Wysłany: 2018-12-13, 20:10 Come on! It will be fun!
Talon na Aarona i balon
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Cudownie, zapowiadało się wręcz fantastycznie. Nie dość, że mieszkały w jakichś rozwalających się chatkach w środku lasu, – gdzie swoją drogą wcześniej był obóz dla religijnych ćwoków, którzy postanowili urządzać sobie w tym miejscu orgie – brakowało im najważniejszych rzeczy, to teraz Colleen wymyśliła sobie jeszcze to. Matilde siedziała po turecku na tej okropnej, podziurawionej kanapie i paliła już trzeciego papierosa, nie kryjąc przy tym swojego niezadowolenia.
– Mogłam zostać na tym cholernym odwyku – mruknęła, strzepując do popielniczki nagromadzony popiół. Okej, może nieco za bardzo przeżywała fakt, że miały mieć nową współlokatorkę, ale no dajcie spokój. To nie było nic z czego można było się cieszyć. Zwłaszcza, że kompletnie nie wiedziała czego się spodziewać po osobie, która została wyrzucona z poprzedniego domku! I mimo, że Wallace była w Bractwie dopiero dwa miesiące, jakoś już przyzwyczaiła się do tego stanu rzeczy. Do mieszkania z Cass. Tylko z Cass. A teraz…? Teraz Colleen wymyśliła sobie, że pojawi się ktoś trzeci. A to nie było nic fajnego. Matilde zerknęła na Cassie, kręcąc z niezadowoleniem głową.
– I jeszcze musimy się z nią podzielić pokojem – jęknęła. Bo przecież były tutaj tylko dwa pokoje. Dwa. Nie trzy, a dwa. Któraś z nich musiała mieszkać z tą… nową. A to wcale nie było zabawne. To było jak na jakiejś jebanej kolonii! Wallace zaciągnęła się papierosem, mniej więcej w tym samym czasie, w którym usłyszała pukanie do drzwi. – Może po prostu jej nie otworzymy – mruknęła do Gardner, wykrzywiając usta w podkówkę. I cóż… bynajmniej nie wyglądała na kogoś kto miał zamiar podnosić się z kanapy.
They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.
manipulacja snami
58%
Rebel
name:
Cassandra Eloise Gardner
alias:
Cassie
age:
33 lata
height / weight:
166 / 50
Wysłany: 2018-12-13, 23:46
Multikonta: Sophie
#Mrs. Sandman
W bardziej normalnych okolicznościach zapewne zmierzyłaby Tildę wzrokiem, mrucząc coś o fajkach, które musiały oszczędzać, skoro jaśnie panienka Colleen postanowiła odciąć obóz od podstawowych zapasów. Odkąd w grę zaczęło wchodzić tylko kiepskie, puszkowane żarcie i byle jakie picie oraz inne, względnie przydatne - aczkolwiek nie aż tak jak używki - towary, dosyć ciężko było dorwać dobre papierosy. A one, jako wybredne osoby, miały przecież swoje standardy.
To nie była jednak normalna sytuacja. Wręcz przeciwnie - siedząc na jednym jedynym fotelu, jaki udało im się tu wstawić - Gardner mimowolnie powtarzała ruchy Matildy, od czasu do czasu sięgając po kolejnego szluga i wypalając go ze zniesmaczeniem. Żeby nie było... Nie chodziło tu o zniesmaczenie związane z używkami. W żadnym razie! Cassandra była za to kompletnie i niezaprzeczalnie rozdrażniona informacją, jaką otrzymały tego ranka. Papierosy pozwalały jej zaś skupić myśli na czymś innym, niż na irytacji z powodu decyzji głowy Bractwa.
- Co to w ogóle za dziewczyna? - Spytała, spoglądając na towarzyszkę i kręcąc przy tym głową, jakby chciała dodać coś w rodzaju za jakie, kurde, grzechy. - Oddajemy jej ten mniejszy, ciągniemy słomki, patyczki do szaszłyków, wykałaczki czy inne bzdety? - Dodając praktycznie w tej samej chwili, w której do jej uszu dotarło pytanie Tilly, automatycznie zniżyła ton głosu, kiwając przy tym głową.
- A może po prostu jej nie otworzymy... - Powtórzyła cicho, po czym jeszcze raz przytaknęła Wallace, przeciągając się na swoim fotelu. - Myślisz, że jak będzie dostatecznie długo koczować pod drzwiami, to dadzą jej namiot?
_________________
The more I think about it now The less I know All I know is that you drove us
Nie rozumiała kompletnie jak można było tak postępować, uderzać do Colleen, składać jakieś skargi, prosić o przeniesienie. Nie podoba się, to się wyprowadź, a nie zmuszaj do tego kogoś.
Fay jednak odpuściła tą walkę, po prostu nie chcąc robić zamieszania. Było jej obojętne, gdzie ją dadzą, obawiała się tylko, że skoro przed jej nowymi współlokatorki też nie postawiono żadnego wyboru, mogą nie być jej zbyt przychylne.
Miała się przenieść właśnie tego dnia, więc rano jeszcze spakowała swoje rzeczy do plecaka, z którym pojawiła się w bractwie, a resztę dobytku zmieściła w kartonowym pudełku. Było tego żałośnie mało, ale przynajmniej nie miała problemu z przeprowadzkami takimi jak ta.
- Może nie będzie tak źle. Może akurat cię polubią - rzuciła, uśmiechając się pod nosem i spuszczając wzrok na chomika Dextera, siedzącego sobie w przedniej kieszeni jej ogrodniczek, dobierającego do ziarenek dyni, które mu tam nasypała.
Chwilę później stała już pod Firwood, biorąc głęboki wdech i pukając do drzwi. Zrobiła to raz, drugi trzeci... cisza, jakby w środku nikogo nie było. Okna zasłonione od środka, z wewnątrz żadnego znaku życia, kluczy nie miała. Już zaczęła się rozglądać za jakąś ławką przed domkiem, gdzie mogłaby się ulokować na jakiś czas i poczekać, gdy zamiast tego dostrzegła małe, uchylone okienko nas samymi drzwiami wejściowymi. Miała pewien pomysł, chociaż nie sądziła, żeby dziewczyny były szczęśliwe z powodu tego małego włamu. Chociaż... zawsze mogła powiedzieć, że dostała klucze, prawda?
Sięgnęła po Dexa i w kilka sekund nawiązała połączenie, o dziwo całkiem stabilne. Trzymając karton pod pachą w jednej ręce podniosła chomika do góry, kierując nim, żeby przecisnął swój tłusty zadek przez okno. I już, była w środku. Z parapetu przeszła na półkę, potem trochę niezgrabnie wykorzystała firanke żeby zsunąć się niżej, na wysoką komode obok wejścia. Stary, sporych rozmiarów klucz był w drzwiach, więc wychyliła się, napierając na niego przednimi łapkami i chcąc go przekręcić i... W pewnym momencie nawet jej się to udało, tylko że w momencie, gdy klucz był na płasko, łapki chomika przesunęły się za daleko po jego powierzchni, a samo zwierzątko straciło równowagę, zawisając na kluczu i trzymając się tylko tylko jego.
- Dex! Cholera, cholera cholera... - zaklęła Fay, gdy przez tą chwilę grozy straciła to połączenie, wracając do własnego ciała. Gorzej, że drzwi wciąż były zamknięte, więc Dexter był tam sam - Cholera, Dexter, trzymaj się! - rzuciła, jednocześnie rozglądając się rozpaczliwie czy może tamte dziewczyny już nie wracają do domku, albo może... no nie wiedziała, nie miała pojęcia jak tam wejść i ściągnąć chomika z wysokości, zanim ten spadnie.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Wallace tak po prostu wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia i to w tym wszystkim było najgorsze. Kogo oni właściwie chcieli im wcisnąć do pokoju? Kim była ta dziewczyna? Nie wiedziała nawet czego się spodziewać, a przecież było tyle możliwości. Maniaczka religijna, która zechce je nawrócić? Zdeprawowany dzieciak? Drama queen? Lunatyczka? Ktoś słuchający metalu o czwartej nad ranem?
– Papier-kamień-nożyce? – podsunęła. Ten kto wygra miał dostać własny pokój, nie? Czyż to nie było idealne rozwiązanie wszelkich problemów? Bo nieważne jak bardzo Wallace kochała Cass, nie chciała tracić swojej przestrzeni. Potrzebowała pokoju tylko dla siebie. I nie zamierzała do niego wpuszczać ani tej nowej, ani Gardner. Gdzieś przecież musiała pomieścić ten wielki talent.
– Jestem w stanie się poświęcić i nigdy nie wychodzić z tego domku – stwierdziła po prostu, po raz kolejny zaciągając się papierosem. Nie, żeby to jej nie było na rękę. Nie znosiła pracy w szpitaliku. Nie znosiła korzystania ze swojej mocy, której wciąż nie potrafiła pojąć. Simon poświęcał jej naprawdę dużo czasu, ale przecież to i tak nie pomagało. Skutki uboczne wciąż dawały jej się we znaki. Wallace otworzyła usta, by coś jeszcze dodać, ale wtedy usłyszała… cichy pisk? Zmrużyła oczy, wychylając się maksymalnie w stronę korytarzyka, a to co zobaczyła…
– Huh? – czy to był… huh? Skonfundowana Wallace przeniosła wzrok na Cass, potem znowu na drzwi, potem znowu na Cass, a wreszcie na papierosa. – Czy ty to… Co do… Co do diabła oni dodali do tych papierosów? – podskórnie miała jednak nadzieję, że Cassie po prostu zainwestowała w nowy breloczek do kluczy. Taki całkiem żywy breloczek. Piszczący breloczek. Wallace znowu spojrzała na Cass. Co do diabła?
They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.
manipulacja snami
58%
Rebel
name:
Cassandra Eloise Gardner
alias:
Cassie
age:
33 lata
height / weight:
166 / 50
Wysłany: 2018-12-16, 20:20
Multikonta: Sophie
#Mrs. Sandman
Nie łykała tych wszystkich decyzji, jakie ostatnio podejmowała wielka i wspaniała Colleen Marie. Przecież nie miała tu nic do gadania! To nie ona - lecz jej matka - była głową całego Bractwa, a mimo to, cóż, Coll wciąż znacznie bardziej zwracała na siebie uwagę. Zupełnie tak, jakby aspirowała do roli drugiego łba całej tej organizacji. Zupełnie tak, jakby uważała, iż powinni przechrzcić się na jakieś inne, bardziej chwytliwe imię. Może... Hydra?
Cóż, tak czy inaczej, naprawdę nie podobał jej się fakt przymusowego dokwaterowania do nich kogoś, o kim kompletnie nic nie wiedzieli. Imię? Totalnie nieznane. Nazwisko? Tak samo. Wiek? E-e. Rodzaj mutacji? Nope. Pochodzenie? Wygląd? Charakter? Zachowanie? Jedno. Wielkie. Zero. I jak w ogóle miały do tego podchodzić, skoro poniekąd wymuszono na nich przyjęcie tej dziewczyny? Nikt nawet nie spytał ich o zgodę.
Miały dwa pokoje, salon, kuchnię i tycią łazienkę - idealne warunki do tego, by żyć we dwie, nie naruszając swojej prywatności, gdy tego nie chciały. Teraz w jednym z pomieszczeń - dosłownie za sprawą magii, bo nawet nie było ich w domu, gdy to się stało - pojawiło się dodatkowe łóżko, dodatkowy komplet pościeli, dodatkowa poduszka i... Dodatkowa porcja zniesmaczenia warunkami, jakie panowały w Bractwie.
I choć Cassandra zazwyczaj dosyć dobrze podchodziła do ludzi, teraz po prostu nie chciała towarzystwa. Nadal cierpiała po tym, co się stało. Po tym, co zrobił jej ten cholerny dupek, do którego wciąż powracała myślami. Nie chciała, by ktokolwiek obcy widział jej ból i był świadkiem łez... Ale Marie to przecież nie obchodziło, prawda? Obie kobiety z tej rodziny wyłącznie ściągały tu nowych mutantów, nie dbając o brak miejsca. Zawsze dało się upchnąć kolejną osobę, czyż nie? Wystarczyło tylko chcieć.
- Marynarz? - Podsunęła, słysząc propozycję Tildy. Cóż, nie lubiła gry w papier-kamień-nożyce, zazwyczaj po prostu w niej przegrywając. Sama nie wiedziała, czemu miała aż takiego pecha, ale... Marynarz brzmiał znacznie bardziej kusząco, a ona naprawdę potrzebowała teraz swojej przestrzeni. Nieważne, kim była dziewczyna, która miała do nich dołączyć. Nie chciała dzielić z nią pokoju. To było zbyt... Osobiste.
- Mamy tu niezłe zapasy. - Kiwając głową, wzruszyła ramionami. - Z pewnością wystarczą na kilka dni, a do tego czasu... Może pomyślą, że umarłyśmy i nie będą chcieli zakłócać spokoju zmarłych? A ona trafi gdzieś indziej? - Nieistotne, jak absurdalnie to brzmiało, ale... To niewątpliwie był jakiś plan. Całkiem niezły, jak na jej zdesperowane oko. Szkoda tylko, iż to zostało przyciągnięte przez poruszenie ze strony Wallace. Cassandra mimowolnie podążyła wzrokiem w kierunku punktu, w który spoglądała jej towarzyszka i... Cóż, dosłownie zamarła z niemym o kurna na ustach. Mogła przysiąc, że nic dzisiaj nie piła, a i tak widziała myszki, szczurki czy inne otłuszczone nornice.
- Ty też... Ty też to widzisz? - Spytała cicho, wytrzeszczając oczy i instynktownie spuszczając nogi z fotela. Nim się dobrze ogarnęła, już wstawała, by jak najbardziej bezszelestnie zbliżyć się do drzwi i tego, co na nich wisiało. - To chomik, Tilly. To jebany chomik wewnątrz naszego cholernego domku, kradnący nam nasz przeklęty klucz... - Wyszeptała, przyglądając się stworzonku i ostrożnie wyciągając rękę, by podeprzeć jedną z jego nóżek. Już nie wisiał w powietrzu, ale... Ale ona nie wiedziała, co miała zrobić. Nie znała się na chomikach-złodziejach. Miała mu załatwić miniaturowe kajdanki?
_________________
The more I think about it now The less I know All I know is that you drove us
Chomiki i ogólnie małe zwierzątka były całkiem wytrzymałe, szczególnie z tą warstwą tłuszczyku. Zdarzało się, że taki maluch spadł z łóżka czy szafki nocnej i nie robił sobie przy tym większej krzywdy. Tylko czy mogło być tak samo po upadku z około półtora metra? Dexter był dla niej bardzo ważny, jako ten jedyny stały kompan, z którym miała tą nie do końca jeszcze przez nią pojętą więź. Po prostu się martwiła.
Spróbowała dostać się do domku po raz kolejny i tym razem na szczęście drzwi się jej poddały, pozwalając jej praktycznie wpaść do środka i w ułamku sekundy lokalizując zwierzątko na ręce jednej z dziewczyn.
- Oh, Dex... nie spadł, prawda? - spytała, kładąc karton z rzeczami na podłodze i w chwilę znajdując się przy Cass, przystawiając swoją dłoń do jej, by chomik posłusznie na nią przeszedł, a następnie wspiął się po jej klatce piersiowej prosto do kieszonki spodni - Naprawdę nie mam pojęcia, jak się tu znalazł - mruknęła głupio, kręcąc lekko głową, bo skoro dziewczyny były w środku, to pewnie nie uszła ich uwadze ta mała próba włamu. Chociaż... skoro były w środku, to czemu właściwie musiała to robić.
- Ja... pukałam. Nie słyszałyście? - spytała, przygryzając lekko wargę. Domek nie był duży, ani jakoś szczególnie dźwiękoszczelny, a ona dobijała się do drzwi kilkukrotnie. Nie było opcji, żeby nie słyszały, chyba że... cóż, nie chciały. Udawały, że w środku nikogo nie ma.
W momencie, gdy to zrozumiała, jej entuzjazm nieco przygasł.
- Um, no tak, pewnie byłyście zajęte... czy coś. Właściwie to nie musicie się mną przejmować i tak planowałam przeprowadzić się do Olympii, więc... dzień czy dwa i mnie tu nie będzie - uśmiechnęła się kątem ust, chociaż te plany narodziły się dosłownie w tej chwili. Nie chciała wynosić się z obozu, ale skoro tym dwóm tutaj wcale nie widziało się jej towarzystwo, to może lepiej dać im do zrozumienia, że zaraz i tak jej tu nie będzie. A przez te dwa dni załatwi z władzami przeniesienie, albo rzeczywiście wróci do miasta. Może Roger ma jeszcze tez wolny pokój, który swego czasu zajmowała. Albo Phil pomoże znaleźć jej coś nowego. Jeszcze się ogarnie, w końcu nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni będzie w sytuacji, że nie będzie miała się podziać i będzie czegoś szukać na ostatnią chwilę.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Matilde wzruszyła ramionami. Marynarz, kamień-papier-nożyce, losowanie… wszystko jej było jedno. Miała jakieś dziwne przeczucie, że nieważne w co zagrają, to i tak wygra. Nie była pewna skąd właściwie się brała ta pewność siebie, ale to był klucz do zwycięstwa, czyż nie? A ona zdecydowanie nie zamierzała mieć w pokoju współlokatora. Wallace uśmiechnęła się kącikiem ust.
– A nasze mściwe duchy będą nawiedzać Bractwo? – dorzuciła do tego z szerokim uśmiechem. W zasadzie ta myśl jej się niesamowicie podobała. No bo jakby tak faktycznie ludzie myśleli, że umarły? I że jest jakiś mutant, który przywołał ich duchy? Wszystko, wszystko by im uszło na sucho. Wystarczyło tylko znaleźć takiego jelenia. A to przecież nie było zbyt trudne. W końcu mieszkały w samym środku pieprzonego lasu.
…ale czy w lesie mieszkały chomiki? Wallace mogłaby przysiąc, że nie, ale co ona tam wiedziała? Właściwie to nawet nie skończyła liceum. Być może ominęła ją jakaś lekcja biologii. Być może to wcale nie było nic dziwnego. Tylko po kiego chomikowi jebany klucz? Huh. W pewnym sensie zaczęła nawet rozważać powrót do liceum, bo kto wie czego jeszcze dowiedziałaby się na lekcjach biologii?
– Myślisz, że to jest ten nasz nowy współlokator? – ponownie, nie znała się na chomikach. Ale kto wie? Może to była chomiczka? Matilde podniosła się z fotela mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Fay pojawiła się w domku. I w tym samym, w którym zadała to niezręczne pytanie. Och. Wallace niemal natychmiast pokręciła głową. Pukała? A to ciekawe. Musiała mieć jakieś problemy ze słuchem, czy coś.
– Byłam w łazience… wiesz, ten dzisiejszy obiad – wyrzuciła z siebie po prostu, tym samym zrzucając całą winę na Cass. I, huh, wcale nie było jej z tego powodu przykro. A przynajmniej tak myślała, dopóki dziewczyna kompletnie nie zmieniła tonu głosu. Cholera, właściwie chyba zrobiło jej się trochę… głupio? Nie znosiła tego uczucia. Chciała, żeby minęło. Ale im dłużej przyglądała się szatynce, tym bardziej pochłaniało ją to okropne poczucie winy.
– Och, serio? – odchrząknęła, wyraźnie zbita z tropu. I chociaż nie wierzyła tej nowej, nie miała zamiaru się zdradzać, że rozumiała o czym mówi. W końcu Wallace nie zrobiła nic głupiego, nie? Po prostu była w toalecie. – A już przygotowałyśmy ci łóżko…
They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.
manipulacja snami
58%
Rebel
name:
Cassandra Eloise Gardner
alias:
Cassie
age:
33 lata
height / weight:
166 / 50
Wysłany: 2018-12-19, 21:39
Multikonta: Sophie
#Mrs. Sandman
Ostrożnie unosząc zwierzątko bliżej oczu - zarówno swoich, jak i tych Tildy - niepewnie zmarszczyła brwi, mając wrażenie, że... Cóż, gdyby to faktycznie była ich nowa współlokatorka, takie świdrowanie jej wzrokiem byłoby dosyć niezręcznym sposobem na nawiązanie pierwszego kontaktu. Mimo to, jeszcze ostrożniej niż przy podnoszeniu stworzonka - człowieczka? - wyciągnęła mały palec ku jego łapce, jak gdyby oczekiwała, że ten uściśnie go swoimi paluszkami.
- Umm... Cześć? Jestem Cassandra? Miło mi cię poznać? - Mruknęła, starając się nie być zbyt głośno, bo diabli wiedzieli, jak wyczulony słuch miało to coś. Nie przenosząc wzroku z chomika i starając się nie poruszać przy tym ustami, sekundę później wymamrotała do Tilly coś, co brzmiało jak baaaardzo ciche:
- Myślisz, że nas rozumie? - Cóż, patrząc na różnorodność mutacji, to nie byłoby wyjątkowo duże zaskoczenie. Zważywszy na fakt, iż niektórzy na co dzień zachowywali się jak bydło czy świnie, nawet jeśli nie byli nimi od tej wizualnej strony, także niezbyt by się zdziwiła, gdyby ona była chomikiem. Problem mogłoby stanowić wyłącznie zdobycie dla niej odpowiedniego... Ummm... Terrarium? Klatki? Akwarium? No, czegoś, w czym mogłaby zamieszkać. Z drugiej strony - przynajmniej nie zajmowałaby zbyt wiele miejsca.
- Khem, przedstaw się, khem. - Mruknęła dyskretnie, kopiąc Matilde w kostkę i zezując w jej kierunku... Dokładnie w tym samym momencie, w którym drzwi do domku otworzyły się z hukiem i stanęła w nich... Cóż, zdecydowanie rozemocjonowana dziewczyna. Cass momentalnie pojęła, że najwyraźniej to właśnie ona - i jej dziwny, upiorny chomik, i jej nieduże pudełko z rzeczami - miała być ich nową współlokatorką. Odchrząkując, pokręciła głową, po prostu oddając zwierzątko właścicielce.
Kiedy zaś ta zadała im dosyć niezręczne pytanie, przechodząc do jeszcze bardziej niezręcznego tłumaczenia zarówno swojego, jak i ich zachowania... I gdyby nie Matilde, Cass kompletnie nie wiedziałaby, co z tym zrobić. Słysząc ton głosu nieznajomej, zaczynała zwyczajnie się rozklejać, podłapując jednak wyjaśnienie Wallace i dosłownie wchodząc jej w słowo.
- Przepraszam, musiałam trzymać jej włosy. Wiesz, jak to jest. - Mruknęła, odchrząkując i kiwając głową. - Masz... No, ten, nowy materac...
_________________
The more I think about it now The less I know All I know is that you drove us
Bardziej niezręcznej sytuacji ostatnimi czasy chyba nie przeżyła, naprawdę. Nie chciała dać po sobie poznać, że zachowanie dziewczyn trochę ją zabolało, ale przez to, że nie do końca jej się to udało, wszystko wyszło nieco drętwo. Fay wiedziała, że dziewczyny nie do końca mówią prawdę, te z kolei, że Murphy się na nich poznała. W rezultacie wszyscy byli zmieszani.
- Oh, no tak... też się dzisiaj po nim średnio czułam... to chyba przez ten groszek - powiedziała, spuszczając wzrok na chomika, który właśnie znowu wystawiał nosek na zewnątrz jej kieszeni. Niby była wielce zainteresowana nim, ale kątem oka zauważyła też już prawie skończony papieros w ręce ciemnowłosej dziewczyny. Trochę kłócił się z jej wersją wydarzeń, ale Murphy nie skomentowała tego w żaden sposób.
- Jasne, rozumiem, nic się przecież nie stało - uśmiechnęła się, wzruszając lekko ramionami i ostatecznie postanawiając się tym nie przejmować. Wytrzyma tu dzień czy dwa, a potem poszuka czegoś nowego. W bractwie, albo poza jego granicami, bez różnicy.
- Oo, dzięki, miło z waszej strony. Naprawdę, w poprzednim domku miałam tak beznadziejne łóżko... właściwie to pod tym względem Natalie zrobiła mi przysługę - odparła z rozbawieniem. Natalie była jej wcześniejszą współlokatorką, ma się rozumieć. Może dziewczyny akurat ją kojarzyły, jako tą trudną w obejściu naczelną histeryczkę, z którą w żaden sposób nie dawało się dogadać. Jeśli były jakieś problemy, to właśnie z nią. A mimo to to Murphy była tą złą z którą nie dało się mieszkać pod jednym dachem.
- Tak w ogóle to jestem Fay. Fay Murphy. A to jest Dexter i on... on naprawdę nie będzie sprawiał problemów, obiecuję. Jeśli go tu nie chcecie to mogę z nim wychodzić na dwór, a tak to będzie siedział w swoim pudełku pod łóżkiem - powiedziała, wyrzucając z siebie słowa początkowo normalnie, ale dalej coraz szybciej gdy doszło do tłumaczenia się, a robiła to jak gdyby mieli tu do czynienia z jakimś olbrzymim, niebezpiecznym psem, a nie takim malcem. No ale cóż, do tego przyzwyczaiła ją Natalie. Zawsze jej coś nie pasowało.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Teraz bardziej niż przedtem była pewna, że ktoś w Bractwie zrobił sobie z nich jaja i dodał jakiegoś cholerstwa do tych pieprzonych papierosów. Ten niecodzienny, interaktywny breloczek najwidoczniej był w wersji premium, skoro Cass tak chętnie zaczęła się mu przedstawiać. Wallace zmrużyła oczy, podchodząc bliżej Gardner. Nie wiedziała czy to była narkotyczna wizja, czy to działo się naprawdę. Ale skoro jej przyjaciółka była aż tak przekonana do swojej racji, to co jej innego zostało? Odchrząknęła pod nosem, wyrzucając z siebie zmieszane:
– Hej?
A potem, kiedy w drzwiach pojawiła się ich prawdziwa współlokatorka, Wallace zrobiło się jeszcze bardziej głupio. Jakim cudem dała się naciągnąć na rozmawianie z pieprzonym chomikiem? Czego ona oczekiwała? Że ten jej odpowie? Najwidoczniej upadła jeszcze niżej niż przed odwykiem. Ale nie zamierzała tego roztrząsać, nie kiedy musiała się jakoś wytłumaczyć.
– Właśnie rozmawiałyśmy, że możemy zagrać w marynarzyka, czy coś – odezwała się po prostu, postanawiając dłużej nie psioczyć ani na kucharza i jego zdolności kulinarne, ani tym bardziej na Cassandrę, której nos z każdą sekundą się tylko wydłużał. Ale musiała przyznać, że to było całkiem niezłe zagranie. Wallace odchrząknęła pod nosem. – Żeby ustalić pokoje – dodała. To, że była nowa wcale nie świadczyło, że dostanie własny pokój, no nie? Po Wallace trupie. Matilde przez krótką chwile świdrowała wzrokiem tą biedną dziewczynę. Jeśli mówiła o tej Natalie, to niesamowicie jej współczuła. Nic dziwnego, że postanowiła zmienić pokój i uwolnić się od tej… wariatki.
– Jestem Matilde i dobrze wiedzieć, że to wcale nie jest breloczkiem – posłała jej lekki uśmiech. W zasadzie to nie miała nic do tego chomika, mógł się pałętać pod nogami, byle znowu nie kradł klucza! Wallace zerknęła kątem oka na Cass, zupełnie jakby chciała wybadać sytuację, po czym wyrzuciła z siebie nieco buntownicze: – palimy, cholernie dużo palimy, więc jeśli ci to przeszkadza… zainwestuj w odświeżacze – czy coś. Nie miała zamiaru z tego rezygnować. Już jej wystarczyło, że zmagała się z jednym odwykiem. Za drugi podziękuje. Jak niby miałaby przeżyć bez własnej trucizny, huh? Nie przetrwałaby bez nałogów.
They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.
manipulacja snami
58%
Rebel
name:
Cassandra Eloise Gardner
alias:
Cassie
age:
33 lata
height / weight:
166 / 50
Wysłany: 2018-12-31, 00:56
Multikonta: Sophie
#Mrs. Sandman
Był taki czas, gdy Cassandra lubiła dziwne, niespodziewane sytuacje. Ba!, był nawet taki okres, w którym zdecydowanie by się z nich cieszyła, zanosząc się chichotem z powodu nieporozumienia, jakie wynikło w związku z jednak-nie-współlokatorką-chomikiem. Zarówno w związku z jej obecnym stanem psychicznym, jak i całą tą niezręcznością, nie było jej jednak do śmiechu. Wręcz przeciwnie, odczuwała dosyć palące poczucie winy, nie zamierzając sprawić przykrości komuś, kto... Cóż, wyglądał całkiem miło.
- Nienawidzę groszku. - Przytakując słowom nieznajomej, mimowolnie energicznie pokiwała głową. Co innego miała zrobić? Wolała tak po prostu zaakceptować to, iż wszystkie wiedziały, jak naprawdę wyglądała sprawa ich nieobecności, ale żadna nie chciała otwarcie o tym mówić, niżeli wprowadzać jeszcze bardziej żenującą, nieznośną atmosferę.
Potem zaś - bez chwili zawahania - podjęła temat, jaki chwilę wcześniej poruszyła Tilly, ponownie zamieniając się w apatycznego, smutnawego pieska z kiwającą głową. Faktycznie, miały grać w tego nieszczęsnego marynarza, nawet jeśli już w tym momencie wiedziały, kto wygra. Matilde po prostu miała głupie szczęście w nieszczęściu, przegrywając poważne, życiowe sprawy, ale wygrywając w tych błahostkach. Mimo to, Cass postanowiła pokusić się o, chociażby nawet lakoniczne, wyjaśnienie:
- Są tylko dwa pokoje. Jedna jedynka i jedna dwójka, a ta łajza ponoć potrzebuje przestrzeni. - To mówiąc, pokazała Tildzie koniuszek języka, wywracając przy tym oczami, kiedy to doszły wreszcie do prawilnego przedstawiania się sobie nawzajem. - Ja jestem Cass, a Dexter prawdopodobnie może tu zamieszkać... Chociaż o tym rozstrzygnie nasz cudowny marynarzyk, prawda? Bo nie sądzę, żeby Tilly chciała mieszkać ze stworzonkami, które wyglądają jak małe, grubiutkie i bardzo owłosione breloczki. Nawet nie chciała się przedstawić. - Tak, oczywiście, że musiała to powiedzieć, jednocześnie puszczając oczko w kierunku przyjaciółki. - I faktycznie... Naprawdę dużo palimy. - Cóż, nałóg był jej drugim najlepszym kumplem. Lokował się jakoś zaraz po Wallace.
_________________
The more I think about it now The less I know All I know is that you drove us
Dziewczyny miały szczęście, że Fay rozłączyła się z Dexterem zanim te zaczęły do niego przemawiać. W przeciwnym razie... cóż, mogłoby być jeszcze bardziej dziwnie niż teraz. O ile w ogóle było to możliwe.
- Oh, jeśli chcecie mieszkać w jednym pokoju, to się dostosuję - powiedziała od razu na słowa Tildy, jednak potem druga z dziewczyn dodała swoje i to, co wzięła za chęć nie mieszkania z nią okazało się chęcią mieszkania samemu. Kolejna wtopa, brawo - Ah, no to... ustalcie co tam chcecie - wzruszyła lekko ramionami, bo naprawdę jej było to obojętne jak to wyjdzie. W końcu lada dzień jej tu nie będzie, tak? Najwyżej przeniesie łóżko do łazienki, a co.
Nie no, a tak serio to nie, bez przesady. Mogła iść na ustępstwa, ale swoją godność miała.
- Nie, nie, on nie jest breloczkiem. Wszedł tu... emm... - przerwała, nie za bardzo wiedząc jak ująć to w słowa, więc jedynie zerknęła w stronę uchylonego okienka nad drzwiami - Wysłałam go tu, żeby otworzył drzwi - odparła w końcu, uśmiechając się przepraszająco, bo jakby nie patrzeć chciała się im włamać do domku, tak?
Po słowach Cass miała mały mindfuck, bo w końcu gdy te zapoznawały się z Dexterem, ona była po drugiej stronie drzwi i tego nie widziała. Dlatego nie za bardzo wiedziała jak zareagować na to, co mówi.
- Miło was poznać - kiwnęła więc głową, resztę słów kwitując jedynie trwającym lekkim uśmiechem. Bo to chyba było to powiedziane w takim żartobliwym kontekście, nie?
- Nie przeszkadza mi to - odparła tylko. Sama raczej nie paliła, ale nie była też zagorzałą przeciwniczką papierosów. No, może będąc w skórze zwierzęcia odczuwała tytoń nieco intensywniej i odczuwała z tego powodu większy dyskomfort, ale ogólnie nie miała nic przeciwko.
_________________
I wish I could see this world again through those eyes...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum