Cressida Steele

urodzona 18.05.1994 roku w Kansas City w stanie Kansas, mieszka w Seattle od 4 lat, przynależy do D.O.G.S., piastuje stanowisko niewolnika w DOMu, wizerunku użycza Kaya Scodelario
historia
I stało się. Wystarczył moment i już nie trzymaliśmy się za ręce, a ty stałeś przed ołtarzem z rozdziawioną miną. Tak, serio się rozmyśliłam i postanowiłam skoczyć na Big Maca. Bo mnie tak cholernie wkurwia, kiedy patrzysz na mnie jak na jakiś niesamowicie ogromniasty skarb. Ble.
Nim jednak się w tobie, powiedzmy, zakochałam, miałam piękny, cudowny dom... a raczej samolot... ów kilka za dom. Moi rodzice się rozstali jak byłam mała i tępa. W ogóle nie znałam matki, można by rzec, jeżeli pominiemy fakt, że ta łajza nosiła mnie pod swoim wkurwiająco walącym sercem całe dziewięć miesięcy. Od dźwięku bicia rzygać mi się chce. A nie! Wróć! To wspomnienia matki, których właściwie brak, powodują u mnie odruch wymiotny. Rodzeństwa, na szczęście, nie odnotowano, zaś tato?
Tatek jak to tatek. Chłop zwykły. Całkiem przystojny, choć pozostał w kręgu przeciętnych. Przeleci chyba wszystko. Odkąd tylko pamiętam, był pilotem i latałam z nim. To tu, to tam, to siam. Lekcje - nauczanie "domowe", dom - samolot, śniadanie - pani stewardessa... Halo, a gdzie tata? Czemu go nie ma ze mną przy stoliku?
Nie będę oceniać, bo sama nie będę lepsza jako kobieta. Spał pewnie w tym czasie w cudzym łóżku, jakiejś pani, cioci nr 324834932434. Pozdrawiam. Serio pozdrawiam, bo ja jednak tatkę szanuję. Kocham. Wiem, że od zawsze chciał dla mnie jak najlepiej, dzięki niemu przecież byłam tym, kim byłam, a to porzucenie na jednym z australijskich lotnisk było po prostu zapomnieniem. Prostym, zwyczajnym, pierwszym... Zdarza się, prawda?
Niestety, wtedy to mi się takie proste nie wydawało. Fakt, że samolot odleciał, a ja zostałam sama w jakimś obcym mieście, ba!, kraju! Tatko uczył mnie dużo o państwach i świecie, i lataniu, i ogólnie o wszystkim, więc ja wiedziałam. Ale byłam za mała, by go odnaleźć - przynajmniej tak mi się wydawało wtedy, kiedy zaryczana i zasmarkana stałam na tafli lotniska, wpatrując się wielkimi ze strachu oczyma w samolot. Obok jakaś wredna ciocia nr 3940238940329548, którą tatko najwyraźniej zostawił, wmawiała mi, że on mnie już nie chce, dlatego mnie zostawił. Może faktycznie tak było? Samolot już niemalże zniknął z zasięgu mojego wzroku, ciocia chciała mnie zabrać ze sobą i chyba sprzedać, kiedy wszystko diametralnie się zmieniło. Zahuczało mi w uszach, poczułam taki dziwny smak w ustach i ogólnie zniknęłam. Pojawiłam się w samolocie. Znalazła mnie jedna ze stewardess, milszych dla mnie stewardess. Byłam ponoć cała mokra od łez i krwi. Fujka. Chyba najgorsze było ze mnie dziecko.
Ale dało nam to wiele do myślenia. Z początku tatko zlecił jakiemuś ziomkowi wykradnięcie nagrania z lotniska, by jakoś wytłumaczyć mi, że po prostu śniłam. Okazało się jednak, że serio byłam kosmitką i umiałam pojawiać się i znikać. Puff! A nie, wróć Było to tylko wrodzone bycie wkurwiatorem wszystkich wokół na całej linii.
Potem dorosłam. Mogłam żyć sobie za swoje hajsy, a nie za taty. Nie, że wcześniej nie zarabiałam... jako... Cóż, nikt nie musi o tym wiedzieć. Niestety, siedzenie w sklepiku na lotnisku bardzooo mnie nudziło. Chodziłam tam jedynie dlatego, by ojciec się nie martwił i nie zabrał mnie stamtąd. A po godzinach szalałam na mieście, zarabiałam niekiedy o wiele więcej w kilka godzin niż przez cały miesiąc na lotnisku. Huehue. Niekiedy kradłam. Z tatkiem postanowiliśmy popracować nad moją mocą. Na początku kiepsko nam szło, bo nie wiedzieliśmy jak się za to zebrać, ale dalsze lekcje i moja młodzieńcza zaciętość, a potem nastoletnie bunty... Krótko mówiąc, uczyniły ze mnie potwora. Gorszego niż bliźniacy Weasley'owie. Wykorzystywałam moc dla własnych korzyści i by przytrzeć nosa niektórym debilom.
Moja kolejna praca - szekszi sztuardeszki zaowocowała tym, że jeden taki - nazwijmy go Dupek - się wokół mnie zakręcił. Nie powiem, bardzo mi to odpowiadało, bo był bardzo przydatny, ale Dupek mnie niemożliwie niekiedy wkurzał. Tak, to ten Dupek, z którym będę niedoszłe śluby. Przystojny taki szatyn... Pewnie się o mnie martwi.
Martwił się również wtedy, kiedy w teorii zginęłam w katastrofie lotnicznej. Wtedy okazał się moim ocaleniem po tym, co odjebał mój ojciec. Nie dość, że się upił w trzy dupy, mając następnego dnia przecież lot, to jeszcze kiedy tylko stanęłam w progu jego pokoju, zaczął mnie nazywać Mayą i pytać, CO U MATKI MOJEJ?!!?!?!?! Nie żyła, cholerka! W teorii, bo zdjęcia obok niego na stoliku z jakąś kobietą i te drugie zdjęcia z dwójką noworodków... Powiedziałam, że go jebie i zniknęłam. Tym razem nie do niego, ale od niego.
Następnie ślub, wiele hamburgerów, moja lekka otyłość, ćwiczenia nad kondycją itd. Dbanie o siebie, bo wiadomo, trochę wysiłku mnie kosztowało teleportowanie się. I jeszcze, no, ta drama wokół mutantów. To mnie, niestety uziemiło i zamknęło w obrębie jednego państwa - kochanej Ameryki. Zostałam zwolniona i eksmitowana przez linię, która tak bardzo była bliska mojemu sercu, która była moją rodziną. Musiałam zamieszkać z Dupkiem w Seattle. I szukać siostry.
charakter
bezpośrednia x kochająca, ale podświadomie x miła, ale wredna x narwana x sarkastyczna x spontaniczna x wierna swoim przekonaniom x złośliwa
opis mocy
TELEPORTACJA - znikanie i pojawianie się w innym miejscu przy użyciu siły woli
1 POZIOM - teleportowanie się na niewielkie odległości w zasięgu wzroku
2 POZIOM - teleportowanie się na kilka kilometrów, możliwe zabieranie niewielkich przedmiotów na niewielkie odległości w zasięgu wzroku
3 POZIOM - teleportowanie się na kilkadziesiąt kilometrów, możliwe zabieranie niewielkich przedmiotów na kilka kilometrów, możliwe zabieranie ludzi na niewielkie odległości w zasięgi wzroku
4 POZIOM - teleportowanie się na kilkaset kilometrów, możliwe zabieranie niewielkich przedmiotów na kilkadziesiąt kilometrów, możliwe zabieranie ludzi na kilka kilometrów
5 POZIOM - teleportowanie się w dobrowolne miejsce na ziemi, możliwe zabieranie niewielkich przedmiotów na kilkaset kilometrów, możliwe zabieranie ludzi na kilkadziesiąt kilometrów
6 POZIOM - możliwe zabieranie niewielkich przedmiotów w dobrowolne miejsce na ziemi, możliwe zabieranie ludzi na kilkaset kilometrów
7 POZIOM - możliwe zabieranie ludzi w dobrowolne miejsce na ziemi
8 POZIOM - teleportowanie się do przemieszczających się miejsc, np. samochodu, samolotu
SKUTKI UBOCZNE: problemy z pozostawaniem w jednym miejscu przez dłuższy okres, niestałość, potrzeba bycia w ruchu, podirytowanie przez brak budowania dłuższych więzi, brak ruchu fizycznego przy użyciu nóżek, czyli chodzenia, biegania itp., utrata czasu, wpadanie w niebezpieczne miejsca albo do wulkanu, hehe, wpadnięcie w czarną dziurę teleportacji i nagłe teleportowanie się do przypadkowych miejsc, też teleportowanie się podczas snu.
PRZEDAWKOWANIE: zawroty głowy, krwawienie z nosa, omdlenie, chwilowo utrata siły w mięśniach.
ciekawostki
> Wciąż nie wybaczyłam ojcu, że ukrywał przede mną, iż mam siostrę bliźniaczkę i żywą matkę.
> Mam słabość do broni białej, bo fajne kosy można nią sprzedawać z zaskoczenia. I rzucać nożami. Huehue.
> Mam jakąś obsesję na punkcie wielce inteligentnej piosenki Tequila zespołu The Champs. Może dlatego że mam słabość do tequili.
> Zamknęli mnie właśnie w getcie. Nie wiem, jakim cudem mnie złapali, ale nie chcę tam być. Są tam brudni ludzie i grypa.
> Popieram wszelkie działania, które mnie uwolnią w okowów zniewolenia i zniszczą tę zdradziecką linię lotniczą, a resztę mam w głębokim poważaniu.
> Na imię mi Cressida, a nie jakaś Kreska.
> Co złego to ja, a co dobrego to ONA.
> Ja chyba jednak chcę ten ślub.
> Lubię sobie czasami pomalować włosy na jakiś dziki kolor, a co!