnie musiała naprawdę walczyć o swoje. Czy naprawdę wciąż niedostatecznie dobrze ukazała mu, że nie jest kruchą kobietą? Z tego powodu rósł i rósł jej poziom frustracji. Goniła za wielkimi emocjami, za bólem i przemocą wobec mutantów. Miala to tak blisko, a zarazem wciąż ją od tego odsuwano. Przychodziły i takie momenty, kiedy bardzo pragnęła, by gdzieś wyjechał i zostawił ją tutaj samą na parę dni. Wciąż to jej ukochany budził większy strach od niej. Gdy znikał, rządziła ona i to nie podlegało dyskusji. Szkoda tylko, że wierność w kwestii przestrzegania nakazów Jamesa potrafiła nie gasnąć pośród jego ludzi nawet, kiedy ten był daleko stąd.
- Nie masz pojęcia, z jak wielką chęcią poćwiartowałabym jakiegoś mutanta – mówiła z pełną rozkoszą. Jej uniesiona dłoń, w którą jeszcze przed chwilą z fascynacją się wpatrywała, zacisnęła się mocno. Paznokcie spróbowały schować się w skórze. Mocno. -
Kiedy rzucał nudnymi faktami z życia osobistego, nawet go chyba nie słuchała. Liczyła na coś więcej. W końcu wszyscy mamy jakiś mroczny sekret, który budzi strach, albo sprawia, że dusza wypala się ze wstydu. Coś na pewno w nim siedziało. Czuła to.
I najwyraźniej się nie myliła. Widok blizn na jego plecach bardzo jej się spodobał. Świadczyły one o tym, że, owszem, przeżył piekło, ale skoro był tutaj obok, tak silny i zdeterminowany, to jednak tamte rany wzmocniły go. Uczyniły twardszy. Doświadczył zła i z tym złem teraz walczył, gotowy zabijać. Ten widok jeszcze bardziej umocnił jej przekonania o tym, że nie można mieć litości. Żadnej. Trochę żałowała, że tak szybko się zasłonił, ale zdawała sobie sprawę, że najpewniej nie miał ochoty świecić jej przed oczyma bolesną przeszłością.
- Twoje blizny są twoją siłą, Christopherze – odrzekła dość ciepło, siadając ponownie zaraz przy nim. - Nigdy jej nie zgub.
A ona? Nie miała żadnej blizny. Nie utraciła w wyniku działań mutantów żadnej bliskiej osoby. Tak naprawdę nie miała mocnych, motywujących powodów. Zapewne tutaj największy wpływ miało wychowanie jej w przekonaniu, że to ohydne istoty bez prawa do życia pośród dumnych obywateli. O tyle jako nastolatka, miała często gdzieś te propagandowe opowiastki ojca, o tyle, gdy poznała Jamesa wszystko się zmieniło.
- Mój ukochany – pozwoliła sobie na pauzę, przywołując mimowolnie przed oczami jego obraz. - Doświadczył niewybaczalnych krzywd. On i wielu niewinnych ludzi doznali cierpienia, na które nie zasługiwali. Spotykam się z tymi ludźmi, patrzę na ich pełne strachu oczy. Na rany. Słucham opowieści o splądrowanych dobytkach, zniszczonych domach, o groźbach. To mi wystarczy. Nie zgodzę się nigdy, by te potwory bezkarnie niszczyły nasz świat.
[Profil]
   
 
Christopher Blackwood



"No matter how strong, for a human to fight a monster means he has submerged his humanity and transformed himself into a greater monster."

Teleportacja

80%

brak





name:

Christopher Blackwood

Wysłany: 2018-01-17, 00:11   

Cały czas miał wrażenie, że jest na jakimś przesłuchaniu. Opowieści o życiu, wypytywanki o motywy dołączenia do CG. Czy to jest jego pierwszy dzień tam? Cholera wie co sobie myślą ci przełożeni. Rozejrzał się po sali treningowej. Raczej nie poćwiczy już sobie. Odechciało mu się. Cała ta rozmowa byłą dziwna, aż nienaturalna. Chris nie należał do najbardziej rozmównych osób, a jeszcze jak był to ten typ rozmowy... .
- Och nie, na pewno nie mam pojęcia. Rozumiem. Ale co ci stoi na przeszkodzie żeby poćwiartować jakiegoś mutanta? Wystarczy kilka słów i już jakiś znajdzie się przywiązany do stołu, a obok niego stół pełen ostrych narzędzi. Powinniśmy mieć coś takiego. Wszystkie większe organizacje mają coś takiego. Na przykład popatrzmy na taki kościół katolicki. Mieli kiedyś inkwizycję, która nie dość, że jawnie paliła i mordowała, to jeszcze potajemnie torturowali rzekomych czarowników i czarownice.- Powiedział w sumie beznamiętnie. Niby trochę cynicznie, ale też czuć było trochę, że jest całkowicie poważny. W końcu od dawna wiadomo, że ma sadystyczne zapędy. Nadal też myślał, co ją tak ciekawiły jego sekrety. Nie ma powodów, żeby nie ufać mu bardziej niż inni, a jednak. Zaśmiał się gdy powiedziała o jego bliznach
- Hahaha, siła? Nie. To jest zwykła skaza. Siła bierze się stąd...- Wskazał na głowę.-... i z wyćwiczonego ciała. Ta blizna to jest tylko dowód słabości.- Powiedział całkowicie już poważnie. Rozumiał o co jej chodziło, że ta blizna pochodzi z momentu kiedy zaczął nienawidzić siebie, ale nigdy nie myślał o niej jako źródle siły, lecz jako o symbolu jego słabości. Prychnął lekko z śmiechu jak opowiadała o jej motywacji do działania w CG. "Oczy pełne strachu"? "opowieści o splądrowanych dobytkach, zniszczonych domach, o groźbach"? Śmieszne
- To tak właściwie jesteśmy jak jakaś organizacja charytatywna tylko, że zamiast pomagać tym pokrzywdzonym, niszczymy źródło tych problemów? Zawsze to lubiłem w tej organizacji. Prosty cel, skuteczne metody- Powiedział z uśmiechem. Ta wypowiedź mogła wydawać się lekko tajemnicza, jakby coś ukrywał, ale miała znaczyć dokładnie to co znaczyła
- Ale przyznam, że to niesamowite, że masz tak dobre serce, że mimo braku osobistych uraz z strony mutantów, nadal działasz. Prawdziwy dobry samarytanin. Podziwiam, na prawdę. Ja przyznam, że mam to wszystko gdzieś co się tam dzieje. Przyszedłem tu w celu mordowaniu tych wynaturzeń, bo gdybym to robił samowolnie, to prędzej czy później by mnie zamknęli.- Powiedział tak nijako. Bez emocji, bez swojego cynizmu. Po prostu bez wyrazu. Wstał, żeby rozciągnąć kończyny, bo chwilę już tam siedział. I wziął łyka wody.
[Profil]
 
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-04-20, 08:51   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Dzisiejszy ranek był dla mężczyzny wyjątkowo ciężki. Nie spał całą noc - z resztą nie pierwszy raz. Nocą przychodziły te pierdolone koszmary. Nie próbował się nawet wczoraj położyć, ponieważ doskonale wiedział, że i tak nie uśnie. Zamiast tego... Pił. Robił to zawsze, gdy nie potrafił sobie poradzić ze swoimi problemami. Nikt nie wiedział co siedzi w jego głowie, nawet jego siostra nie wiedziała jak wiele bólu w sobie nosi. Chociaż... Akurat ona mogła coś podejrzewać. Byli do siebie podobni - jasne, oboje zabijali, oboje byli w wojsku i oboje mieli koszmary, aczkolwiek... O ile to co robiła ona można było nazwać zabijaniem z obowiązku, to on w pewnym momencie swojego życia mordował dla przyjemności. W dodatku w strasznie brutalny sposób. Do tej pory pamiętał dzień, gdy umarli wszyscy jego towarzysze, a on poprzysiągł zemstę. Każdy kto stanął mu na drodze po tych wydarzeniach ginął w strasznie brutalny sposób. Nie było powodu, by wciskać im oczy głęboko w oczodoły. Nie musiał im łamać wszystkich kończyn, wcale nie musiał ich torturować - ale robił to. Nie potrafił się pohamować i teraz płacił za to ogromną cenę, ponieważ wszyscy ludzie których zabił pojawiali się w jego snach, mało tego - bywało, że widział ich również w świecie realnym. Tak - miewał halucynacje, a to oznaczało, że naprawdę nie było z nim najlepiej.
Dlaczego znalazł się właśnie tutaj, na sali treningowej? Ponieważ trening to był drugi z jego sposobów na odgonienie tych wszystkich złych myśli.
Rzucił sportową torbę na podłogę i rozsunął suwak. Nie było w niej zbyt wiele rzeczy - bawełniane dresy, sportowe buty, oraz taśmę bokserską.
Zdjął z siebie spodnie i przebrał się w odzież przygotowaną do treningu. Zrzucił z siebie koszulkę, odsłaniając te wszystkie blizny na ciele, których było naprawdę wiele - zdecydowanie zbyt wiele. Przesunął palcami po nieśmiertelniku obijającym się o jego klatkę piersiową i zaczął powoli wiązać taśmy na swoich dłoniach - wprawnymi ruchami, właściwie nawet nie musiał patrzeć na to, czy robi to dobrze.
Poświęcił parę minut na krótką rozgrzewkę i wreszcie był gotowy do właściwego treninu. Stanął naprzeciwko worka i zaczął w niego uderzać - systematycznie, raz po razie. Po jakimś czasie doszły też kopnięcia, oraz różne kombinacje.
Pot zaczął spływać po jego ciele, ale to przecież dopiero początek - Reynolds potrafił spędzić wiele godzin na tej sali. Czuł się wtedy... Na swoim miejscu. Przecież to było jedyne co potrafił - poza zabijaniem oczywiście.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-04-23, 20:05   
   Multikonta: Bradley Grey


// po Michaelu

Trening w Genetically Clean był na porządku dziennym. Było to wielu wojowników, którzy dbali o formę. W końcu codzienne akcje i bieganie z bronią mogło być wyczerpujące. Poza tym mutanci mieli swoje nadzwyczajne umiejętności, które wykorzystywali w walce przeciw nim, więc oni musieli mieć coś innego. Siła fizyczna, sprawność i szybkość bardzo przydawała się w rożnych akcjach, podczas których łapali mutantów.
Wspomnienia i nienawiść do tych kryminalistów napędzały Scarlett. Dawała z siebie wszystko i była dobrym żołnierzem, oddanym swemu dowódcy. Nie miała może zbyt wielu przyjaciół, nie była specjalnie otwarta na znajomości i nie lubiła niekompetencji, więc kiedy ktoś ją zdenerwował nie bała się powiedzieć co myśli. Bójki między zidiociałymi współpracownikami były dość częstym zjawiskiem zwłaszcza, że uważała się za lepszą od nich.
Dlatego też codzienny trening był dla niej tak ważny. Chciała mieć jakąś przewagę, bo nie oszukujmy się, że była drobną kobietą, która w starciu z mięśniakiem miała mniejsze szansę w pokonaniu go w bezpośrednim starciu.
Przyszła na salę treningową w siedzibie GC już przebrana w sportową odzież i obuwie. Położyła torbę przy ławce, spięła włosy w kucyk i wtedy zobaczyła Jamesa. Uśmiechnęła się na jego widok i podeszła do worka treningowe znajdującego się tuż obok jego. Przyłożyła pierwsze dwa razy i odwróciła się w kierunku brata.
- Nie próżnujesz - zaczepiła go, a kiedy na nią spojrzał uśmiechnęła się. Rzadko potrafił okazywać jej swoje uczucia, ale wiedziała, że je ma. Nie musiał jej przytulać i mówić, że jest jego ukochaną siostrą. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć, a gdy ktoś spróbowałby ją skrzywdzić, pewnie chciałby taką osobę zabić. - Kiepsko wyglądasz. Spałeś dziś w ogóle?
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-04-25, 19:04   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


To prawda - trening był na porządku dziennym. James należał do osób, które na tej sali spędzały naprawdę wiele czasu, ćwiczenie swojego ciała bardzo go odprężało, pomagało oderwać się od tego całego syfu, który go otaczał. Często, gdy ktoś go szukał - zaglądał właśnie tutaj. Mimo tego... Najlepiej ćwiczyło mu się o nieludzkich porach - ponieważ wtedy mógł być sam, nikt mu nie przeszkadzał. Reynolds dawno temu zaprzyjaźnił się z samotnością i chociaż to dość smutne - pozostawała do tej pory jego najlepszą przyjaciółką.
Mężczyzna uderzał w worek raz po razie, zupełnie jakby znalazł się w transie. Był całkowicie pochłonięty swoim zadaniem, worek był jego przeciwnikiem i należało go zniszczyć. Po uderzeniach często następowały kopnięcia - wymierzone dość wysoko, był dobrze rozciągnięty, bez problemu potrafił podnieść nogę na wysokość swojej głowy.
Z rozmyślań wyrwał go dopiero znajomy głos - od razu zdał sobie sprawę do kogo on należy. Przeniósł wzrok na miejsce z którego on dochodził i mimowolnie kąciki jego ust delikatnie powędrowały w górę tworząc coś na kształt uśmiechu, który jednak bardzo szybko zniknął z jego twarzy.
- Scarlett. - powiedział cicho i na moment przestał uderzać. Zlustrował ją wzrokiem od dołu do góry, w odróżnieniu od niego - wyglądała świetnie jak zawsze.
- Nie spałem. Ale to nic. - odparł wzruszając ramionami. Nie było sensu jej okłamywać, znała go lepiej niż ktokolwiek inny na tym świecie. Być może nawet się o niego martwiła, chociaż nie mogła wiedzieć wszystkiego. Nie wiedziała jak cholernie jest zniszczony psychicznie, ani o jego halucynacjach. Nie znała również całej historii, właściwie nigdy nie opowiedział jej w stu procentach o tym, co przeżył. Dlaczego? Nie chciał, by wiedziała jak strasznym człowiekiem się stał.
- Ty za to wyglądasz świetnie. Jak się trzymasz, Scottie? - spytał znacznie ciszej, próbował nawet, by zabrzmiało to... Hmm... Chciał by dosłyszała w jego słowach troskę, ale raczej kiepsko mu to wyszło. Gdyby tylko potrafił okazywać uczucia wszystko było by znacznie prostsze.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-05-16, 21:16   
   Multikonta: Bradley Grey


Widziała ten jego przebłysk uśmiechu. Nie okazywał jej uczuć zbyt często, nie był zbyt wylewnym człowiekiem i miał swoje problemy, które Scottie rozumiała. Nie oczekiwała od niego czułych słówek i przytulenia, gdy źle się poczuje. Ale wiedziała, że jeśli ktoś ją skrzywdzi to jej brat zrobi wszystko, żeby ta osoba tego pożałowała.
Wywróciła teatralnie oczami, gdy użył jej pełnego imienia. Musiał być taki oficjalny? Był rodziną, mógł używać zdrobnienia. Bo w przypadku innych nawet wolała, gdy zwracali się do niej pełnym imieniem. I to właściwie dobrze, że z tej dwójki to ona wygląda zawsze świetnie. W końcu to od kobiety się tego oczekuje. Facet za to musi być stanowczy i silny, czego nie brakowało Jamesowi. Równowaga zachowana.
- To nie jest nic. Musisz spać, żeby jakoś funkcjonować - mruknęła, bo naprawdę się o niego martwiła. Mimo że nie znała całej jego historii, on jej przecież też nie. To nie tak, że byli nierozłączni przez te wszystkie lata. Szła w jego ślady, więc mógł się domyślić co przeżyła, a ona miała jakieś wyobrażenie co przeżył on. I nie można zapominać, że jej wspomnienia odbijały się echem na jej psychice w podobnym stopniu zdewastowanej co jego. Bo choć pewnie mniej przeżyła, to jako kobieta miała mniejszą odporność psychiczną. Choć wydawało jej się, że tego nigdy nie pokazała.
Ona też nie była aniołkiem, więc jego obawy były zbędne. Rozumiała ten świat, sama była potworem, który nie bał się zabijać i torturować, jeśli to konieczne. Poza tym cokolwiek by nie zrobił, nadal był jej bratem i zawsze będzie po jego stronie. I chyba jakoś podświadomie oboje o tym wiedzieli, chociaż żadne nie powie sobie takich słów.
- Dzięki - mruknęła, nie bardzo wierząc w ten komplement. W jej świecie nie było czasu przejmować się zbytnio pielęgnowaniem cery czy kosmetykami do makijażu, więc nie wyglądała jak modelka. - Biorąc pod uwagę całe to szaleństwo? Dobrze. To mój żywioł: polowanie, walka, stres i zmęczenie.
Wzruszyła delikatnie ramionami i uderzyła parę razy w worek, skupiając na nim swoją uwagę. Skrzywiła się nieco.
- Mógłbyś mi pomóc w dopracowaniu tych uderzeń. Nie są tak silne jakbym chciała. Myślisz, że to moje mięśnie mnie zawodzą? Powinnam bardziej przypakować? - zapytała, zastanawiając się intensywnie. Nie widziała siebie w ciele typowej atletki. I tak była wysportowana, ale jednak trochę brakowało jej siły. A to jednak się przydaje.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-05-22, 16:51   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


No cóż. To prawda - James nie należał do specjalnie wylewnych ludzi. Właściwie... Praktycznie wcale nie okazywał emocji. Jego twarz była jak kamienny posąg, życie go tego nauczyło. Tak było o wiele łatwiej - i o wiele bezpieczniej.
Czułe słówka, oraz tulenie się... Nie, to zdecydowanie nie było w jego stylu. Nie potrafił się odnaleźć w takich rzeczach, jego żywiołem było mordowanie. Walka, przelewanie krwi - w tym czuł się naprawdę doskonale. Nie potrafił nic innego. Był pieprzoną maszyną do zabijania, armia postarała się o to, by się nią stał.
Nawet teraz, gdy w pobliżu znalazła się najbliższa mu osoba nie potrafił zrzucić tej skorupy, kokonu w którym ukrył się dawno temu. To było zwyczajnie niewykonalne.
- Jak widzisz funkcjonuję całkiem nieźle. - odparł szorstko jednocześnie kończąc temat. Doskonale wiedział ile jego ciało potrzebuje snu, a nawet jeśli było go zdecydowanie zbyt mało - adrenalina skutecznie go pobudzała. No i kawa. Gorzka jak jego życie. Taa... Ostatnio pił zdecydowanie zbyt dużo kawy. I zbyt dużo alkoholu. Tak bywa.
Wrócił do swojego przeciwnika, którym był aktualnie worek. Uderzał precyzyjnie, każdy ruch był przemyślany. Po każdym jednym ciosie dłoń powracała w pobliże twarzy, by ją ochraniać. Z boku wyglądało to tak, jakby został do tego stworzony i może faktycznie tak było - w końcu tak jak mówiłem wcześniej - nie potrafił nic innego.
Po kilku seriach przytrzymał worek dłonią, by przestał się bujać i ponownie przeniósł na nią wzrok.
Kąciki jego ust delikatnie podniosły się do góry, gdy odpowiedziała na jego stwierdzenie. Jego siostra była najsilniejszą kobietą jaką znał. Był z niej dumny, cholernie dumny, chociaż z drugiej strony... Nigdy nie chciał, by szła w jego ślady. Tak, czy inaczej - uparte z niej stworzenie. To chyba rodzinne.
- Mam nadzieję, że uważasz na siebie... - mruknął cicho i być może ona wyłapałaby nawet w sposobie w jaki to powiedział... Troskę? Cóż, znała go lepiej niż ktokolwiek inny, nawet mimo wieloletniej rozłąki.
Przyjrzał się jej uważnie, gdy uderzyła kilka razy w worek. Analizował każdy jej ruch, by wyłapać błędy, które popełnia.
Przesunął palcami po jedno... No, może dwu-dniowym zaroście, gdy poprosiła go o pomoc.
- To nie mięśnie. Źle wyprowadzasz ciosy. Zamiast bezsensownie machać samymi rękoma spróbuj wyprowadzić uderzenie z biodra. - szybko pokonał dzielący ich dystans i stanął za nią. Złapał swoimi dłońmi jej ręce i ukierunkował je tak, by znalazły się blisko twarzy. Nogą delikatnie rozsunął jej nogi sprawiając, że stanęła w delikatnym rozkroku, a jej lewa noga znalazła się nieco z przodu.
Poprowadził swoją dłonią jej prawą rękę w kierunku worka. Powoli, precyzyjnie.
- Wraz z ręką musi skręcić się biodro. Po każdym ciosie dłoń wraca z powrotem do twarzy. Prawe ramię unieś lekko w górę - łatwiej Ci się będzie obronić przed sierpowymi. I oddychaj. Przy każdym uderzeniu wypuszczaj powietrze z płuc. - dodał jeszcze i odsunął się, by dać jej możliwość wykorzystania tych wskazówek, których jej udzielił.
- Prawy, prawy, lewy. - rzucił, czekając aż wykona kombinację.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-06-07, 21:16   
   Multikonta: Bradley Grey


Ciężko okazywać emocje, kiedy się tyle widziało i przeżyło. Doskonale to rozumiała, bo sama była rozchwiana emocjonalnie przez wojsko. Taka służba pozostawia trwały uszczerbek na psychice i ciężko z tym polemizować. Może nie była aż tak wyprana z emocji jak on, ale też ciężko jej okazywać radość. Najłatwiej chyba złość.
Gdyby dziewczyna spojrzała na to wszystko z perspektywy, kiedy nie miała o tym wszystkim pojęcia i żyła nieco bardziej beztrosko - o ile można tak powiedzieć, to pewnie byłaby przerażona tym co się z nimi stało. Scottie poszła całkowicie w ślady brata i to chyba niezbyt dla niej dobrze.
- Nie, nie funkcjonujesz dobrze James - odparła, nie pozwalając mu na zakończenie tematu. Była chyba jedyną osobą, która mogła mu powiedzieć dosadnie co myśli i nie rozwali jej głowy o ścianę. - Może spróbuj jakichś tabletek nasennych albo alkoholu tuż przed snem? Byle nie za dużo.
Wykończysz się, a nie mogę na to pozwolić własnemu bratu.
Troszczyła się o niego, czy tego chciał, czy nie. Była młodsza, ale to nie znaczyło, że nie była mądrzejsza w niektórych kwestiach. Nie dbał o siebie i doskonale to widziała. Nie miała tylko odpowiednich argumentów, by go przekonać do poprawy jakości życia.
Wcale jej się nie wydawało, że jest silna. Zgrywała twardą i ciężką do pokonania, ale tak naprawdę często się bała i czasem miała wszystkiego dość, a nierzadko płakała do poduszki. Nikt o tym nie wie i nikt się nie dowie. Na pewno cieszyłaby się słysząc, że brat jest z niej dumny.
- Wiesz, że tak. Nie jestem głupia, nie pakuję się w sytuacje bez wyjścia - kiwnęła głową. Miała swój rozum i korzystała z niego. Chociaż trochę zbyt ślepo podążała za rozkazami swojego dowódcy.
Kiedy stanął za nią i ją instruował, poczuła się znów jak mała dziewczynka. Musiała przyznać, że brakowało jej uwagi brata, a nawet jego bliskości. Pewnie gdyby byli bardziej wylewni, bez problemu rzuciłaby mu się na szyję, żeby go uściskać. Ale nie potrafiła. Wydawało jej się to nie na miejscu.
- Okej, chyba łapię - odpowiedziała i starała się zastosować do jego instrukcji. Zgodnie z jego słowami, uderzyła najpierw dwa razy prawą ręką i raz lewą, starając się wyprowadzić uderzenia z biodra. - Muszę nad tym popracować, bo w wirze walki ciężko myśleć o właściwej pozycji. Trzeba to wypracować i później automatycznie wykorzystać. Chociaż wiesz, że wolę ataki z dystansu.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-06-08, 19:38   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


To prawda. James wiedział o tym, że siostra rozumie go jak nikt inny - nigdy nie negował jej doświadczenia, nie twierdził, że przeżyła mniej. Po prostu... Każdy przeżywał to wszystko na swój sposób, a on nie umiał sobie poradzić z tym wszystkim co zrobił. Nie pomagało mu też w tym pojawienie się pewnej kobiety w jego życiu. Dość szybko Reynolds zdał sobie sprawę z tego, że chciałby być inny - chociażby dla niej. Nie chciał, by miała go za potwora, chociaż właśnie nim przecież był. Niczym więcej i niczym mniej - najgorszym koszmarem dla wielu ludzi, kimś z kim raczej nikt nie chciał mieć zbyt wiele doczynienia.
Zmienili się. Oboje okropnie się zmienili, nic nie zostało po tych dzieciakach z przed wielu lat, którzy kochali się tak mocno, jak mocno może kochać się rodzeństwo. To znaczy... Jasne, siostra dalej pozostawała dla niego najważniejsza na świecie, ale nie potrzebowała już go tak jak kiedyś, a i on mocno się od niej odsuwał. Dzisiaj był jeden z nielicznych razów, gdy normalnie rozmawiali.
Przeniósł wzrok na Scottie, gdy się do niego odezwała nie pozwalając mu uniknąć tego - niewygodnego dla niego - tematu.
- Wszystko w porządku, ok? - powiedział, a raczej warknął, po czym westchnął cicho i wzruszył ramionami. No dobra, nie było sensu jej okłamywać, ale... On nie kłamał, on naprawdę tak myślał. Nie zauważał tego, że naprawdę jest z nim źle, według niego wszystko było w porządku. A przynajmniej stabilnie, dawał sobie przecież radę z codziennością, nie?
- Alkohol... Alkohol też już nie chce pomagać. Upijam się niemalże każdego wieczora. - dodał w końcu po paru chwilach zastanowienia. Nie był pewien czy powinien jej to mówić, nie chciał, żeby się o niego martwiła. Miała ważniejsze sprawy na głowie, była uwikłana w tą całą grę, podobnie jak on musiała uważać, by nie zrobili z niej pionka, którego można poświęcić.
To, że była od niego młodsza nic nie znaczyło. W wielu kwestiach była o wiele mądrzejsza, można nawet powiedzieć, że się uzupełniali. Gdyby połączyć jej inteligencję, oraz spryt z jego siłą i umiejętnością wyjścia z nawet najtrudniejszej sytuacji... Cóż, mogliby zdziałać razem naprawdę wiele.
Tak, czy inaczej to prawda. Raczej ciężko byłoby jej go przekonać, by się zmienił. To... To nie przyjdzie tak z dnia na dzień. Prawdopodobnie w ogóle tak się nie stanie, a Scottie chyba już zdawała sobie z tego sprawę.
Kiwnął głową na znak zrozumienia, gdy jego siostr przyznała, że nie pakuje się w żadne kłopoty. Była... Mądra, potrafiła sobie poradzić. To u nich chyba rodzinne, ale musiał spytać. Zawsze mogła do niego przyjsć z każdym problemem i mogła być pewna, że pomoże, chociaż... Prawdopodobnie i tak wiele przed nim zatajała, a on to wiedział i może nawet rozumiał.
Przeszli wreszcie do kwestii poprawy jej uderzeń, a James uśmiechnął się, gdy dziewczyna prawie bezbłędnie dostosowała się do jego zaleceń. Nie ma co, miała do tego smykałkę, chociaż... Tak jak mówiła - była lepsza, gdy utrzymywała pewien dystans od przeciwnika. James poświęcił wiele lat na rzeźbienie swojego ciała, oraz nauczenie się najróżniejszych rodzajów sztuk walki, dlatego nie miało dla niego znaczenia, czy walczył na odległość, czy też znajdował się bardzo blisko.
Poza tym... W sztukach walki często udawało mu się odnaleźć spokój. Przynajmniej względny spokój.
- Tak, wiem, że wolisz, ale... Musisz umieć dobrze uderzać na wypadek, gdyby przeciwnik znalazł się zbyt blisko. Poświęć więcej uwagi walce wręcz. Przyda Ci się to. - mruknął nie odrywając od niej spojrzenia.
Po chwili wyciągnął dłoń w jej kierunku i oparł palce na jej ramieniu. Nie potrafił zdobyć się na więcej.
- Nie wiem czy kiedyś Ci to mówiłem, ale... Jesteś świetna Scottie. Jesteś... Dobrym żołnierzem. - szepnął zerkając jej w oczy. Kurwa, serio? Jesteś dobrym żołnierzem? Chciał jej powiedzieć, że jest cudowną siostrą i kobietą i, że zasługuje na wiele więcej niż jakieś podrzędne stanowisko w tym zjebanym GC, ale... Ale nie potrafił. Z drugiej strony... Ona jako jedyna może dostrzec w jego słowach to, co naprawdę chciał powiedzieć.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6