Wysłany: 2020-09-10, 18:50
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
/ 17 czerwca 2019
Ostatnie tygodnie wydawały się trwać spokojnie. Nawet za spokojnie, jakby to była cisza przed burzą. Z jednej strony uspokajające, z drugiej niepokojące. Sprawa z Jaszczurem ucichła i póki przebywa on w Fabryce z dostępem do innych miejsc, niezwiązanych głównie z centrum miasta, jakie zaatakował, było dobrze. Dostał nawet pozwolenie na wychodzenie poza siedzibę, ale z warunkiem nie pokazywania się jeszcze przez ten cały miesiąc w Seattle. Chyba, że pozostanie w wersji czysto ludzkiej, a to oznaczało że musiałby zażywać mutazynę. Plus z tego wszystkiego, że mają nowego członka Rebelii.
Przesłuchiwanie więźnia z DOGS okazało się trudniejsze niż przewidywano. I póki był nadal utrzymywany przy życiu, to Nicholas zastanawiał się, czy jest temu sens. Twardy przeciwnik im się trafił. Z przyjemniejszych opcji, dzisiaj był w domu. Niestety nie mógł tutaj wprowadzić się na stałe ale starał na parę nocy tutaj zostać. Laguna była główną siedzibą organizacji i lider powinien być w jej sercu. Dla niego to raczej mniejszy problem. Najważniejsze, że miał przy sobie rodzinę. Nowy i urządzony dom. A gabinet to miła i odmienna niespodzianka, że mógł nawet pracować na miejscu. Prawdą było, że najczęściej z niego korzystał. Tak i dzisiaj, można było go tutaj znaleźć, jeżeli nie był obecny w innych częściach pomieszczeń.
Siedział w szarej koszulce bez rękawów, jakąś grafiką wymalowaną na jej przodzie. Przy czym widać było jego mięśnie i bliznę na prawym przedramieniu. Spodnie długie lecz tradycyjne i kremowe. Przeglądał ważne strony z wydarzeniami, by być z każdą sytuacją na bieżąco. Za sobą miał już wykonane telefony, by mieć pewność, że trzy miejsca będące pod jego pieczą, trzymają się dobrze i nie ma przykrych niespodzianek.
To wszystko było jakieś dziwne... nierealne. Ciągle mi mieszały się wszystkie wspomnienia te prawdziwe i te fikcyjne. Nie potrafiłam sama czasem odróżnić co jest prawdą, a co oszustwem. Czy jestem Penelope czy też Rebeccą. Czasem miałam wrażenie, że jestem jedną i drugą, bo chociaż te kobiety tak bardzo od siebie obiegały to miały wiele wspólnego. Byłyśmy mutantkami, matkami oraz też żonami.... Miałyśmy podobne plany i marzenia, bo chcieliśmy szczęśliwej rodziny. Zamieszkać razem i żyć normalnie... Bez komplikacji, niebezpieczeństwa i tego ciągłego strachu.
W warsztacie pracowało mi się świetnie, bo Christian chociaż mnie obserwował to robił tak umiejętnie, że prawie w ogóle tego nie czułam. Większość pozwalał zajmować się trudniejszymi przypadkami aut, a sam bawił się tymi drobnymi. Jednak właśnie w czasie, kiedy byłam ubrudzona cała w smarach. To wracało do mnie najwięcej.
Wróciliśmy z Chrystianem do domu... Szłam na górę do pokoju, gdzie zajmowałam z Nicholasem. Chociaż nie zachowywaliśmy się jak żona i mąż, bo go więcej w domu nie było, a jak on był to ja starałam się być warsztacie. Nie wiedziałam jak się przy nim zachowywać.... Jedna stroną mnie pragnęła przytulić się do niego poczuć jego zapach oraz być z nim... Z kolej druga pragnęła być jak najdalej... Przechodziłam koło gabinetu, kiedy dostrzegłam światło w nim i uchylone drzwi. Zatrzymałam się na chwilę po czym zapukałam i zajrzałam przez uchylone drzwi.
{b]- Nie jest za późno na pracę papierkowę... Ostatnio Vanessa prawie w ogóle cię nie widuje -[/b] powiedziałam do niego, bo dziecko potrzebowało ojca zwłaszcza, jak do końca nie miało matki. Cały czas też się zastanawiałam na temat moich synów. Czyli byli prawdziwi czy urodziłam ich czy też to był wytwór DOGS. Zdjęcie miała cały czas Vanessa, albo Nicholas. Nie dopytywałam o nie... Bo nie miałam sił już na nie patrzeć.
Wysłany: 2020-09-18, 17:52
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Dla Nicholasa nie było zbyt późno na pracę papierkową. Mimo posiadana pod swoją pieczą aż trzech miejsc, z trudem znajdował czas dla rodziny. Dzięki jednak wsparciu rodzeństwa, że miał nawet komu zostawić córkę pod bezpieczną opieką (bardziej jednak ufał bratu), mógł spokojnie pracować bez obaw o dziecko. Godziny w jakich się tutaj pojawiał bywały różne. A i tak starał bywać codziennie.
Kiedyś, nie był liderem. Był zwyczajnym mutantem szukającym schronienia oraz porwanej żony. Wychowując samotnie córkę, której na domiar złego przebudziła się mutacja. Ciężko było mu pomóc Vanessie w jej opanowaniu. Ale dawali jakoś radę. Nigdy nie myślał, że tak wysoko awansuje. Że okaże się także maszyną do tworzenia pewnej substancji, przynoszącą jakieś chore zyski Delgado. Nikomu o tym nie mówił... I jak na razie, nie zamierzał.
Westchnął przecierając oczy i nasadę nosową, kiedy usłyszał słowa Rebecci jak weszła do pomieszczenia.
- Na nic nie jest za późno. Staram się jak mogę.
Odpowiedział ze spokojem i lekkim uśmiechem. Serce jego radowało się tym, że ją odnalazł. Że ma kobietę swojego życia przy sobie. Że wracają jej wspomnienia, nawet jeżeli to nie są wszystkie. Wierzył, że to się zmieni na dobre.
Również ufałam Christianowi nie tylko jako opiekuna dla Vanessy, ale samu mu bardziej ufałam. Był jedną osobą w domu, która znała zarówno Rebecca jak i Penelope i byłam pewna, że obie mu ufały. Tak samo jak tego, że byłam zarówno jedną i drugą. Esther jakoś nie potrafiłam zaufać... Ba widziałam ją zaledwie kilka razy... Pierwszy raz w tedy na targu, co Vanessa do mnie podleciała, a później mignęła mi gdzieś z parę razy. Ani razu nie odwiedziła mnie w celi, a jak się przeprowadziliśmy tutaj i mogłam poruszać się po całym domu. To przed przeprowadzą zniknęła bez słowa. Jakoś wątpiłam bym to by coś jej groziło, bo gdyby tak było to byśmy już wiedzieli. Złe wieść szybko się rozchodzą.
- Starasz się jak możesz?- powtórzyłam jego słowa, bo cóż to nie było odpowiedź ani też nie to chciałam usłyszeć. - Nad czym na tym by ten statek zwany Rebelia nie zatonął, czy by utrzymać w całość swoją rodzinę?- powiedziałam, bo cóż dla mnie ona nie była całość, a tym bardziej czułam, że brakuje mi paru członków. Mamy Annabeth, Billego i Eryka oraz Esther oraz jeszcze by parę osób się znalazło których gdzieś zgubiliśmy na tym morzu.
Wysłany: 2020-09-22, 21:47
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Inna sprawa się miała, kiedy trzeba było zostawić dziewczynki pod opieką Esther w przypadku ich nieobecności spowodowanej wyjściem czy wyjazdem do pracy. Wtedy trzeba było zaufać siostrze, że błędów nie będzie popełniała i czegoś się nauczyła przez ten czas. Mimo to, nuta obawy istniała i kiedy Nicholas świadom był, że w domu jego siostra została sama z dziewczynkami, wysyłał kogoś aby sprawdził czy wszystko jest dobrze lub kontaktował się z nimi bezpośrednio pisząc czy dzwoniąc do siostry lub córki. Trzeba mu wybaczyć troskę braterską i rodzicielską.
- Becca...
Skrócił jej imię, co czasami lubił to robić. Tak samo jak do niego zwracano się skrótem.
- Nie prosiłem się o awans. Ale jeżeli dzięki temu mogłem w tej organizacji cokolwiek dla rodziny zrobić, musiałem przyjąć tę posadę. Przynajmniej dlatego, aby móc odnaleźć Ciebie. Aby Vanessa miała normalny stały dom. Bez tego nie odnalazłbym nawet rodzeństwa. Nie uwolniłbym brata i Ciebie.
Odpowiedział spokojnie, choć pewnie i ta odpowiedź ją nie zadowoli, co zauważył przy poprzedniej.
- Wiadomym jest, że rodzina dla mnie jest najważniejsza. Ale nie mogę zapominać tego, jaką rolę pełnie w Rebelii.
I czuł, że gdyby chciał, nie mógłby odejść. Delgado zapewne nie pozwoli mu na to, ze względu na coś co on ma. Dzięki jego pomocy i zapewnionych środkach do walki i dachu nad głową, Nicholas odzyskał to co kiedyś utracił. Coś za coś. Dzięki właśnie Rebelii, czego nie dało mu Bractwo.
Wstał i podszedł do ukochanej, by objąć ją w pasie i przyciągnąć do siebie.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum