Poprzedni temat «» Następny temat
Murphy's law says: if anything can go wrong, it will
Autor Wiadomość
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-26, 02:14   Murphy's law says: if anything can go wrong, it will
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa.
Hopper wpadł do pomieszczenia i opadł plecami na drzwi dysząc ciężko. Przez kilka sekund nasłuchiwał. Żadnych wybuchów, żadnych wystrzałów, żadnych kroków... a przynajmniej nic nie słyszał. To, że radził sobie lepiej niż normalni ludzie nie znaczyło od razu, że miał jakiś pierdolony nadludzki słuch. Czasami zdarzało mu się więcej wyłapywać, ale oczywiście, jego magiczny mózg nie mógł okazać się zbyt przydatny, kiedy walczył o życie, prawda? Nie, on przypominał sobie jaki jest specjalny tylko kiedy to mogło zaszkodzić Willowi. Prawo Murphy'ego.
Dopiero po kilku minutach chłopak odpuścił sobie czatowanie przy drzwiach, zabezpieczył broń i wsunął ją za pasek. Zostały mu tylko trzy naboje. Trzy pierdolone naboje. Ciekawe za ile zlecą się kolejne hieny nasłane przez Gardnera? Nie, w zasadzie Hopper nie potrzebował kolejnych łowców głów, wystarczyło, żeby okazało się, że jego koledzy mają się całkiem dobrze i wpadli na genialny pomysł przeszukania magazynów. Ale Will! Ta eksplozja była gigantyczna! Na pewno ich załatwiła! Prawo Murphy'ego. Jeżeli nawet nie mieli żadnych szans tego przeżyć, na pewno to przeżyli tylko po to, żeby dalej wkurwiać Hoppera. Świetnie.
A skoro już o tym mowa, to ludzie próbujący go zabić nie mogli być jedynymi utrudnieniami na jego drodze, prawda? Oczywiście, przecież to by było nudne. Will coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że krwi na jego ciele było stanowczo za dużo, żeby była cudza. To musiało się stać podczas tego wybuchu. Adrenalina jak na razie działała wręcz wyśmienicie, Hopper właściwie nie czuł bólu... Ciekawe, o ilu połamanych kościach jeszcze nie wiedział? Och, naprawdę, chowanie się przed ludźmi próbującymi cię zabić mając obydwie nogi w gipsie musi być świetną zabawą, zwłaszcza, kiedy masz tylko trzy cholerne naboje.
Will ostrożnie ściągnął swoją skórzaną kurtkę, próbując wytropić miejsce, gdzie był ranny. Swoją drogą, czy to nie było zabawne, że właśnie wyleczyła mu się poprzednia rana? Nie? Nieważne. Nie był doktorem medycyny, nie skończył nawet pierdolonego liceum, ale wiedział, że będzie potrzebował czystego opatrunku i czegoś antybakteryjnego, a najlepiej połowy apteczki. Zgadnijcie, czego akurat zapomniał wziąć z domu. Trudno, coś wymyśli, w ciągu tych dwóch miesięcy był w gorszych sytuacjach. Właściwie, sam wybuch był dość interesującą kwestią. Pewnie gdyby Will był przerażająco normalny, nie zwróciłby na to uwagi - ot, ktoś wrzucił zbyt dużo materiałów wybuchowych w jedno miejsce. Rzecz w tym, że on był geniuszem i z tego co udało mu się zarejestrować przez tę sekundę (czy może nawet mniej) przed wybuchem - tam nie miało co eksplodować. Ba, jakby tego było mało Hopper był właściwie pewien, że widział jakiegoś człowieka. Pewnie gdyby był tym nudnym, amerykańskim dzieciakiem stwierdziłby, że to on podłożył materiały wybuchowe. Rzecz w tym, że tam przecież nie było materiałów wybuchowych. Nie widział też, żeby ktokolwiek rzucał granatem. Kolejny odmieniec? Huh. Pewnie by go to bardziej zainteresowało, gdyby nie był aktualnie, kurwa mać, w sytuacji życia i śmierci. Chyba zostały mu jeszcze ze dwa papierosy. Kiedy już się upewni, że nie umiera, zapali. Swoją drogą, to by było przezabawne, gdyby okazało się, że udało mu się obydwa złamać.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-08-23, 22:54   
  

   1 Rok na Giftedach!


Czy to dziwne, że chciał po prostu świętego spokoju? Nie żeby sobie na niego zasłużył. Po prostu zostawił daleko za sobą ten cały meksyk, rzucił wszystko. Chciał mieć wszystko w dupie, bo co innego miał zrobić? Nie widział ciekawszych perspektyw na przyszłość niż zanurzyć się między udami striptizerki, upić w przydrożnym barze i stracić resztki godności. Odciąć się od wszystkiego. Jednak najważniejsze w tym wszystkim było to, żeby nikt mu w tym nie przeszkadzał.
Z daleka dało się wyczuć smród ludzi Gardnera. Gdyby był odrobinę mądrzejszy lub troszeczkę mniej naćpany być może udałoby mu się wyjść z tego wszystkiego bez szwanku, jednak jak zawsze niewyparzony jęzor wygrał walkę ze zdrowym rozsądkiem i tym samym ściągnął na nich swoją uwagę. Mężczyźni nie należeli do najmilszych ludzi jakich udało mu się poznać, a z jednym z nich miał personalne porachunki. Chociaż jeśli ktoś pytałby Ronniego o opinię… Naprawdę mało obchodził go honor, siostry Paco, którego zresztą skromnym zdaniem Ronniego od bardzo dawno już nie miała. W każdym razie w barze pełnym ludzi mógł czuć się w miarę bezpieczny, bo zdawało się że ludzie Gardnera wcale nie przyszli po niego.
Kiedyś musiał wyjść i miał nadzieję, że uda mu się nie przyciągnąć uwagi mężczyzn, bo naprawdę nie miał zamiaru bić się z kilkoma facetami o stanowczo zbyt gościnne uda czyjejś siostry. Jeśli jednak coś może się zrąbać, to właśnie to się zrąbie.
Być może źle zinterpretował całą sytuację. Trochę głupio, bo w grę wchodziła broń i kilku bezzębnych meksykańców. W każdym razie w pierwszej chwili, pomijając już wcześniejsze spotkanie z mężczyznami, naprawdę sądził, że to on jest celem ataku, więc nie można mu się dziwić, że z gracją pijanego mistrza zaczął rozpieprzać wszystko co było na jego drodzę. W końcu musiał się bronić, prawda? Przez moment poczuł się nawet urażony tym, że Gardner znając jego umiejętności wysłał po niego tych amatorów. Samouwielbienie jednak skończyło się, gdy jednak z latających kulek ugodziła go w ramię. Cholera, naprawdę musiał wejść w tą uliczkę? W całym tym popłochu nie zauważył młodego chłopaka, który był faktycznym celem tej zgrai. Niepotrzebnie się w to pakował.
Gdy już skończył swoje dzieło, chwiejnym krokiem wpakował się do jednego z pomieszczeń, natrafiając tam na bohatera dzisiejszego wieczoru. Jego bluza zdążyła już przesiąknąć krwią, ale prawdziwy ból poczuje dopiero jutro. - Wyglądasz jakbyś miał naprawdę zły dzień. - powiedział, mierząc do niego z broni. - Myślałem, że Gardner ma chociaż tyle honoru, by zostawić w spokoju swoich byłych współpracowników.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5