Poprzedni temat «» Następny temat
Shivali & James
Autor Wiadomość
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-07-29, 13:38   Shivali & James
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali nie miała pojęcia, co mogła zrobić. Poprzedniej nocy uciekła z placówki DOGS, wcześniej ledwo unikając postrzału i podpalenia. Zostawiła tam tamtą biedną dziewczynę, zostawiła tam całą masę bezbronnych mutantów, traktowanych jak zwierzęta tylko przez to, że mieli aktywny jeden gen. Widziała co tam się działo, chociaż tego nie chcieli. Widziała tamtą chłodnię.
Ale to nie było najgorsze. Poradziłaby sobie jakoś z tym, walczyłaby o nich i o małą Lizzy. Rzecz w tym... że ona się zwyczajnie bała. Nie miała pojęcia co jej zrobią, kiedy ją złapią. Przecież uciekła, musiała być w zmowie z terrorystami. Tym razem szwedzkie obywatelstwo nie mogło jej w niczym pomóc.
Musiała jakoś wrócić do domu, gdzie nie będzie ścigana... ale jak? Miała na sobie ubrania, które dostała w tamtej placówce, kradziony samochód... i to było wszystko. Nie miała nawet głupiego telefonu, żeby po kogoś zadzwonić. Z resztą, po kogo? Wszyscy jej przyjaciele musieli się ukrywać, byli mutantami albo im pomagali, a rząd działał wobec nich coraz agresywniej. Nie miała nic, nie miała nikogo po swojej stronie, rząd na nią polował... a ona nawet do końca nie pozbierała się po śmierci Lizzy. Jak miała sobie teraz poradzić?
Dlatego, kiedy James zaproponował, żeby została te kilka dni u niego... zgodziła się, nie ważne jak lekkomyślne to było. On należał do GC, ona była mutantką, to nie mogło się dobrze skończyć dla żadnego z nich... ale czy miała jakąkolwiek inną alternatywę, kiedy poddenerwowana zapukała do jego drzwi?
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-07-29, 15:10   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


- Chyba, kurwa, zwariowałeś... - powtarzał sobie raz po razie, chodząc w kółko po swoim mieszkaniu. Na stole stała otwarta butelka whisky - opróżniona już do połowy, ale nawet to nie pomogło mu ukoić nerwów.
Z jednej strony - miał się w tej chwili za kompletnego idiotę, po co ją tutaj ściągał, przecież... Gdyby ktokolwiek się dowiedział oboje by zginęli. Z drugiej jednak... Cholera, chciał ją zobaczyć, miec ją na wyciągnięcie ręki. Nigdy wcześniej nie czuł się w taki sposób, nie był taki skołowany. Właściwie na chwilę obecną Reynolds sam nie był do końca pewien co czuje, jak nazwać to wszystko co działo się w jego głowie.
Warknął cicho pod nosem i złapał po raz kolejny za butelkę. Wlał w siebie naprawdę sporą ilość alkoholu i odstawił flaszkę na stół. Podszedł do okna, wyjrzał przez nie, ale nikogo nie dostrzegł. W tej okolicy zwykle było cicho, spokojnie, mało kto się tutaj kręcił - celowo wybrał taką lokalizację. Zaraz po tym jak się tutaj wprowadził zaczął wyrabiać sobie renomę człowieka, któremu lepiej nie wchodzić w drogę - dlatego 'sąsiedzi' omijali zarówno jego drzwi, jak i jego samego szerokim łukiem.
I dobrze - o to przecież chodziło.
Jego rozmyślania przerwał dźwięk pukania do drzwi. Wyjął pistolet ukryty w kaburze po prawej stronie pasa i wolnym krokiem ruszył w kierunku wejścia do swojego mieszkania.
Złapał za klamkę i gwałtownie otworzył, a, gdy jego spojrzenie zatrzymało się na Shivali przez moment zaniemówił.
Nigdy wcześniej jej nie widział.... Nie tak naprawdę, ale teraz, gdy ją zobaczył - był pewien, że to prawdziwa ona. Nie siedzi w jego głowie, nie jest gdzieś daleko - jest na wyciągnięcie ręki. I nie wiedzieć czemu - nie poczuł się nigdy wcześniej taki spokojny jak właśnie w tej chwili.
Szybko mu jednak minęło, ponieważ wyuczone nawyki wzięły górę nad tym dziwnym mętlikiem w głowie.
Złapał ją za ramię (oczywiście nie za mocno!) i wręcz wciągnął do swojego mieszkania, po czym przesunął ją za swoje plecy. Zrobił krok za drzwi i dalej z pistoletem w dłoni rozejrzał się po korytarzu, po czym stanął w bezruchu i zaczął nasłuchiwać. Prawdopodobnie nikt jej nie widział... Dobrze.
Odetchnął z ulgą, po czym wrócił do domu i zamknął za sobą drzwi. Ukrył pistolet w kaburze i przeniósł wzrok na dziewczynę.
Co miał jej powiedzieć? Chciałby naprawdę dużo, gdyby tylko potrafił to zrobić...
- Jesteś... Jesteś głodna? - spytał i... Do cholery jasnej, powinien chyba dostać jakiś medal za najbardziej spieprzony podryw roku.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-07-29, 16:38   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Serce podeszło jej do gardła, kiedy tylko zobaczyła jak gwałtownie otwierają się drzwi, a zaraz potem wycelowaną w siebie broń pistoletu. Odruchowo delikatnie uniosła dłonie, zanim podniosła wzrok na twarz Jamesa... która chyba doskonale mówiła co dziewczyna czuła, tę dziwną mieszankę skonfundowania i radości, że się w końcu spotkali. Jeszcze lepiej niż zwykle czuła co siedzi mu w głowie i pewnie on mógł powtórzyć tę sztuczkę w stosunku do niej, gdyby tylko wpadł na pomysł, żeby spróbować. W końcu tak działała jej moc - miała tylko niewiele większą kontrolę nad nią od ludzi, z którymi łączyła ją więź.
Ale oczywiście, to cudowne połączenie nie równało się czytaniu komuś w myślach i zgadywaniu, na co akurat tym razem wpadnie. Shivali niemal straciła równowagę, kiedy James wciągnął ją do środka. Coś zobaczył? Kogoś? Może po prostu coś usłyszał? Właśnie wpadli w kłopoty, a to wszystko miało się okazać najgorszym pomysłem ich życia? Dziewczyna próbowała coś zobaczyć, ale była nieco za niska. Odruchowo skorzystała ze swojej mocy i jego oczu żeby sprawdzić, co się dzieje, ale nie, nie zauważyła nic niepokojącego. Najwyraźniej James podobnie, bo już po chwili wrócił do środka. Shiv poczuła, jak jakiś kamień spada jej z serca, kiedy w końcu te przeklęte drzwi się zamknęły, jakoś mentalnie oddzielając ją od tamtego świata. Była bezpieczna, przynajmniej na razie.
- Tak - odpowiedziała mu po prostu na to niesamowicie prozaiczne pytanie. W końcu ostatnio jadła poprzedniego wieczora, jeszcze w siedzibie DOGS. - Przygotuję coś - zaproponowała, skoro już mu się zwalała na głowę w najmniej odpowiednim momencie, powinna przynajmniej coś od siebie dać, prawda?
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-07-31, 15:31   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Nie ma się wcale czemu dziwić, wiele osób przeraziłoby się, gdyby znaleźli się w jej sytuacji. Lufa wycelowana prosto w twarz, a zaraz za nią ten dryblas wyglądający jakby chciał zamordować każdego na swojej drodze... No, w sumie to chciał. Prawie każdego.
Czy James przeraziłby się w podobnej sytuacji? Nope, już nie raz się w takiej znalazł. Poza tym... Nie ma co oszukiwać, James niejednokrotnie myślał o śmierci, nie raz pragnął zginąć - ale nie odebrać sobie życie, co to, to nie. Nie był samobójcą, miał ich za tchórzy - chciał odejść w walce, jak przystało na wojownika.

W tej chwili jednak to wszystko straciło znaczenie, ponieważ znalazł się w towarzystwie osoby, którą tak naprawdę już dawno temu chciał zobaczyć, chciał, by była blisko - nie tak jak do tej pory. Tak naprawdę blisko.
W tej chwili stała na przeciwko niego, a on mimo tego, iż doskonale wiedział o tym, że nie powinien jej tutaj zapraszać... Czuł radość, gdzieś tam głęboko w tym jego skamieniałym sercu. Zupełnie jakby nagle znalazł brakujący fragment do układanki, którą było jego życie. Inna sprawa, że nie potrafił tego w żaden sposób wyrazić. Postanowił więc przemilczeć tą kwestię - tak, jak robił to zawsze.
W końcu był potworem, który już dawno zapomniał czym są uczucia, nie?
- Nie musisz nic przygotowywać... - mruknął nie odrywając spojrzenia od jej oczu.
... Wystarczy, że tutaj jesteś. - tego ostatniego oczywiście nie powiedział na głos, to jakaś ukryta do tej pory część jego jestestwa kazała mu to z siebie wyrzucić, ale nie zamierzał jej posłuchać.
- W lodówce masz ryż z mlekiem sojowym i z warzywami. Nie smakuje najlepiej, ale daje mnóstwo energii, nauczył mnie tego pewien żołnierz, który był z pochodzenia wietnamczykiem. Chyba, że masz ochotę na coś innego, wtedy... Nie wiem, czuj się jak u siebie. - kończąc swoją wypowiedź wzruszył ramionami, nie miał pojęcia jak się przyjmuje gości, czy coś.
Otworzył jeszcze na moment usta, jakby chciał coś dodać, ale po chwili je zamknął. Odwrócił od niej wzrok i westchnął cicho, po czym podszedł do okna po drodze łapiąc za butelkę whisky.
Otworzył okno i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, odpalił jednego za pomocą zapalniczki benzynowej i zaciągnął się kilka razy głęboko.
Przez koszulkę na ramiączka, którą miał na sobie Shiv mogła dostrzec wydostające się z pod niej tatuaże, które na chwilę obecną raczej nie powinny mieć dla niej sensu - nie widziała przecież całości. Pod nimi były wyraźnie widoczne blizny, zgrubiała skóra, niektóre pochodziły od cięć nożami, inne były po ranach postrzałowych. Nawet teraz było widać ich sporo, a to tylko niewielka część.
- Jeśli jesteś śpiąca, to masz do dyspozycji łóżko, ja... Ja i tak wolę spać na ziemi. - powiedział bardzo cicho nie odwracając się do niej. Kwestia przyzwyczajenia, łóżko miał w domu chyba tylko dlatego, że tak trzeba, wydawało mu się, że powinno się tutaj znaleźć. Osobiście wolał położyć się na podłodze z czymś pod głową.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-08-03, 23:31   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Tak, to że fizycznie tutaj była było… Dziwne? Nie, chyba nie, po prostu inne. Ciężko było to określić. I nie chodziło wcale o to, że w końcu fizycznie się spotykali, po tylu tygodniach rozmów za pomocą więzi. Czuła ją teraz dużo lepiej, wyraźniej, kiedy w końcu odległość ich nie ograniczała. Właściwie nie musiała się zastanawiać, żeby wiedzieć co miał na myśli… więc była pewna, że on musiał czuć to samo. Tak to działało, relacja dwustronna. Co dotykało ją, dotykało też jego, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy.
Więc nie musiał nic mówić. Czuła, jak się cieszył z tego spotkania mimo tego ile właśnie ryzykował, ile obydwoje ryzykowali… i tak, czuła to samo. Skinęła głową, słysząc jego zapewnienia. Mimo wszystko… I tak chciała coś zrobić. Skoro już była takim niebezpiecznym, nieproszonym gościem, chciała mu chociaż z czymkolwiek pomóc – i to fizycznie. Rozmawiać z nim mogła i z sąsiedniego miasta.
- Jestem pewna, że to wszystko, czego potrzebuję – stwierdziła, słysząc opis ryżu. Nie była pewna na ile to czuł… ale była naprawdę głodna. Przez ostatnie kilka godzin o tym nie myślała i chyba nawet udało jej się wyrzucić to z głowy, ale teraz na samą wzmiankę o jedzeniu zaczynało do niej docierać od ilu godzin nic nie jadła. W sumie to kalorie w jakiejkolwiek postaci były świetne.
Nie miała pojęcia co chciał jej powiedzieć i nie podobała jej się ta butelka… ale przecież James nie zniknie nagle w ciągu kilku minut, a ona naprawdę była głodna. Zanim zniknęła za drzwiami kuchni, rzuciła jeszcze:
- Też ci odgrzać?
Po kilku minutach wróciła z miską (albo dwoma) ciepłego ryżu. Każdy kto ją nieco lepiej znał zorientowałby się, że musiała być naprawdę głodna – nawet nie zawracała sobie głowy szukaniem i dodawaniem swojego ukochanego chili, które lądowało w jej posiłkach w jakichś niewyobrażalnych ilościach. Dziewczyna wesoło wcinała swój ryż nawet nie zawracając sobie głowy siadaniem gdzieś, kiedy dotarło do niej, że James… ciągle stał w tym samym miejscu. Och. Jak w ogóle mogła o nim zapomnieć?
- Okay – odpowiedziała kiwając głową, chociaż i tak tego nie widział. Pewnie w normalnych warunkach by protestowała przed zajmowaniem cudzego łóżka, ale tym razem po prostu była pewna, że mężczyzna mówi prawdę i i tak nie zamierzał w nim spać. Skoro tak, to jaki pożytek byłby z tego, gdyby sama wybrała kanapę?
Przez chwilę tak stała, z tą miską w dłoni wlepiając w niego wzrok – a raczej: w jego plecy. Chyba od początku zdawała sobie sprawę, że musiał mieć blizny, ale pierwszy raz widziała je na własne oczy, na dodatek – one naprawdę były własne. Nie używała w tamtym momencie więzi, to zawsze było inne wrażenie. Wracając… Wiedziała, że był na wojnie, czuła to, chociaż nie znała żadnych szczegółów. Rozumiała, że to było to, co go dręczyło i dlaczego w ogóle stwierdziła, że musi mu pomóc.
- Jak to się stało? – spytała cicho. Nawet nie była pewna o którą konkretnie bliznę pytała… ale wiedziała, że ją zrozumie. Nie była pewna czy powinna o to pytać, ale wiedziała, że zrozumie.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-08-09, 19:08   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Widywali się setki razy dzięki mocy Shiv, ale teraz tak naprawdę James zdał sobie sprawę z tego jak bardzo różniło się prawdziwe spotkanie od tego, które było możliwe dzięki ich więzi. To było zupełnie nowe doświadczenie, które jak na złość powodowało jeszcze większy mętlik w jego głowie, a trzeba zauważyć, że i bez tego wszystkiego nie był do końca normalny.
No, tak, faktycznie. Shivali odczuwała to co on, więc, gdy tylko się pojawiła w drzwiach jego mieszkania na pewno zdała sobie sprawę z tego jak się poczuł. Reynolds chyba ciągle nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie jest w stanie ukryć przed nią wszystkiego - mimo tego, że był w tym całkiem niezły. To, co ich łączyło sprawiało, że był dla niej choć częściowo otwarty. Z drugiej strony może tak było nawet lepiej? Przynajmniej nie musiał się męczyć z dobieraniem słów... Ech, no dobra - i tak kiedyś przyjdzie taki moment w którym będzie musiał jej powiedzieć wszystko co chciałby, żeby wiedziała. No, chyba, że wcześniej zginie.

- Nie. - odparł krótko, gdy dziewczyna zapytała go, czy odgrzać mu jedzenie. Ostatnio jadł niewiele, ale jakoś... Nie był głodny. Wszystko co działo się w jego życiu odbierało mu chęć do wielu rzeczy.
Shivali zniknęła na jakiś czas w kuchni, a on nie ruszył się ze swojego miejsca.
Pogrążony we własnych myślach obserwował ulicę, lustrował wzrokiem każdą przechodzącą osobę.
Z tego chwilowego zamyślenia wyrwał go dopiero dźwięk otwieranych drzwi.
Chciał się odwrócić, spojrzeć na nią, ale coś mu nie pozwoliło, więc stał tak jak ostatni buc, plecami do niej.
Nie skomentował już jej odpowiedzi dotyczącej miejsca w którym będzie spała, ponieważ zwyczajnie mu przytaknęła. I dobrze.

Gdy zadała mu następne pytanie... Och, jasne, że zrozumiał o co jej chodzi. Właściwie był to chyba pierwszy raz, gdy widziała choć część jego ciała, choć to niewiele - wystarczało, by zdać sobie sprawę z tego, że jest ich więcej.
Podniósł papierosa do ust i zaciągnął się. Wypuścił dym z płuc i przez chwilę obserwował, jak miesza się z powietrzem, po czym westchnął cicho, ledwie słyszalnie.
- Niektóre są od noża... Inne od ran postrzałowych. Raz trafiłem też w ręce wroga, wzięli mnie na przesłuchanie, oni... Mieli... Ciekawe metody na wyciąganie informacji. - przy ostatnich słowach delikatnie załamał mu się głos. Samo wspomnienie tych dni sprawiało, że blizny zaczynały go swędzieć.
Zacisnął palce na parapecie i odetchnął kilka razy głębiej.
- Te dni, które tam spędziłem, zamknięty w czterech ścianach bez światła... Myślałem wcześniej, że wiem, czym jest prawdziwy ból. Myliłem się.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-08-10, 16:13   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


To było cudowne uczucie, zapełniać w końcu swój żołądek i pewnie cokolwiek, co dałby jej James smakowałoby w tym momencie wyśmienicie. Mimo wszystko, dziewczyna oderwała się od jedzenia, Nie chciała marnować tej okazji, kiedy James w końcu zaczął się przed nią bardziej otwierać. Jedzenie mogło sobie poczekać, ale to - nie.
Dziewczyna czuła, jak mówienie o tym nie było dla niego łatwe. Wspomnienia wracały... Z resztą, to przecież była jedna z charakterystycznych cech PTSD. Powracające myśli, wspomnienia, przeżywanie tego wszystkiego na nowo, za każdym razem kiedy coś podrażni tę bliznę na psychice. Dobrze wiedziała jak to działało, nie tylko przez swoje studia i przez to ile czasu spędziła szukając informacji o tym jak mogłaby pomóc Jamesowi, ale też przez to, że sama przez to przechodziła, kiedy była dzieckiem. Zajęło jej lata, zanim krzyki przestały sprawiać, że to do niej wracało, ciągle bała się ognia. A to był tylko jeden dzień, nie całe miesiące czy lata. To nie było takie proste, żeby to po prostu zostawić za sobą.
Ale Shivali nie spodziewała się, że był kiedykolwiek torturowany. Zostawiła swój ryż na jakimś stoliku i podeszła bliżej mężczyzny, żeby w końcu delikatnie położyć mu dłoń na ramieniu. To było inne uczucie, w końcu fizycznie go dotknąć, nie używając jej mocy.
Wiedziała, że cokolwiek by powiedziała, nie miałoby odpowiedniej wagi. Tak, to było straszne, nie powinno się wydarzyć, a jej było przykro z tego powodu... ale przecież to już wiedział, prawda? Gdyby powiedziała to na głos, to by były po prostu kolejne współczujące słowa, których nie potrzebował. Zamiast tego dziewczyna po prostu stała w milczeniu, czekając czy James powie coś jeszcze, czy wystarczy mu na dziś. Nie musiał jej tego opowiadać, jeśli nie chciał... a jednak to zrobił. To naprawdę wiele znaczyło.
Pokiwała głową, kiedy usłyszała co dodał. Nigdy sama nie doświadczyła takiego bólu... ale widziała go i dobrze pamiętała.
- Ludzie zawsze myślą o bólu jak o czymś, na co można po prostu wziąć tabletkę, aż w końcu nie zobaczą jak to jest naprawdę - zaczęła cicho. - Byłam dzieckiem, kiedy w mojej dzielnicy wybuchł pożar. Dużo ludzi zmarło, ale nie chodzi o to, że po prostu przestali żyć. To nie była spokojna śmierć. Ciągle pamiętam ich krzyki.
Myślę, że zobaczenie - jakiekolwiek doświadczenie - takich rzeczy zmienia perspektywę. Zaczynasz rozumieć że to, że ten straszliwy ból i cierpienie są prawdziwe. To jest dość przerażające, kiedy uświadomisz sobie jak bezsilny jesteś wobec całego świata.

Nie wiedziała, czemu tym się dzieliła, po prostu to zrobiła. Wiedziała, że jej doświadczenia nijak mają się do tego co przeżył James, ba, to nijak miało się do tych wszystkich ludzi którzy wtedy zginęli... ale to ją w jakiś sposób ukształtowało, nawet jeśli fizycznie wyszła z tego bez szwanku.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-08-25, 17:08   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Reynolds doskonale wiedział czym jest prawdziwy głód, dlatego w pełni rozumiał jej potrzebę zaspokojenia go. Nikt, kto nie doświadczy pustego żołądka nigdy nie będzie w stanie pojąć co to tak naprawdę znaczy. No, ale mniejsza z tym - problem zażegnany, czyż nie? Miska gorącego ryżu powinna załatwić sprawę.
Pewnie, że nie było mu łatwo, gdy o tym mówił. Cholera, bardzo ciężko, on... Raczej się nie zwierzał - nigdy i nikomu. Nauczył się chować w sobie wszelkie problemy, niemalże całkowicie wyparł z siebie jakiekolwiek emocje - ale przy niej było inaczej. Sam już nie wiedział czy jest to spowodowane więzią, która łączyła ich poprzez jej moc czy też... Czymś innym? Wiedział za to na pewno, że odkąd Shivali pojawiła się w jego życiu zmieniło się absolutnie wszystko. Już nie był tym samym człowiekiem.

James wzdrygnął się delikatnie, gdy poczuł jej dłoń na swoim ramieniu, ale po chwili się rozluźnił. Ten drobny gest wiele dla niego znaczył - poza tym... Pierwszy raz czuł, że była tutaj naprawdę. Nie doświadczył wcześniej jej bliskości i w tej chwili odkrywał jak bardzo jest mu potrzebna jej obecność.
Po chwili Reynolds zrobił coś, czego nigdy by się po sobie nie spodziewał - zabrał dłoń z parapetu i położył ją na ręce Shivali. Zacisnął palce na jej dłoni i przymknął na momento oczy napawając się tą chwilą - w końcu nie wiedział kiedy następny raz zdobędzie się na coś takiego.
Żadne słowa w tej chwili nie miały tak wielkiego znaczenia, jak to, że mógł ją złapać za ręke.
Po chwili dziewczyna zaczęła mówić, gdy już skończyła James milczał przez kilka dobrych chwil. Myślał nad tym co powiedziała, aż wreszcie się odezwał:
- Do tej pory zdarza mi się słyszeć w snach krzyki ludzi, którzy umarli przy mnie, lub... Tych, którym odebrałem życie. I... Masz rację, to przerażające - ale im wcześniej zdasz sobie z tego sprawę tym lepiej. - po tych słowach zabrał dłoń z jej dłoni i odwrócił się w jej kierunku. Zajrzał jej prosto w oczy, a z racji tego, że bardzo dobrze go znała mogła dostrzec ból widoczny w jego oczach - choć prawdopodobnie nikt inny by tego nie zauważył. No, ale nikt inny nie dzielił z nim uczuć, emocji.
- Zastanawia mnie... Ciągle nie rozumiem dlaczego tu jesteś, dlaczego trwasz w tym... Jakkolwiek to nazwać, w tym wszystkim. Widziałaś moimi oczami wiele rzeczy, byłaś przy mnie, gdy robiłem to... To co robiłem. Jestem potworem, dobrze o tym wiesz - ale nie boisz się mnie. Dlaczego? Co Cię tutaj trzyma, Shiv? Co trzyma Cię przy mnie? - jeśli w tej chwili będzie w stanie poczuć to samo co on, to... Prawdopodobnie odczuje strach. Strach przed tym, że mógłby ją stracić.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-08-28, 15:58   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Nie spodziewała się, że James odwzajemni ten drobny gest, ale kiedy to zrobił, to wydawało się takie... na miejscu? Naturalne? Oczywiste? Ciężko było znaleźć słowa, które to właściwie opisywały, ale przecież nawet nie musiała szukać, prawda? Nie potrzebowali tego, a już z pewnością nie, kiedy jej moc działała. Rozumiała co czuł i pewnie dlatego ta chwila była dla niej tak istotna. Poza tym... naprawdę jej zaufał, pomimo wszystko, pomimo tego co przeszedł i pomimo, że była mutantką. To było coś wielkiego, prawda? Delikatnie przesunęła palcami pod jego dłonią. Po prostu chciała, żeby poczuł, że tu przy nim była, nigdzie się nie wybierała i mógł na nią liczyć, nie ważne co by się działo. W końcu, gdziekolwiek by była, zawsze mógł ją mieć na wyciągnięcie ręki.
Absolutnie nie przeszkadzał jej ten moment ciszy - a może lepiej byłoby powiedzieć wyciszenia? Cisza była inna, paradoksalnie głośna, zwracała na siebie uwagę. To było coś zupełnie innego, zbyt harmonijnego na to słowo. Kto by pomyślał., że coś przy nim będzie zbyt harmonijne. Może... Może faktycznie udało jej się coś zdziałać? Chyba przynajmniej była na dobrej drodze, żeby jakoś faktycznie pomóc.
Chyba wiedziała jak to jest zmagać się z takimi wspomnieniami, ale te jej przecież nie miały porównania do tych jego, prawda? To była inna sytuacja, nie tak traumatyzująca. Mimo wszystko, Shivali zazdrościła tym wszystkim ludziom, na których to nie miało wpływu. Dobrze było móc mieć zamknięte oczy na to wszystko, na tę perspektywę, na to co działo się na świcie... ale ile to było wszystko warte, kiedy żyło się w kłamstwie? Świat nie był taki piękny, miał swoje niesamowite momenty, ale więcej ludzi cierpiało, niż cieszyło się z życia. Przez tyle lat próbowała coś z tym zrobić, ale ile znaczyły jej wysiłki? Nie potrafiła pomóc nikomu w DOGS, nie potrafiła pomóc tamtej dziewczynie, którą zostawiła na pastwę losu, nawet nie potrafiła pomóc Lizzy, która była z nią połączona więzią.
Widziała, czuła ten ból Jamesa, ale czy naprawdę mogła coś z tym zrobić? Nie była w stanie sprawić, żeby to wszystko co się stało było dla niego prostsze... ale przecież musiała spróbować. Nie mogła odpuścić, bo kiedy go słuchała, jeszcze bardziej sobie uświadamiała, że to właśnie tego najbardziej potrzebował.
- James... Ludzie nie są potworami - powiedziała cicho. - Każdy człowiek, cokolwiek robi, robi to przez swoje pragnienia, wartości, motywacje. I kiedy naprawdę je zrozumiesz... Zobaczysz dokładnie to samo w swoim sercu. Jeżeli potrafisz zrozumieć innych, nie potrafisz nienawidzić. Nie zgadzać się, być wściekłym... ale nie nienawidzić - kontynuowała. - A ty, James... Ty potrzebujesz kogoś, kto pokaże ci, że nie jesteś taki zły, za jakiego się uważasz. I myślę, że ja mogę to zrobić.
Nie zamierzała nigdzie odchodzić. Zostanie, tak długo, jak będzie jej potrzebował i z pewnością mógł poczuć tę jej pewność.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-08-31, 17:08   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


On sam nie przypuszczałby, że zdobędzie się na coś takiego. Nie pomyślałby, że znajdzie się na tym świecie osoba, którą tak zwyczajnie będzie chciał potrzymać za ręke - nic więcej. Wcześniej każda kobieta, którą spotkał w życiu była... Cóż, służyła mu tylko i wyłącznie do zaspokojenia żądzy, swoich potrzeb. W tej chwili było jednak inaczej, zupełnie inaczej. Na chwilę obecną taki prosty gest był wszystkim czego potrzebował i jemu również wydał się zupełnie na miejscu.

Odnalazł spojrzeniem jej oczy i całkowicie w nich zatonął odnajdując w nich spokój, ukojenie. Od wielu lat nie czuł się tak dobrze, od wielu lat nie mógł pozwolić sobie na olanie wszelkich kwestii, które go dręczyły. W tej chwili one gdzieś odeszły i nie liczyło się nic poza Shivali. Każda chwila w jej towarzystwie była cenniejsza niż złoto, a teraz, gdy była tu naprawdę... Czuł, że nie może pozwolić na to, by kiedykolwiek zapragnęła odejść. Potrzebował jej jak nikogo. To wszystko docierało do niego w tak gwałtowny sposób, że ciężko było ogarnąć mu ten mętlik, który powstał w jego głowie. A przecież ona też to odczuwała... No, tak to jest, jak się próbuje w jakikolwiek sposób związać swój los z kompletnym świrem.

To prawda - Shivali nie mogła sprawić, że zapomni o tym wszystkim co zrobił, co go spotkało... Ale nie musiała. Przy niej te straszne wspomnienia nie ginęły, ale... Traciły moc, ból stawał się o wiele mniejszy, poza tym... Zastępowała tą straszną przyszłość czymś nowym - lepszym.
- Mylisz się. Są ludzie, którzy po prostu rodzą się źli. Ja... Nie wiem kim jestem, a co dopiero jakie są moje motywacje, wartości, czy pragnienia. Nienawiść... - odwrócił na moment wzrok, po tym ostatnim słowie, które wydostało się z jego ust. Zastanowił się przez krótką chwilę, po czym ponownie zajrzał jej prosto w oczy.
- Przez całe życie myślałem, że nienawidzę mutantów, ale... To nie prawda. Wiem za to na pewno, że nienawidzę siebie. Jeśli ktoś ma mnie tego oduczyć, pokazać mi, że może być inaczej to... - po raz kolejny odwrócił od niej wzrok, wbił go w podłogę, zupełnie jakby znalazł tam coś bardzo interesującego.
- To możesz być tylko Ty.. - dodał szeptem, wręcz ledwo słyszalnie.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-09-03, 22:16   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Tak, Shivali bez problemu była w stanie poczuć, co się działo w jego sercu. Właściwie, to zwracała na to uwagę bardziej niż na to, co działo się w jej sercu. Widziała jak James próbował zrozumieć cały ten mentlik, ale przecież nie musiał, prawda? Emocji nie trzeba były organizować, nie trzeba było ich w ogóle nazywać. Słowa były dobre do komunikacji wśród zwykłych ludzi, ale we własnej głowie czy przy kimś, z kim dzieliło się jaźń - zupełnie niepotrzebne. Shivali sięgnęła głębiej do umysłu Jamesa, próbując mu pokazać, że wcale nie musi stać pośrodku tego potoku, walcząc z nurtem i szukając jakichś wyjaśnień. Wystarczyło tylko płynąć z prądem, pozwolić się sobie w tym zanurzyć. Zobaczyć, dokąd to wszystko prowadzi… i dopiero potem próbować zrozumieć co z tego wynika.
Sięgnęła palcami do jego twarzy. To było zawsze było równie niesamowite, tak jak teraz, kiedy czuła na jego policzku swoją dłoń, delikatny dotyk. Chciała tej odrobiny bliskości, ale chciała też mu jakoś z tym wszystkim pomóc. Wiedziała, że nie zrobi tego za niego, sam musiał się z tym uporać… ale mogła być tutaj dla niego.
I chyba to w jakiś sposób pomagało, bo czuła, że było mu lżej. Jeśli tak miało być za każdym razem kiedy przy nim była, to warto było ryzykować… Jakkolwiek miało się to dla nich skończyć. W końcu ona była mutantką poszukiwaną przez DOGS, a on pracował dla GC. Gdyby tylko ktoś się o tym dowiedział… Nie chodziło o to, że ona miałaby kłopoty. Obydwoje by je mieli, i to naprawdę poważne.
- Może masz rację. Ciągle próbuję zrozumieć świat… Ale jeśli tak wygląda, nie chcę go rozumieć. Wolę żyć w pięknym kłamstwie niż w rzeczywistości, gdzie nawet nie możesz zdecydować kim chcesz być.
Bo przecież tym było rodzenie się złym. Jaka istota w ogóle chciałaby być zła, żyć i występować przeciwko życiu? A jeśli to kogoś nie obchodziło… to chyba było jeszcze straszniejsze. Gdzieś w głębi serca to musiało mieć znaczenie.
- I nie mam zamiaru cię zawieść - odpowiedziała mu cicho. - Znajdziemy sposób jak cię z tego wyciągnąć. Obiecuję ci.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-09-04, 16:21   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Właściwie to, że Shivali odczuwała jego emocje (i na odwrót) czasem było dość przydatne - nie musiał jej tłumaczyć tego co czuł, ale... Cholera, ta więź w pewnych momentach bywała dla niego jak przekleństwo. Był dla niej w wielu kwestiach jak otwarta księga - a przecież zwykle zamykał się na wszystkich, był jedną wielką tajemnicą.
Jasne, gdyby to było takie proste bardzo chętnie przestał by to wszystko rozkminiać. Dałby się porwać temu, co siedziało w jego sercu, ale... Chyba tak nie potrafił. A może potrafił, ale nie chciał jej ranić? Przecież w tym właśnie był najlepszy - w ranieniu innych - zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
James wziął głębszy oddech, gdy poczuł jej dłoń na swoim policzku. Jak dla niego ta chwila mogła by trwać wiecznie. Szkoda tylko, że to niemożliwe.

Pewnie, że było mu lżej. Było mu przy niej dużo lepiej, wszystko wydawało się jakieś łatwiejsze. Natomiast gdy znikała, gdy nie czuł jej obecności... Wracał do szarej rzeczywistości, która bez niej nagle traciła sens.
Bywały chwile w których przeklinał dzień w którym pierwszy raz ją ujrzał - oczywiście w swojej głowie. Od tamtej pory stał się kimś innym, zaczął za dużo rozmyślać nad swoim życiem... Ale trwało to przeważnie tylko parę sekund, ponieważ dawała mu więcej szczęścia niż mogła sobie wyobrazić.
- Jeśli chodzi o mnie... Albo krzywdzisz, albo jesteś krzywdzona. Tak uważam. Ten ogrom bólu, który widziałem, cierpienie... Te hektolitry krwi, które przelałem... To utwierdziło mnie w przekonaniu, że świat to jedno wielkie pole bitwy. Wojna trwa cały czas - nawet teraz, gdy stamtąd wróciłem każdego dnia muszę walczyć. I wiem, że będę do tego zmuszany przez resztę życia, tacy jak ja... Takim jak ja nie zapomina się tego co zrobiłem. Dopóki będę walczył dla rządu dadzą mi spokój, lecz, gdy to porzucę... Możliwe, że wydam im się zbyt niebezpieczny. Ale... Nie rozmawiajmy już o tym. - zakończył szeptem i podniósł wzrok na jej oczy.
- Wiem, że mnie nie zawiedziesz, ja... Chyba ufam Ci w tej chwili bardziej niż samemu sobie i... Dziękuję. Za wszystko. - jego głos się łamał, nie przychodziło mu z łatwością mówienie o tym wszystkim.
Następnie przysunął się do niej i... Musnął wargami jej usta, trwało to zaledwie sekundę, może dwie, po czym spuścił wzrok na ziemię.
- Ja... Przepraszam, nie wiem, poczułem, że... Że tego chcę.. - wymamrotał niewyraźnie i pokręcił głową karcąc sam siebie w myślach za to, co przed chwilą zrobił.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-09-06, 22:31   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Jeżeli się zmieniał... to dobrze. Zmiany były dobre, chociaż czasami bolesne. Ale James musiał jakoś z tego wyjść, nauczyć się żyć. Możliwe że pierwszy raz w ogóle. Wygodnie było niczego nie zmieniać i zostać w swojej strefie komfortu, ale z czasem to przynosiło coraz więcej problemów. Cały świat się zmieniał, sytuacje w których się znajdowali się zmieniały i gdzieś tam głęboko w nich samych też się coś zmieniało, nawet jeśli próbowali udawać że to nieprawda.
Nie podobało jej się to co powiedział James o tym prostym, czarno-białym podziale świata i to pewnie dlatego powiedziała:
- Nie wierzę w to - ale kiedy usłyszała swój głos, zdała sobie sprawę, że to nie była prawda. James pewnie też mógł wyczuć, że nie było w tym tyle przekonania ile dziewczyna by chciała. - Nie chcę w to wierzyć. Musi być coś więcej - dodała. W końcu jakoś ta cywilizacja musiała powstać. To nie mogłaby być tylko walka o to, kto będzie miał lepiej. Jakoś musiało powstać społeczeństwo. Ludzie musieli współpracować, móc się jednoczyć... ale to wcale tak nie wyglądało.
Tylko uśmiechnęła się delikatnie, kiedy James jej podziękował. Nie musiał tego robić. To było coś, co powinna była zrobić mając taką moc i widząc kogoś takiego jak on. To było naprawdę niesamowite, że udało im się mimo wszystko dograć i obydwoje sobie zaufali. Chyba nie powinni... ale przecież, w pewien sposób, znali się na wylot. Wyczuliby podstęp.
Ale ostatnie, czego się spodziewała, to że James ją w tamtym momencie pocałuje. A przecież doskonale o tym wszystkim wiedziała, prawda? Przecież doskonale wiedziała, co on do niej czuł... i chyba wiedziała, że chciała tego pocałunku. James próbował wybąkać jakieś przeprosiny, ale to było tak niepotrzebne... Po prostu zarzuciła mu ręce na szyję, zanim go pocałowała.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-09-08, 14:56   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


No nie wiem czy tak dobrze. Reynolds nie przepadał za zmianami, szczególnie jeśli mowa o jego osobie. Chociaż... Właściwie to dość pokręcone. W pewnym sensie chciałby się zmienić, ale nie był pewien czy powinien. W tej chwili pozbawiony uczuć (przynajmniej tak było przed poznaniem Shivali) dawał sobie radę z tym całym syfem. Gdyby wpuścił do swojego serca to wszystko przed czym ukrywał się od wielu lat... Możliwe, że stał by się miękki - a tego nie chciał. Smutna prawda była taka, że musiał być twardym skurwysynem - inaczej dawno leżał by pochowany w jakimś lesie, lub rowie.

James słysząc jej słowa wiedział od razu, że nie jest ich pewna. To było słychać, poza tym poczuł to zupełnie tak, jakby on sam nie był czegoś pewien. No, ciekawa ta ich więź, ale przecież nie o tym mowa.
- Nie ma nic więcej, Shivali. Jest... Jest jak jest. Trzeba nauczyć się z tym żyć. Prawie każdy jest potworem dla kogoś innego, ludzie krzywdzą - mają to w naturze. - odparł obojętnym tonem, jednak odruchowo przesunął wolną dłonią po swoim boku - a konkretnie po jednej z jego paskudnych blizn. Pokręcił głową, nie chciał wpuścić do swojej głowy wspomnień. Najchętniej zapomniał by o tym jak go zniszczyli, on... Nie było w nim takiej ząstki, która nie zostałaby złamana, nie zrosła się krzywo i nie stała się przez to mocniejsza. Oglądając się w lustrze zdawał sobie za każdym razem sprawę z tego kim naprawdę jest - potworem. Gorszym od tych wszystkich, które spotykał na swojej drodze.
Po chwili jednak te wszystkie przemyślenia przestały być istotne, ponieważ Shivali uśmiechnęła się, a był to najpiękniejszy widok pod słońcem - w jego mniemaniu oczywiście. Gdyby mógł chętnie przelałby jej uśmiech do butelki i upijał się nim codziennie... I to go właśnie przerażało.

Myślał, że się od niego odsunie, gdy ją pocałował, nawet był przygotowany na to, że go ochrzani, ale nie marzył nawet o odwzajemnieniu pocałunku. Jednak stało się, objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, gdy poczuł jej ciepłe wargi na swoich ustach. Pogłębił pocałunek, poczuł się jakby... Jakby czekał na to przez całe życie i to, że teraz stali u niego w mieszkaniu i całowali się było czymś, co powinno się wydarzyć już dawno temu. Czymś oczywistym, naturalnym - to było coś czego pragnął... Nie, nie pragnął. Potrzebował tego. Potrzebował jak spragniony picia, potrzebował jej.
Delikatnie przesunął palcami po jej plecach nie przerywając pocałunków - nie chciał tego przerywać, chciał by ta chwila trwała wiecznie. Oboje jednak wiedzieli dobrze, że to niemożliwe.
Swoją drogą - jeśli Shiv teraz odczuwa emocje kłębiące się w małej główce Reynoldsa to bardzo jej współczuje. Coś jak huragan, czy inne tornado.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-09-09, 04:18   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Pewnie gdyby Shivali potrafiła czytać w myślach, powiedziałaby mu, że radzenie sobie z problemem nie polegało na ignorowaniu go, a właśnie to robił, nie dopuszczając do siebie emocji. To nigdy nie mogło się dobrze skończyć, one się nawarstwiały i, w końcu, przytłaczały człowieka albo sprawiały że wybuchał. Ale cóż, Shiv nie była w stanie wyczuć tego, przynajmniej nie większości. W końcu jej mocą nie była obustronna telepatia, w pewnym sensie, to było nawet coś więcej, skoro dosłownie była w stanie znaleźć się w cudzej skórze. Prędzej czy później, wszystkie słowa staną się dla nich bez znaczenia.

I mimo tego wszystkiego, co dziewczyna przeszła w ostatnim miesiącu... Po prostu nie mogła się z tym zgodzić. Zawsze wierzyła, że w tym wszystkim jest coś magicznego, wola Losu czy obecność jakiegoś boga. To nie mogło być z samej swojej natury złe. Nikt nie chciałby tworzyć czegoś złego... A jednak, Shivali nie miała żadnych argumentów. Co mogła powiedzieć? Że ludzie czasami bezinteresownie pomagają innym ludziom? A co poza czasami? Była skończoną hipokrytką. Przecież sama, poprzedniego dnia, zostawiła tamtą dziewczynę w siedzibie DOGS. Zostawiła tam całą masę mutantów, a sama... uciekła. Powinna była coś zrobić. Przecież po to została w Stanach, żeby coś zrobić. Tymczasem, nie dała rady pomóc chociaż jednej osobie.
A poza tymi wszystkimi rozmyśleniami... czuła, jak to wpływało na Jamesa. Nie chciała już kontynuować tematu, ich dwójce wystarczy jak na jeden dzień.

Dopiero kiedy James objął ją podczas pocałunku, zrozumiała, jak bardzo potrzebowała chwili bliskości. Pozwolić sobie zatopić się w czyichś ramionach, poczuć się bezpiecznie... bo, mimo tego wszystkiego, właśnie tak się przy nim czuła, w jego ramionach, czule muskając jego wargi. Bezpiecznie.
I tak, Shivali oczywiście czuła ten jego mętlik głowie, ale mimo tego, ciągle czuła się spokojna. Pewnie gdyby chciała, mogłaby się od tego odciąć... Ale dlaczego miałaby się od niego odcinać? Zamiast tego, dziewczyna zaczęła delikatnie próbować sięgać do jego zmysłów. Po prostu, chciała poczuć to co on i chciała, żeby on zaczął czuć to co ona.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5