Poprzedni temat «» Następny temat
Are you out of your mind?!
Autor Wiadomość
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-29, 20:20   Are you out of your mind?!
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


W porządku, może nie wszystko poszło dokładnie po jej myśli, może sytuacja w pewnym momencie stała się dość kiepska, ale ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, tak? Dostała to, czego chciała.
Tak przynajmniej sobie wmawiała, oglądając we wstecznym lusterku swoją twarz. Cholera, nie wyglądało to zbyt ciekawie i co gorsza, było widoczne na kilometr, że całkiem mocno oberwała w to miejsce. Skórę na kości policzkowej miała zdartą, miejsce to było czerwone, nawet lekko fioletowe i trochę opuchnięte. No i piekło niesamowicie, więc miała nadzieję znaleźć w zamrażarce w domku coś zimnego, co mogłaby przyłożyć w to miejsce. No i warga, którą sobie przygryzła podczas uderzenia, na której już w miejscu rozcięcia powstał pionowy strupek. Gorzej, że chwilowo nie mogła sprawdzić, jak wygląda sytuacja z tyłu, na jej plecach, gdzie oberwała pociskami z mutazyną. Liczyła na to, że chociaż ich dawka nie była zbyt duża tak, że utrzyma się może dzień czy dwa.
Nic jednak nie równało się z tym, jak wkurzony będzie Ronnie, gdy zobaczy ją w takim stanie, przybrudzoną od zmagań na ziemi, z podbitym okiem i mutazyną w organizmie. Jakby tego wszystkiego było mało, zgubiła pistolet, których też nie mieli za wiele. Dwie sztuki. Teraz już jedną.
Dość niechętnie podjechała leśną drogą pod ich domek, zatrzymując samochód w pewnej odległości. Może akurat jej się poszczęści i Ronnie będzie jeszcze spać, w końcu nie było zbyt późno. Ledwie po dziewiątej... Liczyła, że uda jej się wejść po cichu do domu i nieco się ogarnąć, zanim będzie musiała stanąć twarzą w twarz z Hendersonem. No i przede wszystkim zerwie karteczkę z lodówki, w której pokrótce napisała, że musi coś załatwić i jeśli nie wróci do którejś godziny, to żeby lepiej zmienili miejsce pobytu. Naskrobała ją na wypadek, gdyby rzeczywiście została schwytana i ktoś chciał wyciągnąć z jej głowy miejsce ich kryjówki.
Zgasiła silnik, biorąc jeszcze ostatni, głęboki oddech, zanim pochwyciła niewielką torbę, którą ze sobą przywiozła i wyszła z samochodu, robiąc pierwsze kroki w stronę domku.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-30, 15:28   
  

   1 Rok na Giftedach!


Dni mijały jeden po drugim, nie różniąc się za bardzo od siebie. Przeniósł się na polówkę do pokoju, który wcześniej zajmowała Penny, a Fay została tym samym skazana na nocowanie z Penny i jej koszmarami. Przynajmniej od tamtej pory nie przydarzył mu się kolejny epizod z roztrzaskaną szybą. Co ciekawe wraz z powrotem mocy, częstotliwość nocnych koszmarów, które go męczyły wróciła do normy. Być może dlatego, a może po prostu zbyt często myślał o tym za dnia, zastanawiając się czy każdej kolejnej nocy znów coś zostanie roztrzaskane na kawałeczki. Nie spał ostatnio zbyt dobrze. Dawny lęk przed zaśnięciem wrócił, więc gdy dzisiejszej nocy zerwał się po zaledwie czterogodzinnej drzemce, wiedział że już nie zmruży oka.
Nie usłyszał jak Fay wychodzi z domku, ani jak odpala samochód. Chciał jak zawsze o tej porze wyjść i rozejrzeć się, ale jego uwagę zwróciło puste miejsce na łóżku Fay. Od razu założył, że być może obudził ją koszmar Penny i wyszła się przewietrzyć. Odpalając papierosa, wyszedł z domku, ale nie było jej na werandzie. Nie było też samochodu. Odeszła? To była pierwsza myśl, która narodziła się w jego głowie.
Wrócił do środka i zajrzał do szuflady przy kanapie, w której zwykle trzymała broń. Nie było jej. Zostały w niej jednak inne jej rzeczy. Dopiero po kilku minutach zauważył wiadomość na lodówce.
Teoretycznie nie miał prawa się złościć, praktycznie… wściekł się, widząc co jest napisane na lekko zagiętej papierowej karteczce przypiętej magnesem do lodówki. Nie musiała mu się spowiadać, ani prosić go o pozwolenie. Niemniej jednak… Siedzieli w tym wszystkim razem. Powinna coś powiedzieć. Dać znać. Mimo wszystko wiadomość brzmiała dość poważnie. Jakby Fay podejrzewała, że coś może pójść nie tak.
W sumie to nie mieli ze sobą zbyt wielu rzeczy. Jego torba leżała wciąż nierozpakowana, gotowa do tego aby po prostu uciekać. Gorzej było z rzeczami Penny rozrzuconymi po całym domku. Mała jeszcze spała, więc po cichu zaczął je zbierać. Dopiero po jakimś czasie zauważył, że Penny musi znowu mieć jakiś koszmar. Otoczenie zaczęło powoli przybierać inne kształty. Tym razem już wiedział. Przez chwilę wahał się czy nie powinien po prostu opuścić domku, ale ostatecznie podszedł do kanapy na której spało dziecko i obudził ją. Dość nieumiejętnie próbował ją uspokoić, ale chyba mu się udało skoro po kilkunastu minutach znów zasnęła. Pozbierał wszystkie rzeczy. Przez chwilę zastanawiał się nad tym czy może nie powinien zadzwonić do kogokolwiek kto mógłby wiedzieć gdzie poszła Murphy. Gardner? Ten cały tajemniczy Roger? Mike? Nie podobało mu się to, że gdyby nie wróciła na czas miał się stąd zabrać. Martwił się o to co się dzieje. Martwił się tym coraz bardziej z każdą kolejną minutą. Wyszedł na ganek, siadając na spróchniałej ławce ukrytej za barierkamii odpalił papierosa.
Usłyszał dźwięk samochodu kilkanaście fajek później. Znał ten dźwięk. To był ich samochód. Wyjrzał zza barierek, by upewnić się że za kierownicą siedzi Fay, ale ruszył się z miejsca dopiero gdy zobaczył, że kobieta otwiera drzwi i wychodzi. Zszedł po schodkach w jej stronę, nie uśmiechając się na powitanie. Właściwie widać było po jego minie, że był zły. - Co ci do cholery strzeliło do głowy? - powiedział, schodząc po schodkach. Odrzucił papierosa na bok, wypuszczając ostatnią chmurę dymu i nie kwapiąc się już zgaszeniem niedopałka. Dopiero po przekroczeniu kilku kroków zauważył jej policzek, przyśpieszył kroku i stanął naprzeciwko niej, obracając jej podbródek tak by lepiej przyjrzeć się siniakowi. - Co ci się stało? - zapytał, patrząc na nią chłodnym wzrokiem.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-01, 12:12   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Notka na lodówce miała być jedynie zabezpieczeniem, gdyby coś poszło nie tak. I owszem, Fay brała taką opcję pod uwagę, jednak sądziła, że przez kilka dni przygotowała się na tyle, żeby ryzyko było naprawdę minimalne. Dodatkowo to nie było tak, że chciała zdobyć te pieniądze za wszelką cenę. Jej wyjazd dzisiaj miał być głównie sprawdzeniem, obserwacją. Rozejrzeniem się po terenie obozu i oceną, jak bardzo jest chroniony. Po kasę miała iść jedynie, gdyby nadarzyła się okazja i... tak się właśnie stało. Nie widziała nikogo w dość dużej odległości i stwierdziła, że uda jej się sprawnie prześlizgnąć do Firwood i z powrotem. Dodatkowo na bieżąco sprawdzała, czy kogoś nie ma w pobliżu i to był zwyczajny pech i złośliwość losu, że tamtej blondynce udało się do niej zbliżyć, jakby idealnie wybrała moment, kiedy Fay skierowała swojego podopiecznego w przeciwną stronę.
Raczej głupio liczyła, że Ronnie będzie sobie jeszcze smacznie spał o tej porze. Biorąc pod uwagę fakt, że raczej dobrze nie sypiał i nie było powodu, żeby tego dnia coś nagle się zmieniło. W dodatku musiał na nią czekać niczym rodzic na dziecko, które wróciło do domu znacznie później niż powinno. Gdyby nie spędziła młodzieńczych lat nastoletniego buntu na terapii mutazynowej i wychodziła gdzieś ze znajomymi, właśnie tak by to sobie wyobrażała.
Jego surowa mina wcale nie pomagała, chociaż spodziewała się, że nie będzie zadowolony. Gorzej, że na ten moment nie miał jeszcze o niczym pojęcia, więc nie liczyła, żeby w najbliższych minutach sytuacja miała ulec złagodzeniu. Pytanie tylko, czy miała siłę stawić temu teraz czoła, bo jej zasoby energii zostały dość mocno uszczuplone przez intensywne używanie mocy.
- Nic... musiałam załatwić jedną małą sprawę - wzruszyła lekko ramionami, chociaż niezbyt podobał jej się jego ton. Wciąż jeszcze miała nadzieję, że da się przejść przez tą rozmowę jakoś... hmm, łagodnie? - Mówiłam, że z samoobroną u mnie raczej kiepsko. Pocieszam się, że ta druga skończyła gorzej, zaliczając bliskie spotkanie z pazurami sokoła - powiedziała, unosząc kąciki ust, jednak tylko na krótką chwilę, bo w tym momencie jakakolwiek mimika twarzy była nieco bolesna. Złapała do za dłoń, odciągając ją delikatnie od swojej twarzy. Koniec badań. - Mamy jeszcze groszek w zamrażarce? - spytała tylko po to, żeby zmienić temat, bo przecież doskonale wiedziała, że się tam zajmował. Przecież to ona głównie zajmowała się kuchnią i jedzeniem. Minęła Ronniego, robiąc kolejne kroki w kierunku domku.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-02, 12:12   
  

   1 Rok na Giftedach!


Wyjątkowo nie podobała mu się pozycja w jakiej się teraz znajdował. Nie podobało mu się, że po prostu zostawiła lodówce notkę, zabrała broń i pojechała “załatwiać swoje sprawy”. Teoretycznie nie miał nawet prawa mieć coś przeciwko, bo Fay nie musiała uzyskiwać jego zgody, żeby wyjść z domku. Mogła robić co chciała, nie podpisała się pod żadnym ubezwłasnowolnieniem. Był jednak zły nie dlatego, że nie zapytała go zgodę, ale dlatego że po prostu zniknęła bez słowa - zostawiając mu tylko liścik na lodówce. Miał się po prostu spakować swoje rzeczy i zabrać się stąd gdyby nie wróciła na czas? Nie miał zielonego pojęcia gdzie poszła i gdzie mógłby jej szukać. Komu dać znać w razie gdyby zaginęła. Brak tych szczegółów cholernie go denerwował. Powinni ze sobą współpracować, bo siedzieli w tym razem. Może to właśnie go tak wkurzyło, a może po prostu powodem jego złości był to, że najzwyczajniej w świecie o nią martwił i nie chciał się do tego przed sobą przyznać. Nie było na świecie żadnego bezpiecznego miejsca dla nich, ale jednak razem mogli się pilnować nawzajem. Fay sprawdzała czy do ich otoczenia nie zbliża się ktoś podejrzany, on zabezpieczył teren by w razie czego spowolnić napastnika i by dać sobie czasu na ucieczkę. Znali się stosunkowo niedługo, przynajmniej nie z widzenia. Naprawdę nie była mu niczego winna, ale chyba nie byli do końca parą nieznajomych, prawda?
- Jedną, małą sprawę, co? - powiedział, patrząc ze skrzywioną miną na jej policzek. Wyglądała jakby solidnie od kogoś zarobiła. - Spadła na ciebie paczka płatków śniadaniowych podczas zakupów i ktoś przez przypadek uderzył cię młotkiem? - Wiedział, że łże w żywe oczy. Ewentualnie nie chce powiedzieć mu gdzie naprawdę była. Był w tym momencie zbyt na nią zły, żeby bawić się w dopytywanie. Nie uśmiechnął się, gdy zażartowała sobie z jej umiejętności. W ogóle nie było mu teraz do śmiechu.
Wzruszył ramionami, bo rzeczywiście nie miał zielonego pojęcia czy mieli jeszcze groszek czy go nie mieli. Właściwie to miał to poniekąd bardzo głęboko w dupie. Przynajmniej w tym momencie, ale Fay prawdopodobnie nie pogardziłaby teraz zimnym okładem. Postanowiła go olać, więc i on miał zamiar olać ją. Proszę bardzo. Mogła sobie robić to co się jej się żywnie podoba.
Przez chwilę stał, patrząc na samochód, którym przyjechała. I chociaż logicznie rzecz biorąc mógł po prostu przyjąć to na klatę, to uczucie złości wcale go nie opuszczało, więc kopnął w pieniek, który stał kilka metrów dalej. Po prostu, żeby dać upust swojej złości, chociaż na niewiele się to zdało, bo osobą, którą chciał potrząsnąć była Fay. Pieniek nie był tutaj niczemu winny. Właściwie to nie miał zamiaru nawet iść za nią do domku, bo w tym momencie naprawdę nie chciał z nią gadać. Musiał trochę ochłonąć, ale zobaczył tył jej kurtki. Pokryty brązowymi plamami, jakby tarzała się po ziemi. Nie był pewien, ale wydawało mu się, że widzi też krew. Dlatego dogonił ją, pociągając za łokieć w tył i tym razem nie miał zamiaru pozwolić jej tak łatwo się wyminąć. - Co ci się stało? - zapytał, patrząc na nią przenikliwym wzrokiem, akcentując każde słowo. Mogła kłamać. Nie chcieć mu powiedzieć. Cokolwiek, ale coś się stało i miał zamiar się tego dowiedzieć. - Kto cię zaatakował?
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-02, 14:05   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To nie było tak. Nie tak, że nie ufała Ronniemu, czy że bała się, że jej nie puści, chociaż rzeczywiście uważała, że mógłby mieć coś przeciwko. Fay po prostu... taka już chyba była. Była przyzwyczajona do tego, żeby swoje sprawy załatwiać sama i po swojemu, nie angażując w to nikogo innego. Tak robiła od sześciu ostatnich lat. Z początku przecież nie miała nawet od kogo uzyskać pomocy i radzenie sobie samemu tak bardzo weszło jej w krew, że nawet później, gdy już miała kogoś bliskiego i tak nawet o nią nie prosiła. Zawsze miała swoje ścieżki, swoje sposoby i swoje źródła informacji. Nawet mieszkając w obozie i wychodząc poza jego granicę nikt tak naprawdę nie wiedział, gdzie się kierowała i jej to pasowało. Zawsze jednak wracała, bo znając swoje możliwości od kłopotów trzymała się daleko. Nigdy nie działała bezpośrednio, zawsze używała swoich mocy, sama będąc bezpieczną w ukryciu.
Tak miało być też dzisiaj, jednak pewnych rzeczy po prostu nie dawało się przewidzieć. Dlatego też zostawiła notkę, żeby w razie czego Ronnie zabrał Penny w jakieś bezpieczne miejsce o którym nie miała pojęcia. Nie chciała się o nich martwić i chyba nie do końca zdawała sobie sprawy z faktu, że to może też działać w drugą stronę. Tu akurat mógł mieć rację, gdyby coś się stało, nawet nie wiedziałby gdzie może być, gdzie jej szukać. Nie pomyślała, po prostu. Sytuacja, w której musiała zważać na takie szczegóły, była dla niej w pewnym sensie nowa.
- Masz rację, może nie jedną. Kilka tysięcy małych, papierowych spraw, na które cholernie ciężko pracowałam i na których nie chciałam dać położyć łap tym z dogs - powiedziała, zaciskając usta w cienką linię. Nie, nie miała zamiaru kłamać i nie widziała sensu w tym, żeby cokolwiek urywać. Chyba po prostu chciała jakoś... dawkować informacje? Bo wiedziała, że w ogólnym zestawieniu wszystko, co się stało, nie wyglądało zbyt kolorowo - Bardzo śmieszne - mruknęła. Nie znosiła, gdy ktoś był na nią zły, tym bardziej gdy nie było ku temu większego powodu. Bo przecież wróciła, tak? I swoją lekcję też już dostała w postaci obitej twarzy i dwóch dawek mutazyny, nie mówiąc już o chwilach paniki, którą przeżyła. Więcej nie potrzebowała, pojęła.
Zrobiła kilka kroków w stronę domku i przystanęła, odwracając głowę i zerkając jeszcze na chwilę na Ronniego. Przygryzła lekko rozgiętą wargę bo naprawdę nie chciała tego wszystkiego. Nie chciała, żeby był zły, czy żeby było mu przykro, a chyba taki właśnie efekt uzyskała. Brawo Fay. Ostatecznie jednak westchnęła, uznając że chyba oboje powinni trochę się uspokoić i dopiero potem, bez nerwów porozmawiać. Bo jak już było powiedziane, nie miała zamiaru niczego ukrywać. Po prostu gdy ktoś się na nią wściekał, ona przyjmowała podobną postawę, robiąc tej osobie na przekór.
Ostatecznie więc ruszyła znowu w kierunku domku, żeby trochę się ogarnąć i dopiero potem na nowo stawić czoła Hendersonowi. I nawet jeśli słyszała, że za nią idzie, nie miała zamiaru chwilowo na to reagować. Dopiero, gdy złapał ją za łokieć i pociągnął w tył... tego nie mogła zignorować, tym bardziej, że zbyt gwałtowny ruch ramieniem sprawił, że skrzywiła się, wciągając z sykiem powietrze - Przestań, to boli - wydusiła, odwracając się w jego stronę i wyrywając rękę z jego uścisku. Właściwie to nie ona ją bolała, tylko bark, w który dostała, do którego zaraz powędrowała drugą dłonią - To tylko mutazyna, okej? Dostałam dwie strzałki, do jutra mi przejdzie - wyrzuciła z siebie, patrząc się na niego gniewnie, bo coraz mniej jej się to podobało. Mógł sobie być na nią wkurzony, ale to autentycznie ją zabolało - Nie wiem. Jakaś kobieta. Z dogs, gc czy kto tam patroluje teren obozu.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-02, 21:11   
  

   1 Rok na Giftedach!


Szczerze powiedziawszy był odrobinkę hipokrytą. Bo gdyby sytuacja była odwrotna, prawdopodobnie postąpiłby podobnie. Może z tą różnicą, że nie wyszedłby z domku jak złodziej w nocy, tylko dał jej znać, że ma coś do załatwienia i żeby w razie czego uciekała. Podrzuciłby jej jakiś kontakt, może umówiliby jakieś miejsce spotkania za kilka dni, gdyby nie wszystko poszło po jego myśli… Niemniej jednak pewnie też nie chciałby jej za bardzo informować o swoich planach, bo podobnie jak ona przyzwyczajony był do tego, że sam dba o swoje interesy. Z tą różnicę, że przez ostatnie kilka lat przestał być sam. Był w Bractwie, wcześniej był z Sally, a jeszcze wcześniej z nią i z jej siostrą. Przyzwyczajony był do tego, że to on dbał o takie szczegóły jak bezpieczeństwo, pieniądze, że praktycznie dziewczyny były zależne od niego, a w Bractwie zależni od niego byli mutanci, z którymi się kontaktował i ci, których rekrutował. Mógł zachować swoją niezależność, jednocześnie niejako “kontrolując” innych. Nie kontrolował ich tak naprawdę. Po prostu pilnował tego, żeby w jednym kawałku przeżyli kolejny dzień. Być może stąd jego złość. Bo Fay nie powiedziała nic. Nie miał na to żadnego wpływu. Zastanawiał się nad tym czy nie wpadnie w jakieś tarapaty, czy sobie poradzi w momencie, gdy ktoś ją zaatakuje, czy ktoś nie wpadnie na jej trop. Martwił się tym, bo to nie pierwszy raz gdy zdarzało mu się coś takiego. Czy nie w podobny sposób zabrano mu Alex? Nie zdołał jej ochronić, nie zdołał zareagować na czas. Zawalił. Nie chciał już nigdy popełnić tego samego błędu. I może nie powinien sobie wyobrażać, że jego zadaniem było “chronienie” Murphy, a jednak byli razem, a on zaczął poczuwać się za nią odpowiedzialny, tak samo jak za Penny. Zbyt wiele razy w swoim życiu przechodził scenariusze, w których wszystko kończyło się w tragicznie, żeby przyjąć to na spokojnie.
- Mogłem ci pomóc. - powiedział, kręcąc głową. Wystarczyło by tylko słowo. Powiedziałaby, że potrzebuje pieniędzy, że chce odzyskać swoje fundusze i zaplanowali by to jakoś. Nie musiała się narażać na samodzielne ich poszukiwania. Tymbardziej, że jak widać nie znajdowały się w zbyt bezpiecznym miejscu.
Nie puścił jej, gdy zaczęła się szarpać. Dopiero, gdy powiedziała że ją to zabolało, puścił jej łokieć, stając jej na drodze do domku. - Teren obozu?! - podniósł głos, obracając się machinalnie w stronę domku, bo Penny jeszcze spała i nie chciał jej obudzić. - Poszłaś do obozu? Przecież wiesz co się tam dzieje! Czyś ty oszalała do jasnej cholery? - zapytał, zduszonym głosem. - Ciesz się, że w ogóle stamtąd wróciłaś. Zajebiście. Na pewno szczegółowo to sobie zaplanowałaś i wszystko poszło w stu procentach po twojej myśli. Bardzo mądrze. Nagroda Darwina trafia prosto do ciebie. - powiedział, schodząc jej z drogi. Dał się trochę ponieść, ale autentycznie jeszcze bardziej się wściekł, słysząc że poszła do obozu. Jak mogła być taka głupia? Naprawdę życie było jej nie miłe? Co ona sobie do cholery myślała? Gdyby powrót do starego obozu byłby taki łatwy już dawno by tam poszli, by odzyskać większość swoich rzeczy. Ale tego nie zrobili. Z bardzo ważnego powodu. Było tam pełno DOGS i GC. Naprawdę, aż tak nisko ceniła swoje życie, że była w stanie zaryzykować je dla kilku banknotów. Zabawne było, że akurat on się tym denerwował, skoro sam nie szanował swojego życia, ale tutaj nie chodziło o niego, a Fay. Ona miała szanować swoje życie. - Zresztą… - zszedł jej z drogi. - Rób co ci się żywnie podoba. Chcesz się zabić? Proszę bardzo. Nie mogę ci stać na drodze. Następnym razem po prostu każ mi spieprzać zanim to zrobisz, bo nie mam zamiaru na to patrzeć.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-02, 22:38   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdyby sytuacja była odwrotna, sposób opuszczenia domku nie byłby jedyną różnicą. Główna byłaby taka, że Ronnie był facetem, był wysoki, silny, z ofensywną mocą i gdyby on sobie ubzdurał, że pójdzie teraz do obozu, Fay nie miałaby tu nic do gadania. Nawet pewnie nie zapytałby się jej o zdanie, tylko oznajmił, że ma coś do załatwienia i poszedł to zrobić. Bo potrafi się obronić.
Ona działała inaczej, tylko czy ktoś się z tym liczył? Zazwyczaj nie. Nie robiła czegoś bezpośrednio, tylko z bezpiecznej odległości i w większości przypadków nawet nie dopuszczała do bliskiego kontaktu. Była mniejsza, szybsza i potrafiła być niezauważalna. Ale niestety, dla większości osób nie to było najistotniejsze przy wypadzie do strzeżonego miejsca.
- I pomogłeś. Ktoś musiał zająć się Penny - rzuciła przekornie, zanim zdążyła ugryźć się w język, bo te słowa pewnie całkiem nieźle godziły w jego męską dumę. Ale co miała poradzić, jej też skoczyło ciśnienie słysząc jego podniesiony ton i szereg pretensji. Niby nie była ubezwłasnowolniona, ale gdy już zrobiła to, co chciała, nagle robił się z tego spory problem.
Wzięła głęboki oddech, gdy znowu podniósł ton. No tak, spodziewała się, że rozmowa pójdzie w tym kierunku, gdy tylko powie mu, gdzie była. I właśnie tego chciała uniknąć. Doskonale wiedziała, że nawaliła, nie musiał jej o tym mówić. W pewnym momencie sytuacja była naprawdę kiepska, ale podjęła pewną decyzję i najważniejsze w tym wszystkim było to, że wróciła w jednym kawałku.
I to pewnie by mu powiedziała, gdyby raczył się na nią nie wydzierać i porozmawiali o wszystkim na spokojnie, w domku, w kuchni, gdzie miałaby dostęp do pieprzonego mrożonego groszku, który mogłaby położyć sobie na twarzy. Ronnie jednak postanowił pokierować tą rozmową inaczej.
- Wiem co tam się dzieje?! A kiedy ostatnio ktoś powiedział ci, że teren obozu nadal jest pod pilnym patrolem? Może przez pierwszy tydzień tak było, ale gdy przez tyle czasu nikt się nie pojawiał, równie dobrze mogli odpuścić - zaczęła, teraz sama podnosząc głos - Właśnie nic nie zaplanowałam! Chciałam tylko pojechać tam i się rozejrzeć, a że nikogo nie widziałam, skorzystałam z okazji - rzuciła, zaciskając usta, a ramiona krzyżując na wysokości piersi - Szkoda, że nie wspominałeś o nagrodach Darwina miesiąc temu, gdy pojechaliśmy do dogs. Wtedy też wszystko mieliśmy zajebiście zaplanowane - prychnęła. Wtedy jakoś się nie rzucał, że wszystko i wszystkich może szlag trafić, teraz tylko nagle zaczęło mu to przeszkadzać. I Fay naprawdę nie chciała tego wyciągać, ale ugh, wkurzył ją. Nie była idiotką, działała ostrożnie, a Ronniego poinformowała, żeby w ostateczności zmienił kryjówkę, żeby razem z Penny byli bezpieczni. Tym razem upewniła się, że jak komuś ma się stać krzywda, to tylko i wyłącznie jej, na jej własne życzenie.
- Wyglądam ci na martwą? - warknęła, odprowadzając go wzrokiem . Oczywiście, że nie chciała się zabić, głupie gadanie - Proszę bardzo, jak się uprzesz, to właśnie to zrobiłam. Nie przeczytałeś notki na lodówce? - uniosła brwi, nie wytrzymując, bo... był tak cholernie uparty. Jednak na jego nieszczęście ona także potrafiła być.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-06, 23:17   
  

   1 Rok na Giftedach!


Być może był trochę seksistą. Bo gdyby na przykład Bartowski zrobił coś takiego, pewnie machnąłby ręką na jego szaleństwo i powiedział, że jest głupim sukinsynem. W końcu był dużym chłopcem i potrafił się obronić, a jednak jeśli chodziło o Fay to przyjął nieco inne kryteria. I nie żeby umniejszał jej zdolnościom. Zdawał sobie sprawę, że Fay potrafi sama o siebie zadbać, ale naprawdę bardzo cholernie nie chciał, żeby coś się jej stało i to doprowadzało go do szewskiej pasji. Więc wcale nie przyjął jej wypadu do byłego miejsca ich obozowania na spokojnie, bo zdawał sobie sprawę z tego, że dogs będzie obserwować teren. Chociażby ze względu na to, że minął zaledwie miesiąc, a oni wciąż poszukiwali zbiegów. Ktoś mógłby chociażby tak jak Fay wrócić po swoje rzeczy.
I owszem. Ugodziła w jego męską dumę, bo nie był jakąś pieprzoną niańką i właściwie opieka nad dziećmi nie należała do umiejętności jakimi mógłby się pochwalić. - Ktoś musiał. - zauważył, patrząc na nią gniewnie. Bo w końcu nie tylko on był odpowiedzialny za tego dzieciaka. Nie chciał, żeby wylądowała na lodzie, bo w końcu on i Murphy byli jedynymi osobami, które obchodziło co się z nią stanie.
- Jak widać na własnej skórze się przekonałaś, że jednak ktoś tam jest i pilnuje obozu. - odburknął jej. Naprawdę nie wiedział co sobie myślała, idąc tam sama. To było nierozsądne i niebezpiecznie, a na dodatek sama się o tym przekonała, ale nie… Ona utrzymywała, że wszystko jest w porządku. Że wcale nie zrobiła czegoś cholernie głupiego. Temat napadu na dogs jeszcze bardziej ją rozjuszył. - Gratulację. W ciągu miesiąca zasłużyłaś aż na dwie.
Głupie gadanie. On naprawdę nie chciał, żeby się zabijała, powiedział to w złości. Bo oboje byli równie uparci i nie potrafili odpuścić. On chciał wycisnąć z niej przyznanie się do tego, że zrobiła coś cholernie głupiego, a ona nie chciała tego powiedzieć, bo nie podobało jej się jego zachowanie. Na dobrą sprawę nie musiał się wcale tak otwarcie wściekać, a jednak był osobą, która przechodziła w skrajności w skrajność albo rzucała gromami, albo swoją złość znosiła w kompletnym milczeniu. Tym razem darł się na nią, chociaż mógł odpuścić. Nie chciał.
Opadł ciężko na drewnianą ławkę, która zaskrzypiała pod jego ciężarem. Dopiero wtedy usłyszał jej ostatnie i słowa. Spojrzał na nią ze złością i w końcu parsknął głośno, wciskając do ust papierosa. - Świetnie. W takim razie ucieszy cię, że jestem już spakowany. - odpowiedział, nerwowo odpalając zapalniczkę, a jak na złość ta nie chciała zadziałać, więc rzucił nią gniewnie o ziemię, a ta roztrzaskała się. Na szczęście bez jego pomocy. Aż tak wściekły nie był, żeby kompletnie stracić nad sobą panowanie. Wyciągnął z kieszeni kolejną, która ostatecznie zadziałała. W tym całym szaleństwie zapomniał o Penny. To znaczy nie zapomniał o niej, ale kompletnie nie pomyślał, że ich podniesione głosy mogłyby obudzić małą, ale na jej szczęście w końcu zamilkł.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-07, 01:01   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wiedziała, że źle robi jeszcze bardziej wkurzając Ronniego, ale... ugh, jej w tym momencie też puściły nerwy. Nie dał sobie nic powiedzieć, nic wytłumaczyć, nie chciał usłyszeć jak to wszystko wyglądało z jej punktu widzenia. Zobaczył trochę krwi i mu odbiło, jakby co najmniej wróciła tutaj w stanie krytycznym, ledwo żywa. A nie jedynie nieco poobijana.
- Jedna osoba. Wyjątkowo beznadziejna w tym, co robi, skoro udało mi się uciec - rzuciła, zaciskając usta. Owszem, mogło się to skończyć dużo gorzej. Owszem, na miejscu mogło być o wiele więcej rządowców, o wiele lepiej wyszkolonych, jednak na potrzeby kłótni zdecydowała się przyjąć taką wersję. Bo przecież nie miała zamiaru przyznać mu racji, tak? Nie teraz, skoro ich rozmowa poszła w takim właśnie kierunku.
- Świetnie! Możesz je sprzedać, będziemy mieli kasę na kogoś, kto pomoże nam odszukać rodzinę Penny - prychnęła.
Oboje chyba dali się nieco ponieść, bo tak samo jak Ronnie nie chciałby, żeby Fay coś się stało, tak samo dziewczyna nie chciałaby, żeby odszedł. Chyba tylko dzięki jego obecności jakoś to wszystko znosiła, jakoś dała sobie radę z wydarzeniami sprzed kilku tygodni. I co, to miałoby się nagle skończyć? Nagle miałaby zostać sama?
Dlatego właśnie jego kolejne słowa tak bardzo ją uderzyły. W tamtym momencie na chwilę zgłupiała, zastanawiając się, czy mówi serio, czy było to tylko kolejne zdanie powiedziane w gniewie. Bo z jej strony tak właśnie było. Kłamała co do faktycznego przeznaczenia notki na lodówce i pożałowała swoich słów praktycznie w tej samej chwili, gdy je wypowiedziała. Mimo to nie cofnęła ich.
- Świetnie - powiedziała, już znacznie ciszej niż poprzednio, biorąc głęboki oddech i podejmując decyzję, żeby po prostu stamtąd pójść, iść wreszcie do domku i zrobić ze sobą porządek. Dopiero będąc na schodkach, przystanęła jeszcze na chwilę i odwróciła się w stronę mężczyzny - Aha i jeszcze jedno. Zgubiłam broń - rzuciła na odchodne, po czym zniknęła w domku. Cóż... bardziej się chyba nie wkurzy, a przynajmniej nie zaskoczy go tą informacją później, kiedy już zdecyduje się uspokoić i spuścić z tonu.
Penny rzeczywiście obudziła się, słysząc ich krzyki. Siedziała na łóżku, obserwując wchodzącą do pomieszczenia Fay. Nie wyglądała na szczególnie zadowoloną z faktu, że jej sen został przerwany, jednak ostatecznie dało się ją ugłaskać jednymi z tych kolorowych, jakże zdrowych płatków śniadaniowych.
Resztę dnia Fay spędziła właśnie z nią, więc czas szybko zleciał na zabawie, spacerze i przede wszystkim na unikaniu Ronniego. A nawet jeśli doszło do spotkania, to Murphy jakoś nie czuła jeszcze potrzeby normalnej rozmowy. Była uparta i mimo, że to ona w głównej mierze tu zawiniła, nie miała zamiaru pierwsza wyciągać do niego ręki.
Zmieniło się to chyba dopiero w nocy, gdy leżąca na łóżku obok Penny zaczęła nieświadomie działać swoją mocą. Chyba dopiero powrót we śnie do wydarzeń sprzed kilku godzin przypomniał jej jak bardzo źle wyglądała tamta sytuacja, jak mocno w tamtej chwili żałowała, że zdecydowała się pojechać do obozu. Chociaż... nic nie przeraziło jej tak bardzo, jak jedna ze scen, jakby dalsza część historii, gdzie tamtą kobietę zobaczyła znowu, tym razem przez okno ich domku, między drzewami. To uświadomiło jej jedną rzecz. Czy naprawdę było aż tak daleko od sprowadzenia tutaj dogs? Zbyt blisko.
Podniosła się z łóżka, zgarnęła koc i na tyle cicho, na ile dało się to zrobić w pełnym skrzypiących desek domku, wyszła na zewnątrz, na ganek. Chciała to sprawdzić, chciała przekonać się, że był to tylko zły sen i na jej szczęście samo chłodne, nocne powietrze wystarczyło, żeby na dobre uwolnić się spod działania Penny. A skoro wyglądało na to, że tylko tutaj dało się na spokojnie pomyśleć, postanowiła otulić się kocem i usiąść na schodach na te kilka minut, dopóki na nowo nie poczuje zmęczenia i nie zechce wrócić do łóżka.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-07, 01:40   
  

   1 Rok na Giftedach!


Ronnie wcale nie utrudniał jej unikania go. Podobnie jak ona nie miał ochoty na rozmowę. Musiał to wszystko sobie przemyśleć, bo niestety ale był naprawdę dumnym człowiekiem. Zabawne jak na człowieka, który przez kilka lat żył na samym dniem i jedyne czego się wstydził to samego siebie, ale miał chociaż dumę, której naprawdę mocno się trzymał. Ta właśnie duma sprawiła, że ostatecznie odszedł z Bractwa, gdy Colleen postawiła im ultimatum. To właśnie sprawiło, że nie szukał powrotu do swojego dawnego domu. I to właśnie sprawiało, że chociaż tego nie chciał, zaczął zastanawiać się nad opuszczeniem domku. W końcu skoro Fay chciała, żeby spieprzał, właśnie to powinien zrobić. Trzasnąć drzwiami i zmyć się już w pierwszej chwili, słysząc jej “świetnie”. Z drugiej strony zobowiązał się do opieki nad Penny, więc zdawał sobie sprawę z tego, że odejście nie będzie takie proste. W końcu co miał zrobić zostawić je tutaj same? Bez broni? Bez nikogo kto mógłby spróbować je ochronić, gdyby nadeszło niebezpieczeństwo? Fay nie miała ofensywnej mocy, ani pistoletu, który mógłby pomóc. Jeszcze przez jakiś czas będzie pod wpływem mutazyny. Mogła liczyć tylko na kapryśną moc małej. Wiedział, że we trójkę jest lepiej. Mieli jeszcze jedną broń i jego moc. Z drugiej strony urażona duma podpowiadała, że przecież Fay jest niezależna i samowystarczalna. Wcale nie potrzebuje jego pomocy. Doskonale poradzi sobie bez niego. Poza tym.. dość mocno zapiekło to, że powiedziała o pieniądzach na poszukiwania krewnych Penelope. Mógł je mieć. Problem polegał na tym, że nic w tym świecie nie było za darmo, a on wolał nie brać pieniędzy od ludzi, którym musiałby oddawać przysługi. U takich ludzi nie chciał mieć długów. Skończył z takim życiem.
Ostatecznie zdecydował się zostać. Tą noc. Może następną.
Długo walał się po łóżku, zanim udało mu się zasnąć, a gdy już to zrobił, miał niespokojne sny. Jak zawsze zresztą, ale dzisiaj czuł jakby w ogóle nie spał. Sny mieszały mu się z jawą. Jeszcze bardziej paskudne niż zwykłe. Być może Penny miała w tym swój udział, bo obok tych znanych koszmarów, było też kilka nowych. Były tam ciała Fay i Penny porzucone w lesie. Oddziały dogs. Strzały, egzekucje. Widział upadek Bractwa, chociaż nie miał prawa nawet wiedzieć jak to dokładnie wyglądało. Ciała bliskich. W końcu wyrwał się ze snów, słysząc jak przedmioty w pokoju niebezpiecznie drżą . Czuł się jakby w ogóle nie spał. Był tak cholernie zmęczony, ale sen nie chciał przyjść. Leżał więc w łóżku, dopóki nie usłyszał kroków i znajomego odgłosu skrzypiących drzwi wejściowych. Chyba pomyślał o tym samym co Fay. Że być może ich znaleźli. Może już popadał w paranoję.
Wyszedł w pośpiechu na zewnątrz, zauważając postać dziewczyny na schodach. Nie wyglądało na to, żeby coś się działo, ale mimo wszystko wyszedł na werandę rozglądając się dookoła. Słyszał tylko odgłosy lasu. Przeniósł wzrok na Fay szczelnie opatuloną w koc, on też powinien o czymś pomyśleć, bo zimny, leśny wiatr sprawił, że poczuł gęsią skórkę na nagich ramionach. Zabezpieczył broń. I w sumie miał zamiar wejść z powrotem do domku, ale przystanął na moment. - Zostawię ci broń i zabiorę się jak wróci ci moc.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-07, 10:43   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Sen był tylko pretekstem, bo ostatecznie potrafiła odróżnić go od jawy. Dość szybko potrafiła zauważyć momenty, w których sen był inny niż otaczająca ich rzeczywistość. Chyba po prostu wolała wyjść na chwilę na dwór się przewietrzyć, niż budzić Penny, chociaż i tak to mała spała z nich wszystkich najlepiej i najdłużej.
Usiadła na schodkach, opierając się bokiem o poręcz i patrząc w miejsce, gdzie według jej snu powinna znaleźć się kobieta, jednak nie było tam nikogo. Noc była chłodna i spokojna, przerywana jedynie pohukiwaniem sowy gdzieś w oddali, czy szmerem suchych liści, po których buszowały jakieś nocne zwierzęta. Gdy zamknęła oczy, wyraźnie czuła, że tam były, wskazywało tylko na jedno - mutazyna przestała działać. I dobrze, bo skoro miała zamiar jeszcze chwilę tu posiedzieć, równie dobrze mogła zrobić rundkę z lotu ptaka po okolicy, żeby przekonać się, czy na pewno nic im nie grozi.
Nie przewidziała, że jej wyjście zerwie na nogi także Ronniego, chociaż... chyba nie powinna się dziwić temu, że był czujny po tym, co odwaliła dzień wcześniej. Odwróciła głowę gdy tylko usłyszała odgłos otwieranych drzwi.
- To tylko ja - powiedziała, przenosząc wzrok z Hendersona na broń, którą trzymał w ręce, jednak nie poświęciła temu zbyt wiele uwagi, ostatecznie z powrotem odwracając głowę. W końcu nadal się na siebie boczyli, tak? Jakby byli dziećmi wiekowo podobnymi Penny, a nie dwoma dorosłymi osobami. Chociaż jeśli chodzi o Fay, to jej złość przeszła już stosunkowo dawno i teraz najwyraźniej siedziała cicho ot tak, dla zasady.
Szybko się to jednak zmieniło, gdy usłyszała słowa Ronniego. Więc... więc wtedy to było na poważnie? Naprawdę chciał odejść? Przecież to, co wcześniej mówiła... wcale tak nie uważała i myślała, że mężczyzna też był tego świadomy. Były to tylko słowa, nic nie znaczące, powiedziane w gniewie i... cholera no, nie chciała, żeby to wszystko skończyło się w ten sposób. Na samą myśl o tym... nie, po prostu nie dopuszczała tego do siebie. Nie mógł odejść tylko dlatego, że myślał, że ona tego chciała. Bo nie chciała.
- Jeśli rzeczywiście chcesz odejść, to w porządku, nie będę cię zatrzymywać - powiedziała ze ściśniętym gardłem, odwracając się w jego stronę - Ale jeśli robisz to tylko dlatego, bo powiedziałam parę słów za dużo... - pokręciła głową - Nie to miałam na myśli pisząc tą durną notkę. Wiedziałam, że ryzykuję i nie chciałam, żeby to odbiło się na was, jak... jak w przypadku bractwa - podniosła wzrok do jego oczu - To było głupie, wiem, ale... nie wybaczyłabym sobie, gdyby przez to znaleźli to miejsce... znaleźli was.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-11, 13:21   
  

   1 Rok na Giftedach!


Oboje dzisiaj powiedzieli za dużo. Zdawał sobie z tego sprawę. Był jednak zbyt dumny, żeby przeprosić. Zresztą uważał, że nie on powinien być tym, który jako pierwszy wyciągnie do niej rękę. I chyba ona wychodziła z podobnego założenia. Ronnie miał pod tym względem dość paskudny charakterek. Uważał, że ma prawo być na nią wściekły, a jeśli powiedział coś nieodpowiedniego, to tylko ze względu na to, że dał się ponieść emocjom. Nie będzie jej przecież za to przepraszał. Oboje przecież wiedzieli, że się trochę zapuścił, więc po co mówić o tym na głos? Chyba właśnie na tym polegało godzenie się, ale Henderson był naprawdę upartym typem, który bardzo nie lubił przyznawać się do tego, że zrobił lub też powiedział coś nie tak. Czy nie łatwiej było po prostu się z tym pogodzić i udawać, że nic się nie stało? On wiedział, że powiedział kilka przykrych rzeczy, ona zdawałaby sobie sprawę z tego, że gdzieś tam w środku Ronnie tego żałuje. Sprawa załatwiona, prawda? Chciałby, żeby to było takie proste.
Problem był jednak w tym, że jednak Ronnie mierzył siebie inną miarą niż innych. Fay też powiedziała kilka słów w gniewie, a Henderson niestety był dumny jak paw. Mógł przecież uznać, że Fay podobnie jak on rzuciła kilka słów tylko po to, żeby mu dopiec. Tymczasem Ron potraktował to wszystko cholernie poważnie. Nie chciała go tutaj? Proszę bardzo. Odejdzie, jeśli właśnie tego pragnęła. Trochę infantylne podejście jak na trzydziestotrzyletniego mężczyznę, ale znacznie łatwiej było zrobić to niż powiedzieć na głos, że wściekł się jak cholera, bo mu na niej zależy. Nie chciał powtórki z rozrywki. Hendersonowska wersja tchórzostwa.
Widząc, że od razu odwraca wzrok, miał zamiar wrócić do domku, ale słysząc jej kolejne słowa, zatrzymał się, naciskając klamkę. Ostatecznie usiadł na schodkach obok niej, opierając łokcie o kolana. - Nie rób tak, Fay. - powiedział, przecierając dłonią zmęczoną twarz. Miał wrażenie jakby nie spał odkąd mutazyna przestała działać. Wcześniej lepiej to znosił, ale ten tydzień bez wybuchowych koszmarów najwidoczniej sprawił, że zmiękł. - Nie znikaj bez słowa, zostawiając tylko notkę na lodówce, że w razie gdybyś nie wróciła mamy uciekać. Nie przychodź cała pokiereszowana i nie mów, że nic się nie stało. Nie jestem tutaj tylko po to, żeby opiekować się Penny. - powiedział, wpatrując się w ścianę drzew.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-11, 17:14   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fay też nie uważała, że to ona pierwsza powinna wyciągnąć rękę na zgodę. Bo przecież ostatecznie nic wielkiego się nie wydarzyło, tak? Mogło, a jednak wszystko poszło mniej więcej zgodnie z planem. Odzyskała kasę, wróciła cała i zdrowa, jedynie lekko obita, ale była to naprawdę niewielka cena, jaką przyszło jej zapłacić za ten mały wyskok.
Dopiero teraz, gdy zaczęła rozbierać to wszystko na czynniki pierwsze, zaczęła dostrzegać więcej przeciw, niż za. I o ile było już za późno, żeby cokolwiek zmienić, to przynajmniej mogła zrobić coś, żeby ta sytuacja nie wpłynęła na nich bardziej niż powinna. O czym mowa? O chęci odejścia Ronniego, oczywiście. Fay nie raz nie dwa tego dnia przyłapała się na rozważaniu, czy rzeczywiście planował to zrobić, czy tak tylko mówił. I do tego momentu nadal nie była tego pewna.
Teraz decyzję podjęła dosłownie w sekundę. Oczywiście, że nie chciała, żeby odchodził i mogłaby znaleźć dziesiątki powodów ku temu. Radziła sobie i jakoś się trzymała tylko dlatego, bo był w pobliżu, bo wiedziała, że może liczyć na niego w każdej chwili. Sama ledwo co była w stanie obronić siebie, nie mówiąc już o zapewnieniu należytego bezpieczeństwa Penny. Z nim było o wiele łatwiej. I przyjemniej.
- Możesz być spokojny, nie zrobię. Po części dlatego, że nie mam już żadnych miejsc z ukrytymi funduszami - odparła, po chwili starając się lekko uśmiechnąć, gdy jednak zawrócił i postanowił usiąść obok niej.
- Mogłabym się kłócić z tym "cała pokiereszowana" - wtrąciła się, wzdychając pod nosem, bo o ile naprawdę nie chciała się kłócić, to miała wrażenie, że Ronnie chyba odrobinkę wyolbrzymiał to, co się jej stało. Owszem, nie było to zbyt przyjemne i plecy i policzek wciąż miała trochę obolałe, ale naprawdę była w stanie to znieść.
- Bo się nie stało - powtórzyła uparcie, po raz kolejny tego dnia i... jak na złość za każdym kolejnym razem mówiła to z coraz mniejszym przekonaniem. Kto jak kto, ale Ronnie powinien rozumieć, że było to łatwiejsze niż przyznanie się przed sobą do pewnych rzeczy. Na przykład do tego, jak bardzo przerażona wtedy była, najwyraźniej do tego stopnia, że wyparła z pamięci kilkadziesiąt ostatnich sekund swojej potyczki z tamtą kobietą. W ciągu dnia zdała sobie sprawę, że nie pamięta, jak to wszystko się właściwie skończyło, jak dotarła do samochodu...
- Wiem. Wiedziałam też, że się wkurzysz, gdy to powiem - odparła, uśmiechając się przepraszająco - Co nie znaczy, że tak myślę.
Noc była chłodna, widziała też gęsią skórkę na rękach Ronniego, więc przysunęła się do niego bliżej, jednocześnie ściągając z siebie jedną część koca i zarzucając także na jego plecy. Spokojnie mógł starczyć dla nich obojga.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-11, 20:35   
  

   1 Rok na Giftedach!


Mu też wcale nie uśmiechało się odejście. Właściwie warunki jakie tutaj mieli wcale nie były takie dobre. Miał wrażenie, że ta chatka żyje czasami swoim życiem, zbyt stara by dać się okiełznać nowym lokatorom. Wszystko trzeszczało i skrzypiało, w gorsze dni dało się wyczuć szalejący na zewnątrz wiatr i naprawdę wolał nie myśleć jak wyglądałoby mieszkanie tutaj zimą. Zresztą wolał też nie myśleć o tym co by się stał, gdyby rozpętała się porządna burza, bo istnieje dość duże prawdopodobieństwo, żeby ich zalało. Był pewien, że samotnie mógłby znaleźć lepsze. Przede wszystkim nie musiałby się przejmować tym, że muszą trzymać się jak najdalej od ludzi ze względu na moc Penny. Nie żeby był przyzwyczajony do luksusów, ale teoretycznie to co go tutaj tak mocno trzymało to wcale nie to, że miał tu dobre schronienie. Chodziło o to, że polubił tą gówniarę, a jeszcze bardziej jej krnąbrną blond opiekunkę. Było mu to dobrze. Nawet jeśli po tygodniu wylądował na niewygodnej polówce i musiał przestać myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Coś go tutaj trzymało. Każdego dnia coraz mocniej.
- Wolałbym, żebyś powiedziała raczej “po części dlatego, że chociaż trochę szanuje twoje zdrowie psychiczne”. - odpowiedział, posyłając jej ciężkie spojrzenie.
- Mogłabyś już tego nie robić. - odpowiedział jej automatycznie. Było ciemno, więc prawdopodobnie nie mogła dostrzec, że mimo wszystko jego usta wygięły się w lekkim uśmiechy. Być może rozbawienie to było słyszalne w jego głosie. Naprawdę zawsze musiała chociaż w najmniejszym stopniu postawić na swoim?
- No cóż, udało ci się. - wzruszył lekko ramionami. Nie potrzebował wielkich przeprosin, rzucania się na kolana czy nawet zwykłego “przepraszam”. Właściwie to wystarczyło to “chciałam cię wkurzyć i to powiedziałam”. On też powiedział kilka rzeczy, dlatego że chciał po prostu być wrednym. Zresztą nie przemyślał . Był zły, a w takim stanie w ogóle niezbyt myślał. Mógł to załatwić inaczej, ale mleko się już rozlało, a nawet małe dziecko wiedziało, że nie da się go z powrotem umieścić w szklance. Może i był nerwusem, ale też nie nosił w sobie długo urazy. Przynajmniej nie tych poważnych. Świat, w którym przyszło im żyć był już wystarczająco mocno skomplikowany, aby rozpamiętywać te pomniejsze konflikty. Zresztą raczej nie trudno uwierzyć w to, że Ronnie kłócił się praktycznie ze wszystkimi o wszystko. Więc wystarczyło to, że przesunęła się do niego i okryła go kocem, chociaż oficjalnie wcale tego nie potrzebował. Położył dłoń na jej kolanie. - Penny dała ci w kość? - zapytał.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-11, 23:34   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Na szczęście, jeśli chodzi o porę roku to było bliżej lata, niż zimy, więc deszcze i mrozy nie były ich największym zmartwieniem. Poza tym hej, po tym, jak tu wysprzątali, miejsce zrobiło się całkiem przytulne, a dzięki wpływowi Fay nawet najmniejszy pajączek nie miał tu racji bytu. Każdy insekt czy gryzoń, który mógłby się przecisnąć przez jakże szczelne ściany czy podłogę, trzymał się od chatki z daleka. Zresztą, grunt, że było tu bezpiecznie, tak? Wcale nie musiało być pięknie, chociaż jeśli chodzi o Fay, to było to chyba drugie najgorsze miejsce, w jakim przyszło jej nocować czy mieszkać. Domek w obozie był tylko odrobinę przytulniejszy, a obie te rzeczy w kategorii beznadziejności biło na głowę tylko nocowanie w samochodzie, co dziewczyna też przerabiała kilka razy, gdy za bardzo nie miała się gdzie podziać.
Tyle w kwestii chatki. Chociaż podobno liczyło się nie gdzie, a z kim. I tego trzeba było się trzymać.
- To się wszystko ze sobą łączy. Nie ma kryjówek - nie ma wypadów do nich. Nie ma wypadów - twoje zdrowie psychiczne nie będzie narzekało na brak szacunku - powiedziała, kiwając lekko głową i jednocześnie starając się oszacować, czy jest jeszcze na nią zły, czy już mu przeszło. Po jego kolejnych słowach coś w jego głosie mówiło jej, że było w porządku.
- Dobrze, niech będzie. Zamiast tego mogę powiedzieć, że mutazyna już przestała działać - odparła, uśmiechając się lekko. Teraz już mogła bezpiecznie o tym mówić, skoro Ronnie zdecydował się zostać i powrót jej mocy nie był wyznacznikiem tego, jak długo jeszcze z nimi będzie.
- Taa, nie wiedziałam, że tak weźmiesz to do siebie... chociaż w roli niani całkiem nieźle się sprawdzasz... i tym razem nie mówię tego złośliwie - uniosła kąciki ust, opierając głowę o jego ramię i oplatając wokół niego ręce, ot tak, żeby być bliżej i nie tracić ciepła, które mogłoby się ulotnić spod koca, gdyby byli dalej od siebie. Absolutnie tylko o to chodziło.
A co do Ronniego-opiekunki... no cóż, mężczyzna miał swoje momenty z Penny i Fay to widziała. Pokusiłaby się nawet o stwierdzenie, że w tej jego nieumiejętności obchodzenia się z dziećmi było coś uroczego. Ale chyba obraziłby się na nią na śmierć, gdyby powiedziała to na głos, więc te przemyślenia zostawiła dla siebie.
- Nie ona jedna dzisiaj - wzruszyła lekko ramionami, bo w sumie każdy miał w to jakiś wkład. Penny zsyłająca koszmary, nerwowy Ronnie i kobieta z mocnym sierpowym - Ale fakt, znowu działała. Powtórka z poranka.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6