Poprzedni temat «» Następny temat
Siłownia
Autor Wiadomość
Giotto Nero



Bring me your fucking leader

Kontrola Kierunku

85%

Vivien Aedelwine-Nero





name:

Giotto Nero

alias:
Lord Outworld

age:
34 lata

Wysłany: 2017-12-12, 15:25   Siłownia
   Multikonta: Brak


[Profil]
 
 
Giotto Nero



Bring me your fucking leader

Kontrola Kierunku

85%

Vivien Aedelwine-Nero





name:

Giotto Nero

alias:
Lord Outworld

age:
34 lata

Wysłany: 2017-12-12, 15:48   
   Multikonta: Brak


Dzisiejszy dzień z pewnością należał do tych bardziej przyjemniejszych dla Giotto - wolne, pierwszy raz od kilkunastu tygodni. Biznes zostawił braciom, informując wczoraj, że dziś ma zamiar się polenić i jak powiedział, tak zrobił: wstał około godziny dziesiątej, co było niepodobne do niego, bowiem każdego dnia podnosił się z łóżka o godzinie szóstej rano, chcąc potrenować przez godzinę i później pojechać do firmy na ósmą rano. Tej jedyny raz postanowił sobie odpuścić, chcąc dać odpocząć wytrenowanemu ciału, które z pewnością zregenerowało dużo więcej sił, niż przez ostatnie paredziesiąt dni. Koniec końców jednak Nero nie mógł odpuścić sobie odbycia ćwiczeń tego dnia, aczkolwiek postawił na nieco lżejsze oraz ograniczające się tylko do kilku podstaw oraz tłuczenia worka, stąd też po śniadaniu, odpoczynku i przygotowaniu wszystkich rzeczy, pojawił się około godziny dwunastej na swojej domowej siłowni na poddaszu.
Ubrany w czarną koszulkę, długie dresy oraz z owiniętymi bandażami stopami i dłońmi, wszedł do pomieszczenia, po czym od razu odstawił butelkę wody na bok i spojrzał najpierw na bieżnię, a potem na worek. Po krótkiej rozgrzewce, stanął na bieżni i włączył tryb truchtania, by dogrzać odpowiednio mięśnie nóg. Biegał dobre kilkadziesiąt minut z krótkimi przerwami na łyk wody i po zakończonej pierwszej części przygotowań, zszedł z maszyny i dogrzał następnie ręce, rozciągnął się i wykonał kilka dodatkowych ćwiczeń, które pomogły mu odpowiednio przygotować mięśnie do następnego etapu treningu.
Brunet stanął naprzeciw worka treningowego i po oddaniu kilku pierwszych ciosów na zmianę lewą i prawą ręką, zaczął dokładać do serii uderzenia kolanami, piszczelami czy też stopami. Zaczął od spokojnego tempa, z czasem jednak się ono zwiększało i gdy osiągnął odpowiedni stan skupienia, przeszedł do właściwej części, czyli do potężnego okładania wypchanego piachem przedmiotu, chcąc wypocić wszystko to, co zebrało się w nim przez te kilkanaście ostatnich godzin.
[Profil]
 
 
Vivien Aedelwine-Nero



Life taught me to die

Uzdrawianie

74%

Giotto Nero





name:

Vivien Aedelwine

age:
29 lat

Wysłany: 2017-12-12, 20:25   

| 1



Spędziła w szpitalu ostatnie czterdzieści osiem godzin, w większości próbując przezwyciężyć zmęczenie podczas przeciągającego się nieznośnie dyżuru. Przez ten czas nie postawiła nogi w domu ani nie widziała się z mężem. Gdzieś pomiędzy jednym pacjentem a drugim zapomniała o istnieniu telefonu komórkowego, finalnie nie odzywając się do Giotto słowem. W zgodzie z obowiązkami miała tendencję do prędkiego wybywania z lokum i wracania po wielu godzinach, acz zwykle znajdywała również chwilę na krótkie spotkanie albo kilkuminutową rozmowę. Dla odmiany przez wspomniane dwa dni nie wiedziała, w co włożyć ręce - spała w pracy, przed każdym obchodem odświeżała się właśnie tam, w duchu pochwalając decyzję o zostawieniu w szafce dodatkowych ubrań na czarną godzinę albo, po prostu skazywała się na ciemną, szpitalną kawę wątpliwej jakości, która miała utrzymać ją w pionie podczas papierkowej roboty. Już dawno straciła rachubę, skutkiem czego nie przywiązywała dłużej wagi do zbliżającego się popołudnia. Poza tym nie zakładała zastać nikogo na miejscu, po czterech latach małżeństwa, bez problemu potrafiąc określić, gdzie o tej porze można by spotkać mieszkającego z nią bruneta.
Dość niedbale zostawiła plecak przy wejściu, zapewne robiąc przy tym odrobinę hałasu, po czym jak gdyby nigdy nic, ruszyła na górę, z zamiarem wzięcia prysznica i przebrania się w świeże ubrania. Później śniadanie, którego z oczywistych względów nie miała czasu zjeść. Właściwie rzadko bywała głodna podczas intensywnej pracy.
Była mile zaskoczona, słysząc hałas dobiegający z poddasza, który roznosił się zwłaszcza po pogrążonym w ciszy wnętrzu sypialni. Szybko odłożyła dotychczasowy plan na bok, na rzecz przywitania się z małżonkiem. Prawdę powiedziawszy, po dwóch dobach milczenia liczyła na jego towarzystwo przez resztę dnia i nie sprawiała wrażenia przejętej myślą przerwanego przez jej obecność treningu. Mimo wszystko nie zabrała głosu od razu. Stanęła niedaleko i przyglądała się mu podczas wykonywanych czynności, bezwiednie obracając obrączkę na palcu.
- Przypomniałam sobie o tym, że mam dom i męża. - powiedziała dość lekko, siląc się na humorystyczne zabarwienie wypowiedzi. Zapewne zdał sobie sprawę z jej pojawiania, gdy tylko przekroczyła próg pomieszczenia, więc koniec końców musiała przerwać ciszę, którą sama zainicjowała. Czasami tylko miewała wątpliwości, czy aby dobrze robi poświęcając się rezydenturze w tak rozległym stopniu.
- Myślałam, że o tej porze będziesz w pracy. - przyznała, zbliżając się, by pocałować go krótko. Zgodnie ze wcześniejszymi przemyśleniami nie spodziewała się go w domu wcześniej niż wieczorem. Z drugiej strony nie mogła narzekać - była to jedna z lepszych wiadomości dzisiejszego dnia.
[Profil]
 
 
Giotto Nero



Bring me your fucking leader

Kontrola Kierunku

85%

Vivien Aedelwine-Nero





name:

Giotto Nero

alias:
Lord Outworld

age:
34 lata

Wysłany: 2017-12-12, 21:48   
   Multikonta: Brak


Giotto był zdecydowanie jednym z twardszych facetów na świecie, dlatego potrafił wytrzymać te czterdzieści osiem godzin bez swojej żony i nie umarł: z głodu, tęsknoty czy nudów. Należy mu się za to na pewno jakiś medal, ale sam fakt tego, że wywalczył sobie wolne akurat wtedy, gdy Viviene musiała pracować dosyć ciężko, był dość frustrujący. I tak dosyć rzadko spędzali ze sobą więcej czasu, ograniczając ostatnio kontakty do kolacji, albo gdy mężczyzna czasem przynosił jej do pracy w porze obiadowej coś z miasta, przeważnie będąc po prostu w pobliżu o danej godzinie. Już nie pamiętał kiedy ostatnio byli ze sobą w jednym domu dłużej niż te kilka godzin i choć tego raczej nie przyzna, to bardzo brakowało mu tego - nie żeby nie przyzwyczaił się do jej trybu życia, w końcu doskonale wiedział na co się pisze, ale pewien niesmak pozostawał nawet pomimo tego, że to akceptował, wiedział o tym i de facto na to się pisał. Stąd też na jego twarzy wymalował się mały uśmiech, który pojawił się wraz z usłyszeniem charakterystycznego stukania butami na dole. Trzask drzwi był słaby, ale i tak dało rade się go usłyszeć. Było cicho, sam Nero preferował trening bez udziwnień typu muzyka czy telewizja w tle, bowiem to go tylko rozpraszało, a skupienie podczas ćwiczeń było rzeczą święta. I tylko tak naprawdę jedna rzecz była w stanie przenieść jego uwagę, nie tworząc przy tym jakiegoś konfliktu - jej powrót był właśnie tą rzeczą.
Mimo tego, że dalej wymachiwał pięściami, okładał worek nogami i ciężko trenował, nasłuchiwał uważnie, czy jego ukochana idzie na górę, czy też załatwia rzeczy na niższych poziomach domu. W duchu cieszył się bardzo mocno, że od razu zawędrowała w miejsce, w którym on przebywał, jednakże jak to on - nie dał po sobie tego poznać, skupił się zatem na swoich ćwiczeniach i po prostu oczekiwał jej w drzwiach, póki nie usłyszy jej głosu, nie uwierzy, że Viviene jest w domu.
Kilka razy uderzył jeszcze worek i wtem usłyszał to, na co czekał od momentu jej wejścia do domu. Kanadyjka wysiliła się na mały żarcik, który on odebrał dość neutralnie, ani go to nie rozbawiło, ani też nie zraziło, sama ocena jednak była dość niemiarodajna, bowiem skupił się tylko wyłącznie na tym, by zarejestrować ją swoim wzrokiem. Jak po czterdziestoośmiogodzinnym maratonie pracy, wyglądała obłędnie. Chociaż z drugiej strony, czy ona kiedykolwiek źle wyglądała?
Chwycił szybko ręcznik wiszący na sztandze i wytarł nim twarz, po której lały się wręcz krople potu. Oddychał głośno i krótko, gdyż od dobrych kilkudziesięciu minut nie robił nic innego, tylko walił w worek, a to z kolei spowodowało u niego utratę sił. Chwilę spokoju wykorzystał na to, by odetchnął głęboko i odwzajemnić krótki pocałunek małżonki, który tak naprawdę już zrobił jego dzień. Wolne lepiej zacząć się nie mogło.
Przetarł ręcznikiem czoło, a później szyję i tors, po czym zawiesił tkaninę na swoich ramionach, obserwując uważnie Kanadyjkę.
- Wziąłem wolne dzisiaj, niech Nate trochę popracuje - odparł siląc się na mały, acz całkiem uroczy uśmiech. - Gdybyś czytała smsy, to byś wiedziała - dodał udając dość spontanicznie obrażonego, co jednak miało marny efekt biorąc pod uwagę dwie rzeczy: fakt, że żona zna go na wylot oraz że nigdy nie wytykał jej tego, jak dużo pracuje, w końcu był z niej dumny i sam przekonał się przecież, jak ważne ma ona zadanie i ilu takich Giotto musiała jeszcze uratować w swoim życiu.
- Pójdę się odświeżyć i zaraz porozmawiamy - rzekł spokojnie, po czym najzwyczajniej w świecie nachylił się i złączył ich usta w czułym pocałunku, nieco dłuższym niż ten pierwszy. Nie musiał bawić się w jakieś miłe słówka, witać ją w domu, przyznać że tęsknił czy też pokazywać jak się cieszy na jej widok. To co zrobił, powinno załatwić wszystko jednocześnie.
Przeszedł obok małżonki i udał się do łazienki, chcąc wziąć szybki prysznic. Drzwi nie zamykał na klucz, wszakże Viviene zaraz może stwierdzić, że chciałaby i tę część dnia spędzić z nim, on nie miał nic przeciwko, ale też nie nastawiał się na to jakoś mocno. Wizja fajna, ale robił to bardziej z przyzwyczajenia, niż raczył ją tekstem podprogowym. Najważniejsze, że ona po prostu jest i najwidoczniej spędzi dzisiaj z nim cały dzień, a to dodawało mu energii i powodowało, że od razu wszystko lepiej wyglądało.
[Profil]
 
 
Vivien Aedelwine-Nero



Life taught me to die

Uzdrawianie

74%

Giotto Nero





name:

Vivien Aedelwine

age:
29 lat

Wysłany: 2017-12-13, 21:24   

Obydwoje mieli wystarczająco dużo czasu, by przyzwyczaić się do wspomnianego stanu rzeczy. Bądź co bądź praca nie pozostawiała im zbyt szerokiego pola manewru i wymuszała okazjonalne pójście na ustępstwa, acz podobnie do niego potrafiła docenić te kilka godzin spędzonych w swoim towarzystwie. Nawet jeśli za każdym razem zdawały się nieznośnie krótkie.
Można powiedzieć, że kluczową rolę w ich relacji odgrywało wzajemne rozumienie i akceptacja nawyków, przyzwyczajeń drugiego. Nie była w stanie robić mu wyrzutów, choć niejednokrotnie cierpiał na deficyt wolnego, angażując się bez reszty w rodzinny biznes. W zamian ujmował ją coraz bardziej każdym, drobnym gestem, pamiętając o niej, kiedy sama traciła rachubę.
Vivien bywała specyficzna. Miewała dni, gdy dałaby się dosłownie pokroić za leniwy weekend z mężem, w czasie, którego wykorzystaliby chwile świętego spokoju. Jednocześnie cichy głosik ambicji w głowie kazał jej odczuwać potrzebę posiadania czegoś, czemu mogłaby poświęcić się w całości. Czegoś, co będzie tylko jej. Kształcenie się, choć wyjątkowo absorbujące mogło dać kobiecie to poczucie. Na koniec uważała obecny okres w swoim życiu za wyjątkowo ważny. Musiała być wybierana do asystowania przy najciekawszych przypadkach, by nauczyć się więcej niż pozostali. Później będzie łatwiej – przestaną ją ograniczać długotrwałe dyżury a cały sztab rezydentów – przyszłych specjalistów w podobnej sytuacji - będzie szukał sposobu, by się wykazać, dając jej upragnioną przestrzeń.
Oczywiście, zauważyła na sobie wzrok Gio. Na szczęście czasy, kiedy zmieszałaby się pod jego wpływem miała już dawno za sobą. Założyła tylko kilka niesfornych kosmyków za ucho, wiedząc, że i tak mężczyzna widzi ją w lepszym świetle niż w rzeczywistości. Przykładowo zmęczenie wyraźnie odznaczało się na jej twarzy, podobnie odrobinę pogniecione ubrania zaburzały ten cały wizerunek skrupulatnej pani doktor, za którą próbowała uchodzić. Bynajmniej, nie było to teraz najważniejsze, bo jego zdaniem najwyraźniej zawsze wyglądała dobrze.
Poczekała tę chwilę, nim przetarł ręcznikiem wybrane partie ciała. W duchu musiała przyznać, że dawał z siebie naprawdę dużo, celem utrzymania czy nawet poprawy kondycji. To skutkowało mieszanymi uczuciami – przeplatającymi się wzajemnie podziwem i troską. Z różnych powodów. Mogła mieć jedynie nadzieję, że robi to wyłącznie dla siebie oraz docenić fakt, że w wyniku ich małżeństwa nieco zwolnił. Ku ogólnej uldze miał ten komfort, że nie zwykła mu niczego narzucać, ale nie przynależała również do ludzi, którzy trzymają swoje emocje ukryte – kiedy się martwiła, z pewnością był w stanie to dostrzec. Odpowiedź Aedelwine poprzedziło dyskretne wywrócenie oczami, po czym delikatny uśmiech wynikający z rozbawienia wkradł się na jej usta.
- Gdybym zwracała większą uwagę na telefon, nie miałabym niespodzianki. - odparła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Cóż, miło ze strony Nate'a, że przejął obowiązki swojego kuzyna, kiedy ten potrzebował dnia wolnego. Zresztą od lat prowadzili wspólny biznes - założyli go i rozkręcali, przez co Kanadyjka nie miała wątpliwości, że tamten był w swoim żywiole. Tym lepiej dla niej.
Odwzajemniała pocałunek wraz, z którym pojawiło się znajome uczucie ciepła, rozchodzącego się stopniowo po ciele. Nie chciała, by równie szybko zniknęło, dlatego mimowolnie odprowadziła bruneta wzrokiem, przygryzając delikatnie dolną wargę. Początkowo uznała, że powinna iść za jego przykładem i wykorzystać tę chwilę na doprowadzenie się do porządku, lecz skierowała się ku drzwiom łazienki, a nie wyjściowym, potwierdzając tym samym szybką zmianę zdania.
Gdy klamka, a później pociągnięte lekko drzwi ustąpiły pod naporem jej siły, przeczesała palcami włosy, rzucając krótkie spojrzenie w stronę kabiny prysznicowej.
Nie śpieszyła się, stopniowo zdejmując z siebie warstwy odzieży, która lądowała bezładnie na podłodze. Wkrótce dołączyła do męża, kilkoma krokami zmniejszając dzielącą ich odległość.
- Myślę, że możemy porozmawiać już teraz – oznajmiła, lekko zachrypniętym głosem. Przesunęła dłonią po jego policzku, jednym z palców muskając usta, następnie szyi i prawym obojczyku. Choć nawiązała kontakt wzrokowy, wpatrując się intensywnie w jego ciemnobrązowe tęczówki, sprawiała wrażenie niezdecydowanej. Zupełnie, jakby z premedytacją liczyła, że przejmie inicjatywę i zadecyduje, w którym kierunku wszystko się potoczy.
- Trzymałam dziś w rękach ludzkie serce, wiesz? - powiedziała cicho, składając dłonie na klatce piersiowej mężczyzny, jedną z nich w miejscu, gdzie znajdował się wspomniany wcześniej narząd. Przymknęła na moment powieki, zwracając większą uwagę na spadające na wybiórcze partie jej ciała ciepłe krople.
[Profil]
 
 
Giotto Nero



Bring me your fucking leader

Kontrola Kierunku

85%

Vivien Aedelwine-Nero





name:

Giotto Nero

alias:
Lord Outworld

age:
34 lata

Wysłany: 2017-12-13, 22:33   
   Multikonta: Brak


Z perspektywy czasu mogło się wydawać to łatwe i wpisane w ich wspólne życie, aczkolwiek przez pewien czas Giotto był zdecydowanie przeciw temu, by tak rzadko się widywali. Owszem, wiedział na co się pisze, ale nie możemy zapominać o tym, że on był Włochem, a ci z kolei bardzo szanują takie wartości jak rodzina, a skoro zdecydował się założyć ją właśnie z Viviene, to liczył też na to, że będą mieli siebie wtedy, kiedy będą chcieli, a nie tylko wtedy, kiedy będą mogli. Koniec końców jednak jego miłość była większa od wszelkich uporów, przyzwyczajeń i życiowych kanonów, dlatego zaakceptował to dużo szybciej, niż byłby w stanie zaakceptować jakikolwiek inny fakt, kłócący się z jego przekonaniami. Duża w tym zasługa jego żony, która nie tyle co wymusiła na nim szybsze dostosowanie się, co po prostu poświęciła się nie tylko jemu, ale również swojej pracy - podziwiał ją za to, że jest taka niezłomna, pracowita i przy okazji taka dobra. On nie należał do najprzyjemniejszych ludzi, prowadził też dosyć agresywny biznes, w końcu klub nocny, nielegalne wyścigi czy liga MMA z pewnością nie należą do łagodnych dziedzin życia, dlatego wręcz potrzebna była mu taka osoba u boku jak Viviene, która go tonowała, ale też nie dała sobie wejść na głowę, a przy okazji była tak naprawdę jedyną furtką do tego, by miał ochotę zmieniać cokolwiek. Jest konserwatywny aż do bólu, aczkolwiek ona jest właśnie tą, która jako jedyna ma na niego tak duży wpływ.
Z czasem, gdy już wszystko zaakceptował co się dzieje wokół niego, nauczył się to również godzić z obowiązkami i organizacją swojego czasu, co w przypadku takich biznesów i tak pracowitej żony, było dość ciężkim zadaniem, wszakże oboje mnóstwo pracowali, a jednak potrafili znaleźć dla siebie jeszcze trochę czasu, nie popadając w żadną chorą rutynę mijania się w drzwiach domu. Lubił mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i prawdę mówiąc z jego włoskiej spontaniczności nie zostało już prawie nic, musiał się przecież dostosować do panujących warunków, a najbardziej na świecie zależało mu na tym, by spędzać z nią jak najwięcej czasu i tylko tak był w stanie to zrobić.
Nawet teraz, gdy postanowił ogarnąć się w łazience, miał jakiś plan. Zostawił drzwi otwarte i Kanadyjka mogła wejść do niego w każdej chwili, jeśli jednak nie pojawiłaby się w ciągu kilkunastu minut, szybko doprowadziłby się do porządku i wyszedł, chcąc natychmiast wznowić kontakt z Viviene. Prawdę mówiąc jednak liczył po cichu na to i spodziewał się wręcz, że żona dołączy do niego i będzie chciała nawet te kilka minut spędzić razem z nim, w końcu nie widzieli się dwa dni, smsów wymieniać nie mogli, bo ona była zabiegana, a co za tym idzie o rozmowach telefonicznych nawet nie było mowy. Stąd też brak zaskoczenia, ale jednocześnie pojawienie się przyjemnego ciepła w środku klatki piersiowej, gdy tylko zarejestrował ją w kabinie.
Instynktownie objął Aedelwine w okolicach dołu pleców i przysunął ją do siebie. Drugą ręką przeczesał jej powoli przesiąkające wodą włosy, którymi tak nawiasem mówiąc uwielbiał się bawić. W tej chwili co prawda nie było ku temu możliwości, bowiem część z nich się zlepiło i nie chciał sprawiać jej kłopotu poplątaniem ich, dlatego ograniczył się tylko do delikatnego mierzwienia ich.
Nie da się opisać uczucia, jakie towarzyszyło mu, gdy znowu zaczęła do niego mówić i przy okazji przybliżyła się bardzo do niego. Czekał na to bardzo długo i za każdym razem, gdy to się działo, dziękował wszystkiemu wokół, że jednocześnie musiał czekać i już nie musi tego robić. Byli ze sobą już kilka lat, od czterech lat z obrączkami na palcu, a on chyba dopiero teraz zaczynał rozumieć istotę całej ich relacji - tak jakby opóźniony, a jednocześnie przedłużony zapłon, który tlił się i tlił i jak w końcu wybuchł, to trwa to do teraz.
- Jedno Ci nie starczy? - odparł żartobliwie, nawiązując tym do samego siebie.
Obrócił się nieznacznie, by strumień wody nie lał się bezpośrednio na jej twarz i gdy tylko skończył gładzić ją po włosach, ponownie uniósł swoją dłoń, po czym natychmiast pokierował ją na podbródek małżonki i chwycił go w dwa palce. Wymusił lekki zwrot jej twarzy w górę i kiedy osiągnęła ona odpowiedni poziom, pochylił się nieznacznie, by złączyć ich usta w pocałunku. Odpuścił powoli trzymanie jej podbródka i powędrował ręką na dół, głaszcząc delikatnie jej prawe udo. Druga ręka w tym czasie nieznacznie przycisnęła kobietę jeszcze bardziej do niego, wymuszając tym samym jeszcze bliższy kontakt.
Nero przymknął oczy i oddał się całkowicie temu uniesieniu, chcąc przeżywać je możliwie jak najdłużej. Nawet taki ktoś jak on nie poradzi sobie z ukryciem tęsknoty, jaka towarzyszyła mu przez ostatnie czterdzieści osiem godzin. Słowa były nie potrzebne, oni i tak rozumieli się doskonale bez nich.
[Profil]
 
 
Vivien Aedelwine-Nero



Life taught me to die

Uzdrawianie

74%

Giotto Nero





name:

Vivien Aedelwine

age:
29 lat

Wysłany: 2017-12-14, 18:05   

Vivien w tylko sobie znanym stopniu kultywowała wartość, jaką była rodzina. Nie poznała wzorców, które zostały przekazane Giotto w okresie wczesnej młodości i nie zawsze potrafiła pojąć ich wagę, choć darzyła miłością z osobna każdego, najbliższego krewnego. Oczywiście, kochała także męża i nie chciała by myślał, że z premedytacją przekłada pracę nad jego osobę, szczęście i pragnienia. Na moment obecny mogła jedynie docenić, iż wykazuje w stosunku do niej wyjątkową wyrozumiałość, której do czasu ich spotkania nie miała możliwości zasmakować. W odpowiednim okresie wszystko uległo zmianie – Cynthia Aedewine przestała czekać, aż jej córka wróci z podkulonym ogonem, a były małżonek kobiety, ojciec Vivien dążył do wypełnienia przeprosinami dzielących ich przestrzeni.
Całość może nie wydawała się idealna, acz na ten moment była wystarczająca. Analogicznie prezentowała się sytuacja wspomnianej już wielokrotnie dwójki. Ich związek nie był wzorowy, jednak wzajemne zrozumienie oraz pielęgnowane pieczołowicie uczucie sprawiały, że funkcjonował bez większych komplikacji.
Nim poznała drugą stronę młodego Nero – tą łagodniejszą i bardziej opiekuńczą, musiała przebić się przez mur, który wokół siebie zbudował. Według niej stało się to samoistnie bo nie wyczekiwała momentu, kiedy coś kliknie, a on częściowo zmieni swoje negatywne nastawienie. Na dłuższą metę rzeczywiście mogła mieć na to wpływ, choć nie dokładała starań celem zmienia go. Jeśli on był w stanie zaakceptować ją całą, ze wszystkimi wadami oraz nawykami, mogła odwdzięczyć się mu wyłącznie tym samym.
Wszystko to brzmiało ładnie w teorii. W końcu każdy zostaje zmuszony przez okoliczności do przekalkulowania życiowych priorytetów - zastanowienia się czego naprawdę się chce i podjęcia dalszych decyzji. Oni będą musieli zrobić to wspólnie, jako że cztery lata temu zadeklarowali sobie pewne rzeczy.
Obecny stan niejako zadowalał Vivien. Miała Jego i pracę, momentami wierząc, że nie potrzebuje niczego więcej, a potem zastanawiała się, czy aby nie boi się wyjść ze strefy komfortu. Mogłaby przecież aspirować do czegoś ponad karierą, obrączką na placu i przysłowiowym domkiem z ogródkiem. Finalne ten mógłby się kiedyś wydać jej bardzo pusty.
Miał prawo wierzyć, że będzie chciała możliwie szybko nadrobić dwa dni nieobecności. Czasem po prostu się mijali, zajęci własnymi sprawami, więc czemu przeszkadzała by ta odrobina uwagi, którą zamierzali sobie poświęcić, mając ku temu predyspozycje?
Nie była w stanie przegapić okazji, by powiedzieć mu jak wiele dla niej znaczy, jak bardzo za nim tęskni podczas dłużących się wieczorów, kiedy nie może zasypiać otulona jego ramionami i spokojnym, ciepłym głosem albo jak brakuje jej tego delikatnego uśmiechu, który okazjonalnie pojawiał się na jego twarzy, a który zdawał się wręcz zaraźliwy i na swój sposób wyjątkowy.
- To jedno, konkretne jest tym, na którym najbardziej mi zależy. – odparła, wyginając kąciki ust w szerokim uśmiechu. Była typem kobiety, która pod wpływem pieszczot odczuwała rozczulające ciepło w głębi siebie. Lubiła, gdy dotykał jej chłodnej skóry, swymi ciepłymi palcami albo łagodnie gładził włosy, teraz zlepione od wilgotnych kropli. Wtedy posiadała pewność, że pragnie i kocha tylko ją.
Przylgnęła do niego jeszcze bardziej, niedługo po tym, jak złączył ich usta w pocałunku. Dłonie dotąd błądzące po klatce piersiowej mężczyzny, teraz powolnymi ruchami drażniły jego kark. Bardzo niechętnie, powolnie, wręcz leniwie, jak gdyby szukała ostatnich powodów, dla których nie powinna tego robić, odsunęła swoje wargi od jego. Rozchyliła je, jakby niebawem miały paść z nich następne słowa, lecz nic takiego się nie stało. Opuszkami palców potulnie pogładziła jego policzek aż po kącik ust, którego dotknęła przypadkowym muśnięciem. Podtrzymywała to milczenie, dopóki za kolejną inicjatywą nie połączyła ich ust, tym razem może nawet nieco intensywniej. Chciała pozwolić sobie na znacznie więcej, z niespokojnym tętnem i rozgrzanym ciałem pchając mu się w ramiona, jakby nie widzieli się znacznie dłużej.
[Profil]
 
 
Giotto Nero



Bring me your fucking leader

Kontrola Kierunku

85%

Vivien Aedelwine-Nero





name:

Giotto Nero

alias:
Lord Outworld

age:
34 lata

Wysłany: 2017-12-14, 23:58   
   Multikonta: Brak


Nero mógł mówić o szczęściu w nieszczęściu, które go spotkało w życiu. Matka go opuściła, gdy tylko nakryła go na praktykowaniu własnej mutacji, ale ojciec zdołał przekazać mu wszystkie prawdy i wartości, które u rodowitych Włochów zdawały się bywać nasilone. To dzięki temu, pomimo faktu, że wychował się w niekompletnej rodzinie, wiedział czym tak naprawdę jest to słowo i jak familię tworzyć. Po latach mocno to docenił, bowiem to właśnie za sprawą ojca, nauczył się rozmawiać z kuzynami oraz z Viviene, która była dla niego najważniejsza na świecie. Kanadyjka również nie zaznała takiego tradycyjnego, normalnego rodzinnego ciepła, co w pewien sposób łączyło ją z Giotto i tym samym, pomimo małych braków w wychowaniu, potrafili wypracowywać kompromisy, które z kolei pozwalały na to, by byli szczęśliwą, kochającą się parą. Było to dojrzałe i dość niezwykłe, biorąc pod uwagę ich zawiłości rodzinne z przeszłości - z pewnością jednak spora zasługa w tym tego, że Giotto choć matki nie miał, dostał od ojca odpowiednią dawkę ciepła, a Viviene chciała świadomie czy nie, tworzyć z nim chociaż namiastkę prawdziwego domu. Wyszło im bardzo dobrze.
Choć bardzo pragnął bardziej normalnego i co najistotniejsze: bliższego życia z żoną, to jednak nie mógł narzekać na to co ma teraz. Tak na dobrą sprawę nie brakowało mu niczego, miał jej miłość, szacunek, cały czas go pożądała, ufała mu bezgranicznie, a w dodatku była taka jak on - była mutantką. Odpowiadał jej tym samym oraz czymś, czego inni nie mogą przy nim doświadczyć. Łagodniał w jej obecności, a w sytuacjach sam na sam starał się być zawsze ciepły i czuły, co kłóciło się z jego aparycją i opinią wyrobioną wśród innych ludzi. Wyjątkowość, tak mógł opisać ich relację, która rozwijała się z dnia na dzień, a on po każdym kolejnym otwarciu oczu i wybudzeniu się, kochał Viviene jeszcze mocniej.
Jak każdy mężczyzna chciał mieć ją oczywiście na własność, ale był świadom tego, że jego ukochana ma pewne powołanie. Nie wierzył w przypadki i utwierdzał się w tym raz po raz, zwłaszcza obserwując perspektywę posiadanych przez nich mocy. Ona leczyła, dosłownie. On wszystkim kierował, dosłownie i w przenośni. Dziwi więc kogoś fakt, że ona jest lekarzem, a on szefem? Nic nie dzieje się przypadkiem - mistrz Sifu z Kung Fu Pandy.
Był bardzo zadowolony z tego, co miało dzisiaj miejsce. Wystarczyło tylko kilka minut rozmowy z nią, by rozjaśniła mu swoim uśmiechem wszystko, a we wnętrzu ciała wywołała w nim przyjemne, choć momentami dziwne i mało komfortowe ciepło. Rozbudzała go jak tylko mogła - pociągała go fizycznie, mentalnie również jej niczego nie brakowało, była bardzo inteligentna, zaradna, silna, stanowcza, a zarazem delikatna. Nie mógł jej odmówić też pracowitości czy ciepłej osobowości, która jednoczyła wszystkich wokół, a jego ujęła szczególnie. Żadna kobieta nie byłaby w stanie wykrzesać z niego tyle pozytywów, co właśnie małżonka, dlatego też ciągle utwierdzał się w tym, jak wielkim jest szczęściarzem i jak bardzo brunetka jest wyjątkowa. Być może był to jakiś znak, że skoro wychował się bez matki, która jest najważniejszą kobietą w życiu każdego człowieka, to może musiał po prostu zaczekać, by otrzymać kogoś jeszcze wspanialszego? Who knows.
Choć zawsze starał się być spokojny i stonowany, gdy tylko dostrzegał jej błysk w oku, natychmiast mięknął. Wystarczył jeden uśmiech, szept albo zwykłe spojrzenie, by zdawał się całkowicie na jej osąd czy wolę, pomimo uważania się za człowieka wszechwiedzącego i starającego się kontrolować wszystko. Za każdym razem, gdy tylko ponownie łączyli usta w pocałunku, przypominał sobie, skąd ma tyle sił do życia i dlaczego chce je spędzić właśnie z Viviene. Być może miał wypaczone zdanie, ale twierdził, że ona robiła wszystko najlepiej, był w nią zapatrzony do tego stopnia, że był skłonny właśnie do takich rzeczy: pieszczot, czułych słów, ciepła i przyznawania się do wszystkiego, pomimo bycia dumnym człowiekiem.
- Sam już nie wiem, czy bardziej zależy tobie, by je mieć, niż mi, by je oddać - odparł spokojnie, prezentując znowu swój mały uśmiech w kąciku ust.
Oddał się pocałunkowi w całości, zapominając dosłownie o wszystkim. Pragnął jej ust i jej całej, a z każdym kolejnym dotykiem, narastało w nim tylko podniecenie oraz pewnego rodzaju ekscytacja. Podświadomość kojarzyła to jako jedno: ona tu jest i jest moja. Stąd też pojawił się również u niego pewien zawód, gdy ta odsunęła się od niego. W tamtej chwili stracił głowę i gdyby nie fakt, że w tym czasie zatonął wręcz w jej tęczówkach, a delikatna dłoń gładziła jego policzek, rzuciłby się na nią bez opamiętania. Szybko jednak tętno znowu narosło, gdy tym razem ona zainicjowała pocałunek, nieco energiczniejszy i bardziej łapczywy niż poprzedni. Rozbudziła go tym samym jeszcze bardziej i teraz nie zamierzał się nawet hamować w niczym, czując, że nie tylko on się w tym momencie rozpala.
Dłoń dotychczas masująca jej udo, powędrowała powoli na tył jej ciała i zaczęła gładzić delikatnie dół jej pośladka. Giotto naparł nieco na żonę, wymuszając oparcie się plecami o jedną z szyb kabiny, która na szczęście dla Kanadyjki była już nieco cieplejsza poprzez wcześniejsze polewanie jej wodą. Pewnym, ale również delikatnym ruchem złapał ją za udo, by następnie unieść jej zgiętą w kolanie nogę do góry. Zaprzestał na moment tańca ich języków, by musnąć jej szyję, policzek oraz ucho swoimi ustami, by chwilę później ponownie zainicjować czuły pocałunek. Nie widział jej dwa dni, a pragnął, jakby nie widział jej co najmniej trzy razy tyle. Z drugiej strony... on zawsze jej pragnął, nieważne czy nie widzieli się dzień, czy pół godziny. Zakochał się, bez pamięci.
[Profil]
 
 
Vivien Aedelwine-Nero



Life taught me to die

Uzdrawianie

74%

Giotto Nero





name:

Vivien Aedelwine

age:
29 lat

Wysłany: 2017-12-15, 19:15   

To przeświadczenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny poniekąd ich łączyło. Jednak ona starała się nie wracać wspomnieniami do swojego dzieciństwa. Nie musiała, bowiem akceptowała je w całości i była niemalże pewna, że nie powieli błędów swoich rodzicieli. Poza tym wraz z pielęgnacja w głębi siebie żalu oraz goryczy nie potrafiłaby wpasować się w kanony normalnego życia, nie wspominając, jak bardzo mogłyby na tym ucierpieć jej relacje z najbliższymi – mężem, którego pragnęła z sił uszczęśliwić, rodzicami oraz bratem. Od zawsze powtarzano Aedelwine, że nic nie jest czarno-białe, a szarość może być jednym z najgorszych kolorów. Nie miała czasu, ani ochoty analizować szarości, stąd ta wielka ambicja puszczenia wszystkiego w niepamięć.
Niestety, zwyczajna egzystencja nigdy nie była im pisana. Gryzła się z niemalże każdą komórką ich jestestwa. O ile Vivien posiadała tę możliwość nie afiszowania się ze swoimi zdolnościami podczas normalizowania stanu pacjentów, tak Giotto zmuszony był baczyć na każdy ruch w czasie prowadzenia swoich niebezpiecznych interesów. Ona nie musiała ryzykować, On natomiast swym działaniem, na które tylko pozornie reagowała apatią potrafił ją zmartwić. Z drugiej strony miała chyba wystarczająco dużo czasu, by się z tym pogodzić. Rozpoznała zasady gry i przyjęła je do siebie, kryjąc każdą oznakę niepokoju.
Na początku ich znajomości ciężko było uwierzyć kobiecie, że oblicze, które wszystkim prezentował było tylko jednym z wielu. Pewnego dnia wyraźnie poznała się na swoim błędnym założeniu, zaczynając wierzyć, że jeśli ktoś jest w stanie uraczyć odrobiną sympatii prawie nieznaną osobą, nie może być całkowicie przesiąknięty zgryzotą. Wciąż postrzegała go przez pryzmat wielu superlatywów. Była zauroczona, wpatrując się w jego przystojną twarz z niemalże dziecięcym uwielbieniem, a nawet jeśli została przyłapana na tej niewinnej głupocie nie zwykła odwracać wzroku. Pozwalała by jego niski głos pieścił jej uszy, a drobne przejawy uczucia potęgowały rozpowszechniające się po klatce piersiowej ciepło. Kochała tego mężczyznę jeszcze bardziej z każdym dniem, bo zasługiwał na wiele więcej.
- Mamy wystarczająco dużo czasu, by się o tym przekonać. - odpowiedziała w końcu, gdy śmiech zelżał do jednego, miękkiego uniesienia kącików ust.
Pocałunek, który zainicjowała był głęboki, pełen żaru i namiętności. Za każdym razem, gdy brunet dotykał tych bardziej wrażliwych fragmentów, gdzie naskórek zdawał się być cieńszy nie mogła powstrzymać szybszego bicia serca ani dreszczu podniecenia.
Nie protestowała, gdy za jego pośrednictwem oparła się plecami o jedną z szyb kabiny, a jedynie przywarła do niego mocnej, ściskając szczupłymi palcami skórę na ramieniu podczas próby utrzymania równowagi, po tym jak uniósł jej nogę na wysokość swojej miednicy. Każda komórka ciała Vivien wręcz krzyczała, domagając się równie odważnych i zdecydowanych pieszczot. Skupiała się doznawanej przyjemności, kiedy kolejno muskał wybrane fragmenty jej twarzy, mimowolnie przygryzając dolną wargę podczas próby stłumienia cichych westchnień.
- Chyba jestem już czysta jak łza. – mruknęła prawie niesłyszalnie, nim ponownie połączył ich usta w kolejnym pocałunku. Czuła, jak jej oddech przyśpiesza, a endorfiny buzują w ciele, lecz zupełnie jak gdyby celowo przeciągała sprawę, jak najdłużej chcąc nacieszyć się fizyczną bliskością męża - aksamitną fakturą ciała, ciepłem, kojącymi zmysły kroplami wody.
[Profil]
 
 
Giotto Nero



Bring me your fucking leader

Kontrola Kierunku

85%

Vivien Aedelwine-Nero





name:

Giotto Nero

alias:
Lord Outworld

age:
34 lata

Wysłany: 2017-12-16, 16:35   
   Multikonta: Brak


Nero z kolei należał do ludzi sentymentalnych, dlatego wracanie do przeszłości było wręcz jedną z cech rozpoznawczych mutanta. Choć był wdzięczny za to, co otrzymał i że ojciec przygotował go do życia, to jednak nic nie zdoła mu zrekompensować braku matki, być może to właśnie dlatego Giotto jest taki oschły i niemiły dla wszystkich - nie miał bowiem kto go nauczyć wyrozumiałości, jakiejś formy delikatności czy szeroko pojętej empatii. Kreował się na twardziela, bowiem od samego początku swojego życia musiał radzić sobie w dosyć trudnych sytuacjach. Już nie wspominając o tym, że ojciec postawił wychowanie Giotto ponad swoją karierę, co poskutkowało życiem w niedostatku. To wszystko miało znaczenie i stworzyło poniekąd taką osobistość jak Nero.
Bycie mutantem wiązało się z wieloma wyrzeczeniami - tak jak Viviene mogła się ukrywać ze swoją zdolnością, wpływając tylko nieznacznie na wyniki badań, tak on musiał mieć się zawsze na baczności, by nie spalić swojej przykrywki biznesmena. Mimo tego, że nie miał destruktywnej ani widowiskowej mocy, posiadał bardzo szeroki zakres wpływu na wszystko i prawdę mówiąc, mógłby zrobić z niej niemały show. Od małego był jednak uczony kontroli przez ojca, mutanta, który wpoił mu bardzo ważną rzecz odnośnie tych zdolności: nie można wyłącznie polegać na nich i nie można ich zdradzać w całości, zawsze trzeba mieć ten element, którym można kogoś zaskoczyć.
Jej odpowiedź skwitował tylko małym uśmiechem, który symbolizował wiele rzeczy, ale głównie chyba zadowolenie. Choć byli tak oszczędni w słowach, czuł się wyjątkowo, bo czuł się kochany. Znają się już na wylot i chyba dlatego Giotto reaguje właśnie na takie krótkie wymiany zdań w taki sposób, wiedział bowiem, że w ich przypadku wystarczy jedno spojrzenie, by uczynić coś niezwykłym. Słowa były tylko dodatkiem do tego wszystkiego, a oni sami czerpali niesamowitą radość z samej obecności i spędzaniem razem czasu. To było właśnie to, co wypracowali przez te kilka lat związku - doceniali każdą wspólną chwilę i nie marnowali jej na idiotyzmy w postaci kłótni czy sporów (a jeśli tak, to i tak szybko je kończyli, wracając do poprzedniego stanu rzeczy).
Tęsknota biła od niego na kilometr, o czym Viviene mogła się przekonać dość szybko. Zawsze starał się, by pieszczoty, którymi obdarowywał ukochaną, były jak najbardziej pobudzające. Wyznawał zasadę, że jeśli już coś robić, to zawsze na sto procent i dlatego angażował się tak w każdy pocałunek czy gładzenie dłońmi jej skóry. Po takim czasie wiedział również, co Kanadyjka lubi, dlatego nigdy nie opuszczał ani jednego fragmentu ich zbliżeń.
Wymuszone oparcie się o szybę kabiny było mu potrzebne w jednym celu - chciał się do niej zbliżyć jeszcze bardziej bez ryzyka jakiegoś poślizgu, bowiem na to przestał już zwracać uwagę. Myślał teraz tylko i wyłącznie o niej i o tym, by pieścić ją możliwie jak najintensywniej, dlatego całe swoje siły oraz chęci przekierował na to, co teraz się dzieje między nimi. Choć był po ponad godzinnym treningu, nie czuł żadnego zmęczenia, najpewniej zbudowany napięciem i pożądaniem, domagając się wręcz przejścia do kolejnej części.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
[Profil]
 
 
Vivien Aedelwine-Nero



Life taught me to die

Uzdrawianie

74%

Giotto Nero





name:

Vivien Aedelwine

age:
29 lat

Wysłany: 2017-12-18, 19:29   

Nie uważała sentymentalizmu za złą cechę charakteru, aczkolwiek starała się mu przeciwdziałać, w zamian żyjąc w ciągłym biegu i z dnia na dzień. Dowodził on, że człowiek potrafi uczyć się nie tylko na swoich pomyłkach, ale i pomyłkach innych, poniekąd czując się związanym z tym, co go ukształtowało. Z drugiej strony, na co komu życie w błędnym kole?
Vivien nie była wyjątkiem od reguły, wedle której na czyjąś osobę składały się zaprzeczające sobie zlepki różnych przymiotów. Sama od dłuższego czasu przypisywała sobie niewzruszoność oraz obojętność, a w rzeczywistości miewała przykry zwyczaj rozczulania się nad każdym, komu potrzebna była odrobina wsparcia. Podobnie współczuła mężowi, bo chociaż nie miała najlepszych kontaktów z rodzicami, ci wciąż żyli i trzymali się wyjątkowo dobrze, starając się zebrać w całość resztki życia, które pozostawili po sobie przed laty. Za każdym razem uśmiechała się do bruneta, uciszając mocnym uderzeniem tamtą wylewną Aedelwine, która mogłaby zaburzyć naturalny porządek rzeczy, a tym bardziej, niezamierzenie dać mu do zrozumienia, że smutek może uchodzić za słabość. Znała go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że tego nie potrzebuje.
Parokrotnie zastanawiała się nad tym, które pierwsze zdradzi się ze swoimi mocami albo ile jeszcze czasu minie, nim ludzie zauważą, że coś odbiega od normalności. W najczarniejszych scenariuszach wiedziała, że padłoby na nią. Mówiła i robiła wszystko to, co siedziało jej w głowie, niekiedy nawet nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Wystarczyłoby napatoczyła się na jakiegoś niepożądanego obserwatora, kogoś, kto wie więcej niż powinien bądź zwyczajnie potrafi poznać się na różnicach, które do tej pory ujawniały tylko wiarygodną poprawę stanu pacjentów. Trzeba brać wzgląd na to, że część z nich skazana była na jedno.
Na szczęście trochę dojrzała mieszkając pod jednym dachem z Nero. Powoli zaczynała ważyć słowa i czyny, przestawała polegać na emocjach oraz może stawała się trochę bardziej rozsądna. Ale czy na pewno? Wciąż potrafiła się śmiać, żartować i nie brać wszystkiego na poważnie. Różnica polegała na tym, że kiedyś niczego nie przyjmowała do siebie.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5