Poprzedni temat «» Następny temat
you will have nightmares forever!
Autor Wiadomość
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-24, 13:39   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, dogs nie brało pod uwagę tego, czy komuś z oczu patrzy dobrze, czy źle. Jeśli kogoś zaatakowała, sprawiała zagrożenie. A jeśli jakieś zwierze kogoś by skrzywdziło... zagryzło... nawet nie potrafiłaby tego zatrzymać. Z początku starała sie nie używać mocy, trzymać ją w sekrecie, jednak jeden gorszy dzień sprawił, że straciła kontrolę przy połączeniu z psem, którego mieli w domu. Wtedy też mało brakowało, a zrobiłaby krzywdę własnym rodzicom. Chyba... chyba po części dlatego nie porotestowała, gdy matka powiedziała jej o terapii.
- Bardzo zabawne... - prychnęła cicho, jednak jego rozbawienie chyba jej się udzieliło. Zresztą początki używania przez nią mocy były zabawne. Szczególnie, gdy uczyła się latać i na początku robiła to bardzo nieudolnie , metodą prób i błędów - Ale tak, mniej więcej tak to wyglądało. Chociaż nie wiem, co przeraziło go bardziej, agresywny kot, czy moje oczy... bo wiem, że one też mogą wyglądać dość upiornie - wzruszyła lekko ramionami, uśmiechając się pod nosem. W sumie... nie żałowała tego. Szefa miała wtedy beznadziejnego i może powinna jednak podziękować tamtemu kotu, że przyczynił się do jej odejścia. Gorzej, że nie dostała kasy za ostatnie kilka tygodni roboty.
Szybko odsunęła od siebie myśl o Leonie. Po prostu... nie chciała do tego wracać teraz. Nie w ten sposób. Wolała bardziej skupić się na tym, żeby dotrzeć do kogoś, kto mógłby mieć jakieś informacje na jego temat. Zastanawiała się, czy może udałoby się jej znaleźć dziewczynę, która uciekła z dogs tamtego dnia. Może znała kogoś wewnątrz, kto chciałby pomóc. Chciała mieć dowód, że Leonowi już na pewno nie da się pomóc.
- Brutalniej byłoby, gdyby trafiło w prawą rękę. Poza tym... podczas przyjemniejszych rzeczy jakoś o tym nie wspominałeś - powiedziała, układając na chwilę usta w podkówkę, robiąc nieco naburmuszoną minę. Podejrzewała, że gdyby sytuacja była inna, pewnie by ją zbył albo zmienił temat na jakiś inny. Tak przynajmniej miała okazję nieco się o nim dowiedzieć.
Nie spodziewała się, że mówienie o tym przyjdzie mu z taką trudnością, jednak gdy już zaczął, nie przerywała mu, dopóki nie skończył. A i wtedy jeszcze przez chwilę milczała, starając się to jakoś sobie poukładać.
Jakbym wciąż tam był. - Tam, to znaczy... tam, gdzie zostałeś wysłany na misję? - spytała cicho. Wiedziała, że był żołnierzem, to chyba nie było wielką tajemnicą, a jej zadaniem w obozie było wiedzieć. Teraz, gdy zadała pytanie, chyba czuła, że odpowiedź będzie twierdząca. Nie od dziś wiadomo było, że wojna zmieniała ludzi, niszczyła ich w pewien sposób.
- Tak, każdy je ma... ale nie wiem, czy w takim nasileniu - przygryzła lekko wargę.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-27, 18:34   
  

   1 Rok na Giftedach!


Niestety, ale DOGS nie brało bardzo wielu rzeczy pod uwagę. Oczywiście. Zgodziłby się z argumentem, że to co robią było kwestią bezpieczeństwa i ochrony obywateli, tyle że… Była to tylko zasłona przed tym co naprawdę działo się w środku. Zdawał sobie sprawę z tego, że są niebezpieczni, ale nie upoważniało to nikogo do odbierania im przysługujących każdemu człowiekowi praw. Idąc tą logiką, każdy wariat z dostępem do broni mógłby być niebezpieczny na tym poziomie co mutant nie panujący nad swoją mocą. Tyle, że mutant z punktu widzenia nauki był przecież znacznie bardziej interesujący. Także być może należy pogratulować jej rodzicom za to, że zamiast oddać ją w ręce dogs, sami próbowali jakoś “wyleczyć” córkę z trapiącej ją choroby. Chociaż… Może odzywał się w nim dawny idealizm, ale chciałby żyć w świecie gdzie to kim byli nie było postrzeganie jako skrzywienie.
Uśmiechnął się pod nosem. - Nie narzekam na nie, nawet w tej upiornej wersji. - powiedział, unosząc wysoko brwi. Mutacja czasami wpływała na wygląd, ale go to wcale nie odpychało. Co prawda jej oczy były takie tylko, gdy używała mocy, ale wcale nie określiłby tego jako “upiorne”, znalazłby znacznie więcej przymiotników, które lepiej by to opisywały. - Myślisz, że została mu po tym jakaś pamiątka? - zapytał. Najwyraźniej zasłużył na to. Być może nawet odebrał jakąś lekcję. Skoro otwarcie nienawidził mutantów, może powinien też nauczyć się tego, że należało się ich też bać.
- Wolałbym, żebyś nie wykorzystywała tego przeciwko mnie. - zmarszczył nos. Niemniej jednak miała rację. Prawdopodobnie w innej sytuacji zmieniłby temat i niekoniecznie odpowiedział jej szczerze na jej pytanie. W tej kwestii nie chodziło o nią. O nikogo. On po prostu nie lubił się dzielić pewnymi informacjami o sobie. Wolał o tym nie rozmawiać, nie wspominać o tym, a nawet nie myśleć, a jednak o to byli tutaj. Gdzieś na podłodze leżały pewnie nie do końca pozbierane okruszki szkła, a Fay miała bandaż na ręce. Chciał odwrócić wzrok i udawać, że nic się nie stało, ale w tym wypadku nie powinien tego robić. Ostatecznie nie wyrządziło mu to żadnej krzywdy. Sam to sobie robił od lat próbując udawać, że wszystko jest w porządku.
- Mhm.. - mruknął, zaciągając się papierosem. Zmrużył oczy, bo spora ilość bo poczuł, że dostała mu się do nich spora ilość dymu. - Tam i w innych uroczych miejscach, w których miałem przyjemność. - odpowiedział gorzko. - Ale głównie tam. Afganistan. Mówią, że warto się tam wybrać, aczkolwiek osobiście nie polecam. Mówią, że zapewni niezapomniane wspomnienia. Tutaj nie mogę się nie zgodzić. - zaczął ironizować. Czuł się jakby miał w sobie jakąś blokadę, która powstrzymywała go przed odbywaniem takich rozmów. W pewnym momencie po prostu się zacinał i wracał do bycia sobą. Do udawania, że wszystko gra. Łatwiej było o tym mówić w ten sposób lub w ogóle. Nigdy w stu procentach na poważnie, bo wtedy czuł się jak na jakiejś terapii. A przecież wcale jej nie potrzebował. I z pewnością nie chciałby, żeby Fay patrzyła na niego jakby… był jakiś zepsuty. Bo był. Ale nikt nie musiał wiedzieć.
Słysząc jej słowa patrzył na nią przez chwilę w milczeniu. Cóż. Miała rację. - Być może, ale tego nie zmienię. Taki już jestem. Postaram się nie doprowadzić domku do ruiny. - odpowiedział jej, gasząc papierosa w popielniczce i wyciągając kolejnego z paczki.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-28, 20:32   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Każdy chciałby żyć w świecie, gdzie bycie mutantem byłoby rzeczą normalną i nie równało się z potrzebą uciekania czy ukrywania się. Pewnie dlatego tyle osób decydowało się opuścić kraj i udać się w miejsca, gdzie prawo nie było dla nich tak surowe. Fay też o tym myślała, wiele razy. Ucieczka i zaczęcie gdzieś od nowa wydawało się bardzo kuszącą opcją, jednak... chyba za dużo rzeczy trzymało ją w miejscu, żeby tak po prostu odejść. No i sama droga w tamto miejsce też nie należała do najbezpieczniejszych, bo przecież ile osób zostało złapanych tylko dlatego, że chciało przekroczyć granicę.
- Nie wszyscy są tak wspaniałomyślni, jak ty - rzuciła, uśmiechając się szelmowsko. Może mutanci byli przyzwyczajeni do różnych dziwności, jednak zwyczajni ludzie niekoniecznie. A jej oczy, gdy korzystała z mocy zwracały uwagę. Jej samej nawet trudno było się do nich przyzwyczaić do tego stopnia, że nawet zaczęła kombinować z soczewkami dającymi tęczówce kolor. Teraz już tylko ogranicza się do okularów, ale to bardziej dla komfortu innych, niż własnego.
- Szczerze to nie mam pojęcia. Nie pamiętam. Zwiałam, gdy tylko wróciłam do siebie, nawet się nie oglądając - odparła, wzruszając lekko ramionami. Potem jeszcze wydarzyło się sporo innych rzeczy tak, że wspomnienia Murphy skupiały się głównie na nich, a nie na postaci jej szefa. Na przykład na tym, że oberwała kulkę w ramię. Tak, lewe. Tak, nie poczuła tego. Fakt był o tyle ważny z tego względu, że wcześniej... nie do końca miała pewność, na ile jej ramię nie ma czucia, jak głęboko to sięga. Czasem nawet próbowała to sprawdzić, jednak po tamtym wydarzeniu, gdy kula przeszła na wylot, większego dowodu nie potrzebowała.
- Tylko ten jeden raz, obiecuję - uniosła kącik ust. Zresztą, czy sytuacja nie była podobna do tej sprzed chwili, gdy to ona miała dać odpowiedź na pytanie również nie należących do najłatwiejszych? Też mogła urwać temat, też mogła kazać mu się domyślać, jak zresztą sam wcześniej wspomniał. Tylko po co? Przejdzie przez to raz i pewnie więcej nie poruszą tego tematu w taki sposób. Nie miała zamiaru dążyć, nie miała w planach pytać o wszystkie najbardziej dotkliwe szczegóły, chciała jedynie... wiedzieć. Na tej samej zasadzie co on, pytając o jej rękę.
- Rozumiem - odparła cicho, nie wiedząc, co innego mogłaby powiedzieć. Mogła jedynie się domyślać, słyszeć o tym, jak koszmarne są realia wojny, jednak nie przeżywając tego samemu pewnie nigdy nie będzie w stanie tego pojąć. Zawsze się zastanawiała czy to odwaga, czy może głupota popycha ludzi w takie miejsca. Może pewne ideały? A może tak naprawdę wszystko na raz.
Nie zamierzała patrzeć na niego w sposób, w jaki nie chciałaby, żeby patrzono na nią. Bo czy ich sytuacje były tak bardzo różne, gdyby opuścić szczegóły i sprowadzić je tylko do tego, że każde z nich przeżyło coś złego, czego skutki odczuwało do dzisiaj? Każde z nich było w pewien sposób zepsute. On miał swoje problemy ze snem, ona wadliwą rękę i nawet nie było wiadomo, czy to był jedyny skutek uboczny preparatów, czy może z czasem wyjdzie coś więcej. Nie miała pewności.
- Myślę, że w naszej sytuacji domek to ostatnia rzecz, którą należy się przejmować - dodała jeszcze tylko. Rzeczywiście, nie mógł tego zmienić... w przeciwieństwie do miejsca, więc nie widziała sensu, żeby dodatkowo myśleć jeszcze i o tym.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-29, 00:26   
  

   1 Rok na Giftedach!


Ronnie wielokrotnie myślał o tym, żeby rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać gdzieś daleko stąd. Teoretycznie mógł to zrobić. Nie miał rodziny, domu, nie było dla niego już miejsca w Bractwie. Niewiele trzymało go w tym smutnym kurwidołku. Można było nawet rzec, że ucieczkę miał już we krwi, skoro rozpoczął ją wraz z odejściem z rodzinnego domu. Z niego też przecież musiał odejść, bo nie potrafił tam wytrzymać. Teraz też mógłby uciec, a jednak był na to chyba zbyt uparty. Nie mógłby chyba wieść “normalnego” życia, wiedząc o tym co tutaj się dzieje. Mimo dość sceptycznego podejścia do życia, wciąż chyba miał w sobie coś z tamtego durnego dzieciaka, który myślał że idzie na słuszną wojnę. Nie. Nie sądził, że mógłby coś zmienić, ale nie chciał też siedzieć z założonymi rękami i udawać, że jest w stanie być normalnym. Nigdy taki nie był. Mimo tego, że przez lata stronnieł od ludzi, a przynajmniej wzbraniał się od nawiązywania z nimi bliskich relacji, stworzył sobie tutaj na przestrzeni czasu jakąś patologiczną atrapę rodziny. Miał przyjaciół, których na co dzień ledwo znosił lub wiązały go z nimi jakieś dziwne związki, które polegały na ostrzeganiu się nawzajem przed niebezpieczeństwem, tudzież robieniem tak głupich rzeczy jak atakowanie kwatery dogs. Był dzieciak, który stracił rodziców i potrzebował by ktoś się nim zajął, i była dziewczyna, której obiecał w tym pomóc. Miał wiele wad, ale nie był zdradliwym tchórzem. Nie miał zamiaru wyjeżdżać, chociaż była to dość kusząca opcja. Chociażby dla świętego spokoju. Problem w tym, że chyba już nie potrafiłby żyć w taki sposób. Miał wrażenie, że został przeprogramowany do prowadzenia właśnie takiego życia i przed samym sobą nie mógł uciec. Może mogliby nawet uciec stąd we trójkę, ale mimo wszystko byłoby to tchórzostwem.
- A powinni, świat byłby wtedy lepszy. - odpowiedział jej, przybierając podobny uśmiech co ona.
- Lubiłaś to? - zapytał z ciekawością. - No wiesz normalność. Pracowanie w barze, życie od pierwszego do pierwszego? - zerknął na nią z zainteresowaniem. Wielu z nich właśnie czegoś takiego pragnęło, chociaż wiązało się to z wiecznym ukrywaniem, poczuciem zagrożenia. Ale był ciekaw czy była jedną z tych osób, która chciała właśnie czegoś takiego. Normalności.
- Miejmy nadzieję, że drugi raz się nie zdarzy. - odparł jej, uśmiechając się ciężko. - Albo przynajmniej spróbujesz wykorzystać swoją taryfę ulgową w przyjemniejszy sposób. - dodał, uśmiechając się do niej łobuzersko.
Problem Ronniego tkwił w tym, że on po prostu nie chciał o tym rozmawiać. Myśleć o tym. Wypierał rzeczy, które Fay zdawała się już zaakceptować. To nie była kwestia tego, że zadawała te pytania. Nie robiła w ten sposób niczego złego. On po prostu nie chciał na nie odpowiadać nawet samemu sobie. Czuł, że jeśli zacznie o tym wszystkim mówić to w końcu go to przygniecie. Wolał udawać, że wszystko jest w porządku. Powtarzał to sobie, podobnie jak inni liczyli owce by zasnąć. On wciąż wmawiał sobie, że wszystko jest okej, licząc, że w końcu w sam to uwierzy, a przynajmniej dlatego, że obawiał się że jeśli tylko przestanie zda sobie sprawę jak bardzo wszystko nie jest okej. Nic nie było z nim w porządku. Nie chciał o tym wiedzieć. Nie chciał, żeby inni wiedzieli. Nie chciał, żeby Fay wiedziała jak wiele rzeczy z jego przeszłości wciąż go prześladuje i wciąż ma wpływ na jego życie. Właściwie to chyba potrzebował takiego krótkiego “rozumiem” i tego, że nie zadawała więcej pytań, widząc że on jeszcze nie czuł się na siłach by na nie odpowiadać. Mimo wszystko, jeszcze mieli na to naprawdę sporo czasu, a on go potrzebował. Dlatego zamiast cokolwiek dodawać oparł czoło o jej ramię. Na tę chwilę wolał, żeby się domyślała tych wszystkich rzeczy. W sumie. Prawdopodobnie polubiłaby go sprzed kilkunastu lat. Bez tego całego ciężaru spoczywajacego na jego barkach był wtedy całkiem fajnym facetem. Lekko pojebanym, ale przede wszystkim porządnym. Teraz nie mógł już tego o sobie powiedzieć.
- No tak. Może pewnego razu obudzimy się i go nie będzie. - zażartował ponuro. - Mógłbym spać tam gdzie śpi Penny. Tam nie zniszczyłbym nic oprócz okna czy jakiś mebli. Tutaj mogłoby pójść w cholerę coś przydatnego. Mówiłaś coś o łóżku polowym. Wniósłbym tutaj łóżko Penny, tam postawilibyśmy polówkę. Problem w tym, że... No wiesz, ty też nie będziesz miała zbyt miłych snów.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-29, 18:37   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jeśli ktokolwiek z nich miał ryzykować wyjechaniem stąd, to chyba tylko Penny. Nie było głupią opcją znaleźć jej domu tam, gdzie nikt nie widziałby problemu w tym, że była mutantką. Można by było potraktować to jak taki plan B, gdyby się okazało, że mała nie ma jednak żadnych żyjących krewnych.
- Ciężko się nie zgodzić - rzuciła, pół żartem, bo jednak nie zaszkodziłoby, gdyby niektórzy mieli więcej tolerancji dla mutantów i nie próbowali wyeliminować każdej osoby, mającej nawet niegroźne moce.
- Czy ja wiem... chyba podobała mi się to, że w końcu mogłam być samodzielna i decydować o sobie. Chociaż na początku było cholernie ciężko. Nie miałam pojęcia praktycznie o niczym, pieniądze szybko się kończyły, a tam, gdzie próbowałam je zarobić chyba widzieli, że byłam mocno zdesperowana i to wykorzystywali. Dopiero po kilku miesiącach, gdy poznałam parę osób, między innymi Rogera, było jakoś łatwiej. Mimo to jak do tej pory chyba w obozie było mi najlepiej - westchnęła pod nosem, ale cóż, bo Bractwa już niestety nie mogła wrócić. I to na własne życzenie, bo przecież Colleen dała jej wybór. Sama zdecydowała, żeby jednak wziąć udział w akcji i cóż, czasu cofnąć nie mogła.
- Mhmm, przyjemniejszy, to znaczy jaki dokładnie? Coś sugerujesz? - spytała, odwracając głowę w jego stronę i unosząc lekko brwi ku górze. Oczywiście czysto teoretycznie, bo przecież mieli nie dopuścić do kolejnego bicia szyb. A przynajmniej nie w momencie, kiedy ona byłaby przy tym obecna.
Tak, czasami zwykłe rozumiem wyrażało więcej niż tysiąc słów. W tym przypadku oznaczało tyle, że już dowiedziała się tego, co chciała i odpuszczała sobie dalsze pytania na ten temat. Widziała, że mówienie o tym sprawia mu trudność, w czym zresztą nie było nic dziwnego. Nikt nie lubił wracać do złych wspomnień, szczególnie takich, jakie męczyły Ronniego i wystarczyło mu pewnie, że musiał widzieć te wszystkie obrazy w snach. Mógł być pewny, że ze strony Fay ten temat nie zostanie nigdy więcej poruszony.
No i chyba Murphy zaczynała bać się odrobinę o jego płuca, bo w tym tempie, w jakim sięgał po papierosy, do rana skończy paczkę. I mimo, że dym niekoniecznie jej przeszkadzał, to na drugą fajkę, która pojawiła się w ustach mężczyzny zerknęła nieco sceptycznie. Ale ostatecznie nie powiedziała nic, uznając, że może właśnie tego potrzebował po ciężkiej nocy. Gdy położył głowę na jej ramieniu, Fay oplotła ramionami jego rękę, tą spoczywającą na jej kolanie, w pewien sposób się do niego przytulając. Można to było tłumaczyć tym, że w pokoju nadal była dość niska temperatura, a może po prostu lubiła jego bliskość.
- Wtedy znajdziemy coś innego. To nie jedyny rozsypujący się domek na odludziu w całych Stanach. Mamy sporo ruin do wyboru - uniosła kąciki ust. Jeśli o nią chodzi to naprawdę nie było problemu, jeśli coś posiadało sprawną kuchnię i łazienkę to ona mogła tam mieszkać. Reszta praktycznie nie grała roli - Łóżko polowe nie jest zbyt wygodne. Wystarczy, że zajmiesz to Penny, a ona może spać ze mną na kanapie. A ze snami jakoś sobie poradzę. Zresztą, może za jakiś czas Penny nauczy się trochę bardziej kontrolować to, co robi i nie będziemy mieli tego problemu.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-06-30, 00:57   
  

   1 Rok na Giftedach!


Pokiwał głową. - Mi chyba też. - uśmiechnął się smutno, bo podobnie jak ona zdecydował, że jednak pójdzie na misję. Nie podobało mu się, że Colleen wydaje mu rozkazy, nie miał zamiaru słuchać ich od kogoś kto miał jeszcze mleko pod nosem, bo właśnie w taki sposób patrzył na Marie. Pamiętał ją jeszcze za czasów, gdy była dzieckiem. Miał problem z autorytetami. Być może wyniósł to jeszcze z domu, a na jego szacunek naprawdę trzeba było sobie zasłużyć. Dla niego Colleen była po prostu jedną z nich. Była taka sama jak Bartowski, Fay, Hopper czy Gardner. Nie miał zamiaru traktować jej jako przywódczyni, bo w jego oczach wcale nią nie była. Gdyby nie złapano jej i Bractwo nie zostało zaatakowane… Mogłaby zatańczyć taniec zwycięstwa, bo się im nie udało. Jednak nie żałował swojej decyzji, bo wiedział że prędzej czy później by do tego doszło. Żałował, że musiał zostawić Bractwo i nie mógł w nim być, gdy naprawdę był potrzebny, a na dodatek wszystko to było jego winą.
- Ja nic nie sugeruję. - rozłożył ręce rozbawiony.
- Fay… - uśmiechnął się pod nosem. - W Bractwie spałem na materacu zrobionym z koców, a wierz mi… to i tak jedno z wygodniejszych miejsc, w których spałem. Więc łóżko polowe to naprawdę jak dla mnie luksus. - odpowiedział jej, zaciągając się papierosem. Może to brzmiało dziwnie, ale w łóżku czuł się dość… źle? Nie w łóżku z nią, bo właściwie to mu bardzo odpowiadało. Po prostu przez kilkanaście lat przyzwyczaił się do polowych warunków. Byle jakie jedzenie, byle jakie łóżko, zimno, gorąco. Nie potrzebował wygód. Właściwie to, sprawiały one że czuł się jakby coś było nie na miejscu.
Prawdopodobnie jeszcze trochę dyskutowali na temat przemeblowania domku. a Ronnie wypalił jeszcze kilka papierosów. Faktycznie. Właśnie tego potrzebował po koszmarze. Po jakimś czasie w drzwiach pojawiła się Penny i faktycznie poszedł już rozejrzeć się co się dzieje dookoła.
/zt
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6