Poprzedni temat «» Następny temat
Salon & Kuchnia
Autor Wiadomość
Elisabeth Duncan



Na mordercę zawsze można liczyć, że błyśnie kunsztowną prozą.

Oddział Bezpieczeństwa w organizacji DOGS





name:

Elisabeth Samantha Duncan

alias:
Elise

age:
20

height / weight:
170 / 58

Wysłany: 2018-07-14, 20:42   

Żart o gotowaniu musiała puścić mimo uszu, tym razem taki humor Viggo przeszedł bez niepotrzebnego oburzenia. Elisabeth będąc w niewygodnej sytuacji nie mogła pewnych rzeczy mówić na głos. Im więcej myślała o tym, że tak naprawdę nie wiedzą o sobie nic szczególnego tym bardziej zmartwiona była swoim wyborem. Nie sprawiałoby to jej kłopotów, gdyby robiła to już setny raz. Przemknęło jej przez myśl, kiedy dokańczała posiłek dorzucając mężczyźnie talerze do zlewu, że kręciła sobie sznura na własną szyję. Ta noc nie miała należeć do najspokojniejszych w jej życiu. A gdyby tak zabezpieczyła drzwi od wewnątrz krzesłem... To był dobry pomysł. Wspaniałe zabezpieczenie, gdyby jednak nieprzewidywalne zachowania gospodarza wróciły.
- Ode mnie mógłby dostać tylko uśmiech i pokrzepiający uścisk dłoni. A gdyby tak zamieszkać w klasztorze? Jedzenie, własny pokój, spokój... I zawsze bym wiedziała, co ubrać. - Uśmiechnęła się mimowolnie, w międzyczasie rozglądając się po pomieszczeniu bez większego celu. Zastanawiała się nad tym, jak długo ich rozmowy o wszystkim, a zarazem niczym będą trwać. Gdyby był tu zegarek, mogłaby przyuważyć którą mieli teraz godzinę. Telefon zostawiła w płaszczu, niech to szlag.
- Wyglądasz mi na takiego, który nie stroni od alkoholu. Butelki w szafce tylko utwierdzają w tym przekonaniu. Ale w tych czasach to norma, że wszyscy piją. - Wszyscy, poza Elisabeth która w piciu wprawy dużej nie miała. Skrzyżowała ręce na piersiach, kiedy tak stała w pobliżu kątem oczu przyglądając się wszystkim ciemnym tatuażom, wystającym spod tak zwanej koszulki-żonobijki.
- Myślałeś kiedyś o tym, żeby kupić kota? Brakuje mi w tym domu czegoś żywego... Miałbyś z kim jeść co wieczór kolację, kiedy mnie już zabraknie. - Spontaniczna propozycja szybko opuściła jej usta. Nie kierowała się jednak osobistymi preferencjami Viggo, a własnymi. Uwielbiała psy, ale nie mogła sobie na nie pozwolić ze względu na alergię. Za to koty... Kto by mógł się im oprzeć? Podkreśliła zarazem fakt, że mieli dla siebie zaledwie trzy dni które miały prysnąć, jak bańka mydlana. W mgnieniu oka Viggo miał znów zostać całkiem sam.
[Profil]
  [A+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-07-14, 21:22   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Och, przecież Elise mogła zawsze pozadawać mu trochę pytań, jeśli czuła się źle w jego towarzystwie. Gdyby on patrzył na tę sytuację stwierdziłby, że dziewczyna wybrała prawdopodobnie jedno z najbezpieczniejszych mieszkań w całym Seattle. No, ale on myślał troszeczkę inaczej, doskonale wiedział iż tutaj nic jej nie grozi, no chyba że sie na niego rzuci bądź będzie próbowała go zabić. On sam, również nie wiedział kogo dokładnie wpuścił do swojego domu. Gdy dziewczyna podrzuciła mu talerz zrobił minę męczennika, ale tylko na chwilę. Wbrew pozorom był wdzięczny dziewczynie za zrobienie mu jedzenia, gdyż sam był zwykle zbyt leniwy by gotować tylko dla siebie.
Zaśmiał się słysząc kolejne pomysły dziewczyny.
- Widać że nie wiesz o czym mówisz. Klasztor huh? Nie wydaje ci się to zbyt nudne? Wiesz wstajesz jesz, modlisz się i idziesz spać... Faktycznie mało masz wyborów. Do burdelu nie pójdziesz, do domu dziecka też nie, noclegownie dla bezdomnych też odpadają... Zawsze możesz zostać piratem w sumie... - mężczyzna zaczął wymyślać razem z nią, gdy chciał potrafił być miły dla ludzi, ba podobno nawet czasem był zabawny, niestety nie miał na to często okazji. Ot, jego znajomości raczej nie są zabawne.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem.
- Alkohol moja droga jest najlepszym lekiem nasennym i terapeutą w jednym. - Cóż, nie powie jej w prost że był torturowany jako dzieciak i teraz pije by o tym zapomnieć i móc przespać całą noc bez koszmarów z tamtych czasów. O nie, tego to by było trochę za dużo na jeden raz, a przynajmniej według niego.
Słysząc o kocie mężczyzna pokręcił przecząco głową, cóż on za kotami raczej nie przepadał po za tym to żywe, futrzaste coś o co trzeba dbać i co trzeba karmić itp..
- Kota trzeba nakarmić, wymieniać w kuwecie a ja dużo pracuję. Jadam sam od kilku lat więc już przywykłem, kto mógłby nie być aż tak zadowolony na spędzanie całych dni w samotności, podobno wtedy dziczeją. - odpowiedział jej wszystkimi swoimi argumentami, jakie tylko mógł posiadać przeciwko posiadaniu zwierzęcia. Och, od doskonale wiedział że będą to tylko trzy dni, w końcu sam ustalił taką datę czyż nie?
Znacie to uczucie kiedy woda z kranu pada na łyżkę i zostajecie cali oblani wodą? Tak właśnie teraz czuł się Viggo bo właśnie to się wydarzyło. Wredna łyżka sprawiła że został oblany wodą tak samo jak dobre 3/4 małej kuchni jaką posiadał. Mężczyzna zaklął siarczyście w sobie znanym języku. Szybko zakręcił kran po czym od razu rzucił ścierkę na drewnianą podłogę i zaczął ścierać wodę. Sama ścierka jednak nie starczyła to też zdjął koszulkę która mokra byłą tylko gdzieniegdzie by skończyć wycieranie podłogi. Nie miał w ogóle ochoty na remont a ten rodzaj podłóg bardzo szybko niszczył się pod wpływem wody. Gdy mężczyzna zdjął koszulkę, Elise mogła zobaczyć że cały jego tors i plecy poorane są bliznami, wyglądającymi jakby ktoś dla zabawy rozpruł jego ciało na kawałeczki i później niezgrabnie pozszywał je w całość. Na plecach mężczyzny nie było praktycznie miejsca bez blizn, część z nich zarówno na plecach jak i torsie została poprzykrywana tatuażami. Dopiero gdy podłoga była sucha mężczyzna uświadomił sobie co tak naprawdę zrobił. Szybko wyskoczył z kuchni do swojego pokoju, po chwili wracając w bluzie z długim rękawem. Wrócił do kuchni i zgarnął mokrą koszulkę jak i ścierkę i wycisnął je nad zlewem.
- Ja... Przepraszam... Czasem o tym zapominam... Nie chciałem żebyś widziała.... - powiedział przepraszającym tonem. Spojrzał na dziewczynę a w jego wyrazie twarzy czaił się wstyd i poczucie winy.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Elisabeth Duncan



Na mordercę zawsze można liczyć, że błyśnie kunsztowną prozą.

Oddział Bezpieczeństwa w organizacji DOGS





name:

Elisabeth Samantha Duncan

alias:
Elise

age:
20

height / weight:
170 / 58

Wysłany: 2018-08-08, 21:31   

Dziewczyna uparcie wpatrywała się, w dokładnie pomalowany sufit jak gdyby szukała w nim wszystkich odpowiedzi na pytania które wkrótce zamierzała zadać. Zdawała się być tym pochłonięta. Przynajmniej do czasu nim nie napomknął o piractwie, na które zareagowała wyjątkowo żywo. Uśmiechając się od ucha do ucha podeszła o tych kilka kroków bliżej.
- Ściągnęłam kiedyś kilka filmów przez internet. Mogę nazwać się piratem? Chcesz być w mojej załodze? Mógłbyś zostać moim sternikiem. Tak na dobry początek. - Propozycja nie do odrzucenia nawiedziła Hetfielda jak zmora wczorajszej nocy, a także wszystkich innych, biorąc do siebie słowa o alkoholu, o domniemanej bezsenności szaleńca którego przy którym stała prawie ramię w rami,ę nie ponosząc żadnych zagrażających życiu obrażeń. Zaskakujące. Bardzo często, prawie nieprzerwanie, czuła w jego towarzystwie przejmujący niepokój. Ale coś niezrozumiałego sprawiało, że nie szukała drogi ucieczki przez najbliższe uchylone drzwiczki.
Elisabeth niejednokrotnie swoim zachowaniem na myśl przywodziła dziecko. Hetfield był na tyle rozsądnym człowiekiem, że łatwo mógł zorientować się, że wystarczyło w odpowiedni sposób pokierować temat by przykuć jej uwagę. Interesowały ją drobnostki, odrealnione historyjki upiększające nawet najmroczniejsze historie – to tylko potwierdzało teorię,że dziewczyna naprawdę zamierzała podążać za nierozsądnymi marzeniami przeprowadzając się z jednego miasta do drugiego kosztem wszystkich dotychczas zdobytych znajomości.
- Skoro mowa o dzikich kotach, to spotkałam ostatnio jednego. - Ucięła. Miała na myśli mężczyznę, ale nie powiedziała mu tego wprost chcąc wymownym milczeniem okazać mu wdzięczność za dach nad głową dzisiejszej nocy. Chciała gdzieś w głębi duszy, przynajmniej przez chwilę być równie tajemnicza, nie odsłaniać wszystkich kart ale szło jej to bardzo opornie. Chociaż nie przedstawiała bezpośrednich informacji o sobie miała wrażenie, że Hetfield z każdym spojrzeniem wybebeszał ją ze wszystkich sekretów jakie głęboko skrywała. Podpatrywała spod przymrużonych powiek jakie naczynia bierze teraz do spracowanych dłoni, a kiedy dotknął metalowej łyżki pomyślała o wodzie która mogłaby się od niej odbić. I nim wypowiedziała swoje myśli na głos tak właśnie się stało, w ciągu zaledwie kilkunastu sekund podłoga w kuchni była mokra od lecącej z kranu wody. Tak samo rozmówca. Parsknęła z rozbawieniem ale przestało być jej do śmiechu gdy ściągnął koszulkę. Zrobiło się... Niezręcznie. Sama nie do końca wiedziała gdzie powinna zawiesić swoje spojrzenie, czy przyglądać mu się w takiej sytuacji czy wyminąć go wzrokiem nie chcąc nachalnie wpatrywać się w interesujące ją tatuaże, w przerażające, wyraźnie wypukłe blizny. Nie mogłyby być świeże. Musiało minąć kilka lat... Zmarszczyła brwi, a im dłużej o tym myślała tym większy czuła żal. Ale do kogo? Zagryzła wnętrze policzków kiedy stała sama w kuchni. Przytłoczyło ją to do tego stopnia, że czas w którym mężczyzny nie było w pomieszczeniu zdawał się być jak mrugnięcie oka.
- W porządku... Nie masz za co przepraszać. To tylko głupia łyżka.... - Uśmiechnęła się lekko, starając się jednocześnie ukryć to, że ukradkiem przecierała wilgotne od samowolnie płynących łez, zaczerwienione policzki.
- Co by był z ciebie za pirat, gdybyś nie stoczył tylu walk na morzu? - Spojrzała na niego niepewnie, nie wiedząc jakiej reakcji mogłaby się teraz spodziewać. Chciała wybrnąć z tej sytuacji z twarzą ale nic nie przychodziło jej do głowy, nic więcej poza nerwowym przełknięciem śliny, wykonaniem kilku kroków i wyciągnięciem w jego kierunku drżącej dłoni. Zwykle w takich sytuacjach ludzie chcieli otrzymywać wsparcie, a fizyczny dotyk w niektórych wyjątkowych przypadkach bardzo pomagał okiełznać rozbuchane emocje. Ona sama potrzebowała teraz oparcia, chociaż oferowała własne.
- Już dobrze... Nie musisz się przede mną chować. Nie masz się czego wstydzić... - Stanęła na palcach. Zaryzykowała, kiedy próbowała z sercem w gardle dotknąć opuszkami jego włosów z zamiarem uspokajającego ugłaskaniach ich. Liczyła na to, że tym razem przysłowiowy kot nie zrobi jej dużej krzywdy.
[Profil]
  [A+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-08-09, 13:20   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Viggo roześmiał się na słowa dziewczyny, a trzeba przyznać że jego śmiech był całkiem przyjemny dla ucha, dużo bardziej przyjemny niż jego aparycja. Musiał przyznać że dziewczyna ma niezłą wyobraźnie, teatralnie przejechał swoją ręka po brodzie, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiał.
- W sumie, może to być dobry początek. Jasne, w końcu ktoś musi prowadzić statek a wątpię żebyś umiała chociaż samochód prowadzić, nie mówiąc już o całym wielkim statku.- Powiedział pół żartem. Cóż, naprawdę sądził że dziewczyna mogłaby nie poradzić sobie ze zwykłym samochodem, w końcu była bardzo młoda i nie wyglądała na kogoś z prawem jazdy, wtedy raczej nie szukałaby u niego noclegu.
Może i przypominała dziecko jednak jemu wcale to nie ułatwiało w końcu on nigdy w życiu z dziećmi styczności nie miał,nie wiedział jak to funkcjonuje czy trzyma się je w klatce czy na wolno... No prędzej psem sie zajmie niż dzieckiem, chyba że pies i dziecko to to samo?
- Tak? Nic ci nie zrobił?- Spytał z zaciekawieniem. cóż on za dzikiego kota miał jakiegoś lwa czy coś w tym stylu, sądził jednak ze kobiecie chodzi o jakiegoś poddziadziałego dachowca. Nie miał zielonego pojęcia że mogła mówić o nim, choć w sumie trochę zdziczały był. Nie za bardzo umiał żyć z ludźmi którzy nie byli podobni do niego, których nie musiał zastraszać by osiągnąć swój cel.
Głupia łyżka.... Dla niego to wcale nie była głupia łyżka, ta łyżka sprawiła że przez swoją głupotę pokazał jej coś czego nie miał zamiaru, pokazał jej coś czego nienawidził pokazać innym. Mężczyzna nienawidził tego wzroku pełnego współczucia którym właśnie go obdarzała, zauważył łzy które ocierała ze swojego policzka i szczerze mówiąc, miał ochotę wymazać jej w jakiś sposób pamięć. Zanim wypowiedziała kolejne słowa Viggo podszedł do barku, nalał sobie szklankę Whisky i wypił ją jednym duszkiem, wymazując z pamięci podobną minę jaką obdarzała go jego matka.
Mimo wszystko uśmiechnął się lekko, słysząc że byłby dobry piratem, ależ oczywiście że by był, jednym z najlepszych możliwych piratów. W końcu który inny pirat wie tyle co on o zadawaniu bólu?
- Gdyby to były walki na morzu to bym ich nie zakrywał, ba każdemu bym się chwalił..- powiedział tylko nadal lekko uśmiechając. W pierwszej chwili chciał odepchnąć dziewczynę, powiedzieć jej aby szła do diabła... Schylił jednak głowę pozwalając jej zanurzyć palce w jego włosach gdyż gdzieś w sercu zrobiło mu się miło że zdecydowała się jakoś go pocieszyć.
-Nie wstydzę się, nie miałem na to wpływu ja... Ja po prostu nie lubię jak gapi się na mnie ze współczuciem, jakby to mogło cofnąć czas..- odpowiedział jej tylko przymykając delikatnie oczy.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Elisabeth Duncan



Na mordercę zawsze można liczyć, że błyśnie kunsztowną prozą.

Oddział Bezpieczeństwa w organizacji DOGS





name:

Elisabeth Samantha Duncan

alias:
Elise

age:
20

height / weight:
170 / 58

Wysłany: 2018-08-09, 13:56   

- Zaatakował mnie. Ale najwyraźniej nie miał ochoty, żeby skrzywdzić mnie bardziej. Widzisz, żebym miała jakieś ślady, po spotkaniu z nim? - Zaczerwienienia które powstały tego wieczoru, zaledwie kilka godzin temu w okolicy szyi, nadal utrzymywały się, z tym, że teraz przeszły w lekkie zażółcone odciski palców. Niespiesznie gładziła włosy, które w jej mniemaniu mogłyby być odrobinę dłuższe - wystarczająco, by móc chwycić je w mocnym uścisku w garść z której nie mogłyby się wyrwać. Przeczesała je kilkakrotnie, nim nie przetarła opuszkami kciuków jego przymkniętych oczu, a później policzków przyglądając mu się uważnie. W każdym jej ruchu można było wyczuć płochliwość, ostrożnie stąpała po tym cienkim lodzie stopniowo przyswajając sobie teren, po którym zamierzała się poruszać. Jak kot, który z każdym dniem czuł się swobodnie w nowym miejscu.
Tatuaże przykrywają wszystko, co chciałbyś, żeby było przykryte. Nie musisz dodatkowo ich chować. Teraz jesteś sztuką – a sztuka cieszy oczy. - Ostrożnie wycofała dłonie od jego twarzy, nie chcąc się zbytnio narzucać. Pomiędzy nimi bądź co bądź stało się coś dziwnego, nieoczekiwanego przynajmniej przez Elisabeth. Chociaż nie uciekła daleko, a uparcie dalej trwała naprzeciwko ograniczyła nieco ich wzajemny kontakt cielesny.
- Nie chcesz mi powiedzieć, że przed kobietami które tu zapraszasz też się tak chowasz? Mówisz „nie dotykaj” bo nie chcesz, żeby patrzyły w ten sposób? Żeby nie pytały? Na pewno pytają... Ale ja nie muszę. - Mruknęła. Podrapała się też mimochodem po karku, nie wiedząc co jeszcze powinna dodać, aby pokazać mu, że chociaż miała ochotę pytać to nie chciała niepotrzebnie rozdrapywać jego starych ran. Historia na pewno niosła za sobą ciężkie wspomnienia, nie tylko psychiczne, ale również fizyczne. A ona nie wiedziała czy jako osoba bardzo empatyczna, gotowa była na najmniejsze szczegóły.
- Przyjmijmy, że... Nie mamy się czym przejmować, oboje wyglądamy pięknie, ponętnie I nic tylko nas rwać. A teraz szczerze, odpowiedz mi na jedno pytanie... Kto pierwszy zajmuje łazienkę? - Spojrzała na niego wyczekująco, poważnie, jak gdyby od tej jednej odpowiedzi miało zależeć całe jej życie. Pomyślała, że nakierowanie na inny temat rozluźni nieco atmosferę, a Viggo przestanie źle czuć się z jej troskliwym spojrzeniem na sobie. Ilości wypitego przez niego alkoholu nie pozostawały dla Elisy obojętne, miała w kącie głowy świadomość, że im więcej wypije tym jego zachowanie może różnić się od wszystkich z jakimi miała już styczność. Chłodny prysznic na pewno by go ożywił, a ciepły, zagonił w pierzyny łóżka.
[Profil]
  [A+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-08-10, 00:23   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Viggo przyjrzał się jej uważnie, jedyne co zauważył to ślady po swoich palcach na jej szyi. Szczerze mówiąc sądził że nie złapał jej aż tak mocno, a może zrobił to za lekko że teraz nie bała się tak na niego gapić i go dotykać? No nie wiedział.
- Najwidoczniej nie wyglądałaś dla tego kota smacznie czy coś..- odpowiedział jej spokojnie. Nie miał pojęcia nadal że chodzi jej właśnie o niego, alkohol robił swoje a i on nie był najlepsza osobą do czytania innym w myślach, czyż nie? Szczerze mówiąc pasował na kogoś dzikiego, rzadko kiedy miał kontakt z normalnymi ludźmi.
Mężczyzna czuł jak nie pewne są jej ruchy dlatego też zamarł w bezruchu nie chcąc jej spłoszyć. Trzeba było przyznać że to, co mu robiło było przyjemne i.... Inne. Nikt nigdy tak swobodnie nie głaskał go po włosach czy twarzy, większość kobiet z którymi miał do czynienia spędzała z nim zaledwie kilka godzin, skupiając się na innych częściach jego ciała, ten prosty gest był dla niego naprawdę niespotykany.
Viggo zaśmiał się pod nosem, po czym podciągnął rękaw pokazując jej swoje przedramię. Owszem, tatuaże zakrywały bardzo dużą częśc jego ciała, kobieta mogła jednak zobaczyć grube blizny pomiędzy tatuażami, tak jakby całe jego ciało zrobione było właśnie z tych blizn.
- Wszystkiego nie zakrywają. Sugerujesz że powinienem chodzić jak Adam w raju by ludzie mogli tę sztukę podziwiać? - miał nadzieję że ten mało przemyślany żart rozluźni chociaż trochę sytuację. Zabawne, jego oprawca również uważał to, co mu zrobił za sztukę. Sadystyczną i chorą ale sztukę, on jednak nie widział w tym ani krzty sztuki, może kunszt fachu ale nie sztukę.
- Zwykle są zbyt zajęte czymś innym żeby zwracać na to uwagę- wyszczerzył się w łobuzerskim uśmiechu - No i zwykle jest ciemno, a w pewnych sytuacjach się tego nie zauważa- dodał jeszcze tłumacząc. Cóż, żadna kobieta którą tu nie była trzeźwa a i nie zwracała uwagi na inne rzeczy niż zaspokojenie ich potrzeb. - Oj widzę że chcesz zapytać, śmiało - Mruknął tylko po czym założył ręce na piersi - Przecież widzę że cię korci- dodał jeszcze. Cóż, skoro już zaczęli temat mogli go dokończyć czyż nie? Wspomnienia i tak zdążyły już wrócić, więc czemu nie miał by okazać jej odrobiny łaski?\
Mężczyzna uśmiechnął się ponownie słysząc jej kolejne słowa.
- Uważaj bo zarygluję drzwi by nasi amanci nie próbowali się tu włamać i czcić nas podczas snu... Możesz iść pierwsza, tylko mi tam nie zaśnij.- odpowiedział z uśmiechem, cóż on i tak nie prędko zaśnie.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Elisabeth Duncan



Na mordercę zawsze można liczyć, że błyśnie kunsztowną prozą.

Oddział Bezpieczeństwa w organizacji DOGS





name:

Elisabeth Samantha Duncan

alias:
Elise

age:
20

height / weight:
170 / 58

Wysłany: 2018-08-14, 18:02   

- Jak Adam to trochę zbyt śmiałe określenie. - Chociaż starała się być w stosunku do niego miła to nawet ta miłość miała swoje granice. A to znaczyło, że w żadnym wypadku nie zamierzała oglądać go bez odzienia wierzchniego, nie ważne czy w środku nocy, czy może spontanicznie, o świcie. Ruszyła się ze swojego miejsca, w kierunku wyznaczonego dla niej pokoju, aby zabrać wszystkie niezbędne przedmioty, przydatne w łazience. Zatrzymała się jednak na moment w okolicy framugi kuchennej, nim nie obrała swojej drogi.
- Nie uważasz, że dzielenie się ze mną takimi historiami może być niebezpieczne...? Nic o mnie nie wiesz A gdybym pracowała w policji?. - Wypomniała mu grożąc przy tym ostrzegawczo palcem. Chociaż nie wyglądała przy tym groźnie, ani nawet przekonująco chciała mu dać do zrozumienia, że cechował się naiwnością - najpewniej tylko w stosunku do przychylnych mu kobiet skoro od tak otwierał się, bez cienia zawahania.
- Szczerze? Kiedy mówisz mi „śmiało” mam wrażenie, że historia tych blizn to twoja popisowa bajka na dobranoc. Ile razy już ją opowiadałeś? - Obróciła przysłowiowego kota ogonem i tak jak jeszcze chwilę temu mogło być miło, tak w końcu Elisabeth pokazała swoje pazury, niezadowolona z tego, że chciał od tak bez zawahania wyśpiewać jej wszystko. Nawet jeśli historyjka nie miałaby realnego pokrycia dziewczyna miała wrażenie, że nie będzie to miłe doświadczenie. A kto chciał tak naprawdę wsłuchiwać się w smętne wywody, podpitego gospodarza?
- Zapomniałeś o ryglowaniu okien. Przez nie mogę uciec. - Mruknęła więc pod nosem coś niewyraźnego, nim nie znikła za rogiem we wnętrzu pokoju, szukając zaraz swojej walizki z rzeczami. - Masz w domu jakiś nieużyty ręcznik? - Krzyknęła zaraz w kierunku kuchni.

z/t [ przenosiny do pokoju gościnnego ]
[Profil]
  [A+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-08-15, 23:49   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


/koniec kwietnia, przylazł z sypialni

Viggo spojrzał na niego z rozbawieniem gdy tylko mężczyzna wspomniał o tym,jak źle brzmią te słowa gdy leżał w łóżku.
- No nie mów że byś na mnie nie poleciał...- powiedział żartem po czum poruszył brwiami po to by za chwilę zaśmiać się krótko. No, nie mógł przegapić takiej okazji do jakże świetnego i cudownego żartu!
Gdy już przeczytał mu karteczkę a ten zaproponował przeniesienie się d salonu mężczyzna jedynie zarzucił na siebie koszulkę, przechodząc za Coltem do swojego salonu, oczywiście po drodze zgarniając paczkę fajek przyniesionych mu do pokoju, prawdopodobnie w celu udobruchania jego jakże świetnego humoru po przebudzeniu. Postanowił kontynuować rozmowę gdy już usadowi się wygodnie na kanapie, doskonale wiedział że do tego typu rozmów będą potrzebowali dużej ilości alkoholu dla Hetfielda i kresek dla Payne'a.
Gdy już tam się znalazł, przysunął swój przenośny barek koło kanapy, przyniósł szklanki do whisky z kuchni jak i popielniczkę i opadł na kanapę, rozwalając się na niej wygodnie, no nie do końca bo zostawił trochę miejsca dla Payne'a by on również mógł usiąść.
- Doskonale wiem o czym mówisz. Mój tatuś też nie był za cudowny, wyobraź sobie że dostałem taki sam list od jebanego szefa policji jak jeszcze byłem w szpitalu próbując przeżyć to co mi zrobili..- mruknął z niezadowoleniem po czym nalał sobie alkoholu i odpalił papierosa. Zwlekał z podaniem mężczyźnie banknotu, ot tak by mu trochę zrobić na złość za to że wyrwał go z jak błogiego snu o!
- No nie wiem może jakieś długi czy coś... Oby tylko w banku a nie u nie miłych gości jak ja- powiedział ze śmiechem po czym wyciągnął z kieszeni spodni pomiętego dolara i wręczył go mężczyźnie - Masz, na spłatę długów po tatusiu- dodał jeszcze po czym wziął głębokiego łyka trunku ze swojej szklanki.
- Jak Twoja siostra?Mogę ją pocieszyć- zapytał uśmiechając się łobuzersko.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-08-19, 23:32   
   Multikonta: Fay, Marg


- Jestem wzrokowcem - wyjaśnił, wzruszając ramionami i opuścił sypialnię, zanim sens tych słów mógłby w ogóle dotrzeć do nie do końca jeszcze przebudzonego umysłu Viggo. Z drugiej jednak strony ktoś, kto dłużej znał Colta pewnie wiedział, że sporą większość rzeczy wychodzących z jego ust zwyczajnie nie należało brać na serio. O ile rozmawiający z nim ludzie nie byli jego szefem albo klientami, powinni się liczyć z częstymi próbami podniesienia ciśnienia. Gorzej, gdy zdawał sobie sprawę, że z czasem to przestawało robić na ludziach wrażenie. Wtedy zaczynała się przyjaźń.
Mimo uprzejmości Viggo w pozostawieniu wolnego miejsca na kanapie, Colt wolał zasadzić się na wolnym fotelu, skąd miał wygodniejszy dostęp do stolika, co zaraz miało mu się bardzo przydać.
- Zazdroszczę, że swój list dostałeś tak wcześnie. Okoliczności... niekoniecznie - odparł krzywiąc się lekko, bo historię Viggo dane mu było poznać i... no cóż, za nic nie chciałby być w jego skórze. Pewnych rzeczy nadal nie potrafił sobie wyobrazić i nawet chyba nie chciał próbować.
Ale no co zrobić, nie było sensu się nad tym roztrząsać, przeszłości i tak nie dało się zmienić. Jedni w wieku jedenastu lat czekają na list z Hogwartu, inni marzą o śmierci ojca-pijaka, a jeszcze inni są torturowani przez rosyjską mafię. Życia nie przewidzisz.
Przez głowę Colta przeszła myśl, że w sumie szkoda, że nie mógł wiedzieć, kiedy jego staruszek postanowi zejść z tego świata. Zabrałby tam Viggo i nadał jego śmierci trochę... kolorów? Bo zawał był taki... banalny, prosty... zbyt szybki i łagodny. Może przemawiała przez niego nienawiść, ale była to zbyt dobra śmierć dla takiego śmiecia.
Ale z drugiej strony na co on liczył? Na sprawiedliwość? W tym świecie? Gdzie poluje się i zabija ludzi tylko dlatego, że mają pewne umiejętności? Gdzie genetycznie lepszych traktuje się gorzej niż ludzi, których miał nieprzyjemność poznać swojej odsiadki? Nie był wierzący, ale gdyby miał się pomylić i po śmierci jednak jest jakiś sąd ostateczny, to Benedict Stevens będzie miał w nim ostro przejebane.
Ta myśl trochę poprawiła mu humor.
- Cóż, mogą próbować, jeśli będzie chciało im się tu fatygować aż z Vancouver. Ale na ich miejscu nie liczyłbym na zbyt wiele - odparł tylko. Na brak pieniędzy nie narzekał odkąd pracował dla Delgado, jednak mimo wszystko wolał ją wydawać na coś innego niż załatwianie pośmiertnych spraw ojca. Przykładowo na siostrę. Albo kokę. Broń. Części do motoru. Cholera, nawet gdyby chciał sobie kupić basen i napełnić go kawiorem byłby to lepszy sposób na pozbycie się pieniędzy nić tamto.
- Tylko tyle? W barze aż tak słabo ci płacą? - uniósł brwi, ale wziął banknot bo był mu potrzebny. Nominał nie grał roli.
- Chyba dobrze - odparł, przenosząc wzrok na Hetfielda, który właśnie zaczynał stąpać po wyjątkowo kruchym lodzie - Jeśli ci spieszno do tatuażysty... - wzruszył lekko ramionami. Viggo tatuował się, żeby ukryć blizny, tak? Po czymś takim Colt zadbałby o to, żeby musiał przykryć wiele nowych.
[Profil]
  [AB+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-08-24, 22:51   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Viggo uśmiechnął się gorzko na wspomnienie okoliczności w których dowiedział się o śmierci swojego ojca i wcale nie było to przez zwykły prosty list, o nie. Miał to szczęście że widział jego trupa, przywiązanego i nadal wpatrującego się w weneckie szkło. Ten widok pozostanie z nim do końca jego marnego życia.
- Wiesz, list to była tylko formalność. Jak mnie wynosili z tamtego chuj wie czego widziałem jego zwłoki, podobno przez ponad dwa miesiące oglądał to, co mi robili i nic kurwa nie zrobił.- odpowiedział z podłym uśmieszkiem na ustach,cóż nie żałował nigdy swojego ojca, zwłaszcza dlatego że sam go w to wpakował, w końcu to on miał dziwne długi u rosyjskiej mafii i to on nalegał żeby przeprowadzić się do tamtej dziury.
Mężczyzna doskonale rozumiał jak szczęśliwy był teraz jego przyjaciel, w końcu on sam, gdy dowiedział się że jego ojciec zmarł poczuł naprawdę wielką ulgę, tak jakby ktoś zdjął mu ciężki kamień z piersi... Niestety nie cofnęło to dłuugich miesięcy tortur jakie musiał znieść.
- Przynajmniej masz już go z głowy Payne, na twoim miejscu jednak sprawdziłbym czy nie zostawił ci jakiejś nie miłej niespodzianki, wiesz w tych czasach lepiej nie widnieć w żadnej bazie danych- doradził swojemu przyjacielowi, cóż kto jak kto ale on doskonale wiedział jak udupić innych ludzi przez co w tej sytuacji, na miejscu Payne'a byłby naprawdę ostrożny w tej kwestii, w końcu przezorny zawsze ubezpieczony czy coś w tym stylu, no w przysłowia to on najlepszy nie był.
- A weź przestań, jeszcze trochę a pokażę mojemu szefowi jak bolą złe decyzje- mruknął tylko w żarcie, no skoro Colt uderzał już w kreski, Viggo również nie powinien zostawać w tyle. Odstawił pustą szklaneczkę po to by przyssać się do butelki i upić z niej kilka długich łyków, no nie będzie się przecież w tańcu pierdolił.
- Chyba? Silna jest, pewnie nic jej nie będzie.- odpowiedział a słysząc o tatuażyście wybuchnął śmiechem i klepnął przyjacielsko Colta w ramię - No nie chciałbyś mnie w rodzinie? - dodał jeszcze dając mu znać że żartuje. Nie chciał teraz się z nim bić, to też postanowił rozładować trochę sytuację -Wiesz że bym jej nie tknął
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-08-25, 15:21   
   Multikonta: Fay, Marg


Okej, okej, wyglądało na to, że Viggo wygrał ten mały konkurs na "psychola bardziej cieszącego się ze śmierci swojego starego". Colt nie widział swojego... cóż, właściwie to odkąd sam wyszedł z więzienia i nie zwiał do Seattle. Wcześniej ten raz na jakiś czas niepokoił jego siostrę czy matkę, ale nie było to nic, z czym nie potrafił sobie poradzić. Teraz po prostu... nie musiał tego robić. Miał tą lekkość, nie musiał się zastanawiać, czy kiedyś jeszcze go zobaczy, czy ten będzie chciał odnowić relacje z córką, bo tak mu się ubzdurało w jego starym umyśle, że przed śmiercią naprawi dawne winy.
- Pieprzony sadysta - mruknął, kręcąc głową z niedowierzaniem, po chwili zerkając na Viggo, bo jakby nie patrzeć on też umiał sprawić ból, jednak ostatecznie wzruszył tylko ramionami. Naah, to nie było to samo, zdecydowanie, więc Hetfielda nie powinno to dotknąć.
- Chyba masz rację... no cóż, jakoś w maju chyba będę musiał zrobić sobie małą wycieczkę do Vancouver. Dzień czy dwa i będzie z głowy. Chociaż zresztą, zmieniłem nazwisko raz, mogę to zrobić po raz kolejny. Albo się wynieść. To o Młodą bardziej się martwię, jej życie jeszcze nie jest do końca spierdolone. Jeszcze ma szansę wyjść na ludzi - westchnął pod nosem, bo o ile właśnie swój los był mu obojętny, to nie chciał, żeby jego siostra się w coś wpakowała. Tym bardziej nie przez ich ojca. Nie był warty tego, żeby musiała się nim przejmować, a Colt, jako starszy brat musiał o to zadbać.
- Zrezygnuj. Po co się męczyć za tak niską stawkę w jakimś podrzędnym pubie, skoro gdzie indziej można wyciągnąć dużo więcej. Może nie do końca z pisemną umową, ale no, to chyba nie problem? - spytał, chociaż ostatecznie był w stanie zrozumieć Viggo, jeśli chciał mieć jakieś zabezpieczenie w postaci papierka o pracę. Zresztą, czy sam nie dążył do czegoś podobnego? W końcu myślał całkiem poważnie o swoim własnym warsztacie. Czekał jedynie na dobry moment.
- "Chyba", bo jeszcze się z nią dzisiaj nie widziałem. Wybyła, pewnie wróci pod wieczór - dodał, w końcu znajdując chwilkę, żeby zająć się tym, co chodziło za nim od samego początku. Odrobiną białego proszku - Wiesz, że nic do ciebie nie mam - powiedział, podnosząc się znad stolika i pocierając lekko nos - Ale jednak wolałbym, żeby znalazła sobie jakiegoś statecznego nudziarza. Prawnika, księgowego... byle trzymał ją z daleka od tego szajsu.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5