Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #1
Autor Wiadomość
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-03-22, 21:06   

Wiem, widziałam ją wcześniej i chciałam ją trochę oderwać od książek, aby się rozprostowała, ale potem jej tam nie widziałam – odpowiedziała na jego pytanie czując jak jej serce oblewa niepokój.
Ostatnio jej życie jest pełne niepokoju. Chris zniknął, w jej życiu pojawił się niechciany mężczyzna, a teraz jeszcze zmartwienie o młodą mieszkankę tego miejsca. Nie wiedziała ile tego zniesie w swoim życiu, ale czego spodziewała się przyjeżdżając do tego kraju? Skinęła mu głową i pobiegła na górę sprawdzając wszystkie dostępne i możliwe miejsca do przeszukania, ale po dziewczynce nie było nawet śladu. Zeszła na dół i widząc już Nicka podeszła do niego.
Nie ma. Gdzie ona mogła iść? – zapytała. Denerwował ją fakt, że w takich chwilach nie mogła widzieć nici powiązać osób, których nie było w pobliżu. To by się przydało jako detektor szukania zaginionej Vanessy. — Może wyszła? Trzeba poszukać jej, może nie poszła za daleko – zagryzła w zdenerwowaniu usta.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-03-22, 21:32   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Poczekał aż Elaine przeszuka górę a pomieszczeń było kilka. Nie mówiąc już nawet o drugim piętrze, ale tam znajdowały się biura, więc wątpliwe by Vanessa się tak kręciła.
Panna Weasley wróciła z wiadomością niezadowalającą Nicholasa. Jeżeli córki nie było w barze i całym budynku, to na pewno musiała wyjść. To samo zaś pomyślała Elaine, kiedy zaczęli się zastanawiać gdzie ją wywiało. W zaś momencie, Nicholas dostał wiadomość na telefon. Od razu wyjął urządzenie i odczytał treść.
- Cholera jasna.
Przeklął i odpisał Mary jednym słowem. Tym samym zaczynając rozpinać z siebie koszulę roboczą baru. Kierując się prosto korytarzem do szatni męskiej. Po drodze jednak powiedział Elaine, gdzie jest ich poszukiwana uciekinierka.
- Mary ją znalazła. Ty zostań, przebiorę się szybko i idę po nich.
W szatni przebrał się szybko w t-shirta i spodnie. Wziął ze sobą pistolet i chustę. Po drodze zgarnął swoją skórzaną kurtkę. Podany adres nie był daleko więc powinien zdążyć w porę, nim cokolwiek złego się stanie.
[Profil]
  [AB+]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2020-03-23, 22:26   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Byłam zdesperowana. W tym całym chaosie nie słyszałam krzyku tej małej dziewczynki, która wyraźnie się o mnie martwiła. Nie widziałam ucieczki tej kobiety z tą małą. Widziałam tylko lejącą się krew i olbrzymią bestię o żółtych oczach, która... Budziła we mnie realny strach. Widząc tego mutanta, rozumiałam, dlaczego Rząd nas wszystkich zamyka. Dlaczego wprowadza terapie normalizujące. Dlaczego... Dlaczego nie możemy być wolni...
Krzyczałam. Nie ustępowałam w swoim krzyku, choć przecież wyraźnie widziałam, że poza większą wściekłością bestia nie zamierza ustąpić. Ale... Ale chociaż Kersey był względnie bezpieczny i mógł dalej zareagować.
Zamknęłam oczy, by wydobyć ze swojego gardła głośniejszy dźwięk. Czy przez to nie zauważyłam, jak jaszczurowaty się do mnie tak chwiejnie zbliżał? Choć fale wydobywające się z moich ust musiały powodować u niego wyraźny ból głowy i piszczenie w uszach, to ja miałam na tym gorzej wyjść. Ciężar bestii w ciągu krótkiej chwili pojawił się na mnie, a ja... Ja poczułam się znowu tak dziwnie malutka, bezbronna... Jakbym wcale nie mogła zareagować. Krzyk, do tej pory napędzany moją mocą nagle ustał, zmieniając się w krzyk rozpaczy. Traumatyczne wspomnienia z celi właśnie do mnie wracały...
To była chwila, gdy za ciężarem podążył też ból, gdy olbrzymie zębiska wbiły się w moją skórę. Czułam, jak ciepłe strużki krwi zaczęły spływać na mój mundur i włosy, a z moich powiek polały się pierwsze łzy. Najgorsze, że przecież miałam przy sobie paralizator, a nawet nie miałam jak po niego sięgnąć. Nie miałam też jak odwrócić swojej głowy na wprost jaszczuroludzia, by móc znów użyć swojej mocy. To... To wydawało się przegraną walką.
Mogłoby się wydawać, że mój współtowarzysz mógł być dla mnie zbawieniem w tej sytuacji. Mała strzałka z mutazyną mogłaby mnie uratować, pozbawiając tę bestię jej sił i mocy. Ale zamiast tego... To ja oberwałam. Wierzgałam się, by próbować się wyrwać spod ciężaru mężczyzny, uderzałam w niego jedyną wolną dłonią, próbując rozdrapać jego twarde łuski. I musiałam, no do kurwy nędzy musiałam nadstawić własne ramię na linii lotu tej strzałki, prawda? Prawda?!
To zdecydowanie nie był mój dzień...

_____________________
Użycie mocy: 2 z trzech postów.
Trafienie mutazyną - niemożność korzystania z mocy.
Rzut:
Ukryj: 
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-03-25, 17:01   
  

   1 Rok na Giftedach!


Przerażona pozwoliła by ją odsunęła z miejsca, ale mimo to nie mogła pozwolić by ta poszła sama. Przecież mogła zginąć! Co z tego, że ona była mała? Tam była Ophelia! Spojrzała na swoją "opiekunkę" jakby ją słuchała ale czy tak było? Raczej nie, skupiona nadal była na tym co się działo tuż przed nimi. Jedynie co zrobiła to skinęła głową na jej słowa i stała, po prostu stała. Do chwili, gdy do jej uszu dobiegł krzyk Opheli.
- Ciocia!
Ryknęła jak rażona i odepchnęła od siebie kobietę, nie chciała jej skrzywdzić, ale też nie mogła stać i czekać. Może i jej moc była młoda, może nie panowała nad nią, ale teraz...teraz była tak nabuzowana, tak naładowana mocą, że wystarczyło ją dotknąć by nabawić się nieprzyjemnych ran na dłoniach.
- Nie dotykaj mnie więcej skrzywdzę Cię a tego nie chcę...Ophelia potrzebuje pomocy ten potwór ją zabije! A ja nie będę na to patrzeć!
Krzyczała nie przejmując się, czy ktoś na nie zwróci swoją uwagę.
[Profil]
  [AB+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-03-25, 20:29   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Mary czuła jak jej mała towarzyszka nagrzewa się, ale zacisnęła zęby. Przynajmniej dopóki bawełniana koszula nie zaczęła wydzielać nieprzyjemnego fajczącego się zapachu. Wskoczyła w jakąś bramę i tam dopiero postawiła młodą, zaraz kładąc jej rękę na piersi i przyciskając do ściany by sobie nie myślała, że może iść gdzie chce. Rozejrzała się żeby sprawdzić czy są same nim się odezwała.
-Skup się i skoncentruj.- powiedziała twardo, patrząc Vanessie w oczy -NIE MOGĘ Cię tam puścić. Nawet zakładając, że jakoś poradzisz sobie z jaszczurem, a wątpię, to jeśli Cię zobaczą będziemy obie w ciemnej dupie.- tłumaczyła dalej jej nie puszczając i mając tylko nadzieję, że nie narobi teraz hałasu krzycząc coś tam swojego. Komentarzem o niedotykaniu nie przejęła się zbytnio. Zmieniła dłoń na glif. Oczywiście położony płasko i dociskający dziewczynkę do ściany, a nie tak jak przytrzymywała Chrisa w sali operacyjnej. W końcu Van była o wiele delikatniejsza i też to powinno wystarczyć w przeciwieństwie do gadziego mutanta. Wrzuciła dokumenty luzem do jednej z wewnętrznych kieszeni plecaka, a z głównej komory wyjęła bluzę i chustę, które zaraz ubrała. Chustę na razie zostawiła na szyi. W kieszeni bluzy miała gumkę do włosów, którą związała włosy w szybki kucyk, który schowała pod bluzę. Całość zajęła dosłownie chwilę.
-Ja mam czym się zasłonić. Ty nie. A jeśli Cię zobaczą momentalnie domyślą się, że ja to ja.- próbowała wyjaśnić w międzyczasie swoje zmartwienia -Więc albo zgodzisz się zostać z tyłu, albo razem czekamy tu na Twojego ojca. Trzeciej opcji nie ma i nie będzie choćbyś próbowała podpalić budynek.-dodała narzucając na głowę kaptur. Sprawdziła szybko czy dostała jakąś odpowiedź od Nicholasa -Więc?- czekając na decyzję młodej odpisała blondynowi.

Ukryj: 
użyte glify: 1
[Profil]
    [B+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-03-26, 12:27   

Zostać? O NIE. JAK ON MOŻE OD NIEJ TEGO WYMAGAĆ. Sama pobiegła do szatni i naprawdę szybko się przebrała. Zwykle ubiera ciuch roboczy na swoje normalne ciuchy. Czyli była w dżinsowych ogrodniczkach i żółtej, charakterystycznej dla niej koszulce. Pomoże chociaż Mary odtransportować Van do domu. Była tak szybka, że to ona czekała na swojego szefa, co ją zadowoliło, że jej nie zostawił. Gdy opuścił obładowany jak rambo bar pobiegła za nim.
Co się dzieje? – zapytała zmartwiona jego zachowaniem. Widziała po nim, że nie jest dobrze. Widziała po jego stanie emocjonalnym, że jest wręcz fatalnie.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-03-26, 19:38   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


W kilka chwil dwóch uzbrojonych kundli zostało rannych, a bestia nie zamierzała na tym poprzestać. Furia nasilała się, gdy na przemoc odpowiadano przemocą. Kobieta popełniła ogromny błąd, decydując się użyć na przerośniętym gadzie swojego daru, ale przecież musiała ratować swojego wspólnika. Musiała działać, a nie czekać bezczynnie i patrzeć jak ten stwór próbuje rozszarpać mężczyznę.
Za to poświęcenie zapłaciła jednak sporą cenę. Gad nie zamierzał pozostawać jej dłużny i wymierzył w jej stronę atak, który okazał się nad wyraz skuteczny. Silne szczęki zatrzasnęły się na szyi kobiety, a jej ogłuszający krzyk momentalnie ucichł, jakby w ułamku sekundy bestia pozbawiła jej tchu. Echo jednak wciąż żyła, o czym świadczył jej żałosny, pełen bólu i strachu jęk. Okropny dźwięk, nie wiadomo czy nie gorszy od samej jej mocy. Ten krzyk na pewno będzie się śnić małej Vanessie po nocach.
Gad położył się na chodniku, wciąż trzymając za szyję swoją ofiarę i cierpliwie czekając, aż ta udusi się i przestanie wykazywać jakiekolwiek oznaki życia. Potwór uznał swoją wygraną i nie zamierzał się trudzić z dobiciem kobiety za pomocą pazurów czy ogona. Przypominał lamparta, który po złapaniu i powaleniu na ziemi antylopy skupił się na duszeniu jej.
Kompletnie ignorował wzywanie wsparcia przez rannego mężczyznę leżącego nieopodal nich. Dla niego były to nic nie znaczące dźwięki, których znaczenia nie rozumiał. Ignorowałby go dalej, gdyby ten nagle nie zaczął strzelać w jego stronę strzałkami z mutazyną. Pociski przelatywały mu tuż przed pyskiem. Kilka okazało się niecelnych, jedna z nich trafiła w kobietę, a kilka trafiło łuski gada, nie przebijając się jednak przez twardy, łuskowaty pancerz lub odbijając się od nich. Strzałki zdecydowanie nie były przystosowane do unieszkodliwiania takiego rodzaju mutanta. Choć nie zrobiły one potworowi krzywdy, sam atak wystarczył, aby złote ślepia bestii wbiły się wprost w postać mężczyzny.
Puścił szyję kobiety, brutalnie odrzucając ją na bok i zaryczał wściekle, uderzając łapami o ziemię niczym byk szykujący się do szarży. Chwilę potem rzucił się wprost na Briana, przybijając go rękami do podłoża i wykorzystując przy tym swoją masę. Nie zaatakował szyi, a zamiast tego zszedł z niego, skupiając się na prawej nodze mężczyzny. Pochylił się nisko, opierając się przednimi łapami o ziemię i szczęki bestii zatrzasnęły się na kończynie i zaczęła ona potrząsać łbem na boki. Słychać było prujący się materiał spodni, a chodnik pod nimi natychmiast zaczął zabarwiać się na czerwono.
//uwaga, drastyczne.
Ukryj: 
Aż w końcu... nastąpił charakterystyczny trzask. Kość mężczyzny pękła, kiedy stwór żywcem odrywając kawałki mięsa za którymś razem ponownie wgryzł się w jego nogę. Pożerał łakomie kundla kawałek po kawałku, bez żadnych zahamowań. W pośpiechu, jakby ktoś miał mu zaraz odebrać ten posiłek. Brian mógł dostrzec, jak jego własna kończyna oddzieliła się od ciała i gad zaczął ją na jego oczach zjadać. Cała krew dookoła nich należała wyłącznie do niego. Kundel utracił nogę poniżej swojego kolana, nieustannie tracąc mnóstwo krwi, a jaszczur nie zamierzał na tym poprzestać. Zaraz jego ślepia skupiły się na drugiej, ruchliwej nodze. Wgryzł się w nią i jeśli nic go nie powstrzyma, druga noga mężczyzny skończy w ten sam brutalny sposób.

Brian stracił jedną nogę, Echo krztusiła się własną krwią, a potwór wkrótce mógł zainteresować się krzykami Vanessy. Wcześniej, trzymając jeszcze Echo, kilka razy spojrzał w stronę, skąd dochodził głos dziewczynki. Jeszcze jeden taki krzyk, a gad sobie o nich przypomni i się nimi zainteresuje. Mary nie tylko musiała dopilnować, aby córka Nicholasa nie pobiegła na samobójczy ratunek ciotce, ale też aby mimo drastycznego rozwoju wydarzeń i scen jak z horroru była dzielna i pozostawała cicho, do czasu pojawienia się wsparcia. Inaczej to gad sam do nich przyjdzie, a kto wie, jak zakończyłaby się ich konfrontacja.
[Profil]
  [0+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-03-27, 20:18   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To nie mogło się dziać na prawdę. Brian w tej chwili myślał, że to jakiś koszmar. Strzelał do potwora, ale strzałki to się odbijały, to nie trafiały i leciały w ślepy punkt, a jednak na nieszczęście koleżanki - trafiła nią. Wszystko to wina jej mocy, która spowodowała mocny ból głowy i uszu. Drugą ręką Brian próbował zatkać jedno ucho, by zminimalizować napływ dźwięku z jej ust, co zaś niewiele dawało. W dodatku przy przytłumiony bólem z lewego barku. Pech jednak chciał, że kiedy ostatnie strzałki trafiły jednak w bestię. Wtedy to Brian ujrzał jej zakrwawioną twarz. Mimo naciskania za spust, broń nie wyrzucała z siebie nic.
- Kurwa...
Przeklął pozbierawszy się na równe nogi, wyrzucając na razie broń z dłoni wyjmując szybko pistolet na prawdziwe naboje. Zrobił to tak szybko, jak było możliwe, widząc że bestia szykowała się na niego. Brian zdążył wyjąć broń, ale Jaszczur rzucił się na niego powalając na ziemię. Mężczyzna jęknął z bólu, mając przed sobą ludzką Godzillę. Serce waliło mu mocno, w uszach nadal świszczało, głowa od bólu pękała, nawet jeżeli jego towarzyszka milczała. Lecz to także nie był dobry znak.
Potwór zszedł z niego, co pozwoliło Brianowi się podnieść szybko do siadu, gdy nagle poczuł silne ugryzienie w nogę. Jęknął z bólu słyszalnie, próbując wycelować w gada. Jednak szarpanie jego kończyny nie pozwalało mu złapać celność
- PUSZCZAJ JEBANA POKRAKO!
Warknął do niego wkurzony z domieszką strachu, kiedy w tym momencie poczuł łamanie kości. Krwi było sporo wokół nich. U Briana na dodatek zabarwione na czerwono miał miejsce na lewym barku. Co również cholernie bolało. Teraz jednak impuls bólu przerzucił się na nogę. Drugą próbował skopać jego pysk, by ten zostawił go w spokoju. Tak, jakby odpędzało się rekina. Aż w końcu wycelował w jego głowę i strzelał nawet na oślep, próbując gdziekolwiek trafić. Istniało prawdopodobieństwo, że mógł w ogóle nie trafić w jaszczura, ze względu na jego poruszanie się. Brian już czuł jak traci krew i siły, jak stracił czucie w części swojej nogi, której już w sumie nie miał. To było dość boleśnie dziwne uczucie.
- ECHO!
Krzyknął do niej, by mieć choć cień nadziei, że ona żyje. Bo jeżeli tak, to niech się wynosi i sprowadzi wsparcie. Bo nawet nie otrzymał potwierdzenia, czy przyjęli zgłoszenie. Nie miał czasu by na to czekać. Zgłosił problem, może do tego czasu przeżyją i zabiją ludzką Godzillę?
[Profil]
  [A+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-03-27, 21:50   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Czemu kobiety są tak uparte? Tego się szczerze po Elaine nie spodziewał, że sprzeciwi jego poleceniu jako kierownika Baru. Gdy wyszedł ze swojej szatni i zgarnął z odpowiedniego pomieszczenia broń, nie ukrywał zdziwienia tym co zobaczył wracając na główny korytarz zmierzający do wyjścia z Laguny od tyłu. Wywrócił oczami i wyszedł z baru, zwyczajnie nie zwracając na nią uwagi. Ale zadała mu pytanie, chcąc wiedzieć co się dzieje. Wtedy spojrzał na nią bardzo poważnie, po czym znów na drogę przed siebie, gdzie przeszli przez znajomą jej bramę.
- DOGS.
Krótko. Dalej powinna zrozumieć co za tym słowem się kryje. Albo domyślić.
Nie minęła chwila, kiedy zdążył zamknąć bramę i ruszyli dalej, dostał kolejną wiadomość od Mary. Jak to przeczytał, to chyba dostał tym razem kurwicy.
- Ogromna Jaszczurka? Jaja sobie ze mnie robi?
Tak, nie wierzył. Nawet odpisał jej bardzo dobitnie, o jaką kurwa jej jaszczurkę chodzi. Po odpisaniu, po prostu przyspieszył kroku i niemal biegiem udał się na wskazaną ulicę. pojawiając na drugim końcu ulicy, gdzie dostrzegł córkę i Mary, schowane za jakimś budynkiem.
- Co się tu kurwa dzieje?
Walnął wkurzony pytanie prosto z mostu patrząc na Mary jak i na Vanessę. Nawet nie próbował na razie zaglądać zza narożnika budynku, by sprawdzić co się tak odpierdala.
[Profil]
  [AB+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-03-28, 16:48   

Słysząc to jedno chore słowo zrozumiała, że jest poważnie. Na chwilę zawahała się, ale stwierdziła, że jednak pójdzie. Nie chciała narażać sie Dogsom, ale jednocześnie nie chciała zostawiać Nicka samego. Zwłaszcza, że było tam jego dziecko. W końcu mogła zawsze odciągnąć Van od niebezpieczeństwa. Nie była przydatna jako człowiek do bójki, ale mogła zawsze pomóc w inny sposób, prawda? Gdy dodał coś o jaszczurce spojrzała na niego zaskoczona.
Jaszczurka. Myślała intensywnie, a potem przyszło jej do głowy jedna osoba. Doznała szoku, a serce wręcz biło jej zbyt szybko. Szła próbując mu dotrzymać kroku.
Chris? – zapytała mężczyznę.
Gdy dotarli do Mary i Van Elaine spojrzała na nich niepewnie, ale zaraz chciała sprawdzić co dzieje się na głównej ulicy i wychyliła się delikatnie. Wtedy dostrzegła Jaszczura. Przeżyła szok. Nie był to Chris. Chris nie pożerał ludzi, nie atakował. Nie był do cholery bestią, ale wtedy dostrzegła strzępki ubrań. Jego ulubiona koszulka była na nim. Może został przez niego pożarty, ale przecież jakby został pożarty to potwór nie nałożył by na siebie jego koszulki. Podeszła do reszty czując jak w oczach zbierają się łzy. Spojrzała na Nicka.
To na pewno Chris – wyszeptała czując jak ze stresu dłonie się jej pocą.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2020-04-04, 09:29   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Bestia miała nade mną przewagę. Zdawał się być olbrzymi, jego cielsko, pazury i zębiska wywoływały we mnie olbrzymi strach - tym bardziej, jak widziałam barwiącą się na czerwono paszczę zwierzoludzia i czułam to nieprzyjemne, lepkie ciepło spływające po mojej skórze. Oddychanie stawało się coraz cięższe, miałam wrażenie, że dławię się własną krwią, czując metaliczny posmak we własnych ustach.
Na nic było siłowanie się. Potwór nic sobie nie robił z moich prób obicia go. Co z resztą mogły zrobić moje chude dłonie, gdy byłam całkowicie pozbawiona swojej mocy i nawet nie mogłam sięgnąć po broń?
Chyba... Chyba się poddałam. Nie wiem, co zrobił ten agresor, skoro nawet nie mogłam już jęknąć czy krzyknąć, wydobywając z siebie tylko krótkie charczenia, czując jak krew wypełnia moje usta...
To miał być koniec?
Gdy przestałam walczyć, poczułam zelżenie na klatce piersiowe. Przynajmniej ostatnie, co będę mogła zobaczyć przed zamknięciem oczu na wieki mogło być zachmurzone niebo i ostatnie promyki słońca, no nie?
No... kurwa wcale nie.
Z tej chwili rezygnacji z czegokolwiek wydarł mnie krzyk Kerseya. Krzyk przepełniony bólem, strachem, zwątpieniem. Krzyk niosący moje imię. Zdawał się być przytłumiony w moich uszach, ale... Zwrócił moją uwagę. Odwróciłam swój wzrok w kierunku szwadronowca, by... Przez łzy dojrzeć tę tragedię, która dalej się tu rozgrywała.
Nie miałam sił. Było mi cholernie słabo. Ale zebrałam w sobie resztkę zawziętości, by odwrócić się na bok. Po moich wargach spłynęła strużka krwi, gdy próbowałam dosięgnąć broni ze swojego boku. Trzęsącą się dłonią próbowałam celować w jaszczura - a raczej w partie jego ciała znajdujące się jak najdalej od Briana. W końcu... Zdawałam sobie sprawę z tego, jak niecelne mogą być moje strzały.
Ja już byłam przegrana. Nawet, jeśli nie trafię w tę bestię, to może... Może znowu uda mi się odwrócić jej uwagę? Dam choć kilka dodatkowych chwil koledze ze służby?
Nie miałam pewności...
Tylko dwa razy udało mi się docisnąć spust. Za trzecim razem, broń głucho wypadła z mojej dłoni, pozostając na ulicy.
Nie byłam już w stanie nic więcej zrobić, gdy mój wzrok zaczął się rozmywać - nie na niebie, a na krwawej scenie z jaszczurem w roli głównej...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-04-19, 18:47   
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie miała zamiaru stać i czekać, chciała zobaczyć co się dzieje, co tam się odwala. Ale w momencie gdy usłyszała krzyk nie wytrzymała nerwowo i rzuciła się przed siebie by zobaczyć co się dzieje, dopiero pojawienie się ojca zatrzymało ją w miejscu. Stanęła niemal na krawędzi uliczki i wyciągnęła dłoń za siebie.
- Ciocia Echo! Tam z jakimś mundurowym i do tego jaszczurka! Ona ich zje!
Krzyknęła przerażona i odwróciła się nie mając zamiaru czekać. Jednak widok jaki zobaczyła zmroził ją w miejscu. Krzyk jaki wydobył się z jej gardła obudziłby nie jednego trupa. Jej ciało zaczęło drżeć a dłoń powędrowała do ust. Czuła jak robi się jej niedobrze i już po chwili zwinęła się w pół i zaczęła wymiotować wszystko co miała dzisiaj nie tylko na śniadanie ale i obiad i to co w między czasie zjadła. Krew, dookoła było pełno krwi, jaszczur normalnie sobie zajadał a ciocia Echo...leżała na wpół przytomna. Spazmy szlochu i wymioty sprawiały, że czuła się coraz gorzej. Przerażenie powodowało, że jej ciało zaczęło ujawniać swój gen, a co za tym szło...stała się wielkim zagrożeniem dla każdego, który by próbował ją teraz dotknąć. Otarła wierzchem rękawa twarz i z przerażeniem stwierdziła, że to byle po prostu ich zjada...
[Profil]
  [AB+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-04-22, 12:43   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Cokolwiek Mary mówiła, nie docierało do młodej. To było o tyle bardziej frustrujące, że słyszała wyraźnie, że nie ma na to czasu, ale nie mogła tam pójść wiedząc, że zaraz będzie musiała się przejmować młodą. Mimo swoich przekonań nadal bardziej ceniła własne życie niż dwójki obcych ludzi. Teoretycznie włączając się w jej małe akcje ratownicze narażała swoje bezpieczeństwo, ale robiła to na własnych warunkach. Znała swoje umiejętności i miała określone sztywne zasady kiedy uciekać. Tutaj musiałaby przejmować się dodatkowym problemem, a do tego jeśli zobaczą tam Vanessę to na następny dzień Mary obudzi dzwonek do drzwi. I nie, to nie będzie dostawca pizzy. Kończyła jej się cierpliwość. Tym bardziej poczuła ulgę na widok Nicholasa.
-Ci DOGSi co ich młoda zaczepiała... Zaatakował ich mutant.- w pewnym sensie jaszczur ocalił tam wtedy Mary, bo w przeciwnym razie nie dałoby się odkleić Vanessy od tej jej cioci. Dopiero słysząc imię "Chris" zdała sobie sprawę z tego z kim mogą mieć do czynienia. I też wtedy dopiero zwróciła uwagę na Elaine.
-Dobra, spróbuję go stąd odciągnąć.- powiedziała zastanawiając się nad tym jak w ogóle się za to zabrać. Ścieki wydawały się najlepszą opcją, ale tam prawie na pewno się zgubi. O czymś jednak zapomniała. Spięła się gdy usłyszała krzyk młodej.
-Nóż kurrrwa mać.- to był pierwszy raz gdy Nick słyszał przeklinającą Mary. Pierwszy raz gdy widział ją tak nabuzowaną. Naciągnęła chustę na nos i poprawiła kaptur słysząc już cwałującego w ich stronę olbrzymiego gada. Większość ludzi miało ciekawsze rzeczy do patrzenia więc raczej nikt niepowołany nie widział jej strojenia się w jakiejś bramie. Twarz Mary zmieniła wyraz na moment przed tym jak rzuciła się w kierunku akcji. Stała się bardziej zimna i racjonalna. Nie mogła sobie pozwolić na głupie błędy. Tuż przed Vanessą powstał glif, który zaraz zaczął pchać ją w tył usuwając potworowi z drogi. Najlepiej w stronę Nicholasa, który może lepiej sobie poradzi z trzymaniem córki na wodzy. I Mary nie starała się być delikatna. Straciła cierpliwość do bachora. Teraz liczyło się by szybko usunąć ją z centrum wydarzeń.
Mary stanęła naprzeciw Chrisa. Był typem ciężkiego przeciwnika, a to oznacza, że był od niej o wiele większy i silniejszy. Jeśli da mu się złapać momentalnie przegra. Jednak nawet jeśli jaszczur był szybki jak na swoją masę, wciąż był mniej zwinny od niej. Był też mniej racjonalny- mniej przewidujący. To były jej przewagi nad nim. Przede wszystkim musiała utrzymać dystans i nie dać się złapać.
Zaczęła od spowolnienia pędzącej machiny śmierci. Stworzyła nieduży glif i wysłała w stronę gada z zamiarem zahaczenia o jego nogę żeby się potknął. Nie dbała czy uszkodzi przy okazji kończynę. Nie było to śmiertelne. Starała się obejść go aby zwracając uwagę na siebie odciągała ją od wszystkich pozostałych uczestników wydarzenia, a zwłaszcza od Grenville'ów.
-Chris, błagam, powiedz, że gdzieś tam jesteś!- zawołała modulując głos do granic absurdu. Było wyraźnie słychać, że nie jest prawdziwy, ale ważniejsze było to, że tego prawdziwego nie dało się poznać.
Pierwszej szarży uniknęła wskakując na glif, który zadziałał jak bardzo silna trampolina wyrzucająca ją kilka metrów w bok (nie w górę, bo twór w momencie wyrzutu był ustawiony pod kątem względem podłoża). Lądując wykonała przewrót przez bark i zaraz była znowu na nogach przodem do przeciwnika. To była jej recepta na przeżycie tej walki. Unikać ataków i utrzymywać dystans, czasem używając glifów jako wyskocznie albo ewentualnie osłony, ale to drugie tylko w ostateczności. Teraz oceniła, że nie mogła zwabić go do kanałów. Nie zmieści się przez wejście. Zresztą jaszczur nie walczył. On uciekał. Pobiegła za nim.
[Profil]
    [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-04-22, 16:28   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Brian wyciągnął broń na prawdziwe naboje, lecz przez silne szarpanie nogą na boki przez jaszczura nie był w stanie w niego wycelować. Stwór nie zwracał najmniejszej uwagi na pistolet, skupiając się na tym, co miał już w pysku. Na kończynie, którą chciał wyrwać. Nie spodobało mu się jednak kopanie go w pysk drugą nogą. Mężczyzna zamiast go tym odpędzić, tylko bardziej go prowokował.
Bestia wkrótce przerzuciła się na drugą nogę kundla, która go wcześniej kopała i aż prosiła się, aby zatopić w niej kły. Szczęki zatrzasnęły się i szarpanie łbem rozpoczęło się na nowo. Gdy kundel zaczął strzelać, bestia otrzymała dwie kule w prawe ramię, a i to nie sprawiło, że stwór zrezygnował z atakowania. Wręcz przeciwnie, uniesiona ręka z pistoletem stała się kolejnym celem jaszczura. Gad zamachnął się na nią z pazurami, uniemożliwiając dalsze mierzenie w niego, po czym wgryzł się w przedramię. Ból był tak silny, że kundel prawdopodobnie upuścił swoją broń. Po chwyceniu górnej kończyny, bestia szarpała mężczyzną jak szmacianą lalką. Nie zamierzała puszczać i kundel czuł jak jego mięśnie są rozrywane na strzępy. Ból był tak silny, że nawet nie poczuł dokładnego momentu, kiedy i jego ręka oderwała się od ciała... Dwa strzały nie wystarczyły, aby zatrzymać tę rzeź. Mężczyzna w tej walce stracił nie tylko nogę, ale i rękę...
Nagle nadeszła pomoc z nieoczekiwanej strony. Bestia ryknęła i puściła Briana, gdy jeden z pocisków Echo trafił ją w nogę. Zwierz odwrócił łeb w stronę kobiety, szczerząc wściekle swe kły i wtedy Brian miał swoją jedyną szansę na trafienie nieruchomego gada przy użyciu drugiej ręki i tym samym ocalenie swojego życia. Po oddaniu tego strzału, ryk gada zabrzmiał zupełnie inaczej od poprzednich. Przepełniony bólem, przypominający skomlenie. Pocisk trafił go prosto w bok pyska. To przesądziło o wszystkim.
Pokryty krwią kundla Chris natychmiast zostawił Briana i zerwał się do ucieczki. Role momentalnie się odwróciły. Kompletnie zdezorientowany, nie wiedząc, w którą stronę biec i gdzie się schować. Dopiero teraz zauważył tłum ludzi obserwujących całe to zdarzenie. Choć jawnie narażali się na atak, spłoszony mutant pobiegł w zupełnie przeciwnym kierunku, jakby ten tłum był nieprzekraczalnym murem. To skutkowało tym, że pobiegł wprost w stronę grupy, w której znajdowała się Mary, Nicholas, Elaine oraz Vanessa. Nie miał pojęcia, że są tuż za rogiem. Widział jedynie małą, przerażoną dziewczynkę, którą mógłby łatwo pominąć... albo zwyczajnie zaszarżować, co prawdopodobnie chciał zrobić.
Ale nie było mu to dane. Nagle dziewczynkę przemieściła jakaś siła, a chwilę później pod nogą stwora znalazł się glif, przez który zaliczył pokaźny upadek. Wywrócił się, częściowo uniósł swój korpus, potrząsnął głową i wtedy ujrzał przed sobą Mary. Złote ślepia skupiły się całkowicie na niej. Nie był zadowolony, że stała mu na drodze. Wyszczerzył kły, groził jej, lecz gdy ta wypowiedziała jego imię, uniesione wargi stwora lekko opadły, jakby ten nie był pewien jak się zachować. To była jakaś reakcja. Musiał rozpoznać swoje imię.
Stwór ewidentnie zareagował na pierwsze słowo mutantki, lecz działało to tylko przez krótką chwilę. Może dlatego, że nie rozpoznawał kobiety? Chusta na nosie, inny głos... Zaraz potem nastąpił atak. Gad spróbował zaszarżować na Mary, lecz ta była od niego dużo szybsza. Wskakiwała na glify, by zaraz znowu znaleźć się na ziemi w bezpiecznej odległości od jaszczura. To dezorientowało mutanta. Nie wiedział, jak walczyć z takim przeciwnikiem i wciąż powtarzał swoje przewidywalne szarże, co tylko dowodziło, że niewiele myślał. Zresztą był ranny, więc jego ataki nie były zbyt szybkie. Gdy jednak kobieta w pewnym momencie odskoczyła wystarczająco daleko, okazało się, że Chris wcale nie chciał z nią walczyć, a jedynie odpędzić, ponieważ zaraz zerwał się do dalszej ucieczki, dostrzegając w niej zagrożenie. Już nie uciekał chaotycznie przed kulami czy tłumem gapiów, zmieniając co chwila kierunki. Po prostu uciekał przed Mary niczym owca zapędzana przez psa pasterskiego...
Jego siły jednak musiały się kiedyś skończyć. Spowalniał, męczył się, zaczął coraz wyraźniej kuśtykać. Bieganie na czterech łapach z postrzeloną tylną i jedną przednią nie było dobrym posunięciem. Adrenalina opadała i stwór czuł, że zostało mu niewiele czasu na znalezienie schronienia. To Mary decydowała, w którą stronę pobiegnie jaszczur. Czy w stronę kundli, w stronę tłumu, czy w stronę Nicholasa bądź jakąkolwiek inną. Tylko fakt, że Mary go goniła sprawiał, że mutant nie padł na samym środku ulicy i znajdował w sobie siły, by biec dalej. Co by się stało, gdyby zdołał uciec i nie został złapany? Prawdopodobnie próbowałby wylizać swe rany i pewnego dnia zaatakowałby ponownie... lecz ta rana na pysku wyglądała bardzo nieciekawie. Bez pomocy może nie przeżyć. Jeden z kundli mocno się na nim zrewanżował.
[Profil]
  [0+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-04-26, 18:06   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Patrol szwadronowy pierwszy raz spotkał się z taką postacią mutanta, który przybrał niespodziewanie zwierzęcy wygląd, nie mając pojęcia jak sobie z nim poradzić. Ta niecodzienna sytuacja zaczęła kosztować ich życia. Brian nie miał już pomysłów jak powstrzymać bestię i nie pomyślał wcześniej, że każde atakowanie bardziej doprowadza ją do furii. Stracił właśnie część prawej nogi. Echo nie reagowała, co go jeszcze bardziej zaniepokoiło. Po cholerę im mutant w patrolu, jak sam swoich nie potrafi zatrzymać?
Próba odepchnięcia gada od siebie nie przynosiła sukcesu. Kersey nie był wstanie celnie trafić w jego głowę. A może i jakimś cudem trafił? Byle nie kogoś innego. Na dodatek kopniaki wkurzyły mutanta do takiego stopnia, że sprawnie, mimo odsuwania się przez Briana, chwycił w paszczę jego drugą nogę. Brian odchylił głowę z głośnym jęknięciem bólu zaciskając powieki i zęby. Znów spojrzał ze strachem na Jaszczura, z przerażeniem i bezsilnością próbując się uwolnić. Nawet gapie, jeżeli byli, nikt z nich nie próbował ryzykować życiem by mu pomóc. Wystrzelił chyba cały magazynek i nie zdążył nawet wymienić go. Poczuł silne uderzenie w rękę, co prawiło że broń mu wypadła z dłoni a zaraz po tym, nim się zorientował, poczuł zęby bestii na swoim prawym przedramieniu. Wrzasnął z bólu, próbując wyjąć rękę. Lecz czuł, że sam traci siły. Zbladł, robiło mu słabo i niedobrze. Drugą ręką próbował otworzyć paszczę Jaszczura aby wyjąć rękę. Na nic, kiedy mutant stwierdził że poszarpie sobie swoją zdobyczą. Brian nie mógł nic zrobić i tak oto pozostał bez części kolejnej kończyny. Leżał już we własnej kałuży krwi. Czuł, że życie mu wylatuje przez otwarte rany. W końcu pozostawiony został samemu sobie. Drżał na całym ciele. Nie wiedział czy to z zimna, bólu, strachu że aż posrać się można. Ocalałą ręką chwycił za ramię drugiej. Czucia nie miał w utraconych kończynach, jakby czegoś im brakowało. W miarę ocalała noga była porządnie nadszarpana i krwawiła. Trudno mu jednak było ocenić co go nie bolało. Strach go nie opuszczał. Panika rosła. W myślach nawet przeklął mówiąc do siebie: "Gdzie jest to pieprzone wsparcie?" Czy los zadecydował, że taki będzie jego koniec? To że tu leżał i nie poczuł kolejnego ataku, musiało sprawić że odwrócono bestii uwagę. Pozostawiła go umierającego, cierpiącego we własnej krwi. Bo dodatkowo miał też ranę na skroni. Ledwo co wrócił do służby. Odzyskał co stracił - swoją karierę. A skończył marnie niczym lalka w paszczy mutanta. To sprawiło z jednej strony jak bardzo znienawidził mutantów, oraz tak samo zaczynał się ich bać. Oby sam nie stał się jednym z nich...
Powieki stawały się być ciężkie, mrużył oczy. Resztkami sił spojrzał jeszcze w bok by w miarę możliwości zobaczyć co się dzieje. Co z Echo? Co z tą dziewczynką? Gdzie jest potwór? Nic nie widział wyraźnie. Jedynie poruszające się zamazane kontury. Zrezygnował. Spojrzał znów w niebo, jakby to miał być dla niego kojący obraz przed odejściem z tego świata. Gdyby ktoś spojrzał na jego twarz, zauważyłby cierpienie wywołane obecnym bólem. Nie miał siły nawet krzyczeć i prosić o pomoc. Wyglądał jakby pogodził ze swoim losem.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5