Wysłany: 2018-10-04, 20:16 Racjonalne żywienie, pięć posiłków dziennie
1 Rok na Giftedach!
Grosza daj Giftedowi!
#darczyńca
// wrzesień
Ostatnio każdy chciał biednego Brada naprawiać i mu pomagać, choć on sam nie wykazywał takich chęci. Wręcz przeciwnie, wydawać by się mogło, że chce wszystkich odstraszyć, żeby dali mu spokój. Nie potrafił prosić o pomoc? A może GC zżarło mu wszystkie szare komórki? Ciężko powiedzieć, ale próbował opędzić się od osób, które na siłę chciały go uszczęśliwić.
Dni mijały, a on dalej mało spał i mało jadł. Nie chciał, nie mógł - żadna różnica. Po prostu nadal wyglądał jak cień człowieka. Wszystko go bolało i generalnie nie wrócił do siebie w ani jednym procencie.
Z jednej strony nic od nikogo nie chciał, ale z drugiej strony chciał przestać być taką ofiarą losu. Nie chciał tak wyglądać ani tak smęcić. Nie poznawał siebie w lustrze i nie sądził, żeby kiedykolwiek wrócił do swojej dawnej formy. Ostatecznie po paru dniach bezczynności, mężczyzna zaczął intensywniej myśleć. Wiedział, że przy takim wychudzeniu jego ciało wolniej się regeneruje, umysł wolniej pracuje i generalnie dłużej mu zejdzie ogarnięcie się choć w minimalnym stopniu. Wiedział, że musi poprosić kogoś o pomoc, bo sam nie da rady, ale nie wiedział kogo.
Po pewnym czasie usłyszał o Marianie, który mógłby przyśpieszyć proces z pomocą swojej mocy. Nie wiedział na czym to dokładnie polegało, bo nigdy nie poznał mutanta, ale miał nadzieję, że to nie żadne czcze plotki tylko faktycznie odzwierciedlenie faktów.
Gdy już się zdecydował, zdobył wszystkie niezbędne informacje i poszedł znaleźć tego całego Mariana. Wiedział jak wygląda, więc bez pomyłek podszedł do odpowiedniej osoby. Nie wiedział, czy on wie kim Brad jest. Podobno było głośno o jego powrocie, ale skoro nigdy się nie poznali to co go miało to obchodzić?
- Marian? Pomożesz mi powrócić do normalnej wagi? - zapytał wprost i było to jedno z dłuższych zdań, jakie zdołał wypowiedzieć od powrotu. Patrzył chłopakowi prosto w oczy, oczekując odpowiedzi. Nie zraziłby się, gdyby odmówił. Po prostu poszedłby radzić sobie sam. Ale nie wyprzedzajmy wydarzeń.
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2018-10-10, 17:15
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Marian ostatnio był w świetnym humorze. Jak by to było coś nowego. Jego optymizm zamienia się wręcz w chorobę umysłową (A może już nią jest?). W każdym razie, wesoło chodząc sobie wszędzie, gdzie tylko się dało, spotykał parę osób, słyszał różne rzeczy- w tym także o Bradzie. Nie to, żeby się nie przejmował, ale.... się nie przejmował. Pomimo wszystko miał ręce pełne roboty, a jego frywolne przechadzanie się było dla niego miłą formą odpoczynku. Co prawda jego głównym zadaniem było gotowanie, a więc sama przyjemność, radość, uciecha i zabawa, prawie jak matematyka- jednak nawet taki odpoczynek potrafi zmęczyć. Ale jego dobrotliwa dusza nie potrafiła odmówić żadnemu człowiekowi w udzieleniu pomocy. Nie przeszkadzało mu to, koniec końców lubił pracować. Poza tym czasem miał nawet co odpracowywać- niestety nie wszystkie żarty uszły mu płazem, a przez niektóre przypadki Marian wręcz się sparzył. A raczej kogoś. Ale na razie nie przypominamy, nic się nie stało, nic nie było....
I właśnie podczas jednego z jego licznych wojaży został zaatakowany. Atak przypuszczony z znienacka, nagły, jednak zdecydowany i uprzejmy. Atak, zapowiadający kolejną dozę pracy, atak zapowiadający kolejny ciekawy obrót wydarzeń. Atak, którego Marian odeprzeć nie potrafił i jednocześnie którego nie chciał odeprzeć. A imię jego czterdzieś.... znaczy Bradley. A imię jego Bradley. Tak.
- H-hej! Co? A! Tak, tak, spoko, jasne!
Wyrwany z kontemplacji na temat najbardziej poważny, porywający największe umysły na świecie do wstąpienia w inny wymiar świadomości i egzystencji, temat sprawiający, że nawet najlepsi z najlepszych nie potrafią na niego odpowiedzieć- A dokładnie "Co [zrobić] jutro na obiad?", Marian począł się lekko mylić w mowie, jednak w sekundę powrócił do swojego stałego humoru i umiejętności mowy. Staje się popularny, jej.
- Jeny, przepraszam Ciebie, zaskoczyłeś mnie. Ale tak, jasne! Już jednej osobie w tym pomagam, więc sądzę, że nie będzie problemów. Pan Bradley, o ile się nie mylę. - i pomimo pół formalnego tonu jego wypowiedzi, na twarzy miał szeroki uśmiech i nie wydawałoby się, by chciał się jakoś od Brada specjalnie dystansować. Nie wymagał jednak od niego, aby dużo mówił. Potrzebował tylko jednej informacji, jak dla niego dosyć ważnej pod względem rodzaju "kuracji".
Wyciągnął z kieszeni plecaka (tak, miał ze sobą swój plecaczek, oczywiście wraz z Patelnią) śmieszny notatniczek i patrząc się na niego, zapytał trochę poważniejszym tonem.
- No to tak... jakieś ulubione dania?
W takim razie Bradley był totalnym przeciwieństwem Mariana. Nie był ani w świetnym humorze ani nie miał optymistycznego nastawienia.
Żeby było jasne, Brad od nikogo nie oczekiwał współczucia. Było u nim głośno w obozie, ale dlaczego ktokolwiek miałby się przejmować jego losem? Zwłaszcza jeśli go wcześniej nie znali? On by się nie przejmował, więc nie oczekiwał od nikogo, że nagle będzie.
Brad przekręcił nieco głowę, zdezorientowany. Jeśli mężczyzna nie miał czasu, Grey mógł go złapać w innym czasie. Nie śpieszyło mu się, choć szczerze mówiąc chciał już wrócić do siebie w choć małym stopniu. Miał tyle do zrobienia, że bał się, że mu życia nie starczy. Skończyła się bierność i zezwalanie na krzywdy mutantów. Zamierzał robić to samo, co robili ludzie. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie? Tak właśnie będzie.
- Po prostu Brad - poprawił go, bo choć teraz wyglądał paskudnie przez te wszystkie przeżycia to jednak nie był aż tak stary, żeby nazywano go jak dziadka.
Swoją drogą Brad nie odwzajemniał uśmiechów i widać było po nim, że nie jest wesołkiem. Cóż, kiedyś był, ale od porwania był zupełnie inną osobą. W każdym razie zanotował, że Marian będzie w stanie mu pomóc, a przynajmniej spróbuje, co dla mężczyzny było istotną kwestią.
- Lazania? Ewentualnie pizza - odpowiedział po krótkiej ciszy, kiedy przypominał sobie jakie dania sprawiały mu niegdyś przyjemność. Teraz prędzej wymieniłby alkohol, bo tylko on pozwalał mu zapomnieć o horrorze, który przeżył. - Jaka jest twoja cena?
Nie ma nic za darmo i Brad doskonale o tym wiedział, więc wolał się zawczasu dowiedzieć co potem będzie musiał zwrócić. Możliwe, że były to pieniądze, ale możliwe, że była to przysługa w przyszłości.
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2018-10-12, 19:15
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Marian spodziewał się, że "Brad" będzie kolejną osobą, która nie pragnęła być nazywana poważnie, kulturalnie, elokwentnie i należycie. Ah ci Amerykanie. Nic tylko wziąć za nos i pomiziać.
Marian jednak powstrzymał swoje zapędy i mówił dalej. Zaraz po szybciutkim zanotowaniu w jego tajemniczym notatniczku umiłowanych potraw Brada, mrucząc je zresztą pod nosem, zaczął szukać odpowiednich przepisów. Jednak zanim wszystko znalazł, dostał drugą dawkę Niespodziewanego Ataku. Odpowiedź Brada znowu go nieco zdziwiła, jednak nie miał problemu ze zrozumieniem toku jego rozumowania. Chociaż wolałby, aby jednak jego KAPITALISTYCZNY umysł pozwolił sobie zaoszczędzić.
- Wiesz, Brad, zaczynanie negocjacji od pytania o cenę jest raczej podstawowym błędem. Nie zajmuj się handlem, tak na wszelki wypadek.
Marian zażartował, dając jednocześnie Bradowi czas na odpowiedź. Po chwili jednak kontynuował, niezależnie co tamten powiedział.
- Dobra, dobra, ale przestań mi już z tą ceną. Najlepszą dla mnie zapłatą będzie, jak zobaczę na tej twarzy szczery uśmiech.
Odpowiedział mu całkiem serio. Nie pragnął niczego innego, jak szczęścia. Szczęścia wszystkich, a już szczególnie mutantów i tych, co nimi byli. A Bradowi ono należało się tym bardziej.
Machnął mu ręką, aby za nim poszedł. Zamierzał sprowadzić go od razu do kuchni, aby bez zbędnego marnowania czasu mogli przejść do rzeczy. Lazania i Pizza nie oznaczają tylko Lazanii i Pizzy. Składniki, ciasto, długość pieczenia, wszystko miało swoją wartość i wagę, wszystko miało sens.
- Pizza z czym, jaka lazania? Zresztą, nie musisz mówić, zobaczymy na co masz ochotę.
Gdy tylko doszli do upragnionego celu, Marian już mistrzowsko operując w kuchni, znalazł potrzebne składniki. Ustawił przed nimi cel, do którego miały ostatecznie trafić i zaczął grzać piekarnik.
- Może wyrwane znikąd, ale lepiej zacznijmy jak najszybciej. Założę się, że nie jadłeś ostatnio, co? - popatrzył na niego jakby oceniając, czy jego tkanka tłuszczowa w ogóle istnieje. - Zaczniemy od Pizzy, będzie zdecydowanie szybciej.
Marian miał już przygotowane ciasto i niektóre składniki, głównie dlatego że wiele ludzi w Bractwie do wybrednych nie należało. Jeszcze raz westchnął w umyśle "Ach, Ci Amerykanie" i zbliżając się do Brada, pokazał mu na składniki. Zgadując, że niezdolny do zbytniego pochłaniania Brad niezbyt miał ochotę na jedzenie, - Marian użył Gastroferezy, aby wymusić na Bradzie uczucie głodu. Chciał być pewny, że na pewno zje, więc możliwe że trochę przesadził ze swoją mocą. Wycierpi tą chwilę.... prawda?
- Dobrze, że nie miałeś problemów z wypróżnianiem. Uwierz mi, nie lubię tego uczucia.
I śmiejąc się po raz kolejny, powolutku zaczął odczuwać lekkie skutki uboczne swojej mocy. Lepiej się pośpieszy z tą pizzą. I lepiej zrobi ją dużą. Ile maksymalnie zmieści się do pieca?
Mógł mówić jak chce, przedstawił mu skrót imienia, żeby za każdym razem nie mówić Bradley, bo to przydługie. Zresztą jak chce, specjalnie mu nie zależało na konkretnym nazewnictwie.
Nie wiedział, czy to dobry pomysł, żeby prosić kolejną osobę o pomoc. Nie lubił tego robić, ale jednak desperacja wzięła górę. Póki co Marian wydawał się normalnym gościem, więc nie zamierzał go pochopnie oceniać. A jeśli chodzi o kapitalistyczny atak to cóż, Brad wiedział, że nie ma nic za darmo, a w związku z tym, że się nie znają, chłopak nie musiał wyświadczać mu żadnych przysług ani tracić na niego czasu. Na jego żart nic nie odpowiedział. Nie zamierzał zajmować się handlem, negocjacji też nie zamierzał uprawiać, a obecnie poziom humoru miał w skali od 0 do 10 na poziomie -5. Także ciężki orzech do zgryzienia i niech się lepiej zastanowi nad ceną.
- Nie wiem czy będę w stanie ci tak zapłacić - wzruszył lekko ramionami. Nie pamiętał kiedy ostatnim razem się uśmiechał. Nie mówiąc już o szczerym uśmiechu, który mógłby sugerować zadowolenie. Szczęścia też długo u niego nie uświadczy, więc chyba musiał wymyślić coś innego.
Poszedł za chłopakiem do kuchni, więc Brad domyślił się, że zaczynają z kopyta. Tym lepiej w sumie, im szybsze efekty tym prędzej się stąd wyrwie.
I dobrze, że nie musiał odpowiadać na pytania o składnikach dań, bo w tym momencie chyba nie potrafiłby nic powiedzieć.
Nie spodziewał się, że zaczną aż tak szybko. Czy Marian nie miał nic lepszego do roboty? Ostatecznie nie mógł narzekać, że ktoś się nim w końcu zajmie, więc po prostu czekał na to co będzie.
- Nie mam apetytu - odparł na pytanie, czy jadł coś ostatnio. Miał zasuszony żołądek i nie odczuwał praktycznie wcale głodu. Ale niosło to swoje konsekwencje.
- Imponujące. Automatycznie zrobiłem się głodny jak wilk - zauważył ze zdziwieniem i złapał się za brzuch, który zaczął burczeć i domagać się jedzenia.
- Chyba nikt nie lubi - mruknął jeszcze odnośnie wypróżniania, po czym widząc jak Marian robi wielką pizzę i wkłada ją do pieca, zaczął się zastanawiać. - Czy to bezpieczne, żebym tak dużo pochłonął po głodówce?
Nie wiedział dokładnie jak działają jego moce, więc może ma jakąś kontrolę nad pojemnością żołądka?
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2018-10-26, 14:18
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Marian spodziewał sie tego typu odpowiedzi od Brada. No cóż, na najweselszego on nie wyglądał, niestety, ale trudno się było dziwić biorąc pod uwagę jego przeżycia. Zapewne nawet Marian przestałby być taki radosny, gdyby znalazł się w podobnych okolicznościach.
Marian chciał też szybko zacząć, bo to był jego czas wolny. Kto wie czy później miałby czas, a nawet jak to nie wiedział dokładnie kiedy to później by było. Ale całkowicie mu to nie przeszkadzało, aby zacząć pomagać Bradowi. Są rzeczy ważne i ważniejsze, a dla Mariana nie ma nic ważniejszego niż ludzie. Nielicząc niego samego.
I właśnie pytanie Brada było dosyć celne. Gdy już włożył pizzę i wypełnił resztę obowiązkowych czynności, jak chociażby zdjęcie rękawic, od razu mu odpowiedział.
- Wiem, że zdajesz sobie sprawę z efektów ubocznych mocy i jakie mogą być niekiedy irytujące, prawda? - Dał Bradowi czas na zrozumienie przekazu, po czym siadając na krześle na odwrót okrakiem niedaleko niego, śmiejąc się lekko, po chwili dodał - Może tego nie widać, ale osobiście mogę zjeść pewnie kilkakrotnie więcej niż ważę, więc absolutnie w siebie nic nie wmuszaj. Oczywiście mam też dużo wody i soków, one powinny najlepiej rozepchać ci żołądek.
I wskazał na miejsce gdzie były one ulokowane. Później je weźmie, jak już pizza będzie gotowa. Jak pomagał Imari przeglądał wiele magazynów na temat tycia i poprawnego jedzenia, zarówno te prozdrowotne, jak i poradniki dla początkujących Sumok. Kluczem były też ćwiczenia, ale ten fragment będzie na razie ciężki do wykonania, dlatego przełoży go na później. Najwazniejsze teraz dla Brada bedzie regularne jedzenie i picie, zgodnie ze wskazówkami Mariana. Był tylko jeden problem, o którym Marian jeszcze nie wspomniał. Ale o tym potem, póki co Marian chciał się dowiedzieć o Bradzie czegoś więcej, o ile ten mu pozwoli.
- Uh, więc.... Może od początku. Jak już wiesz, jestem Marian Cook, ale tylko dla Bractwa, dobra? Publicznie przedstawiam się jako Jason Grimoire i lepiej aby tak pozostało. Chyba przyczyn nie muszę podawać.- i jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się lekko, jednak trochę bardziej smutno. Był poważny, było to widać. Może nieporównywalnie mniej niż Brad, jednak wciąż widać było, że mimo jego ciągłego uśmiechu nie jest idiotą, który nie widziałby co się wokół niego dzieje.
To nie pierwszy raz kiedy Bradley był uwięziony i torturowany. Teraz natomiast złamali jego ducha, dlatego oprócz obrażeń cielesnych przeżył głębokie załamanie psychiczne, które ciągnie się do teraz. Wcześniej Bradley był nieco bardziej podobny do Mariana, choć zawsze miał tę nutę pesymizmu i depresji.
To bardzo heroiczne podejście Mariana, skoro lubił pomagać i ludzie byli dla niego najważniejsi. W tym momencie Brad nienawidził ludzi i ciężko będzie to zmienić. Cenił jedynie mutantów, choć też nie wszystkich. W każdym razie dobrze, że nie trafił na takiego jak on, bo wtedy nie mógłby liczyć na pomoc.
- Tak. Jakie są twoje efekty uboczne? - zapytał nieco zaciekawiony. Czy też miało to związek z jedzeniem czy kompletnie nie?
- No nie widać. Pomagasz sobie swoją mocą w utrzymywaniu wagi? - zapytał, bo jeśli mógł przyśpieszać metabolizm to pewnie szybko palił kalorie, które zjadł.
- Okej, tylko nie chcę wyglądać jak beczka... potrafisz zrobić tak, żeby szło w mięśnie? - kolejne pytanie. Chyba postać Mariana go zainteresowała, bo z totalnego mruka stał się ciekawską osobą. Rzadko się to ostatnio u niego zdarza.
Z ćwiczeniami faktycznie póki co lepiej nie kombinować, skoro mężczyzna nie ma obecnie mięśni, których mógłby używać. Ciężkie życie chuderlaka.
- Rozumiem. Bradley Grey, po prostu - odparł, bo póki co nie wymyślił i nie stosował żadnego nazwiska na zewnątrz. Wcześniej nie miał takiej potrzeby, w więzieniu tym bardziej. Mieli tam jego pełną kartotekę.
W przeszłości posługiwał się wieloma nazwiskami, ale teraz chyba będzie musiał odezwać się do kolegi, który podrabia dokumenty, żeby zrobił mu papiery na jakieś konkretne nazwisko. Chociaż póki co nie miał głowy, żeby o tym myśleć.
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2018-11-04, 02:13
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Marian będąc na swoim siedzisku, podrygiwał rytmicznie palcami o jego oparcie. Ciekawiło go ile pracy będą musieli włożyć w jego "naprawę". Imari to zupełnie inna para kaloszy, ta osóbka raczej wcześniej była bardziej umięśnioną, dobrze zbudowaną- takie rzeczy nie znikają tak łatwo. O ile to słowo w ogóle tu pasuje.
Widząc, jak Brad jednak nie pragnął się domyśleć, powiedział mu wprost bez żadnych ogródek, odpowiadając również od razu na wszystkie inne pytania, których ciąg następywał jeden po drugim. Zaskakujące, może Marian jest mniej beznadziejny niż myślał?
- Działa to mniej więcej tak, że jak użyję na kimś mocy, to chwilę później ona sama działa na mnie. Lżej, o wiele, ale jednak. A jak będziemy kontynuować naszą mantrę, to uwierz mi będę równie głodny. - biorąc pod uwagę Imari i pomniejsze użycia mocy nic dziwnego, że Marian chodzi na głodaka. Czy pomyślał, że może sie przeciąża? Nie, idiotyzm, nie ma takiej szansy. Chyba.
- Nie, nie. Aczkolwiek fajnie by było. Maksimum to wywoływanie potężnej sraczki. - co zademonstrował bardzo ładnie twarzowo jak i gestami, dosyć energicznymi. - Niestety, aby poszło w mięśnie będziemy musieli trochę poczekać. Ale uwierz mi, beczką się nie staniesz, lasagna i pizza dzisiaj to wyjątek!
Pokiwał Bradowi palcem jakby był babcią pouczający wnuka, oczywiście śmiejąc się przy tym. Spodobał mu się jegomość, nawet jeśli był taki ponury i sztywny. Podobała mu się jego bezpośredność, zadziorność, której najwyraźniej nje utracił. Marian zastanawiał się, czy gdyby poznali się wcześniej to jaka byłaby ich relacja?
Spojrzał na zegarek. Pilnowanie czasu jest ważne, nie moze się zbytnio zagadać. A czas wyjęcia jego cuda się zbliżał.
_________________ "Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
To prawda, Brad miał wcześniej dość dobrze rozbudowane ciało. Dużo ćwiczył to i jego gabaryty były odpowiednie. Teraz był zachudzony, same skóra i kości. Mimo powrotu do bractwa, nadal niewiele jadł. Zmniejszony żołądek i stres niczego mu nie ułatwiały.
W obecnym stanie też ciężko, żeby mężczyzna się czegoś domyślał. Nie miał do tego głowy, zupełnie nie łapał aluzji i nie czytał między wierszami. Trzeba mu było mówić wprost, jak prostemu chłopu. Wiele czynników na to wpłynęło, ale również w tej kwestii miał nadzieję, że to się zmieni.
- A na ciebie twoja moc też działa? Jak odczuwasz jej skutki to nie możesz sobie pomóc? - zapytał, ciekawy jak to właściwie działa. Coś tam jednak zostało mu ze starego Brada. Może jednak nie wszystko stracone i mimo wszystko będą z niego ludzie? Ciężko powiedzieć na tym etapie, ale na pewno będzie próbował się odnaleźć. W końcu przechodził przez coś podobnego kilka lat temu. Może nie w takim stopniu, ale jednak.
- Ostatecznie częste wypróżnianie chyba też w jakimś stopniu pomaga trzymać wagę - powiedział z nutką rozbawienia, choć była ledwie wyczuwalna. Ale ktoś z tak dużym poczuciem humoru jak Marian być może ją wyłapie.
- Chyba muszę ci zaufać - powiedział jeszcze, bo nie miał żadnej gwarancji, że ta kuracja przyniesie oczekiwane efekty. Ale czy miał inne wyjście? Jeśli sam się za to weźmie to do formy wróci może za rok. Nie chciał tyle czekać, zwłaszcza że miał swoje plany.
Gdyby poznali się wcześniej pewnie by się bardziej polubili. Brad w normalnej formie bywa ponury tylko kiedy ma depresję przez użycie swojej mocy. Na co dzień był duszą towarzystwa, a na dodatek zabawny i wyluzowany. Czego kompletnie teraz po nim nie widać.
- Jesteś tu kucharzem, nie? - zapytał retorycznie, bo było to dość oczywiste, nawet przy zaćmieniu umysłowym Brada. - Twoja moc zdeterminowała twoje zajęcie czy naprawdę lubisz to robić?
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2018-11-23, 15:12
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
- Jak próbowałem się w ten sposób "leczyć" kończyło się na tym, że tylko na chwilę sobie pomagałem. A potem efekt się potęgował. Ogólnie przesrana sprawa. - Zażartował.
Marian wychwytywał wszystko, co Brad mówił, tak samo wyczuł ten niemrawy żart, jaki powiedział. Zadowolony, zaśmiał się lekko.
- Tak, chyba masz racje, ale to raczej już taka moja cecha.
Brad stwierdził, że będzie mu ufać? Dla Mariana te słowa były wystarczającą zachętą, aby postarać się jeszcze bardziej. Stety czy niestety, łatwo było go przekonać a zdobycie czyjegoś zaufania, chociażby najmniejszego, jest dla niego zdecydowanie czymś ważnym. Co prawda zawsze był lubiany, nieważne gdzie by się nie udał. Ale lubić i ufać to dwie różne rzeczy.
- Nie, moja moc nic do tego nie miała. Widzisz, mój ojciec jest kucharzem i tak jakoś ja tez wykształciłem w sobie tę pasję. - przerwał chwilowo, jakby się zastanawiając, i dodał.-Ale pewnie i moc miała tutaj swoje dwa grosze.
I gdy tak mówił, zapach pizzy całkowicie rozszedł się po pomieszczeniu, a jego dzieło było już praktycznie gotowe. Wyjął je z piekarnika i postawił na stole, aby najpierw nieco ostygło. Podał sobie i Bradowi talerze, a sosy, które teoretycznie miały być do innego celu, ustawił obok. Podczas tego nic nie mówił, tylko ostrożnie i dokładnie, z uśmiechem na twarzy, przygotowywał posiłek dla ich obojga.
_________________ "Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
Zacisnął usta, żeby się nie roześmiać. Żart był może dość oczywisty i prosty, ale jednak zabawny. Osobowość Mariana była bardzo ciekawa i zdecydowanie przypadł mu do gustu, chociaż tego nie pokazywał.
- Faktycznie nieciekawie - stwierdził. Kiepsko, że nie mógł używać mocy na sobie.
Nie chciał go oceniać po jego cechach, bo jego wypróżnianie to jego sprawa. Ale to dobrze, że słowa o zaufaniu sprawią, że Marian postara się jeszcze bardziej. Zdecydowanie to dobra cecha, że nie wykorzystuje kredytu zaufania tylko właśnie próbuje udowodnić, że został słusznie obdarowany.
Brad jeszcze nie znał go na tyle, by stwierdzić, czy go lubi, ale na pewno byli na dobrej drodze.
Kiwnął głową na wieść, że swoją pasję odziedziczył po ojcu. Brad nie miał takich wzorców niestety, ale nie będzie się roztkliwiał nad sobą. Co to to nie.
Potem czekał, aż Marian wszystko przygotuje i będą mogli wziąć się za jedzenie. Zapach pizzy był miły, ale nie dość przekonujący dla Brada. Spojrzał na talerz, na którym leżał kawałek pizzy i podniósł go z małą dawką entuzjazmu.
- Na zdrowie? - mruknął jeszcze, po czym ugryzł kawałek. Była naprawdę dobra, ale Brad chyba nie potrafił jej docenić tak jak na to zasługiwała.
- Ile muszę zjeść? - zapytał, gotów dostosować się do oczekiwań i rad.
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2018-12-09, 12:52
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Marian był kontent, że wszystko idzie gładko. Wziął się za swój kawałek pizzy i zjadł, jednocześnie próbując ocenić swoje dzieło. Ponownie, niezbyt to potrafił. Dla niego było bez smaku, zwyczajnie niewarte żadnej oceny. Co oczywiście nie było prawdą, ale Marian nie potrafił czuć smaku swoich potraw. Tak już miał.
Nad odpowiedzią na pytanie Brada chwilę się zastanowił, przełykając kawałek pizzy.
- Wiesz, na początek nie przesadzajmy. Dwa kawałki to będzie góra, każdy kęs popijaj wodą. Powinno ci lekko rozepchać żołądek.
Poradził mu to, czego się nauczył opiekując się Imari. No cóż, biedna okazała się świetnym obiektem testowym....
- Nie wmuszaj tylko w siebie za dużo, bo przyniesie to odwrotny efekt. No i prawdopodobnie problemy gastryczne, a nie chce mi się nadto sprzątać.
I zaśmiał się radośnie, biorąc potem kolejny kawałek pizzy w usta i przeżuwając go bez większego entuzjazmu.
_________________ "Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
Brad po przełknięciu kawałka pizzy mógł docenić, że dzieło Mariana było dobre. Co nie zmieniało faktu, że nie bardzo miał ochotę na jedzenie i nawet najlepsze potrawy świata by tego nie zmieniły. Nie chciał urazić Mariana, skoro ten zgodził się mu pomóc bez żadnych "ale". Ostatecznie powstrzymał się od komentarza na temat smaku, żeby nie wpaść we własną pułapkę.
Kiwnął głową na jego odpowiedź i postępował zgodnie z instrukcją. Powoli przeżuwał każdy kawałek i popijał go wodą. Dzięki temu też szybciej się najadał i każdy kolejny kęs był bardziej syty.
- Często masz takie... zajęcia? - zapytał i chodziło mu oczywiście o pomoc członkom bractwa w zaburzeniach pokarmowych. Pewnie nie był pierwszym, ale w sumie Brad nie wiedział, czy Marian zajmuje się tym na co dzień, czy jego przypadek jest raczej rzadki.
- Nie będziesz musiał - odpowiedział jeszcze, kończąc pierwszy kawałek pizzy. Był już generalnie najedzony, ale postanowił się dopchać tym drugim kawałkiem. Skoro chciał pomocy to musiał też dać coś od siebie, prawda?
- Jeśli jest coś co mogę dla ciebie zrobić to wal. Będę miał u ciebie dług wdzięczności - stwierdził od razu. Nie chciał nic za darmo i nawet jeśli Marian się nie określi to Brad przy każdej możliwej okazji będzie Marianowi pomagał.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum