Poprzedni temat «» Następny temat
Mortimer Folchart
Autor Wiadomość
Mortimer Folchart



Death is salvation, not punishment.

.

.





name:

Mortimer Folchart

alias:
Doktor Śmierć, Mort

Wysłany: 2018-08-28, 00:55   Mortimer Folchart

Mortimer Folchart
urodzony w Vancouver 25 grudnia 1986 roku, mieszka w Seattle od roku, przynależy do Genetically Clean, piastuje stanowisko konsultanta naukowego, wizerunku użycza Tom Hiddleston
historia



Czy wiecie co cechuje psychopatę? Potrafilibyście rozpoznać go w tłumie? Wiecie jak odróżnić psychopatę od socjopaty? Tak myślałem. A czy wiecie, że socjopaci to ponad 4% naszego społeczeństwa? To odsetek czterokrotnie większy, niż osób chorych na schizofrenię paranoidalną a jednak o socjopatach prawie nigdy nie słyszymy. Dlaczego? Bo socjopaci nie są głośni, nie zwracają na siebie uwagi. W pracy zawsze są na czas, jako znajomi nigdy nie zaniedbują spotkań towarzystkich, nie dlatego że lubią pracę czy spotkania, ale dlatego że ci którzy przetrwali do dorosłości, nauczyli się idealnie udawać normalnego człowieka. Co ciekawe statystyki te robione są tylko na dorosłych, więc nikt nie wie ilu potencjalnych socjopatów nie przeżywa wieku dziecięcego.
Czteroletni chłopiec siedział na podłodze w salonie, oglądając bajki na zupełnie nowym telewizorze. Jego mlodszy o dwa lata brat bawił się samochodami obok niego, również zerkając kątem oka na ekran. Pomieszczenie urządone było z klasą – choć pan domu musiał zarabiać całkiem godziwe pieniądze, trudno było tam szukać przesady i kiczu.
- Chłopcy, obiad! - rozległo się wołanie z kuchni, na które obaj wstali z podłogi i pobiegli do kuchni, dyskretnie przepychając się i poszturchując. Usiedli przy stole, a ich uśmiechy zbledły widocznie. Blondwłosa kobieta o idealnej talii, ubrana w schludną sukienkę za kolano podawała właśnie na stół pieczeń, kiedy do pomieszczenia wszedł Pan Domu.
Mortimer wbił wzrok w swój talerz, a dłonie położył idealnie równo wzdłuż kolan. Elijah siedział w swoim dziecięcym foteliku i jak to dziecko, gadał coś do siebie, ale też instynktownie unikał wzroku Pana Domu. Usiadł on u szczytu stołu, dopiero potem miejsce zajęła Eleanor. Wspólnie z Mortimerem odmówili modlitwę dziękczynną, poświecając ten posiłek Panu. Ponieważ, oprócz Pana Domu był jeszcze Pan Krzyża, który spoglądał na Morta ze ściany w każdym pokoju. Zakrwawiony, z twarzą wykrzywioną w bólu, przypominał chłopcu że życie to cierpienie. Potem Eleanor poderwała się natychmiast z krzesła i nalała mężowi i dzieciom zupę. Czterolatek był już na tyle duży, żeby sam mógł jeść zupę, podczas gdy kobieta karmiła cierpliwie jego młodszego brata. Posiłek upływał w ciszy, dopóki Elijah nagle nie zakrztusił się i nie opluł kluskami siebie, stolika i matki.
- Uważaj na niego kurwa. – odezwał się Pan Domu, pozornie zupełnie spokojny.
- Tak kochanie, oczywiście, przepraszam. – wypaliła natychmiast kobieta, jak formułkę. To jednak nie wystarczyło, bo Elijah postanowił rozpłakać się. Mortimer, któremu już przed chwilą serce podeszło do gardła teraz mimowolnie syknął do brata: „Zamknij się gówniarzu.”
Jego głos był przyciszony, ale niestety Pan Domu usłyszał go przez szloch dziecka.
– WSTAŃ! – padła ostra komenda, która niczym nóż ucięła płacze chłopca i zmroziła krew w żyłach Mortimera. Posłusznie wstał, odkładając łyżkę i mimowolnie trzęsąc się ze strachu.
- Podejdź tutaj. – warknął Pan Domu. - Szybciej kurwa! – dodał, łapiąc go za ramię kiedy tylko był w zasięgu jego rąk i brutalną siłą zmuszając do opadnięcia na kolana. Zarówno Eleanor jak Elijah patrzyli na ten spektakl w milczeniu.
- Jak ty się wyrażasz, w obecności swojej matki, mały jebańcu?! – warknął mężczyzna, opluwając chłopca przy okazji śliną i rosołem. Mortimer trząsł się już cały, pochlipując cicho.
– Przepraszam… Przepraszam ojcze… – wydukał, w myślach szukając jakichkolwiek słów, które uspokoiły by tyrana, którego nazywał ojcem. - Przyjdziesz mi przeczytać bajkę na dobranoc wieczorem? – zapytał, jąkając się co drugie słowo. Bał się „czytania bajki”, bo było bolesne i upokarzające, ale jeszcze bardziej bał się alternatywy na którą mógł wpaść ojciec.
- Och, możesz być pewny że przyjdę. Jak widać twoja morda i tak do niczego lepszego się nie nadaje, z takim słownictwem. – Mężczyzna popchnął go, tak że chłopiec upadł na podłogę, ale pomimo bólu czuł tylko ulgę. Był poza zasięgiem jego rąk. Był bezpieczny. - A teraz skończ posiłek.

***
Why live a life
That's painted with pity
And sadness and strife
Why dream a dream
That's tainted with trouble
And less than it seems
***

Dwudziesty trzeci października na zawsze zapisał się w pamięci Mortimera. Był to rok 1993, Dallas Cowboys wygrali Superbowl, co bardzo cieszyło Pana Domu. Potem jednak przyszło bardzo parszywe lato, a połowę upraw dostawców jego przetwórni owoców pochłonęła choroba. To z kolei wprawiło go w bardzo zły nastrój, więc zarówno Mortimer jak i Elijah większość dnia spędzali na dworze, bawiąc się z innymi dziećmi z osiedla. Ich matka niestety nie mogła korzystać z ładnej pogody, bo ojciec wziąwszy „urlop wypoczynkowy” powziął sobie za punkt honoru by uczynić z jej życia piekło. Oczywiście chłopiec ani jego brat nie mogli tego wiedzieć, tak jak nie dostrzegli u swojej matki ciężkiej depresji, pogłębiającej się anemii i ogólnie podupadającego zdrowia. Eleanor zresztą ukrywała swój stan przed dziećmi jak tylko mogła. Dopóki mogła.
Dwudziestego trzeciego października, siedmioletni wówczas Mortimer znalazł swoją matkę po powrocie ze szkoły. Nie odeszła za pomocą tabletek, nie udusiła się, to byłaby dla niej zbyt spokojna śmierć. Pani Folchart nożem kuchennym podcięła sobie żyły na obu rękach, po czym kontynuowała przygotowywanie rodzinnego obiadu. Krwi w kuchni było tak wiele, że Mortimer z początku myślał że to farba, że ktoś malował ściany i nieopatrznie przewrócił wiaderko. Przeszło mu nawet przez myśl, że ojciec zabije matkę za taki bałagan… A potem zobaczył jej ciało.
Krzyczał jeszcze na długo po tym, jak z domu obok zaalarmowana przybiegła sąsiadka i podobno dopiero pojawienie się ojca uciszyło jego szloch. I choć nie powiedział tego nikomu dorosłemu, a nawet nie potrafił wtedy tego wytłumaczyć to jego krzyk nie był wywołany bólem po stracie matki, tylko strachem. Bo teraz on i mały Eli zostali z ojcem zupełnie sami. I nie było już nikogo na tym świecie, kto mógłby ich przed nim obronić.
To był pierwszy moment zwrotny, w życiu chłopca. Sam, bez obrony, musiał jakoś radzić sobie z agresją ojca i własną, narastającą złością. Co więcej, wtedy też zaczęła się jego chorobliwa fascynacja śmiercią a emocje po prostu przestały pojawiać się w nim w normalny sposób. Był złamany, pogruchotany psychicznie i nikt tego nie rozumiał, bo teraz łatwiej niż kiedykolwiek, przychodziło mu utrzymanie fasady spokojnego, smutnego chłopca przed światem zewnętrznym.
Dwudziestego dziewiątego października Timmy Gordon z sąsiedztwa pokazał im myszkę, którą dostał od rodziców. Zostawił klatkę kiedy wszyscy pobiegli poczęstować się kanapkami, a gdy wrócił Mortimer skruszony oznajmił że chciał się pobawić ze zwierzątkiem, ale ono uciekło. Awanturę szybko załagodzono obietnicą ponownej wizyty w sklepie, a wieczorem Mort przez długi czas przyglądał się zwierzątku uwięzionemu w szczelnie dokręconym szklanym słoiku, stojącym na blacie w szopie na narzędzia. Ta szopa stała się jego azylem, a myszka jego pierwszym obiektem badawczym. Chłopiec bowiem zapragnął się dowiedzieć, jak długo wytrzyma w słoiku bez powietrza. Po wszystkim zakopał ją na tyłach szopy w płytkim, bezimiennym grobiku.
***
After the lights go out on you
After your worthless life is through
I will remember how you scream
I can't afford to care
I can't afford to care
***

Kolejne lata do tej pory są dla Mortimera wspomnieniami, których nie lubi wyciągać z pamięci. Był coraz bardziej odcięty od świata, coraz bardziej skupiony na swoich własnych „eksperymentach” i coraz mniej poczytalny. Jedyną osobą, o którą jeszcze dbał był Elijah. Chłopiec ufał mu bezgranicznie, a on nie raz zbierał cięgi od ojca za ich oboje. Pan Domu, już pół roku po śmierci żony sprowadził sobie do domu nową kobietę. Co więcej, pomimo tego że bił chłopców na porządku dziennym, nigdy nie podniósł ręki na Jane. W ten sposób upłynęły trzy lata, zbyt bolesne by je tutaj opisywać.
Gdy Mortimer miał dziesięć lat, dokonał swego rodzaju przełomu, przeszczepiając w swoim małym „laboratorium” skrzydła wrony szczurowi. Zwierzę oczywiście wykrwawiło się po kilku godzinach, ale w jego oczach podrygi skrzydeł oznaczały, że ma ono w nich czucie. Tak rozpoczął swoje badania nad hybrydami i mutacją.
W szkole uczył się dobrze, nie wybitnie ale na tyle dobrze by nikt nie miał do niego zastrzeżeń. W domu, razem z Elijahem pochłaniali wypożyczone z biblioteki miejskiej książki fantasy, encyklopedie i podręczniki biologii. Wszystko, co mogłoby zająć jakoś ich umysły (które do przeciętnych nie należały) czymkolwiek poza miernotą życia codziennego.
W wakacje kiedy Mort miał 15 lat, nastąpił kolejny punkt zwrotny w jego życiu. Miał już wtedy dwójkę przyrodniego rodzeństwa, w wieku 6 i 4 lat. Wszystko zaczęło się pewnego spokojnego sobotniego popołudnia. Pan Domu o dziwo miał lepszy dzień, więc rozpalił grilla w ogrodzie, dwójka młodych Jane bawiła się na ogrodzie, Elijah czytał książkę a Mort jak zwykle siedział na tarasie i po prostu wszystkich obserwował. Zaczęło się od tego, że sześcioletni Connor postanowił oblać czytającego książkę brata wodą z węża ogrodowego. Elijah wściekł się i zanim pomyślał co robi – popchnął chłopca, który upadł tak niefortunnie że rozbił sobie łuk brwiowy o płytki na tarasie. Krwi, jak to przy obrażeniach głowy, było bardzo dużo, pomimo relatywnie małej szkodliwości urazu. I kiedy Jane zabrała syna do łazienki, jednocześnie dzwoniąc na pogotowie, Pan Domu rzucił się z furią na Elijaha uderzając go trzymanym w ręce, rozgrzanym do czerwoności, pogrzebaczem, w każdą część ciała w jaką był w stanie trafić. Mortimer próbował ojca odciągnąć, ale nadal nie miał siły by pokonać rosłego mężczyznę. Dopiero kiedy Jane zawołała, żeby natychmiast brał samochód i wiózł ją z chłopcem na pogotowie mężczyzna oprzytomniał. Zostawił swoich synów na tarasie i gdyby nie Mortimer, który z telefonu domowego wezwał karetkę, jego brat z pewnością by tego nie przeżył.
Ponieważ Mort uznał, że nie może dalej kłamać i kryć ojca, opowiedział w szpitalu o wszystkim miłej pielęgniarce, która zapewniła go, że teraz „wszystko będzie dobrze”. Oględziny ciał obu chłopców na policji ujawniły widoczne blizny na wszystkich częściach ciała, powstałe wskutek uderzeń tępymi jak i ostrymi narzędziami, gaszenia na ciele papierosów, uderzeń paskiem, obwiązywania kostek i nadgarstków liną, a także dwa ukryte i zrośnięte złamania żeber u Mortimera i liczne rozległe złamania i oparzenia u Elijaha. Chłopcy zostali umieszczeni w domu dziecka, jako że ani matka ich matki, ani rodzina ze strony ojca nie wyrazili chęci podjęcia opieki nad 15 i 13 latkiem po przejściach.
Z jednej strony było to wybawienie od tyranii ojca, nowe życie z którym obaj nie bardzo nawet wiedzieli co mogą zrobić. Z drugiej, przez stały nadzór w „bidulu” Mortimer dopiero pół roku po tym wydarzeniu był gotowy na pierwszy „duży eksperyment” w swoim życiu.
Do dzisiaj pamięta ten wieczór ze szczegółami. Nigdy jednak nikomu o nich nie powiedział, nawet młodszemu bratu. Zabił ojca i podpalił dom. Jak mu się to udało? Z jego perspektywy było to wręcz dziecinnie proste. Obserwował uważnie aktywność macochy na profilach społecznościowych, dzięki czemu wiedział że planuje wyjazd na wczasy do matki na wieś z dziećmi. Wiedział, że jego ojciec korzystając z samotności popije sobie, więc tego wieczora czekał w szopie tak długo, aż się ściemniło. Zajrzał przez kuchenne okno do domu i zgodnie z przypuszczeniami ujrzał ojca śpiącego w fotelu przed telewizorem, zaś w okół niego walały się puste butelki po piwie i wódce. Wtedy wystarczyło użyć zapasowego klucza, od wieków zostawianego pod doniczką, wejść do domu i przywiązać ojca taśmą do fotela. Szczegóły są dosyć krwawe, dość że po skończeniu "zabawy" z ojcem, posprzątał po sobie i postanowił do końca zatrzeć ślady. Wszystko wyglądało jak nieszczęśliwy wypadek. Żelazko pozostawione na desce, odkręcony kurek z gazem. Wybuch doszczętnie spopielił większą część domu, i nikt nie dopatrzył się w tym celowego działania. Tak, Mortimer oszczędził swoją beznadziejną macochę i jej dzieci. Nie był w stanie zabić dzieci. Nie wtedy.
Mało wspomnień ma tak wyraźnych, jak widok skatowanej twarzy ojca i jego oczu błagających o litość. Nic wcześniej w jego życiu tak go nie ucieszyło. Wtedy też zrozumiał, że jeśli nie znajdzie miejsca które pozwoli mu dać upust swoim zapędom, w końcu wpadnie.
***
There's something inside me that pulls beneath the surface
Consuming, confusing
This lack of self-control I fear is never ending
Controlling, I can't seem
***

Dwa lata później u Elijaha obudziła się moc. To dało Mortimerowi okazję, by odkryć zupełnie nowe pole badań. Na początku był dla brata delikatny, wszystko robił za jego pozwoleniem. Jakimś cudem udało im się utrzymać to w tajemnicy przed całym światem, aż do ukończenia przez starszego z braci 18 lat. Wtedy opuścił on dom dziecka, obiecując że za dwa lata Elijah dołączy do niego w ich nowym domu, a tymczasem Mortimer podjął studia na wydziale biochemii.
Już po pierwszym roku, do drzwi jego pokoju w akademiku zapukała schludnie ubrana, atrakcyjna kobieta w okularach. Przedstawiła się jako Cynthia i zaproponowała mu współpracę z jej pracodawcą, który jest wielkim fanem teorii wysnuwanych przez Morta na blogu www.mutantsamongus.com. Oznajmiła, że chętnie sfinansuje w pełni edukację chłopaka,a także wypłaci mu sowite wynagrodzenie w zamian za pomoc przy „ściśle tajnych badaniach”. Mort zgodził się chętnie i tak zaczęła się jego kariera w Alter Genetics, (lub w skrócie AlterGen).
Zaczynali raczej niepozornie, od obskurnego bunkra wraz z podziemnym laboratorium i kilkoma izolatkami, wybudowanego z pieniędzy rodowych lorda Smith. Elijah był Obiektem 01, sprowadzony przez Mortimera z domu dziecka, uwięziony, zdegradowany, nigdy jednak nie przestał wierzyć w starszego brata. Co więcej, po odpowiednim warunkowaniu kognitywnym przestał być trzymany w zamknięciu a zaczął towarzyszyć Mortimerowi jako jego osobisty ochroniarz. Milczący, w pełni oddany i śmiertelnie niebezpieczny. Po nim zaczęli „przybywać” kolejni i kolejni. Zwykle udało im się zgarnąć dwóch lub trzech rocznie. Kiedy wyniki ich eksperymentów zaczęły przynosić wymierne zyski, powiększyli siedzibę i zatrudnili dodatkowy personel. I wszystko szło im naprawdę dobrze, aż do felernego zamachu z 2014 i następującemu po nim przejęciu wszelkich prywatnych firm badających mutacje przez rząd. Tylko dzięki niezwykłej intuicji obu mężczyzn udało im się ocalić większość badań i obiektów, przekazując DOGS jedynie nic nie warte skrawki i „wyeksploatowane” obiekty. Zeszli do podziemia, jednocześnie jednak zdając sobie sprawę, że nie będą mogli w nieskończoność finansować całego przedsięwzięcia z własnej kieszeni. Potrzebowali sponsorów, a tych obecnie nie było im łatwo znaleźć, bo przecież nie mogli wywiesić ogłoszenia w gazecie ani w sieci. Potrzebowali przykrywki, by mieć dostęp do nowych obiektów a także finansowanie. Potrzebowali wsparcia Genetically Clean. Takim oto sposobem, przez ostatni rok Mortimer wkupiał się w szeregi organizacji, aby poznać jej strukturę i zdobyć zaufanie jej członków.

charakter

Mortimer jest dobrym przykładem socjopaty. Jako taki, nie posiada emocji i odczuć, które występują u zdrowych psychicznie ludzi. Posiada za to dosyć konkretny zestaw cech charakteru.

niezdolność odczuwania silnych emocji | wspaniały kłamca | impulsywny | charyzmatyczny | szarmancki | ambitny | egocentryk | brak poczucia winy czy skruchy | dominujący | nieufny | wyrachowany | okrutny | skrupulatny | inteligentny
ciekawostki

- posiada w mieszkaniu kartoteki swoich wszystkich Obiektów schowane w sejfie
- Każdemu Obiektowi i ofierze, którą zabijał wycinał płat skóry w kształcie gwiazdy z lewej łopatki - ma ich kolekcję w szkatule w sejfie do dziś
- nie jest zdolny do odczuwania przyjemności seksualnej w inny sposób niż związany z zadawaniem bólu innym (*klik*)
- ma doktorat z biochemii, zrobiony w trybie przyśpieszonym dzięki finansowaniu z AlterGen
- ma na całym ciele sieć blizn, mniejszych i większych ale o dziwo twarz pozostała nietknięta
- nie lubi dzieci, ale nigdy żadnego nie zabił, przynajmniej nie celowo
- obiektom w ośrodku badawczym przedstawiał się tylko jako "pan Doktor" lub "Doktor Morte" (Doktor Śmierć) więc żadne z nich nie zna jego prawdziwych personaliów
- Do dziś prowadzi bloga stworzonego za czasów studenckich. Głównie zawieraon treści rasistowskie w stosunku do mutantów, oraz jego osobiste przemyślenia na wiele niepokojących tematów. Blog znajduje się w darkwebie i tylko ktoś to bardzo chce i wie jak może na niego trafić.


[Profil]
 
 
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-09-07, 22:31   

Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: -
Drogi Mortimerze,
powinieneś ostro zabrać się za GC, porządnie zająć się mutkami i nie szczędzić brutalności. Bez Ciebie świat ludzi najpewniej ugnie się pod naciskiem tych przebrzydłych dziwolągów. Nie miej skrupułów. Liczymy, że Twoje badania pomogą zgładzić ten parszywy gatunek.
Witaj w grze! <3
Twoja grupa krwi to AB+.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5