Poprzedni temat «» Następny temat
Najbardziej depresyjne mieszkanie
Autor Wiadomość
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-24, 19:45   Najbardziej depresyjne mieszkanie
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy wrócili do rzeczywistości, nie mógł uwierzyć, że to właśnie była prawda. Że Mattie i Claire żyły, że on żył, że to była zwykła popieprzona wizja. Nie mógł sobie tym zawracać głowy. Nie miał pojęcia kiedy na miejscu zacznie działać DOGS - bo prędzej czy później musiało się zorientować, że stało się tutaj o wiele więcej niż powinno. Zaczną robić łapanki, badania krwi... Do tego czasu musiało ich tutaj nie być. Nie miało znaczenia co myślał czy czuł Hopper. Musiał zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie. Wsadził do samochodu Matilde i Claire, podobnie z resztą Mercy, która jakimś cudem trafiła akurat w to miejsce. Nie miał siły jej o to pytać. Dowie się o wszystkim później, na razie... Na razie po prostu upewni się, że będą bezpieczni.
Nie mogli jechać do Bractwa, przecież nie mieli pewności że nikt nie widział tego samochodu, nie będzie ich śledził, nie trafi do siedziby... Z resztą, Will nie był pewien czy to był najlepszy moment na godzinną podróż samochodem. Ręce ciągle mu się trzęsły, Matilde i Claire jeszcze mniej nadawały się, żeby przejąć kierownicę, a Mercy... Cokolwiek właściwie przeżyła, najwidoczniej to do niej jeszcze nie dotarło. Lepiej, żeby nie prowadziła kiedy to się stanie.
Trafili do jego starego mieszkania, równocześnie wystarczająco blisko i wystarczająco daleko. Nie było szczególnie dużo miejsca, ale chyba mogli tak przeżyć do rana, prawda? I cóż, początkowo nie było nawet tak źle. Miał wyraźne zadanie, musiał je wypełnić, musiał się na nim skupić... Z czasem, zostało tylko puste czekanie, a z każdą godziną wspomnienia wracały do niego coraz dokładniej. Za każdym razem kiedy zamykał oczy z powrotem tam był. Wyłapywał kolejne szczegóły, moment w którym przestało bić serce Mattie, dokładną ilość fentanylu, który jej podał, niemal niewidoczną bliznę na górnej wardzę ich dziecka... Nie powinien był tego tak dokładnie pamiętać. Od kiedy Mercy zablokowała mu moc nie miał wystarczająco dobrej pamięci, żeby mieć w głowie takie szczegóły. Powinien o tym z nią porozmawiać... ale nie w tym momencie. Nie miał siły wpuszczać nikogo do swojej głowy, nie miał siły zajmować się tym czy jego moc znowu działała, czy nie. Po prostu nie teraz.
Nawet nie wiedział ile dokładnie czasu spędził szorując swoje ręce. Cały czas miał wrażenie, że była na nich krew, nie ważne jak bardzo to nie miało sensu. Musiał jakoś to wyłączyć. Pewnie gdyby się upił zadziałałoby najlepiej, w końcu zabrałby od siebie te obrazy, z resztą przy lekach które brał to byłoby niewiarygodnie proste... Ale nie mógł tego zrobić. Nie mógł mieć pewności czy nie wpadnie tutaj udział DOGS, czy jutro na kogoś nie trafią i nie mógł pozwolić, żeby to wydarzyło się naprawdę, nie mógł ich stracić. Nie był też w stanie zwyczajnie wysiedzieć w tym mieszkaniu, nic nie robiąc, przy tylu ludziach... Potrzebował być sam. Skończył wychodząc przez okno na schody przeciwpożarowe, ze świeżo kupioną paczką papierosów, wypalając ją papieros po papierosie. To nie działało. Cały czas miał wrażenie, że ma dłonie lepkie od krwi, że słyszy słaby głos Mattie... Nie był w stanie po prostu zgasić papierosa, wiedział że będzie jeszcze gorzej. Nawet nie chciał myśleć o tym, jak bardzo Wallace go zruga za palenie w jego stanie... Po prostu nie chciał o niczym myśleć. Chciał wyłączyć ten swój cholerny mózg.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-10-24, 21:10   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Przestała oddychać. Umarła. Była stuprocentowo martwa. Ba, wciąż czuła metaliczny posmak krwi na języku. Nie rozumiała co się tutaj działo. Nie rozumiała, dlaczego zamiast czuć ramiona przyciskającego ją do torsu Willa, nagle znalazła się na ulicy Seattle. Nie rozumiała dlaczego nie było tutaj drzew, dlaczego jej ubrania były suche jak pieprz mimo wcześniejszej ulewy. Właściwie to nic nie rozumiała. Niewiele też pamiętała. Była otępiała, była w szoku, każde ruchy wykonywała automatycznie, zupełnie jakby ktoś przejął kontrolę nad jej ciałem. Pamiętała tylko to dziwne uczucie, kiedy ponownie go zobaczyła. Przyspieszone bicie serca, gigantyczna gula w gardle i chęć rzucenia się mu na szyję. Dlaczego właściwie tego nie zrobiła? Tylko tego chciała. Zamiast tego z jej ust wydobyło się tylko wyprane z jakichkolwiek emocji pytanie o jego nogę. Wciąż był ranny? Potrzebował leczenia..?
Potem… potem właściwie znowu ogarnęła ją pustka. Siedziała w tym samochodzie z Willem, Imari i Claire. Zdawała sobie sprawę, że taka podróż miała miejsce, ale kompletnie wyparła ją ze świadomości. Zupełnie jakby na ten krótki moment straciła przytomność. Ale tak się przecież nie stało. Siedziała tam. Wpatrywała się w szybę samochodu i… i znowu to widziała. To wszystko do niej wracało falami, zadając jej tylko kolejne ciosy. I kompletnie nie była świadoma tego, że kiedy Will zatrzymał się na czerwonym świetle, ona znowu poczuła kulę przeszywającą jej klatkę piersiową i gwałtownie zacisnęła dłoń na jego przedramieniu…
W mieszkaniu wcale nie było lepiej. Właściwie cały czas snuła się gdzieś po kątach, obawiając się spuścić z Hoppera wzrok nawet na jedną setną sekundy. Wiedziała jak idiotyczne to było, ale kiedy tylko znikał za rogiem, czy przechodził do innego pokoju, jej serce momentalnie się zatrzymywało. Wciąż pamiętała ten nagrobek. Wciąż pamiętała coraz mniej wyraźny obraz, kiedy patrzyła na niego po raz ostatni. Ilekroć o tym pomyślała… na żołądku zaciskał się jakiś niewidzialny supeł. Było jej niedobrze i cały czas drżała. Ale pilnowała go. Naprawdę go pilnowała. Nie wiedziała, kiedy właściwie to się stało, ale kiedy wracała z łazienki, zorientowała się, że jego tam wcale nie było. Chyba kogoś o to spytała. Nie była jednak w stanie stwierdzić, czy to było jej urojeniem, czy to się wydarzyło naprawdę. Widziała tylko twarze Imari i Claire. Chyba coś do niej mówiły. Albo znowu – to tylko jej się wydawało. Nieważne.
Ale kamień dosłownie spadł jej z serca. Matilde podeszła do tego nieszczęsnego okna, by wychylić się i natrafić spojrzeniem na obłok tytoniowego dymu. Chyba nawet i w tym stanie była na niego o to zła, ale... rozumiała. Sama niesamowicie miała ochotę zrobić to samo. Zapomnieć. Chociaż na krótką chwilę. Ale jej tylko jedna rzecz pomagała w zapominaniu. Ta rzecz, której tak bardzo teraz potrzebowała… Wystarczyło tylko wyjść się przewietrzyć i znaleźć na końcu ulicy. Tam też stacjonowali. Właściwie, wszędzie stacjonowali. Matilde znowu zadrżała, z jakiegoś powodu nerwowo drapiąc się po rękach.
– Nie przesadzaj z tym tylko – wyrzuciła z siebie, czując jak do jej oczu znowu napływa woda. Nie potrafiła nic na to poradzić. Tak bardzo się bała, że go straci. Że on zniknie. To pewnie dlatego nie potrafiła go zostawić samego. I tknięta jakimś dziwnym impulsem Matilde po prostu przeszła przez to głupie okno, by usiąść koło niego i położyć głowę na jego ramieniu. Miała gdzieś, że to nie było w jej stylu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-10-25, 20:21   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Kompletnie nie rozumiała i nie miała pojęcia CO mogło się stać. Nie było ich tam, gdzie była ona, to pewne, ale do cholery co takiego mogli widzieć? Trasa do mieszkania Willa przebiegła w ciężkiej ciszy, która nieprzyjemnie dobijała Imari. Zresztą cała ta atmosfera ją dobijała, jakby obudzenie się w Seatle nie było już wystarczająco nieprzyjemne.
Dodatkowo nikt nie chciał nic mówić. Dała im więc spokój, obserwując Willa, który desperacko potrzebował zajęcia, Tildę, która była w takim szoku, że absolutnie nie wiedziała co z czym i do czego, a pytanie jej o cokolwiek mijało się z celem.
Gdy Wallace zapytała ją o to, gdzie jest William w spojrzeniu mając taką panikę, że przez moment az Imari pomyślała, że mógł wyskoczyć na główkę przez okno zamiast wyjść zapalić, co skontrolowała gdy tylko jej zniknął - wskazała mu położenie swojego brata. Przeszla się po mieszkaniu z milion razy.
Naprawdę nie rozumiała, co oni mogli tam widzieć? I jak bardzo mogło się to różnić od tego, co widziała sama, w wizji z Alexem, Marianem, Leilah i kilkoma innymi osobami? Zachowywali się.. strasznie.
Wiedziała, że powinna im dać czas, ale ile tego czasu? Musiała dowiedzieć się co się stało, jak inaczej mogła zrozumieć?
- Tilde? Will? - podeszła do okna i oparła się o parapet. - Chyba powinnyśmy porozmawiać...? - pytanie na końcu nie było może mocno słyszalne, ale jednak wyczuwalne w jej tonie. Kompletnie nie wiedziała czego może się spodziewać.. Zresztą Valerie też do tej rozmowy potrzebowała.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-27, 12:32   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Najwidoczniej, nie miał zbyt długo nacieszyć się swoją samotnością. Nie spodziewał się, że Wallace po prostu powie mu, żeby nie przesadzał. Pokiwał tylko głową. Nie miał zamiaru. Po prostu musiał się jakoś ogarnąć przed następnym dniem. Nie mógł sobie pozwolić na jakikolwiek błąd, musiał funkcjonować jak normalnie, nic nie mogło go rozpraszać. Jak niby miał to zrobić, kiedy przy każdym spojrzeniu na Matilde widział jak staje się nienaturalnie blada, jak nie jest w stanie mówić... Cały czas czuł delikatny, metaliczny posmak jej ust. Jak miał wrócić po tym do normalności? Musiał to jakoś przepracować. I jeśli Will cokolwiek wiedział o sobie, to właśnie to, że potrzebował być sam, żeby jakoś ułożyć sobie to w głowie.
W pewien sposób, to jak Wallace położyła mu głowę na ramieniu sprawiało, że czuł się odrobinę bardziej w porządku... a równocześnie, nie był w stanie wyrzucić z głowy myśli, że gdyby tylko ją objął, pomiędzy jej czwarty a piątym żebrem znalazłby ranę wylotową. Jakieś dwadzieścia osiem milimetrów średnicy, ale gorsze musiało być to, co fala uderzeniowa zrobiła z wnętrzem jej płuca. Musiała się dusić, nie było innej opcji. Tkanka musiała być w opłakanym stanie, przesiąknięta krwią, nie będąca w stanie spełniać swojej podstawowej funkcji. Jeżeli miałaby to przeżyć, potrzebowałaby natychmiastowej operacji, przeszczepu... jeżeli tylko nie utopiłaby się najpierw. Jak on mógł na to pozwolić? Przecież była przy nim, miał broń... Ale ją zawiódł, tak samo jak zawiódł Claire, której obiecał, że po nią wróci. Porzucił ją na pastwę losu. To była tylko wizja... Ale co z tego, skoro to mogłoby się zdarzyć naprawdę? Liczyły na niego, a on nic nie zrobił, pozwolił im tam umrzeć.
- Nie powinnaś tutaj siedzieć - powiedział w końcu, dość cicho, trochę jak uwagę rzuconą w przestrzeń. W końcu palił papierosy, a ona była w ciąży. Mimo wszystko, powinien o tym pamiętać, w końcu to było jego zadanie, myśleć, kiedy inni nie myśleli. I skoro on nie był w stanie pozbawić się tego ostatniego, marnego zajęcia, Wallace powinna wrócić do środka.
I jakby jak na zawołanie, nagle z okna wyłoniła się głowa Mercy. Nie miał siły w tym momencie z nią rozmawiać, nie miał siły w ogóle rozmawiać. Po prostu... nie bez przyczyny szukał miejsca, gdzie może posiedzieć sam, tak? Pokiwał głową, nie mając najmniejszej ochoty wdawać się w dyskusję. Jeśli chciała mówić, to niech mówi.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-10-27, 17:30   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jak niby mogłaby go zostawić w spokoju? Jak niby mogłaby go zostawić samego? Tu już nawet nie chodziło tylko o to, że za każdym razem kiedy tylko Will znikał z zasięgu jej wzroku ona czuła paraliżujący strach. Na dobrą sprawę nawet do końca nie wiedziała, czego właściwie tak bardzo się bała. Pomimo jego stanu psychicznego nie wyglądał przecież tragicznie. Wyglądał całkiem zdrowo. A przynajmniej nie jak ktoś, kto miałby zaraz umrzeć. A jednak… A jednak Wallace miała wrażenie, że kiedy tylko ona mrugnie oczami, on magicznie wyparuje. Że kiedy nie będzie go pilnować, on…zniknie. Wallace na samą myśl zadrżała. Ten nagrobek. 4 lipca 2018 roku. To miało być przecież za trzydzieści sześć dni. Imari mu zablokowała moc, twierdził, że miał kilka lat, ale jednak… co jeśli nie? Co jeśli przed nimi wcale nie było perspektywy kilku lat? Co jeśli przed nimi była perspektywa kilku miesięcy? Nie potrafiła przestać o tym myśleć.
Ale nie, tu nie chodziło tylko o jej egoistyczne pobudki i obsesyjną potrzebę bycia przy nim w celu upewnienia się, że on wcale nie umrze. Matilde nie mogła go tak po prostu zostawić. Nie w tym stanie w jakim się znajdował. Martwiła się o niego. Starał się zbudować skorupę, starał się usunąć w cień, starał się odtrącić od siebie ludzi, ale przecież wcale nie musiał odtrącać też jej. Nieważne jak bardzo uważał, że samotność jest dla niego najlepszą opcją, Wallace nie miała zamiaru pozwalać mu na takie luksusy. Za bardzo go kochała.
I w tej całej swojej beznadziejności po prostu przyciskała policzek do jego ramienia, czując się chociaż w tej marnej jednej milionowej lepiej. Wciąż jak ktoś, kto przed chwilą umarł. Wciąż jak ktoś, kto jedyne na co miał ochotę to wpuścić do swojego krwiobiegu ćwiartkę heroiny. Wciąż jak ktoś, kto stracił dosłownie wszystko. Ale jednak przynajmniej go czuła.
– Ani ty – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Oboje nie powinni tutaj siedzieć, ale cóż… robili to, prawda? Właściwie nie powinni o wiele więcej rzeczy. Matilde zacisnęła usta w cienką linijkę, nie mając zamiaru nic więcej dodać. Nie miała też zamiaru się stąd ruszać, ale wiedział o tym, prawda? Zbyt dobrze ją znał. Wtedy jednak usłyszała głos Imari. Nie miała jednak siły, by podnieść głowy i na nią spojrzeć. I tak jak Will – nie odezwała się ani jednym słowem. Cóż, pod tym względem byli niesamowicie zgodni i wręcz zajebiście dopasowani.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-10-29, 18:16   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Powoli miała ochotę zacząć rzucać w nich rzeczami. No dobra, w Willa, bo Tilda pewnie by się śmiertelnie orbazila i w sumie nie w rodzine nie wypada, no chyba, że to Mike, to wtedy można, ale to nie czas na takie rozmyślania, na pewno...
- No to do środka - fuknęła, po chwili patrzenia na nich, jak nie zamierzają się ruszyć wcale, a wcale. Nie będzie matkować Willowi i kazać mu zgasić papierosa.
- Trujesz innych, wiesz?- zauważyła zamiast tego. Chciał zabijać siebie, to mogła mu nawet moc odblokować jeśli tak się śpieszył, ale niech nie truje innych.
Wzbierała w niej złość na ich... pustość? CIężko jej było znaleźć odpowiednie słowo. Chciała wiedzieć co się stało, zrozumieć o co chodziło, bo ze swojego małego kawałka prawie-nieba trafiła na cholera wie co. Życie, ale.. najwyraźniej oni widzieli coś zupełnie innego, ale nie potrafiła się do tego odnieść ani nawet wyobrazić co i jak.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-30, 20:02   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, Wallace zachowywała się jak... Wallace, Czy chociaż raz nie mogłaby by odpuścić? To, że on robił coś głupiego wpływało tylko na niego. Jej zdrowie było też zdrowiem ich dziecka. Czy nie mogła tego zrozumieć? Jeżeli miałaby go leczyć - nie ważne czy tutaj, czy w tamtej rzeczywistości - nie tylko bezsensownie ryzykowała, może i nawet swoim życiem; ryzykowała też całą ciążą, życiem ich dziecka. Na to nie miał zamiaru jej pozwalać.
I proszę bardzo, dopięłaby swego, zgasiłby tego papierosa, nawet gdyby Mercy nie przyszła tutaj marudzić na to jak skandalicznie się zachowuje. Naprawdę, Wallace mogła być z siebie dumna, cholernie dobra robota w pozbawianiu go jakiegokolwiek wyboru.
- Wiesz Mercy, istnieje powód, dla którego przyszedłem tutaj sam - rzucił, niesamowicie zgryźliwie, w starym, hopperowym stylu, gasząc tego cholernego papierosa i posyłając spojrzenie Wallace. Tak, to się tyczyło też jej.
Przeszedł z Matilde przez to pieprzone okno, właściwie momentalnie żałując, że się na to zgodził. Chłodne, wieczorne powietrze, ciągłe zajęcie - nawet tak chujowe i niewiele dające jak palenie papierosów - to wszystko trzymało go przy zmysłach. Znowu miał to dziwne wrażenie, że ma krew na rękach, krew Wallace. Cztery ściany sprawiały, że czuł się tylko bardziej osaczony. Musiał... Musiał po prostu zająć czymś myśli. To wszystko. Nie pozwalać sobie powtarzać raz za razem odgłosu strzału, który przekonał go że Claire nie żyje, twarzy ich syna, tego co musieli mu zrobić, nawet jeśli to wszystko to były tylko pieprzone halucynacje, a oni wcale nie musieli mieć syna, on wcale nie trafił w ręce DOGS. Momentu, kiedy zdał sobie sprawę, co się stało. Że Wallace umiera. Kiedy był przekonany, że to prawda, widział krew wypływającą z jej ciała i miał tę porażającą świadomość, że już nic nie może zrobić. Zawiódł ją i już nigdy tego nie naprawi, bo ona była już martwa. Że wszystkie ich plany, marzenia... to było gówno warte.
- O co chodzi? - spytał, nieco zbyt ostro, starając się odciąć od tych wszystkich powracających myśli. Jak do cholery miał to zrobić? Musiał znaleźć coś, czym zajmie swój pieprzony, nadreaktywny mózg. Musiał jeszcze coś mieć w tym mieszkaniu, jakieś sudoku, starą pracę, nieważne, byle tylko wymagało myślenia. Niech tylko Mercy skończy tę pieprzoną rozmowę.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-10-30, 21:05   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy ona zachowywała się jak Wallace, on zachowywał się jak Hopper. Jak niesamowicie hopperowaty Hopper. I cóż, niekoniecznie w intencjach Matilde leżało zmuszanie go do przestania palenia. W tym momencie – mimo tego, że jednak była na niego o to trochę bardzo zła – nie potrzebowała, by przestawał palić. Nie, jeśli mu to jakoś pomagało. Zresztą… dobrze było poczuć nikotynę. Ostatnio paliła… ponad miesiąc temu i wciąż jej cholernie tego brakowało. I och, jeśli tak bardzo martwił się o jej zdrowie i rzeczywiście był geniuszem to powinien w tym swoim chujowym mózgu ogarnąć, że najbardziej jej szkodził, kiedy sam sobie szkodził. I nieważne jak bardzo chciał jej dać do zrozumienia, żeby zostawiła go w spokoju, nie miała zamiaru tego robić. Widząc ten jego wzrok, Wallace niby od niechcenia wzruszyła ramionami. I wcale nie było jej przykro. Musiała mieć go na oku. Musiała mieć pewność, że ciągle żyje, że oddycha, że jego serce bije. Musiała mieć też pewność, że nie jest samotny. Nieważne co sobie tam uroił, ona była zdania, że potrzebował kogoś. Cóż. Potrzebował jej, co było dość egocentryczne z jej strony, ale taka była Wallace. I naprawdę nie chciała gadać. Naprawdę. Chciała po prostu posiedzieć na dworze, czuć zimny powiew powietrza i przytulać policzek do ramienia Hoppera. Nic więcej jej nie było potrzebne do czucia się… cóż, czucia. Imari jednak jakimś cudem udało się zmusić Hoppera i do zgaszenia papierosa, i do podniesienia się z tych schodów, więc co pozostało biednej Matilde? Po prostu wstała i przeszła przez to okno i stanęła gdzieś niesamowicie blisko Willa, ale jednak odrobinę za nim. Idealnie, by mieć go ciągle na uwadze i idealnie, by czuć jego blisskość. I cóż… w tym momencie niesamowicie się cieszyła, że nie miała żadnej rodziny, bo hej! Przynajmniej Imari nie mogła jej zmusić do gadania.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-10-31, 15:21   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Istnieje tez powód dla którego zaciągnąłeś nas tutaj, inny niż to, że DOGS może nas znaleźć. Bo widzę wasze miny. I nawet nie mów, że nie bo nie jestem aż tak głupia - odfuknęła od razu, chyba chcąc go wkurzyć jeszcze bardziej. Może taki był jej cel tak naprawdę, a może zwyczajnie irytowało ją to, jak się zachowują i to, że nie ma pojęcia dlaczego?
Oh, można by im tak strzelić w łeb, żeby się ocknęli.
Sama nie wiedziała czemu ją to tak okropnie denerwuje.
- I nie mów mi, że nie chcecie o tym rozmawiać. Bo najwyraźniej COŚ się stało, a ja nawet nie wiem co miałabym zrobić, żeby jakkolwiek wam pomóc. A potem możesz iść siedzieć w deszczu, bo gdy pada nie widać jak płaczesz - dofuczała jeszcze, ale oc miała zrobić? Will był dupkiem od zawsze i jako takiego wlaśnie go znała, więc.. cóż, może i sprawiała wrażenie delikatnej dziewczynki, ale niekoniecznie taka była.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-31, 17:42   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Och, to może mnie oświecisz, skoro jesteś pieprzonym geniuszem tej rodziny - natychmiast odgryzł jej się. Nie, w tym momencie nie miał do niej ani odrobiny cierpliwości. Chciała go wkurzyć? Proszę bardzo, najwidoczniej wystarczająco długo nie widziała go wkurzonego, żeby uznać to za dobry pomysł.
Poza tym... kiedy myślał o tym jak bardzo był na nią wściekły, dochodziła kolejna rzecz, która odciągała go on tego co wydarzyło się ledwie parę godzin wcześniej, od... Tak, dużo lepiej było myśleć o tym jak irytująca była jago młodsza siostra, jak bardzo była przekonana, że te jej całe studia psychologiczne cokolwiek jej dają. Mogła je chociaż skończyć, skoro już stwierdziła, że są tak bardzo przydatne. Chyba ona by akurat od tego nie zginęła. No tak, ale to przecież ona była tą z dramatyczną przeszłością, bo źli rodzice śmieli ją wysłać do Kanady.
- Skoro jesteś tak kurewsko entuzjastycznie nastawiona do dzielenia się przeżyciami z wizji, dlaczego sama nam o swoich nie opowiesz, huh? - odpowiedział zaczepnie. Will nabierał coraz większego przekonania, że istniały tylko dwie opcje: albo wspomnienia zaczęły do niej wracać, a ona nie chciała o nich myśleć, więc była pieprzoną hipokrytką, która desperacko szukała zajęcia, a dręczenie jej starszego brata było świetną zabawą... albo to co przeżyła wcale nie było takie tragiczne. Jak miałoby być? To była Marceline, zawsze najbardziej pokrzywdzone, którą jakimś cudem omijały wszystkie tragedie życiowe. Może dlatego, że Will służył za pieprzony piorunochron swojej rodziny. Zgarniał całego ich pecha, żeby jego siostry mogły się przejmować swoim tragicznym życiem.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-10-31, 18:06   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Być może nie powinna się wtrącać w te nagłe rodzinne dramy. Kiedy to właściwie wyewaluowało w rodzinne dramy? Co właściwie powinna zrobić? Wyjść do innego pokoju, czy wtopić się w ścianę? Dziwnie się z tym wszystkim czuła. Pewnie gdyby nie fakt, że musiała się ciągle upewniać, że Hopper zaraz magicznie nie osunie się na ziemię i przestanie oddychać, po prostu by stąd wyszła. Ale w tej sytuacji, nie mogła tego zrobić.
– On wie co robi – wyrzuciła z siebie stanowczym tonem głosu, jakby chcąc dać Imari do zrozumienia, by zaufała trochę Hopperowi. Nie bez powodu ich tutaj przywiózł, to fakt. Ale Blanc przecież nie musiała znać tego powodu. Nie miało to zmienić rzeczywistości. Nie była ta informacja bez której nie można żyć. Nie miało to wyleczyć raka. Potem jednak atmosfera stawała się jeszcze bardziej napięta, bo Imari zdawała się go naumyślnie prowokować, a Wallace po prostu zaczęła wywracać oczami. Cudownie, tylko tego im brakowało. Kłótni. Bo depresja i chodzenie jak pierdolone zombie nie wystarczało. Przez krótką chwilę, kiedy Will zaczął gadać podniesionym tonem głosu, do Matilde to wszystko tak nagle powróciło. Zapach mokrego lasu, dźwięk postrzału, smak krwi… Matilde momentalnie zamknęła oczy, by wychrypieć z siebie chłodne:
– Daj mu spokój – nie zasłużył na to, by się teraz go czepiała. Ba, Wallace przecież nigdy nie przegapiłaby takiej okazji, serio. Ale to nie był dobry moment. I Imari powinna to wiedzieć.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-11-04, 23:10   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Nie martw się, nie będę odbierać ci tego tytułu, tak samo jak największego dupka w rodzinie - odpowiedziała. Tak, wkurwiała go i robiła to całkiem sprawnie zazwyczaj. Czasem trzeba było na niego nafuczeć, żeby się odezwał, a skoro działają na niego kłótnie, to trudno. Pomijając to, że na to wpadła dopiero po chwili, bo... po prostu ją wkurwiał. I ta cała sytuacja też.
I chyba trochę wyglądał jakby musiał się wykrzyczeć. Przenieść zachowania, odciągnać myśli? Analizowała na szybko, ale nie skupiała się nad tym zanadto. Próbowała tego co działało, gdy byli dziećmi.
- Nic się nie działo, Will. Absolutnie nic się nie działo. Było ładnie, miło, czysto i ciepło i na pewno nie chciała bym stamtąd wracać, gdybym mogła wybierać - podparła się pod boki - Ale widzę, że to nie jest coś, co wy widzieliście, chyba, że tak bardzo przeraża was zapach karmelowego popcornu i waty cukrowej - kto ich tam wiedział, może gotowana kukurydza albo corn dogi wywołują u nich panikę i stany bliskie katatoni?
Spojrzała na Wallace i zmarszczyła nos na moment.
- Jeśli wie, co robi to mogłby się pochwalić dlaczego, bo jego geniusz nie jest usprawiedliwieniem na każdą decyzję jaką podjął w życiu! - i pewnie niektórych żałował. Tak, jak teraz wciągnięcia Imari do struktur Bractwa, żeby mogła mu się dalej naprzykrzać, jak te kilkanaście lat temu.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-11-08, 18:23   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Myślała, że to go ruszy? Że wystarczy nazwać go dupkiem żeby się wkurzył? Och, to jak naiwna była było wręcz urocze. Miał świadomość, że bywał trudny... ale przynajmniej nie było tak ciężko z nim wytrzymać jak z Marceline. Młodsze siostry coś w sobie mają, prawda? Ten niesamowicie wkurwiający pierwiastek i chęć zrobienia wszystkiego, co choć odrobinę może utrudnić życie ich starszego rodzeństwa.
Hopper nie był w stanie powstrzymać gorzkiego uśmiechu i nie pokręcić głową, kiedy usłyszał słowa Mercy. Oczywiście. Czego innego mógł się spodziewać? To on zbierał gówno całej tej rodziny, kiedy jego młodsza siostra mogła być wielce pokrzywdzona, bo rodzice jej nie rozumieli, a jej tyraniczny brat nie pozwalał jej prowadzić tej swojej cukierkowej krainy szczęścia, udając że wcale nie żyje w kraju, gdzie tacy jak ona są mordowani.
- O cholera, skąd wiedziałaś? Chwila spokoju i bycie szczęśliwym przez pieprzone pięć minut? To mój najgorszy koszmar. Te twoje nieskończone studia psychologiczne muszą być tak kurewsko przydatne. - odpowiedział zgryźliwie. Nie, nie miał zamiaru do tego wracać, nie miał zamiaru o tym mówić. Nie teraz, nie nigdy. Przecież to się nawet naprawdę nie wydarzyło. Dlaczego mieli przejmować się czymś, co nigdy się nie stało?
I pewnie dalej by się kłócił ze swoją siostrą, gdyby Wallace... nie przyznała mu racji. To, w połączeniu z jej głosem, w jakiś sposób dziwnym, chociaż Will nie był w stanie wyjaśnić dlaczego, sprawiło że się odwrócił do niej. Miała zamknięte oczy, a po dzisiejszym, po tych wszystkich obrazach przemykających przez jego głowę... doskonale wiedział co to znaczyło.
Cholera, dlaczego o niej nie pomyślał? Nie trzeba było mieć jego pamięci, żeby mieć przed oczami to co się stało. Przecież ona umarła, to musiało zostawić na niej jakieś piętno. Powiedziała to nie twoja wina... ale to przecież nie było coś zwykłego, o czym można było zapomnieć. Musiała pamiętać jak umierała, on pamiętał jak... Nie. Nie będzie o tym teraz myślał. Wallace przeszła tak cholernie dużo, jeszcze tamto załamanie po tym jak zobaczyła jego nagrobek... Sięgnął do niej ręką.
- Trzymasz się? - spytał cicho, zupełnie ignorując swoją siostrę i całą tamtą kłótnie. Po prostu chciał... Chciał, żeby była bezpieczna, nawet jeśli teraz tylko w swojej własnej głowie.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-11-08, 20:30   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ciężko jej było tego wszystkiego słuchać. Ciężko jej było tu stać i uczestniczyć w tym czymś, co właściwie nie bardzo ją dotyczyło. Czuła się niesamowicie dziwnie z tym wszystkim. Kłótnie rodzinne, ta kochająca atmosfera. Nie powinna tu być. Nie powinna tego wszystkiego słuchać. Ale z drugiej strony co miała zrobić? Tak po prostu stąd wyjść? Pozwolić rodzinie załatwić sprawę między sobą? Huh. W tym momencie poczuła się niesamowicie samotnie. Oprócz Willa… właściwie nie miała nikogo. Nikogo, kto by się nią troszczył, nikogo kto by się na nią zamartwiał i ze złości postanowił się wydzierać, nikogo kogo obeszłaby jej śmierć. Była sama jak palec. Wallace zacisnęła usta w cienką linijkę, nie zamierzając tego komentować. Skoro musiała tutaj już być, nie zamierzała się udzielać. Niech załatwią to między sobą. Huh, chyba naprawdę musiała być w kiepskim stanie skoro nie chciała się wtrącać. Oczywiście nie mogli jej na to pozwolić, nie? Musieli się do niej zwracać. Wallace po prostu pokręciła z niedowierzaniem głową. Dlaczego Imari tak bardzo musiała wszystko wiedzieć? Czy nie znała powiedzenia: mniej wiesz, lepiej śpisz? Powinna im zaufać. Powinna zaufać własnemu bratu, który właściwie na każdym kroku narażał swój tyłek, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Nie musiała jeszcze go zmuszać do takich rzeczy. Kiedy zorientowała się, że Will do niej coś mówi, Matilde otworzyła oczy, spuszczając wzrok na jego wyciągniętą rękę. Nie musiała chyba na to odpowiadać, nie? Nie trzymała się i nic nie było w porządku. Mimo wszystko posłała mu blady uśmiech, całkiem nieśmiało łapiąc go za rękę. Dziwnie jej tak było. Przed Imari. Ale hej, wtedy sobie przypomniała, że właściwie Blanc widziała ich w dużo gorszej scenie, więc co jej tam.
– Było zajebiście, Imari. Serio. Najpierw nas wepchnęli na niesamowicie uroczy cmentarz, gdzie był nagrobek twojego brata. Wiesz, obskurny, brzydki nagrobek z datą 4 lipca. Dzień niepodległości. Właściwie jeśli się nie mylę ma to się wydarzyć za trzydzieści pięć dni.., – z każdym wypowiadanym słowem głos Wallace stawał się coraz bardziej łamiący, coraz bardziej zrozpaczony. Nieważne jak wiele sarkazmu, czy złości próbowała w to wszystko włożyć, nie umiała ukryć tego jak to wszystko cholernie ją bolało. A jej oczy samoistnie się zaszkliły. Nawet nie zdawała sobie sprawę z tego jak mocno chwyciła rękę Hoppera. – Wszędzie pachniało śmiercią, strachem, zupełnie tak jak lubimy. Ale musieliśmy uciekać bo ktoś zdecydował sobie na nas zapolować. I nawet wtedy nas nie zawiedli bo tak po prostu… – przełknęła ślinę, odwracając wzrok. Jej dolna warga mimowolnie zaczęła drżeć. Nie chciała o tym mówić. Tak bardzo nie chciała rozdrapywać ran. – Zaczęli strzelać i… – Wallace przyłożyła dłoń na swoich żebrach. – Umarłam. Koniec historii. Jak widzisz, bawiliśmy się wyśmienicie. – wyrzuciła z siebie na jednym wdechu, puszczając rękę Willa i dość szybkim kierując się do łazienki. Było jej niesamowicie niedobrze.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-11-16, 21:08   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Myślała, że to Willa doprowadzi do momentu, kiedy wywrzeszczy jej wszystko wściekły, a potem pójdzie znów za okno wypalić kolejnych kilka papierosów jeden za drugim, co właściwie byłoby dosć zrozumiałe po tym, co usłyszała.
Czy się tego spodziewała?
Nie.
To znaczy nastawiała się, że coś musiało się stać, ale mogła tylko domyślać się, że byli w takiej samej wizji jak ona, ale z kompletnie innej strony i na pewno nie mieli tego dziwnego smaku waty cukrowej wciąż na ustach. Raczej metaliczny posmak krwi.
Westchnęła, obserwując Matilde i Willa, nie opuszczała wzroku, nie było jej głupio, tego właśnie chciała - dowiedzieć się. I spodziewała się, że prawda nie będzie ładna i łatwa.
- Dziękuję - odpowiedziała cicho i cofnęła się, robiąc im miejsce. Osiągnęła co chciała, choć nie spodziewała się, że do Wallace się odezwie.
Zostawiając ich samym sobie poszła sprawdzić co u Valerie i czy ta nie potrzebuje jej pomocy.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5