urodzona w Galway, 30 marca 1988 roku, mieszka Olympii od 5 lat, przynależy do bezfrakcyjnych, piastuje stanowisko właścicielki kliniki aborcyjnej, wizerunku użycza Imogen Poots
co było pierwsze: jajko, czy kura..?
Charlotte. Charles. Charlie.
Byłam trzecim, środkowym dzieckiem i w dodatku tak bardzo niepasującym do całego schematu rodziny. Dziewczynka. Blond włosy, niebieskie oczy i delikatna buzia. Dziewczynka. Bardzo dziewczęca dziewczynka. Nie, nie chłopiec.
Dziewczynka.
Mogłam się urodzić chłopcem. Gdybym miała na to jakiś wpływ... tak, żałuję. Od zawsze zazdrościłam moim braciom. Miałam ich czterech. Daniela, Milesa, Lewisa i Liama.
Nikt nie dostawał taryfy ulgowej, każde z nas było traktowane tak samo, każde z nas żyło według tych samych zasad. A jednak... a jednak jakimś cudem im było
łatwiej. Bo byli chłopcami. Takie rzeczy nie powinny mieć znaczenia, prawda? Płeć to tylko płeć, nic wielkiego. Zwłaszcza teraz. W dobie tolerancyjności. A jednak... a jednak miało cholerne znaczenie. W mojej rodzinie miało znaczenie.
Mieszkaliśmy niedaleko Galway. Chociaż zdecydowanie trafniejszym określeniem byłoby
rządziliśmy niedaleko Galway. Mimo, że daleko nam było do rodziny królewskiej, wzbudzaliśmy szacunek. Nie, nie piątka małych, szkaradnych dzieci. Ale rodzice, dziadkowie i inni krewni, którzy pojawiali się znikąd. Wtedy tego nie rozumiałam. Wtedy odwiedzający nas ludzie byli kolejnymi ciociami i wujkami.
Nie byliśmy rodziną królewską. Tego byłam pewna nawet wtedy, kiedy marzyłam o koronie i księciu na białym koniu. Nie, nigdy nie mieliśmy nic wspólnego ze szlachetnością. A jednak, a jednak kodeks, którego musieliśmy przestrzegać nie był nawet o połowę mniej rygorystyczny.
1. Nie garbić się.
2. Odmawiać pacierz trzy razy dziennie.
3. Pomagać ciotce Ellen w kościele.
4. Opiekować się swoim koniem.
5. Respektować starszych i się ich słuchać.
6. Nigdy nie używać swojego prawdziwego imienia.
7. Nie spoufalać się z biedniejszymi.
8. Nigdy nie sprowadzać obcych do domu.
9. Zawsze mieć przy sobie scyzoryk.
10. Nigdy nie chodzić w pojedynkę.
11. Nikomu nie mówić o swojej rodzinie.
12. Uczęszczać na rodzinne spotkania.
13. Być przygotowanym na najgorsze.
Wtedy tego wszystkiego nie rozumiałam. Byłam tylko pochodzącym z super ważnej rodziny dzieciakiem. Nic więcej mi nie mówiono. Nic więcej nie musiałam wiedzieć. Tkwiłam w tej bańce do ósmego roku życia.
jak feniks z popiołu
Miałam osiem lat, kiedy wreszcie pojęłam, że to co robią moi bliscy nie jest do końca
normalne. Najpierw kazano mi zajmować się koniem. Przez tych kilka lat przyzwyczaiłam się do niego. Był piękny, łagodny. Byłam przekonana, że ma duszę. Kiedy oswoiłam się z nim na tyle, by móc nazywać go swoim najlepszym przyjacielem, jeden z wujków postanowił zastrzelić go na moich oczach. Chciał mnie nauczyć, że
bliscy nie są nieśmiertelni i każdy może w każdej chwili umrzeć. Bardzo to przeżyłam, ale najwidoczniej moja żałoba nie była dla nich wystarczająca.
Potem zabrali mnie na nielegalne wyścigi samochodowe. Celowo wzniecili pożar. Widziałam jak całą powierzchnię pochłania ogień. Ale to też nie wystarczało. Wypadek samochodowy, tonięcie jednego z braci, spędzenie całej nocy samotnie w ciemnym lesie... Testowali mnie, próbowali coś zdziałać, ale ja wtedy nie do końca wiedziałam o co dokładnie im chodzi. Aż do 18 września 1996 roku, kiedy tato zamknął mnie w piwnicy i nie pozwalał wyjść dopóki
to się nie stanie. Nie rozumiałam o czym mówił. Nie rozumiałam dlaczego ciągle musiałam to przechodzić. U moich dwóch starszych braci ten proces trwał znacznie krócej. Ale ja najwyraźniej byłam oporna. Byłam głodna, chciało mi się pić, w dodatku wszędzie były te cholerne myszy... W pewnym momencie zaczęłam po prostu piszczeć. Nie wiem skąd wzięłam tyle siły, ale... najwidoczniej cokolwiek czego ode mnie oczekiwali wreszcie się wydarzyło.
Zrozumiałam dopiero 3 lata później. Miałam 11 lat a moi rodzice zostali zamordowani przez konkurencyjny gang. Od tego czasu opiekowała się nami ciotka Ellen. To ona przejęła cały interes. To ona wprowadziła nas w
ten świat. To ona wytłumaczyła kim byli mutanci, to ona wytłumaczyła nam jak działały nasze moce. To ona pod groźbą śmierci nakazała trzymać buzię na kłódkę...
chłopcy z placu broni
Lata 2008 - 2012 były najlepszymi latami mojego życia. Wiodło nam się coraz lepiej, w dodatku mój najstarszy brat Daniel okazał się być jakimś pieprzonym geniuszem. Od zawsze ciągnęło go do świata finansów, od zawsze miał dryg do interesów. W tamtym okresie już od dobrych kilku lat pomagał naszej kochanej cioteczce w zarządzaniu zarówno domem, jak i prowadzonym sanatorium. Dostając aprobatę od naszej drogiej Ellen zaczął grać na giełdzie, zbijając naprawdę dużą fortunę. To był dla nas przełomowy moment. Daniel został głową rodzinnej mafii, rozszerzając naszą działalność również na kontynent. Zaczęły się układy z bankami, finansowania wyścigów konnych, otworzyliśmy kolejne
sanatoria. Wszystko było na papierze, wszystko było legalne. Nikt nam nie podskakiwał, wszyscy nas uwielbiali, byliśmy na szczycie najbardziej wpływowych rodzin w Irlandii. Nikogo nie obchodziły
drobne przewinienia. Przemyt ludźmi, nielegalny handel organami, rozprowadzanie narkotyków, podążanie za rodzinną tradycją... Naszych podwładnych poddawaliśmy dokładnie takim samym zabiegom co nasi rodzice. Szereg testów, tortur, wszystko po to, by zobaczyć czy są tacy sami, jak my. Ci co zdawali test - zostawali w naszych szeregach, inni - jeśli nie posiadali znajomości, wysokiej posadki, czy pieniędzy... - w magiczny sposób znikali. W tamtych czasach nasza grupa liczyła ponad trzysta ludzi i około stu mutantów.
zabiłbyś, by uratować życie..?
Nie chcieliśmy dłużej żyć w cieniu, pragnęliśmy czegoś więcej. Europa była stanowczo zbyt spokojna, a Daniel od zawsze marzył o władzy w USA. W 2013 roku po załatwieniu nam wizy wysłał mnie i dwóch młodszych braci: Lewisa i Liama do Waszyngtonu. Od samego początku zaczęliśmy planować atak terrorystyczny, który według obliczeń Daniela powinien nastąpić 4 lipca 2014 roku. Zaczęliśmy planować niemal od razu. Spotykaliśmy się z wpływowymi ludźmi, zaczęliśmy węszyć teren. Wtedy trafiliśmy na Marcosa Delgado. Cóż... nie pamiętam dokładnie jak do tego doszło, ale zobaczyłam coś w nim. To nie był tylko kolejny zwykły babiarz. Miał potencjał, a ja nie mogłam tego odpuścić. Wdałam się z nim w romans, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Udało mi się go omotać, udało mi się odkryć, że byliśmy po tej samej stronie. Choć oficjalnie nie chciał mieć nic wspólnego z planowanym atakiem, użyczył mi swoich ludzi. Z jego pomocą wszystko przebiegło idealnie, a świat w końcu dowiedział się o mutantach.
Drogi Daniel nie przewidział jednak jednej sprawy... Nasza rasa nie wzbudzała szacunku. Nie tak jak to było w Europie. Tutaj budziliśmy przerażenie, byliśmy plugastwem, które trzeba zniszczyć. Sprawy się znacznie pokomplikowały, kiedy mój najmłodszy brat Liam chciał na własną rękę szukać układów w nowo powstałym Departamencie Bezpieczeństwa Genetycznego. Kochany idiota. Nigdy stamtąd nie wrócił. Był Irlandczykiem, więc nie mogli go wziąć jako obiekt badawczy. Mogli natomiast upozorować wypadek i złożyć kondolencje Danielowi. Od tamtego momentu byłam tylko ja i Lewis. I Marcos Delgado.
Razem z bratem otworzyliśmy klinikę aborcyjną, w której po kryjomu służyliśmy medyczną pomocą ukrywającym się mutantom. Nie robiliśmy jednak niczego za darmo. Wychowanie w mafii nauczyło nas, że pod koniec dnia liczyły się jedynie pieniądze. Decyzja o klinice aborcyjnej wzbudziła sporo kontrowersji w naszych rodzinnych stronach. Do tej pory byliśmy zadeklarowanymi katolikami. Ufano nam tylko i wyłącznie ze względu na naszą wiarę. W końcu... człowiek wierzący nie posunąłby się do niczego złego. A jednak od teraz krzywdziliśmy nienarodzone dzieci. W Europie nasz rodzinny interes bardzo na tym ucierpiał, ale Daniel był skłonny do takich poświęceń. Żądza władzy w Stanach była zbyt silna.
W 2016 roku razem z Marcosem wpadliśmy na pomysł, by zrobić przemyt mutazyny z Europy. Zgoliłam głowę na łyso, załatwiłam sobie medyczną opinię o moim rzekomym nowotworze. Człowiek chory miał znacznie większe prawa i znacznie więcej przywilejów. Zwłaszcza podczas przekraczania granicy. Wielokrotnie latałam do Europy pod pretekstem specjalistycznych badań tylko po to, by powrócić z kolejnymi dawkami mutazyny, którą przewoziłam w butelkach po innych lekach. Mutazynę odbierał ode mnie Marcos, by odpowiednio ją rozcieńczyć i rozprowadzić na czarnym rynku. Zyskami dzieliliśmy się po równo.
Moja działalność na terenie Stanów Zjednoczonych do tej pory wygląda tak samo. Po ostatnich wydarzeń na nowo ruszyły prace dotyczące kolejnych ataków. Razem z braćmi pragniemy zmienić sytuację mutantów na terenie USA. Daniel i Miles pracują nad tym w Europie (ostatnio przeprowadzili atak na ambasadę amerykańską w Paryżu), z kolei ja i Lewis w Seattle. Do tej pory nie mieliśmy żadnych problemów z rządem, ale kto wie co przyniesie nam przyszłość?
• zdecydowana • odważna • dąży po trupach do celu • ma narcystyczne skłonności • lojalna • skora do poświęceń • potrafi pracować w zespole • perfekcjonistka • ma zachwianą moralność • manipulantka • zawsze gra w otwarte karty • dobro całej grupy przekłada nad dobro jednostki • w pracy bywa rygorystyczna • jest hipokrytką • fanatyczka • zaślepiona swoimi ideałami • jest odporna na krzywdę innych • działa dla większego dobra • materialistka