Poprzedni temat «» Następny temat
Now you're just somebody that I used to know. | 14.03
Autor Wiadomość
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-24, 01:47   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Dla nas, rozpuszczonych dzieci bogatych rodziców, tym bardziej, nie? - Odpowiedziała jej z podobną nutą ironii wyczuwalną w głosie, choć faktycznie, być może coś w tym było.
Czasami odnosiła wrażenie, że im mniej miało się na starcie, tym mniej bolała utrata całkowicie wszystkiego. Nadal musiała być bolesna, ale przynajmniej nie miało się wspomnień dobrobytu, który nie sposób było już odzyskać. Jej zaś niewątpliwie brakowało nadzwyczaj wielu rzeczy, jakie utraciła wraz ze swoim statusem. Własnego mieszkania, w którym czuła się bezpiecznie. Ubrań, które nie były łachami - często znoszonymi i zdobytymi w ramach obozowej wymiany rzecz za rzecz. Ulubionych perfumów, jakich zapach już powoli przestawała pamiętać. Długich kąpieli w dużej wannie albo szybkich, kojących pryszniców w miejscu, w którym nie obawiało się stanąć gołymi stopami w brodziku. Wielu, wielu, wielu drobnostek, bez których teoretycznie szło się obyć, a które nagle stały się dla niej luksusem.
A przecież wychowała się w domu, w którym pieniądze dosłownie spadały z drzew, jednakże jednocześnie znała też życie ulicy. Zadawała się z ludźmi z zupełnie różnych warstw społecznych, szczególnie dużo czasu spędzając z takimi jak ona obecnie. Wyrzutkami, którzy nie śmierdzieli groszem, ale zawsze ostatecznie wychodzili na swoje. Teoretycznie nie mieli nic, jednak zawsze byli w stanie wyjść cało z opresji, znaleźć nawet chwilowy dach nad głową, wykombinować coś, żeby przeżyć do końca tygodnia. Dla Tilly to musiało być cięższe. Być może nie za bardzo, ale jednak. Dobra, elitarna rodzina, przyzwoita szkoła, różnorakie wymagania związane z poziomem...
Teraz obie nie musiały się ich trzymać. Czasami wręcz nie mogły, aby nie władować się w głębokie bagno. Tak, najwięcej problemów faktycznie wynikało z braku pieniędzy… A żeby je zdobyć, cóż, należało zwalić na siebie kolejne kłopoty. To było jak nieprzerywalny krąg absurdu. I nawet jeśli teraz już nie musiała aż tak bardzo się o to martwić, nadal o wszystkim pamiętała. Być może właśnie dlatego była tak skora do powiedzenia tego, co już po chwili opuściło jej usta?
- Zostań. Niekoniecznie tutaj… - To mówiąc, zmarszczyła brwi, rzucając wzrokiem na wnętrze pokoju i dosyć kiepskie warunki w nim panujące. - Ale coś znajdziemy. - Miała pieniądze, czyż nie? Mówiła o tym, zatem nie robiło jej to większego problemu. Przynajmniej pod względem fizycznym, bo psychicznie nadal czuła nieokreśloną blokadę uciskającą ją zarówno wcześniej, jak i teraz - gdy bez większego zastanowienia przytaknęła na prośbę Matilde.
Chciała przecież pomóc Tildzie. Nie miała nawet najmniejszych wątpliwości, co do tego, iż naprawdę chciała okazać swoje wsparcie. A jednak… Nawet jeśli tego nie okazywała, podświadomie obawiała się tej przyszłości. Tego, że jeszcze bardziej się ze sobą zetrą, że jeszcze bardziej się od siebie oddalą. Już teraz miały tak niewiele, ale brak jakiejkolwiek próby byłby prawdopodobnie jeszcze gorszy od ryzyka ostatecznej porażki.
Wiedziała to i czuła… Razem z tym całym zaniepokojeniem związanym ze stanem fizycznym Tilly. Te zranienia, wyraźnie dostrzegalne osłabienie… Jak mogłaby zostawić Tildę całkowicie samą? Zależało jej. Niech ją cholera, ale naprawdę jej zależało. Dlatego robiła to wszystko, wkładając w opatrywanie znacznie więcej uwagi niż zazwyczaj. Tak samo jak w dyskretną obserwację ze zdecydowanie niedyskretnym wypytywaniem.
- Nie powiesz mi, komu i co dokładnie robiłaś, prawda? - Spytała, ciężko przy tym wzdychając. - To wymagało od ciebie więcej energii niż wcześniej? - Wtedy wszystko miałoby swój cholerny, zagmatwany sens...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-28, 15:27   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace wzruszyła ramionami. Czy tak czasem nie działał świat? Kiedy było się już tak wysoko, kiedy miało się naprawdę dużo i nagle przychodziło to wszystko utracić, zacząć żyć bez niczego.. to nigdy nie było łatwe. Wychowanie, czy rodzina nie miały tu nic do rzeczy. Najciężej było po prostu zrezygnować z tych wszystkich luksusów. A właściwie to nawet wymazać je z pamięci, zapomnieć, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Wallace udało się to całkiem skutecznie. Ucieczka z domu w młodym wieku i życie w iście spartańskich warunkach, potem nałóg i walka o każdą kolejną działkę, kiedy nie miało się ani grosza… Oh. Pamiętała to aż zbyt dokładnie. Pamiętała upokarzanie się przed dilerami, pamiętała drobne kradzieże ze sklepu, pamiętała noce spędzone w melinach, pamiętała zaciąganie kolejnych długów. Kiedy przypominała sobie o tym wszystkim… obozowe warunki nie gorszyły jej aż tak bardzo. Owszem wolałaby większy pokój, lepszą łazienkę, kuchnię i trochę spokoju. Ale bywała w zbyt wielu melinach, by aż tak bardzo wybrzydzać. Teraz też nie potrzebowała wiele. Łóżka, prysznica i przenośnej lodówki. Zabawne jak to wszystko się zmieniało. Wcześniej pewnie nawet nie pomyślałaby o życiu w ten sposób. Teraz natomiast życie w tamten sposób wydawało jej się nieosiągalne.
– Dzięki – powiedziała tylko, stwierdzając w myślach, że to mogło być o wiele lepsze rozwiązanie. Kochała Cass całym sercem, ale ich drogi za bardzo się rozeszły. Wallace nie sądziła, by wspólne mieszkanie było w ogóle możliwe. Zwłaszcza teraz, kiedy sobie nie ufały. Zwłaszcza teraz, kiedy obserwowały każdy swój kolejny ruch i czuły się w swoim towarzystwie tak obco. Matilde wypaplała kilka rzeczy, a Gardner nie pozostała jej dłużna. Sprawy się potoczyły i… chyba Wallace była na tym etapie swojego życia, że nie miała dłużej siły walczyć. Coś się kończy, coś się zaczyna. Przyjęła to do wiadomości. Nie chciała jednak całkowicie utracić kontaktu. Na tyle się chyba nie nienawidziły. Na tyle jeszcze mogły dojść do porozumienia.
Pytanie i drążenie tematu nie powinno ją szokować. Ale z jakiegoś powodu po prostu nie spodziewała się czegoś takiego. Myślała, że całą swoją postawą dała jasno do zrozumienia, że nie ma o czym gadać. A jednak bardzo się myliła.
– Przykro mi – stwierdziła tylko. Nie miała siły kłamać i zmyślać. I chyba nie ufała jej na tyle, by podzielić się tymi wszystkimi wiadomościami. Leczyła kogoś bliskiego, tyle chyba powinno wystarczyć. Nie chciała w to mieszać jeszcze Willa. – Chyba tak… Ale wiesz. Chyba każde kolejne leczenie jest dla mnie coraz… gorsze. Niezależnie od obrażeń. – na to jednak mogła powiedzieć. Tyle mogła z siebie wyrzucić. Może to były tylko przypuszczenia, może to nie pokrywało się z rzeczywistością. Być może teraz tak obrywało jej się za to ostatnie leczenie przez to w jak słabej kondycji psychicznej i fizycznej była.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-01, 15:57   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- I tak nie zamierzałam tu zostać, więc lepiej, że mam powód, by wreszcie się wynieść. To nie nadaje się dla jednej osoby i psa, co dopiero dla dwóch. - Odpowiedziała, lekko wzruszając przy tym ramionami. Prawdę mówiąc, nie chodziło tylko o jedno - choć podwójne - łóżko znajdujące się w pokoju, niewygodny materac, kiepskiej jakości meble i całą resztę. To faktycznie miało dosyć spore znaczenie, będąc pierwszym powodem, dla którego Cassandra chciała opuścić motel, jednak dochodziły do tego także zupełnie inne przyczyny. I to w dosyć sporych ilościach, warto dodać. Matilde dała jej zaś ostateczny motyw, nawet jeśli sama zapewne nie zdawała sobie z tego sprawy. Zdecydowanie lepiej było wynająć coś wygodniejszego niż siedzieć w tym ciasnym pokoiku z jeszcze ciaśniejszą łazienką.
Zwłaszcza że przecież byłoby to znaczące ograniczenie prywatności, a one… Cóż, zdecydowanie nie były ze sobą blisko, a nawet wręcz przeciwnie. Miały swoje życie, swoje sekrety i tajemnice, swoje osobiste sprawy - jak wszyscy dorośli ludzie, z tym, że momentami może nawet trochę bardziej osobiste, sekretne i tajemnicze. Cass ostatnio miała tego aż nazbyt wiele, co prawda, czując potrzebę podzielenia się tym z kimś bliskim, ale jednocześnie woląc też nie ryzykować. Zachowywanie tego dla siebie, choćby nawet wyjątkowo uciążliwe, było prawdopodobnie najlepszą opcją. Szczególnie wobec tego, jaką opinię w tym temacie Tilda miała już wcześniej. Nie chciała, żeby to jeszcze bardziej je poróżniło. Najwyraźniej tak samo, jak Tilly nie zamierzała mówić jej pewnych rzeczy. Chyba trochę rozumiały się na tej płaszczyźnie.
- Takie życie… - Mruknęła, momentalnie czując się jakby staro, ale nie przejmując się tym zbyt mocno. Miała w końcu dużo poważniejsze rzeczy na głowie, niż dosyć absurdalne wrażenie, że zachowywała się trochę jak własna niania. Nie babcia, chociaż to pewnie najbardziej by pasowało, ale właśnie niania. Ot, uroki dosyć porypanego ogniska domowego. Tak czy inaczej, to nie było najważniejsze.
- Byłaś u tej kobiety? Tej, o której ci mówiłam? - Ostatecznie kończąc robienie opatrunku, spojrzała na Wallace, dodając. - Może ona byłaby w stanie dowiedzieć się, dlaczego tak jest? A przez ten czas przestaniesz korzystać z mocy… Coś wymyślimy, znajdziemy, przecież nie możesz tak żyć. - Powiedziała, dotykając ramienia towarzyszki. Może chciała zrobić coś więcej, objąć ją czy pocieszająco przytulić, ale nie czuła, by to było wskazane. Ostatecznie mruknęła więc, marszcząc kąciki ust:
- Odpocznij trochę. Potem coś pomyślimy…

[wątek zakończony]
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6