Poprzedni temat «» Następny temat
Raegan Chevalier
Autor Wiadomość
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-07-24, 23:07   Raegan Chevalier

Raegan Percival Chevalier
urodzony w Bostonie 30 września 1991 roku, mieszka w Seattle od dwóch lat, przynależy do bezfrakcyjnych, piastuje stanowisko barmana, wizerunku użycza Bryan Dechart
historia
Mama od zawsze powtarzała wszystkim, że jestem aniołem, a nie dzieckiem. Prawda była jednak taka, że aniołkiem byłem tylko w domu. W przedszkolu byłem jedynym dzieciakiem, który robił wszystko wbrew poleceniom przedszkolanek, a w szkole przynajmniej raz w tygodniu dostawałem uwagę. Moja mama — Lucille Chevalier — jednak zdawała się nie zwracać na to uwagi. Lub, co jest nawet gorsze, ignorować to, że już jako dziecko mogłem być podobny do swojego ojca, który opuścił nas, gdy miałem osiem lat. Pamiętałem go słabo, najbardziej w pamięć zapadł mi jego alkoholizm i to jaki zmęczony wracał z pracy. Gdy rozstał się z mamą, bardzo to przeżyłem, ale nie mogłem przecież nic zrobić. No bo co miał robić chuderlawy ośmiolatek?
Wychowałem się w Bostonie, choć mama nieraz myślała o zabraniu mnie do Francji, do jej rodzinnego Amiens. Mimo wszystko tego nie zrobiła, ponieważ dostała pracę jako nauczycielka francuskiego z jednym z najlepszych liceów i było jej szkoda dobrych zarobków i porzucenia jej amerykańskiego snu.
Gdy dorastałem, nic nie wskazywało na to, że mogę być w jakikolwiek sposób inny. To znaczy, jasne, byłem cwany i bardziej pyskaty niż inne dzieciaki w moim wieku, przesiadywałem w kozie dwa razy więcej czasu, ale nic innego się ze mną nie działo. Gdy poszedłem do liceum, zakochałem się w przyjaciółce z dzieciństwa i znacznie się uspokoiłem. Zacząłem marzyć o pracy w policji, starałem się, jak mogłem, aby dostawać co najmniej dobre stopnie i godzić naukę z grą w drużynie lacrosse'a. Próbowałem też swoich sił w futbolu amerykańskim, ale wolałem biegać z kijkiem za mniejszą piłką. Miałem niemal idealne życie, naprawdę. Dziewczynę, dobrą pozycję w szkole, tytuł szkolnego przystojnego cwaniaka, plany na przyszłość, które mogły się łatwo spełnić. Dodatkowo żyłem z kochającą mamą i choć wychowywałem się bez ojca, wszystko było idealne.
Przynajmniej do czasu jednej imprezy. Miałem nieco ponad szesnaście lat, kilka miesięcy wcześniej zdałem egzamin na prawo jazdy. Mój dobry przyjaciel, Damien, urządził swoją urodzinową imprezę. Oczywiście, był na niej alkohol. No bo skoro jego rodziców nie było w domu, to czemu nie mielibyśmy zabalować? I wszystko byłoby w porządku, gdybym został u niego na noc. Wypiłem kilka shotów, dwa piwa. Amanda nic nie piła. To ona wpadła na pomysł, że musi mnie odwieźć do domu. Mówiłem, że zostanę, przecież jedna noc w tę czy we w tę u Damiena nie robiła nikomu żadnej różnicy. I tak już praktycznie u niego mieszkałem, szczególnie gdy jego rodzice byli poza Bostonem. Amy jednak była uparta jak osioł i wpakowała mnie do samochodu. Pamiętam, że chciałem ją pocałować, ale mnie odepchnęła. Nie byłem aż tak pijany, do tej pory pamiętam wszystko, co mówiłem w drodze. Przeklinam siebie za to, bo wolałbym nie pamiętać tego, że przez moje gadanie i ciągłe rozpraszanie dziewczyny, zdarzył się wypadek. Wyjechała na skrzyżowanie, patrząc na mnie z politowaniem. Mieliśmy zderzenie z innym samochodem. Nawet nie wiem, kiedy dokładnie uderzyłem głową w deskę rozdzielczą i straciłem przytomność.
Obudziłem się w szpitalu z owiniętą bandażem głową, złamaną ręką i kilkoma żebrami. Miałem też wstrząs mózgu. Siedziała obok mnie mama. Gdy zapytałem ją o Amy, usłyszałem... No nic nie usłyszałem. Głucha cisza. Podświadomie wiedziałem, co to oznacza, ale mój umysł chyba nie za bardzo kontaktował. A przynajmniej nie przez pierwsze godziny po przebudzeniu.
Wciąż nie wiem, co dokładnie się wydarzyło, nie wiem też, co dokładnie stało się Amy. Wiem jedynie, że trafiła w śpiączkę, choć wypadek nie był tak poważny, jak mógłby się wydawać. Skoro ja, ten niezapięty pasami skończył tylko z połamanymi żebrami, złamaną ręką i wstrząsem mózgu, to nie było chyba tak źle. Jej śpiączka jednak była zagadką. A noc z 5 na 6 kwietnia 2008 roku oficjalnie stała się najgorszą nocą w całym moim życiu. Nocą, która zmieniła tak naprawdę wszystko.
Po wyjściu ze szpitala, gdy bałem się wsiąść do samochodu i wybierałem chodzenie kilometr pieszo do szkoły, zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Nie rozumiałem tego, czemu raz czy dwa przekonałem mamę do zrobienia czegoś niemożliwego. Raz powiedziałem, żeby nie dawała mi znów tego śniadania składającego się z króliczego żarcia, a ona powtórzyła moje słowa i odłożyła pojemnik z sałatką. Innym razem, gdy byłem zupełnie zdrowy i chciałem symulować chorobę, patrząc głęboko w jej brązowe oczy, odparłem, że mam gorączkę, a ona stwierdziła, że faktycznie ją mam i muszę zostać w domu. I choć z początku nie działało za każdym razem, trybiki w mojej głowie pracowały na pełnych obrotach. Właśnie wtedy, gdy zostałem w domu z domniemaną gorączką, zacząłem szukać informacji o mutantach. Wciąż jednak nie byłem pewien, czy to właśnie przez wypadek i traumę z nim związaną, czy przez coś innego uaktywnił się mój gen X. Logiczną odpowiedzią wydawał się wypadek. Wiecie, bardzo to przeżyłem. W sensie, wiadomo, wypadek wypadkiem, ale moja ówczesna dziewczyna wylądowała po nim w śpiączce z niewiadomych powodów. Dodatkowo od tej pory bałem się nie tylko przebywania za kółkiem, ale także siedzenia na miejscu pasażera czy choćby z tyłu. Z tygodnia na tydzień zacząłem próbować używać swojej... mocy, na innych. Czasem się udawało, czasem nie. Wiele razy słyszałem od znajomych, żebym przestał się tak dziwnie patrzyć im w oczy, a ja się wtedy dziwnie płoszyłem. Próbowałem wielu sposobów ćwiczenia koncentracji. Przez miesiąc nawet uprawiałem jogę i całkiem często medytowałem. Nic oprócz posiadania mocy i chęci opanowania jej się jednak nie zmieniło. To oraz może ta wieczna nieobecność Amandy i odwiedzanie jej w szpitalu z kwiatami. Po roku w jej sali była masa pluszowych misiów i kwiatów, które pielęgniarki ciągle tylko sprzątały, bo szybko więdły.
A ja chciałem zaryzykować i wciąż chciałem uczyć się na policjanta. Postanowiłem zacząć jednak uzyskaniem tytułu bakałarza na UMass w Bostonie. Nie chciałem opuszczać miasta, w którym się wychowałem, a wszystko z powodu mamy, która zaczęła chorować. Miała raka, w dodatku w średnio zaawansowanym stadium. Zrezygnowała z chemioterapii, bo lekarze nie dawali jej żadnych większych szans, ciągle mówili, że został jej rok życia, może dwa, jeśliby się podjęła leczenia. Wtedy wkroczyłem ja cały na biało i użyłem na niej perswazji, aby nalegała na chemię. Nie było nas na to wszystko stać, ale przecież mieliśmy rodzinę we Francji. Mama miała trójkę braci, dziadkowie wciąż prowadzili własną firmę, byli dziani. Nawet zacząłem wtedy szukać swojego ojca z nadzieją, że może będzie skory do pomocy dawnej miłości swojego życia. Nie znalazłem go. Niestety. Wiele bym mu wtedy wygarnął, a teraz jeszcze więcej.
W college'u uchodziłem za ambitnego i otwartego, choć tak naprawdę byłem... zagubiony. I dużo kradłem, używając wtedy do tego swoich mocy i ćwicząc jednocześnie. Czasami się nie udawało, ale zwykle udawało mi się przegadać daną osobę. Lubiłem tak ryzykować. Raz na jakiś czas używałem też perswazji na swojej mamie, zanim umarła. Chciałem, aby uwierzyła, że wszystko będzie dobrze. Udawało mi się ją przekonywać coraz częściej, siedząc przy jej szpitalnym łóżku.
Gdy umarła, został mi rok college'u. Sam nie wiem co mi padło na mózg, że postanowiłem raz spróbować perswazji na jednym z wykładowców. Ten jednak nie dał się podejść i powiedział, że musimy porozmawiać. Wiecie, przez chwilę naprawdę bałem się, że mnie zdemaskował i że przez to wyleją mnie z uczelni. Całe szczęście (lub szczęście w nieszczęściu), że owszem, zdemaskował mnie, ale sam był mutantem i ukrywał się ze swoją mocą. Wiele ryzykował, pracując na uczelni, choć wtedy jeszcze władze nie podchodziły do nas aż tak rygorystycznie. Sam zaproponował bycie moim mentorem, a ja się zgodziłem. Nie myślałem wtedy o tym, że może zdarzyć się coś złego. Chciałem się tylko rozwijać, chciałem być coraz lepszy. Chciałem umieć więcej rzeczy, chciałem... Sam nie wiem, czego chciałem. Nie wiem, może chciałem też go poznać? Chuj wie.
Nie mam zielonego pojęcia, kiedy zacząłem czuć miętę do Francisa. Nazywałem go Frankiem. Miał psa, fajny dom, ciężki charakter i prawdopodobnie depresję, ale tego nie potrafiłem stwierdzić w stu procentach. Wiem, że na pewno go lubiłem, choć był dosyć destrukcyjną osobą i całkiem możliwe, że poczułem do niego coś więcej, choć nie mogłem tego głośno przyznać. I nie przyznawałem. Z pewnością nie było to tym samym, czym była moja znajomość z Amandą, w której naprawdę byłem zakochany po uszy i której chciałem się w przyszłości oświadczyć. No, ale, tak czy siak, odłączyli ją od aparatury rok wcześniej.
Frank naprowadził mnie na dobrą drogę rozwoju i uczyłem się panować nad mocą perswazji. Przez dwa lata naprawdę wiele osiągnąłem, na pewno więcej niż wcześniej, gdy tylko korzystałem ze swojej mocy na kolegach ze szkoły, osobach, u których zobaczyłem pełen portfel czy ekspedientkach w sklepach, które nie chciały mi sprzedawać alkoholu i fajek przed osiągnięciem dwudziestego pierwszego roku życia. Wciąż jednak nie potrafiłem dokładnie nazwać naszej relacji. Nieco ponad trzy lata temu, postanowiłem go o to zapytać. I tak jakby... To był błąd. Pocałowaliśmy się i tak wyszło, że nie tylko na tym się skończyło. A mi było głupio. I zwiałem. Wcześniej używając na nim perswazji, żeby nie rozpamiętywał i mnie nawet nie szukał. Nie wiem, czy się udało, ale nie wnikałem. Zamieszkałem w Waszyngtonie, gdzie spędziłem rok i gdzie mogłem wyrywać laski (i nie tylko laski) na swoje urocze loczki i szarmancki uśmiech oraz wciąż po kryjomu uczyć się swojej mocy. Nie było to proste zadanie, ale podejrzewałem, że nauka szła mi coraz lepiej, bo z każdym dłuższym użyciem perswazji wiązał się coraz to większy ból głowy, a to był chyba... dobry znak? Nie znałem się na tym.
Wtedy też, w 2014 i 2015 roku zaczęły dziać się… Różne rzeczy. Rzeczy niezbyt dobre dla mutantów. I choć ukrywałem swoją moc, jak tylko mogłem, nie potrafiłem podchodzić do tego obojętnie. Przez pewien czas bałem się korzystać z perswazji, bo wiedziałem, że wiąże się to z wielkim, naprawdę olbrzymim ryzykiem. Ktoś z Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego w końcu mógł mnie schwytać jak hycel bezpańskiego psa i mógłbym skończyć martwy. Dobra, może nie od razu martwy. Mógłbym skończyć znacznie gorzej. Sytuacja mutantów się przecież nie zmieniała i wciąż byliśmy na przegranej pozycji. Ludzie myśleli, że jesteśmy terrorystami, a Bractwo Mutantów, którego działania uważałem za słuszne oficjalnie było uważane za organizację terrorystyczną. Wtedy też zacząłem zauważać to, że ludzie to jednak wielkie szuje, skoro nie tolerują inności, której zwykle nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero po kilku miesiącach przestałem być aż tak bardzo ostrożny i znów zacząłem używać perswazji. Nie tak często jak dawniej, ale hej, musiałem się jakoś rozwijać, prawda? Nie mogłem ze strachu przed złapaniem zrezygnować z postępów, jakie zrobiłem przez ostatnie kilka lat.
Dwa lata temu zamieszkałem w Seattle (choć nie do końca wiem, czemu podjąłem decyzję o zamieszkaniu właśnie w tym mieście), znalazłem pracę jako barman i... Wciąż po kryjomu się rozwijam, używając perswazji na niektórych osobach, od którychś czegoś chcę. Ostatnio użyłem jej na jednej brunetce, która dzięki temu zostawiła mi dwadzieścia dolarów napiwku.
Biznes życia, ta moja moc. A mam nadzieje, że jeszcze ją rozwinę. Nie mam pojęcia, do czego jestem zdolny, tak szczerze, ale myślę, że jestem na dobrej drodze, aby się tego dowiedzieć...
charakter
| arogancki | pewny siebie | towarzyski | przyjazny | sarkastyczny | uparty | pracowity | ambitny | unikający zobowiązań | roztrzepany | nieodpowiedzialny | nerwowy w stresujących sytuacjach | spokojny | opanowany | dyplomatyczny | charyzmatyczny | cyniczny | szarmancki | czarujący | uprzejmy | dwulicowy | sprytny | bystry | inteligentny | ostrożny | punktualny | cierpliwy | zazdrosny | gadatliwy | śmiały | lojalny (szczególnie bliskim i swoim własnym przekonaniom) | dobry |
opis mocy
Perswazja — Umiejętność kontrolowania myśli, zachowań, czynów i słów innych osób. W zależności od poziomu rozwinięcia tej umiejętności może się ona odbywać sprawnie i bez większych komplikacji; ma ona także różne skutki i konsekwencje zależne od jej zaawansowania.

I poziom — [0-24%]
▶ Mutant jest w stanie zmusić inną osobę jedynie do prostych czynności. Nie ma jednak stuprocentowej pewności, że osoba ta będzie podatna na wpływ i często może nie wykonać całego polecenia, które musi zostać wypowiedziane wyraźnie i na tyle głośno, aby je usłyszała. Dodatkowo musi zostać zachowany kontakt wzrokowy. "Ofiara" pamięta, co się stało, choć z początku może być trochę zdezorientowana, tak samo, jak i mutant.
Wady: dezorientacja u wykonawcy czynności, lekki ból głowy, krótkotrwała utrata koncentracji, możliwość przekazania nie tego, co chciał przekazać wykonawca,
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 1/6


II poziom — [25-48%]
▶ Czynności, do których mutant może zmusić inną osobę są skomplikowane, a osoba, na której umiejętność ta została użyta nie pamięta dokładnie całej zaistniałej sytuacji.
Wady: zwiększony ból głowy, chwilowe mroczki przed oczami, krótkotrwała utrata koncentracji, minimalna możliwość przekazania nie tego, co chciał przekazać wykonawca
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 1/5

III poziom — [49-78%]
▶ Zwiększona ilość osób podatnych na perswazję — Mutant dysponujący tą mocą na trzecim poziomie opanowania umiejętności jest w stanie wywrzeć wpływ na dwie osoby jednocześnie. Nie potrzebuje do tego kontaktu wzrokowego, wystarczy jedynie obu osób dotknąć. W przypadku chęci zapanowania nad jedną osobą zalecany, choć nie konieczny jest kontakt wzrokowy dla skuteczniejszego wykonania perswazji.
Wady: silny ból głowy po korzystaniu z mocy, delikatne pogorszenie wzroku, krótkotrwałe zawroty głowy połączone z mroczkami przed oczami, krótkotrwała utrata koncentracji
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 2/4

IV poziom — [79-94%]
▶ Zwiększona ilość osób podatnych na perswazję — Na tym etapie opanowania umiejętności perswazji mutant jest w stanie zmusić do czegoś maksymalnie czteroosobową grupę osób (w tym mutantów) bez używania do tego kontaktu wzrokowego czy dotyku.
▶ Perswazja na odległość — Umiejętność ta na czwartym poziomie nie jest zaawansowana, ale użytkownik jest w stanie użyć perswazji na innej osobie przez telefon. Jedynym warunkiem, jaki musi zostać spełniony, jest to, że osoba ta słyszy mutanta wyraźnie. Jakiekolwiek zakłócenia mogą skreślić szansę na udaną perswazję. Ofiara dokładnie pamięta całe zajście. Gdy ofiarą jest silny mutant, możliwe jest niepowodzenie pomimo tego, że użytkownika słychać było głośno i dokładnie.
Wady: nieregularny, silny ból głowy, wymagająca okularów lub soczewek wada wzroku, częste zawroty głowy i mroczki przed oczami (trwające max 2-3 posty), utrata koncentracji (na max 3 posty)
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 3/3

V poziom — [95-100%]
▶ Kontrola nad większą ilością osób (max 7 osób), bez konieczności dotykania ich lub utrzymywania z nimi choćby krótkotrwałego kontaktu wzrokowego.
▶ Perswazja na odległość — Zaawansowana umiejętność skorzystania z perswazji na odległość. Tak, jak w poziomie niżej, spełniony musi zostać jeden warunek — druga osoba musi dokładnie słyszeć słowa mutanta, korzystającego z tej mocy. Zakłócenia wciąż mogą zniszczyć szansę na skuteczne użycie mocy. Warto też wspomnieć, że ofiara nie pamięta dokładnie całego zajścia. Dodatkowo działa to także na mutantów.
Wady: regularny, silny ból głowy, głęboka wada wzroku, krótkotrwała amnezja (max 8 postów) po zbyt częstym korzystaniu z mocy, zdarzać się mogą zasłabnięcia, utrata koncentracji (na max 6 postów)
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 5/2

Jeśli mutant użyje mocy zbyt długo (powyżej odpowiedniej ilości postów na poziom) lub — w przypadku poziomu III, IV i V — na większej ilości osób, skutkuje to kilkuwątkowym pogorszonym samopoczuciem (na III (1 wątek) i IV poziomie (do 3 wątków)) oraz kilkuwątkowe osłabienie wraz z objawami grypy, głównie gorączką i mdłościami (na V poziomie) — w zależności od przekroczenia "limitu" od 1 do 3 wątków.

ciekawostki

→ Mam mocno Francuskie korzenie. W gruncie rzeczy jestem w połowie Francuzem, bo moja mama urodziła się i wychowała w Paryżu. Raz mi nawet powiedziała, że trochę żałuje, że ubzdurała sobie studia w Stanach Zjednoczonych, na których poznała mojego ojca, który... Ech. Nie wspominajmy tego dupka.
→ Mam prawo jazdy, ale od czasu wypadku rzadko z niego korzystam. Już wolę zapierdzielać na rowerze lub na piechotę.
→ W myślach przeklinam cały czas, słownie staram się to ograniczać, choć rzadko mi się to udaje.
→ Jestem panseksualny.
→ Nieraz zdarzyło mi się korzystać ze swojej mocy, gdy chciałem cos ukraść. A w ostatniej klasie, chodząc jeszcze do liceum wycwaniłem się, każąc nauczycielom stawiać mi lepsze stopnie. No, nieraz trafiłem przez to na dywanik, choć na ogół wszyscy myśleli, że po prostu o oceny proszę w niekonwencjonalny sposób, a nie używam mocy. Chociaż musze przyznać, że ryzyko złapania na gorącym uczynku wprawiało mnie w dobry nastrój. Nadal wprawia...
→ ...jestem przez to jebanym masochistą, prawda?
→ Nienawidzę swojego imienia, ale za cholerę nie umiem wymyślić do niego racjonalnego skrótu, więc często przedstawiam się "Ray". Oczywiście zaraz po tym myślę o ojcu Hanny Montany, a to nie jest dobre.
→ Notorycznie śpiewam pod prysznicem.
→ Mam pluszowego misia, który wygląda jak Kubuś Puchatek. Nie ma jednego ucha, a na czerwonej koszulce ma narysowanego kutasa, ale bardzo go lubię. Tylko tę koszulkę mu zdejmuję, żeby... nikt nie myślał, że rysuje penisy na koszulkach misiów, które mam z dzieciństwa. I, dla jasności, to nie ja go narysowałem. To moja była, u której go przypadkowo zostawiłem. I naprawdę nie mam pojęcia, czemu go do niej ze sobą wziąłem. Wiem tylko, że ten kutas to chyba metafora mnie i tego, że zerwałem z nią przez telefon. Ale to nie moja wina, że była w innym kraju i nie wiedziałem kiedy wraca...
→ Zawsze chciałem mieć psa, ale teraz... Teraz chyba nie ma sensu go kupować, skoro w każdej chwili mogę zacząć być na muszce tych innych psów. Co ja bym wtedy z takim szczeniakiem zrobił? Przecież nie miałbym serca takiej kruszyny gdzieś oddać...
→ Zbyt łatwo się przywiązuję i nie lubię większych zmian.
→ Jak byłem mały chciałem zostać: aktorem, muzykiem, weterynarzem, strażakiem, agentem FBI, tancerzem, lekarzem, reżyserem, pisarzem i detektywem. Na detektywa wpadłem w liceum i gdy już byłem nastawiony na naukę w kierunku tego zawodu, zdarzył się ten nieszczęsny wypadek i pod wpływem traumy i strachu związanego z zagrożeniem życia uaktywnił się mój przeklęty gen X. I już z detektywa zrezygnowałem. Nie żeby praca barmana mnie zadowalała...
→ Lubię flirtować, ale nie potrafię flirtować, bo zawsze powiem coś nieodpowiedniego. Ostatnio porównałem jakąś blondynkę do żyrafy, chcąc skomplementować jej długie nogi.
→ Kiedyś przygarnąłem ślepego kota, który wyszedł pewnej nocy przez okno i nie wrócił. Moje serce się wtedy złamało, bo był ślepy i czuję, że nie miał swojego psa przewodnika, który przeprowadziłby go przez ulicę.
→ Lubię rano lub wieczorem trochę pobiegać. Tylko nie przed policją, Chociaż to byłoby fajne ze względu na dawkę adrenaliny... Hmm.
→ Mam niski głos, którym lubię naśladować inne głosy, nawet te niższe i wyższe od mojego. Nie wychodzi mi to. Ale umiem idealnie naśladować Golluma z Władcy Pierścieni.
→ Może i jestem chujkiem, hipokrytą i niekiedy wychodzę na dupka, ale w gruncie rzeczy jestem dobrym i uprzejmym człowiekiem, który nie skrzywdziłby muchy. Pewnie dlatego na wszelkie przejawy większej agresji reaguję dosyć nerwowo i gwałtownie.
→ Kocham rock, szczególnie klasyczny i alternatywny.
→ Jak tak dalej pójdzie to będę musiał nosić soczewki lub okulary.
→ Zdarza mi się sporo palić, szczególnie, gdy się stresuję.
→ Kocham czytać, oglądać filmy i seriale oraz jeść. Kocham jeść i cieszę się, że mam naturalnie całkiem niezły metabolizm.


[Profil]
  [0+]
 
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-07-30, 21:24   

Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 68%
Ta moc to rzeczywiście biznes życia, jednak w czasach całodobowej kontroli ze strony rządu, mamy nadzieję, że Ray będzie bardzo ostrożnie z niej korzystał. Nie chcemy przecież, by taki te wszystkie wymuszone napiwki się na nim zemściły! Leć na fabułę i namieszaj trochę <3
Twoja grupa krwi to: 0 Rh+.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6