Poprzedni temat «» Następny temat
Biuro
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:09   Biuro





Zwykłe biuro z kilkoma stanowiskami miejsc. Głównie pracują tu zwykli pracownicy biura, którzy zajmują się papierkową robotą firmy. Czasami spędza tu czas również księgowy.
[Profil]
 
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2019-04-09, 22:00   
   Multikonta: Bradley Grey


// najnowszy

Scarlett była już gotowa do pracy. Wręcz rwała się do niej, bo miała już dość siedzenia na zwolnieniu. Ciągła rehabilitacja pomagała bardzo w powrocie do zdrowia, nie mówiąc już o jej zawziętości. Jej upór pozwalał jej przetrwać najgorsze chwile zwątpienia. A lekko nie było. Ten psychopata młotkiem pozbijał jej kolana, przedziurawił ją w paru miejscach brudnymi prętami, dusił trującym dymem i połamał dosłownie wszystkie palce u rąk. Postanowiła, że dorwie go choćby miała przepłacić to życiem. A wtedy będzie modlił się o śmierć.
No cóż, była mściwą bestią, a mutant prawie ją zabił. I na dodatek miała teraz dług wobec brata, który ją uratował. Unikała brata jak tylko mogła. Ich zdania i poglądy były tak różne, że nie widziała sensu w rozmowie. Była mu wdzięczna za ratunek i nieco złagodziło to jej nienawiść do niego, ale nadal mu nie przebaczyła. Do tego daleka droga, o ile w ogóle kiedyś to zrobi.
A dzisiaj nie potrzebowała już kul do chodzenia. Mogła nawet biegać i była przeszczęśliwa, że nie jest już taką kaleką. To było najgorsze uczucie na świecie. A dzisiaj stawiła się w biurze DOGS. Nie z własnej chęci oczywiście, bo nie miała interesu, żeby tu być. Nie przyszła do Briana na pogawędki, przyszła tutaj w sprawach służbowych. Wezwano ją, więc przyszła i obecnie czekała aż ktoś jej powie o co chodzi. Wprowadzono ją do biura i czekała na kogoś decyzyjnego. Czyżby pozwolili jej wrócić do służby? Chyba powinna w takim razie rozmawiać w siedzibie GC? Coś jej tu nie pasowało, zwłaszcza że wiedziała o problemach GC. Ale postanowiła czekać na wieści, a nie zgadywać.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-04-11, 22:07   

Źle się działo w Stanach. Wzbierająca wciąż wojna, zamieszki, ciągle rosnące ataki wśród mutantów... Nie, nie było lekko. A co gorsza - odbijało się to głównie na organizacjach pozarządowych. Cóż za peszek, że sama do takiej należałaś, czyż nie?
Twoja intuicja się nie myliła. Wyczuwałaś, co się święci. Sam fakt, że zaproszono Cię na rozmowę właśnie tutaj, w centrum Seattle tylko utwierdzało Cię w tym przekonaniu. Minęłaś kilku swoich znajomych ze szwadronów, każdego z nieprzyjemną miną, jednak nikt nie chciał Cię oficjalnie wtajemniczyć w obecne wydarzenia. Pytanie brzmiało - dlaczego?
Czekałaś jednak już w ciepłym biurze. Zaproponowano Ci nawet coś ciepłego do picia, by po chwili zostawić Cię samą sobie. Tysiące myśli z pewnością przewijało się przez Twój umysł, i dopiero wejście nieznanego Ci jeszcze jegomościa powstrzymało Cię przed wiciem kolejnych czarnych scenariuszy...
Jeremy Stevens już od progu przyjaźnie się w Twoim kierunku uśmiechnął. Widziałaś skórzaną teczkę pod jego pachą, idealnie skrojony, markowy garnitur na jego ciele i błyszczące półbuty na jego stopach. Mężczyzna niósł za sobą przyjemną woń perfum i tylko lekko zarysowane cienie pod oczami mogły zdradzać, że i u niego nie wszystko przebiega tak, jakby chciał.
- Panna Reynolds? - Zapytał z szelmowskim uśmiechem na ustach, wyciągając w Twoim kierunku swoją dłoń. - Stevens. Jeremy Stevens. - Przedstawił się po chwili, traktując Cię niczym prawdziwą damę, bo próbował ucałować Twoją dłoń w przywitaniu. Jednego nie można mu było odmówić - to urodzony gentelman.
Nie minęła jednak chwila, gdy brunet zajął jedno z wolnych miejsc, Tobie wskazując siedzisko naprzeciwko.
- Czeka nas dłuższa rozmowa. Czy domyśla się Pani, w jakiej sprawie? - Zapytał, przymrużając swoje oczy, jednocześnie wyciągając masę papierkologii ze swojej teczki na blat biurka...
[Profil]
 
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2020-01-17, 21:25   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


//pierwszy post po długiej przerwie (nie licząc świątecznego)

Louanne ostatnim czasie najczęściej można było spotkać w biurze, bo rzadko wychodziła poza nie. Nadal pracowała i badała kości, bo tego nigdy nie pozostawi. Podobnie było spędzanie czas z córką lubiła pracować jednak to przy córce odczuwała najwięcej radość. Każdy jej uśmiech, czy spojrzenie... Nawet na biurku, który jej przyznano po połączeniu można było dostrzeć zdjęcia jej córki. Cóż co w tym dziwnego wielu rodziców ma swoich.
Jednak nie będziemy teraz o tym się rozwodzić. Chodzi o to, że teraz jeszcze częściej można było zastać ją w biurze. Nie tylko dlatego, że tak lubiła swoją pracę i to, że mogła wspomóc oczyszczanie świata z tej zarazy. Niestety roboty przybyło po ataku terrorystów na DOM, w którym zginęło wielu żołnierzy, a jeszcze więcej mutantów zdołało uciec.
Siedziała przy biurku sprawdzając liste zaginionych kundli i uciekinierów z DOMu. Musiało być coś na niej co doprowadzi ich do nich. Przecież nie mogli tak zniknąć bez śladu.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-18, 00:00   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


//4 maja

Wciąż nie byłam pewna, czy dobrze robię. Czy powinnam była wracać do pracy? Czy nie ryzykuję w ten sposób zbyt wiele? Miałam wrażenie, że przed moimi oczami wciąż widzę grożącego mi blondyna, wciąż widzę wściekłego Vincenta, wciąż widzę tę przepełnioną nienawiścią małą... Każdego dnia blizny na moim ciele przypominały mi o gehennie, jaka mnie spotkała. Ale może właśnie dlatego... Nie warto było się poddawać?
Ja przeżyłam, ja nie zmutowałam - ale ilu mi podobnych nie miało tyle szczęścia?
Musiałam więc walczyć. Musiałam walczyć za nich. A że siła nie była moją mocną stroną - do walki musiałam wykorzystać swój umysł.
Przychodząc do biura musiałam wywołać niemały szok - w końcu zaginęłam na końcówce sztycznia, nie dając o sobie żadnego znaku życia. W samym Departamencie też nikt jeszcze nie wiedział, co mnie spotkało. Ale... Ja chyba sama musiałam przetrawić całą tę sytuację. Musiałam doprowadzić się do porządku, a po takich doświadczeniach... To wcale nie było łatwe.
Z całą pewnością nie tylko moja długa nieobecność była zaskoczeniem. Do biura wpadłam wyglądając zupełnie inaczej, niż przez ostatnie lata - Długi blond odrost miałam spięty w kitkę, dopasowany garnitur zastąpił moje dawne, workowate ubrania (choć dalej starałam się zakryć jak największą część mojej skóry), a u mojego boku można było dostrzec kulę, na której wciąż się podpierałam w związku z uszkodzoną kostką.
Jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że podczas tej mojej przymuszonej nieobecności, w zarządzie nastąpiły tak wielkie zmiany?
Zostałam skierowana do biura, w którego drzwi zapukałam delikatnie knykciami, po chwili naciskając na klamkę.
- Dzień dobry pani wicedyrektor. - Rzuciłam miło, choć z całą pewnością dało się wyczuć stres w moim głosie. - Nazywam się Caroline McCoy, czy mogłabym zająć chwilę? - Zagaiłam po chwili wiedząc, jak wiele spraw członkowie zarządu mogą mieć na głowie. A przecież... Moja sytuacja nie była aż tak paląca.
A może się w tej kwestii myliłam?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2020-01-21, 20:00   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Louanna pamięta jak pierwszy raz przekroczyła drzwi jako pracownik DOGS nie już GC. Kto by pomyślał, że te dwie organizacje tak sprzeczne ze sobą się połączą. Nawet ona sama tego się nie spodziewała. Podpisując w tedy te papiery miała wiele wątpliwość. Bowiem obawiała się, że jej ludzie nie będą umieli współpracować z mutantami. Nawet jej z tym było ciężko z początku. Nienawidziła ich... Jednak musiała teraz pracować z nimi. Jedynie tyle z tego dobrego, że cały czas działają przeciwko mutantom w obronie ludzi.
Pracowała od kilku tygodni bez wytchnienia, bez jakiejkolwiek przerwy. Chciała jak najszybciej znaleźć coś co doprowadzi ich do uciekinierów. Jednak nie spodziewała się takiego gościa... Bowiem większość pracowników uznała Caroline za martwą albo, że przeszła na drugą stronę. Słysząc pukanie do drzwi rzuciła proszę nie odrywając zwroku znad papierów. Dopiero jak usłyszała nieznany sobie głos. Spojrzała na kobietę, która wyglądała jak siedem nieszczęść. Szybko wprowadziła jej dane do komputera. By dowiedzieć się z kim ma do czynienia. To, co wyskoczyło na monitorze nie było pohlebne i nie stawiało kobiety w dobrym świetle.
-Czy dobry to jeszcze się okaże... Co panią sprowadza do mnie? - rzuciła, bo była ciekawa czego może od niej chcieć pracownica, która nie pojawiła się tak długo w pracy. Nie zostawiając żadnych informacji? Była wobec niej nieufna oraz trochę szorstka. Bo wiem, kto odpowiedzialny tak postępuje lekkomyślnie.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-25, 18:16   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Zarówno ton głosu kobiety jak i jej nastawienie sprawiły, że poczułam się jeszcze mniejsza, niż byłam w rzeczywistości. Resztki mojej pewności siebie uciekły gdzieś w siną dal, pozostawiając jedynie tę przestraszoną i zmęczoną życiem istotę.
Ale... Wiedziałam przecież, że mam dla kogo to zrobić. Mam dla kogo zaryzykować wszystko. Mam dla kogo nawet na nowo wejść do paszczy lwa...
Dość niepewnie przestąpiłam przez próg, wciąż wspierając się na swojej kuli, by po chwili zamknąć za sobą drzwi od biura. Starałam się stanąć jak najbardziej prosto, nim mój lichy głosik opuścił moje gardło.
- Pani wicedyrektor, bo... Ja... - Sama nie wiedziałam, jak mam to ubrać w słowa. To... To był ciężki temat do poruszenia. - Chciałabym wrócić do pracy. Ja... Muszę wrócić do pracy. - Starałam się, by mój głos się nie łamał, ale z całą pewnością - bez problemu można było wyczuć narastający we mnie stres. Nic tu nie działało na moją korzyść - moja klatka piersiowa unosiła się zdecydowanie zbyt szybko, moje dłonie drżały ze strachu a powieki mrugały o wiele za często.
Wzięłam głębszy wdech, by choć na chwilę uspokoić swoje rozkołatane nerwy. - Miałam... Miałam nieprzyjemność poczuć terror mutantów na własnej skórze. I... I... Nie chcę... Nie chcę, by kogoś jeszcze musiało to spotkać. - Wyznałam niemal płaczliwym tonem, bo gdzieś z tyłu głowy wciąż odbijały mi się słowa blondyna. Miałam wrażenie, że wciąż czuję na skórze jego dotyk - tym bardziej teraz, gdy... Gdy zapewne nie działam tak, jak on by tego oczekiwał.
Ale co innego mi pozostało? Musiałam to zrobić. Musiałam...
Dla Scotta.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2020-01-29, 21:21   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Być może wydała się osobą bez serca czy też jakąś wrednym babsztylem. Jednak tej chwili miała to gdzieś... Jeśli ktoś ma miękkie serce w tym zawodzie musi liczyć się z tym, że powinien mieć też twardy tyłek. Cóż życie i to co ją spotkało dawno wyczyściło ją z uczuć. Przynajmniej w pracy, bo w domu czy też publicznie była całkiem inną osobą. Louanna przyjrzała się kobiecie, jak ta wchodziła czy też jej sposób poruszania się. Chciała mieć pewność co tak naprawdę ją sprowadza. Nie było jej w pracy przez dłuższy okres. Równie dobrze mogła przejść na stronę wroga. Obserwowała sposób mówienia, poruszania się szukając w niej wszystkich słabość. Jedno było pewne na pewno potrzebowała kul. Czy to one były powodem jej nie obecność? Tylko czemu wcześniej nie poinformowała DOGS? Cóż odpowiedź znalazła w następnych słowach Caroliny.
- Nie było cię bardzo długi okres czasu. Na pewno już ktoś zajął twoje miejsce. Zastanawia mnie jedno... - przerwała mówiła całkowicie wspokojnie wygodnie siedząc swoim fotelu. Na razie nie zaproponowała jej by usiadła. Cóż jeszcze z tym poczeka.... Aż dojdą do jakichś konkretów. - Hmm... Jak przekonasz mnie, że naprawdę zasługujesz na swoje dawne stanowisko i nie znikniesz ponownie bez słowa - powiedziała cóż była ciekawa, czy jej naprawdę zależy na pracy. Bo wiem tej chwili, a już zwłaszcza po ataku na DOM potrzebowali naprawdę oddanych pracowników.
- Bardzo mi przykro, że miałaś okazje poznać brutalność tych terrorystów. Jednak ciekawi mnie czy poznałaś jakieś imiona, przydomki, a co najważniejsze twarze. Jak pewnie wiesz poszukujemy pewnych osób przez ostatni atak na DOM. Jestem ciekawa czy możesz nam w tym pomóc - powiedziała, bo skoro sama przyznała, że miała okazje poznać mutantów i to na własnej skórze. Była ciekawa czy wyłapała jakieś imiona, moce czy inne przydatne informacje jak na przykład miejsce, w którym ją trzymało. Cokolwiek....? Co mogło pomóc.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-02-02, 22:31   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nastawienie kobiety sprawiało, że czułam się coraz mniej pewnie. Miałam wrażenie, że źle zrobiłam w ogóle na nowo się tu pojawiając. Oceniali mnie, nie wierzyli w to, co mnie spotkało. Czy ktokolwiek w ogóle zwrócił uwagę na moją nieobecność? Może... Może moja praca wcale nie była aż tak ważna, jak mi się wydawało?
- Proszę mi uwierzyć... Nie z mojej woli doszło do tej nieobecności, Pani wicedyrektor. - Stwierdziłam łamiącym się głosem i z całą pewnością - moje drżące wargi były widoczne nawet z drugiego końca pokoju - Uprowadzono mnie w drodze z pracy. Zniszczono telefon. Przetrzymywano w jakimś garażu, może składziku... Trudno mi powiedzieć... - Wyznałam niemalże ze szlochem pomiędzy słowami. Samo wspomnienie tych ciężkich dni sprawiało, że znowu czułam się tak brudna i upodlona - zupełnie jak wtedy, gdy blondyn wcierał w moje rany sól, czy jak głaskał mnie po włosach,.. To było... Takie uwłaczające.
- Naprawdę uznano mnie za dezertera? - Zapytałam po chwili, podnosząc swój wzrok na kobietę. W tej chwili nie wiedziałam, czy mutantom nie udało się dokładnie to, co sami przewidzieli. Nikt mnie nie szukał... Nikt nie zwrócił uwagi na moją nieobecność. Znaczyłam dla nich... Jedno wielkie nic. Łatwiej było uznać, że zdradziłam. Ta myśl... Bolała,
- Niestety, chodzili zamaskowani. Może... Może poznałabym ich po głosach. Ale... Ale nie wiem nic więcej. - Mimo mojej chęci powrotu do DOGS, dobrze pamiętałam ostrzeżenia blondyna. Pamiętałam zasady, jakie mi wyznaczyli. Na litość boską... Cały czas chodziłam obracając się za własne ramię w obawia, że oni na nowo mnie schwytają. - Jestem gotowa poddać się badaniom psychologicznym i obdukcji. Mogę zapewnić... Że rany, których doświadczyłam nie są czymś, co mogłabym upozorować. - Zaproponowałam wciąż podłamanym głosem, jednak moje plecy się nieco wyprostowały. Ten wyryty numer na mojej piersi, to poparzenie na moim udzie... To nie były rzeczy, których sama bym się podjęła, dla ubarwienia własnej historii. - Nie będę kłamać, Pani wicedyrektor... Ja... Ja się po prostu boję. Boję się, że znów mnie schwytają. Potrzebuje pomocy Rządu, ale... Jestem w stanie dać wiele w zamian. Z całą pewnością w moich aktach są również wzmianki o moich sukcesach badawczych. - Podpowiedziałam ku małej zachęcie, choć nie liczyłam, że to naprawdę mogłoby coś dać.
Czy ja w ogóle miałam co im zaproponować?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2020-02-06, 10:23   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Gdyby teraz nie były w DOGS tylko GC to ta rozmowa wyglądała by całkowicie inaczej. Nie polegałaby na zasadach kotka i myszki, bo kocur by się nie bawił z myszką. Jednak GC już nie istniało teraz pracowali dla DOGS. Była zła, że musi siedzieć tutaj i rozmawiać z kobietą. Czy zauważono jej nieobecność, ba oczywiście, że tak. Każda nieobecność jest sprawdzana... Żyli w świecie, gdzie każdy, każdej chwili może dezertować bądź też stać się wynaturzeniem, jakim są mutanci. Słuchała uważnie słów kobiety, a na jej twarz nie przebiegły żadne emocje. Jakby Carolina cały czas mówiła to wszystko do posągu Louanny, a nie do niej bezpośrednią.
- A jak pani myśli... Nie było żadnej wiadomość o pani, ani nie odpowiadałaś na żadne wiadomość czy to telefoniczne, pocztowe, a nawet maile. Nikt nic o pani nie wiedział, czy to pani współpracownicy, ani też sąsiedzi - powiedziała, bo na pewno byli oni przesłuchiwani sprawie nie obecność kobiety. - Jak zapewne wiesz żyjemy czas, że przejście na drugą stronę jest bardzo łatwo. Większość tych terrorystów rozpływa się w powietrzu. Przestają przychodzić do pracy czy też nie wracają do domu. Jak pani myśli... Co by pani uznała na nasze myśli - powiedziała do kobiety. Cały czas mówiła spokojnie bez jakichkolwiek informacji.
Louanna zmarszczyła brwi słysząc wypowiedć kobiety. O tym, że nie wie nic o swoich oprawcach. Zupełnie nic... Jedynie głosy... Ale przecież to nic im nie da. Zastanawia się, czy kobieta naprawdę nie wyłapała niczego, czy wytworzył się w niej syndrom sztokholmski. Byłą też trzecia możliwość, że tak się ich bała, że wytworzyła sobie blokadę byle tylko nie narazić się swoim oprawcą.
- Głosy to bardzo nie wiele - rzuciła krótko do kobiety przysłuchując się dalej słowom. Chwyciła jeden z plików na swoim biurku pisząc coś na nim. Niestety Carolina nie mogła zobaczyć co to jest... - Badaniom oczywiście zostaniesz podana. Jak sama powiedziałaś musimy sprawdzić to owo, jak to czy nie uaktywnił się tobie gen X. Prosze masz numery pokoi w którym się masz stawić na badanie. Przekaż im, że do jutra mają znaleźć się na moim biurku raporty z nich - powiedziała... Dostała sterowanie na badania psychologiczne oraz obdukcje jak sama to zauważyła. Jednak wśród nich było też na aktywność genu X i tekst z wykrywaczem kłamstw. Henning chciała mieć pewność, że kobieta naprawdę jest z nimi szczera.
- Jutro dostaniesz informacje co z tobą dalej... Przykro mi, że nie jesteśmy wstanie ci więcej pomóc jak schwytaniu tych bandytów, którzy ci to zrobili, żebyś nie odczuwała tego strachu i nie odwracała się za siebie. Niestety jak sama powiedziałaś nie posiadać o nich żadnych przydatnych informacji... Które pomogły nam schwytaniu ich - powiedziała do Caroliny. Raz jeszcze obserwując jej relacje na słowa jakie do niej powiedziała. Wiedziała jak to jest... ciągle obawiać się o swoje życie i swoich bliskich. Sama miała podobne zdarzenie, kiedy została zaatakowana i jej grożono... Niestety również pamięta tylko ich głosy i zapach... Które niekiedy ją prześladują w koszmarach.
- Na koniec odpowiedz mi na ostatnie pytanie. Czy wiesz coś o ataku na DOM i mutantów, którym udało się z niego uciec - zapytała się, bo skoro była przetrzymywania przez nich... może coś usłyszała...
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-02-08, 19:46   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Dawna ja po prostu by się rozpłakała. Poddała się, szlochając u stóp kobiety i prosząc o ochronę, choćby za cenę pracy niemal na całą dobę. Znaczy... Jasne, niby miała przy sobie już Scotta, ale... Co jeśli go kiedyś zabraknie? Co jeśli znajdą go jego wrogowie? Co jeśli... Jeśli jednak zostanę z tym sama?
Całe szczęście, wraz z mężczyzną powróciło moje... Dziecięce "ja". Mała, zbuntowana, czasem za bardzo wyszczekana gówniara. Ale może jej przebudzenie w tej chwili wcale nie było takie złe?
- Czy ktokolwiek sprawdził monitoring sprzed dnia mojej pierwszej nieobecności? - Zapytałam, niby próbując zabrzmieć pewnie, ale... łamiący się głos Caroline wciąż był tu odczuwalny. - Mamy kamery niemal na każdym rogu każdej ulicy, Pani wicedyrektor. Zostałam zaatakowana na przecznicy, ledwie sto metrów od mojego mieszkania. Jestem niemal pewna, że któraś z kamer musiała to uchwycić. Czy to nie będzie wystarczający dowód na moją niewinność? Czy samo to, że dziś się tu stawiam w takim stanie nie jest dowodem mojej lojalności? - Wyrzuciłam z siebie, już ledwie słyszalnie. Czułam, jak moja warga drży i mimo, że chciałam być silna jak niegdyś Jules - strachliwa panna McCoy wciąż miała tu wiele do powiedzenia. Czułam, jak łzy zaczęły spływać po moich policzkach, bo... Nie mogłam uwierzyć, o co mnie podejrzewano.
Wzięłam głębszy wdech, nim zbliżyłam się do biurka kobiety, odbierając od niej plik papierów ze skierowaniami. - Oczywiście. - Odparłam przez szloch, przecierając policzki wierzchnią częścią dłoni. I jak bardzo nie chciałam... Musiałam coś powiedzieć, by zwrócić jej uwagę.
- Nie wiem... Było ich dwóch. To byli mężczyźni. Jeden zdecydowanie starszy od drugiego... Zawsze zamaskowani. Jedno, co szczególnie mnie przeraziło... Pani wicedyrektor, oni wykorzystują też dzieci. Również zamaskowane, jeszcze bardziej niebezpieczne, bezwzględne... Nie popełniali błędów. Doskonale wiedzieli co robią, i jak się przed wszystkim chronić. Ja... Ja byłam bezradna... - Spuściłam głowę, zaciskając swoją dłoń mocniej na kuli. Miałam ochotę się rozryczeć, tak na środku pokoju, zupełnie jak przed kilkoma miesiącami, przy moich pierwszych godzinach w tamtym nieszczęsnym garażu...
Zacisnęłam też wargi, słysząc jej ostatnie pytanie. Wiedziałam, że długo nie pochodzę po tym świecie, jeśli... Jeśli powiem prawdę...
- Był jeden dzień, kiedy nie wrócili do tamtego miejsca, tego składziku... Byli mocno poobijani następnego dnia, było to widać po ich chodzie... Jestem niemal pewna, że brali w tym ataku udział. Może... Może mogłabym ich rozpoznać po nagraniach z kamer? - Zaproponowałam dość niepewnie, na nowo podnosząc swój wzrok. Wciąż był zaszklony i taki... Taki smutny...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2020-02-18, 20:23   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Wszystko miało swoją scenę oraz też drogę. Louanna nie chciała o tak zgodzić się by wróciła do pracy. Raz musieli sprawdzić, czy dziewczyna nie ma aktywnego genu X, bo jeśli ma to znajdą dla niej inne miejsce. Nie byli teraz GC, a DOGS tutaj nawet pracowali mutanci. Dlatego też to by nie wykluczało o ile chciała kontrolować innych i działać na rzecz społeczeństwa. Czasem się zastanawiała co z jej siostrą... Przeczytała, że ta uciekła. Jednak od tamtej chwili cisza o Colleen. Cóż musiała skupić się na dziewczynie przed sobą.
- Sama powiedziałaś, że są niezwykle ostrożni. Zadbali by nie było śladu po twoim porwaniu, albo zniknięciu. Jak myślisz, czy pozostawili coś przypadkowi? - powiedziała do kobiety. Nie wiedziała, czy DOGS sprawdzało kamery. Nie miała o tym żadnej informacji. Jednak nie zamierzała tego mówić kobiecie. Musiała tylko wystawiać odpowiednie karty, a inne chować. Jak zawodowy gracz pokera... Nie wszystko musi być pokazywane i ujawniane.
- Muszę przyznać, że jest to jakiś dowód. Ale jak powiedziałam nie mamy pewność, że pani jeszcze jest po naszej stronie. Mogli przegapić panią na własną i posłać jako szpiega - powiedziała do kobiety, bo przecież to było jasne. Sami postępowali podobnie wysyłali ludzi do Bractw. Skąd mogli mieć pewność, że teraz kobieta nie jest kretem mutantów.
Louanna nie widziała potrzeby, żeby jej powiedzieć o tym, że pewnie wróci do pracy. Niech się trochę postara, bo życiu nic nie ma za darmo... Pokaże, że jej zależy na tym by wrócić do pracy. Wysłuchała jej odpowiedzi o porywaczach. Licząc, że coś może sobie przypomni coś zdradzi. Teraz każda informacja była na wagę złota. Nawet te, które wydawały się na pozór niepotrzebne.
- Dobrze zobaczymy co pokażą wyniki badań. Dopiero wtedy zadecydujemy co z panią. Czy jest coś o co pani chciała się zapytać bądź cokolwiek - powiedziała do na koniec do kobiety.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-02-23, 19:55   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nawet nie wiedziałam, co mogłam jej odpowiedzieć... Miała... Miała rację. Oni nie pozostawiali nic przypadkowi.
- Przepraszam, Pani wicedyrektor, poniosło mnie... - Wyznałam, spuszczając swój wzrok na podłogę i powstrzymując się przed płaczem. Nie miałam jak udowodnić, że byłam w tym wszystkim ofiarą ich przemocy. Byłam... Skazana na siebie. - Mogę zagwarantować, że nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Nie po tych wszystkich tygodniach... - Dodałam po chwili, ledwie powstrzymując szloch w moim gardle - choć zapewne Louanne bez problemu mogła wyczuć, jak mój głos się łamie - tak po ludzku, szczerze. Samo wspomnienie blondyna i jego obrzydliwego głaskania budziło we mnie wstręt. Zacisnęłam swoją dłoń na otrzymanych skierowaniach, nieco je gniotąc, ale... Nie wiedziałam, jak inaczej odreagować cały ten stres.
- Nie, Pani wicedyrektor. Ja... Ja może już... Skieruję się do departamentu na badania. - Wydusiłam z siebie, ledwie zachowując resztkę spokoju, choć doskonale czułam, że jak tylko ominę te drewniane drzwi, wszystkie emocje ze mnie wyjdą z jednym, dramatycznym krzykiem. - Dziękuję za poświęcony czas. - Padło z moich ust, nim zdołałam się obrócić w kierunku wyjścia i kuśtykając - pokonałam drogę na korytarz. Dopiero tam, gdy klamka się zatrzasnęła, pozwoliłam sobie na wylanie wiadra łez, rozmazując mój delikatny makijaż. Całe szczęście w torebce nigdy nie brakowało mi dużej paczki chusteczek, więc próbowałam doprowadzić się do porządku, nim... Nim mogłam ruszyć w dalszą drogę - cdo miejsc, gdzie skierowała mnie Henning.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2020-03-01, 18:22   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Chociaż Carolina tak uparcie twierdziła, że mówi jej wszystko oraz pragnie wrócić do pracy. To i tak nie zmieniało faktu, że Louanna wierzyła jej w każde słowo. Miała wrażenie, że ta nie jest do końca z nią szczera i tylko uważa na swoje słowa. By nie powiedzieć jej wszystkiego. Bacznie obserwowała kobiete przed sobą zauważyła kilka razy zawachanie oraz spojrzenie w górę, co sugerowało, że szuka odpowiedź. Jednak nie miała na to dowodów... Mogła podejrzewać, że u kobiety wytworzył się syndrom sztokholmski. Jednak puki ta się nie zbada nie będzie miała na to dowodów. Nie będzie mogła bardziej przycisnąć. Nawet jeśli wróci do pracy to nie zamierzała spuszczać jej z oka.
- Nie szkodzi... Jesteśmy tylko ludzimi czasem puszczają nam nerwy. To zrozumiałe... - powiedziała aż czuła sama w sobie jak te słowa były fałszywe. Cóż nie przejęła się jej wybuchem... Jednak też nie zależało jaj na kobiecie. Na jej miejsce pewnie znalazłyby się dziesiątki. Coraz więcej ludzi chce przyczynić się do walki z tymi wynaturzeniami.
- Dobrze, zgłosić się do mnie z wynikami - powiedziała i poczekała aż kobieta wyjdzie. Napisała krótką notatkę z tego spotkania. Również pytania, jakie chciała by zadali jej wczasie badnia wykrywaczem kłamstw. Wychodząc przekazała jej swojej sekretarce z poleceniem jak najszybszego dostarczenia. Wróciła do domu... Gdzie mogła zająć się swoją córką i doprawić nianie.

~*~

Kilka dni później ponownie siedziała w swoim biurze. Tego dnia była trochę zmęczona. Miała sobie bardzo ciężką sekcje zwłok... Zginął młody chłopak, a im dojście do tego co właściwie było powodem jego śmierci. Zdążyła się przyzwyczaić do swojej pracy po za tym ją lubiła... Zwłaszcza jak na stół trafiały ciała mutantów. Niektóre z nich mieli nawet kość zmienione co było ciekawym materiałem do badań.
Jednak wrócimy do obecnej pracy. Na jej biurku już była sterta dokumentów do przejrzenia. To też poprosiła o kawę i zajęła się swoją pracą.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-04-04, 20:09   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


To były ciężkie dni. Bieganie między kolejnymi placówkami i pomieszczeniami, w celu wykonania kolejnych zaleconych badań całkowicie wyprawiały mnie z równowagi. Powtarzanie każdemu kolejnemu lekarzowi tej historii wydawało się teraz niezwykle uwłaczające. Szczególnie, gdy przyszło do samej obdukcji...
W rękach trzymałam więc już wszystkie zebrane dokumenty - spis wszystkich obrażeń fizycznych, takich jak poważny uraz stawu skokowego, zoperowany, ślady po poparzeniu (jak to lekarz stwierdził "prawdopodobnie chemicznym"), czy szarpanej blizny na mojej klatce piersiowej z wyraźnie wyciętym numerem. Miałam przy sobie też wyniki badania wariografem, wraz z obszernym opisem, na którym przy wielu pytaniach pojawił się dopisek o subiektywnych przejawach kłamstwa. Na samej górze dokumentów, znajdowała się również notatka z badania psychologicznego, mająca na celu wyjaśnić znaczenie każdej adnotacji z poprzedniego raportu - a tu pojawiła się krótka, ale jakże treściwa diagnoza - zespół stresu pourazowego. Wraz z danymi zebranymi podczas rekrutowania mnie do Departamentu, tworzyło to spójną całość - traumatyczne przeżycia z przeszłości budziły się u mnie również teraz, doszły nowe elementy pobudzające stan nerwic, byłam po prostu zniszczona psychicznie. Sama wczytywałam się we wszystkie te papiery, coraz bardziej obawiając się o swoje stanowisko - kto chciałby na nowo zatrudniać osobę z takimi problemami?
A ja... Ja potrzebowałam tej pracy. Potrzebowałam, żeby móc zacząć na nowo funkcjonować.
Minęłam recepcję i trzęsącą się dłonią zapukałam w te drzwi, które już wzmagały u mnie ból żołądka.
- Pani wicedyrektor? - Zapytałam, uchylając lekko drzwi i czekając na pozwolenie na wejście. Jeśli takie uzyskałam, odchyliłam skrzydło całkowicie, wchodząc do środka podpierając się na jednej kuli. Zbliżyłam się do biurka, kładąc na jego brzegu grubą teczkę z wynikami wszystkich przeprowadzonych badań.
Pozostawało mi się jedynie modlić, że... Że nie skończę gorzej, niż moi byli pacjenci.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5