Poprzedni temat «» Następny temat
Wednesday Rhode
Autor Wiadomość
Wednesday Rhode
[Usunięty]

Wysłany: 2019-11-10, 20:25   Wednesday Rhode

Wednesday Rhode
urodzona w Nowym Jorku 14.12.1992 roku, mieszka w Seattle od 7 lat, nie przynależy do żadnej frakcji oficjalnie, pracuje jako laborantka w szpitalu, wizerunku użycza Krysten Ritter
historia
Nie przepadam za mówieniem o sobie, szczególnie o swojej przeszłości. Większość mutantów... oni... mogą opowiedzieć coś ciekawego. Ja nie.
Swoje życie zaczęłam na Manhattanie w jednym z tych paskudnie drogich mieszkań na szczycie absurdalnie wysokiego drapacza chmur. Jako osoba z lękiem wysokości nieczęsto wyglądałam przez okno. Nosiłam wtedy zupełnie inne nazwisko, ale praktycznie odkąd pamiętam nazywano mnie Wednesday. Przezwisko to nadali mi koledzy z klasy i kiedy pogodziłam się ze swoją aspołeczną naturą sama zaczęłam się tak przedstawiać.
Gen X ujawnił się u mnie kiedy miałam kilka lat. Dokładnie nie pamiętam, może... siedem? Coś koło tego. Wracałam z zajęć pozalekcyjnych. Miałam blisko do domu, dlatego zwykle wracałam sama. Nie wiem co wydarzyło. Wyparłam to z głowy. Ktoś mi wtedy pomógł, może był był to jakiś bezdomny albo staruszka? Prosiłam się o tamten wypadek. Pragnąc skrócić trasę wybrałam tę, która wiodła przez ciemny zaułek. Do tej pory zdarza mi się w takich miejscach wpaść w panikę... Kiedy jest ciemno, kiedy nie mam kogo złapać za rękę i jestem sama.
Wiedza o samym darze i świadomość istnienia moich mocy narastały we mnie. Ludzie mnie nie lubili. Budziłam w nich nieprzyjemne skojarzenia, unikali mnie wzrokiem, a mimo to zawsze znalazła się dobra duszyczka, która chciała mi pomóc. To właśnie jest moja moc, roboczo nazywana przeze mnie "czarem", a będąca w rzeczywistości niczym innym jak budzeniem w ludziach obsesji na moim punkcie.
Jako młoda dziewczynka i później nastolatka lubiłam to wykorzystywać. Nie blokowałam tego, bo nie miałam motywacji, żeby to robić. Do czasu oczywiście. To było bodaj w jedenastej klasie...? Jeżeli mnie pamięć nie myli. A on był nauczycielem. Mieliśmy sprawdzian, na który nie miałam ochoty się uczyć. Cały wieczór spędziłam czytając komiksy i pisząc bzdurne opowiadania i tamtego dnia bardzo starałam się, żeby mój czar dosięgnął profesora.
Kiedy wszyscy wyszli... on... Mówił coś do mnie. Coś o tym, że jestem zła. Że mnie nienawidzi, ale nie umie przestać o mnie myśleć. Że chce mnie, teraz, w tej chwili, tutaj... Nie jestem pewna w jaki sposób uciekłam tamtego dnia. Ale wiem, że znienawidziłam swoją moc. Pojęłam jakie szaleństwo wywołuję i od tamtej pory postanowiłam zrobić wszystko, żeby nie musieć nigdy więcej patrzeć na człowieka, którego sama opętałam.
Moja rodzina była katolikami. Ja nie. Byłam też rozpuszczoną jedynaczką i nie miałam za grosz szacunku do pieniądza, ale tamtego dnia to do mnie dotarło. Zmieniłam się i teraz, jak na to patrzę z perspektywy czasu, chyba nawet na gorsze. Ze skrajności w skrajność. Liceum skończyłam z jednym z najlepszych wyników, pragnąc udowodnić samej sobie, że to kim jestem, za kogo się mam, nie jest efektem moich mocy, a jedynie moją własną pracą.
Studiów specjalnie nie pamiętam. Dużo piłam, mało spałam, w przerwach kułam niczym rasowy mol książkowy. Skończyłam licencjat na MIT z biotechnologii i... i tyle. Po studiach, mając chwilowe chyba załamanie nerwowe uznałam, że pora coś zmienić. Przeniosłam się do Seattle. Użyłam do tego napisanego przez znajomego programu, który wylosował mi miasto. Dosyć niefortunnie, jak miało okazać się później.
Od tamtej pory mieszkam tutaj. Pracowałam jako kelnerka, dostawca pizzy, w laboratorium i jako korepetytorka z biologii. Nigdy nie zagrzałam miejsca na dłużej. Chyba z powodu mojego charakteru, ale niekoniecznie.
Byłam tu podczas ataku terrorystycznego. I będę pewnie już zawsze.
Tamten dzień coś we mnie zmienił. Sama nie wiem co mam myśleć o sobie, o takich jak ja, o rządzie, o świecie...
Nie angażuje się. A przynajmniej staram się tego nie robić, ale mam... mam przyjaciół w Bractwie. Osobiście cała organizację uważam za z gruntu żałosną. Od nazwy, przez członków, patos, który się z nich wylewa, ale... Pomagam. Bywam informatorką. Wiecie... Wykorzystuje swoje moce. W dobrym celu, tak sobie powtarzam, kiedy patrzę na dzieci idące za rękę z rodzicami i myślę, że któreś z nich może być takie jak ja. Nie dałam się jednak wciągnąć na listy. Mam swoje zasady. Nie pochwalam wielu działań każdej z grup, chociaż motywy każdej z nich rozumiem. Staram się jednak ukrywać swoje moce i tylko bardzo rzadko, w ekstremalnych sytuacjach ryzykować, choć coraz częściej sytuacja na świecie mnie frustruje i mam ochotę zrobić więcej. W takich chwilach, kiedy proszą mnie o pomoc, nie odmawiam. Dlatego utrzymuję kontakt ze znajomymi z Bractwa, dlatego ciągle trzymam rękę na pulsie i kiedy sytuacja tego wymaga, zaciskam zęby i robię co trzeba. Szkoda, że zwykle płacą mi za to słabym uśmiechem albo słowami "nie jesteś taka zła". Ale miło myśleć, że może kogoś uratowałam.
To chyba tyle. Nie chcę się rozwodzić. Moje życie jest nudne i szare. Nie mam powodów, żeby walczyć, poza strachem o własne życie i ciągłym irytującym głosikiem w głowie, który mówi mi, że powinnam, bo to wszystko wydaje się jakimś chorym żartem. Nikogo jeszcze nie straciłam. Nikogo nie kocham aż tak, żeby dla niego ryzykować bardziej. Jeszcze.
charakter
To brzmi jak pytanie na rozmowie kwalifikacyjnej. "Niech pani opisze swoje największe wady". Dobrze, więc zrobię to. Jaka jest moja największa wada? Czasem za bardzo mi zależy.
Ogólnie jestem cichą osobą, ukrywającą się za słuchawkami i ostrym rockiem. Nie wychylam się i staram się na każdym kroku być neutralna i wyrozumiała. Jednocześnie jestem arogancką suką, którą zna swoją wartość i nie ma zamiaru schodzić poniżej pewnych standardów. Bywam sarkastyczna, złośliwa, chamska, leniwa i nieodpowiedzialna.
Coś jeszcze?
Kiedyś psycholog mi powiedział, że jestem inteligentna. Pewnie miał racje, nie każdy daje radę na MIT, prawda? Więc jestem bystra. Widzę pewne zależności, ale uważam, że to jest moja wada. Chciałabym patrzeć na świat w czerni i bieli. Byłoby im pewnie prościej, a tymczasem muszę uparcie wszystko analizować.
Mam nerwice natręctw i lubię liczyć. Czasem są to słupy w drodze do pracy (1723 na trasie od mojego domu do szpitala przy którym obecnie pracuję), czasem nie wyjdę z domu zanim nie będę pewna, że każdy kosmyk moich włosów idealnie spływa z głowy. Ale czasem są to gorsze rzeczy, o których mówić nie mam ochoty.
Jestem uparta. Jak czegoś chcę, pewnie będę to miała. To chyba też wina mojego wychowania.
Co chyba jest najgorsze... nie miewam chłodnego osądu. To znaczy umiem myśleć zanim coś zrobię, ale kiedy świat wokół się wali ja zaczynam podejmować decyzje lekkomyślnie. Przy tym nie umiem odmawiać bliskim, co ci wykorzystują na każdym kroku.
Jestem trochę flirciarą. Nie często sobie na to pozwalam, bo to wzmaga moje moce, albo raczej je uaktywnia, przestaję wtedy nad nimi panować, ale czasem sobie na to pozwalam. Kokietka ze mnie. A że uśmiech mam zniewalający, to chyba mam prawo się czasem zabawić, co?
Łatwo popadam w melancholię. Czego efektem jest później mój własny dół, opróżniona butelka whisky i kolejne niechętnie przyjęte zlecenie na "informacje". Nie jest mi z tym jednak aż tak źle, jak chciałabym żeby było.
opis mocy

Czar - umiejętność wpływania na wolę osób będących w zasięgu. Sprawia, że "ofiara" chce zrobić wszystko, żeby pomóc użytkownikowi mocy. Od prostego ustąpienia miejsca w autobusie, po prawdziwą irracjonalną obsesję.

Poziom 1 [0-25%] Sympatia - Osoba dotkniętą mocą odczuwa potrzebę sprawienia Wednesday przyjemności. Chodzi o naprawdę małe gesty. Uśmiech, pomoc w podniesieniu rozsypanych zakupów, ustąpienie kolejki w sklepie. Czasem działa bezwiednie, nie da się tego do końca wyłączyć. Działa na kilka osób znajdujących się w pobliżu (kilka metrów) na raz.
Wady: może powodować lekkie zmęczenie, kiedy Wednesday długo znajduje się w tłumie. Zapobiega temu izolowanie się. Może być jedynie częściowo blokowane doraźnymi sposobami, takimi jak wzbudzanie niechęci, słowna agresja, Osoby dotknięte mocą nie są świadome jej działania. Nie działa na ludzi odczuwających silne emocje.

Poziom 2 [25-40%] Potrzeba - Ofiara czuje niemal przymus pomocy, ale zachowuje swoje granice zasad moralnych. Działa tylko na jedną osobę na raz i tylko przy bezpośrednim kontakcie werbalnym.
Wady: powoduje u dziewczyny senność, przy częstym korzystaniu dodatkowo ból głowy. Działa jednorazowo od momentu zwerbalizowania przed Wednesday potrzeby (wystarczy sugestia) do zrealizowania jej (nie dłużej niż trwa sesja, a przysługi nie mogą być bardzo zaawansowane, powinny przypominać proste polecenia np. "Pomóż mi zanieść zakupy", "Przydałaby mi się osoba, która przeniesie dla mnie tę szafkę.", "Potrzebuję dostać te dokumenty jeszcze dzisiaj. Nie dałoby się nagiąć lekko zasad?"). Nie działa na odległość.
Odpoczynek: 1 post fabularny.

Poziom 3 [40-60%} Przyjemność - Ofierze sprawia przyjemność "nadskakiwanie" Wednesday. Może w tym celu chcieć lekko naruszać własne zasady moralne, przymknąć oko na drobny wypadek drogowy, chcieć zdradzić tajemnicę osoby trzeciej (kolega, pracodawca - też nie działa w przypadku silnych więzi, groźby utraty zdrowia lub życia w przypadku naruszenia tajemnicy). Działa na jedną osobę i tylko przy bezpośrednim kontakcie werbalnym.
Wady: Senność, ból głowy. Traci moc, kiedy Wednesday się oddala. Spełnienie życzenia nie może zajmować "ofierze" dłużej niż 3-5 postów. W przypadku długotrwałych efektów działania Wednesday z każdą chwilą zaczyna tracić energię, co może prowadzić do omdleń. Spostrzegawcze osoby zauważają jej działanie, ale dopiero po fakcie. Do skutków należy też przekonanie, że zrobiły dobrze.
Odpoczynek: do 5 postów fabularnych, ale z każdym użyciem nasila się migrenowy ból głowy, więc Wednesday jest bardzo oszczędna w używaniu mocy na tym poziomie.

Poziom 4 [60-80%] Ekstaza - Ofiara nie panuje do końca nad sobą. Potrzeba sprawienia przyjemności Wednesday, spełnienia jej życzenia, jest tak duża, że może powodować odrzucenie wszelkich hamulców moralnych. Działa tylko po zwerbalizowaniu potrzeby.
Wady: efekt trwać może do 5 postów, a przez cały ten czas Wednesday traci siłę, w efekcie na koniec niemal zawsze mdlejąc. Budzi się później z okropną migreną. U ofiary powoduje dekoncentracje, czasem częściowy zanik pamięci z chwili działania mocy i w efekcie często prowadzi do odkrycia zdolności dziewczyny.
Odpoczynek: może zostać użyta raz na fabularny dzień, pod warunkiem, że Wednesday nie odniosła innych uszczerbków na zdrowiu fizycznym. Wszelkie doskwierające i choroby powodują wydłużenie koniecznego odpoczynku.

Poziom 5 {80-100%] Obesesja - Przekroczenie granicy między ekstazą a obsesją jest dla Wednesday bardzo proste. Nie zawsze nad tym panuje. Obsesja może powodować odrzucenie wszelkich hamulców moralnych, działa pomimo protestów Wednesday. Osoba dotknięta mocą pragnie za wszelką cenę ją uszczęśliwić, często w rzeczywistości robiąc jej krzywdę. Może prowadzić do popełnienia przestępstwa typu pobicie itp. Wednesday nie ma żadnej kontroli nad skutkami działania mocy na tym poziomie.
Wady: zawsze kończy się wykończeniem organizmu dziewczyny, często używane prowadzi do anemii, może powodować wymioty, omdlenia, zaburzenia widzenia, pękanie naczynek krwionośnych, co za tym idzie krwawienie z nosa, w skrajnych przypadkach z kanalików łzowych. Działa jedynie po werbalnym kontakcie na jedną osobę na raz. Wednesday nie musi być w pobliżu podczas trwania efektów, ale odległość zmniejsza intensywność potrzeby. Zwykle wystarczy, aby dziewczyna oddaliła się na kilkadziesiąt metrów, aby ofiara odzyskała nad sobą częściowe panowanie. Efekt zostaje całkowicie zniesiony po 3 postach od momentu w którym Wednesday się oddali.
Ponadto osoba dotknięta mocą może stanowić zagrożenie dla samej siebie. Odrzuca wtedy instynkty samozachowawcze, nie działa logicznie. Odczuwa też potrzebę towarzyszenia Wednesday. Efekty zanikają stopniowo (3 posty) po omdleniu Wednesday (które następuje do 7 postów po użyciu, jeżeli nie uda jej się oddalić od ofiary). Ofiara jest zdekoncentrowana, jedynie częściowo pamięta co się działo. Ma jednak świadomość tego, że coś na nią oddziałowo.
Odpoczynek: Do pełnego odzyskania energii, najczęściej kilka dni fabularnych. Jeżeli występują objawy takie jak anemia, wymagane jest leczenie kroplówkami witaminowymi.
ciekawostki

> napisała kiedyś książkę fantasy, wydaną małym nakładem,
> Imię i nazwisko zmieniła legalnie zaraz po przeprowadzce do Seattle. Prawdopodobnie uchroniło ją to przed rządowymi represjami, ponieważ dopiero tutaj zaczęła na poważnie ukrywać swoje zdolności.
> Nie posiada zbyt wielu rzeczy osobistych
> Dokarmia bezdomne koty
> Łatwo popada w uzależnienia. Do jej głównych należy alkohol, kawa, papierosy, słodycze. Miała epizod z narkotykami ciężkimi, ale pod tym względem jest czysta od kilku lat. Musi się jednak pilnować, a strach przed popadnięciem w nałóg ponownie sprawia, że wciąż ma numer do swojego sponsora w numerach alarmowych i to on widnieje jako osoba do kontaktu w szpitalnych dokumentach.
> Miała kilka zatargów z prawem, próbowano jej udowodnić wymuszenia i wyłudzenia, ale ofiary nie miały na nią dowodów, więc została uniewinniona.
> Ma charakterystyczną bliznę na udzie, która jest pamiątką po wypadku z nauczycielem w szkole. Kształtem przypomina literę L.
> Boi się swoich mocy i stara się ich nie używać bez powodu. W opanowaniu ich paradoksalnie pomaga jej nerwica natręctw.
> Miewa napady lękowe, a wtedy jej moce samoistnie się uaktywniają. Szczególnie mocno działają na nią ciemne, ciasne przestrzenie, ale równie dobrym bodźcem może się okazać zatłoczona ulica albo wyjątkowo głośna impreza. Unika więc dużych skupisk ludzi.
> Nigdy nie była w związku.
> Gada sama do siebie, co jest pamiątką po wymyślonym przyjacielu z dzieciństwa. Nazywa go "Tym skurwysynem z głowy", ale cynicznie wciąż uważa go za swojego najlepszego kumpla.
> Ma słabość do tęczy, jednorożców, szopów praczy i brokatu, ale zobaczenie jej w kolorowych ubraniach graniczy z cudem.
> Kiedy kłamie ma charakterystyczny tik nerwowy. Drgają jej małe palce u rąk, albo stuka nimi w blat.
> Nie ma kontaktu z rodziną od ukończenia studiów, ale rodzice mimo wszystko przelewają jej pieniądze na konto. Prawie całą tę kwotę Wednesday przekazuje na Bractwo.
> Nigdy nie powiedziała rodzicom, że jest mutantem, twierdząc że rodzina by tego nie zaakceptowała. Nie obnosiła się z tym nigdy, ale naprawdę ukrywać swoje zdolności zaczęła dopiero wraz z przeprowadzką.
> Przyjaciele wciąż namawiają ją do oficjalnego wstąpienia do Bractwa. Wednesday coraz bardziej się ku temu przychyla.


 
 
Wednesday Rhode
[Usunięty]

Wysłany: 2019-11-10, 21:36   

Chyba już... tak mi się wydaje. :3
 
 
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-11-12, 09:24   

Zapraszam na PW po specjalną wiadomość! :faint:
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5